REDAKCJASKLEPINNENA ŻYWOCHATFORUMENGLISH      
       STARTBOKS ZAWODOWYBOKS AMATORSKIBOKS KOBIETBIOGRAFIEENCYKLOPEDIAHISTORIALUDZIE BOKSUBLOGI      
       ZAKŁADYPORADNIKZAŁÓŻ KONTOINFORMACJE
 

NOKAUTY ROKU MAGAZYNU 'THE RING'

Tomasz Ratajczak, 12125andrew, youtube.com

2012-02-22

Uznawany za Biblię zawodowego boksu magazyn "The Ring" od 1989 roku przyznaje tytuł Nokautu Roku. Poniżej przedstawiamy materiał video zawierający nagrania wszystkich nagrodzonych nokautów do roku 2010. Film ten został nagrany przed końcem ubiegłego roku, zatem nie uwzględnia ostatniego z dotychczas nagrodzonych nokautów, jaki Fernando Montielowi w lutym 2011 roku zafundował Nonito Donaire, w drugiej rundzie ich pojedynku. Ten nokaut został także wybrany przez Czytelników BOKSER.ORG nokautem roku w Plebiscycie naszego serwisu.

PÓŁ WIEKU TEMU ALI NA DESKACH

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2012-02-10

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, w obchodzonym na BOKSER.ORG Roku Muhammada Alego, związanym z jubileuszem 70. urodzin tego legendarnego pięściarza, przypominać będziemy różne, często mniej znane ciekawostki z jego biografii. Dziś jest ku temu doskonała okazja. Dokładnie 50 lat temu, 10 lutego 1962 roku, na ringu w nowojorskiej Madison Square Garden, występując jeszcze pod nazwiskiem Cassius Clay, mistrz olimpijski z Rzymu i przyszły król wagi ciężkiej znalazł się po raz pierwszy w zawodowej karierze na deskach. Stało się to w jego jedenastej profesjonalnej walce i to już w pierwszej rundzie. Rywal Claya, znany z mocnego uderzenia, choć reprezentujący bardzo przeciętny poziom bokserskiego rzemiosła Sonny Banks trafił kontrującym lewym sierpowym, który ściął mistrza olimpijskiego z nóg. Clay szybko się jednak pozbierał i gdy znany sędzia ringowy Ruby Goldstein doliczył do dwóch, już stał wyprostowany. Po odliczeniu do ośmiu i wznowieniu walki nie szukał ratunku w klinczu, lecz przypuścił zdecydowany atak, w kolejnym starciu rzucając z kolei swego rywala na deski. Jego przewaga rosła z rundy na rundę i ostatecznie Banks przegrał przez TKO w czwartym starciu. Co ciekawe, Clay przed walką zapowiedział, że znokautuje Banksa właśnie w tej rundzie i była to pierwsza tego typu jego zapowiedź, z których zasłynął w kolejnych pojedynkach.

OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2011

Jarosław Drozd, Informacja własna

2012-02-05

Miło nam poinformować, że do druku oddana została trzecia już edycja książki, współtworzonej przez redakcję BOKSER.ORG i jej przyjaciół. Oficjalny Rocznik Polskiego Boksu 2011 dokumentuje najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w polskim boksie zawodowym i amatorskim w ubiegłym roku. Dzięki wsparciu Mariusza Kołodzieja z Global Boxing Promotions oraz Adama Skarżyńskiego i Łukasza Lichoty z Adam`s Euro Contracting, po raz pierwszy byliśmy w stanie wydać nasz Rocznik w pełnym kolorze. Ta bogato ilustrowana książka, oprócz wielu zdjęć z ringów zawodowych, zawiera również zdjęcia wszystkich amatorskich mistrzów i mistrzyń Polski, na poziomie juniorów, kadetów i seniorów.

ZOBACZ SŁOWO WSTĘPNE I OKŁADKĘ ROCZNIKA >>

Oprócz kompletu wyników polskich pięściarzy i pięściarek osiągniętych w ciągu 2011 roku oraz wywiadów z Ludźmi Boksu, oferuje ciekawą dokumentację fotograficzną zawodów. Nasi dziennikarze i fotoreporterzy oprócz dokumentowania wydarzeń, które miały miejsce na polskich ringach, pracowali bowiem także poza granicami kraju: w Niemczech, Finlandii, Austrii, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Rosji. Sprzedaż Rocznika ruszy za tydzień, wkrótce więcej informacji.

ZMARŁA WIELKA FANKA ANDRZEJA GOŁOTY

Redakcja, TVN 24

2012-02-02

Wisława Szymborska nie żyje. Wielka polska poetka i noblistka, zmarła wczoraj we śnie w swoim krakowskim mieszkaniu. Przy tej smutnej okazji, warto wspomnieć, że była wielkim kibicem Andrzeja Gołoty. Zarywała noce, by zobaczyć jak walczy. W jej pokoju stała jego podobizna. Dla niego zaczęła oglądać "Taniec z Gwiazdami". Andrzej Gołota był wielką miłością Wisławy Szymborskiej. Historię sympatii Szymborskiej do Gołoty opisał w książce "Mój Znak" redaktor wydawnictwa Znak Jerzy Illg.

Przypadek sprawił, że pewnego dnia Szymborska i Gołota jedli w tej samej warszawskiej restauracji. Postawny bokser wzbudził sensację, otaczała go chmara fotoreporterów, natomiast na skromną starszą panią - Wisławę Szymborską - nikt nie zwracał uwagi.

Według Illga, zdarzenie to dało sposobność przyjacielowi noblistki Bronisławowi Majowi - poecie słynącemu z poczucia humoru - do wygłoszenia żartu o ewentualnym związku poetki i boksera. Żart był powtarzany i zaczął żyć własnym życiem.

Noblistka po każdej przegranej walce "przyjaciela" odbierała serie telefonów pełnych wyrazów współczucia od znajomych zatroskanych, jak przyjęła ten cios. Szymborska dostała również wiele portretów Gołoty. Dla niego, jak donosiły kolorowe tygodniki, zaczęła nawet oglądać "Taniec z Gwiazdami", gdzie bokser zrobił prawdziwą furorę.

WSPOMNIENIE MISTRZOSTW POLSKI Z 1971r.

Leszek Dąbrowski, Śląski Okręgowy Zw. Bokserski

2012-02-01

Zbliżają się Mistrzostwa Polski Seniorów w Poznaniu, i warto przy tej okazji wspomnieć o Mistrzostwach sprzed czterdziestu lat. Mowa o XLII Indywidualnych Mistrzostwach Seniorów w Boksie, które w dniach 29.08-05.09.1971r odbywały się w Katowicach. Mistrzostwa odbyły się po dwudziestoczteroletniej przerwie. Przyjechało 192 zawodników z 17 okręgów z całej Polski do nowo powstałej Hali Widowiskowo Sportowej. Boks ściągnął kibiców nie tylko z regionu i rekordowe 19 tysięcy podziwiało nie tylko walki, ale i nowoczesny w skali europejskiej jak na tamte lata, jedyny w swoim rodzaju "Spodek".

Już wtedy organizacyjnie poradzono sobie z takim dużym turniejem. Śląski Okręgowy Związek Bokserski - działając przy wsparciu włodarzy miasta, zbierał w prasie bardzo pochlebne recenzje. Najlepszym pięściarzem został wtedy Leszek BŁAŻYŃSKI reprezentujący klub "BBTS Włókniarz" Bielsko-Biała. Natomiast kryształowy puchar redakcji "Sport" dla najlepszego okręgu powędrował do stolicy dolnego śląska Wrocławia, skąd sześciu reprezentatów dotarło do finałów.

38 LAT TEMU ALI ZREWANŻOWAŁ SIĘ FRAZIEROWI

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2012-01-28

Trwa rok Muhammada Alego na BOKSER.ORG, zainicjowany w 70. urodziny tego legendarnego pięściarza. Przez kolejne miesiące w cyklu artykułów będziemy prezentowali rozmaite wydarzenia z jego biografii, oraz starali się odkrywać te mniej znane. Dziś z okazji 38. rocznicy przypominamy drugą walkę "Największego" z jego największym rywalem - "Smokin" Joe Frazierem (cały pojedynek w rozwinięciu). Pojedynek, do którego doszło 28 stycznia 1974 roku na ringu w nowojorskiej Madison Square Garden, sytuuje się w cieniu dwóch wielkich batalii stoczonych przez obu pięściarzy - pierwszej walki z 1971 roku, znanej jako "Walka stulecia" i trzeciej batalii Z 1975 roku, zapamiętanej w historii jako "Thrilla in Manila".

70. URODZINY MUHAMMADA ALEGO>>

Na mniejszą popularność drugiej walki Alego z Frazierem złożyły się dwie przyczyny. Po pierwsze obaj wielcy rywale przystępowali do niej w okresie, gdy najlepsze lata mieli - jak sądzono - już za sobą, a stawką rywalizacji był zaledwie pas mistrza Ameryki Północnej. Po drugie sam pojedynek choć toczący się w niezłym tempie, nie posiadał tak dramatycznych momentów jak pozostałe dwa starcia Alego z Frazierem. Jednak przed samą walką emocji nie brakowało, a o ich podsycenie zadbali sami pięściarze, którzy spotkali się pięć dni wcześniej w stacji ABC by wspólnie skomentować ich pierwszy pojedynek. W trakcie emisji nagrania doszło między nimi do sprzeczki zakończonej gwałtowną szamotaniną, co ze strony Alego było w dużej mierze sprytnie zaaranżowaną prowokacją wobec rywala, który potraktował sprawę poważnie. Na zainteresowanie walką wpływał również fakt, że jej zwycięzca miał zmierzyć się z ówczesnym mistrzem świata wszechwag, Georgem Foremanem.

TRZY WALKI MUHAMMADA ALEGO W MOSKWIE>>

W trakcie dwunastorundowej potyczki Ali realizował bezbłędnie taktykę eliminującą atuty Fraziera, przede wszystkim sprytnie unikając jego niszczycielskiego lewego sierpowego, który powalił "Największego" na deski w 14. rundzie ich pierwszej walki. Już w drugiej rundzie mogło być po wszystkim, gdyby nie błąd sędziego Tony'ego Pereza. Frazier został zamroczony jednym z ciosów Alego, który zasypał rywala gradem kolejnych uderzeń, ale w tym momencie ringowy sądząc, że słyszy gong przerwał tę egzekucję kończąc rundę. Po kilkunastu sekundach zorientował się w pomyłce i wznowił walkę, ale Frazier zyskał cenny czas na dojście do siebie, a po chwili rozbrzmiał już prawdziwy gong, który uratował go przed niechybnym nokdaunem. W kolejnych rundach "Smokin" Joe nie znalazł się już w takich opałach, ale nie potrafił przedrzeć się do półdystanu, punktowany przez tańczącego wokół ringu przeciwnika. Ostatecznie Ali wygrał na punkty jednogłośną decyzją sędziów, którzy Frazierowi przyznali najwyżej 5 rund, jednak w prasie pojawiały się pojedyncze głosy bokserskich ekspertów, którzy uważali, że zwycięzcą powinien być właśnie on. Zwycięstwo otworzyło Alemu drzwi do wielkiej walki z Foremanem, zapamiętanej jako "Rumble in the Jungle", ale to już zupełnie inna historia...

TRZY WALKI MUHAMMADA ALEGO W MOSKWIE

Jarosław Drozd, rian.ru

2012-01-25

Znakomity radziecki pięściarz Piotr Zajew, wicemistrz olimpijski z Moskwy (1980) w wadze ciężkiej, wspominał po latach ringowe spotkanie z "Największym" Muhammadem Alim. Jego zdaniem Amerykanin był bezapelacyjnie najlepiej wyszkolonym technicznie zawodnikiem  w historii wagi ciężkiej.

70. URODZINY MUHAMMADA ALEGO

Wspomniany Zajew w 1978 roku w Moskwie wziął udział w jednym z trzech pokazowych pojedynków z Alim, zorganizowanym podczas oficjalnej wizyty Amerykanina w Związku Radzieckim. Zaraz po walkach, Ali przyjął specjalne zaproszenie od ówczesnego I Sekretarza KPZR, Leonida Breżniewa.

- Wyszedłem na ring jako pierwszy, a po mnie jeszcze Jewgienij Gorstkow i Igor Wysocki. To był dla nas wielki zaszczyt stanąć w ringu z takim mistrzem jak Ali. Pamiętam, że był doskonały technicznie, szybki, zwinny, lekki. Myślę, że w wadze ciężkiej nie było później zawodnika walczącego na takim poziomie jak on - wspomina Zajew.

Według oficjalnych komunikatów agencyjnych, każda ze wspomnianych trzech walk trwała dwie rundy po trzy minuty.

- Wyszliśmy na ring ubrani w podkoszulki, lecz Ali, jako profesjonalista, pojawił się tam z nagim torsem - dodaje Zajew. - Nikt z nas nie wiedział za bardzo jak ma z nim boksować, więc staraliśmy się pokazać w ringu wszystko, co potrafiliśmy. Nikt z nas nie był liczony, nikt nie wylądował na deskach, a po zakończeniu walk odbyła się mała konferencja, na której Ali powiedział: "Podobali mi się ci trzej radzieccy bokserzy. Z pierwszym przegrałem, z drugim zremisowałem, a trzeciego pokonałem".

70. URODZINY MUHAMMADA ALEGO

Tomasz Ratajczak, AdamekFightPL, opracowanie własne

2012-01-17

"Gdy zobaczyłem go pierwszy raz, jego spodnie nie sięgały mu do kostek, a jego sportowa marynarka też była za krótka. Ale ubranie było nieistotne, ponieważ bił od niego żar. Już wtedy zdawał sobie sprawę z tego, że jest kimś wyjątkowym." Tak wspominał dzisiejszego Jubilata jeden z członków reprezentacji USA na Igrzyska Olimpijskie 1960 roku w Rzymie. A tym Jubilatem, który z Rzymu przywiózł złoty medal, jest oczywiście "The Greatest" Muhammad Ali. Człowiek, który stał się ikoną kultury masowej, jedną z najbardziej znanych postaci współczesnej historii, uznawany za najlepszego pięściarza w dziejach boksu. O Alim napisano dziesiątki książek, setki artykułów, tysiące słów. Stwierdzenia, które padły powyżej ocierają się o banał, gdyż status żyjącej legendy jest w przypadku dzisiejszego Jubilata bardziej oczywisty niż w odniesieniu do jakiegokolwiek innego człowieka. Można odnieść wrażenie, że nie sposób powiedzieć o nim czegoś nowego, jego wyjątkowa biografia wydaje się znana na wylot. Jeżeli jednak przyjrzymy się uważniej historii Muhammada Alego, to przekonamy się, że w dużym stopniu zbudowana jest ona zarówno z gloryfikujących go mitów jak i krzywdzących stereotypów. A gdzie w tym wszystkim jest prawdziwy człowiek, jak każdy z nas pełen sprzeczności? Gdzie w wielkiej legendzie Muhammada Alego jest miejsce na Cassiusa Marcellusa Claya Juniora, czarnoskórego Amerykanina, który przyszedł na świat dokładnie 70 lat temu, 17 stycznia 1942 roku w Louisville, w stanie Kentucky?

TAKO RZEKŁ MUHAMMAD ALI >>

Na to pytanie spróbujemy w najbliższych miesiącach poszukać odpowiedzi. Rok 2012 będzie na BOKSER.ORG rokiem Cassiusa Claya znanego jako Muhammed Ali. W cyklu artykułów postaramy się przybliżyć naszym Czytelnikom sylwetkę tego wielkiego mistrza szermierki na pięści, którego aktywność publiczna wykraczała daleko poza liny ringu. Przypomnimy najważniejsze wydarzenia z jego życia, a te mniej znane wydobędziemy z mgły zapomnienia, raz jeszcze obejrzymy wspólnie jego najważniejsze walki, a o komentarz do nich poprosimy znane postaci ze środowiska bokserskiego. Będzie to naszym zdaniem właściwe uhonorowanie człowieka, który dla popularyzacji naszej ukochanej dyscypliny sportu zrobił więcej niż ktokolwiek inny. Nie chcemy żyjącej legendy zamykać w krótkim artykule rocznicowym, będącym zwięzłym podsumowaniem kariery, której nie da zamknąć się w sztampowych ramach bokserskiej biografii, ograniczonych do wyliczenia sukcesów na amatorskim i zawodowym ringu, liczby mistrzowskich walk i udanych obron tytułu. "The Greatest" zasługuje na coś więcej. I w miarę naszych skromnych możliwości, postaramy się to uczynić, jako hołd dla wyjątkowego człowieka i wspaniałego sportowca, który za swoje poświęcenie dla boksu zapłacił wysoką cenę. To będzie nasz prezent urodzinowy dla dzisiejszego Jubilata. Na początek proponujemy krótki film przygotowany we współpracy z nami specjalnie na dzisiejszą jubileuszową okazję przez jednego z naszych stałych Czytelników. A niebawem na BOKSER.ORG znajdziecie kolejne interesujące materiały. Rok Muhammada Alego uważamy za otwarty. Wszystkiego najlepszego Mistrzu!

URODZINOWA WALKA ALEGO

Tomasz Ratajczak, Informacja własna

2012-01-17

Obchodzący dziś 70. urodziny Muhammad Ali, uznawany za największego mistrza w historii wagi ciężkiej, z dniem swoich urodzin może także wiązać czysto bokserskie wspomnienie, bowiem ponad pół wieku temu, dokładnie w dzień swoich 19. urodzin stoczył trzecią walkę na zawodowym ringu. 17 stycznia 1961 roku na ringu w Miami Beach na Florydzie, wtedy jeszcze jako Cassius Clay zmierzył się z Tonym Espertim, w pojedynku zakontraktowanym na 8 rund.

Walka została jednak zatrzymana już w trzecim starciu. Choć pozornie rywal Claya wydawał się nie naruszony, to jednak sędzia Mike Kaplan spojrzał mu głęboko w oczy i uznał, że wyglądają one, jakby zaraz miały eksplodować, w związku z czym przerwał pojedynek, ogłaszając zwycięstwo mistrza olimpijskiego z Rzymu przez TKO. Co ciekawe, niewielki, skromny plakat reklamujący tę walkę jest najstarszym zachowanym plakatem z okresu zawodowej kariery późniejszego Muhammada Alego, w obiegu kolekcjonerskim funkcjonują już tylko nieliczne egzemplarze, które na rynku antykwarycznym osiągają ceny prawie 2000 dolarów.

BERNARD HOPKINS - BEYOND THE GLORY

Redakcja, TheBoxingHistory, youtube.com

2012-01-14

W drugiej edycji naszego Plebiscytu pięściarzem, który zdecydowanie zdominował Waszymi głosami całe podsumowanie ubiegłego roku okazał się Bernard Hopkins (52-5-2, 32 KO). Mistrz świata wagi średniej w latach 1995-2005 (IBF'95-'05, WBC i WBA '01-'05, WBO '04-'05), który jako najstarszy pięściarz w historii zawodowego boksu sięgnął po pas mistrzowski, pokonując w ubiegłym roku, w wieku 46 lat Jeana Pascala, w walce o tytuł WBC w kategorii półciężkiej, już za życia stał się prawdziwą legendą tego sportu. Uznaliście to 49 % głosów za wydarzenie ubiegłego roku, a samego "Kata" wybraliście pięściarzem roku i Waszym ulubieńcem. W związku z tym przypominamy biograficzny film dokumentalny poświęcony jednemu z największych mistrzów wagi średniej, który zdominował tę kategorię wagową w pierwszych latach XXI wieku.

Z NAROŻNIKA TETRYKA: HALA MIROWSKA (GWARDII)

Krzysztof Kraśnicki, Ring Bulletin

2012-01-09

To było miejsce kultowe, przez wiele lat świątynia boksu. Cel porannych, niedzielnych pielgrzymek miłośników pięściarstwa. Warszawska Madison Square Garden, oczywiście z zachowaniem proporcji.

Hala Mirowska (Gwardii)
Już na dwie godziny przed ligowym meczem pod halę podjeżdżały milicyjne „suki”, stawały w odległości kilkunastu metrów od siebie, a funkcjonariusze rozciągali między nimi solidne liny. To była dopiero pierwsza przeszkoda; drugą były liny łączące uliczne latarnie. Trzecią- porządkowi, protoplaści dzisiejszych ochroniarzy.
 
Nieco później od najbliższego przystanku tramwajowego, od strony ulicy Marchlewskiego (obecnie Jana Pawła II), zaczęli pojawiać się najprzezorniejsi kibice. Ci, co chcieli kupić bilety w dobrych sektorach, skąd nic nie zasłaniało widoku na ustawiony pośrodku hali ring.Ale najwcześniej pojawiali się najmłodsi fani boksu, dwunasto, czternastoletni. Ci, co nie mieli kasy na bilety, ale nadzieję, że w jakiś sposób dostaną się do środka, obejrzą w akcji Wichmana, Kuleja, Grudnia czy Rudkowskiego. Niektórym się udawało. Jedną z wielu metod była próba wejścia przez kotłownię, z tyłu hali. Inną przez usuniętą ze szprosów szybę przy schodach, obok jednej z trybun. Ten sposób wymagał wcześniejszego przygotowania. W przeddzień zawodów należało dostać się do obiektu, najlepiej z jakąś sportową torbą na ramieniu, niby na trening. Następnie wejść na upatrzoną trybunę, wyskrobać kit okalający szybę i delikatnie ją wstawić. Ale to dopiero połowa sukcesu. W dniu zawodów trzeba było niezauważenie, a więc zanim pojawili się milicjanci, wspiąć się po rynnie kilka metrów, poczekać, aż trybuna się nieco zapełni, usunąć szybę tak, aby się nie rozbiła. No i rozglądać się, czy nie ma w pobliżu porządkowego.
 
Pogardzaną przez większość, ale przez niektórych małolatów wykorzystywaną metodą,  było wejście „na tatusia”. Podchodziło się do nobliwie wyglądającego jegomościa z błagalną prośbą: „wejdę z panem”. Niektórzy wprowadzali, inni odmawiali. Czasem któryś z walczących pięściarzy wychodził po kogoś ze znajomych, a gdy ten się nie pojawiał, bokser wprowadzał jednego, dwóch chłopaków. Wejście z mistrzem to było coś. Duma rozpierała wybrańca jeszcze długo po meczu. Dorabiał do tego wydarzenia jakąś historię, np. że Lasek (bokser Gwardii wagi ciężkiej), który umożliwił mu obejrzenie meczu to daleki kuzyn. Wśród wystających przed halą w oczekiwaniu, że ktoś ich wprowadzi, byli nie tylko najmłodsi miłośnicy walk pięściarskich. Często widywało się jednego z najbardziej w owym czasie popularnych aktorów, zdobywcę Złotej Maski. Kręcił się ów gość przed halą, przytupywał na mrozie, wykonywał, dla rozgrzewki, ćwiczenia ramion, przysiady i podskoki, czekał cierpliwie aż pojawi się Jerzy Kulej czy Jan Gałązka, przyjaciele artysty.

MIKE TYSON TRIBUTE

Redakcja, AdamekFightPL, youtube.com

2011-12-20

17 LAT TEMU 'TIGER' ZOSTAŁ MISTRZEM W CRUISER

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne

2011-12-17

17 lat temu, 17 grudnia 1994 roku na ringu w Hamburgu Dariusz Michalczewski przeszedł do historii jako pierwszy polski (a zarazem niemiecki - reprezentował wtedy naszych zachodnich sąsiadów) pięściarz, który został mistrzem świata w dwóch kategoriach wagowych. Zaledwie trzy miesiące po zdobyciu pasa WBO w kategorii półciężkiej po zwycięstwie nad Leeonzerem Barberem, sięgnął po tytuł tej samej federacji w wadze junior ciężkiej. W dziesiątej rundzie ciężko znokautował lewym sierpowym mocno już porozbijanego Nestora Giovanniniego. W ten sposób pomścił innego podopiecznego swego promotora Klausa-Petera Kohla, wcześniejszego mistrza WBO w cruiser Markusa Botta, który stracił pas właśnie na rzecz Giovanniniego. Do czasu zakończenia walki Michalczewski prowadził zdecydowanie na punkty, wygrywając niemal wszystkie rundy. W dziewiątym starciu miał Argentyńczyka na deskach po prawym podbródkowym, ale sędzia ringowy liczył na tyle długo, że zamroczony pięściarz pozbierał się na "9", a przed nokautem uratował go gong kończący rundę. Było to jednak tylko odroczenie egezkucji, która nastąpiła dwie minuty później.

Walka z Giovanninim była według Michalczewskiego planowana jako element strategii, mającej doprowadzić do pojedynku z legendą zawodowego boksu, mistrzem świata pięciu kategorii wagowych Thomasem Hearnsem (później dołożył jeszcze mało znaczący pas w szóstej) , dzierżącym wówczas tytuł NABF w kategorii cruiser. Jednak "Hitman" nie był zainteresowany starciem z "Tygrysem" i w ten sposób walka z Argentyńczykiem stała się jedynie okazją do osiągnięcia historycznego sukcesu w nowej wadze. Po zapisaniu go na swoim koncie, Michalczewski powrócił do rywalizacji w wadze półciężkiej i z powodzeniem bronił swojego pasa WBO aż 23 razy w ciągu prawie 9 lat. Jego osiągnięcie udało się powtórzyć dopiero Tomaszowi Adamkowi, który w 2008 roku zdobył pas w drugiej kategorii wagowej.

15 LAT TEMU 'WOJOWNIK' ZAKOŃCZYŁ KARIERĘ

Tomasz Ratajczak, youtube.com

2011-12-13

15 lat temu, 13 grudnia 1996 roku na ringu w Hanowerze legendarny mistrz kickboxingu oraz niepokonany pięściarz wagi półciężkiej Marek Piotrowski, stoczył swoją ostatnią walkę. Pokonał wtedy na punkty w ośmiu rundach Grega Lavely'ego. Miał na koncie 21 walk bokserskich bez porażki, w tym 11 zwycięstw przed czasem. Rok później dostał propozycję walki o mistrzowski pas federacji IBF z Reggie Johnsonem, musiał jednak zrezygnować z powodu poważnych problemów ze zdrowiem, z którymi zmaga się do dziś. Dla kibiców pozostaje jednak niezłomnym "Wojownikiem", którego kariera w sportach walki zaprowadziła go od jujitsu i Karate Kyokushin do kickboxingu, w którym zostal amatorskim mistrzem świata, a później po przeprowadzce do USA wielokrotnie sięgał po mistrzowskie pasy na zawodowym ringu. W kickboxingu stoczył 44 walki, z których przegrał tylko dwie, z wielkimi gwiazdami tego sportu, z Rickiem Roufusem (pokonał go w pierwszej walce) oraz Robem Kamanem. Najwięszym sukcesem "Punishera" było zwycięstwo nad Donem "The Dragon" Wilsonem, absolutną legendą sportów walki, odniesione w 1989 roku, które przyniosło polskiemu zawodnikowi pierwszy zawodowy tytuł mistrzowski. Karierę kickbokserską zakończył w 1995 roku, jako zunifikowany czempion. Jego równolegle rozwijająca się kariera zawodowego pięściarza pozbawiona była wielkich walk i wielka szkoda, że choroba pozbawiła go możliwości rywalizacji ze światową czołówką. Był jednak niezwykle aktywny, gdyż 21 pojedynków stoczył zaledwie w niecałe 5 lat, występując jednocześnie jako kickbokser. Od 2002 roku mieszka na stałe ponownie w Polsce, jest bohaterem znakomitego filmu dokumentalnego "Wojownik", który przypominamy poniżej, ma na koncie role w filmach fabularnych, poświęcono mu kilka książek a nawet komiks. Wśród wielu międzynarodowych oraz krajowch wyróżnień szczególne miejsce zajmuje Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, nadany Piotrowskiemu w 2009 roku. Przez ekspertów zgodnie uznawany jest za jednego z największych ringowych wojowników w latach 90. ubiegłego wieku. Jego walki z pierwszych rzędów przy ringu podziwiały największe gwiazdy amerykańskiego sportu, polityki i show-biznesu.  Mimo problemów ze zdrowiem nadal pozostaje poza ringiem wspaniałym wojownikiem, wielkim wzorem do naśladowania dla wszystkich.

30 LAT TEMU - OSTATNIA WALKA ALEGO

Tomasz Ratajczak, opracowanie własne, youtube.com

2011-12-11

Dokładnie 30 lat temu, 11 grudnia 1981 roku, największy pięściarz w historii, legendarny mistrz świata wagi ciężkiej Muhammad Ali wszedł po raz ostatni między liny ringu, by na Bahamach stawić czoła byłemu pretendentowi do światowego czempionatu i mistrzowi Kanady oraz Wspólnoty Brytyjskiej, Trevorowi Berbickowi. Pochodzący z Jamajki reprezentant Kanady, późniejszy mistrz WBC znokautowany w 1986 roku przez Tysona, w najlepszych latach Alego nie wytrzymałby prawdopodobnie z "Największym" nawet jednej rundy. Jednak w 1981 roku Ali był jedynie marnym cieniem wielkiego pięściarza, rozbitym w dodatku rok wcześniej przez Larry'ego Holmesa. Jednak nawet ten schorowany już wtedy pięściarz, potrafił przetrwać z będącym u szczytu swoich możliwości, znacznie młodszym rywalem pełne dziesięć zakontraktowanych rund, wygrywając niestety najwyżej dwie lub trzy z nich. Po tej porażce "The Greatest" wreszcie postanowił zawiesić rękawice na kołku i następnego dnia ogłosił zakończenie wspaniałej kariery, trwającej na zawodowym ringu od 1960 roku. Z tej jubileuszowej okazji pragniemy przypomnieć Czytelnikom BOKSER.ORG ostatnią walkę wielkiego mistrza (całość w rozwinięciu).

9 LAT TEMU - GATTI vs WARD II

Redakcja, youtube.com

2011-11-23

ĆWIERĆ WIEKU TEMU TYSON ZOSTAŁ MISTRZEM ŚWIATA

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2011-11-22

Dokładnie ćwierć wieku temu na ringu w Las Vegas Mike Tyson został najmłodszym w historii mistrzem świata wagi ciężkiej. Miał niewiele ponad 20 lat, gdy cały bokserski świat legł u jego stóp. Do walki o pas WBC wychodził jako zdecydowany faworyt, co biorąc pod uwagę jego wiek i brak doświadczenia w walkach z klasowymi rywalami, było naprawdę wyjątkowe. Urzędujący mistrz, pochodzący z Jamajki lecz reprezentujący barwy Kanady Trevor Berbick nie był może wielkim pięściarzem, ale miał za sobą 10-letnią karierę z 36. pojedynkami oraz sławę ostatniego pogromcy legendarnego Muhammada Alego (choć w istocie pokonał zaledwie marny cień Alego). Wytrzymał też w ringu 15 rund z samym Larrym Holmesem, przegrywając jedynie na punkty, a pas mistrzowski zdobył po wyrównanej walce z Pinklonem Thomasem.

Berbick uznawany był za walecznego pięściarza, jednak walki z Tysonem chciał uniknąć. Za młodym wilkiem ciągnęła się już wtedy zła sława ringowego niszczyciela, który z 27 walk większość wygrał przez nokaut w pierwszej lub drugiej rundzie. Dwumilionowe honorarium skłoniło ostatecznie mistrza świata do podjęcia wyzwania i na swoje nieszczęście wieczorem 22 listopada 1986 roku wszedł do ringu z "Bestią". Walkę przegrał na dobrą sprawę zanim się zaczęła. Gdy Berbick wybrał czarny kolor spodenek, Tyson zapłacił kilka tysięcy dolarów kary, byle tylko móc walczyć również w tym kolorze, który miał na sobie w dotychczasowych pojedynkach. Nie okazywał mistrzowi respektu i od pierwszego gongu rzucił się do huraganowego ataku. To on wyglądał w tej walce na prawdziwego mistrza, a Berbick na przerażonego skazańca rzuconego na pożarcie lwu. Bez wąpienia Tyson chciał walkę skończyć jak najszybciej, może również dlatego, że był osłabiony kuracją antybiotykową, którą musiał odbyć by pozbyć się choroby wenerycznej złapanej kilka tygodni przed pojedynkiem. W związku z tym mógł obawiać się o swoją kondycję, gdyby walka trwała zbyt długo. Ale wszystko skończyło się bardzo szybko, już w drugiej rundzie, gdy Berbick pierw padł na deski po sierpowym Tysona, a ostatniej minucie tego starcia padł ponownie po lewym sierpie "Żelaznego" i próbując powstać zataczał się jak pijany po ringu, łapiąc się lin i przewracając bezradnie. W ciągu kilku kolejnych miesięcy Tyson do zdobytego na Berbicku pasa WBC dorzucił pasy WBA oraz IBF i mając zaledwie 21 lat został niekwestionowanym mistrzem wszechwag, pierwszym od ponad 8 lat. I choć jego bokserska kariera obfitowała we wzloty i upadki, a jej poszczególne etapy znaczone były dramatycznymi wydarzeniami w życiu osobistym, stał się legendą za życia, uznawany jest za jednego z najlepszych mistrzów wagi ciężkiej w historii, oraz obok Muhammada Alego jest bez wątpienia najbardziej znanym pięściarzem na świecie. Trudno byłoby znaleźć człowieka, który nigdy nie słyszał o Tysonie. "Żelazny Mike" z wielkiego mistrza przeobraził się w globalną ikonę popkultury.

12 LAT TEMU GOŁOTA PRZEGRAŁ Z GRANTEM

Tomasz Ratajczak, youtube.com

2011-11-20

Wczorajszego wieczoru Michael Grant (48-4, 36 KO) odniósł zwycięstwo w niemal przegranej walce, gdy na kilkadziesiąt sekund przed końcem pojedynku znokautował Francois Bothę (48-6-3, 29 KO), który prowadził wyraźnie na punkty. Jak widać historia lubi się powtarzać, gdyż dokładnie 12 lat temu, 20 listopada 1999 roku na ringu w Atlantic City w podobnie szczęśliwy sposób Grant zwyciężył pojedynek z Andrzejem Gołotą (41-8-1, 33 KO). Była to jedna z tych słynnych walk Polaka, w których przegrywał z samym sobą, a nie z rywalem. W pierwszej rundzie miał Granta dwukrotnie na deskach, jednak nie dał rady skończyć Amerykanina przed czasem. Grant w przerwie doszedł do siebie i stawił Gołocie czoło w kolejnych starciach. Jednak Polak do 10 rundy prowadził zdecydowanie na punkty (86-81, 87-80, 85-83). W tej rundzie padł jednak na deski po ciosach Granta. Wstał błyskawicznie, nie był zamroczony, a do końca starcia pozostawało zaledwie kilkadziesiąt sekund. Nieoczekiwanie Gołota zrezygnował z dalszej walki! W ten sposób Grant wygrał szczęśliwie przez techniczny nokatu zdobywając pas NABF i zostając challengerem do tytułu WBC (kilka miesięcy później został zniszczony przez Lennoxa Lewisa), a Gołota tłumaczył swoje nieoczekiwane poddanie tym, że sądził iż przegrywa walkę. Był z pewnością jedynym spośród tysięcy ludzi oglądających ten pojedynek, który widział przewagę Granta. Nie był to jednak koniec niespodzianek jakie sprawił swoim kibicom i całemu bokserskiemu światu polski pięściarz. Niemal rok później doszło do jego pamiętnego starcia z Tysonem...

ZAWODOWY DEBIUT HOLYFIELDA 27 LAT TEMU

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2011-11-15

27 lat temu na zawodowym ringu w słynnej Madison Square Garden w Nowym Jorku zadebiutował pięściarz, który kilka miesięcy wcześniej na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles zdobył brązowy medal w wadze półciężkiej. Był kandydatem do złota, jednak w walce półfinałowej znokautował rywala ciosem zadanym tuż po komendzie stop i przegrał przez dyskwalifikację.  W zawodowym debiucie zmierzył się z wymagającym przeciwnikiem, co nie zdarza się w tym sporcie zbyt często i pewnie wygrał na punkty. Później zawojował profesjonalne ringi, stając się legendą za życia i do dziś mimo 49 lat, uznawany jest za jednego z czołowych pięściarzy wagi ciężkiej. Mowa oczywiście o Evanderze Holyfieldzie (44-10-2, 29 KO), niekwestionowanym mistrzu świata wagi junior ciężkiej w latach 1986-88, oraz pierwszym w historii mistrzu wszechwag, który odzyskiwał tytuł aż czterokrotnie. "The Real Deal" nie traci rezonu i zapowiada, że na tronie królewskiej kategorii zasiądzie po raz piąty. Tymczasem wykorzystując rocznicową okazję przypominamy jego debiutancką walkę z Lionelem Byarmem. Warto podkreślić, że tego dnia na ringu w MSG zadebiutowała duża część amerykańskiej reprezentacji olimpijskiej - Pernell Whitaker, Meldrick Taylor, Mark Breland i Virgil Hill, a więc zawodnicy, którzy podobnie jak Holyfield odnieśli później w zawodowym boksie znaczące sukcesy.

HISTORIA PIETRZYKOWSKIEGO W TRANS WORLD SPORT

Redakcja, youtube.com

2011-11-01

Zapraszamy na film z Trans World Sport, poświęcony wielkiemu polskiemu pięściarzowi, Zbigniewowi Pietrzykowskiemu. Film został przetłumaczony na język polski, autorem tłumaczenia jest Gniewko Drewnicki. Serdecznie zapraszamy.

ARTYŚCI RINGU: ZBIGNIEW PIETRZYKOWSKI >>

37 LAT TEMU - 'THE RUMBLE IN THE JUNGLE'

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2011-10-30

30 października 1974 roku na stadionie w stolicy Konga-Zairu Kinszasie doszło do jednej z najbardziej legendarnych walk w historii zawodowego boksu. Mistrz świata wagi ciężkiej George Foreman stanął do trzeciej obrony pasów WBA i WBC przeciwko byłemu dwukrotnemu czempionowi Muhammadowi Alemu. Ich starcie, które zapisało się w annałach boksu jako "The Rumble in the Jungle", było pierwszą wielką imprezą organizowaną przez ekscentrycznego promotora Dona Kinga, wcześniej gangstera z Cleveland, od paru lat z impetem rozwijającego działalność w bokserskim biznesie.

- Byłem dobry, lecz Ali uczynił mnie wielkim - powiedział wiele lat po tej walce King. Udało mu się nakłonić groteskowego dyktatora Zairu Mobutu Sese Seko, do wyłożenia astronomicznej jak na tamte czasy kwoty 10 milionów dolarów na sfinansowanie walki Foremana z Alim. Termin ustalono na 25 września 1974 roku, obaj pięściarze przylecieli do Zairu już latem, aby przystosować się do afrykańskiego klimatu. Niestety na skutek kontuzji odniesionej przez Foremana podczas sparingu krótko przed walką, jej termin został przesunięty o ponad miesiąc. To jeszcze bardziej podsyciło apetyty kibiców na całym świecie i uczyniło starcie w Kinszasie jednym z największych wydarzeń sportowych tamtej epoki, które wywarło również ogromny wpływ na kulturę, będąc opisywanym w literaturze oraz przedstawianym w dziełach filmu i innych dziedzin sztuki. Dokumentalny film poświęcony tej legendarnej walce "When we were kings", nakręcony w 1996 roku, został nagrodzony Oscarem, a podczas ceremonii wręczania statuetki doszło do wzruszającej sceny, gdy choremu na Parkinsona Alemu pomagał wejść na scenę jego dawny rywal i współbohater filmu George Foreman. Wtedy role się odwróciły - po walce w Kinszasie to Ali był opromieniony wielkim triumfem, natomiast ponad 20 lat później schorowany mistrz wspierał się na ramieniu pokonanego przez siebie Foremana, który przeżywał swoje chwile chwały, gdy po znokautowaniu Michaela Moorera został najstarszym w historii mistrzem świata wszechwag.

Jednak owego pamiętnego dnia 1974 roku na ringu w Kinszasie to Muhammad Ali przeżywał chwile swojej największej chwały. Podbił serca Kongijczyków deklarując, że jego przodkowie zostali wywiezieni jako niewolicy właśnie z Zairu. Wszędzie gdzie się pojawiał towarzyszyły mu okrzyki w miejscowym języku - "Ali bomaye!". Faworytem jednak nie był. Sądzono, że 32-letni były mistrz nie sprosta młodszemu o 7 lat i silnemu jak tur czempionowi, który większość walk wygrywał przez nokaut w pierwszych rundach. Fraziera i Nortona, którzy pokonali Alego a w rewanżu ulegli mu zaledwie na punkty, "Big George" dosłownie zmiótł z ringu. Jednak Ali tej niszczycielskiej sile przeciwstawił swój bokserski geniusz, wykorzystując taktykę, którą określił jako "rope-a-dope". Zauważył, że ring został po partacku przygotowany przez organizatorów, nie mających doświadczenia w tego typu przedsięwzięciach. Podłoga była szorstka i mało sprężysta, utrudniała swobodny taniec wokół rywala i trzymanie go na dystans, co Ali często wykorzystywał w swoich walkach. Za to liny były wykonane z kiepskiego materiału, który rozciągał się w parnym afrykańskim powietrzu, w dodatku zostały źle naciągnięte w narożnikach. Ali opierał się o nie i bujał jak na dziecięcej huśtawce, unikając w ten sposób wielu straszliwych uderzeń Foremana, a resztę starał się przyjmować na gardę. Imponował także niemal nadludzką odpornością, gdyż wiele z tych ciosów doszło jednak celu. Przyjmował je jednak bez zmrużenia oka i drwił z przeciwnika w swoim stylu, zadając jednocześnie celne kontry. Do 8 rundy prowadził u wszystkich sędziów na punkty. A Foreman był u kresu sił po bombardowaniu, które urządził pretendentowi. W ósmym starciu już słaniał się na nogach i ciężko oddychał. Ali wyprowadził kombinację kilku ciosów zakończoną potężnym prawym, którym posłał mistrza na deski i zakończył walkę. Publiczność oszalała z radości a nad stadionem w Kinszasie otworzyło się niebo i rozpętała się tropikalna ulewa. Muhammad Ali zapracował na przydomek, który używany już wcześniej, wtedy przyległ do niego na stałe - "The Greatest", pierwszy w historii pięściarz, który po raz trzeci został mistrzem świata, w dodatku pokonując w wielkim stylu faworyzowanego rywala.

60 LAT TEMU MARCIANO ZAKOŃCZYŁ KARIERĘ LOUISA

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2011-10-26

Dziś mija dokładnie 60 lat od walki, która zakończyła bokserską karierę pięściarza, przez wielu uznawanego na największego mistrza wagi ciężkiej w historii – noszącego przydomek „Brown Bomber” Joe Louisa. 26 października 1951 roku, na ringu w legendarnej Madison Square Garden, 37-letni były czempion wszechwag został znokautowany przez wschodzącą gwiazdę królewskiej dywizji, młodszego o 9 lat Rocky’ego Marciano, określanego w nawiązaniu do rodzinnego miasta jako „Brockton Blockbuster”.

ZOBACZ OSTATNIE RUNDY WALKI MARCIANO vs LOUIS >>>

Louis do dziś pozostaje najdłużej panującym mistrzem świata wagi ciężkiej, który zasiadał na tronie aż 13 lat, od zwycięstwa nad Jimem Braddockiem w 1937 roku, do porażki z Ezzardem Charlesem w 1950 roku. W tym czasie odprawił z kwitkiem aż 24 pretendentów (w tym J.J. Walcotta dwukrotnie). Natomiast Rocky Marciano zapisał się w historii jako jedyny mistrz świata wagi ciężkiej, który zakończył karierę niepokonany, a jego rekord 49 zwycięstw pozostaje do dziś niepobity. Niewielu czempionów wszechwag potrafiło zejść ze sceny we właściwym momencie, będąc w posiadaniu mistrzowskiego pasa. Pierwszy próbował James Jeffries, który zakończył karierę niepokonany, tylko z dwoma remisami w 1904 roku, ale powrócił sześć lat później skuszony ofertą walki o „honor białej rasy” z czarnoskórym mistrzem Jackiem Johnsonem i został sponiewierany w 15 rundach. Pas mistrza świata na bokserską emeryturę zabrał Gene Tunney, który zakończył karierę w 1928 roku, mając na koncie zaledwie jedną porażkę przy czterech remisach w aż 85 walkach. Przed Marciano tylko jemu udała się ta sztuka, a zaledwie jedna porażka przy takiej liczbie walk, stawia jego osiągnięcie na równorzędnym poziomie w stosunku do wyczynu Rocky’ego. Zakończyć karierę jako panujący mistrz próbował jeszcze przed Marciano… Joe Louis, który ogłosił to w 1949 roku. Jednak będąc wciąż uznawanym za pełnoprawnego czempiona powrócił  na ring kilkanaście miesięcy później, by zmierzyć się z Ezzardem Charlesem, kreowanym przez rosnącą w siłę National Boxing Association na nowego mistrza i przegrał wyraźnie na punkty. Mimo, że jego gwiazda zgasła, toczył kolejne walki, by spłacić zobowiązania wobec fiskusa i to doprowadziło go w końcu do starcia z Marciano.

21 LAT TEMU HOLYFIELD ZOSTAŁ MISTRZEM WSZECHWAG

Tomasz Ratajczak, youtube.com, opracowanie własne

2011-10-25

Dziś mija 21. rocznica walki, w której jeden z największych mistrzów wagi cruiser sięgnął po najcenniejsze trofeum w zawodowym boksie - niekwestionowane mistrzostwo wagi ciężkiej i podobnie jak w niższej kategorii, zapisał się w historii jako jeden z największych czempionów. 25 października 1990 roku na ringu w Las Vegas doszło do pojedynku między sensacyjnym pogromcą Mike'a Tysona, mistrzem WBC, WBA oraz IBF Jamesem "Busterem" Douglasem, a pretendentem Evanderem Holyfieldem, który w drugiej połowie lat 80. XX wieku zdominował niższą kategorię wagową.

ZOBACZ WALKĘ HOLYFIELD vs DOUGLAS >>>

Walka, która rozpoczęła panowanie legendarnego czempiona nie miała większej historii. Douglas wyszedł do niej zupełnie nieprzygotowany. W pierwszych dwóch rundach wyraźnie widoczna była jego słaba dyspozycja i na koniec nie trzeba było długo czekać. W trzeciej rundzie Holyfield trafił mistrza potężnym prawym i było po wszystkim. Dla "Bustera" był to już de facto koniec kariery, choć powrócił sześć lat później, jednak toczył walki z bardzo przeciętnym rywalami, by definitywnie zawiesić rękawice na kołku w 1999 roku. Natomiast przed Holyfieldem otworzyły się drzwi do wielkiej kariery i do dziś, mimo ukończonych niedawno 49 lat, wielki mistrz nie chce ich zamknąć, choć najlepszy czas ma już dawno za sobą. Nadal jednak pozostaje czołowym zawodnikiem królewskiej dywizji, z którym muszą liczyć się najlepsi. Jako mistrz zdobywał koronę wszechwag czterokrotnie (jeśli nie liczyć "paska" WBF), a jego ringowa trylogia z Riddickiem Bowe, walki z Tysonem i Lewisem, zapisały się złotymi głoskami w historii zawodowego boksu. Mimo tego, że mistrzostwo wagi ciężkiej stracił 10 lat temu, po przegranej drugiej walce z Ruizem, nadal nie traci nadziei na sięgnięcie po to trofeum po raz piąty. Niezależnie od jego dalszych ringowych perypetii, Holyfield pozostaje żyjącą legendą tego sportu.

11 LAT TEMU GOŁOTA SPOTKAŁ 'BESTIĘ'

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne, youtube.com

2011-10-20

11 lat temu, 20 października 2000 roku w olbrzymiej hali The Palace, w Auburn Hills na przedmieściach Detroit doszło do wydarzeń, po raz kolejny zwracających uwagę bokserskiego świata na dwóch pięściarzy, w których karierach nie brakowało dramatycznych i kontrowersyjnych momentów. Wydarzenia te nadal są przedmiotem gorących dyskusji wśród kibiców zawodowego boksu. Wystarczy wymienić nazwiska głównych bohaterów, aby zrozumieć dlaczego ich spotkanie w ringu elektryzowało wówczas miliony ludzi - byli to Mike Tyson, odbudowujący stopniowo swoją karierę po skandalu z odgryzieniem ucha przeciwnikowi oraz stojący na jego drodze do następnej mistrzowskiej walki Andrzej Gołota. Polak znajdował się w podobnej sytuacji co jego rywal, próbując zatrzeć kolejnymi pojedynkami złe wspomnienia po jego zadziwiającej porażce z Grantem.

ZOBACZ WALKĘ TYSON-GOŁOTA Z KOMENTARZEM JANUSZA PINDERY >>>

Dziś pewnie mało kto już pamięta, że przed tamtą walką Tyson wcale nie był zdecydowanym faworytem, choć oczywiście bardziej spodziewano się jego zwycięstwa. Jednak oczekiwano również, że Gołota, który wówczas miał na koncie tylko jedną "prawdziwą" porażkę z Lewisem i trzy bardziej ze samym sobą niż rywalami, stawi "Bestii" twardy opór. W puli znalazła się znaczna suma pieniędzy na honoraria obu pięściarzy, podobno 10 mln dolarów dla Tysona i 5 mln dla Gołoty, a debiutujący w roli promotora wielki mistrz świata z lat 80. XX w. Thomas Hearns mógł być zadowolony. Walka zapowiadała się jako wielki hit. Natężenie emocji przed starciem dwóch nieobliczalnych, a zarazem znakomitych pięściarzy było rzeczywiście ogromne.

Początek okazał się bardzo typowy dla polskiego zawodnika, który po silnym ciosie Tysona w ostatnich sekundach pierwszego starcia, zapoznał się z deskami. Ale już w drugiej rundzie wydawało się, że Gołota zaczyna panować nad sytuacją, kilka razy wstrząsnął nawet "Żelaznym Mikem". Zresztą w pierwszej rundzie mimo charakterystycznego dla niego usztywnienia, do momentu nokdaunu również radził sobie dość dobrze z furiackimi atakami Tysona. Zapowiadała się zacięta walka, z pewnością wielu z nas, polskich kibiców, którzy ponownie zarwali noc na dawkę adrenaliny serwowaną przez Gołotę, oglądało ten pojedynek na stojąco. I wtedy stało się coś, czego do dziś równie wielu nie potrafi zrozumieć. Andrzej Gołota nie wyszedł do trzeciej rundy i opuścił ring przy akompaniamencie gwizdów i przekleństw, obrzucany przez kibiców zgromadzonych w The Palace plastikowymi kubkami i jedzeniem.

11 LAT TEMU WŁADIMIR KLICZKO POMŚCIŁ BRATA

Tomasz Ratajczak, youtube.com, UBPboxing

2011-10-14

W marcu 2000 roku doszło do sensacyjnej porażki ówczesnego mistrza WBO w wadze ciężkiej Witalija Kliczki (wtedy niepokonanego w 27 walkach) ze znacznie ustępującym mu warunkami fizycznymi (19 cm różnicy wzrostu!) Chrisem Byrdem. Amerykanin zdecydowanie przegrywał na punkty po dziewięciu rundach, ale Ukrainiec doznał poważnej kontuzji ręki, na skutek której musiał wycofać się z walki, tracąc mistrzowski pas. Byrd nie cieszył się jednak długo zdobytym trofeum. Dokładnie 11 lat temu, 14 października 2000 roku, młodszy brat Witalija, Władimir Kliczko pomścił jego pechową porażkę, wygrywając z Byrdem wysoko na punkty na ringu w Kolonii i mając mistrza WBO dwukrotnie ne deskach. Kliczko bronił udanie zdobyty pas pięć razy, zanim przegrał przez nokaut już w drugiej rundzie walki z Sandersem w 2003 roku. A Byrd dwa lata później, w 2002 roku zdobył pas IBF, pokonując na punkty samego Evandera Holyfielda. Z Władimirem Kliczką spotkał się w rewanżowym pojedynku w 2006 roku w obronie tego pasa i został ponownie, ale jeszcze mocniej zdeklasowany, przegrywając przed czasem w 7 rundzie. Z okazji przypadającej dziś rocznicy, przypominamy archiwalne nagranie z ich pierwszej walki (całość w rozwinięciu).

ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU 'PARADA CHAMPIONÓW'

Redakcja, Informacja własna

2011-10-04

Z przyjemnością informujemy, że w konkursie, w którym do wygrania była książka pt. "Parada Chempionów - Na ringu i za kulisami" autorstwa Krzysztofa Kraśnickiego, z autografem Lennoxa Lewisa wraz z czapką sygnowaną logiem marki ”Wojak” oraz mini rękawice wygrał czytelnik o nicku: Ghostbuster.

Pytanie konkursowe brzmiało: Jak nazywa się Polak, który pokonał "Brown Bombera" Joe Louisa.

Prawidłowa odpowiedź na to pytanie to: Maksymilian Marek, który pokonał na punkty Joe Louisa w Bostonie, w trakcie kariery amatorskiej, podczas półfinałowej walki turnieju Golden Gloves 1933 r. Tych co nie mieli szczęścia w konkursie zapraszamy gorąco do kupna książki, każdy prawdziwy kibic boksu powinien ją mieć w swoich zbiorach. Książka przedstawia opowiadania o pierwszych mistrzach świata wagi ciężkiej, do czasów panowania Joe Louisa, ostatniego z wielkich pięściarzy pierwszej połowy XX wieku.

MAYWEATHER JR. JUŻ 13 LAT NA SZCZYCIE

Tomasz Ratajczak, youtube.com, opracowanie własne

2011-10-03

Dziś mija dokładnie 13 lat od dnia, w którym uznawany za jednego z najlepszych pięściarzy w historii zawodowego boksu, czempion pięciu kategorii wagowych (obecnie WBC w półśredniej) genialny i kontrowersyjny Floyd Mayweather Jr. (42-0, 26 KO) zdobył swój pierwszy pas mistrzowski. 3 października 1998 roku na ringu w Las Vegas zmierzył się w swojej 18 zawodowej walce z ówczesnym mistrzem WBC w kategorii superpiórkowej Genaro Hernandezem i pokonał go przed czasem. Hernandez nie został dopuszczony przez sędziego do 9 rundy, na skutek kontuzji łuków brwiowych. Do czasu przerwania walki młody, wtedy zaledwie 21-letni Floyd zdecydowanie dominował nad doświadczonym rywalem, wygrywając wszystkie rundy. Hernandez, wielki czempion wagi superpiórkowej w latach 90. wcześniej pokonany w 40 walkach jedynie przez Oscara De La Hoyę, po tym pojedynku zakończył karierę. Gdy zmarł przedwcześnie w czerwcu tego roku, Mayweather zdobył się na piękny gest i opłacił koszty uroczystego pogrzebu swojego rywala. Pasa zdobytego na Hernandezie bronił 8 razy w ciągu trzech lat, zanim przeszedł do kategorii lekkiej, w której był mistrzem WBC w latach 2001-2003, by następnie wybrać się na podbój wag od juniorpółśredniej do juniorśredniej, w których pozostaje niepokonany. Bokserski świat czeka na jego walkę z Mannym Pacquiao, która rozstrzygnęłaby definitywnie spór o to, kto jest obecnie królem P4P.

THRILLER W MANILI 36 LAT TEMU

Tomasz Ratajczak, youtube.com, opracowanie własne

2011-10-01

Dokładnie 36 lat temu doszło do walki, która zwieńczyła epicką trylogię zmagań Muhammada Alego i Joe Fraziera. Groteskowy dyktator Filipin Ferdinand Marcos zorganizował 1 października 1975 roku w Quezon City niedaleko stolicy kraju Manili imponującą galę, na której w walce wieczoru zmierzyli się w ringu dwaj wielcy rywale, a stawką pojedynku były pasy WBC i WBA w wadze ciężkiej. W przypadku organizacji tego historycznego przedsięwzięcia można stwierdzić, że trafił swój na swego, gdyż promotorem pojedynku był nie kto inny, jak ekscentryczny Don King. Przed walką Ali tradycyjnie kpił z przeciwnika w stylu, którego nie powstydziłby się sam David Haye, określając Fraziera gorylem i twierdząc, że jest tak szpetny iż swoją twarz powinien podarować Federalnemu Biuru do Spraw Dzikich Zwierząt. To właśnie jeden z bon motów Alego zawierał określenie, którego parafraza przeszła do historii jako nazwa tej legendarnej walki: It will be a killer, and a chiller and a thrilla when I get the Gorilla In Manila. Starcie, które zostało później walką roku 1975 magazynu The Ring i jedną z najsłynniejszych walk w historii boksu, jest powszechnie znane jako Thrilla in Manila.

Frazier, który dotychczas milcząco przyjmował obelgi Alego przed ich walkami, tym razem postanowił się bronić, ale choć jako pięściarz mógł walczyć z nim jak równy z równym, to w szermierce na słowa przegrał z kretesem. Na określenie Alego, że jest najbrzydszą istotą na ziemi, a gdy płacze jego przerażone łzy zawracają z powrotem do oczu odpowiadał, że jest ojcem jedenaściorga dzieci więc aż tak brzydki z pewnością nie jest. Znacznie lepiej wypadły jego riposty w ringu. W potwornym upale wdał się z Alim w wyniszczającą wojnę i od czwartej rundy zaczął dominować nad opadającym z sił przeciwnikiem. Jednak nie trwało to długo, gdyż forsując gwałtowne tempo walki sam zaczął tracić siły i w kolejnych rundach Ali odzyskał kontrolę nad pojedynkiem. Po czternastu rundach Smokin Joe był już tak wyczerpany, że nie dał rady wyjść do ostatniego starcia. Do momentu przerwania walki przegrywał na punkty u wszystkich sędziów. Ali przyznał później, że gdyby Frazier nie poddał się, prawdopodobnie on sam nie przetrzymałby piętnastej rundy. A synowi swego rywala, Marvisowi Frazierowi (boksował później w wadze ciężkiej, przegrał z Holmesem i Tysonem) powiedział, że obelgi, które kierował pod adresem jego ojca to było zwykłe trash talking przed walką, a tak naprawdę Joe jest wielkim mistrzem. Straszliwy pojedynek przyczynił się do zakopania topora wojennego między dwoma wielkimi mistrzami wagi ciężkiej, którzy od tej pory razem pokazywali się na galach bokserskich i darzyli wzajemnie szacunkiem. A Thrilla in Manila uznawana jest za jedną z najwspanialszych i najbrutalniejszych walk w historii zawodowego boksu.

OD GANGSTERA DO BOKSERA

Marcin Filipowski, Opracowanie własne

2011-09-23

To jest opowieść z Hollywood, o barwnej postaci Mickeya Cohena,  człowieka z charyzmą, żyjącego poza prawem, o którym do dziś mówi się "King of the Sunset Strip".  O włoskiej mafii  napisano tysiące książek, nakręcono dziesiątki filmów. Dzisiaj to ikony pop kultury, faceci w garniturach z nieodłącznym kapeluszem na głowie, wymieniani jednym tchem Włosi  z krwi i kości, od najsłynniejszego  Al Capone, Lucky Luciano, rodziny Gambino,  Costello czy Genovese. Mało kto wie lub pamięta, że sukcesy oraz wielkie porażki mafii włoskiej były w dużej mierze zasługą lub bezpośrednim działaniem genialnie zorganizowanej mafii żydowskiej, wyklętej przez religijna cześć społeczeństwa i etykę judaizmu. Do dnia dzisiejszego temat ten pozostaje w sferze tabu w środowiskach ortodoksyjnych Żydów.  W filmach które świetnie znamy: "Ojciec Chrzestny", "Dawno temu w Ameryce", "Nietykalni", "Bugsy" czy "Tajemnice Las Vegas", wszyscy wyglądają tak samo włosko,  jednak scenariusze tych filmów i powieści napisali swoim życiem oni, ci którzy nie mogli stanąć na czele żadnej włoskiej rodziny, ze względu na swoje żydowskie pochodzenie. Koszerna Mafia, Kosher Nostra, Jewish Mob jak ją nazywano  od Wschodniego Wybrzeża po Wybrzeże Zachodu USA, reprezentowali  twardzi i wyrafinowani gangsterzy,  walczący o swoje wpływy w handlu narkotykami i prostytucji. Za niezapłacony haracz zabijający z zimna krwią, byli twórcami zorganizowanej branży porno. Koszerni gangsterzy kontrolowali dużą częścią związków zawodowych  w przemyśle odzieżowym i motoryzacyjnym, show biznesie, a nawet przetwórstwie drobiarskim.

"Capo di tutti cappi", czyli szefowie wszystkich szefów, woleli jednak pozostawać w cieniu Włoskich kolegów.  Wiele decyzji zależało od ludzi takich jak Meyer Lansky, urodzony w 1902 r. w Grodnie jako Majer Suchowljansky w rodzinie polskich Żydów. Jako ciekawostkę przypomnę, że to on m.in. wyznaczył nagrodę miliona dolarów za głowę Fidela Castro po komunistycznej rewolucji na Kubie i zamknięciu wszystkie kasyn należących w dużej części do niego jak i włoskich przyjaciół. W 1983r. kiedy zmarł na raka, pozostawił rodzinie ponad 300 milionów dolarów spadku. To ludzie tacy jak Luis "Buchalter" Lepke tworzyli gigantyczna Korporacje Morderców, tylko samemu Lepke przypisuje się ponad setkę zabójstw. Korporacje i Komisje Syndykatów wymyślili i tworzyli: Morris Barney "Moe" Dalitz, Whitey Krakow- Krakower, Saymour "Blue Jew" Magon, Albert "Tick-Tock" Tannenbaum, urodzony w Odessie Jacob "Gurrah" Shapiro, w Moskwie Jake "Greasy thumb" Guzik, Arnold "The Brain" Rothstein, Abner "Longy" Zwillman zwany "Al Capone stanu New Jersey".  Do tej grupy należy również zaliczyć pochodzącego z biednej rodziny Siegelbaum, mający rodziców urodzonych na Podolu we wsi Latyczów obecna Ukraina, Benjamin "Bugsy" Siegel oraz jego następca Mickey Cohen. To ci ostatni byli wielkimi kinomanami produkowanych w Hollywood filmów, a Hollywood fascynował się przez dekady nimi i to dzięki nim filmowy gangster nabrał romantycznego charakteru.

ROCZNICA MISTRZOWSKIEJ WALKI MARCIANO

Tomasz Ratajczak, youtube.com, opracowanie własne

2011-09-23

59 lat temu mistrzem świata wagi ciężkiej został pięściarz, który przeszedł do historii jako posiadacz rekordu 49 zwycięstw bez porażki i jako jedyny zakończył karierę będąc niepononanym mistrzem wszechwag. Chodzi oczywiście o Rocky'ego Marciano, który 23 września 1952 roku na ringu w Filadelfii pokonał przez nokaut w 13 rundzie Jerseya Joe Walcotta, zdobywając pas w królewskiej dywizji. Kilka miesięcy później dał rewanż weteranowi zawodowych ringów, nokautując go już w pierwszej rundzie. Ich pierwsza walka była jedną z najbardziej emocjonujących batalii w historii zmagań o misrzostwo świata wagi ciężkiej. Marciano słynący z tytanowej szczęki padł na deski już w pierwszej rundzie, pozbierał się jednak i dalej napierał na Walcotta. Ten jednak górował nad Rockym doświadczeniem i umiejętnościami i po 12 rundach prowadził na punkty. Jednak w pechowym dla niego, trzynastym starciu został trafiony potwornym prawym sierpowym, padł bezwładnie na deski i został wyliczony do dziesięciu. Ten cios Marciano uchodzi za jeden z najsilniejszych, jakie kiedykolwiek zadano w ringu. Uchwycony został na fotografiach, które długo gościły na łamach prasy. W ten oto sposób Rocky Marciano został jednym z najmniejszych mistrzów świata wagi ciężkiej. Zasłynął z surowego i niszczycielskiego stylu walki, który był konsekwencją jego warunków fizycznych. Przy znikomej jak na wagę ciężką rozpiętości ramion, zaledwie 172 cm, opierał się na forsowaniu walki w półdystansie, gdzie zasypywał rywali gradem ciosów sierpowych, prawie nie użwając prostych. Wiele uderzeń przestrzeliwał, jednak te, które dochodziły, ścinały rywali z nóg. Marciano bronił tytułu sześć razy, zanim zawiesił rękawice na kołku w 1955 roku. Z okazji rocznicy jego zwycięstwa nad Walcottem przypominamy skrót tej walki, gdzie możecie zobaczyć słynny cios Marciano na zbliżeniu w zwolnionym tempie, a na końcu nagrania można także zobaczyć migawkę z nokautu w ich rewanżowym pojedynku.

Wiadomości z dnia: 2011-09-23
Wiadomości z dnia: 2011-09-22
Wiadomości z dnia: 2011-09-21
Wiadomości z dnia: 2011-09-20
Wiadomości z dnia: 2011-09-19
Wiadomości z dnia: 2011-09-18
Wiadomości z dnia: 2011-09-17
Wiadomości z dnia: 2011-09-16
Wiadomości z dnia: 2011-09-15
Wiadomości z dnia: 2011-09-14
Wiadomości z dnia: 2011-09-13
Wiadomości z dnia: 2011-09-12
Wiadomości z dnia: 2011-09-11
Wiadomości z dnia: 2011-09-10
Wiadomości z dnia: 2011-09-09
Wiadomości z dnia: 2011-09-08


Panel logowania
Login:
Hasło:
 
 
Zapamiętaj
Bokser.org przegląda teraz 16557 gości
oraz 272 zalogowanych użytkowników,
przy długości sesji 4:00 godziny.
Zapraszamy


















Polecamy








Statystyki

MMA