WARDLEY WCIĄŻ LICZY I CZEKA NA WALKĘ Z FURYM
Fabio Wardley (20-0-1, 19 KO) nie miga się od najtrudniejszych opcji. Sprawił kilka dużych niespodzianek, został mistrzem świata wagi ciężkiej, wciąż jednak musi coś komuś udowadniać. I może właśnie dlatego zależy mu na starciu z Tysonem Furym (34-2-1, 24 KO).
Mistrz świata federacji WBO otwarcie przyznawał, iż w pierwszej obronie swojego pasa chciał spotkać się z Furym lub Derekiem Chisorą. Obaj mieli jednak inne plany. Chisora kończy karierę potyczką z Deontayem Wilderem, podczas gdy Fury wraca ze sportowej emerytury konfrontacją z Arslanbekiem Machmudowem (21-2, 19 KO). Walka tych kolosów już 11 kwietnia.
Niewiele później, bo 9 maja w Manchesterze, Wardley skrzyżuje rękawice z Danielem Dubois (22-3, 21 KO), którego podobno sam wybrał sobie na przeciwnika. I była to najgroźniejsza z proponowanych mu przez promotora opcji. A jeśli wygra, potem chętnie wróci do opcji z Furym. Swego czasu Fabio pomagał Tysonowi jako sparingpartner, dziś jednak to on jest mistrzem, a "Król Cyganów" dopiero odbudowuje swoją zachwianą pozycję.
DUBOIS: WYGRAM PRZEZ NOKAUT - WARDLEY: RZUCĘ W NIEGO SWOIMI BOMBAMI >>>
- Wystosowałem mu otwarte zaproszenie do tańca, Fury jednak wybrał Machmudowa, twierdząc, że chce zdjąć ringową rdzę po długiej przerwie od boksu. Ja byłem gotów zawalczyć z nim już w kwietniu, wystarczył jeden telefon. Ale mam nadzieję, że pokonam Dubois, on pokona Machmudowa, i potem będziemy mogli wrócić do tematu naszej walki. Jestem pewny swego - nie ukrywa Wardley.