BYŁY JUŻ TRENER WILDERA PRZESTRZEGA GO PRZED CHISORĄ
Jeszcze do niedawna Malik Scott stał w narożniku Deontaya Wildera (44-4-1, 43 KO), który 4 kwietnia w Londynie spotka się z Derekiem Chisorą (36-13, 23 KO). A tak się składa, że Scott kiedyś walczył, i przegrał, z Brytyjczykiem.
Do takiej potyczki doszło w lipcu 2013 roku. Niepokonany wtedy Scott został zastopowany przez Chisorę w szóstej odsłonie. Malik więc na własnej skórze przekonał się o sile, ale i determinacji "Del Boya". Teraz, na kilka tygodni przed terminem walki, przestrzega więc Wildera. Panowie rozstali się w przyjaźni po porażce "Brązowego Bombardiera" z Zhangiem Zhilei.
- Jeśli Deontay ma jeszcze w sobie ten ogień, potrafi wciąż być bezlitosnym i mocno uderzyć, to będzie miał spore szanse na wygraną przez nokaut. Jeśli jest jednak już wypalony, wówczas Chisora może sprawić, że będzie to dla Deontaya trudna i bardzo długa noc. Wierzę jednak, że Wilder może wciąż mocno uderzyć i znokautować każdego na świecie, z Chisorą włącznie. Im dłużej potrwa jednak pojedynek, tym trudniejsza będzie to dla niego walka. Chisora bowiem bije mocno, szczególnie na korpus, a w swoich atakach jest zdecydowany i silny fizycznie - powiedział Scott.
Malik dostał w spadku Wildera z milionami na koncie i po solidnym łomocie od Fury'ego który go w ringu sponiewierał...
Dodając do tego że Wilder nigdy nie był zdolnym uczniem i przez całą karierę jechał tylko na naturalnym atletyzmie i wyjątkowej eksplozywności nie oceniałbym jego pracy aż tak surowo. Owszem wyniki były kiepskie ale niewykluczone że z innymi szkoleniowcami rezultaty byłyby bardzo podobno. Po prostu Wilder nie był już pierwszej świeżości a dodatkowo wreszcie odważył się walczyć z innymi czołowymi zawodnikami których raczej w karierze starał się unikać jak ognia.
Natomiast co do tematu to Malik po żenującym zakończeniu walki z Chisorą którą przegrał przed czasem bo mu się wstać z desek nie chciało po jednej lichej walce z niejakim Groverem Young dostał eliminator do pasa WBC z Wilderem który jak się zakończył doskonale pamiętamy.
To dopiero był przekręt. Wilder dostał eliminator do pasa z kolegą z którym znali się jak łyse konie z sali treningowej mimo że ten właściwie był po porażce przed czasem nie licząc jednej śmiesznej walki...
Ale to już historia. Ależ ten czas zasuwa nieubłagalnie.