BELLEW O WILDERZE: WYGLĄDAŁ TROCHĘ JAK McCALL
Deontay Wilder (44-4-1, 43 KO) znany jest z różnych teorii i wypowiedzi, które nie pomagają mu w budowaniu wokół siebie pozytywnych emocji. Niedawno zaatakował Simona Jordana, co skomentował emerytowany już Tony Bellew.
Jak zwykle było coś o rasizmie, a znany brytyjski dziennikarz próbował dopytać o rzekomo oszustwa Tysona Fury'ego. "Brązowy Bombardier" wykrzyczał kilka kwestii, a potem opuścił studio.
- Kiedyś podczas publicznego wystąpienia załamania nerwowego doznał Oliver McCall i Wilder wyglądał podobnie podczas tego programu. Naprawdę się o niego martwię, tym bardziej, że prywatnie to naprawdę miły człowiek. On przechodzi przez coś trudnego i czuje się tak, jakby cały świat był przeciwko niemu. Nie podoba mi się to, co on wygaduje, ale tak po ludzku mu współczuję - powiedział Bellew, były mistrz świata kategorii cruiser i przez chwilę czołowy "ciężki".
W podobnym tonie wypowiedział się niedawno oskarżany przez Wildera o oszustwo Fury. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ >>>
Przypomnijmy, że Wilder już 4 kwietnia w Londynie spotka się z Derekiem Chisorą (36-13, 23 KO).
Tutaj jest ten wywiad, Wilder od 2:14
https://www.youtube.com/watch?v=N9o5dU6uhXM
Pierniczył jak potłuczony, kłamał, wypierał się swoich poprzednich dyrdymałów, znów pierdaczył o wyjęciu wyściółki z rękawic przez Fury'ego. Bo przecież wiadomo, że Fury tylko marzył o połamaniu sobie kości śródręcza a sekundanci Wildera, którzy te rękawice przedtem sprawdzali, zapewne usnęli. Albo brali to samo, co ich pryncypał teraz.
W dodatku jest niebezpieczny również dla siebie. Nie wiem, czy na każdego tak się wydziera, ale gdyby wydzierał się w taki sposób na mnie, to w tym samym momencie już bym miał dłoń na jakiejś broni krótkodystansowej. Tak na wszelki wypadek.
W zasadzie to dobrze, że będzie walczył z Chisorą. Jeśli Derek nie pokpi sprawy, to Wildera położy. I to na tyle twardo, że mu przejdzie chęć do kolejnych łomotów.
Nie posądzałbym Wildera o taką zaawansowaną strategię. Walka i tak się sprzeda, choćby ze względu na Chisorę, który ma w UK taką rzeszę fanów, że zapełniliby stadion nawet jeśli miałby się mierzyć z Siwym, czy innym Wawrzykiem. Myślę, że Deontayowi po prostu odbiło, to się zdarza, szczególnie ludziom, którzy w młodości albo dzieciństwie nie są zbyt pewni siebie, ale potem osiągną duży sukces i otoczą się klakierami. Ciężko jest potem zejść na ziemię i przyznać się przed samym sobą do własnych błędów albo niedoskonałości. Z bardziej znanych przykładów od razu przychodzą na myśl pewien akwarelista i amerykański cesarz:) Tylko że Wilder chyba łączy to jeszcze z jakimiś wzmacniaczami świadomości.
Wilder dawno już nie dotykał tych teorii spiskowych jakby sprawa już dawno się zakończyła a nagle zaczął o tym pierniczyć wszędzie przywołując Fury'ego w wywiadach. Wiadomo że nie ma żadnych nowych dowodów bo gdyby je miał to by je po prostu przedstawił natomiast może liczy w głowie że na podstawie tych prowokacji w razie wygranej walki z Dereckiem mógłby dodatkowo kolejny raz zarobić kupę siana na 4 walce z Tysonem.
A siano jest mu potrzebne. Prywatnie strasznie się u niego pogmatwało i łatwej sytuacji rodzinnej też nie ma. Zostawiła go druga żona która była jawnie z tych co lubią przepych i sławę a powodem była z tego co wyczytałem w kuluarach zdrada której dopuścił się Deontay z... dziewczyną własnego brata o czym ten miał sam pisać w internecie.
Ogólnie popaprany gość. Dodatkowo też może być to związane z tym że facet pompowany na "króla" nagle dostał kilka razy wpiernicz i znaczy już znacznie mniej a to też ciężko zaakceptować jak przywykło się do grzania fotela na szycie.
Ogólnie to można się obawiać troche, żeby do problemów jakie ma nie przyjął w walcee z Chisorą o jednego ciosu za dużo i nie zrobił czegoś w stylu Riddicka Bowe, który po walkach z Gołotą uprowadził swoją rodzinę.
Poniżej wspomniany wywiad z Radio Rahim:
https://www.youtube.com/watch?v=h30uTmahNFQ
Stieczkin
Rozumiem, że wspomniałeś tutaj Trumpa? Mam nadzieje, że nie uważasz iż amerykańskim supermocarstwem kieruje obecnie nieobliczalny narcyz. Amerykanie robią co robią dla zachowania pozycji mocarstwa nr 1 na świecie a ten gość się nadaje jak ulał jako twarz takiej agresynwej dyplomacji. Za jakiś czas posadzą na tronie znowu kogoś z łagodniejszym usposobieniem i powiedzą, że spowrotem są "cywilizowanym państwem, szanującym zasady" ale np. Grenlandię zapomną już oddać Inuitom czy Duńczykom. Cel uświęca środki ale to oczywiście temat na dłuższą dyskusję.
Co do Bowe, najwyraźniej uszkodzenie płata czołowego mózgu. Normalna rzecz u bokserów, kulturystów stosujących trenbolon, ludzi po udarze i narkomanów.
Jeśli chodzi o cesarza, uważam że cierpi na szybko pogłębiającą się demencję i jakieś dodatkowe problemy neurologiczne. Może mikroudary? Na niektórych filmach dziwnie "zarzuca" jedną z kończyn dolnych, nie pamiętam którą, ale wyglądało to jak u człowieka po przebytym niedużym udarze. Do tego gubi wątki i "pierniczy głupoty", a słucham go dosyć często i (z dużą niechęcią) wnikliwie. Co do prowadzonej polityki, jest krótkowzroczna, nastawiona niemal wyłącznie na zarobek własnej rodziny, której portfelem jest jego zięć. Tam nie ma jakichś dalekosiężnych celów. Afera z Grenlandią, podobnie jak obecna afera z Iranem jest "kręcona" wyłącznie w celu zagłuszenia niewygodnych faktów znajdujących się w aktach pewnego nieboszczyka.
Iran to dodatkowo polisa ubezpieczeniowa dla innego polityka, który od lat "żywi się" wyłącznie wojnami. Bo bez nich prawdopodobnie zostałby w swoim kraju zapuszkowany za korupcję i inne grzeszki. Generalnie amerykańska polityka to obecnie jedna wielka porażka. Jeśli chcą konkurować z Chinami, to właśnie popełniają gospodarcze samobójstwo. Ostatnim bastionem amerykańskiej mocarstwowości jest ropa rozliczana za USD. Chiny intensywnie ten bastion podgryzają. Kiedy upadnie, USA staną w obliczu biliona (1000 miliardów) dolarów rocznych odsetek od swoich własnych obligacji skarbowych, które muszą co roku spłacać i konieczności gwałtownego dodruku pieniędzy. Przy kwitnącym "kłamstwie inflacyjnym". Czyli udawaniu, że inflacja wynosi 2-3%, przy realnym wzroście cen w granicach 20% i więcej. Kłamstwo to jest konieczne po to, żeby FED nie musiał podnosić stóp procentowych, co zamordowałoby zadłużone po uszy amerykańskie społeczeństwo.
Mógłbym tak jeszcze długo, ale konkluzja jest prosta: Polityka cesarza (a właściwie jego otoczenia) jest infantylna i krótkowzroczna. Zajęcie Grendlandii przyniosłoby korzyści wyłącznie kilku cwaniakom związanym z rządzącymi. Teza o powrocie do bycia "cywilizowanym państwem" jest o tyle nietrafiona, że skoro ostatnio USA przytrafiło się dwóch dziadów z demencją, otoczonych przez głupców, to może się to przytrafić w każdej chwili.
Cholera, napisałem cały elaborat jako odpowiedź a mnie wylogowało w międzyczasie i nic się nie zapisało.
Jeszcez raz zatem ale może krócej tym razem.
Główną walutą rozliczeniową za surowce czy przede wsystkim ropę jest amerykański dolar. To powoduje, że Amerykanie mogą go drukować w ogromnych ilościach a i tak kupują za to co chcą na świecie. Inne kraje spotkałaby kara za to w postacji hiperinflacji ale nie Wall Street bo jak wspomniałem dolara używają wszyscy. Oczywiście wielu krajom taki stan rzeczy się nie podoba, jak np. krajom BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA).
Dla gospodarek krajów UE, Chin, Japonii, Indii potrzebna jest ropa, gaz i inne surowce. Dużo węglowodorów i mają Rosja, USA, Arabia Saudyjska, Iran, Wenezuela, Irak, Kanada?. Dochodzą metale ziem rzadkich, rudy żelaza, które są również bardzo nierównomiernie rozłożone po świecie. Jak zatem "przekonać" różne kraje żeby nie odchodziły od dolara jako głównej waluty transakcyjnej? Ano np. przejmując kontrolę nad kluczowymi zasobami. Arabia Saudyjska to tradycyjny sojusznik USA, już od lat 70, kontrola nad wenezuelską ropą zdaje się przeszła w ręce Jankesów, Irak, dosłownie niedawno Trump pogroził Nigerii interwencją wojskową "w obronie chrześcijan" a w tym afrykańskim kraju również są istotne złoża ropy.
W przypadku kontroli tych zasobów można partenrom z NATO powiedzieć: "chcecie ropy, gazu, pierwiastków z Grenlandii? Używajcie dolara i kupujcie nasze wspaniałe obligacje". Jest to podobna karta przetargowa względem Chin, ubogich w ropę czy Japonii. Chinczycy oczywiście nie wyślą ekpsedycji wojskowej do odbicia Wenezueli ale bogaty w ropę i leżący bliżej Iran już chętnie wesprą, co więcej robią to.
W tym równaniu pojawiaje się również zapyziała Rosja, niebędąca konkurentem gospodarczym dla Amerykanów takim jak Chiny ale przez to jest to potencjalny partner do zrobienia dealu. Pewnie przez to czerwone dywany dla cara.
Te słynne cła amerykańskie miały ponoć na celu skłonić kraje uzależnione od eksportu na rynek USA do zamiany obecnych obligacji Waszyngtonu na nowe, jakieś 100 letnie o ile pamiętam. Bez zrozumienia petrodolara ( widzę u Ciebie jednak świadomość tematu) polityka gospodarcza Ameryki wydaje się bezsensowna.
W działaniach "Trump administration" widziałbym jednak głębszy plan, komentowany nierazjako szaleństwo. No bo tak dosyć łatwo dyskredytować działania kogoś bez wyjaśniania o co chodzi. W ten sposob szalony pare lat temu był wg Newsweeka Kaczyński, wg TV Republika "szalone są europejskie elity", w 2022 oszalał na starosć i po kowidzie Putin. Dyktatorem jest Łukaszenko, Maduro, Putin, Ajatollah Chomeini, Kim Dzong Un, Orban jest autokratą, itp. itd. Nie widze tego inaczej niż rodzaj wojny informacyjnej.
Co do stanu zdrowia lokatorów Białego Domu. Są teorie, że "pomarańczowy" dostaje kroplówki a dowodem zdjęcia wskazujące na ślady po wenflonie na jego dłoni. No cóż, ze względu na wiek to możliwe. Biden mało kiedy potrafił wystąpić publicznie bez zdradzania objawów demencji, więc można łatwo uzasadnić, że pełnił w raczej funkcję dekoracyjną niż faktycznie sprawował władzę. Ale i w przypadku cesarza do ogarnięcia spraw imperium potrzebna jest masa ludzi dookoła: Vance, Rubio, Vitkoff, Lauder, Gabbard, Hegseth i pewnie wielu więcej w cieniu.
Piszę to jako krytyk polityki Waszyngtonu.
Wspaniałe amerykańskie obligacje niedługo będą warte mniej, niż papier, na którym zostały wydrukowane. Całkiem niedawno Chiny sprzedały tego dobra za coś około 700 miliardów dolarów. To samo zrobił Goldman. I rząd Japonii. Natomiast Europa w ramach reakcji na grenlandzkie harce przygroziła cesarzowi sprzedażą swojej makulatury. Kto żyw przerzuca się na złoto albo srebro. I to w realnym kruszcu a nie w papierowym, Comexowym badziewiu. Przodują Chiny, za nimi Indie. Polska też kupuje złoto jak wściekła.
Co do ropy - "zapyziała Rosja" dysponuje zapyziałą ropą Urals, dziadowskim badziewiem, które za 20 lat z hakiem w ogóle im się skończy. Metale ziem rzadkich? Tu już lepiej. Tyle że są trudne do wydobycia, może poza norylskim niklem. Do tego Chińczycy tego na pewno nie wypuszczą, a oni trzymają carskie imperium za jaja. Saudowie? Ostatnio bardzo mocno kumplują się z Chińczykami. Fakt, USA strategicznie napadły na Wenezuelę, ale tam sytuacja też jest złożona. Ichnia ropa to "słodki", ciężki gatunek, wymagający specjalnej rafinacji. W USA takie rafinerie akurat mają. Ale miejsca z wenezuelskimi rafineriami i polami naftowymi (dolina Orinoko) są opanowane przez wszelkiej maści partyzantów.
"Dedolaryzajca" trwa więc w najlepsze, tylko że jest pełzająca. Ona i tak nastąpi, właśnie z powodu wyprzedaży obligacji przez Azję. Po prostu wartość dolara będzie coraz niższa i tylko patrzeć, aż niektóre państwa zaczną się rozliczać na przykład "cyfrowym juanem". Owszem, dotychczas każde państwo, które usiłowało odejść od dolara jako waluty rozliczeniowej dla ropy było przez USA napadane i równane z ziemią, jak Irak czy Libia. Ale one robiły to jednostronnie a tutaj zyskają potężnego protektora w postaci Chin.
Co do otoczenia cesarza,to jest ono... miałkie. Vitkoff i Gabbard to niemal jawni carscy szpiedzy a co najmniej agenci wpływu. Vance to śliski karierowicz, Hegseth to idiota. Jedynie Rubio trzyma jaki taki poziom. Imperium się sypie. Oczywiście nie rozsypie się dziś ani jutro. No, chyba że uderzą na Iran, ten zacznie się odgryzać a Chiny postanowią to wykorzystać i zajmą Tajwan. Wtedy USA przegrają z hukiem, bo nie są w stanie prowadzić jednocześnie dwóch dużych wojen. I się zrobi przemeblowanie. Dolar pójdzie w diabły a walutą rezerwową stanie się... coś. Niekoniecznie juan, ale jakiś wynalazek, oparty na parytecie złota i srebra. USA cofną się do swojego matecznika i będą z niego pohukiwać, albo terroryzować kraje w stylu Wenezueli.
Myślę, że hegemon bierze na siebie zbyt dużo naraz i tak jak ich pozycja po I i po II wojnie urosła, tak teraz mają trudniej.
Zapomniałem napisać jednak o moralności rządzących. Co do afery Epsteina, nie śledzę tego ale wychodzi na to, że ludziom na szczycie się w doopach przewraca.
Jeśli jednak Donald jest przedstawiany jako wyjątkowo zepsuty człowiek,to proponuję poczytać jaką prywatnie osobą był Lyndon Johnson- wiceprezydent w czasie kadencji Kennedy'ego a po jego zabójstwie zaprzysiężony na prezydenta. Na zamkniętym spotkaniu z dziennikarzami został raz zapytany "dlaczego nasi żołnierze są w Wietnamie?". W odpowiedzi nie powiedział nic ale zamiast tego rozsunął rozporek i wyciągnął przy zgromadzonych przyrodzenie. Oniemieli dziennikarze nie puścili takiej informacji w świat, to były lata 60. Ten prezydent często zresztą chwalił się rozmiarami swojego narządu i pokazywał go współpracownikom. Oprócz tego zdarzało mu się rozmawiać z podwładnymi podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych. Prywatnie Kennedy'ego nienawidził.
Sam Kennedy znowuż był synem gangstera, który dorobił się majątku na prohibicji w latach 30 i również nie prowadził się moralnie. Mimo mlodego wieku mial problemy zdrowotne, cierpiał między innymi na zapelenie jelit. Leczonie sterydami na to zapalenie powodowało u niego zwiększoną potrzebę "przebywania" z kobietami, niekoniecznie z żoną.
Zdrad małżeńskich miał dopuszcać się Obama i jego żona Michelle miała się z nim rozwodzić po zakeńczeniu prezydentury. Podobnie Melania Trump ponoć chciała zakończyć małżeństwo z Donaldem po pierwszej kadencji ale widocznie jest dla wizerunku jakoś zmuszona z nim się pokazywać.
To z czym mamy do czynienia dzisiaj to raczej wulgaryzacja języka debaty publicznej. Słowa, które kiedyś uważane były za przesadę w dobie social mediów okazują się najbardzeij atrakcyjne dla "motłochu".