FABIO WARDLEY: WALKA Z ITAUMĄ NIE WCHODZI W GRĘ

Fabio Wardley (20-0-1, 19 KO) nie miga się od wyzwań, ale z Mosesem Itaumą (13-0, 11 KO) walczyć nie chce. Panujący mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBO ma jednak swoje powody.

Obaj panowie się lubią, ale - co najważniejsze - trenują często na jednej sali pod okiem Bena Davisona. I choć brytyjscy kibice z pewnością chętnie obejrzeliby taką potyczkę, na chwilę obecną się na nią nie zanosi. Zresztą champion World Boxing Organization ma póki co wiele innych, równie ciekawych opcji.

- Trwają jakieś rozmowy w sprawie walki z Chisorą. Itauma? Nie wchodzi w grę. Jesteśmy kumplami, ale walka jest niemożliwa do zrobienia, ponieważ trenujemy na jednej sali. Liczę na to, że Moses szybko dostanie walkę o tytuł i zostanie najmłodszym brytyjskim championem, tylko niech nie robi tego na moim pasie. Oczywiście rozumiem kibiców, którzy chcieliby zobaczyć nas naprzeciw siebie, lecz przez wzgląd na pewne okoliczności teraz o takiej potyczce po prostu nie ma mowy - powiedział Wardley.

Itauma miał za dziewięć dni zmierzyć się z twardym i "śliskim" Jermaine'em Franklinem (24-2, 15 KO). Nabawił się jednak kontuzji i walkę przełożono na 28 marca.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: puncher48
Data: 15-01-2026 19:30:04 
Bez sensu, aby obaj młodzi i perspektywiczni Brytyjczycy się wybijali, już lepiej, aby Wardley spotkał się z Dubois, albo Jaredem Andersonem. Filip Hrgovic też byłby mile widziany w takim zestawieniu i praktycznie każda z ww. walk gwarantuje naprawdę solidne bicie.
 Autor komentarza: Starykibic
Data: 15-01-2026 21:05:36 
To nie jest wybijanie się młodych i perspektywicznych Brytyjczyków. Jeden z nich jest mistrzem, a drugi chce mistrzem zostać. Na dodatek jest wysoko w rankingach, dlatego ich pojedynek jest naturalny i oczywisty.
W takich sytuacjach jest pytanie. Wardley nie chce spotkać się z Itaumą bo to jego kumpel? Czy nie chce, bo woli jednak nie ryzykować. A nawet jeśli to pierwsze to i tak jest to argument bez sensu. Pojedynków na szczycie ciągle jest mało. Bokserzy robią uniki i dobierają sobie przeciwników według uznania. Jeśli dojdzie i ten argument by z kimś nie walczyć, to niedługo już każde spotkanie w ringu będzie wyjątkowym świętem. Jeśli Wardley ma problem by wyjść do kogoś bo go zna i lubi, to nich zmieni dyscyplinę sportu. Na przykład na darta. Boks to jest sport, a nie mordobicie i chęć zrobienia komuś krzywdy.
 Autor komentarza: Pismen
Data: 15-01-2026 22:30:14 
Powiedział wyraźnie - niemożliwe bo trenują na jednej sali, jeden trener. Czytaj ze zrozumieniem i przestań się czepiać. Akurat Wardley ryzyka nie unika
 Autor komentarza: Starykibic
Data: 15-01-2026 23:40:23 
Boks nie jest dla wszystkich, zarówno jeśli chodzi o jego oglądanie jak i uprawianie. Jest tyle innych pięknych dyscyplin sportowych: brydż, lekkoatletyka etc. Każdy może wybrać coś dla siebie, w zależności od predyspozycji psychofizycznych. Natomiast już nie pierwszy raz kiedy czytam; nie wyjdę do niego bo to mój kumpel. W MMA /nie jestem fanem tego sportu/ nie mają z tym problemu. Między innymi dlatego tam to się rozwija, a z boksem jest różnie.
Jeden trener też nie powinien być problemem. W takiej sytuacji wybiera się jednego zawodnika, a drugiego prowadzi w ringu kto inny. Takie życie. Jeśli ktoś decyduje się na uprawianie boksu, to z wszystkimi tego konsekwencjami.
 Autor komentarza: Sikso4
Data: 16-01-2026 10:41:02 
Ale proste Wardley czeka na złoty strzał albo od Usyka albo od Furego żeby zgarnąć grube bardzo grube pieniądze proste ta walka z Itaumą nic mu nie daje bo kasa na pewno nie będzie taka jak z tymi dwoma a ryzyko porażki jest spore plus jeśli to dobrzy kumple no ja to tam rozumiem nie zawsze przyjaźń musi przegrywać z daniem rozrywki kibicom tak jak bracia Kliczko nigdy nie zawalczyli między sobą chodź pieniądze pewnie byłby kosmiczne ale jednak szacunek w tym przypadku braterstwo krwi no jest i było ważniejsze to tutaj możliwe że są dobrymi przyjaciółmi i za to może i szacunek się należy
 Autor komentarza: SWJar
Data: 16-01-2026 16:21:29 
To jednak boks a nie tenis, uszkadzanie sobie wzajemnie mózgów, więc rozumiem jak zawodnicy nie chcą ze sobą walczyć. Trudno też starać się uszkodzić kumpla.
 Autor komentarza: puncher48
Data: 16-01-2026 16:33:11 
"Kumpel do bicia" to tylko na szklanych ekranach i w formie fabularnej z domieszką komedii, oraz dramatu sportowego:)
 Autor komentarza: Capgras
Data: 17-01-2026 17:15:17 
Starykibic
Takie rozumowanie jest bez sensu dla ich trenera. W jakim celu mając dwóch zawodników z potencjałem na mistrzostwo świata kazać im się wybić i zmniejszyć szansę na dobre (i kasowe zarówno dla zawodnika jak i sztabu trenerskiego) walki jednego z nich ? Po przegranej jeden z nich spadnie w rankingach i będzie się musiał odbudować .
 Autor komentarza: Starykibic
Data: 17-01-2026 20:52:55 
Capgras
Ale będąc tak wybrednym sprawiamy, że nie ma ciekawych walk; nie ma kto walczyć z kim. Boks to nie jest sport dla delikatnych panienek - z całym szacunkiem dla panienek. Pierwszy w rankingu Iglesias walczy o tytuł z zawodnikiem który jest siódmy w rankingu, reszta odmówiła. Co to jest? A potem zdziwienie, że MMA rośnie w siłę a boks podupada. Ciągle jeszcze jakoś żyje, ale tylko dzięki Saudom, bez nich byłoby dużo gorzej. Jedną z głównych przyczyn tego stanu jest sposób myślenia potencjalnych przeciwników Iglesiasa, Wardleya i innych. Wardley wychodził do każdego, gdy nie miał nic do stracenia. Teraz ma pas i zaczyna się kalkulowanie. Być może nawet niekoniecznie jego, być może On dalej chętnie zawalczył by ze wszystkimi, ale jest menadżer, sponsorzy itd. Zaczyna się biznes, który zabija boks.
Sytuacja braci Kliczków była inna; to jednak rodzeni bracia. Taka sytuacja w pełni usprawiedliwia brak pojedynku między nimi. Wszystko co poniżej nie może znaleźć usprawiedliwienia. Jest tylko wymówką.
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.