TRASH-TALK BRADLEYA POMOŻE PACQUIAO?

Manny Pacquiao (55-5-2, 38 KO) jest bardzo zmotywowany przed rewanżowym pojedynkiem z Timothym Bradleyem (31-0, 12 KO). Filipiński gwiazdor nie ma pretensji do sędziów za to, że ci okradli go ze zwycięstwa przed dwoma laty, ale dołoży wszelkich starań, by sytuacja się nie powtórzyła.

- Nie mam do nikogo pretensji. Jesteśmy tylko ludźmi, nikt nie jest doskonały i każdy popełnia błędy. Szanuję oficjeli i muszę się z tym pogodzić, to część boksu - uważa 35-letni Pacquiao, który w czerwcu 2012 roku przegrał z Bradleyem po niejednogłośnej decyzji sędziów (113-115, 115-113, 113-115), choć niemal cały bokserski świat widział wyraźną wygraną Filipińczyka.

Trener Freddie Roach i doradca Michael Koncz chcą, by tym razem Manny zakończył walkę nokautem, ale sam "Pacman" nie nastawia się na takie rozwiązanie. Jego celem jest niepodlegające dyskusji zwycięstwo, a środkami mają być agresja i aktywność.

- Nie skupiam się na nokaucie. Skupiam się na tym, by być aktywnym i agresywnym oraz zadawać więcej ciosów. Jeżeli przyjdzie nokaut - dobrze. Ja chcę tylko udowodnić, że wciąż mam w sobie głód boksu i instynkt zabójcy. Nie myślę o sędziach. Moje myśli zaprząta taktyka na walkę - dodaje dawny król P4P.

- Im więcej Bradley mówi, tym bardziej mnie motywuje. To inspiruje mnie do pokazania, że wciąż mam swoje atuty. To dobrze dla mnie, ale źle dla niego. Nie jestem na niego zły, nie jestem zawiedziony, że traktuje mnie w taki sposób. Tak naprawdę cieszą mnie jego słowa. Pomagają mi w treningu, skorzystam na tym - kończy Pacquiao.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.