RINGOWE EPOPEJE IV: HOLYFIELD vs BOWE

Gdy obecnie coraz częściej pojawiają się krytyczne głosy pod adresem Evandera Holyfielda i Riddicka Bowe, którzy pogrążeni w kłopotach finansowych chwytają się coraz bardziej kontrowersyjnych pomysłów na podreperowanie swoich portfeli warto przypomnieć, że mamy do czynienia z pięściarzami zaliczanymi do największych mistrzów wagi ciężkiej w historii zawodowego boksu. Ci dwaj wspaniali czempioni stworzyli na początku lat 90. ubiegłego wieku ringową trylogię, która była godna nie tylko tej wspaniałej dekady w dziejach wagi ciężkiej, ale wielu porównuje ją nawet do mającej wręcz legendarny status trylogii wcześniejszej o 20 lat, którą w ringu stoczyli Muhammad Ali i Joe Frazier. Wielki Bert Sugar uznał nawet trylogię Holyfield vs Bowe za trzecią na jego liście najwspanialszych ringowych epopei w dziejach boksu. Nie zamierzam zastanawiać się nad tym, czy takie porównanie ma sens, pragnę jednak w kolejnym odcinku naszego cyklu Ringowych Epopei przypomnieć starszym a przedstawić młodszym Czytelnikom BOKSER.ORG wspaniałe zmagania dwóch tytanów wagi ciężkiej.

Video: trylogia Holyfield vs Bowe>>>

Evander Holyfield, były niekwestionowany mistrz świata wagi cruiser, przeszedł w 1989 roku do królewskiej kategorii i szybko sięgnął po pasy IBF, WBC i WBA, deklasując pogromcę Tysona, Jamesa Douglasa. Potem jednak spadła na niego fala krytyki z powodu doboru pretendentów w kolejnych obronach, w których pokonał uznawanych za weteranów Georga Foremana i Larry’ego Holmesa oraz nie zaliczającego się do ścisłej czołówki Berta Coopera, który zdołał nawet rzucić mistrza na deski. Wszystko miała zmienić walka w 1992 roku, z powracającym po sensacyjnej porażce Tysonem, ale „Żelazny Mike” został skazany za gwałt i w tej sytuacji wybór Holyfielda padł na srebrnego medalistę olimpijskiego z Seulu, Riddicka Bowe, który kilka miesięcy wcześniej wygrał eliminator federacji WBA.

Do pierwszego z trzech starć Holyfielda z Bowe doszło 13 listopada 1992 roku w Thomas & Mack Center w Las Vegas. Tą walką „The Real Deal” zamknął usta wszystkim krytykom, choć przegrał ją jednogłośnie. Ale udowodnił, że naprawdę jest pięściarzem wielkiej klasy, a punktacja dwóch sędziów dających mu zaledwie trzy zwycięskie rundy była moim skromnym zdaniem krzywdząca. Najbliższy prawdy był Chuck Giampa, który uznał, że czempion wygrał pięć rund. Były to początkowe rundy tego pojedynku, gdy Holyfield zaskakiwał pretendenta szybkością i bił celnie swoje straszliwe sierpy w półdystansie. Jednak z biegiem czasu zaczęła się zarysowywać wyraźna przewaga Bowe’a, który górował nad mistrzem warunkami fizycznymi (11 cm wyższy, 7 kg cięższy, 17 cm większy zasięg ramion) oraz siłą ciosu. Walka była niesłychanie dynamiczna i widowiskowa, obfitująca w liczne wymiany naprawdę ciężkich uderzeń. W 7 rundzie Holyfield został pierwszy raz mocno zraniony kapitalnym prawym podbródkowym rywala, ale nie odebrało mu to animuszu. Aż doszło do 10 rundy, jednej z najwspanialszych rund w historii boksu, którą nawet oglądając po raz setny, będziecie podziwiali na stojąco. Bowe zamroczył Holyfielda potężnym prostym, a za chwilę chwiejącego się i próbującego klinczować mistrza łupnął prawym hakiem, poprawił lewą i ruszył do frontalnego ataku. Na słaniającego się przy linach Holyfielda spadła prawdziwa nawałnica ciosów i do dziś zastanawiam się, jak on to przetrwał. Ale jeszcze bardziej zastanawiam się, jak Holyfield zdołał zrobić coś jeszcze bardziej niewiarygodnego – otóż mistrz przed chwilą będący „jedną nogą w grobie, a drugą na skórce od banana”, przeszedł do kontrataku! Wstrząsnął pretendentem prawym sierpowym i zmienił się z ofiary w bezlitosnego kata. 17 tysięcy ludzi wstało na trybunach, a odgłos aplauzu przetaczał się jak grom po Thomas & Mack Center! Bowe zaczął odpowiadać na ten atak, doszło do kolejne wymiany przerwanej przez gong! Uff, oczywiście nikt nie był zaskoczony, gdy magazyn The Ring uznał to niesłychane starcie za rundę roku. Kto wie, czy nie była to runda dekady…

Potem jednak w ringu zdecydowanie dominował już Bowe, który w 11 rundzie miał nawet mistrza na deskach i nie było wątpliwości – zdetronizował Holyfielda, zostając nowym, niekwestionowanym czempionem wszechwag. The Ring docenił nie tylko 10 rundę, ale cały pojedynek w pełni zasłużenie honorując tytułem Walki Roku. Jednak Bowe szybko spotkał się z krytyką z powodu doboru rywali do pierwszych obron oraz zrzeczenia się pasa WBC za odmowę walki z Lennoxem Lewisem. Odprawił błyskawicznie przed czasem byłego mistrza WBA Michaela Dokesa i cenionego, lecz jednak journeymana Jesse Fergusona (którego karierę zakończył zresztą nasz Andrzej Gołota). Reputację nowego mistrza mógł uratować tylko rewanż z Holyfieldem.


Do ich drugiej walki doszło niemal w rocznicę pierwszej, 6 listopada 1993 roku, także w Las Vegas, tylko w Pałacu Cezarów. Podobnie jak w pierwszym pojedynku początkowo inicjatywa należała do Holyfielda, a Bowe stopniowo się rozkręcał i kto wie, jaki obrót przybrałaby ta walka, jednak w 7 rundzie doszło do jednego z najbardziej nieoczekiwanych wydarzeń w historii boksu. Tuż obok ringu… wylądował spadochroniarz, niejaki James Miller, zwany Fan Man. Doszło do wielkiego zamieszania, dowcipniś został wyciągnięty z ringu i zlinczowany przez wściekłych kibiców. Skończyło się to dla niego pobytem w szpitalu i sporą grzywną. Walkę wznowiono po ponad dwudziestu minutach. Bowe rzeczywiście zaczął odrabiać straty, ale prawdopodobnie nie mógł już wejść w odpowiedni rytm walki po tym kontrowersyjnym zajściu i ostatecznie uległ Holyfieldowi na punkty, głosami dwa do remisu, doznając jedynej porażki w zawodowej karierze. To był chyba początek długiego końca wielkiego pięściarza. Zdobył jeszcze w 1995 roku pas WBO, wtedy dopiero pracującej na uznanie federacji, ale zwakował go po pierwszej udanej obronie. Holyfield tymczasem stracił pasy IBF i WBA odbite z rąk Bowe’a już w kolejnej walce, z Michaelem Moorerem. Wydawało się, że dopełnienie listopadowej trylogii jest dobrym pomysłem i tak się stało.


Prawie dokładnie trzy lata po ich pierwszej walce, a dwa po drugiej, Holyfield i Bowe spotkali się w ringu po raz trzeci, 4 listopada 1995 roku znów w Pałacu Cezarów w Las Vegas. Tym razem był to pojedynek bez stawki, choć ze względu na klasę obu rywali zakontraktowany na mistrzowskie 12 rund. Tym razem role nieco się odwróciły, gdyż to Bowe miał przewagę w początkowej fazie walki, a Holyfield zaczął dominować z biegiem czasu, rzucając nawet rywala w szóstej rundzie na deski. Był to pierwszy nokdaun w karierze „Big Daddy’ego”, który znalazł się w poważnych opałach i zanosiło się nawet na to, że Holyfield wygra po raz drugi. Jednak nic z tego! W 8 rundzie, gdy Bowe przegrywał u wszystkich sędziów na punkty trafił w wymianie krótkim prawym, posyłając Holyfielda na deski. „The Real Deal” wstał wyraźnie zamroczony i gdy sędzia Joe Cortez wznowił walkę, padł ponownie, tym razem po dwóch straszliwych bombach, przegrywając po raz drugi z Bowem i po raz pierwszy w karierze przed czasem.


Wydawało się, że kariera Holyfielda zmierza ku końcowi, a Bowe’a nabierze impetu. Nic bardziej mylnego! Holyfield powrócił po kilku miesiącach zwycięstwem nad mającym polskie korzenie Bobbym Czyzem, by niemal rok po zakończeniu ringowej epopei z Bowe odzyskać tytuł mistrza świata wagi ciężkiej w pamiętnej walce z Tysonem. Prawdziwy schyłek kariery przyszedł dla Holyfielda dopiero kilka lat później, choć jak wiemy z uporem trwa w tym stanie do dziś. Natomiast „Big Daddy” po zwycięskim zakończeniu trylogii z Holyfieldem zmierzył się w ringu z pięściarzem, który de facto zakończył jego karierę. Tym człowiekiem był młody Polak Andrzej Gołota, zwany w owej epoce czarnych mistrzów Wielką Nadzieją Białych. Ale to już zupełnie inna historia… 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Historyk sztuki, adiunkt na UAM w Poznaniu. Boks stał się jego pasją w latach 80. ubiegłego wieku, gdy Mike Tyson zmiatał z ringu kolejnych rywali, filmowy Rocky bił się w Moskwie z Ivanem Drago, a pięściarze z kadry prowadzonej przez Andrzeja Gmitruka przywieźli z Igrzysk Olimpijskich w Seulu cztery brązowe medale. Autor felietonów oraz opracowań historycznych poświęconych pięściarstwu, które poznał również w praktyce, 20 lat temu pod okiem trenera Grzegorza Swadowskiego.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: fadfaa
Data: 03-06-2013 00:06:16 
Własnie dla takich walk warto sie interesować boksem. Kiedys obejrzalem na youtubie powtorke pierwszej walki Bowe z Holym i od tego zaczeła sie moja fascynacja boksem. Epicka trylogia. Niesamowita pierwsza walka. Bowe wyciagnal z Holyfielda to co najlepsze, a Holyfield wyciagnal z Bowa to co najlepsze. Mnostwo ciosow, walka w poldystansie. Prime Bowe- Wojownik Holyfield. To jedna z takich walk, gdzie po zakonczeniu myslisz, ze 12 rund to zdecydowanie za malo. Druga walka juz nie byla taka swietna jak pierwsza. Riddick utył, ale Incydent z Fan Man byl niezly ;D Przed 3 walka z tego co pamietam to u Holego wykryli jakies wady serca, wiec nie byl w pelni formy, ale mimo to zakonczyli ta trylogie w swietny sposob.

HBO zrobilo dla tej trylogi odcinek serii Legendary Nights

http://www.youtube.com/watch?v=Lec5g6RHd7g

Szacunek dla obu. Dla mnie ta trylogia na rowni z Ali Frazier.
 Autor komentarza: Matys90
Data: 03-06-2013 00:13:18 
Ja powiem nawet, że trylogię Holyfield-Bowe oglądałem z dużo bardziej zapartym tchem niż trylogię Ali-Frazier.
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 03-06-2013 00:14:41 
Holy w cruiser WBA,IBF,WBC niepokonany w 17-18 walkach dokładnie nie pamiętam,w ciężkiej trzykrotny mistrz król półdystansu przy Bowe w pierwszej walce wyglądał jak półciężki nie wiem tak samo jak autor jak przetrwał takie bombardowanie wielkiego Bowe.Holy dla mnie to typ 10 the best ever HW!!!

Bowe był posiadaczem pasów WBC,WBA,IBF i WBO ale dla mnie najbardziej zmarnowany talent w historii HW.Najgorsze jest to ze z sam sobą przegrał z takim półdystansem przy 196 cm Władimira by przejechał jak czołg!Wie ktoś dlaczego Bowe sprawia wrażenie upośledzonego umysłowo? Jakaś choroba genetyczna?
 Autor komentarza: andrewsky
Data: 03-06-2013 00:16:47 
Od obejzenia przywiezionej przez starszego brata,mojego kolegi z USA kasety VHS z nagrana walka Bowe-Holy zaczela sie moja fascynacja boksem zawodowym
 Autor komentarza: fadfaa
Data: 03-06-2013 00:17:54 
@WARIATKRK

Zmiany neurologiczne w mozgu po tylu wojnach co mial. Mowa zaczela sie u niego pogarszac bardzo szybko.
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 03-06-2013 00:18:09 
Sam cykl świetny czekam co niedziele od rana jak zaglądam na Bokser.org
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 03-06-2013 00:20:30 
fadfaa
Zachowania jak uprowadzenie zony i dzieci tez normalne nie są.Bowe teraz mówi jakby miał porażenie mózgowe kiedyś czytałem ze zawsze był taki opóźniony w rozwoju.Chciałbym się dowiedzieć więcej.
 Autor komentarza: Matys90
Data: 03-06-2013 00:20:46 
Najciekawsze jest to, że po tych wojnach to wielki Bowe był rozbity, a mały Holyfield jeszcze przez wiele lat w znakomitej formie i dzisiaj wygląda świetnie w przeciwieństwie do Riddicka. Holyfield to jakiś kosmita.
 Autor komentarza: szansepromotions
Data: 03-06-2013 00:25:54 
RWA ile można powtarzać to kłamliwe stwierdzenie , że Gołego nazywali w Stanach "wielką nadzieją białych".
Nikt go tak nie nazywał , ten tytuł dostał Tommy Morrison latach 90 , a wcześniej Gerrry Cooney( a wcześniej ktoś tam , aż do Jeffriesa ) .

Co do samych walk , to rewelacyjne, można je powtarzać non stop .
Riddick pokazał w nich , że jest wszechstronnym pięściarzem .
Szkoda tej walki z Lewisem , myślę , że w tamtym czasie Big Daddy by z nim wygrał , gdyż to był jeszcze ten nieskoordynowany Lennox .
 Autor komentarza: szansepromotions
Data: 03-06-2013 00:27:19 
Bowe w pierwszej walce wyglądał jak półciężki ? chyba żartujesz, miał wtedy idealnie wyżyłowaną formę , to , że ktoś nie jest kwadratem z siłowni nie oznacza , że jest mały
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 03-06-2013 00:27:26 
Zawsze się mówi Tyson świr bo z Lewisem pobił się na konferencji a to była szopka ustawka to Bowe nie pamiętam kogo lewym-prawym sierpem na konferencji zbombardował
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 03-06-2013 00:28:36 
szansepromotions
Holy zawsze był gladiatorem ale taki mały się wydawał o to mi chodziło
 Autor komentarza: Matys90
Data: 03-06-2013 00:29:59 
Larry'ego Donalda :)

http://youtu.be/v5LxagKJ1PA
 Autor komentarza: szansepromotions
Data: 03-06-2013 00:31:53 
Aha, jeśli tak , to tak :D
Larry'ego Donalda chyba kombinacją 1-2 potraktował
Kapitalna jest walka Bowe-Coetzer
Ogólnie Riddick był taki , że każda jego walka była ciekawa .
Stąd też i jego problemy dzisiejsze .
 Autor komentarza: LegiaPany
Data: 03-06-2013 00:48:27 
chyba 10 runda z 1 walki.....to byla jazda...najpierw holy w tarapatach a 5 sekund pozniej bowe
 Autor komentarza: bak
Data: 03-06-2013 00:56:14 
Gołota vs. Bowe to były lepsze walki ;p
 Autor komentarza: LegiaPany
Data: 03-06-2013 01:01:12 
bak

eee tam to byla woja!
http://www.youtube.com/watch?v=UNnsmZ63W14

niesamowite lewe sierpy i tytanowa szczeka
 Autor komentarza: bak
Data: 03-06-2013 01:03:17 
@Legia

Szkoda że nie było rozstrzygniecia..
 Autor komentarza: bak
Data: 03-06-2013 01:03:17 
@Legia

Szkoda że nie było rozstrzygniecia..
 Autor komentarza: fadfaa
Data: 03-06-2013 01:03:32 
@szansepromotions

Tez uwazam, ze Bowe z formą z I walki z Holyfieldem wygralby z Lennoxem. Pozniej od tego pojedynku to Lewis mial wieksze szanse. Bowe nawet zorganizowal konferencje podczas ktorej wyrzucil pas WBC do smietnika.
 Autor komentarza: LegiaPany
Data: 03-06-2013 01:06:49 
bak

tu masz promo matthysse vs. khan ;)
http://www.youtube.com/watch?v=0mJAxq9toYQ
 Autor komentarza: Champion20
Data: 03-06-2013 08:47:37 
10 runda pierwszej walki tych gladiatorów pokazuje dobitnie poziom wówczas i teraz wagi ciężkiej pokazuje na jak dogodne czasy trafili Kliczkowie jak łatwo im panować. To nie lata 90 gdzie walczyli do upadłego cios za cios teraz to partie szachów nudne i bez emocji dlatego tez Klizkowie nigdy nie będę uważani za najlepszych z najlepszych bo nie toczyli takich wyniszczejacych bojów na "smierc i zycie" Holyfield i BOwe legendy
 Autor komentarza: boksjor
Data: 03-06-2013 09:26:12 
Bowe już jako amator był uważany za opóźnionego w rozwoju, tak wynikało z badań na iloraz inteligencji. Jest on niestety chyba najlepszym przykładem tego jak później wygląda człowiek z "tytanową szczęką". Jeżeli się nie mylę był na deskach chyba tylko 4 razy i nie przegrał przez KO. Sam mówił, że miał zdolność otrzymania nokautującego ciosu i tracenia świadomości, ale nie przewracał się i ciało walczyło dalej. Chyba najlepiej to widać z Hide. Niestety setki ciężkich ciosów spowodowały uszkodzenia mózgu, dlatego wywiady z nim są niezrozumiałe bez napisów. https://www.youtube.com/watch?v=GniieKLJsC0
 Autor komentarza: pyra90
Data: 03-06-2013 10:26:55 
Prime Bowe mógł by wygrać z każdym ,nie ma w historii pięściarza powyżej 195 cm wzrostu który miał tak dobry półdystans jak on .
Bowe był wszechstronny ,a nie jednowymiarowy jak Kliczki.
 Autor komentarza: tapir
Data: 03-06-2013 10:36:11 
Pierwsza walka Bowe vs Holly to najlepsza walka w Królewskiej kategorii jaką widziałem.
 Autor komentarza: Kojotowski
Data: 03-06-2013 10:43:36 
Jak na moje oko, to trylogia Bowe-Holyfield, przebija ta Aliego z Frazierem. Po pierwsze dlatego, ze Muhammad czesto bardzo psul obraz potyczki ciaglymi klinczami, po drugie poziom wyszkolenia technicznego Evandera i Riddicka stal na lepszym poziomie, i bardziej przypadl mi do gustu.
Co do samej walki/walk, to lepsze wrazenie pozostawil dla mnie Bowe, ktory pierwsza walke wygral w mojej ocenie wyraznie, a druga mogla isc spokojnie w obie strony(punktowalem remis). Trzecia to przyslowiowa kropka nad "i" i zakonczenie przed czasem.
Zarowno Evander, jak i Bowe pokazali w tych walkach cechy najwiekszym mistrzow.. determinacje, twarde glowy, swietne wyszkolenie, i olbrzymia wole zwycistwa, a momentami wszystko bylo przeplatane dramaturgia, gdzie w raz jeden, raz drugi mial nogi z waty... jednym slowem trylogia Holyfield-Bowe, to w mojej prywatnej ocenie najlepsza trylogia hw all time, i nie sadze w kolejnyej dekadzie kibice mieli okazje zobaczyc walki mistrzowskie na takim poziomie(mowa oczywscie o wadze ciezkiej).

Gratulacje dla autora, bo sie bardzo postaral.
 Autor komentarza: Kojotowski
Data: 03-06-2013 10:48:52 
Jestem podobnego zdania co Pyra90. Prime Bowe, to w mojej ocenie potwor, zawodnik niemal kompletny(szczeka, cios, serce) ktory podobnie jak Foreman, czy Tyson, moglby pokonac kazdego innego z wielkich mistrzow. Nawiasem mowiac, ci trzej wyzej wymienieni zawodnicy mogliby byc dominatorami w kazdej epoce hw w ktorej by sie znalezli.
 Autor komentarza: Artur1969
Data: 03-06-2013 12:26:17 
Ciekawe jak wyglądałaby walka Tyson - Bowe. Wiele o niej mówiono swego czasu, ale niestety, nie doszło do niej
 Autor komentarza: YHTYTSYDZIT
Data: 03-06-2013 19:29:47 
NO I NIECH KTOS POWIE ZE GOLY BYL CIENKI......WTEDY....RODACY!!!
 Autor komentarza: kuba2
Data: 03-06-2013 19:57:34 
YHTYTSYDZIT, jasne że cienki nie byl. Był bardzo dobry. Jak Zejlko Mavrowic, Axel Shulz, Frans Botha, Aleksander Zolkin, Herbie Hide, Henry Akinwande. No ale ww Panowie to jednak inna liga.
 Autor komentarza: YHTYTSYDZIT
Data: 03-06-2013 20:08:26 
prawda ale ja tylko mowie do tych mlodych co golego znaja past prime...i sie smieją!
 Autor komentarza: YHTYTSYDZIT
Data: 03-06-2013 20:40:58 
ktos wczesniej zapodał niezłego linka cała prawda o szefie Ulrich KnockOut Promotions hahah niezly ubaw https://www.facebook.com/pages/Pan-Andrzej-Najlepszy-Promotor-Bokserski/1374341346110636?ref=stream
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.