MCCOY, CHARLES 'KID'

Doświadczenia wielu dekad pokazały nam, że świat zawodowego boksu stanowi skupisko niezwykłych osobowości, dzięki którym sportowa rywalizacja staje się jeszcze bardziej interesująca. Ich charaktery możemy w pewnym stopniu poznać przy okazji licznych wywiadów i wszelkich publicznych wystąpień, na przykład podczas konferencji prasowych. Często wówczas można dokonać ogólnikowego podziału na pięściarzy, którzy nie lubią dużo mówić i wolą się skupić wyłącznie na czysto bokserskich przygotowaniach, oraz na takich, którzy już na długo przed pierwszym gongiem rozpoczynają poza ringową rywalizacją, pewnego rodzaju grę psychologiczną, za pomocą której chcą osiągnąć przewagę nad przeciwnikiem, zanim znajdą się z nim w jednym ringu. Absolutnym mistrzem tego rodzaju zagrań był Charles „Kid” McCoy.

Norman Selby, bo tak brzmiało jego prawdziwe imię i nazwisko, urodził się 13 października 1872 roku w miejscowości Moscow w amerykańskim stanie Indiana. Nie wiadomo wiele na temat motywacji, jakimi kierował się wybierając karierę pięściarską, wiemy natomiast, że pierwszy zawodowy pojedynek stoczył w czerwcu 1891 roku i po czterech rundach został ogłoszony punktowym zwycięzcą w meczu z niejakim Peterem Jenkinsem. Sukcesem kończyły się też jego kolejne walki, a wiele z nich nastoletni zawodnik rozstrzygał przed czasem. Nie wyróżniał się wprawdzie muskulaturą i był zawodnikiem stosunkowo szczupłym, toteż można by było przypuszczać, że jego pieści nie stanowiły nokautującego zagrożenia. Nic bardziej mylnego – McCoy dysponował bardzo mocnym uderzeniem z obu rąk i w dodatku często bywał okrutny w ringu. To właśnie on uchodzi za rewelatora tzw. „corkscrew punch”, ciosu na górę, który polega na tym, że zaraz przed jego wylądowaniem na twarzy przeciwnika należy raptownie obrócić pięść, tak aby kciuk był skierowany do dołu. Uderzenie to w wykonaniu bohatera tej historii było bardzo skuteczne i często ku uciesze „Kida” powodowało rozcięcia na buziach kolejnych rywali.

McCoy zwyciężał następnych oponentów i wkrótce postanowił wziąć rewanż na świetnym Tommy’ym Ryanie, ówczesnym mistrzu świata kategorii półśredniej, z którym Selby miał kiedyś wątpliwą przyjemność sparowania. Podczas tych wspólnych treningów Ryan solidnie obijał młodszego zawodnika, który po latach wciąż żywił za to do niego urazę. Aby doprowadzić do ponownej konfrontacji w ringu Charles dał prawdziwy popis swej przebiegłości i przed championem pozorował śmiertelnie chorego, desperacko rozglądającego się za zarobkiem człowieka, poprosił też by Tommy oszczędzał go podczas walki. Mistrz widząc byłego sparingpartnera w tak opłakanym stanie przystał na propozycję pojedynku, nie zdecydował się jednak położyć na szali tytułu. Normanowi to nie przeszkadzało, ponoć stwierdził nawet, że i tak nie stanowiłby należytego dlań zagrożenia.

Mecz, do którego świadom stanu zdrowia przeciwnika Ryan szczególnie się nie przygotowywał, odbył się 2 marca 1896 roku w nowojorskim Maspeth. Podobno jeszcze przed pierwszy gongiem, a także przez początkowe minuty pojedynku McCoy symulował chorobę, zaś rywal stosował się do jego przedmeczowej prośby i walczył bardzo spokojnie. Niedługo potem „Kid” postanowił w końcu zdjąć maskę osoby wymagającej natychmiastowego hospitalizowania i rozpoczął trwające kilka rund natarcie, w którym wyładował całą swą niechęć, jaką budził do Tommy’ego od czasu wspólnych sparingów. W starciu piętnastym zadał decydujący cios, po którym wyczerpany i zupełnie zaskoczony takim obrotem sprawy champion już się nie podniósł.

Obaj panowie spotkali się ponad rok później w meczu rewanżowym w Syracuse. Niestety, po kilku minutach próby sił batalia została przerwana przez policję i w efekcie zakończyła się remisem (inne źródła za wynik podają ‘No contest’). Więcej szczęścia mieli za to organizatorzy w Chicago, gdzie w maju roku 1900 udało się przeprowadzić 6-rundowy pojedynek wieńczący trylogię McCoy – Ryan. Pierwotnie sędzia ringowy tej potyczki przyznał punktowe zwycięstwo temu pierwszemu, jednak jakiś czas później rezultat został zmieniony na remis.

W roku 1897 Charles dostąpił zaszczytu walki o mistrzostwo świata wagi średniej z Danem Creedonem. Był to tytuł wakujący bowiem wcześniej zrzekł się go mający nadzieję na osiągnięcie supremacji w ciężkiej dywizji Bob Fitzsimmons. Siedemnastego dnia grudnia na Long Island w Nowym Jorku dwaj pretendenci stanęli więc do zaplanowanej na 25 rund walki o pozycję najlepszego zawodnika swej kategorii. Z tych 25 starć Creedon zdołał przetrwać 15, po których był już solidnie rozbity i sekundujący mu Joe Choynski postanowił poddać swego podopiecznego, który wyraźnie sobie tego dnia nie radził ze wspaniale walczącym Selby’ym. Ten ostatni bardzo umiejętnie wykorzystywał sporą przewagę zasięgu ramion, był niezwykle szybki, demonstrował też świetną pracę nóg, pozostawiając po meczu zgromadzoną w Long Island Athletic Club publiczność w stanie absolutnego zachwytu swym niesamowitym kunsztem pięściarskim.

McCoy w imponującym stylu wywalczył więc prym w wadze średniej. Oficjalny tytuł nie miał chyba jednak dla niego pryncypialnego znaczenia, gdyż wkrótce postanowił się go zrzec, nie zapisując na swoim koncie nawet jednej obrony. Sam powód zwakowania pasa był identyczny jak w przypadku poprzednio championa, czyli chęć rozpoczęcia kampanii w kategorii ciężkiej. Już na jej początku – w maju roku 1898 – Kid odniósł cenne zwycięstwo (na punkty po 20 rundach) nad wymagającym Gusem Ruhlinem. Kilka miesięcy później los „Akron Gianta” podzielił bardzo twardy i nieustępliwy Australijczyk Joe Goddard, a sukcesy w konfrontacjach z tymi pięściarzami doprowadziły byłego mistrza średniej kategorii do starcia z „Marynarzem” Tomem Sharkey’em, bokserem o wielkiej sile oraz niebywałej wytrzymałości. Pojedynek pomiędzy nimi zaplanowano na 10 stycznia 1899 roku w Nowym Jorku i przy tej okazji warto przytoczyć pewną historię związaną z tą batalią, którą przedstawił w poświeconym McCoy’owi artykule „Dr. Jekyll and Mr. Hyde” znany i ceniony historyk pięściarstwa Tracy Callis. Jak wiemy, Selby boksował w czasach, gdy film dopiero raczkował, toteż niemożliwe było studiowanie stylu przeciwnika poprzez oglądanie zapisów wideo z jego walk, tak jak to często ma miejsce dzisiaj. Nierzadko więc bywało, że obóz danego zawodnika przygotowując się do meczu zatrudniał pięściarza, który wcześniej miał okazję sparować czy nawet spotkać się na zawodowym ringu z jego kolejnym przeciwnikiem, a co za tym idzie znał jego sposób walki i mógł dostarczyć cennych wskazówek. Nieprzebierający nigdy w środkach „Kid” i jego obóz postawili więc porwać wielkiego Boba Armstronga, który często trenował z Sharkey’em, partnerował mu też w meczach pokazowych. Rola więźnia Armstrongowi jednak szczególnie do gustu nie przypadła i rozwścieczony przekazał McCoy’owi fałszywe informacje na temat stylu „Marynarza”. Efekt był taki, że Selby został znokautowany przez Toma w dziesiątej rundzie.

Dwa i pół miesiąca po tej klęsce Charles zwyciężył w San Francisco po bardzo emocjonującym 20-rundowym pojedynku świetnego półciężkiego Joe Choynski’ego. Prawdopodobnie po tej potyczce przypisany mu został przydomek „The Real McCoy”, który z czasem przerodził się w po dziś dzień używany w krajach anglojęzycznych idiom. Istnieje kilka wersji dotyczących genezy jego powstania. Jedna mówi, że przed występami „Kida” dobrze znający jego zasób tricków dziennikarze na łamach prasy zastanawiali się, czy w ringu pojawi się „prawdziwy McCoy”. Według innej pseudonim Normana narodził się z nagłówku jednej z gazet informującej o jego wygranej nad Choynskim. Otóż kilka dni przed tym meczem w San Francisco boksował niejaki Peter McCoy i w prasie, aby uniknąć nieporozumień, do stosownego artykułu zamieszczono tytuł „Choynski pokonany przez prawdziwego McCoya”. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że to właśnie ta druga z przedstawionych wersji dała początek przydomkowi „The Real McCoy”, jednak nie można definitywnie wykluczyć też innych wariantów, których przez lata nieco się namnożyło, co komplikuje ustalenie tego jednego prawidłowego.

Do meczu rewanżowego z Joe, przed którym Selby odniósł wartościowe zwycięstwo przed czasem nad znakomitym Steve’em O’Donnellem, doszło w październiku tego samego roku w Chicago. Po ośmiu rundach ogłoszono remis (przed walką zawodnicy ustalili, że takim rezultatem się ona zakończy, jeżeli obaj będą się utrzymywać na nogach pod koniec szóstego starcia), lecz według niektórych źródeł McCoy był tego dnia pięściarzem zdecydowanie lepszym i zasługiwał na wygraną.

Pierwszego dnia 1900 roku na nowojorskim Brooklynie „Kid” stanął przed bardzo trudnym wyzwaniem w osobie potwornie silnego reprezentanta kategorii ciężkiej Petera Mahera. Na rozprawienie się z Irlandczykiem były mistrz wagi średniej potrzebował niespełna pięciu rund, potwierdzając raz jeszcze, że nie straszni mu więksi i silniejsi przeciwnicy.

Jedenaście dni później w tej samej dzielnicy „Wielkiego Jabłka” doszło do trzeciej i ostatniej już konfrontacji Normana z Choynskim. Zakończyła się ona zwycięstwem tego pierwszego przez techniczny nokaut w czwartej rundzie (według niektórych źródeł – w trzeciej), ale według doniesień gazety „Durango Democrat” McCoy miał w tej batalii sporo szczęścia. Ponoć już w drugim starciu Joe czterokrotnie posłał rywala na deski i gdy ten w ciężkim stanie po raz ostatni przebywał na macie i wydawało się, że zostanie wyliczony, nagle rozbrzmiał przedwczesny gong oznajmiający koniec rundy. Ta sama gazeta informowała, że także decydująca o losie walki akcja „Kida” była nieprawidłowa, gdyż ostatni cios padł niemal dwie sekundy po gongu oznajmiającym zakończenie starcia trzeciego, którego ani ringowy sędzia, ani zawodnicy nie usłyszeli ze względu na panującą na widowni wrzawę.

Tryumf odniósł w każdym razie McCoy, który w maju tego samego roku ponownie pokonał Creedona, po raz trzeci spotkał się we wspomnianym boju z Ryanem, a na początku czerwca zwyciężył przed czasem bardzo dobrego Jacka Bonnera. Ta znakomita passa umożliwiła mu spotkanie się 30 sierpnia na ringu w Madison Square Garden ze znakomitym Jimem Corbettem, byłym championem wagi ciężkiej, który kilka miesięcy wcześniej, choć wyraźnie wygrywał mecz z Jimem Jeffriesem i był bardzo bliski historycznego odzyskania tytułu, ostatecznie został znokautowany przez znacznie młodszego i silniejszego oponenta. Z Charlesem nie miał takich kłopotów i po jednostronnym boju znokautował go w piątej rundzie. Panuje jednak powszechna opinia, że pojedynek był ustawiony i McCoy celowo padł na deski, aby zarobić na zakładach.

W tym okresie „Kida” już coraz rzadziej można było zobaczyć pomiędzy linami ringu, choć jego kariera trwała jeszcze długo bowiem ostatnią walkę stoczył w 1916 roku. Trzynaście lat wcześniej, 22 kwietnia 1903 roku, w Detroit stanął w szranki z pochodzącym z Czech Jackiem Rootem, a ich mecz był pierwszym w historii o tytuł mistrza świata nowopowstałej kategorii półciężkiej. Trwał pełen dystans dziesięciu rund i zakończył się punktowym zwycięstwem o cztery lata młodszego zawodnika rodem z Europy, który w ringu miał wyraźną przewagę kilkukrotnie posyłając rywala na deski.

Więcej o żaden championat McCoy nigdy nie walczył, ale do 1916 roku boksował jeszcze z kilkoma znanymi i cenionymi pięściarzami, w tym z „Philadelphia” Jackiem O’Brienem (No decision po 6 rundach) i Peter Maherem, gdy ten miał już 39 lat (Charles znokautował go w 2 rundzie). Ostatnim jego przeciwnikiem w teksańskim Mission był niejaki Artie Sheridan, którego McCoy wypunktował w czterech starciach.

Poza ringiem życie bohatera tej historii było równie ciekawe jak stosowane przez niego tricki, na które nabierał kolejnych oponentów. Po zakończeniu kariery grywał w filmach, był wielokrotnie żonaty (około dziesięciu razy), a jego związek z Theresą Mors, żoną bogatego dystrybutora antyków, zakończył się tragedią. W sierpniu 1924 roku McCoy śmiertelnie postrzelił panią Mors w ich wspólnym apartamencie w Los Angeles. Kilka godzin później udał się do sklepu z antykami Morsa, gdzie miał nadzieję znaleźć małżonka Theresy, Alberta. Tego jednak nie zastał i czekając na jego przybycie uwięził pracowników, przy okazji ich rabując i raniąc trzy osoby strzałami z pistoletu. Cała sprawa odbiła się szerokim echem w mediach, które z uwagą przyglądały się procesowi sądowemu. Selby utrzymywał, że pani Mors popełniła samobójstwo i ponoć w trakcie rozprawy dał niezły popis swych aktorskich talentów prezentując ostatnie minuty życia kobiety. Ostatecznie został skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci i osiadł w kalifornijskim więzieniu San Quentin. W 1932 roku został zwolniony warunkowo i znalazł zatrudnienie w Ford Motor Company. 18 kwietnia 1940 roku popełnił samobójstwo poprzez przedawkowanie tabletek nasennych. W liście pożegnalnym napisał między innymi, że „nie mógł już dłużej znieść szaleństw tego świata”, co w dobie istnego globalnego obłędu, jakim była trwająca wówczas druga wojna światowa, nie powinno szczególnie dziwić.

Od czasu jego śmierci minęło już blisko 70 lat, lecz mimo to McCoy wciąż przez wielu uznawany jest za jednego z najwspanialszych bokserów w historii wag półśredniej oraz średniej. W 1991 roku już w drugiej elekcji – w towarzystwie między innymi Marcela Cerdana, Salvadora Sancheza, Carlosa Ortiza czy Sonny’ego Listona - został wybrany do International Boxing Hall of Fame.

 

Trudne jest ustalenie rzeczywistego ringowego rekordu McCoy’a. Witryna boxrec.com podaje, że spośród 116 walk zwyciężył 90 (65 przez nokaut), doznał 8 porażek, 11-krotnie remisował, a 7 meczów z jego udziałem kończyło się wynikiem ‘No contest’.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.