Mateusz Masternak stracił tytuł mistrza Europy
Świetnie dysponowany Viddal Riley (14-0, 7 KO) pokonał Mateusza Masternaka (50-7, 33 KO), odebrał mu pas mistrza Europy wagi junior ciężkiej i zapewnił sobie walkę o wakujący pas mistrza świata federacji IBF.
Od początku obaj ustawili się na lewy prosty. Rywal polował również prawym hakiem na żebra, próbując powtórzyć taktykę Billama-Smitha. W drugiej odsłonie wrocławianin przegrywał rywalizację na lewy prosty, przyjął też kilka haków na dół, za to dwukrotnie wciągnął przeciwnika na kontrę prawą ręką.
W trzeciej odsłonie lekką przewagę zaczął zyskiwać Riley i nawet kiedy dał się raz złapać prawym w tempo, nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Po przerwie wydawał się zrelaksowany i o ułamek sekundy szybszy. Mateusz czekał na jakiś błąd i kontrę. Czasem się udawało, lecz ton walce nadawał pretendent.
W piątej rundzie Mateusz przyjął mocny prawy sierpowy, na szczęście nieco zamortyzował ten cios ruchem głowy. I szybko starał się odpowiedzieć, aby zmazać złe wrażenie. Riley konsekwentnie szukał żeber swoim prawym hakiem. Na półmetku na pewno prowadził Brytyjczyk, ale nie było mowy o dominacji i "Master" wciąż szukał swojej szansy.
Siódme starcie wyglądało już źle. Riley poszedł na przełamanie. Mistrz Europy od lat słynie jako ten, który jest twardzielem, więc złamać tak łatwo się nie dał, ale była to najwyraźniej przegrana przez niego runda. Trzeba było szybko coś zmienić. Rozluźniony Riley łapał Mateusza długim lewym prostym lub lewym prostym z doskoku. Masternak wiedział, że potrzebuje nokautu i szukał jakiegoś mocnego uderzenia. Ale gdy się chce, to czasem zawodnik za bardzo się spina i przewaga szybkości staje się jeszcze wyraźniejsza.
Po jedenastu rundach jasne stało się, że Polak żadnym cudem na punkty nie wygra i nie zmieniłoby tego nawet kilka nokdaunów. Potrzebował nokautu. - Zaryzykuj k***a! - krzyczał w narożniku Piotr Wilczewski.
W pewnym momencie pojawiło się światełko w tunelu. Mateusz trafił prawym sierpowym, za moment poprawił lewym sierpem, który dotąd nie wchodził. Postawił wszystko na lewy podbródkowy, niestety przestrzelił. A Riley szybko doszedł do siebie i w końcówce znów zaatakował, podkreślając swoje zwycięstwo. Sędziowie punktowali 118:110, 118:110 i 119:109 - wszyscy na korzyść Rileya.

Fajny wywiad czytałem z Rileyem tuż przed walką. Powiedział: "Kiedy Masternak pierwszy raz zostawał zawodowym mistrzem Europy, ja jeszcze sprzedawałem buty w sklepie obuwniczym". Boksersko pewnie równe poziomy, ale wiek był tu widoczny. Mateusz był ciut wolniejszy, naprawdę niewiele, ale na tym poziomie niewiele przeradza się w jednostronną walkę.

"ale wiek był tu widoczny" - tak, Masternak nie walczył źle, to Riley walczył lepiej, a wynikało to właśnie z wieku

1. Styl robi walkę 2. Bijesz się tak, na ile pozwala ci rywal To dwa, stare i mądre bokserskie przysłowia. Mateusza dopadł wiek, w swoim prime był na pewno lepszy, ale nie odbierajmy Rileyowi co jego.

Niestety Mateusz walczył bardzo jednowymiarowo, Riley w sumie też ale był szybszy. Masternak powinien ruszyć od 5-tej, zakładam jednak że liczyli, że niedoświadczony rywal się wypompuje. Ciężko jednak wypompować rywala, który praktycznie nie przyjmuje a sam zadaje. Smutna troche ta kariera Mastera, to jeden z najlepszych polskich zawodników ostatnich 15 lat, niestety bez pasa.

Marcinm dokładnie tak. Masternak był przede wszystkim bardzo jednowymiarowy. Cały czas ponawiał tę samą akcję i bity w ten sam sposób prawy. Nie wchodziło, ale nie było planu B. Jeśli się jest zawodnikiem na tym poziomie i z takim doświadczenie, to gdy coś nie wychodzi, to się to coś zmienia. Tu nie było zmiany, tylko klapki na oczy i cały czas to samo. Prób czego innego było jak na lekarstwo. Riley wyglądał na kogoś kto razem z zespołem dokładnie przestudiował styl Mastera, wiedział czego się się spodziewać i przygotował się na to. Działało, więc niczego nie zmieniał. U Mateusza nie działało, ale też nic nie zmieniał. Nie wiadomo na ile to wina zawodnika, a na ile trenera. Ale sami wybrali siebie nawzajem i razem odpowiadają za wynik.

"Smutna troche ta kariera Mastera, to jeden z najlepszych polskich zawodników ostatnich 15 lat, niestety bez pasa." No właśnie. Też tak myślę...szkoda.

Speed is everything, a po za tym zabrakło nieszablonowości, elementu zaskoczenia, czasami jedna walka robi z zawodnika past prime i tak było w przypadku Masternaka. Rilley zaprezentował się bardzo dobrze, luz, energia i ringowa śmiałość.

Master zawsze na propsie! Zawsze w formie i na treningu, nigdy nie zapuszczony, bez nałogów, poukładany prywatnie i w domu. Dla mnie zawsze wzór sportowca i mistrz.

Wróci silniejszy :)

"Master zawsze na propsie! Zawsze w formie i na treningu, nigdy nie zapuszczony, bez nałogów, poukładany prywatnie i w domu. Dla mnie zawsze wzór sportowca i mistrz." Wszystko się zgadza, poza jednym; nie jest mistrzem /w sensie posiadania pasa, bo jako człowiek zapewne jest/ i prawdopodobnie nigdy nim nie będzie. Naprawdę się nie czepiam, bo wszystko jest poprawnie, bardzo dobrze i niemal wzorcowo. Tylko, że bycie mistrzem to coś więcej. To wyjście poza schemat poprawności. To umiejętność zrobienia czegoś niestandardowego, czegoś czego nikt się nie spodziewa. Tak, że wszystkim dookoła opadną kopary. Mateuszowi zawsze tego brakowało, zawsze był tylko poprawny, choć w tej swojej poprawności prawie idealny. Ale na mistrza to często za mało. Chyba, że trafi się na słabszy okres w danej wadze. W pojedynku z Ch. Billamem-Smithem wyglądał naprawdę dobrze i wydawało się, że w końcu Masternak wychodzi z tego nieszczęsnego kręgu niemożności, gdzie cały czas odrobinę czegoś brakuje. Niestety zobaczył to i Chris, potraktował przeciwnika z byka i załatwił problem. Wczoraj wszystko wróciło do normy; wrócił stary zły Masternak. Który nie potrafi wyjść poza własne ograniczenia. Jako człowieka, tak jak chyba wszyscy, lubię Go. Ale w tak trudnym i chwilami brutalnym sporcie jak boks mistrzem nie został i zapewne już nie zostanie. Choć życzę Mu, żeby ostatnim zrywem dał radę.

"Niestety zobaczył to i Chris, potraktował przeciwnika z byka i załatwił problem." Po żebrach. https://www.facebook.com/reel/3594991807449427

"Master zawsze na propsie! Zawsze w formie i na treningu, nigdy nie zapuszczony, bez nałogów, poukładany prywatnie i w domu. Dla mnie zawsze wzór sportowca i mistrz." Zgadzam się bo bardzo go lubię i cenię jako człowieka i sportowca. natomiast ta walka wyglądała bardzo źle. Tutaj zasadna jest ta krytyka, która wcześniej spotykała Masternaka w sposób często niezasłużony. OK Riley był niezły, ale Masternak nic nie pokazał. Bardzo jednowymiarowy w ataku, praktycznie żadnej innej broni poza 1-2, co jest łatwe do odczytania. Masternak kilka razy boksował już na znacząco wyższym poziomie i zabrakło niewiele (np. Bellew, Dorticos, czy w sumie też CBS), a tym razem na jednak niższym poziomie już brakowało bardzo dużo. Już z Massonem było słabo i pewnie będzie tylko w dół. Tak jak wspomnieli komentatorzy, 38 lat to jeszcze OK, ale 57 walk zawodowych za sobą to nie byle co (58 bo z Radczenką nie była wliczana :)). Prawie 400 rund w ringu, a do tego za każdym razem obozy, sparingi, robienie wagi, to wszystko odciska piętno.
