JAI OPETAIA ZBIŁ GLANTONA I ZOSTAŁ PIERWSZYM MISTRZEM ZUFFA BOXING
To, że Jai Opetaia (30-0, 23 KO) jest najlepszy na świecie w wadze junior ciężkiej, wiemy już od dawna. Teraz na własnej skórze przekonał się o tym twardy i ambitny Brandon Glanton (21-4, 18 KO).
Amerykanin od początku starał się wywierać pressing, jednak faworyzowany Australijczyk uruchomił nogi, ładnie tańczył i szybkimi kontrami z defensywy wyboksowywał przeciwnika. W trzeciej rundzie coraz częściej stawał, stabilizował swoją pozycję i coraz mocniej bił z obu rąk. W połowie czwartej odsłony Glanton był zraniony po krótkim prawym sierpowym, a w końcówce lider limitu 90,7 kilograma poprawił jeszcze lewym podbródkowym.
Jai po przerwie stanął czoło w czoło z silnym fizycznie rywalem i w akcjach cios za cios zaczynał go łamać. Bił szybko i jeszcze mocniej niż dawny futbolista, swoje uderzenia składał w coraz dłuższe kombinacje, a do swojego arsenału dodał coraz częstsze bomby na korpus. Zraniony Glanton uderzył poniżej pasa, czym zyskał kilkanaście sekund odpoczynku. Na półmetku musiało być 60:53, bo w szóstej rundzie Glanton otrzymał jeszcze ostrzeżenie za przetrzymywanie, co było wynikiem jego bezradności. Bo Opetaia był lepszy w każdej płaszczyźnie, nawet gdy przyjmował walkę cios za cios.
W siódmym starciu Opetaia bezkarnie trafiał i rozbijał ambitnego oponenta bezpośrednim lewym krzyżowym. W ósmym zaś coraz bardziej zapuchnięty Glanton znów uderzył poniżej pasa i dostał drugie ostrzeżenie. Mijały minuty, a obraz potyczki się nie zmieniał. No może poza tym, że przewaga Australijczyka tylko rosła. Bił mocno lewym hakiem na korpus bądź krótkim prawym podbródkiem. W jedenastej rundzie sędzia - chyba zbyt lekkomyślnie - ukarał również Opetaię ostrzeżeniem za przetrzymywanie, ale jego punktowa przewaga była nie do odrobienia. Amerykanina mógł uratować tylko nokaut, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że jeśli ktoś ma wygrać przed czasem, to tylko Opetaia... Na 50 sekund przed końcem walki Amerykanin zatoczył się po lewym krzyżowym na szczękę, dzielnie jednak dokończył stojąc na własnych nogach, pomimo iż równo z gongiem przyjął jeszcze piekielnie mocny lewy hak na szczękę.
Opetaia skończył pojedynek z pasem Zuffa Boxing, z kolei Glanton z guzem na czole wielkości piłeczki tenisowej. Sędziowie punktowali zgodnie 119:106, ale nie mogło być przecież inaczej.
Nb. nie podoba mi się polski komentarz do walk ogólnie - OK jest dobry merytorycznie, ale zwykle jest bardzo jednostronny pod faworyta. W rundach 1-3 trafiali obaj (oczywiście Opetaia bardziej), ale w komentarzu były zauważane tylko ciosy Opetai.
pisałem to zamin w dyskusji pojawił się Usyk :)
Niestety z autopsji.
Jak dla mnie to w Cruizer 1. Opetaia 2. Gilberto Ramirez 3. Chris Billiam Smiff i... dopiero za nimi Cieślak.
Nie kopiowałem tu boxreca na którym też widnieje to samo ale podchodząc do tego rozważając wszystkie za i przeciw to wydaje mi się że tak właśnie jest.
Co do Mastera to chyba już skończyła się jego era, owszem jest świetny techniczne ale zawsze brakowało mu tego instynktu killera który to Cieślak akurat ma.
Z CBS postawiłbym na Cieślaka bez wahania - fizycznie mu nie ustępuje (IMO jest najmocniejszy w całej CW), a boksersko jest po prostu od CBS lepszy.