DZWONI KNYBA DO REDAKCJI, CZYLI JAK STRACIĆ SZACUNEK W 43 SEKUNDY
Relacje buduje się długo. Wszystko można za to szybko zaprzepaścić. I tak oto Damian Knyba (17-1, 11 KO) w ciągu 43 sekund stracił u mnie szacunek, ale też sympatię, którą go dotąd darzyłem.
Pewne kontrowersje narosły wokół przerwania jego sobotniej walki z Agitem Kabayelem (27-0, 19 KO). Czy sędzia za szybko przerwał pojedynek w trzeciej rundzie? Miałem mieszane uczucia, w końcu to walka o charakterze mistrzowskim, bliżej mi jednak było do tego, że Mark Lyson błędu nie popełnił. Damian prawdopodobnie nie był na tyle ranny, aby nie dotrwać do gongu, natomiast według mnie zaczął już być "łamany" i przegrałby w czwartej odsłonie. A w boksie, szczególnie w wadze ciężkiej, przykry nokaut może skończyć karierę. A że zawsze mówię/piszę to, co myślę, w mediach społecznościowych popisałem z trenerem Aleksandrem Maciejowskim, którego lubię prywatnie, a wiedzę o boksie bardzo szanuję.
- To było jedno z tych zatrzymań walki, które, gdyby doszło później do ciężkiego nokautu, analizowalibyśmy, zastanawiając się, czy nie należało jej przerwać właśnie w tym momencie - napisał trener.
- W 4. rundzie skończyłoby się ciężkim KO i mogło być po karierze. A tak można lecieć na bajerce "za wcześnie", "sędzia skrzywdził" i zrobić kolejne podejście do czegoś dużego po 2-3 zwycięstwach - to z kolei moja odpowiedź i zarazem końcówka naszej krótkiej rozmowy w mediach społecznościowych.
Dziś napisał do mnie Damian z pytaniem, czy to ja pisałem. Odpisałem mu: "Tak. Uważam, że przerwanie było słuszne". Kilka sekund później dostałem od naszego niedoszłego mistrza telefon...
- Już nigdy nie dam ci wywiadu. Jesteś dwulicową ***** - reszta była już wyzwiskiem w moim kierunku. A że bliżej mi już do pięćdziesiątki niż czterdziestki, a mój rozmówca w sumie jest niewiele starszy niż moja córka, nie za bardzo życzę sobie takiego tonu. Zresztą jak byłem młodszy też bym sobie nie życzył, natomiast im jestem starszy, tym bardziej jestem na takie błazenady wyczulony.
Próbowałem się przebić przez ten ściek wyzwisk pod moim adresem, nie udało się, więc w 43. sekundzie się rozłączyłem.
I teraz kilka faktów. Od siedemnastu lat odpuściłem tylko dwukrotnie Mistrzostwa Polski Seniorów. Jeżdżąc na tydzień takich zawodów - choć mam hotel od organizatora, sporo pieniążków tracę. Robię to tylko po to, aby wynaleźć jakiegoś ciekawego, młodego chłopaka, i jako pierwszy o nim napisać, pierwszy nagrać mu walkę, może zrobić jako pierwszy wywiad. I tak też było z Knybą. Jego walki z boksu olimpijskiego, które znajdziecie na YT, poszły właśnie z mojej ręki. Za pierwszym razem nakręciłem go, bo zobaczyłem dużego chłopaka. Potem już, bo widziałem, że dość szybko robi postępy. Damian będzie mógł pokazywać swoim dzieciom początki swojej kariery dlatego, że kiedyś wpadł mi w oko i dość szybko go doceniłem. Doceniłem go zanim panowie Kownacki, Rachwał, a nawet trener Piotr Wilczewski (pozdrawiam), dowiedzieli się o jego istnieniu. To może nie jest jakiś mocny argument, ale powinno temu młodemu chłopcu, bo jak widać jeszcze nie mężczyźnie, dać do myślenia.
Na groźbę, że nie dostanę już więcej wywiadu... Cóż, robiłem wywiad z Deontayem Wilderem (wtedy 25-0), który zmierzał po tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Nie raz i nie dwa rozmawiałem z braćmi Kliczko, którzy byli wtedy długo panującymi mistrzami świata, robiłem wywiady z mistrzami świata niższych kategorii, więc przeżyję jakoś brak wywiadu z panem Knybą. Powiem (napiszę) więcej, nie mam już na to najmniejszej ochoty...
"W 4. rundzie skończyłoby się"
Gdyby, skończyłoby się, stałoby się...
Wróżbita Furman :)
Od kiedy boks to jasnowidzenie? może komuś się pomyliły dyscypliny?
Ja zawsze myślałem że od tego jest ring, aby to ring zweryfikował, a nie że będzie nam Jasnowidz wizje przedstawiał :)
Knyba był absolutnie gotowy do walki, nie zamroczony i przerwanie tej walki to jest skandal w biały dzień.
I to nie podlega jakiejkolwiek dyskusji. Nawet pod filmami DAZN 70% userów pisała podobnie, że jest zszokowana tym przerwaniem.
Tylko mędrkujący Polak wie lepiej :) i zatopi własnego rodaka bo przecież "gdyby", "zrobiłby", "uderzyłby", "nie wstałby", "nie dałby rady"
GDYBY GDYBY GDYBY
ŁUKASZ GDYBOLOG :)
Nie ma dobrego momentu na przerwanie walki - w skrajnym przypadku "trup" wstaje i wygrywa jak Marquez z Pacquiao czy Corrales z Casamayor... a drugi skrajny przypadek to Perez - Magomed - gdzie Magomed do ostatnie w przedostaniej rundzie jeszcze remisował i dotrwał do końca. Tu przerwanie uratowałoby mu "życie" choć przecież to tylko ostatnia runda gdzie mógł jeszcze wygrać
Oczywiście zachowanie słabe, ale też czy warto to od razu przekuwać na artykuł? IMO nie.
Zastanawiałem się kto wpadł na "genialny" pomysł oprawy przy wejściu do ringu. Teraz wydaje się, że był to autorski pomysł zawodnika. Dobrze, że chociaż obok nie szedł król Jagiełło, a z tyłu hostessa z napisem 1410 rok. Tak dla mniej kumatych Niemców. Co prawda trochę by się to rozjechało historycznie z Rotą, a kto by sobie zawracał głowę szczegółami.
Damian niepotrzebnie sie odpalil, przekroczyl pewne granice, ale czuje jego irytacje po tekscie, ze walka slusznie przerwana. Furmi, kto ma stanac za Knyba, jak nie najwiekszy polski portal?
Kunktator sie ucieszy, ze przerwali, wojownik chce pasc zeby czuc, ze naprawde przecial.
I powiem prosta rzecz, jako placacy za Dazn, absolutnie nie akceptuje tego pseudosportu. Na tym polega poetyka rywalizacji w tej dyscyplinie, ze zraniony gosc moze zawinac tzw. strzal rozpaczy i zgasic faworyta. I skonczylem z dazn po tej farsie, nie spieram patologii
To są rzeczy oczywiste.
Tym bardziej, że Knyba nie był tu jakoś bardzo zraniony :) Na ringpolska jest analiza tego momentu, przy ostatnim ciosie Knyba się potknął o nogi Kabayela! i to właśnie dało ten efekt że się zatoczył!
miał trzeźwe spojrzenie, energicznie rozłożył ręce do sędziego z pytaniem co też on wyprawia.
Bez problemów dotrwałby do końca rundy a nowa runda to nowa historia - Kabayel też się męczy, to jest boks, splot wielu funkcji trwających w czasie, to nie jest jakaś jedna niezmienna funkcja 2x - że jak już idzie w górę to będzie szło w tym samym tempie w górę:) to tak w ogóle nie działa i nie wiem jak można takie idiotyzmy wygadywać jak redaktor i kilku innych - bo z ich "analiz" wychodzi, że tak właśnie jest :) że boks to taka funkcja 2x, że jak dostałeś rad i byłeś na fali kłopotów, to już to będzie równiutko szło dokładnie do końca tej funkcji, 2x :)
No to jest jakiś kompletny szczyt głupoty.
Boks to są nakładające się funkcje zwrotne, czynniki, sinusoida zdarzeń. W następnych rundach równie dobrze Kabayel mógł powoli się zaczynać męczyć, bo to też była walka na wyższych obrotach niż człapanina z Zhangiem.
A Knyba rozciął mu oko - zobacz ile tu jest zmiennych:
Zmęczenie, rozcięte oko Kabayela, kłopoty Knyby, dobry lewy prosty Knyby którym dobrze ustawiał i bił Kurda, itd,. itp.
Zobacz jak wiele jest tu potencjalnych scenariusz w jakich może ta walka pójść. Zobacz że na początku walki Lewis Kliczko to Lewis przegrywał i idąc "logiką" redaktora to była to już funkcja 2x prościutko do celu, tj. zwycięstwa Pana Kliczki :) a okazało się że Lewis stawiał coraz większy opór i rozciął oko Kliczce do tego stopnia, że ten był ślepy w walce i przerwano.
Zobacz jak wiele jest czynników w tym sporcie, jak wiele się może stać.
Jeśli Pan redaktor i popierający go są tacy PEWNI, ŻE NA PEWNO STAŁOBY SIĘ TO I OWO, TO CZEMU NIE POSTAWILI DOMU PRZED WALKĄ NA KABANA?
Skoro są tacy pewni tej gdybaniny to czemu nikt nie chwali się że wygrał mały garaż stawiając dom na Kabayela?
GDYBY, GDYBY, GDYBY. Gdybolodzy stosowani, kurwa :) Od tego jest ring aby to ring zweryfikował, a nie przerywanie bo coś sobie wygdybałem :) skoro jesteś taki pewien swoich słów to czemu nie postawiłeś domu na Turka przed walką? no, słucham? Oglądałem chyba z 1000 walk gdzie bokser miał jeszcze większe kłopoty niż Knyba, nikt walki nie przerywał, a potem ten sam zawodnik znalazł sposób i wygrał walkę :) Gdybolodzy :) przerywać walki będą bez nokautu, bez nawet kurwa NOKDAUNU! Bo oni coś wygdybali :) parodia.
choć podejrzewam że w głowie Damianka To Agit jest Arabem a kanclerzem Niemiec Adolf Hitler.
- żadnen kraj który ma jakiekolwiek znaczenie strategiczne dla mocarstw nie jest "suwereny".
Masakra, wydaje mi się że Furmi (z całym szacunkiem do Ciebie) to Ty tutaj dałeś dupy nie mniej niż Knyba.
Mercosur działa w dwie strony na takiej zasadzie, że kraje o rozwiniętym przemyśle (niemcy, które jakimś cudem równocześnie są importerem żywności) będą tam sprzedawać swoje towary, producenci rolni (Francja, Polska) upadną (za sprawa nieuczciwej konkurencji, tak jak przez ostatnie 3 lata zdychaja od nieuczciwej konkurencji z ukrainy), wszystko przejmą agroholdingi a wtedy ceny poszybuja tak, ze bedziesz jadl bułke z glifosatem i zaplacisz za nią 30zł. A w przypadku braku dostaw (niezaleznie z jakich powodow) okaże się, że polskie bezpieczeństwo żywnościowe będzie zależne stricte od agroholdingów, bo nie będzie pana Kazika, który Ci sprzeda worek ziemniaków za 20zł tylko 20zł to będziesz placił za 1kg ziemniaków.
Co do zielonej energii to jest brednia nad brednie, nie jest to ani ekonomiczne ani ekologiczne, to jest propaganda - globalne ocipienie. Skoro u nas są ogromne złoża węgla i gazu (chociażby na bałtyku) to powinniśmy z nich korzystać, zresztą metali ziem rzadkich też jest dużo w PL tylko nikt nie kwapi się do ich wydobycia.
Ani jednemu ani drugiemu nie przystoją.
Ja widziałem faule Agita przed kluczową akcją- ściąganie głowy Knyby w dół i bicie na odsłoniętą głowę.
Walka by się skonczyła prędzej czy później.
Możę by się skończyła na korzyść Kabayela a może by się nie skończyła :)
Widzisz, Ty filozofujesz, że by się skończyłą tak czy siak dla Kabayela, a ja np widziałem realne szanse na to, aby od następnej rundy Damian podwajał i potrajał jab, był trochę uważniejszy i zapychał klinczem ataki Kurda. Doholował w ten sposób jeszcze z 2 rundy i sukcesywnie rozbijał mu oko :)
I jak dla mnie np. jak najbardziej był to możliwy scenariusz. W którym po 2-3 rundach Turek dalej by Damiana nie znokautował, limo pod okiem by się powiększało, a Knyba nagle zyskałby wiatr w żagle.
Widzisz? dwie osoby a zupełnie inne wizje co do tego "co by było gdyby" :)
właśnie po to jest ring i walka, aby to zweryfikować.
To że Tobie się coś zdaje, nie znaczy że mi zdaje się to samo.
Ja oglądałem na tyle boksu że wiem, jak Monty Pythonowsko potrafią się takie walki obrócić dokładnie o 180 stopni :)
gdzie ten który już prawie, już już miał "i tak wygrać", po 2-3 rundach nagle gasł w oczach i dostawał manto.
Ja takich obrotów sprawy w tym sporcie widziałem baaaaardzo wiele.
Właśnie dlatego w życiu nie miałbym odwagi gdybać że "i tak by nic z tego nie było" "i tak to, i tak tamto".
Zamiast tego chciałem oglądać dalej walkę, bo różnie mogłoby się to jeszcze potoczyć, 20 sekund i byłoby koniec rundy.
Nowa runda to nowa historia, sytuacja mogłaby się zmienić.
Bo są niewiarygodnie aroganckie i ignoranckie w jednym.
NIE WIESZ TEGO CO BY BYŁO. Jeśli jesteś taki pewien, to czemu przed walką nie postawiłeś na faworyta który "i tak by wygrał" swojego domu? zarobisz dwa domy, nie chcesz?
To jest sport, rywalizacja, a nie gdybologia.
Tutaj jeden cios może odmienić losy walki. Zmiana taktyki może odmienić losy walki.
Nagłe zmęczenie rywala może odmienić losy walki.
Nawet kurwa wylądowanie paralotniarza na ring jak kiedyś może zmienić losy walki.
Wszystko jest tutaj funkcją czasu i nacisku, jak w geologii.
Naciskający i mający przewagę, wyczerpuje swój pasek energii - dochodzi do szczytu dominacji, ale jak wtedy dalej nie skończy rywala - czasem nagle potrafi w tempie wykładniczym zaczynać zjeżdżać z tego szczytu, tracąc siły, motywację. A wtedy jego rywal się odradza. Jak przechył w funkcji Gaussa.
Takich walk oglądałem w tym sporcie setki, kurwa, co ja mówię: TYSIĄCE!
Pamiętam te teksty tutaj w połowie 1 walki Usyk - Fury: no to Fury już go ma. No to już Usyk słabnie. No to już wszystko jasne. Fury już ma jego numer, wygrywa z coraz większą przewagą rundę za rundą. Usyk nie ma już pomysłu jak się do niego dobrać, Usyk jest już przewidywalny dla Fury'ego. No to po ptokach.
A potem Usyk odmienia sytuację kilkoma potężnymi sierpami i walka stoi na głowie :) w porównaniu do tego co było rundę temu.
To jest boks, walka. W 99,9999% przypadkach nic się nie dzieje, że jeden drugiego znokautuje, tamten drugi nie umiera, nic mu się nie dzieje, żyje dalej, jest wszystko ok.
A tutaj niektórzy dla jakiegoś 0,000001% przypadku tragicznych konsekwencji próbują robić z siebie jakichś lekarzy-strategów w jednym co to wiedzą że trzeba już już przerywać a potem wypisują tu cały misterny schemat blokowy rozumowania czemu - a że byłoby to, tamto, że wtedy by wstał za późno, że to może skutkować tym, tamtym.
Ja pierdolę...ludzie...co jest z Wami nie tak. Tak, zdarzają się bardzo, bardzo rzadko - tragiczne konsekwencje późnego przerwania. Ale to jest tak rzadko prawie jak w Dużym Lotku. I w tej walce nie było nawet w 20% blisko do takiego scenariusza. Przyjął jakieś ciosy, nie najmocniejsze, miał pewne problemy, ale stał, walczył, wyprowadzał ciosy - puszcza się walkę bez dyskusji. Nie tworzy się jakichś urojonych scenariuszy z Hitchcocka! walka trwa i tyle. Ta sytuacja z Damianem niech będzie dla Furmana nauczką że te gdybolobie po KOLEJNYM JUŻ GÓWNO-PRZERWANIU dużo za wcześnie - zaczynają mieć swoje konsekwencje głębsze, nawet do stopnia konfliktów w świecie bokserskim. Bo nie może być tak że facet trenuje do walki życia, dobrze mu idzie w walce, dostanie z 2-3 farfocle i od razu będziemy skakać i przerywać bo w 1 na 10 milionów przypadków ktoś tam stracił życie czy zdrowie. No kurwa...LITOŚCI...
Bo rozumiem, że przepisy nie są jednoznaczne i sędzia może dbać o zdrowie zawodnika . Ale wypadało by być konsekwentnym przykładowo - sędzia długo liczył Douglasa ale potem równie długo liczył Tysona i przerwał dopiero gdy ten padł na niego nieprzytomny.
Tu zaś mamy gościa który nie przejmuje się, że gdy w jednej walce Agit dostaje z 8 strzałów i leci na liny a w innej walce przerywa po trzech strzałach i zachwianiu z potknięciem.
Politycznie zgadzam się w 100%
Motyw podczas wejścia Knyby żenuła.
Co do zakończenia walki przed czasem to nikt nie może być pewien czy Damiam przetrwałby te 24 sekundy. Na pewno niesmak z powodu wcześniejszego zakończenia walki pozostanie na długo a przynajmniej do kolejnej szansy Knyby.
Myślę też, że "niemiecki" (bo inaczej go nazwać nie można) sędzia na pewno miał na uwadze zdrowie Kabayela bo gdyby jednak Damian przetrwał to mógłby powiększyć kontuzję Agita tym swoim przyzwoitym lewym prostym na początku kolejnej rundy co zwiększało szanse Knyby i dlatego pewna widoczna stronniczość sędziego nakazała mu wykorzystać tą burzę Agita oraz potknięcie Damiana i przerwać walkę.
Czy obraz świetnej pierwszej rundy, zranienie Agita, bajerce "za wcześnie", "sędzia skrzywdził" przejdzie i Damian będzie mógł liczyć na coś znowu wielkiego przejdzie ?
Chcialbym ale póki co moja długo oczekiwana nadzieja na obecność Polaka na szczytach HW czyt.TOP15 runęła jak domek z kart.
Co do konfliktu ww. zainteresowanych to jestem po stronie uwielbianego bokserorga jednak życzę zakopania toporu wojennego bynajmniej nie przy pieśni roty.
Ale gdy ten sam sędzia w jednej walce nie widzi problemu że zawodnik dostał serię strzałów i poleciał na liny a w innej przerywa po dwóch trzech strzałach i zachwianiu
A co do niniejszego "konfliktu", to sporo winy jest właśnie po stronie nakręcających temat mediów, bo to nie była walka życia Knyby, a po prostu kolejny trudny pojedynek, który każdy zawodnik w końcu będzie musiał odbyć. A tak, to młody się nakręcił, wbił sobie do głowy nie wiadomo co, podszedł do tematu ambicjonalnie i teraz są niepotrzebnie "krzywe mordy".
Pozdrawiam.
Bardzo dobre podsumowanie całego wydarzenia. Jak to u lubelaków.
Pojawił się motyw potknięcia Damiana. Niby wszystko było w porządku, tylko przez to potknięcie sędzia przerwał. A czy ktoś nie pomyślał, że Knyba się potknął bo tak naprawdę to ledwo stał na nogach?
Co do przerwania, było ono słuszne w kontekście zdrowia zawodnika i niesłuszne w kontekście widowiska. Gdyby sędzia nie przerwał, widzowie dostaliby krew i mięcho. Zataczającego się boksera a potem pełzającego na czworakach albo robiącego na macie ringu jakieś przewroty. Byłoby po gladiatorsku, jak w Koloseum. I shorty na tik-toku też pewnie byłyby zdobyte szturmem.
Ale Knyba mógłby wtedy podzielić los Soczyńskiego. A tak, jeszcze z boksu pożyje, czy to z walk, czy jeżdżenia na sparingi.
"Sędzia być może mógł chwile poczekać, ale Knyba wyglądał na zagubionego i standardowo blokował ciosy twarzą. Szkoda, że mu się nie udało, Andrzej Gołota na długo pozostanie jedynym mistrzem wagi ciężkiej."
Maruś, twój Jędrek Gołota to takich sytuacji gdzie dostał takie ciosy i się zataczał to z Riddickiem miał kurwa z 20 chłopie :) i nikt walki nie przerwał. Knyba miał jedną, nawet nie padł, sędzia kalosz od razu przerwał a ty tu pierdolisz, że "dał dupy" :)
Ty dałeś dupy tym idiotycznym komentarzem.
To normalne że ma się kłopoty w walce o tytuł - jedną rundę wygrywasz w drugiej możesz mieć kłopoty. Ale póki zawodnik walczy to się nie przerywa, w ogóle przerywanie na stojąco zawodnika który ani razu nawet nie padł w danej walce - już samo w sobie jest ogromnym crindżem i ryzykiem idiotycznego upsetu.
A jeszcze w sytuacji Knyby, gdzie właściwie nie dostał nawet poważnych ciosów i się jeszcze potknął to już w ogóle jest parodia.
"Co do przerwania, było ono słuszne w kontekście zdrowia zawodnika"
Tak, ale sama walka też byłą niesłuszna w kontekście zdrowia zawodnika. Moim zdaniem masz rację - nie powinno się toczyć walk w ringu, powinno się je dać AI od gdybologii aby stwierdziła kto wygra na podstawie parametrów. Bo jak sam wiesz - w innym przypadku niepotrzebnie ryzykujemy zdrowiem zawodnika.
A czy ktoś nie pomyślał, że Knyba się potknął bo tak naprawdę to ledwo stał na nogach?"
Nie widziałem żeby leżał, ty widziałeś?
ah, niech zgadnę: GDYBY puszczono to by leżał.
GDYBY :)
GDYBY GDYBY GDYBY. Kolejny jasnowidz :)
Każdy, kto boksował w ringu, czy obejrzał trochę walk z bliska, wie że Knyba tę walkę by przegrał przez nokaut.
On już nie miał siły, bo był tak spięty, że 3 rundy na wstecznym wymęczyły go na maksa. W dodatku jego ciosy nie robiły większego wrażenia na Kabayelu. To jest najgorsze możliwe uczucie, kiedy bijesz i rywal idzie dalej do przodu i nagle zaczyna ci brakować tlenu, bo mięśnie się spieły, głowa ma dość, a gość tylko podkręca tempo.
Już od samego początku 3 rundy pachniało tym, że go Kabayel przełamie.
Najgorsze są te porównania do Głowackiego czy Fury'ego z walki z Wilderem. Tam jednak obie walki były wyrównane i reakcja była inna. Po prostu cios, który wywrócił i trzeba było wstać, a tutaj Knyba był pogubiony jak dziecko, kiedy walka weszła na wyższe obroty, czyściochy zaczęły wchodzić że hoho.
Przerwnaie było faktycznie przedwczesne i po gospodarsku, co nie zmienia faktu, że sędzia uratował Knybie zdrowie, bo w 4 rundzie skończyłoby się dechami i dochodzeniem do siebie w narożniku przez 5 minut po walce.