AGIT KABAYEL: ZAWALCZĘ Z USYKIEM, WARDLEYEM, ALE NIE Z FURYM
Wracający Tyson Fury (34-2-1, 24 KO) jest łakomym kąskiem dla wszystkich zawodników wagi ciężkiej, bo na nim można zarobić fortunę. Mimo tego Agit Kabayel (27-0, 19 KO) zapewnia, że Fury jest jedynym zawodnikiem, z jakim się nie spotka.
Niemiec w sobotni wieczór zastopował w końcówce trzeciej rundy naszego Damiana Knybę (17-1, 11 KO) i obronił pas WBC wagi ciężkiej w wersji tymczasowej. Po wszystkim rzucił rękawicę Aleksandrowi Usykowi (24-0, 15 KO), o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ >>>
Niemiec nie odrzuca wyzwań, ale już zapowiedział, że propozycji stoczenia walki z "Królem Cyganów" odmówi. Panowie kiedyś sparowali, bardzo się polubili i od tego czasu wspierają się nawzajem.
- Chcę Usyka, chcę Wardleya i mogę zawalczyć na ich terenie. Fury? Nie, na pewno nie. Nie jestem zainteresowany takim pojedynkiem, bo traktuję go jak starszego brata. Tyson bardzo mi pomógł w rozwoju kariery, szczególnie przed pojedynkiem z Machmudowem, dlatego z nim walczyć nie chcę - powiedział Kabayel.
Z mlodych Itauma moim zdaniem by przegrał.
Obecnego Wildera Kabayel by załatwił do 4 rundy. Deontay stracił celność, zadaje może ze dwa ciosy na minutę a i z tą siłą ciosu zrobiło się blado. Swojego ostatniego rywala bardziej wymęczył, niż znokautował. Joshuy też z nim nie widzę. Z Usykiem w formie moim zdaniem przegrywa.
No nie może być kurtyny po czymś takim. Kilkanaście sekund przed przerwaniem Knyba otrzymuje takie ciosy, że na srodku ringu opuszcza ręce i po raz pierwszy się uśmiecha cierpiąc , zaraz potem dostaje kolejne bomby i chwiejac sie wpada w liny bez kontroli i czucia. To wszystko widać - nie trzeba wymyślać. End. Sam Knyba powiedział tuż po, ze myślał aby przyklęknąć. Sędzia jak najbardziej miał prawo przerwać bo nadziei tam nie było. Niestety.