ABEL SANCHEZ: GOŁOWKIN MI ZAUFAŁ I POZWOLIŁ BYĆ TRENEREM
- Trenowałem takich zawodników jak Terry i Orlin Norris, wychowałem wielu mistrzów, ale wszyscy będą mnie kojarzyć jako trenera Gołowkina - mówi Abel Sanchez.
Ich drogi zeszły się, kiedy Giennadij Gołowkin (42-2-1, 37 KO) przenosił karierę z Niemiec do Ameryki. Sanchez dostał ofertę od menadżera "GGG" i jak sam przyznaje, początkowo nie wiedział nawet z kim ma trenować. Nie znał wcześniejszych osiągnięć Kazacha, szybko jednak przekonał się, z kim naprawdę ma do czynienia.
- Po tygodniu współpracy pomyślałem sobie "Cholera, to będzie drugi Julio Cesar Chavez, tylko w wadze średniej". Wiedziałem, że ciosy na korpus staną się jego wizytówką. Powiedziałem mu wtedy: "Daj mi 3-4 lata robić co uważam za najlepsze dla ciebie, a sprawię, że będziesz najbardziej unikanym zawodnikiem świata". I tak było. Giennadij nigdy nie podważył żadnego mojego pomysłu, nigdy ze mną nie dyskutował, po prostu pozwolił mi być trenerem, zaufał mi i robił wszystko o co go poprosiłem. Nigdy niczego nie zakwestionował, tylko posłusznie wykonywał każde zadanie - wspomina sławny szkoleniowiec.
Ich drogi rozeszły się w 2019 roku przed walką ze Steve'em Rollsem.
Miał pecha trafić na „Syna sędziów” Canelo „Bankomat” Alvareza.
I pewnie nie chciał go uszkodzić w pierwszej i drugiej walce licząc na trylogię.
Caemu nie szedł w górę.
Bewnie miał obawy że jest za słabo znany aby bez nokautów (wyżej może nie miałby takiej kocy obalającej) by go przekręcali.
Szkoda że jego starszy brat nie walczył - bił ponoć mocniej.
Jak wiemy jego dwóch braci zginęło w Afganistanie w mundurze zsrr.
Cieniem kładzie się również kurczowe trzymanie się jednej wagi.
Chyba najbardziej przereklamowany typ w historii boksu, kisił się w jednej wadze do tego obijał samych bumów, jego najwiekszy skalp to remis z Canelo no i win z Szeremeta xD
swego czasu obsrał sie Warda czy Frocha..
Na dodatek essa tobie się popierdoliło podwójnie - to Froch nie był skory, tak samo jak Saunders czy Sturm. Ward to oddzielna kwestia, byłbym skłonny się zgodzić.
Golovking to znakomity zawodnik, który de facto przegrał tylko jeden raz jak juz byl 40 letnim dziadkiem i wyszedł po kase w nie swojej wadze. Dwie pierwsze walki z Alvarezem powinien wygrać 116-112, ale go ojebali bo jakis dzikus z kazahstanu nie mogl przeciez wygrać z meksykańskim bożkiem, który generuje kase.
ale też się zgodzę, że Golowkinowi zabrakło wielkich walk, z czyjej winy - myślę że róznie. najbardziej szkoda walki z Pirogiem która maiła być na początku kariery GGG. ale rusek uszkodził sobie kręgosłup - a bokserem był nieziemskim :(