GASIJEW ZASTOPOWAŁ MILTONA
Trzy tygodnie temu Murat Gasijew (32-2, 25 KO) - pod naporem mediów, zrezygnował z walki z Wawrzykiem, a zakontraktowany wówczas Jeremiah Milton (11-2, 7 KO) również okazał się za słaby. Choć zapewne wytrzymał kilkanaście minut dłużej niż wytrzymałby Polak...
Milton w pewnym momencie uważany był nawet za ciekawego "ciężkiego", ale po słabej walce z Fabio Maldonado, wtedy jeszcze wygranej wysoko na punkty, przestano w niego wierzyć i inwestować pieniądze. Dlatego po pierwszej porażce w karierze zdecydował się on na walkę z Rosjaninem od razu, bez odbudowania. A że Gasijew to były zunifikowany mistrz świata kategorii cruiser, od kilku lat zawodnik szerokiej czołówki dywizji ciężkiej, to wynik mógł być tylko jeden.
Rosjanin jak zwykle rozkręcał się powoli, zyskując powoli przewagę swoim pressingiem. Kiedy Amerykanin był jeszcze świeży, dobrze pracował na nogach i wydłużał dystans, toczył równorzędną walkę. Potem jednak stanął i został zmuszony do podjęcia rękawicy. A z bliska silniejszy fizycznie Gassijew czuł się jak ryba w wodzie. Szczelna garda, twarda szczęką, mocniejszy cios i lepsze "oczko" - to wszystko przemawiało za nim. W szóstej rundzie kilka razy trafił hakiem na korpus, z obu rąk, i choć nie dominował, to odebrał rywalowi ochotę na kontynuowanie potyczki. Milton do kolejnej odsłony już nie wyszedł, poddając walkę.