IKE IBEABUCHI WRÓCIŁ I WYGRAŁ PRZED CZASEM
Ponad 26 lat kazał czekać swoim kibicom Ike Ibeabuchi (21-0, 16 KO) na powrót. Niedoszły król wszechwag przed momentem zanotował pierwsze zwycięstwo w tym tysiącleciu.
Podobno dogadywał już ostatnie szczegóły mistrzowskiej walki z Lennoxem Lewisem, na koncie miał wygrane nad Davidem Tuą czy Chrisem Byrdem, lecz oskarżenia o gwałt, a potem wyrok skazujący, zrujnowały wszystkie plany.
Nigeryjczyk długo marzył o powrocie i dziś w swojej ojczyźnie dopiął swego. Nie jest już tak dynamiczny jak kiedyś, za to fizycznie wciąż prezentuje się znakomicie. Nawet pomimo 52 lat na karku...
Sprowadzany w zastępstwie Idris Afinni (18-9-2, 15 KO) ugiął się sile fizycznej rywala i po trzeciej rundzie poddał walkę. Tak oto Ibeabuchi wrócił i... ciekawe jak daleko jeszcze zdoła zajść?
Konkluzja - jeżeli Paul się nie zlituje, a moim zdaniem tego nie zrobi, bo zapewnieniu dozgonnej emerytury skazanemu za gwałt gościowi uznawanego za "psychola" bardzo kiepsko wygląda PR-owo, to się ten powrót skończy na freakach albo jakimś podrzędnym wrestlingu, póki nie siądą stawy i przyczepy mięśni.
Wszystko ok tylko nie zgadzam sie z tym fragmentem o dziadkach odświeżonych specyfikami. Prawda jest taka, że gdyby nie wspomaganie to cała czołówka bokserska nie wyglądałaby tak jak wygląda. Usyk by tak nie kicał 36 minut, AJ, Dubois nie imponowaliby posturą itd. Także jest to nieco uwłaczające dla tych 50 latków, skoro o tych młodych również można by powiedzieć, że "wychodowani na teściu i hormonie wzrostu". A Ibeabuchi i owszem swoją "karierę" przesiedział w więzieniu.