(NIE) ZAPOMNIANY SEZON BOKSERÓW WIDZEWA ŁÓDŹ

2023-09-29, Piotr Goździk, Informacja własna

Kilka godzin przed rewanżowym meczem między dwoma drużynami walczącymi o awans gospodarze zawodów odwołują je z nie do końca wytłumaczalnych przyczyn. Robią bowiem wszystko aby zdeprymować swojego przeciwnika z którym przegrali pierwszy mecz. Goście są bowiem zespołem lepszym, mającym w swym składzie zawodników z większymi umiejętnościami. Gospodarzom pozostają więc "gierki" nie mające nic wspólnego z czystą sportową rywalizacją... Jakby przekładania najważniejszego meczu w roku całkowicie zaskakujące jedną z drużyn było mało, gospodarze uczynili to jeszcze dwukrotnie! W końcu, za czwartym razem, pod groźbą dyskwalifikacji, mecz dochodzi do skutku... Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak ta historia wydarzyła się naprawdę. Cała ta sytuacja zdarzyła się na zakończenie sezonu 1970 w lidze bokserskiej, a dotyczyła sportowców reprezentujących Łódzki Widzew. 

Druzyna bokserska Widzewa Łódź 1967 rok

Zanim jednak wyjaśniona zostanie sytuacja z tym nie sportowym postępowaniem, najpierw trochę historii boksu pod egidą RTS-u. Sekcja ta powstała zaraz po odrodzeniu się klubu po zakończeniu II wojny światowej, a więc w 1945 roku. Była to zarazem druga, po piłce nożnej, powojenna sekcja powołana do życia. Pierwsze lata pięściarstwa w Widzewie to przede wszystkim praca szkoleniowa, którą prowadził pierwszy w dziejach sekcji trener Zygmunt Cegielski. Największym sukcesem pierwszych 15 lat był awans drużyny na szczebel Ligi Międzywojewódzkiej, czyli 3 poziom rozgrywek ligowych, niestety na krótko. Lata 60-te to już jednak inna rzeczywistość, bowiem Widzewscy bokserzy należeli do krajowej czołówki. W indywidualnych mistrzostwach Polski seniorów do 1970 roku zdobyli 10 medali! Ten najważniejszy - zloty,w wadze muszej, wywalczył Zdzisław Drożdżał w 1967 roku na ringu w... Łódzkiej Hali Sportowej. Do dużego osiągnięcia doszło także rok później podczas Mistrzostw w Poznaniu, bowiem w walkach finałowych wystąpiło dwóch bokserów Robotniczego Towarzystwa Sportowego!. Bogdan Radzikowski w wadze koguciej, jak i Zdzisław Filipiak w półśredniej, niestety przegrali swoje walki i musieli zadowolić się srebrnymi medalami. Dwóch bokserów w finale Widzew miał jeszcze raz, w 1970 roku, ale o tym później. 

W uzupełnieniu lat 60-tych warto wspomnieć, iż właśnie w 1960 roku boks, obok piłki nożnej oraz kolarstwa, został przez ówczesny zarząd klubu wybrany jako sekcja wiodąca. Oznaczało to większe szanse rozwoju, a przede wszystkim zwiększone fundusze przeznaczone właśnie na tą sekcję. Odzwierciedleniem inwestycji były wyniki. W roku 1960 Widzewiacy walczyli na szczeblu okręgowym, aby zaledwie 4 lata później "bić się" i to dosłownie, już wśród drugoligowej braci. Pierwszy rok nie jest udany i kończy się spadkiem, jednak zaledwie tylko jednorocznym. Krótko podsumowując, kończąc lata 60-te Widzewiacy mieli w dorobku 10 medali mistrzostw Polski, walczyli w meczach reprezentacji Polski, jeden z nich - Zdzisław Filipiak, także na mistrzostwach Europy w 1969 roku, a drużynowo łodzianie należeli do klubów środka tabeli II Ligi. Wszystko miało zmienić się w 1970 roku... 

Sekcja bokserska Widzew Łódź sprzed 50 laty

Rok 60-lecia Widzewa oraz zarazem 25-lecia sekcji, bokserzy chcą uświetnić awansem do 1 ligi. Podopieczni trenera Stanisława Ambroziewicza rywalizowali w grupie D II ligi. Wśród rywali byli Start Elbląg, ŁTS Gliwice, Gwardia Białystok oraz Brda Bydgoszcz. Zwycięzca grupy o awans rywalizował w meczu barażowym z najlepszą drużyną z grupy C. Analogiczna sytuacja była z zwycięzcami w grupach A oraz B. Do 1 ligi awans uzyskiwały 2 zespoły, wyłonione właśnie poprzez mecze barażowe. Tyle tytułem wyjaśnienia. 
Faworytem grupy byli łódzcy bokserzy, którzy zajmowali wysokie miejsca na listach najlepszych w Polsce. Największą "gwiazdą", jeśli można tak powiedzieć, był Jan Prochoń, najlepszy wówczas polski bokser w wadze piórkowej. Oprócz niego w kadrze zespołu byli: Bogdan Radzikowski, Zdzisław Drożdżał, Jerzy Pabich, Czesław Ławski, Jerzy Ławski, Mieczysław Rosiński, Zdzisław Marcysiak, Władysław Piech, Wiesław Grabowski, Jerzy Cichulski, Jerzy Sobczak, Jan Biesiadzki, Zdzisław Filipiak, 
 
Pierwszy mecz Widzewiacy stoczyli 1 lutego w starej drewnianej hali, na marginesie już nieistniejącej, a stojącej w miejscu obecnej trybuny D widzewskiego stadionu. Rywalem była drużyna z Elbląga- Start. Był to bardzo niewygodny rywal dla łódzkiego zespołu, dość powiedzieć, iż w wcześniejszych rozgrywkach dwukrotnie z Startem przegrali, 9:11 w Łodzi oraz w Elblągu 7:13. Szybkie wyjaśnienie punktacji. Mecz składał się z dziesięciu walk w każdej kategorii wagowej. Jedna walka składała się z trzech 3-minutowych rund. Zwycięzca walki otrzymywał 2 punkty dla swojej drużyny. Przegrany oczywiście zero. W przypadku remisu obaj bokserzy zdobywali jeden punkt dla swych zespołów. Wiedząc jak wyglądały zasady można wrócić do sportowej rywalizacji. 
Niedziela, 1 luty, godzina 11:00. Właśnie wtedy rozpoczął się pierwszy mecz Widzewiaków w sezonie 1970, sezonie mającym zakończyć się awansem do upragnionej 1 ligi. Inauguracja ligowych rozgrywek wypadła okazale, bowiem licznie zgromadzona publiczność w Widzewskiej hali oglądała zwycięstwo bokserów Robotniczego Towarzystwa Sportowego nad Startem w stosunku 14:6! Swoje walki wygrali Piech, Prochoń, Radzikowski, Sobczak, Filipiak, Rosiński oraz Piech. Warto dodać, iż dla Prochonia była to setna walka stoczona w jego karierze. Jego bilans wówczas brzmiał: 80 zwycięstw, 9 remisów oraz 11 porażek. 
Widzew zatem wygrał, zdobył 2 punkty w tabeli i został liderem w swojej grupie! 

Zdobywcy medali Widzew Łódź 1970

Druga kolejka spotkań rozegrana została dwa tygodnie później. Widzewiacy zmierzyli się w niedzielę 15 lutego w Gliwicach z Łabędzkim Towarzystwem Sportowym. Dla gospodarzy było to pierwsze stracie, chcieli więc dobrze wejść w sezon, a tym samym urwać punkty faworytom. Plan gliwiczan udał się w połowie, bowiem rywalizacja zakończyła się remisem 10:10. Możliwe że wynik byłby zgoła inny, ale w trzecim starciu Radzikowski przegrał z Słomką przez dyskwalifikację. Widzewiacy zdobyli więc jeden punkt który pozwolił utrzymać pozycję lidera. 

W trzeciej kolejce zaplanowanej na 1 marca widzewiacy mieli przymusową przerwę, bowiem przy pięcio zespołowej lidze w każdej kolejce mistrzowskiej jeden z zespołów pauzował, tym razem był to Widzew. Wyniki dwóch pozostałych meczów sprzyjały jednak łodzianom, bowiem utrzymali przodownictwo w tabeli grupy D. 

W niedzielę 15 marca o godzinie 11:00 doszło do rywalizacji lidera, a więc Widzewa, z wiceliderem - Gwardią Białystok. Zespół z Podlasia w trzech wcześniejszych spotkaniach zdobył, tak jak Widzew, trzy oczka. Białostoczanie uczynili to jednak w trzech meczach, a bilans ich małych punktów wynosił 29:31.  Faworytami starcia byli oczywiście bokserzy RTS-u, także z uwagi na fakt iż mecz rozgrywano w Widzewskiej hali. 
Kibice, którzy licznie stawili się aby dopingować swój zespół, nie zawiedli swych oczekiwań.  Widzewscy bokserzy dosłownie "roznieśli" gości z Białegostoku i wygrali 16:4! 

Ostatnia, piąta kolejka pierwszej części rozgrywek, rozegrana została już tydzień później, w niedzielę 22 marca. Widzewiacy udali się do Bydgoszczy, gdzie czekało ich starcie z czwartym zespołem tabeli, Brdą. Zespół gospodarzy w trzech wcześniejszych pojedynkach wygrał tylko raz, właśnie we własnej hali. Łodzianie udowodnili nie raz, że walczyć na obcych ringach potrafią, co udowodnili także i teraz. Mecz przyniósł wiele emocji i dramaturgii. Po 9 z 10 walk był remis 9:9. Dla Widzewa punktowali: Drożdżał (remis), Radzikowski, Prochoń, Filipiak, Marcysiak. Do dziesiątej walki rozgrywanej w wadze ciężkiej wyszedł Władysław Piech, jeden z najlepszych polskich bokserów w ówczesnych latach. Nie dał szans swojemu rywalowi, wygrał swoją walkę, a tym samym dał Widzewowi zwycięstwo w całym meczu 11:9! Bokserzy RTS-u kończyli więc rundę na pozycji lidera z siedmioma punktami, oraz bilansem małych punktów 51:29! Na drugim miejscu byli ex aequo ŁTS oraz Start, którzy zgromadzili po 4 punkty. 

To jednak nie były jedyne dobre wieści które pięściarze Widzewa dostarczyli tamtego weekendu swym kibicom. Otóż na mistrzostwach Polski Juniorów które odbywały się w Lublinie, łódzki klub reprezentowało trzech zawodników i wszyscy trzej w swych kategoriach wagowych dotarli do finałów! Mistrzem w wadze ciężkiej został Janusz Walczak, natomiast wicemistrzami Kazimierz Kamiński (waga piórkowa) oraz Mirosław Wlaźlik (waga półciężka). 

Mecz bokserski Widzewa Łódź 1970

Wysoka forma Widzewiaków była dobrym prognostykiem przed zbliżającymi się mistrzostwami okręgu, oraz tymi najważniejszymi, czyli mistrzostwami Polski. Te pierwsze wyznaczone były już na pierwszy weekend kwietnia. Plan przedstawiał się następująco: 4 i 5 kwietnia walki eliminacyjne w hali RKS. 10 kwietnia walki ćwierć i półfinałowe w hali Widzewa, natomiast finały w niedzielę 12 kwietnia w Hali Sportowej. Widzew do udziału o prymat w okręgu zgłosił 23 zawodników! Liczniej reprezentowana była tylko Gwardia z 28 bokserami. Łącznie w szranki o tytuły stanęło 102 sportowców. 
Pewnym nowum była punktacja klubowa. Otóż aby nadać trochę smaczku tym, bądź co bądź, indywidualnym zawodom, organizatorzy prowadzili także punktację klubową. Każde zwycięstwo łącznie z półfinałem nagradzane było 2 punktami dla klubu. Tytuł mistrza to 5 punktów, natomiast wicemistrzostwo wycenione zostało na 3 oczka. 
Po wielu emocjonujących walkach do ostatecznej, finałowej rozgrywki awansowało aż 11 bokserów Widzewa! W 8 z 11 walk finałowych mieli swych reprezentantów, natomiast 3 finały to sprawy "wewnątrz klubowe".  Poznajmy zatem rezultaty. 
W wadze papierowej Zdzisław Drożdżał pokonał Rogalskiego z Lechii Tomaszów i zdobył tytuł. 
Tak samo Jerzy Pabich który wygrał z Frąckowiakiem z Pilicy Tomaszów i zdobył tytuł w wadze muszej. 
W trzecim finale Zbigniew Dutkiewicz przegrał z Krukiem z Gwardii. 
Waga piórkowa to pierwsza z trzech wewnątrz widzewskiej rywalizacji. Zmierzyli się w niej Jan Prochoń oraz Bogdan Radzikowski. Zmierzyli to jednak za dużo powiedziane. Prochoń na skutek "urazu" przerwał walkę już po kilku sekundach, co oznaczało zdobycie tytułu przez Radzikowskiego. 
Następnie w wadze półśredniej także zmierzyli się dwaj Widzewiacy, a w zasadzie mieli się zmierzyć. Zdzisław Filipiak zdobył tytuł bez walki, bowiem Jerzy Sobczak nie został dopuszczony do starcia przez lekarzy.  
W wadze lekkośredniej Jan Rojewski przegrał na punkty z Kanią z Gwardii. 
Ostatnim pojedynkiem z udziałem dwójki widzewiaków to waga średnia z pojedynkiem Mieczysław Rosiński - Zdzisław Marcysiak. Wygrał ten bardziej doświadczony, czyli Rosiński. 
Ostatnim Widzewskim finałem była waga ciężka, w której Andrzej Czerwiński przegrał z Kubackim z Gwardii. 
Widzewiacy podczas Mistrzostw Okręgu Łódzkiego zdobyli 5 tytułów, oraz 6 srebrnych medali! W punktacji drużynowej byli bezkonkurencyjni! Bokserzy RTS-u uzyskali łącznie 70 punktów. Druga Gwardia uzyskała 10 punktów mniej, natomiast trzeci zespół, RKS zdobył 14 oczek. 

Trening w Widzewie Łódź 1970

Mistrzostwa okręgu były jedynie wstępem do dania głównego, jakim była bez wątpienia rywalizacja o prymat w Polsce. A ten rozpoczął się 26 kwietnia w Opolu. Na ten czempionat wyjechało 12 bokserów z okręgu Łódzkiego, w tym aż 8 reprezentantów Widzewa! Takiej liczby Widzewiaków nie było dotąd nigdy wcześniej, a także w latach późniejszych. RTS na Mistrzostwach Polski reprezentowali: Drożdżał, Pabich, Dutkiewicz, Prochoń, Radzikowski, Filipiak, Rosiński oraz Piech. 
W pierwszych trzech dniach toczyły się walki eliminacyjne. Ten szczebel udało się pokonać jedynie połowie zawodników, a byli to Drożdżał, Prochoń, Radzikowski oraz Piech. 
W pojedynkach ćwierćfinałowych, które odbyły się 30 kwietnia oraz 1 maja, lepsi od swych rywali okazali się Piech, Prochoń oraz Radzikowski. Niestety Drożdżał nie sprostał swojemu rywalowi i pożegnał się z turniejem. 
Drugiego maja rozegrano pojedynki półfinałowe. Prochoń oraz Radzikowski, obaj w wadze piórkowej pokonali swych przeciwników i awansowali do finału! Ta sztuka nie udała się w wadze ciężkiej Piechowi. Ale ponieważ walk o 3 miejsce nie ma także przegrani w półfinałach dostają brązowe medale. Tym samym Piech został brązowym medalistą Mistrzostw! 
A 3 maja cała Widzewska rodzina oczekiwała na wydarzenie bez precedensu nie tylko dla całego klubu, ale bez mała całego Łódzkiego sportu! Otóż w finale krajowych Mistrzostw doszło do powtórki z tych okręgowych. O złotym medalu w wadze piórkowej miała zdecydować rywalizacja bokserów z jednego klubu! Takiego wyczynu nie było nigdy wcześniej, a także już nigdy później! 
Rywalizacja Jana Prochonia z Bogdanem Radzikowskim toczyła się w sportowym duchu fair play. Ostatecznie na punkty wygrał ten drugi, zdobywając tym samym pas mistrza Polski! Co ciekawe wynik z mistrzostw krajowych jest identyczny jak ten z "Łódzkiego podwórka". 

Hala Klubowa Widzewa Łódź 1970 Mecz

Krajowym chempionatem zakończyła się wiosenna runda dla łódzkich bokserów. Dla wszystkich, oprócz Prochonia, który dostał powołanie do reprezentacji Polski, która 31 maja w Warszawie zmierzyła się z reprezentacją NRD.  Bokser Widzewa w wadze piórkowej starł się z Martinem Ketelhutem i pokonał niemieckiego zawodnika na punkty. Triumf Prochonia był jedną z cegieł do ostatecznego zwycięstwa polskiej reprezentacji 14:6! 

Pierwsze 6 miesięcy w 1970 roku to bez wątpienia najlepszy w dziejach okres dla sekcji boksu. W lidze 3 zwycięstwa oraz remis i pewne przodownictwo w tabeli. Indywidualnie 3 medale mistrzostw Polski seniorów oraz 3 medale juniorów, a także dominacja w mistrzostwach okręgu. Nic dziwnego, że na drugą część roku patrzono z dużym optymizmem. 

Przygotowania do rundy rewanżowej, która miała zdecydować o losach awansu, bokserzy Robotniczego Towarzystwa Sportowego Widzew rozpoczęli na półtora miesiąca przed startem rundy jesiennej. W połowie lipca Widzewiacy rozpoczęli treningi, po czym udali się na obóz przygotowawczy do Szklarskiej Poręby. Gdy przygotowania były w pełni, tuż przed wyjazdem na drugie zgrupowanie w Jeleniej Górze, złe wieści napłynęły do trenera Ambroziewicza. Otóż Mistrz Polski Bogdan Radzikowski... złamał nogę! Okoliczności tego nieszczęścia także są zatrważające, bowiem doszło do tego w wyniku wypadku tramwajowego... 
Ciekawostką była natomiast informacja, iż trener  bokserów RTS-u w latach 1967-1968, Witold Majchrzycki od 1 września 1970 roku został trenerem... Reprezentacji Turcji! 

Pierwszy mecz rundy jesiennej Widzewiacy stoczyli w niedzielę, 6 września o 11:00 we własnej hali, a ich rywalem był spadkowicz z 1 ligi, ŁTS Gliwice. Brak Radzikowskiego zmobilizował pozostałych Widzewiaków, bowiem wygrali oni wysoko 16:4! Po 6 kolejkach Widzew był zdecydowanym liderem, a do zapewnienia sobie pierwszego miejsca dającego udział w barażu o awans do 1 ligi potrzebne było jeszcze tylko jedno zwycięstwo w trzech pozostałych meczach. Pierwszy z nich czekał na naszych zawodników tydzień po meczu z gliwickim ŁTS. 

13 września o 11:00 w elbląskiej sali w parku Modrzewie Widzewscy bokserzy zmierzyli się z miejscowym Startem. Gospodarze mający jeszcze minimalne szanse na awans przystąpili do pojedynku z łódzką ekipą bardzo zmotywowani. Przełożyło się to niestety na przebieg walk, bowiem ostatecznie Start pokonał Widzew 12:6. Była to pierwsza w sezonie porażka widzewskiej drużyny w rozgrywkach... Na awans trzeba było więc trochę poczekać. 

Po tej kolejce nastąpiła w lidze ponad miesięczna przerwa. W tym czasie Reprezentacja Polski, w składzie której znajdował się łódzki bokser Jan Prochoń, zmierzyła się w dwumeczu z kadrą RFN. 

Pierwszy mecz odbył się 23 września o 20:15 w Kolonii, a przeciwnikiem reprezentanta RTS-u w wadze piórkowej był Werner Ruzicka, ćwierćfinalista Mistrzostw Europy z 1967 roku oraz Olimpijczyk z 1968 roku. Rywal więc dużo bardziej doświadczony niż bokser Widzewa. Prochoń nie przestraszył się jednak swego rywala i po dobrej walce pokonał go na punkty! Po tym zwycięstwie nasi reprezentanci prowadzili już 6:0, a cały mecz wygrali 12:8. 
Dwa dni później odbył się drugi mecz między RFN a Polską. Tym razem pojedynek odbył się w Augsburgu, a rywalem boksera RTS-u był Schuetz. Tak jak w pierwszym meczu, także i teraz zawodnik Widzewa wygrał na punkty! . Tym razem jednak Polacy zremisowali z RFN 10:10. 

Długą przerwę wykorzystują także trener Ambroziewicz oraz pozostali zawodnicy Widzewa w celu rozegrania meczów sparingowych. A te były z rywalem z najwyższej półki. Otóż w czwartek 1 października o 18:00 na ringu we własnej hali Widzewiacy podejmowali Slavie Sofia. Czwarty zespół ligi Bułgarii wygrał nieznacznie 10:8. Drugie starcie między tymi zespołami odbyło się w niedzielę 4 października na ringu w hali Lechii w Tomaszowie Mazowieckim. Także i tym razem goście okazali się lepszymi bokserami wygrywając z łodzianami 10:6. Doświadczenia jakie zdobyli widzewscy sportowcy podczas tych pojedynków miały przynieść efekty podczas pozostałych meczów ligowych czekających łódzki klub. 

Liga wznowiła rozgrywki 25 października, jednak Widzewiacy wówczas pauzowali. Swój pojedynek rozegrali dopiero 8 listopada w Białymstoku z miejscową Gwardią. Ekipa RTS-u nie ukrywała że jedzie na Podlasie uzyskać awans do strefy barażowej i trzeba przyznać, że cel ten był na wyciągnięcie ręki. Zabrakło bardzo mało aby go zrealizować. Ostatecznie bowiem przegrali tą rywalizację 9:11, i żeby awansować do baraży trzeba było wygrać czekający ostatni mecz z Brdą Bydgoszcz. 

Ten najważniejszy do tej pory mecz rozegrany został w niedzielę 22 listopada w widzewskiej hali. Równo o 11:00 zabrzmiał pierwszy gong rozpoczynający stracie mające dać baraże Widzewskim bokserom. Wypełniona po brzegi hala także dodała animuszu gospodarzom, którzy walcząc w każdym starciu z wielkim poświęceniem i ambicją wprost "roznieśli" gości 16:4! Widzewiacy zatem wygrali swoją grupę gromadząc 11 punktów i oczekiwali na informację z kim przyjdzie mierzyć się w barażach o 1 ligę. 
Jeszcze na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek w grupie C, a więc tej z której zwycięzca zmierzył się z Widzewem, prowadził zespół Mazura Ełk z dwoma punktami przewagi nad Stoczniowcem Gdańsk. Ale w ostatniej serii właśnie doszło do pojedynku obu kandydatów do awansu. Aby awans mógł osiągnąć gdański zespół, musiał nie  tylko wygrać, ale wygrać wysoko, co najmniej 16:4. Sztuka, ta powiodła się w stu procentach, bowiem
Stoczniowiec wygrał z Mazurem 19:1! Tym samym gdańszczanie stali się rywalem Widzewiaków w ostatecznej rozgrywce. 

Pierwszy z dwóch meczów barażowych zaplanowano w... mikołajki. W niedzielny wieczór, 6 grudnia w hali Widzewa, obie drużyny rozpoczęły rywalizację w barażowym dwumeczu mającym wyłonić przyszłego pierwszoligowca. O godzinie 18:00 rozbrzmiał pierwszy gong oznaczający początek pierwszej walki w meczu. Wygrał ją łódzki bokser - Drożdżał. W jego ślady idą Włoch, Filipiak, Biesiadzki, Rosiński oraz Piech. Prochoń oraz Radzikowski zremisowali swoje walki. Natomiast Reszpondek oraz Cichulski zostali pokonani. Ostateczny wynik meczu brzmiał więc 14:6 dla Widzewa! Zaliczka przed meczem rewanżowym była więc duża i mała zarazem. 

Mecz rewanżowy miał odbyć się dwa tygodnie później, w niedzielę 20 grudnia w Gdańsku. Tu pojawia się słowo klucz które zostało słowem przewodnim tej rywalizacji: "miał odbyć się... ", bowiem w tym pierwotnym terminie do rewanżu nie doszło. Decyzję o przełożeniu meczu Stoczniowiec - Widzew podjął Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki, a decyzja ta objęła także drugi mecz barażowy pomiędzy Avia Świdnik - Górnik Wesoła. Tuż przed zakończeniem roku 1970 Gkkfit podjął decyzję że przełożone mecze odbędą się w niedzielę 10 stycznia 1971 roku. W tym miejscu pojawia się słowo klucz: "miał odbyć się", ponieważ na wniosek gdańszczan, Polski Związek Bokserski odwołał zawody i przełożył je na późniejszy termin. 13 stycznia Gkkfit, a 14 stycznia zarząd PZB, zatwierdził nową datę meczu rewanżowego, a był nim 24 stycznia. Miała to być data ostateczna, bowiem tydzień później - 31 stycznia zaplanowana była już pierwsza kolejka w 1 i 2 lidze bokserskiej. Potrzebne było więc wyłonienie zwycięzcy w rywalizacji Widzewa oraz Stoczniowca. 

23 stycznia bokserzy Widzewa w składzie: Pabich, Prochoń, Włoch, Radzikowski, Filipiak, Cichulski, Piech, Rosiński, Biesiedzki oraz Reszpondek, wyjechali na ten decydujący mecz, zaplanowany na niedzielę 24 stycznia o godzinie 11:00 w hali Stoczni gdańskiej. Gdy już dojechali do Trójmiasta, dowiedzieli się, iż mogą... wracać do Łodzi... Mecz bowiem został ponownie odwołany! 
Dwa dni później, we wtorek 26 stycznia w siedzibie GKKFiT doszło do narady z udziałem wiceprzewodniczącego GKKFiT - Rutkowskiego, dyrektora departamentu sportu GKKFiT - Ryby, sekretarzem generalnym PZB - Czuperskim, przewodniczącym wydziału sędziowskiego PZB - Nowakowskim oraz kierownikiem sekcji boksu RTS - Stańczykiem. 
Temat narady był oczywisty, mecz rewanżowy Stoczniowiec Gdańsk - Widzew Łódź. Podczas narady podjęto następujące decyzję:
- mecz ma się odbyć 7 lutego w Gdańsku, względnie w Cetniewie. Jeśli nie będzie mógł być dotrzymany ten termin, Widzew otrzyma walkower. 
- koszty związane z podróżą łodzian do Gdańska 23 stycznia ma pokryć gospodarz zawodów. 
- ustalono skład sędziów na mecz w dniu 7 lutego: ringowy - Łaukedrev (Szczecin), punktowi - Konecki (Olsztyn), Ciesielski (Bydgoszcz), Lubelfeld (Koszalin). 

Postawmy jednak pytanie, dlaczego mecze zostały przekładane? Pierwszy raz mecz odwołany był decyzją GKKFiT, natomiast dwa kolejne to już "sprawka gospodarzy". Oficjalnie był to problem z halą, w której miało dojść do starcia obu drużyn. Nieoficjalnie jednak przyczyna była zgoła inna. Otóż władze Stoczniowca chciały wymusić na Polskim Związku Bokserskim powiększenie Ligi, tak aby nie potrzebne były mecze barażowe. PZB pozostawał jednak nieugięty, Stoczniowiec zresztą także, a najbardziej poszkodowani w tej przepychance byli bokserzy Widzewa... 

Jednak gdy w całą sprawę zmieszał się organ państwowy, hala Stoczniowca nagle stała się gotowa aby móc w niej rozegrać mecz. Widzewiacy do Gdańska udali się w sobotę 6 lutego. Łodzianie wyjechali w składzie: Drożdżał, Pabich, Reszpondek, Radzikowski, Włoch, Filipiak, Biesiacki, Rojewski, Rosiński, Piech, Cichulski, Walczak i Prochoń. 
W niedzielę 7 lutego doszło w końcu do długo wyczekiwanego meczu rewanżowego między Stoczniowcem, a Widzewem. Ponad 4 tysiące osób było świadkami tej niezwykle zaciekłej rywalizacji o awans do 1 Ligi. Widzew wygrał w pierwszym meczu 14:6 i aby awansować, wystarczyło zdobyć 7 punktów. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić jak powiada przysłowie... 

Prześledźmy zatem wszystkie pojedynki stoczone w tym meczu:
- Pabich przegrał z Orszem przez przewagę w 3 rundzie. 0:2
- Reszpondek znokautował w 3 rundzie Bielawskiego. 2:2.
- Prochoń przegrał z Andruszkiewiczem. 2:4.
- Radzikowski przegrał z Bendigiem, mimo iż zawodnik gospodarzy doznał w 3 rundzie urazu łuku brwiowego. 2:6.
- Włoch przegrał z Kwaczem przez przewagę w 2 rundzie. 2:8.
- Biesiadzki przegrał z Frączczakiem przez dyskwalifikację w 3 rundzie. 2:10.
- Filipczak zremisował z Grodzkim. 3:11.
- Rosiński przegrał z Kwiatkowskim przez przewagę w 2 rundzie. 3:13.
- Piech wygrał z Przepiórkowskim przez przewagę w 3 rundzie. 5:13.

Do zakończenia meczu pozostała 1 walka. Walka, która decydowała o wszystkim. Zwycięstwo zapewniało awans Widzewowi lub Stoczniowcowi, remis wyrównał by stan rywalizacji w dwumeczu i przedłużył stan niepewności. W ostatniej, dziesiątej walce meczu zmierzyli się Cichulski z Gugniewiczem. Werdyktem sędziów 2: do remisu, a więc nie jednogłośnie, wygrał zawodnik gdańszczan, ustalając wynik meczu na 5:15 zapewniając tym samym awans Stoczniowcowi. Werdykt ten wzbudził jednak wiele kontrowersji, jak kilka innych podjętych przez sędziów tego dnia. Widzewiacy stracili wielką szansę na awans do krajowej elity. 
Sprawa orzeczeń sędziów podjętych podczas walk miała jednak dalszy przebieg. Zarząd Widzewa odwołał się do Polskiego Związku Bokserskiego, argumentując, że wiele z decyzji arbitrów było co najmniej kontrowersyjnych i proponował powtórzenie tego meczu na neutralnym terenie. Władze PZB tego wniosku jednak nie zaakceptowały, zresztą trudno się dziwić. W dniu 7 lutego, kiedy pojedynek ten się odbył, w 1 oraz 2 lidze bokserskiej odbywały się już mecze 2 kolejki spotkań. Powtórzenie meczu barażowego jeszcze bardziej dezorganizowałoby przebieg rozgrywek ligowych. Widzew zatem dalej musiał walczyć na zapleczu pięściarskiej elity. 

Dyplom Mistrza Polski dla Bogdana Radzikowskiego

<< Powrót na stronę główną <<