BREAZEALE Z SANCHEZEM W NAROŻNIKU, WALLIN Z DUŻYMI AMBICJAMI

To nie jest jeszcze światowy "Top", ale lepszy z tej dwójki będzie zaliczany do szerokiej czołówki wagi ciężkiej. Już w sobotę starcie Otto Wallina (21-1, 14 KO) z dwukrotnym pretendentem do tytuł mistrza świata wszechwag, Dominikiem Breazeale'em (20-2, 18 KO).

Amerykanin po ciężkim nokaucie z prawej ręki Wildera musiał pozmieniać parę spraw. Wróci z nowym trenerem, bardzo uznanym w swojej dziedzinie Abelem Sanchezem. Podobno więcej popracował też nad przygotowaniem fizycznym. I jest zdeterminowany, bo przecież w wieku trzydziestu pięciu lat to może być jedna z jego ostatnich szans.

- Wiem jakie popełniłem błędy i wyciągnąłem wnioski. Bo zawsze więcej nauczysz się na porażce niż zwycięstwie. Jestem w dobrym stanie mentalnym i fizycznym, o czym w sobotę przekona się na własnej skórze Wallin. Ludzie zobaczą jak trenowałem już w piątek, gdy stanę na wadzę. Wtedy porównają sobie moją sylwetkę z poprzednią walką. W tej chwili ważę około 118 kilogramów, ale dużo popracowałem nad przygotowaniem fizycznym. Popracowałem inaczej w Big Bear i nawet żartowałem z moim nowym trenerem, że tym razem, podczas jednego obozu, biegałem chyba więcej niż przez całą dotychczasową karierę. Czują to moje nogi, ale również czują to moje płuca. Teraz sparing po dziesięć czy dwanaście rund to bułka z masłem - mówi Breazeale.

- Kiedy wychodziłem do walki z Wilderem, nie byłem nawet skupiony na taktyce. Nie potrafiłem kontrolować swoich emocji i miałem w głowie to, co przed walką mówili inni. Zazwyczaj wychodziłem do ringu spokojny, opanowany i skoncentrowany, wtedy jednak było inaczej. Przekonałem się, jak ważna jest koncentracja i umiejętność opanowania emocji przed walką. Teraz nie popełnię już takiego błędu. A gdy będę opanowany i zrelaksowany, nikt mnie nie pokona. W tym roku chcę stoczyć trzy walki, a zacząć wszystko od efektownej wygranej nad Wallinem. Pracowałem bardzo ciężko, bo u trenera Sancheza nie ma czegoś takiego jak zły dzień. Jego nie interesowało, że mam gorsze samopoczucie, jeśli był zaplanowany bieg, to miałem iść biegać i nie było żadnej dyskusji. Chcę więc wygrać i pokazać wszystkim, że wróciłem na dobre - dodał Breazeale.

- Ludzie kojarzą mnie z ładnej przegranej z Furym, ale chcę być kojarzony ze zwycięstw. Breazeale to duże nazwisko, ma na koncie kilka fajnych sukcesów, więc to dla mnie dobra okazja na pokazanie się szerszej publiczności. On ma już wyrobione nazwisko, ja dopiero sobie je wyrabiam. Przyda mi się takie zwycięstwo. Z walki na walkę robię postępy i jestem coraz lepszym zawodnikiem, wiem jednak, że on będzie groźny i muszę boksować z nim w sposób mądry. A kiedy go już napocznę, pójdę po nokaut. Na pewno będę szybszy, ale po jego stronie będą warunki fizyczne. Będzie chciał spychać mnie na liny, bo na środku ringu bym go wyboksował. Nie lekceważę go, ale też niezbyt przeceniam - stwierdził z kolei Wallin, który po punktowej porażce z Tysonem Furym zdążył odbudować się wygraną (TKO 5) nad solidnym Travisem Kauffmanem, kończąc mu przy okazji karierę. Być może też skończy w sobotę karierę Breazeale'a...

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: puncher48
Data: 17-02-2021 17:29:42 
Stawiam na Wallin'a na punkty,ewentualnie Koronawirus przez nokaut.
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.