WOJNA ROKU 2019! INOUE LEPSZY, ALE DONAIRE WCIĄŻ RANI!

2019-11-07, Redakcja, Informacja własna

W wielkim finale turnieju World Boxing Super Series, będącym jednocześnie unifikacją pasów IBF i WBA wagi koguciej, spotkało się dwóch największych puncherów lżejszych kategorii. i wspólnie dali bez wątpienia walkę roku 2019! Ostatecznie Naoya Inoue (19-0, 16 KO) pokonał na punkty Nonito Donaire'a (40-6, 26 KO).

Już w połowie pierwszej rundy doszło do spięcia na środku ringu. Obaj bili ze złymi intencjami, ale ich bomby o centymetry mijały celu, bądź lądowały na gardzie. Na początku drugiej rundy lewy sierp i lewy prosty reprezentanta gospodarzy zaczął przedzierać się przez gardę, ale na moment zagapił się i na 40 sekund przed końcem to Donaire huknął lewym sierpowym, raniąc przeciwnika i rozcinając mu prawą powiekę. Początek trzeciej odsłony dla agresywniejszego Filipińczyka, Japończyk lepiej natomiast kończył, gdy powrócił do lewego prostego. Ale przecież ten lewy prosty w wykonaniu "Potwora" niektórych przewracał, więc to bardzo groźna broń w jego arsenale. Sprawa wciąż była otwarta. W połowie czwartego starcia Inoue strzelił prawym krzyżowym na szczękę. Zyskał przewagę, jednak w samej końcówce to Donaire huknął prawym sierpowym i zmazał błyskawicznie gorsze wrażenie.

Runda piąta to popis Japończyka. Każdy krok rywala w przód był karcony błyskawiczną kontrą, a pół minuty przed końcem po zakroku w tył Naoya uderzył z całych sił prawym sierpowym. Pod Filipińczykiem ugięły się nogi, lecz ustał tę bombę. Zanim zabrzmiał gong na przerwę, "Potwór" poczęstował rywala jeszcze kilkoma potężnymi ciosami. Mało kto by to ustał. Ale dziś naprzeciw siebie stali dwaj godni siebie pięściarze. Kolejne trzy minuty także dla reprezentanta gospodarzy. Japończyk łamał przeciwnika nieustannymi akcjami i mocnymi bombami z obu rąk. Donaire stał za podwójną gardą, lecz raz na jakiś czas próbował odwrócić losy potyczki mocną kontrą, najczęściej lewym sierpowym. Dzielny Donaire wrócił do gry lepszą rundą numer siedem, choć w końcówce znów uwidoczniła się nieznaczna przewaga szybszego na tym etapie pojedynku Inoue.

W 40. sekundzie ósmej odsłony zapachniało niespodzianką. Donaire złapał faworyta prawym krzyżowym, poprawił jeszcze jednym prawym i teraz to Japończyk wydawał się być zranionym. Walka nabierała rumieńców i nikt nie mógł być pewien końcowego sukcesu. Potwierdziło to kolejne starcia. Japończyk przez minutę ustawiał sobie przeciwnika lewym prostym. W pewnym momencie Donaire przepuścił ten jab i po odchyleniu trafił bardzo mocnym prawym. Inoue "zatańczył", ale ustał. Przeżywał bardzo trudne chwile, lecz przetrwał kryzys i w końcówce odpowiadał swoimi bombami. A po przerwie ruszył do ofensywy. Na dziesięć sekund przed końcem dziesiątej rundy w akcji prawy na prawy o ułamek sekundy szybszy okazał się Naoya. Teraz to Nonito się zachwiał, lecz wciąż nie było nokdaunów. Co za wojna...

Już po dziesięciu rundach wiadomo było, że oglądamy w Saitamie walkę roku 2019. Ale w jedenastej zrobiło się jeszcze goręcej. Inoue w końcu przełamał rywala, posyłając go na deski lewym hakiem pod prawy łokieć w okolice wątroby. Ten powstał z grymasem bólu na dziewięć (i pół). Był demolowany, raniony, lecz w pewnym momencie wystrzelił z defensywy lewym sierpowym. Mocna bomba na dobre kilka sekund ostudziła zapały Japończyka. W końcówce jednak znów Bonaire przeżywał katorgi. Wyratował go gong. Ostatnie trzy minuty - jak cały pojedynek, znakomite! Lepiej finiszował Inoue, który zachował więcej sił i tym samym przypieczętował swoje zwycięstwo. Sędziowie punktowali na jego korzyść 116:111, 117:109 i 114:113.

<< Powrót na stronę główną <<