YAFAI RÓWNIEŻ CHĘTNY NA 'CHOCOLATITO'

Roman Gonzalez (46-2, 38 KO) postanowił kontynuować karierę i rzucił rękawicę w stronę Kala Yafai (22-0, 14 KO). Panujący mistrz świata kategorii super muszej federacji WBA przyjął wyzwanie i wydaje się otwarty na taką potyczkę.

Póki co Anglika czeka druga obrona tytułu. Już 28 października na gali Joshua vs Pulew w Cardiff spotka się z niepokonanym Japończykiem Sho Ishidą (24-0, 13 KO). Jeśli wygra, ewentualne starcie z "Chocolatito" nabierze realnych kształtów.

- Jego poprzednia walka z Wangekiem to było szaleństwo. Zamiast boksować, on stanął naprzeciw rywala i wymieniał z nim ciosy. Chciał coś udowodnić, zranić przeciwnika, ale nie był to najlepszy pomysł. Teraz rzucił wyzwanie mi. Od dawna chciałem z nim walczyć, ale zanim będę myślał o Gonzalezie, najpierw skupiam się na najbliższym rywalu. Jestem co prawda faworytem, lecz ja traktuję każdego oponenta jako potencjalnego Mike'a Tysona. Jeśli wszystko pójdzie teraz po naszej myśli, mam nadzieję, że mój promotor zdoła doprowadzić w przyszłym roku do spotkania z Gonzalezem. W końcu ten facet ma nadal wielkie nazwisko w świecie boksu i prawdopodobnie gwarantuje największe pieniądze w naszym limicie - mówi Yafai.

Promujący Anglika Eddie Hearn rozpoczął niedawno współpracę z telewizją HBO, co znacznie ułatwiłoby dopięcie takiego pojedynku.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: hayabooza
Data: 02-10-2017 09:27:05 
Roman wygra z Yafaim.
Boks to straszny i zarazem piękny sport. Niepotrzebnie pchali Chocolatito na siłe kategorie wyżej, zajechali go przez jego efektowny styl. Walka z nakokszonym Cuadrasem nie powinna mieć miejsca, a tym bardziej walka odrazu po tym z Wangekiem. Pamietam jak po walce z Cuadrasem, Roman opowiadał w wywiadzie, że jeszcze nie przestało mu szumieć w głowie po pierwszej walce, a promotorzy już planowali drugą walkę z terminem za 2-3 miesiące...

W rewanżu z Wangekiem już na samej wadze wyglądał jak nie on...
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.