RINGOWE EPOPEJE VII: CHARLES vs WALCOTT

W wadze ciężkiej bokserskie trylogie w walkach na mistrzowskim poziomie zdarzały się bardzo rzadko. A tylko raz w historii zawodowego boksu kibice byli świadkami tetralogii i jej właśnie pragnę poświęcić siódmy odcinek niedzielnego cyklu Ringowych Epopei. Jego bohaterami będą dwaj mistrzowie pozostający nieco w cieniu legendarnych czempionów królewskiej dywizji, spotykający się aż cztery razy w walkach o światowy prymat w latach 1949-52, Ezzard Charles i Jersey Joe Walcott.

Video: cztery walki Charlesa z Walcottem>>>

Walki tych dwóch czarnoskórych pięściarzy otworzyły po drugiej wojnie światowej nową epokę w dziejach rywalizacji o koronę wszechwag. Wcześniej na mistrzowskim tronie zasiadało tylko dwóch zawodników o ciemnym kolorze skóry, Jack Johnson i Joe Louis, a ich przeciwnikami w walkach o pas byli wyłącznie biali pięściarze. Ta sytuacja była dobrym odzwierciedleniem głębokich rasowych uprzedzeń wciąż obecnych w amerykańskim społeczeństwie, mimo upływu kilkudziesięciu lat od tragicznych zmagań wojny secesyjnej i zniesienia niewolnictwa w USA. Po raz pierwszy dwóch czarnoskórych pięściarzy spotkało się w walce mistrzowskiej dopiero w 1947 roku, gdy Joe Louis przystąpił do obrony swojego tytułu ze wspomnianym wyżej Jersey Joe Walcottem i wygrał niejednogłośnie na punkty po piętnastu rundach. Przez kilka kolejnych lat losy mistrzostwa świata w wadze ciężkiej rozstrzygały się głównie w walkach między czarnoskórymi pięściarzami, dopóki w 1952 roku nie nastało kilkuletnie panowanie Rocky’ego Marciano. Świat się zmienił i czarni mistrzowie zdominowali w drugiej połowie XX w. królewską dywizję, a początek temu dali rywalizujący między sobą Louis, Charles i Walcott. Przejdźmy zatem do ringowej epopei tych dwóch ostatnich.

Ezzard Charles, znany jako „Kobra z Cincinnati” rozpoczął karierę zawodowego pięściarza w w roku 1940, mając 19 lat. W ciągu trzech lat stoczył ponad trzydzieści walk głównie w wadze półciężkiej, wyrastając na jednego z czołowych zawodników tej kategorii. Jednak w 1943 roku został zmobilizowany i wziął udział jako żołnierz armii USA w inwazji aliantów na Italię. Służba wojskowa wymusiła przerwę w jego karierze, choć jeszcze będąc na terenie Włoch wziął udział w alianckich mistrzostwach bokserskich, w których rywalizowano z podziałem na amatorów i zawodowców. W gronie zawodowców Charles wygrał w wadze półciężkiej, pokonując m.in. potomka polskich imigrantów z USA, Stanleya Goicza. Po wojnie kontynuował karierę, zaliczając m.in. wspaniałą ringową trylogię ze słynnym Archie Moorem. Wydawało się, że „Kobra z Cincinnati” wyrasta na oczywistego kandydata do walki o mistrzostwo świata wagi półciężkiej, gdy doszło do jego pojedynku z Samem Baroudim w 1948 roku. Rywal Charlesa przegrał przez nokaut i zmarł kilka godzin po walce, mając zaledwie 21 lat. Zwycięzca był tym faktem zdruzgotany i postanowił przenieść się do wagi ciężkiej, gdzie jego ciosy nie mogłyby wyrządzić tak wielkiej krzywdy. W nowej kategorii radził sobie równie dobrze, choć większości rywali ustępował warunkami fizycznymi, mając zaledwie 183 cm wzrostu, przy wadze niespełna 90 kg. Gdy w marcu 1949 roku wielki Joe Louis ogłosił jako panujący mistrz wszechwag zakończenie kariery, do walki o zwakowany przez niego tytuł wyznaczono właśnie Charlesa, oraz niedawnego pretendenta uchodzącego już wtedy za ringowego weterana bez przyszłości, 35-letniego Jersey Joe Walcotta.

Pierwsza z czterech jak się później okazało walk Charlesa z Walcottem odbyła się 22 czerwca 1949 roku, a więc prawie dokładnie 64 lata temu, na baseballowej arenie drużyny White Sox w Chicago, słynnym nieistniejącym już obecnie Comiskey Park. Walkę sankcjonowało jedynie National Boxing Association, nie uznawane w Nowym Jorku i New Jersey, gdzie nadal karty rozdawała tracąca gwałtownie swoje wpływy z przeszłości New York State Athletic Commission. Z tego względu zwycięzca tego pojedynku został mistrzem świata wagi ciężkiej, ale nie był czempionem niekwestionowanym, jak jeszcze niedawno Joe Louis. Walcott również nie należał do olbrzymów, miał podobny wzrost jak jego młodszy rywal, ale taka to była epoka, w której w wadze ciężkiej rywalizowali pięściarze mający rozmiary obecnych „cruiserów”, a nawet „półciężkich”. Walcott był jednak potężniej zbudowany, ważył 14 funtów więcej i dysponował silniejszym ciosem. Charles był dla niego jednak za szybki. Obtańcowywał rywala, doskakując raz po raz i bijąc mocne, pojedyncze ciosy. Kilka razy nadział się na kontry Walcotta, po których był wyraźnie naruszony, ale kontrolował przebieg pojedynku. W drugiej fazie walka zaczęła się robić niestety dość nudna, gdyż Walcott ciągle polował na nokautujący cios z kontry, a szybki Charles przeczuwając chyba swoje prowadzenie na punkty, ograniczył się jedynie do sporadycznych ataków. Tysiące kibiców zgromadzonych na Comiskey Park zaczęło kwitować wydarzenia w ringu przeciągłym buczeniem, które jednak nie było w stanie zdopingować pięściarzy do ostrzejszej walki. Ostatecznie po piętnastu rundach sędziowie jednogłośnie przyznali zwycięstwo Ezzardowi Charlesowi.

„Kobra z Cincinnati” w ciągu czternastu miesięcy trzykrotnie obronił tytułu NBA, po czym we wrześniu 1950 roku na Yankee Stadium w Nowym Jorku stanął do walki z samym Joe Louisem, który postanowił powrócić na ring. Charles zdecydowanie pokonał na punkty „Brown Bombera”, wygrywając aż 12 z 15 rund i od tego momentu już powszechnie i bezdyskusyjnie uznawany był za mistrza świata wagi ciężkiej. Po dwóch kolejnych obronach tego niekwestionowanego już tytułu, dał rewanż Walcottowi. Do ich drugiej walki doszło 7 marca 1951 roku, na Olympia Stadium w Detroit. Charles nabrał trochę wagi i dysproporcja między rywalami wynosiła już tylko osiem funtów. Nabrał też chyba pewności siebie, gdyż tym razem zdecydowanie częściej atakował. Walka była znacznie bardziej emocjonująca i zaciekła niż ich pierwsze starcie. Obaj mieli już wtedy ogromne ringowe doświadczenie: dla Charlesa była to 73, a dla Walcotta 66 zawodowa walka. W dziewiątej rundzie Charles trafił Walcotta kapitalnym lewym sierpowym z kontry i posłał pretendenta na deski. Walcott z trudem pozbierał się n „9”, ale mistrz nie zdołał dokończyć dzieła zniszczenia i obaj przeboksowali pełen dystans. Jednak Walcott po nokdaunie był już zdecydowanie mniej aktywny i przegrał walkę wysoko na punkty, choć do końca polował na jeden nokautujący cios, a według niektórych obserwatorów zasłużył nawet na zwycięstwo.

Pochodzący z rodziny imigrantów z Barbadosu Walcott nie zniechęcony kolejną porażką, podjął starania o trzecie spotkanie z Charlesem, uwieńczone sukcesem. W tamtych czasach w środowisku bokserskim krążyła nawet legenda, że Walcott został obrabowany ze zwycięstwa w dwóch pierwszych walkach z Charlesem, gdyż nikt nie chciał promować ringowego weterana z liczbą kilkunastu porażek na koncie, czyniących go w oczach wielu journeymanem. Jak w każdej legendzie i w tej tkwiło ziarno prawdy, ale nie dotyczyło werdyktów sędziowskich, które były sprawiedliwe, lecz nastawienia środowiska bokserskiego, uznającego rzeczywiście Walcotta za odchodzącego do historii weterana. Jednak ten skazywany na porażkę pięściarz (faworytem 9-1 był Charles) zaskoczył świat! Do jego trzeciej walki z „Kobrą z Cincinnati” doszło 18 lipca 1951 roku w Pittsburghu i była to pierwsza potyczka o mistrzostwo wagi ciężkiej w historii tego miasta w Pensylwanii. Jednocześnie była to dla Walcotta piąta próba zdobycia tego tytułu, w poprzednich czterech przegrywał, a w liczbie nieudanych podejść do pasa wagi ciężkiej dorównał mu dopiero Andrzej Gołota. Jednak wytrwałość Walcotta została wynagrodzona. Zaczął walkę znacznie bardziej dynamicznie mimo dość zaawansowanego jak na tamte czasy wieku i u dwóch sędziów wygrał większość rund, zanim obaj z Charlesem wyszli do siódmego starcia. To co wydarzyło się w tej rundzie, przeszło do historii jako jedna z największych niespodzianek w dziejach boksu oraz jeden z największych nokautów. Gdy sędzia ringowy Buck McTiernan rozdzielił klinczujących w narożniku pięściarzy, Walcott swobodnym, niemal spacerowym krokiem przeszedł na środek ringu, w ślad za cofającym się Charlesem, zrobił unik na jego lewy prosty i huknął potężnym kontrującym lewym sierpowym, który powalił mistrza na deski! Charles został powalony dopiero drugi raz w karierze. To był ciężki, klasyczny nokaut! Jersey Joe Walcott wywalczył tytuł mistrza świata wagi ciężkiej w piątej próbie, zostając jednocześnie w wieku 37 lat najstarszym czempionem wszechwag w historii, a jego rekord pobił dopiero George Foreman w 1994 roku. Wspaniały pojedynek został także uznany za walkę roku magazynu The Ring.

Wobec takiego obrotu sprawy oczywistym było, że musi dojść do rewanżu i tym razem zabiegał o to zdetronizowany Charles. Do ich czwartej potyczki doszło 5 czerwca 1952 roku na Stadionie Miejskim w Filadelfii. Pierwsza obrona tytułu zdobytego przez Walcotta zapisała się w historii także jako pierwsza walka o mistrzostwo świata wagi ciężkiej sędziowana przez czarnoskórego ringowego, którym tego dnia był Zach Clayton. Wspaniała kariera tego sędziego trwała aż do lat ’80, a walka Walcotta z Charlesem była dopiero siódmą jaką prowadził na zawodowych ringach. To oraz jego przyjaźń z Walcottem stały się przyczyną narodzin kolejnej bokserskiej legendy, której wyznawcy wierzą, że tym razem to Charles został obrabowany ze zwycięstwa, gdyż sędzia ringowy utrudniał mu walkę. Nie ma to jednak nic wspólnego z rzeczywistością, bowiem tym razem po zaciętych 15 rundach zasłużenie jednogłośnie na punkty wygrał Walcott, choć walka była bardzo wyrównana i rzeczywiście bliska remisu. Jednak Charles chyba za dobrze pamiętał straszliwy nokaut z poprzedniego spotkania, aby zdecydować się na bardziej otwartą rywalizację, która mogłaby mu przynieść zwycięstwo jak w ich pierwszych dwóch walkach.

Trzy miesiące później Walcott na tej samej arenie stanął do drugiej obrony tytułu mistrza świata przeciwko Rocky’emu Marciano i przegrał przez ciężki nokaut w 13 rundzie, prowadząc zdecydowanie na punkty. Marciano dał mu rewanż niecały rok później, ale zakończyło się to równie ciężkim nokautem dla Walcotta, tym razem już w pierwszej rundzie i 39-letni pięściarz zdecydował się zakończyć karierę. Jego wielki rywal Ezzard Charles boksował jeszcze do 1959 roku, również dwukrotnie przegrywając z Marciano walki o mistrzowski tytuł. Potem przegrywał z coraz słabszymi przeciwnikami, stając się jedynie cenionym journeymanem. Jednak historycy boksu doceniają go, jako jednego z dziesięciu najlepszych mistrzów wagi ciężkiej. Zmarł w stosunkowo młodym wieku, zaledwie 53 lat, ciężko chorując i będąc z tego powodu w ostatnich latach życia przykutym do wózka inwalidzkiego. Starszy Walcott przeżył swojego rywala o prawie 20 lat, zostając cenionym sędzią ringowym (prowadził słynną drugą walkę Alego z Listonem, w której padł legendarny „Phantom Punch”) i działaczem bokserskim.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Historyk sztuki, adiunkt na UAM w Poznaniu. Boks stał się jego pasją w latach 80. ubiegłego wieku, gdy Mike Tyson zmiatał z ringu kolejnych rywali, filmowy Rocky bił się w Moskwie z Ivanem Drago, a pięściarze z kadry prowadzonej przez Andrzeja Gmitruka przywieźli z Igrzysk Olimpijskich w Seulu cztery brązowe medale. Autor felietonów oraz opracowań historycznych poświęconych pięściarstwu, które poznał również w praktyce, 20 lat temu pod okiem trenera Grzegorza Swadowskiego.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: andrewsky
Data: 23-06-2013 22:38:21 
Powiem szczerze,ze historie zawodnikow hevy do czasow Marciano znam dosc pobieznie,dlatego ten artykul poszerzyl moja wiedze
Gratulacje dla autora
 Autor komentarza: WARIATKRK
Data: 23-06-2013 22:56:05 
Doczekałem się dziś kolejnej części :)jestem wiekim fanem cyklu Ringowe epopeje.

Walcott siwienie poruszał się jak na tamte czasu schodził z linii ciosu dobra miał prace nóg.Z II walce z Charlesem dziwnie bujając się na boki tanecznym krokiem powolutku poszedł i ściął rywala efektownie akcja kozak :)Szkoda ze tak późno walczył z Marciano trzeba pamiętać ze jako pierwszy posłał na deski Rockiego.Nokaut na nim okrutny
 Autor komentarza: Tomasz (Redaktor bokser.org)
Data: 23-06-2013 23:09:20 
Dziękuję Panowie :) Taki cykl to sporo pracy, ale mam nadzieję, że na siedmiu odcinkach się nie skończy ;) Staram się przeplatać epopeje z dawnych lat, jak w tym odcinku, z tymi bliższymi naszym czasom, jak będzie za tydzień w kolejnej odsłonie cyklu. Pozdrawiam!
 Autor komentarza: Jabba
Data: 23-06-2013 23:21:03 
Cykl jest super. Ten cios w trzeciej walce.. fiuu fiuu coś pięknego.
 Autor komentarza: LegiaPany
Data: 23-06-2013 23:50:28 
propsy za cykl!

wiekszosc historii znam :P ale i tak super napisane.....gratuluje
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.