BOKSERSKA HISTORIA HALI STULECIA

Z okazji dzisiejszej gali Włodarczyk-Palacios II we wrocławskiej Hali Stulecia, warto przypomnieć bogate, sięgające prawie 90 lat bokserskie tradycje tej wspaniałej budowli, wpisanej w 2006 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Zawodowy boks we Wrocławiu pojawił się w 1921 roku, a pierwsze walki rozgrywano w cyrku Buscha. Pojedynki pięściarzy można było oglądać w stolicy Dolnego Śląska od czasu do czasu także w innych miejscach, między innymi na strzelnicy miejskiej i w gmachu Filharmonii, ale najpoważniejszym konkurentem cyrku Buscha stała się Hala Stulecia, wzniesiona w latach 1911-13 według projektu znakomitego architekta Maxa Berga, będąca jedną z najnowocześniejszych w tamtym okresie hal widowiskowych na świecie. To właśnie w tej hali 21 maja 1944 roku odbyła się ostatnia gala boksu zawodowego w niemieckim Breslau. Na kolejną trzeba było czekać ponad pół wieku i odbyła się w polskim już Wrocławiu, ale w tym samym miejscu, choć noszącym nową nazwę – Hali Ludowej.

WOJENNE MISTRZOSTWA EUROPY W HALI STULECIA>>>

Pierwsza gala boksu zawodowego w Jahrhunderthalle odbyła się w 1923 roku, a w walce wieczoru wystąpił mistrz Niemiec w wadze ciężkiej Hans Breitenstraeter, który w czwartym starciu znokautował przeciętnego Hermanna Kroegera. Breitenstraeter pojawił się na ringu w ogromnej hali jeszcze trzy lata później i w trzeciej rundzie znokautował bardzo słabego Anglika Freda Younga. Przed wojną w Hali Stulecia zorganizowano w sumie dziewięć gal bokserskich, na których występowali jednak na ogół lokalni faworyci, niekiedy mistrzowie Niemiec i występy obcokrajowców oraz gwiazd wielkiego formatu należały do rzadkości. W styczniu 1927 roku breslauerzy mieli okazję podziwiać w akcji późniejszego niekwestionowanego mistrza świata wagi ciężkiej Maxa Schmelinga, który w swojej 26. zawodowej walce pokonał przed czasem podrzędnego rywala Luisa Wilmsa, mającego na koncie jedynie 8 porażek. Kilka miesięcy później Schmeling sięgnął po mistrzostwo Europy w wadze ciężkiej, a trzy lata później odebrał Jackowi Sharkeyowi tytuł światowy. Ciekawym wydarzeniem krótko przed wybuchem II wojny światowej był międzypaństwowy mecz boksu amatorskiego między reprezentacjami Niemiec i Polski, wygrany zdecydowanie przez gospodarzy 12:4. Z naszych pięściarzy zwycięstwa odnieśli jedynie żydowski zawodnik Szapsel Rotholc oraz znakomity Antoni Kolczyński, który pobił wicemistrza olimpijskiego Michaela Muracha. Rok później, w przededniu wybuchu wojny Kolczyński został Mistrzem Europy.

Czasy wojenne nie zatrzymały organizacji imprez bokserskich we Wrocławiu. Odbyło się sześć gal, bez udziału znanych zawodników, ostatnia z nich na rok przed kapitulacją hitlerowskich Niemiec. W 1942 roku zorganizowano także wewnątrzfaszystowskie mistrzostwa Europy, w których wystąpili oczywiście reprezentanci okupującyh Europę państw osi, ich sprzymierzeńców oraz państw neutralnych. Po wojnie, w polskim już Wrocławiu boks powrócił do Hali Ludowej dopiero w 1998 roku, gdy na swoją pierwszą zawodową walkę w Polsce zdecydował się Andrzej Gołota. Warto zauważyć, że choć gale zawodowe organizowano już wtedy w Polsce od kilku lat, to dopiero wielka gala we wrocławskiej Hali Stulecia lub jak kto woli Ludowej, zainicjowała na dobre boks zawodowy w Polsce. A obsada tamtej imprezy była naprawdę bardzo interesująca, wystarczy wymienić nazwiska niektórych uczestników (oprócz Gołoty) – Tim Witherspoon (rywal Gołoty, były mistrz świata WBA), Jesus Chavez (późniejszy mistrz świata w superpiórkowej i lekkiej), Albert Sosnowski toczący wówczas trzecią zawodową walkę, Zuri Lawrence, ceniony journeyman, który tegoż Sosnowskiego pokonał 10 lat później, czy Jeremy Williams, w latach 90. ceniony „ciężki”, popularny w USA. Trzeba przyznać, że przygotowania do tej gali były dość chaotyczne, a większość zawodników zakontraktowano na ostatnią chwilę. Dużą rolę w organizacji tamtej pamiętnej imprezy, uporządkowaniu wielu spraw oraz jej sukcesie miał człowiek-orkiestra, wciąż niedoceniany chyba na miarę jego zasług dla wrocławskiego sportu (zwłaszcza boksu i żużla), znakomity dziennikarz Bartłomiej Czekański. Transmisja telewizyjna z gali Gołota-Witherspoon zaliczyła wtedy rekord widzów, który do dziś nie został pobity.

W następnym roku Andrzej Gołota powrócił do Wrocławia, tym razem stając między linami z przeciętnym rywalem, Quinnem Navarre, który wytrzymał w ringu z Polakiem niecałe sześć rund. I tym razem widzowie zgromadzeni w Hali Stulecia nie mogli narzekać na kartę walk, w której znaleźć można było nazwiska wielu czołowych polskich pięściarzy – Tomasza Adamka, który na zawodowym ringu zadebiutował zaledwie trzy miesiące wcześniej, Przemysława Salety, wówczas już bardzo doświadczonego zawodowca, Dariusza Snarskiego i Sosnowskiego. Kibice mieli okazję zobaczyć także jedną z pierwszych zawodowych walk kobiet, a cała organizacja stała już na znacznie wyższym poziomie. Po epizodzie jakim była błyskawicznie zakończona nokautem walka Wojciecha Bartnika w 2002 roku, na gali kopanych sportów walki w hali Orbity, zawodowy boks powrócił pod kopułę Hali Stulecia w tym samym roku, na gali organizowanej przez początkującego wówczas, a dziś największego polskiego promotora Andrzeja Wasilewskiego. Mieszkańcy Wrocławia oglądali w ringu wyczyny licznego grona polskich pięściarzy zawodowych, nie tylko z grupy Knockout Promotions – Krzysztofa Włodarczyka, Krzysztofa Bieniasa, Tomasza Bonina, Macieja Zegana, Wojciecha Bartnika, Maurycego Gojko, czy Rafała Jackiewicza. „Diablo” bronił tego dnia interkontynentalnego pasa IBF, sensacyjnie wywalczonego w Italii, po znokautowaniu faworyzowanego Vincenzo Rossitto. Zatem dla jedynego obecnie polskiego mistrza świata oraz jego promotora, dzisiejsza gala będzie jubileuszowym powrotem do Hali Stulecia po dziesięciu latach. Obaj są teraz w zupełnie innym miejscu niż wtedy, w pionierskich czasach, a ich dalsza pozycja - zwłaszcza w przypadku Włodarczyka - zależy w dużej mierze od wyniku wieczornej walki z Palaciosem.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Historyk sztuki, adiunkt na UAM w Poznaniu. Boks stał się jego pasją w latach 80. ubiegłego wieku, gdy Mike Tyson zmiatał z ringu kolejnych rywali, filmowy Rocky bił się w Moskwie z Ivanem Drago, a pięściarze z kadry prowadzonej przez Andrzeja Gmitruka przywieźli z Igrzysk Olimpijskich w Seulu cztery brązowe medale. Autor felietonów oraz opracowań historycznych poświęconych pięściarstwu, które poznał również w praktyce, 20 lat temu pod okiem trenera Grzegorza Swadowskiego.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.