DOROTA KUSIAK Z ZIEMI WŁOSKIEJ ...DLA POLSKI

Dorota Kusiak, zdobywając w tym roku w Grudziądzu brązowy medal Mistrzostw Polski seniorek (w wadze limitem 64 kg) potwierdziła, że nie było bynajmniej przypadkiem sklasyfikowanie jej przez serwis BOKSER.ORG na wysokim 3. miejscu w rankingu najlepszych amatorskich pięściarek 2011 roku. Mimo iz Dorota w krajowej rywalizacji reprezentuje barwy Startu Grudziądz, to od wielu lat mieszka i trenuje we włoskiej Ferrarze. Tam również nauczyła się boksu...  

- Moje pierwsze spotkanie z boksem miało miejsce w Ferrarze w styczniu 2009 roku. Był to dla mnie specjalny okres: nowe mieszkanie i nowa szkoła. Dopiero co świętowałam dwudzieste pierwsze urodziny. Byłam już wówczas na tyle dorosła i samodzielna, że pomyślałam, iż jest to doskonały moment na realizację tzw. noworocznych postanowień, które jak dotąd kończyły w zakurzonej skrzyni na strychu. Jednym z nich było uprawianie sportu - wspomina bohaterka naszej dzisiejszej opowieści.

Zanim jednak rozwiniemy wątek początku pięściarskiej kariery Doroty Kusiak, warto wrócić z Włoch do Polski, konkretnie na Lubelszczyznę...

- Gdy byłam malutka, mieszkałam na Wale. To taka nieduża wioska na Lubelszczyźnie, która liczyła nie więcej niż 50 mieszkańców, podzielona na pół przez duży las. Nie miałam tam możliwości rozwijania moich sportowych marzeń. Spróbowałam karate, ale dwa miesiące po rozpoczęciu treningów, kurs zamknięto z powodu braku dostatecznej liczby chętnych. Spróbowałam tańca, ale po dwóch lekcjach rzuciłam to zajęcie, bo mi się zwyczajnie nie spodobało. W szkole zaproponowali mi siatkówkę, ale ja sportów drużynowych ...nie lubię. Nie znoszę faktu, że trzeba się dzielić odpowiedzialnością za błędy. Zaczęłam więc biegać, ale tylko dla siebie, dla kondycji i rozrywki.

Przełomową w życiu całej rodziny Doroty była decyzja o wyjeździe do Włoch. To właśnie tam bohaterka naszej opowieści zaczęła realizować sportowe marzenia. Wraz z nią na sali bokserskiej pojawiła się najmłodsza z sióstr, Małgorzata (Megghi), aktualna Mistrzyni Polski kadetek i brązowa medalistka Mistrzostw Europy.

Od lewej: Dorota i Małgorzata (Megghi) Kusiak w barwach klubu Costantino Boxe.

- Jak skończyłam 16 lat przeprowadziliśmy się z rodzicami, moimi trzema siostrami i trzema braćmi do Włoch, do Ferrary. Tutaj kontynuowałam moje "rozrywkowe" bieganie. Bracia tymczasem trenowali kulturystykę i namówili mnie, abym też spróbowała. Na początku bardzo mi się podobało, ale po kilku miesiącach zaczęłam się nudzić i w końcu zrezygnowałam. Ktoś mi wówczas zaproponował treningi w bokserskim gymie, ale nie było tam innych dziewcząt. Miałam wtedy 18 lat i byłam (wciąż jestem) nieśmiałą osobą. Postanowiłam, że tam nie pójdę i będę utrzymywać formę uprawiając jogging. W Ferrarze miałam do dyspozycji piękny park rozpościerający się wokół murów miejskich. Tam wytyczyłam swoją trasę biegową. Z czasem bardzo polubiłam spędzać tam czas.

- Kilka lat później Łukasz (dokładnie w 2009 roku), jeden z moich braci, zdecydował się trenować boks. Zapisał się do gymu i po treningach wiele mi opowiadał o tym jak jest tam fajnie. Namówił mnie bym spróbowała. Małgosia, moja najmłodsza z sióstr poszła tam moim śladem. W gymie poznałam mojego narzeczonego, Pino Costantino, który był tam jednym z trenerów boksu i oprócz drużyny męskiej, opiekował się również jedną dziewczyną. Bardzo mi się spodobały treningi, uwielbiałam też obserwować w akcji bokserów. Miałam wielką ochotę wejść na ring i boksować. Minęło sporo czasu zanim faktycznie do tego doszło. Pino początkowo nie chciał mnie trenować. Miał wystarczająco dość jednej bokserki, a poza tym, jego zdaniem - powolna i niezdarna - nie nadawałam się do tego sportu. Ale ja nalegałam. Chciałam trenować, walczyć. Byłam przekonana, że nareszcie znalazłam sport dla siebie!

Od lewej: Dorota Kusiak, Alessandro Duran i Pino Costantino

- Był już początek lata, kiedy Pino zdecydował się dać mi szansę. W klubie trenowałam prawie codziennie, a w wolne dni biegałam i naprawdę świetnie się czułam. W międzyczasie ja i Pino postanowiliśmy razem zamieszkać i zdecydowaliśmy się na ślub. Ciężko mi było pogodzić fakt, że mój mąż jest także moim trenerem. Często kłóciliśmy się, bo on we mnie nie wierzył, nie widział w roli bokserki, bał się, że coś mi się może złego zdarzyć. Jednak za bardzo się zaangażowałam, by ulec. Przykładałam się więc do treningów, by udowodnić Pinowi, że jestem w stanie uprawiać ten sport.

- Mijał czas i Pino coraz bardziej był ze mnie zadowolony. Postanowił, że przygotuje mnie do pierwszej walki pod jednym warunkiem: miałam “prześcignąć” jego starszą podopieczną. Nie wiem czy mi się to do końca udało, ale 25 kwietnia 2010 roku zadebiutowałam. Moja przeciwniczka była starsza i cięższa ode mnie i miała większe doświadczenie: 6 walk, wszystkie wygrane, w tym jedną przed czasem. Miałam przed walką straszną tremę, ale Pino uspokajał mnie, mówiąc: “wiem co robię i wiem na co Cię stać!” Pojedynek zakończył się remisem i po jej zakończeniu wiele osób mi gratulowało, w tym wielka przed laty gwiazda włoskiego boksu, Stefania Bianchini, która powiedziała mi, że z przyjemnością będzie śledzić moje postępy w bokserskiej karierze. Gdy tylko wróciłam do domu, miałam ochotę znowu boksować. Niedługo później, moje życzenie zostało spełnione.

- W ciągu tych dwóch lat stoczyłam 31 walk, z czego 23 wygrałam, 5 przegrałam i 3 zremisowałam. W październiku 2010 roku wygrałam turnieju seniorek w San Benedetto del Tronto, w maju 2011 roku wywalczyłam tytuł Uniwersyteckiej Mistrzyni Włoch, pokonując w finale poprzednią mistrzynię. W lutym 2011 roku po raz pierwszy wystąpiłam w Polsce. Podczas Mistrzostw Polski seniorek przegrałam pierwszą walkę z Justyną Sroczyńską. Tegoż dnia, 25 lutego 2011 roku, mijało jednak dokładnie 10 miesięcy od mojego bokserskiego debiutu. W grudniu ub. roku po raz pierwszy stanęłam na podium na turnieju w Polsce, zajmując drugie miejsce na Pucharze Polski, przegrywając finał z Beatą Koroniecką. Pucharu nie udało mi się zdobyć, ale wszyscy mi gratulowali, a wielu trenerów i sędziów było zdania, że wygrałam tamten finał.

- We wrześniu 2011 roku spotkała mnie wielka przykrość. Nie dopuszczono mnie do występu w Mistrzostwach Włoch seniorek. Włoska Federacja Boksu (FPI), czyli organizator turnieju, podczas nadzwyczajnego zebrania zadecydowała, że wyklucza mnie z udziału w mistrzostwach z uwagi na to, że mój rekord walk jest ...zbyt wysoki, w stosunku do bilansów pozostałych zawodniczek. W ten sposób FPI pozbawiła mnie szansy zdobycia tytułu Mistrzyni Włoch. Z tego m.in. powodu W tym roku - jak na razie - stoczyłam tylko 3 walki. Dwie przy okazji Mistrzostw Polski gdzie zajęłam trzecie miejsce i ostatnią w Ferrarze, gdzie zdobyłam Trofeo Asi, pokonując Szwajcarkę Jennifer Corti, która w 2011 roku zdobyła brązowy medal (w wadze 69 kg) Mistrzostw Unii Europejskiej, przegrywając z Katarzyną Furmaniak. Teraz Corti przygotowuje się do wyjazdu na Mistrzostwa Świata w Chinach...


 

- Co dalej? Nadal trenuję, przygotowując się do wyjazdu do Bazylei w Szwajcarii, gdzie w dniach 14-16 kwietnia wystąpię w międzynarodowym turnieju [Dorota przegrała tam po wyrównanej walce z cenioną w Europie były wicemistrzynią Starego Kontynenu Sandrą Brugger - przyp. JD]. Następnie w maju w Messinie na Sycylii mam nadzieje wystąpić w Uniwersyteckich Mistrzostwach Włoch, gdzie postaram się wywalczyć tytuł w nowej kategorii wagowej (64kg). Plany na dalszą przyszłość? Igrzyska Olimpijskie, zawodowstwo... Na razie ja i Pino staramy się o otwarcie naszego nowego gymu, gdzie będzie trenować klub Costantino Boxe. Będę tam kontynuowała moje treningi i zobaczymy co mi czas przyniesie. W każdym bądź razie boks zostanie moim ulubionym towarzyszem życia.

 

Specjalnie dla serwisu BOKSER.ORG z Ferrary (Włochy) - Dorota Kusiak-Costantino.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: lutonadam
Data: 19-04-2012 13:40:40 
Uwielbiam takie historie!Wspaniała dziewczyna.Życzę samych sukcesów!
 Autor komentarza: meahh
Data: 19-04-2012 16:00:00 
W 64 z Polski jedzie Stelmach, Nie ma szans z Magdą.
 Autor komentarza: zniszcze
Data: 19-04-2012 16:26:27 
Nie czytałem całego arta, ale rzuciło się zdanie ; "Nie znoszę faktu, że trzeba się dzielić odpowiedzialnością za błędy. Zaczęłam więc biegać, ale tylko dla siebie, dla kondycji i rozrywki"
super nastawienie, idealne do boksu ;] Dorota Kusiak , moz ekiedys jeszcze uslyszymy
 Autor komentarza: Ghostbuster
Data: 19-04-2012 19:54:20 
świetna historia. z miejsca polubiłem tą dziewczynę. też mam takie nastawienie do sportu. najlepsze dla mnie bieganie, ale jest to krępujące, bo mieszkam w centrum miasta, w którym ten rodzaj sportu nie jest popularny i trudno o dobrą trasę. Jeżeli chodzi o gry zespołowe to również nie lubię dzielić się odpowiedzialnością. Dobrze, że jest boks.
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.