3 marca kibiców brytyjskiego boksu czeka ciekawa konfrontacja w wadze ciężkiej. Powracający po porażce z rąk Davida Price’a Tom Dallas (15-1, 11 KO) zmierzy się z weteranem Mattem Skeltonem (25-6, 20 KO). Były pretendent do mistrzostwa świata docenia klasę młodszego kolegi, ale marzy o jeszcze większych wyzwaniach.
- Wielka Brytania ma najlepszych zawodników młodego pokolenia w wadze ciężkiej na świecie. Nie mogę się doczekać powrotu do gry, moim celem jest Price i Fury – powiedział 45-letni Skelton.
Blisko 20 lat młodszy Dallas z pokorą przyjął porażkę z Price’em. Mierzący 198 cm pięściarz nie chce tracić czasu na obijanie bumów i myśli już o ewentualnym rewanżu ze swoim jedynym pogromcą.
- Nie zamierzam się tłumaczyć w żaden sposób. David pokonał mnie uczciwie, ale szybko wziąłem się za siebie. Tym razem mam dużo czasu na przygotowania, pokonam Skeltona. Mam nadzieję spotkać się kiedyś ponownie z Price’em w ringu. Wielu „ciężkich” ma przegrane w swoich rekordach. Ważne jest, jak się pozbierasz. Chcę walczyć z prawdziwymi przeciwnikami, a nie z łotewskimi bublami. Wspaniale jest mierzyć z kimś tak doświadczonym jak Skelton – ocenia Dallas.
Zapraszamy do lektury wywiadu z Bartoszem Kamudą (na zdjęciu po lewej z Mariuszem Cendrowskim i swoim podopiecznym Łukaszem Wierzbickim) – młodym trenerem nowo powstałego klubu w Jeleniej Górze o nazwie Red Fighters. Szkoleniowiec opowiada nam o swoich początkach, najbardziej utalentowanych podopiecznych, ogólnym spadku zainteresowania tą dyscypliną wśród młodzieży i nie tylko.
- Kiedy po raz pierwszy miał Pan kontakt ze sztukami walki? Jakie jest Pana ringowe doświadczenie?
Bartosz Kamuda: Boksem interesuje się od 10 roku życia, do dziś pamiętam nocne wstawanie na walki Darka Michalczewskiego, Andrzeja Gołoty, „Żelaznego Mike'a”... Na sali pojawiłem się mając dopiero 18 lat, zaczynając w klubie braci Janikow, boksowałem u nich około 3, może 4 lat. Później trenowałem z zawodnikami innych dyscyplin uderzanych, wielokrotnie przygotowując ich do zawodów, będąc ich trenerem jak i sparingpartnerem. Niestety nigdy nie miałem sam okazji sprawdzić się między linami oficjalnie. Sparowałem z zawodnikami z Jeleniej Góry jak i z poza niej (mi. zawodowcem w formule mma Marcinem Zontkiem, ze zdobywcą Pucharu Polski w amatorskim KSW Mateuszem Bubinem, których serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów).
- Skąd pomysł na założenie klubu? W tych czasach w Polsce raczej kluby się zamyka, a nie otwiera, przysłowiowych „kokosów” z tego nie ma...
BK: Pomysł na klub to spełnienie marzeń, chęć trenowania młodzieży i próba wyszkolenia młodych medalistów, pokazania im piękna tej dyscypliny, jej szlachetności. Niestety boks mylnie nadal kojarzony jest z chuligaństwem i bezmyślnym laniu się po głowach. Rodzice niechętnie zapisują dzieci na bokserskie zajęcia, a wystarczy przyjść i zobaczyć jaki to ciężki sport, który kształtuje charakter. Póki co walczę ze złamaniem tego stereotypu i chcę uświadomić ludzi. Nie jest to łatwe, ale tutaj też jak bokser trzeba walczyć do końca. (śmiech).
Wszystko wskazuje na to, że Nonito Donaire (28-1, 18 KO) przez pewien czas nie będzie zmieniał kategorii wagowej. "Flash" nie zachwycił w drugiej z rzędu walce i choć winą ponownie należy obarczyć jego przeciwnika, Filipińczyk zamierza dać sobie czas na zbudowanie masy mięśniowej i zaprowadzenie porządku w limicie 122 funtów.
- Arce jest następny - powiedział Cameron Dunkin. - Jesteśmy już dogadani. Nonito musi walczyć z Arce. Mamy też wstępne porozumienie z Toshiakim Nishioką, który w tej sytuacji byłby kolejny. Potem możemy pomyśleć o pojedynku z Rigondeaux.
"Travieso" wszystkie braki nadrabia sercem do walki i gwarantuje wielkie emocje, jednak z jego obroną i bojowym nastawieniem naprawdę trudno spodziewać się, by taki zabójca i mistrz kontr jak Donaire miał nie wygrać przed czasem i to raczej szybko.
- Nonito wróci do ringu już wkrótce - zapewnia Dunkin. - Mam nadzieję, że kontuzja ręki to nic wielkiego i już w kwietniu Donaire znów wyjdzie między liny.
Jeden z prawdziwych królów wagi ciężkiej, Lennox Lewis ostrzegł Davida Haye'a przed zbyt szybką walką z którymś z braci Kliczko. Lewis uważa, że Haye powinien wrócić do boksu i przed ponownym rzuceniem wyzwania Ukraińcom stoczyć dwie walki mniejszego kalibru. Złoty medalista z Seulu wypowiedział się również na temat walki Kliczko-Chisora.
- David powinien wrócić z bokserskiej emerytury, pokonać dwóch dobrych zawodników i przekonać ludzi, że może jednak pokonać braci. Wielkie pieniądze i chwała czekają. Chisora-Kliczko? Witalij jest bardzo dobry, ale Chisora ma szansę. To prawdziwy ''ciężki''. Wystarczy mu jeden celny cios na szczękę, by skończyć walkę. Zawsze powtarzam, że jeżeli wchodzisz do ringu, musisz się zamoczyć. Kliczko również może zostać zraniony. To będzie ciekawa walka - powiedział Lewis.
W listopadzie ubiegłego roku Joshua Clottey (36-4, 21 KO) powrócił na ring po kilkunastomiesięcznej przerwie. 34-letni "Grand Master" błyskawicznie rozprawił się z Calvinem Greenem i zapowiedział, że wkrótce ponownie zobaczymy go między linami.
Jak podaje witryna boxrec.com, 6 marca Clottey stoczy walkę w swojej ojczyźnie, gdzie nie walczył od ponad dekady. Rywalem byłego mistrza świata wagi półśredniej będzie Amerykanin Xavier Toliver (23-8, 15 KO). Pojedynek został zakontraktowany na dwanaście rund.
Zgodnie z zapowiedziami, Magomed Abdusalamow (13-0, 13 KO) kolejną walkę stoczy 17 marca w słynnej nowojorskiej Madison Square Garden. Zmienił się jednak rywal dla "Mago" – pierwotnie miał nim być Raphael Zumbano, ale promotor Sampson Lewkowicz postanowił zmienić Latynosa na niepokonanego Jasona Pettaway’a (11-0, 8 KO), który jest postacią anonimową.
W zeszły piątek słynący z potężnego uderzenia Rosjanin rozprawił się z Pedro Rodriguezem (8-1, 6 KO). Obrośnięty w fałdy tłuszczu Kubańczyk sprawił faworytowi sporo problemów w pierwszym starciu, ale w drugiej rundzie nie wytrzymał ataku i sędzia przerwał pojedynek.
Główną walką wieczoru w MSG będzie potyczka Sergio Martineza z Matthew Macklinem o pas WBC Diamond w kategorii średniej.
Podczas sobotniej gali we Frankfurcie nad Menem Yoan Pablo Hernandez (26-1, 13 KO) zamknął usta tym, którzy twierdzili, że jest słabszym bokserem od Steve'a Cunninghama (24-4, 12 KO), a październikowe zwycięstwo w Neubrandenburgu było wyłącznie dziełem przypadku. Po dwunastu rundach 27-letni Kubańczyk pewnie wygrał na punkty i obronił tytuł mistrza świata federacji IBF w wadze junior ciężkiej.
Po walce odwiedziliśmy z kamerą szatnię Hernandeza. Gratulacje pięściarzowi złożyli między innymi jego promotorzy Wilfried i Kalle Sauerland, a także członkowie zespołu Mateusza Masternaka (25-0, 19 KO), który w sobotę dzielił szatnię z Kubańczykiem. Zarejestrowanym materiałem chcemy się teraz podzielić z Wami. Miłego ogladania!
Dwukrotny mistrz świata wagi super średniej i finalista turnieju Super Six, Carl Froch (28-2, 20 KO), swoją kolejną walkę koniecznie chce stoczyć przed własną publicznością w Nottingham i wiele wskazuje na to, że dopnie swego. Co więcej, "Kobra" będzie miał przed sobą proste zadanie - 5 maja w eliminatorze IBF zmierzy się z meksykańskim weteranem Librado Andrade (30-4, 23 KO).
- To zawodnik klasy światowej, właśnie takiego szukamy. Oszukano go w pierwszej walce z Bute. Gong w żadnej sytuacji nie ratuje zawodnika, a Bute nie mógł dalej walczyć. W rewanżu Andrade miał pecha. Został ustrzelony, a to może zdarzyć się każdemu - powiedział Froch.
- Prawdopodobnie spotkamy się w eliminatorze IBF. Jeśli pokonam go w dobrym stylu, znów zrobię wrażenie na wszystkich i wrócę do gry o wielką stawkę. Kiedy rozprawię się z Andrade, Bute nie będzie miał dokąd uciekać - kończy w swoim stylu "Kobra", choć nie dalej niż miesiąc temu to właśnie on odrzucił propozycję pojedynku z uważanym na numer dwa tej kategorii "Le Tombeur".
Wbrew temu, co mówi o swoim potencjalnym rywalu Brytyjczyk, trzykrotny pretendent do tytułów mistrza świata wydaje się być skończony. W marcu 2007 roku Andrade został wypunktowany do zera przez Mikkela Kesslera, ale po tamtej walce odniósł trzy ważne zwycięstwa przed czasem (m.in. nad Yusafem Mackiem i Robertem Stieglitzem). W pierwszym pojedynku z Bute wyraźnie przegrywał, ale w ostatniej rundzie udało mu się w końcu trafić wykończonego Rumuna. Długie liczenie pozwoliło mistrzowi dotrwać do końca, ale pozostał niesmak.
Andrade wygrał kolejny eliminator, ale w rewanżu z Bute nie miał już do powiedzenia i został znokautowany w czwartej odsłonie. Później pokonał wprawdzie wypalonego Erica Lucasa, ale później przegrał na punkty z zaledwie solidnym Aaronem Pryorem Juniorem. W ostatniej walce Meksykanin znokautował przeciętnego Matta O'Briena, ale chyba nikt nie wierzy, że stać go na zdobycie tytułu którejkolwiek federacji.
Po drugim zwycięstwie nad Stevem Cunninghamem (24-4, 12 KO), mistrz świata IBF wagi cruiser Yoan Pablo Hernandez (26-1, 13 KO) korzysta z rosnącej popularności. Wziął udział m.in. w mocnej sesji zdjęciowej, której efekty możecie ocenić poniżej. Jak widać tytuł ''Mr.Sexy'' ma nowego posiadacza. Czekamy teraz na odpowiedź Sergio Martineza.

Obozy mistrza świata federacji WBO w wadze półśredniej - Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO) i niepokonanego championa niższej kategorii - Tima Bradleya (28-0, 12 KO) wczoraj doszły do porozumienia. Pojedynek filipińskiego gwiazdora z "Pustynną Burzą" odbędzie się 9 czerwca w Las Vegas. My z tej okazji prezentujemy najnowszy filmik opublikowany na prywatnym kanale naszego redakcyjnego kolegi, ukazujący sylwetkę "Pacmana".
Sędzia Ruben Garcia z Teksasu znalazł się w ogniu krytyki po skandalicznej punktacji, jaką przedstawił po walce Donaire-Vazquez Jr. Według Garcii Portorykańczyk wygrał walkę 115-112. Dwaj pozostali sędziowie widzieli wygraną Filipińczyka - dwa razy 117-110. Również komentatorzy telewizyjni i widzowie na całym świecie byli absolutnie przekonani o wyższości ''Flasha''.
Menadżer Donaire'a, Cameron Dunkin stwierdził, że punktacja Garcii zraniła godność boksu. Według Dunkina, federacja WBO, która wyznaczyła sędziów, powinna zawiesić Garcię na co najmniej rok i pozwolić mu na sędziowanie tylko krótkich, mniej znaczących walk po powrocie.
Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata WBC w wadze junior półśredniej, Pablo Cesar Cano (22-1, 17 KO) powróci na ring 18 lutego na gali w Cancun. Rywalem 22-letniego Meksykanina (na zdjęciu z Erikiem Moralesem) będzie Francisco Contreras (16-1, 13 KO), który również przegrał przed czasem swoją ostatnią walkę.
27-letni pięściarz z Dominikany w październikowej batalii z Sharifem Bogere został ciężko znokautowany w trzeciej rundzie, jednak powtórki wykazały, że cios "Lwa" z Ugandy powinien w rzeczywistości zostać uznany za faul.
Swego czasu Jameel McCline (40-11-3, 24 KO) zaliczał się do absolutnej czołówki wagi ciężkiej, za co został wynagrodzony aż czterema szansami zdobycia tytułu wszechwag. Zadnej z nich jednak nie wykorzystał, zaś po porażce z Chrisem Arreolą nawet przerwał na jakiś czas karierę.
Powrócił w grudniu wygraną nad Dennisem McKinneyem, ale teraz jego "marsz na szczyt" przerwał dość niespodziewanie szanowany journeyman, Harold Sconiers (18-23-2, 11 KO). Co prawda ten pięściarz z Florydy pokonał wcześniej Raya Austina czy Andre Purlette, ale w potyczce z McCline'em mało kto na niego stawiał. Tymczasem Jameel okazał się ospały, mało aktywny, a polując tylko na nokautujące uderzenie ułatwił tylko sprawę doświadczonemu Sconiersowi (na zdjęciu). Po gongu kończącym ósmą rundę jeden z sędziów widział remis 76:76, zaś dwóch pozostałych punktowało 77:75 na korzyść Harolda. Tak więc marzenia McCline'a o powrocie do czołówki zostały chyba raz na zawsze brutalnie rozwiane...
Trener Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO), Freddie Roach obawia się fauli w wykonaniu Tima Bradleya (28-0, 12 KO), z którym Filipińczyk zmierzy się 9 czerwca w MGM Grand w Las Vegas. ''Desert Storm'' znany jest z ataków na granicy przepisów, m.in. lubi nacierać głową. Roach jest jednak przekonany o wyższości ''Pacmana'' i przewiduje zwycięstwo Manny'ego przed czasem.
- Bradley jest zawodnikiem stosującym brudne chwyty. Używa łokci i głowy. Manny ma z tym pewien problem, ponieważ nie zwykł odpowiadać faulem na faul. Mówię Manny'emu, by na cios poniżej pasa odpowiedział tym samym, ale on tego nie zrobi. Siła i szybkość Manny'ego będą jednak dla Bradleya zbyt dużą przeszkodą do pokonania. To będzie emocjonująca walka, choć może długo nie potrwać - powiedział Roach.
Efektownie walczący Michael Katsidis (28-5, 23 KO) wraca na ring. Wojownik z Australii 13 kwietnia w Las Vegas zmierzy się z Albertem Mensahem (24-3-1, 10 KO), który nigdy wcześniej nie przegrał przed czasem. Dla boksera rodem z Ghany będzie to dopiero drugi występ na terenie Stanów Zjednoczonych.
"The Great" ostatni pojedynek stoczył w listopadzie ubiegłego roku – na gali w Londynie przegrał na dystansie 12 rund z Rickym Burnsem. Wcześniej bezskutecznie pojedynkował się z Robertem Guerrero czy Juanem Manuelem Marquezem. Na swoim koncie ma dwa tytułu WBO Interim w kategorii lekkiej.
9 czerwca w Las Vegas czeka nas walka mistrza świata WBO wagi półśredniej, lidera rankingu P4P magazynu ''The Ring'' Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO) z niebezpiecznym i głodnym chwały Timothym Bradleyem (28-0, 12 KO). Będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń sportowych 2012 roku. Zmierzą się pięściarze najwyższej klasy. Tego właśnie od boksu oczekujemy.
Po sobotniej walce o tytuł mistrza świata WBC w wadze średniej pokonany Marco Antonio Rubio (53-6-1, 46 KO) próbował odwrócić uwagę od swojej postawy, oskarżając zwycięskiego Julio Cesara Chaveza Jr (45-0-1, 31 KO) o stosowanie niedozwolonych środków, które pomogły mu zrzucić wagę, a następnie przybrać 10 kilogramów w ciągu doby.
Obóz "El Veneno" wyciągnął na światło dzienne fakt, że mistrz nie przeszedł po walce testów antydopingowych, lecz okazuje się, że członkowie Teksańskiej Komisji Sportowej zaspali i nie przebadali żadnego z zawodników.
- Myślę, że próbują w ten sposób zdyskredytować mnie i moje zwycięstwo. Możecie mnie badać w każdej chwili. Jestem stuprocentowo czysty. Nie tylko ja nie zostałem przebadany, to samo tyczy się Rubio. Mógłbym zarzucać mu to samo. Wina nie leży po stronie żadnego z zawodników - odpowiada Chavez.
- Wygrałem wyraźnie, nie ma o czym mówić. Komisja nie przebadała po walce żadnego z bohaterów widowiska, nie chodzi tylko o mnie, jak sugerują niektóre źródła. Przed niczym nie uciekałem, wygrałem uczciwie - kończy poirytowany podejrzeniami młody meksykański mistrz.
Dobrze znany w Polsce Jan Zaveck (31-2, 18 KO) zamierza wrócić na ring. Ulubieniec i idol słoweńskiej publiczności trenuje w rodzinnym mieście Ptuj. W zeszłym tygodniu na salę treningową przybył również trener Dirk Dzemski, by rozpocząć wraz ze swoim podopiecznym specjalistyczne przygotowania.
Były czempion IBF w ostatnim pojedynku przegrał przed czasem z Andre Berto przez kontuzję prawego oka.
- Mam nadzieję, że pojawię się w ringu w przeciągu 6-8 tygodni. Rozpocznę misję, której celem jest zdobycie po raz kolejny tytułu mistrza świata. Jestem w dobrej formie, w przyszłym tygodniu wyjeżdżam do Magdeburga i rozpocznę sparingi – powiedział 35-latek.
Przedstawiamy zdjęcia z treningu Zabrzańskiej Sekcji Bokserskiej. Zajęcia bokserskie odbywają się w MOSiR w Zabrzu. Wszystkich chętnych którzy chcieliby zacząć swoja przygodę z boksem zapraszamy do Klubu Walka Zabrze.
Mistrz świata WBC wagi ciężkiej, Witalij Kliczko (43-2, 40 KO) przyznał, że w 2004 roku jego relacje z bratem Władimirem (56-3, 49 KO) - obecnym mistrzem IBF, WBO i WBA - były bardzo napięte. Przyczyną była porażka Władimira z Lamonem Brewsterem, po której Witalij doradzał bratu zakończenie kariery.
- Po porażce z Lamonem Brewsterem chciałem, by mój brat zakończył karierę. Ryzyko było zbyt duże. Ciężkie nokauty i zabieranie własnego brata do szpitala - to nie są żarty. Mieliśmy prawdziwy konflikt. Władimir utrzymywał, że w walce z Brewsterem został pokonany przez samego siebie. Nasz konflikt trwał. W końcu nauczyłem się jednak trzymać język za zębami. Teraz wyrażam moją opinię po obejrzeniu Władimira podczas sparingu - przekazuję ją Emanuelowi Stewardowi. Orkiestra może mieć tylko jednego dyrygenta - powiedział starszy z braci.
Michał Chudecki, jeden z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy amatorskich przebywa obecnie w North Bergen (New Jersey), gdzie szlifuje swoją formę przed nadchodzącymi mistrzostwami Polski i eliminacjami do igrzysk olimpijskich w Londynie. Trenerzy pracujący w Global Boxing Gym podkreślają, że Polak przywiózł ze sobą bogaty warsztat bokserski, tym samym doceniając polską szkołę boksu i dotychczasowych szkoleniowców pięściarza. Zapraszamy do obejrzenia wywiadu, w którym zawodnik opowiedział nam o pierwszych wrażeniach z pobytu na amerykańskiej ziemi.
Mistrz świata WBC w kategorii ciężkiej, Witalij Kliczko (43-2, 40 KO) nie rozumie krytyki związanej z wyborem na kolejnego przeciwnika Derecka Chisory (15-2, 9 KO).Ukrainiec twierdz, że "Del Boy" jest najgroźniejszym wyborem z możliwych. Brytyjczyk w ostatnim starciu mierzył się z olbrzymim Robertem Heleniusem i był lepszy od gospodarza, ale sędziowie punktowi opowiedzieli się za "Koszmarem".
- Do tej pory wszystko przebiega zgodnie z planem. Nie mogę się doczekać walki w Monachium. Chisora jest wymagającym przeciwnikiem i dlatego codziennie trenuję tak ciężko. Nie dam mu żadnych szans, 18 lutego zejdę z ringu jako zwycięzca. Dereck jest młody, głodny sukcesu i agresywny. W ostatniej walce pokonał Roberta Heleniusa, ale sędziowie wskazali na Fina. Każdy wie, że Dereck był lepszy. Chisora jest w tej chwili najlepszym wyborem. Zapowiada się interesująca potyczka – komentuje 40-letni czempion.
Mistrz WBA Super w wadze koguciej, Anselmo Moreno (32-1-1, 11 KO), rozpoczął przygotowania do kolejnej walki. W ostatnim występie "Chemito" udzielił lekcji boksu Vicowi Darchinyanowi i po raz dziewiąty obronił swój tytuł. Swój kolejny pojedynek 26-letni panamski champion najprawdopodobniej stoczy 21 kwietnia w Meksyku.
Nie potwierdzono jeszcze tej informacji, ale najpoważniejszym kandydatem do walki z Moreno jest dawny trzykrotny mistrz świata - Cristian Mijares (44-6-2, 20 KO). Na tej samej gali kibice zobaczą także Abnera Maresa, który zapewne zmierzy się z Erikiem Morelem.
Władimir Hriunow, menedżer tymczasowego mistrza świata federacji WBA w wadze junior ciężkiej Denisa Lebiediewa (23-1, 17 KO) odpowiedział na zarzuty pełnoprawnego mistrza tej organizacji Guillermo Jonesa (38-3-2, 30 KO). Panamczyk oskarżył obóz rosyjskiego boksera o unikanie konfrontacji i złożył specjalny wniosek do WBA.
- Nie dostaliśmy od obozu Jonesa żadnego kontraktu. Lebiediew chce tej walki i jest na nią gotowy. Proszę przekazać Jonesowi, że bilet lotniczy już na niego czeka, a do Moskwy może przylecieć kiedy zechce. Prowadzę obecnie negocjacje z Donem Kingiem (promotorem 39-letniego Panamczyka - przyp. red.), ale umowy do podpisania jeszcze nam nie przekazano - tłumaczy Hriunow.
Tytuł tymczasowego czempiona WBA 32-letni Lebiediew zdobył w listopadzie ubiegłego roku, pokonując na punkty w Moskwie Jamesa Toneya. Posiadając to trofeum, stał się obowiązkowym pretendentem do potyczki z Jonesem, który choć na tronie mistrzowskim zasiada już od 2008 roku, to zdążył w tym czasie stoczyć zaledwie dwie walki.
Jeszcze niedawno dywizja junior półśrednia była najciekawszą w zawodowym boksie, jednak najważniejsi gracze przenieśli się (lub w najbliższym czasie zamierzają to zrobić) do limitu 147 funtów, gdzie pieniądze są nieporównywalnie większe, a popularność i dobra passa mogą zaowocować propozycją walki od samego "Pacmana" lub "Money" Mayweathera.
W półśredniej z powodzeniem rywalizuje już Victor Ortiz, Timothy Bradley za kilka miesięcy wyjdzie do ringu z Mannym Pacquiao, a Amir Khan dawno temu wyznał, że w 2012 roku będzie zmieniał kategorię. Kolejnymi dwoma zawodnikami, którzy chcą sprawdzić się w limicie 147 funtów są były zunifikowany champion niższej dywizji - Devon Alexander (22-1, 13 KO) oraz argentyński mistrz federacji WBA - Marcos Rene Maidana (31-2, 28 KO).
Ich pojedynek odbędzie się 25 lutego w Saint Louis (Missouri) - rodzinnym mieście Devona. Argentyńczyk jest bardzo zmotywowany przed tą potyczką i ciężko trenuje w Portoryko. "Chino" wyznał wręcz, że może to być najtrudniejsza walka w jego karierze ze względu na nową wagę, a także szybkość i umiejętności przeciwnika.
- Wydaje się, że to będzie mój najtrudniejszy pojedynek, ale wyjdę do ringu z nastawieniem "wszystko albo nic". Lubię wojny, zawsze chcę zmusić rywala do bójki. W wadze półśredniej czuję się silniejszy, nie straciłem żadnego z atutów. Sparing partnerzy mówią mi, że czują moją siłę. Zamierzam zepchnąć go do obrony, dopaść w narożniku i nie wypuszczać. Cały czas będę wywierał presję. To najtrudniejsza walka, bo Devon jest mańkutem, a poza tym jest ode mnie szybszy i lepszy technicznie - powiedział Maidana.
Argentyńczyk dodaje również, że nie zamierza powtarzać błędu swego rodaka - Lucasa Martina Matthysse, który pozwolił zranionemu Alexandrowi dotrwać do ostatniego gongu, będąc przekonanym, że zwycięży na punkty na jego terenie. - Nie będę walczył jak Lucas Matthysse. Pójdę na całość. Jadę na jego teren, więc muszę go znokautować.