Alonzo Butler (28-2-1, 21 KO) na łamach portalu FightHype wyzywa na pojedynek Chrisa Arreolę (34-2, 29 KO). 32-letni Amerykanin chce wejść z przytupem w nowy rok, dlatego chętnie sprawdzi ringowy potencjał byłego pretendenta do mistrzostwa świata.
Od czasu porażki z Tomaszem Adamkiem "Koszmar" wygrał sześć walk z rzędu, ale klasa rywali nie była najwyższa. Do czołówki wagi ciężkiej nie zalicza się również Butler, który w maju 2011 roku przegrał na punkty z Travisem Walkerem.
- Z przyjemnością zmierzę się z Arreolą, ale nie chce wybierać się do Meksyku. Ostatnio walczyłem z Travisem Walkerem na jego terenie i drugi raz nie popełnię tego błędu. Jeśli trafiłbym Arreolę w szczękę, to z pewnością wykończyłbym go. Tego właśnie chcę. Czekam na spóźniony prezent gwiazdkowy w postaci walki z Chrisem. Dalibyśmy fanom emocje. Żaden z nas nigdy się nie cofa – podpuszcza "Wielki Zo".
Posiadacz pasa mistrzowskiego WBC w kategorii junior średniej Saul Alvarez (39-0-1, 29 KO) wróci na ring na przełomie kwietnia i maja. Meksykanin chciał skonfrontować swoje umiejętności z Floydem Mayweatherem (42-0, 26 KO), ale Amerykanin został skazany na 90 dni więzienia. 21-latek liczy tylko na wielkie walki i poluje na kogoś z dwójki Miguel Cotto (37-2, 30 KO), James Kirkland (30-1, 27 KO).
Wymienieni przeciwnicy gwarantują wielkie emocje. Cotto i Kirkland są na fali wznoszącej. Portorykańczyk w grudniu wyrównał porachunki z Antonio Margarito, zaś Amerykanin po niezapomnianej wojnie uporał się z Alfredo Angulo w Meksyku. Kirkland 24 marca powinien bić się z Carlosem Moliną (19-4-2, 6 KO) w eliminatorze WBC, więc najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem pozostaje kandydatura "Junito".
- Następną walkę stoczę 21 kwietnia lub w pierwszy weekend maja. Wciąż nie znam nazwiska przeciwnika. Czekają nas rozmowy z Golden Boy Promotions. Do treningów wracam w tym tygodniu bądź następnym. Powiedziałem moim trenerom, że chcę zmierzyć się z Floydem Mayweatherem Juniorem, ale on będzie odsiadywał wyrok. Na moim celowniku pozostają Miguel Angel Cotto i James Kirkland. Potrzebuję zrobić kolejny krok w drodze na szczyt - powiedział "Cynamonowy".
Były mistrz Europy wagi ciężkiej, Aleksander Dimitrenko (32-1, 21 KO) nie jest zadowolony ze współpracy z nowym szefem grupy Universum, Waldemarem Kliuchem. Bokser być może już wkrótce rozstanie się z przeżywającą kryzys stajnią.
- Po powrocie z konwencji WBC zapytałem Kliucha, dlaczego jego tam nie było. Powiedział, że musiał się zająć inną, należącą do niego firmą. Jego odpowiedź mnie rozwścieczyła. Pokazała, że temu człowiekowi obcy jest profesjonalizm i boks zawodowy - powiedział Dimitrenko., który niedawno przeszedł operację łokcia.
- W przyszłym miesiącu wygasa mój kontrakt z Universum. Jeżeli nic się nie zmieni, będę otwarty na zmiany. Powiem ci coś - w życiu trzeba walczyć nie tylko w ringu, ale także poza nim - dodał ''Sasza''.
Bernard Hopkins (52-5-2, 32 KO) zdradził swój plan na najbliższy rok. Zbliżający się do 47. urodzin "Kat" chce zunifikować wszystkie mistrzowskie tytuły w kategorii półciężkiej.
- Chcę dokonać czegoś historycznego. Nie chodzi mi o obronę tytułu, nawet wielokrotną. Chcę zunifikować wszystkie mistrzowskie pasy w kategorii półciężkiej - oświadczył Hopkins.
- Zamierzam przebić Michaela Spinksa i Boba Fostera. Chcę toczyć tylko ważne walki, z których płynąć będą określone korzyści. Myślę, że na to zasługuję. Mój następny pojedynek ma być niezwykły, historyczny. Zwykłą walkę pewnie bym przegrał. To ma być coś takiego, żeby ludzie mówili: "On zmierzył się z każdym, kto uważał się za najlepszego". Mam przed sobą jeszcze jeden, być może dwa występy. Potem odejdę. Chcę dokonać wszystkiego co w mojej mocy, by niczego potem nie żałować - kończy legenda boksu.
Z dniem 31 grudnia 2011 roku wygasł kontrakt Miguela Angela Cotto (37-2, 30 KO) z promującą go od początku kariery grupą Top Rank. Pomimo tego nie należy się spodziewać, by portorykański gwiazdor związał się z konkurencyjną Golden Boy Promotions, czy którąkolwiek z mniejszych grup.
Prawdopodobnie "Junito" dalej będzie współpracował z Top Rank, podpisując jednorazowe umowy przy każdej walce. Dla pięściarza oznacza to większą kontrolę nad karierą, a więc należy się spodziewać, że od teraz Cotto będzie toczył tylko wielkie walki transmitowane w systemie PPV. Miguel zapewnia, że możliwe są potyczki z Pacquiao, Mayweatherem, Chavezem i Alvarezem, a każda z nich jest murowanym hitem.
25 lutego w Stuttgarcie czeka nas walka Huck-Powietkin. Zwycięstwo nad Rosjaninem prawdopodobnie dałoby Niemcowi szansę walki z którymś z braci Kliczko. Pewny siebie (przynajmniej w wywiadach) Huck (34-1, 25 KO) po raz kolejny wypowiedział się na temat Ukraińców...
- Przeciwnicy braci już na początku walki są przestraszeni. Przegrywają zanim pojedynek się zacznie. Jestem odważny, nie jestem jednym z wielu rywali Ukraińców. Ze mną nie będzie im łatwo. Chcę powiedzieć jedną rzecz - podziwiam Kliczków. Wszyscy w Niemczech - od sprzedawcy butów do pianisty - ich znają. Władimir jest lepszym bokserem od Witalija, ale w głębi serca jest tchórzem. Witalij jest za to prawdziwym gigantem w każdym znaczeniu tego słowa. Tyson natomiast nie był wysoki, ale powalał wszystkie drzewa - zaskakująco zakończył swoją tyradę Niemiec.
Jak twierdzi Martin Murray (23-0-1, 10 KO), promotor Lou DiBella musi mu zaoferować więcej pieniędzy, jeżeli chce, by Anglik zmierzył się z Andym Lee (27-1, 19 KO) 17 marca w nowojorskiej Madison Square Garden. Pojedynkiem wieczoru tej ''irlandzkiej'' gali jest starcie Martinez-Macklin.
- Jestem otwarty na walkę z Andym Lee 17 marca, ale znam swoją wartość. Oferta DiBelli nie jest w porządku i odrzuciliśmy ją. Wiem, że Andy jest zawodnikiem klasy światowej, trenowanym przez światowej klasy trenera. Nasza walka byłaby wspaniała. Andy jest również dobrym chłopakiem. Życzył mi na Twitterze szczęścia w walce ze Sturmem. Walka z Andym w MSG byłaby doskonałą okazją, by zostać zauważonym w Ameryce - powiedział Murray.
Dla przeciętnego kibica sportowego, władający wagą ciężką ukraińscy bracia Witalij (43-2, 40 KO) i Władimir (56-3, 49 KO) Kliczko, na pierwszy rzut oka nie różnią się prawie niczym. Obydwaj noszą to samo trudne do wymówienia dla zagranicznych dziennikarzy nazwisko, są przystojni, kulturalni, wykształceni, mają niemal identyczną budowę ciała, a w ringu prezentują podobną technikę i styl.
Wielu zarzuca im, że są nudnymi klonami ze wschodniej Europy, a zdobycie najważniejszych pasów mistrzowskich i długie panowanie w najcięższej kategorii zawdzięczają tylko i wyłącznie brakowi klasowych rywali oraz kryzysowi, który dopadł boks zawodowy. Czy tak właśnie jest? Otóż niezupełnie. Zarówno jeden jak i drugi, aby osiągnąć sukces potrzebowali czegoś jeszcze, pewnych dwóch drobnych rzeczy, o których notorycznie i celowo zapominają ich liczni krytycy. To talent i upór. Przyjrzyjmy się więc tym dwóm mistrzom uważniej, a szybko odkryjemy, że są to zupełnie różni ludzie i pięściarze. Jak ogień i woda.
Budowa ciała.
Zacznijmy od budowy ciała. Oczywiście starszy 40-letni już Witalij jest większy i mierzy 202 centymetry, podczas gdy młodszy o 5 lat Władimir wyrósł ‘tylko’ do 198. Co ciekawe to ten niższy ma większy zasięg ramion, bo aż 206 centymetrów, przy 203 Witalija. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego, przypomnijmy bowiem, że na przykład taki Sonny Liston (50-4, 39 KO) mierzył zaledwie (jak na wagę ciężką) 184 centymetry wzrostu, ale za to jego zasięg ramion to aż 213 centymetrów.
Wystarczy jednak odrzucić wszystkie liczby i po prostu spojrzeć na nich, aby szybko dostrzec ogromną różnicę w samej budowie. Władimir ma grubszy szkielet, większe i lepiej podkreślone mięśnie. Za każdym razem w porównaniu do swoich rywali prezentuje się rewelacyjnie i bez wątpienia jest silniejszy od swojego brata.
W rozmowie z niemieckim gazetą Spiegel Mike Tyson (50-6, 44 KO) kategorycznie zaprzeczył, że w najbliższym czasie jakiś promotor skusi go na dobrze płatny pojedynek. Jedna z najpopularniejszych twarzy w historii boksu i najmłodszy mistrz świata w wadze ciężkiej w ciągu 20 lat zawodowej kariery zarobił 400 milionów dolarów. Dziś ma 27 milionów... długów.
- Nie dam już więcej rady straszyć innych. Straciłem na to ochotę. Kiedyś nie można było zastać mnie w domu, obecnie jest odwrotnie. Nuda to dla mnie bezpieczeństwa. Zachowuję się ekstremalnie, rozróżniam tylko czarne i białe. Dziś nie piję alkoholu, nie palę, nie biorę narkotyków, nie spożywam produktów pochodzenia zwierzęcego - mleka, mięsa, jajek. Jem rodzynki, pomidorówkę, piję herbatę z rumianku. Ważę dziś 100 kilo, dwa lata temu 160. To było obrzydliwe - wspomina 45-letni Amerykanin.
- Nie było i nie będzie boksera, który łykał więcej tabletek niż ja. Byłem zwariowanym młodzieńcem, buntownikiem. Boks i moje ego sprawiały, że głupiałem. Byłem młody, wszystko działo się zbyt szybko i nie miałem szans na życiowy rozwój. Byłem zasrańcem, wariatem, głupcem, psychopatą. W pierwszej połowie życia niszczyłem sam siebie. Nigdy nie sądziłem, że dożyję trzydziestki. Cieszę się, że jeszcze żyję - mówi Tyson.
"Bestia" nie solidaryzuje się ze swoimi, wciąż aktywnymi pięściarsko, kolegami po fachu, którzy prześcigają się w obrażaniu i udowadnianiu swojej wyższości nad braćmi Witalijem i Władimirem Kliczko, niepodzielnie panującymi w najcięższej kategorii.
Kilkanaście dni temu, podczas IV Praskiej Gali Boksu w Warszawie spotkaliśmy Pawła Kakietka, byłego pięściarza stołecznej Gwardii, sześciokrotnego mistrza Polski w wadze lekkośredniej (1996-1997) oraz średniej (1999-2002), olimpijczyka z Sydney oraz uczestnika mistrzostw świata w Belfaście (2001). Podczas igrzysk w 2000 roku zmierzył się z późniejszym zawodowym mistrzem świata Jeffem Lacym (25-4, 17 KO). Nasza rozmowa dotyczyła między innymi tamtego pojedynku, ale i całej kariery amatorskiej byłego reprezentanta Polski.
Jeden z najlepszych bokserów amatorskich w historii, dwukrotny złoty medalista olimpijski Guillermo Rigondeaux (8-0, 6 KO) uważa, że mistrz świata WBA wagi super koguciej, Rico Ramos (20-0, 11 KO) zostanie 20 stycznia w Las Vegas brutalnie zaskoczony. Pojedynek Rigondeaux-Ramos ma duży potencjał i może być przełomem w zawodowej karierze ''El Chacala''.
- Wiecie, dlaczego moja twarz jest nietknięta? Zdradzę wam mój sekret - jestem jak Harry Houdini, pojawiam się i znikam. Znam wszystkie sztuczki. Ramosa czeka brutalna niespodzianka. W walce dwóch zawodników bazujących na kontrach nigdy nie przegram. Czuję się bardzo dobrze, gdyż jestem doskonale przygotowany - rzekł Kubańczyk.
Mistrz świata WBO wagi piórkowej, Orlando Salido (37-11-2, 25 KO) jest pewien, że długo oczekiwana druga walka Meksykanina z Juanem Manuelem Lopezem (31-1, 28 KO) odbędzie się 10 marca w Portoryko.
Przypomnijmy, że pierwsza walka obu pięściarzy zakończyła się sensacyjnym zwycięstwem Salido, który w kwietniu zeszłego roku pokonał Lopeza przez techniczny nokaut w ósmej rundzie. Po tym pojedynku Meksykanin bronił pasa dwukrotnie.
W swojej ostatniej walce ''Siri'' dwukrotnie lądował na deskach, ale w końcu zdołał przełamać Wenga Hayę (14-4, 8 KO). Pojedynek ten odbył się 17 grudnia. Filipińczyk został pokonany przez techniczny nokaut w ósmej rundzie, podobnie jak Lopez. Portorykańczyk od czasu pierwszej porażki stoczył jedną walkę. Pokonał pierwszego października Mike'a Olivera (25-3, 8 KO) na gali w Bayamon.
Reprezentujący interesy Chada Dawsona (30-1, 17 KO) Gary Shaw przyznał, że szczególnie zależy mu na doprowadzeniu do rewanżu pomiędzy "Złym" i Bernardem Hopkinsem (52-5-2, 32 KO). Pierwsza walka nie odpowiedziała właściwie na żadne pytania, a pozostawiła tylko wielki niesmak i niedosyt. Ostatecznie federacja WBC nie zaakceptowała kontrowersyjnego zwycięstwa młodszego o 17 lat Amerykanina.
Znany promotor wspomniał również nazwiska dwóch innych czołowych bokserów kategorii półciężkiej – Tavorisa Clouda (23-0, 19 KO) i Jeana Pascala (26-2-1, 16 KO). Prawdopodobnie w tym kręgu będą toczyły się najbliższe negocjacje.
- W tej chwili myślę tylko o zorganizowaniu rewanżu z Hopkinsem. Rzecz jasna Chad Dawson nie boi się żadnego rywala, więc równie dobrze możemy zawalczyć z Tavorisem Cloudem, Jeanem Pascalem czy kimkolwiek innym – powiedział w rozmowie z RingTV Shaw.
Amerykanin Tommy Karpency (21-2-1, 14 KO) będzie rywalem mistrza świata WBO wagi półciężkiej, Nathana Cleverly'ego (23-0, 11 KO) 25 lutego w Cardiff. Będzie to pierwszy od ponad czterech lat występ Walijczyka w jego rodzinnym kraju.
- To moja pierwsza od wielu lat walka w Walii i mam zamiar dać moim fanom dobre widowisko. Mój powrót wzbudza w wielkie zainteresowanie i zostanę fantastycznie przyjęty. Trenowałem w okresie świątecznym i już teraz jestem w świetnej formie - powiedział Cleverly.
- Karpency wygląda na dobrego zawodnika, Karo Murat nie mógł go znokautować, a przecież stoczyłem z Muratem twardą walkę. Muszę pokonać Karpency'ego w dobrym stylu. Mam na ten rok wielkie plany, chcę walki unifikacyjnej - dodał Walijczyk.
Wydaje się, że zwakowanie przez Juana Manuela Marqueza (53-6-1, 39 KO) tytułów WBA Super oraz WBO w wadze lekkiej jest tylko kwestią czasu. Następną walkę "Dinamita" stoczy w limicie kategorii junior półśredniej lub półśredniej, a w jej stawce z pewnością znajdzie się inne prestiżowe trofeum.
Legendarny meksykański wojownik czeka teraz na decyzję obozu Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO). Od tego, czy Filipińczyk zdecyduje się na czwartą walkę, zależeć będzie również przyszłość Marqueza. Jeśli "Pacman" nie wybierze ani Juanmy, ani też Tima Bradleya (28-0, 12 KO), ci dwaj zapewne zmierzą się ze sobą. "Dinamita" nie ma nic przeciwko.
- Jeżeli nie dostanę Pacquiao, chcę Bradleya. Erik Morales jest kolejną niezłą opcją, ale Bradley jest wyżej notowany, więc wybieram jego. Timothy jest uważany za najlepszego w limicie 140 funtów, a jego styl jest dla mnie bardziej niewygodny od Pacquiao - wyznał Marquez.
Promotor Bob Arum oraz Michael Koncz wybiorą się w przyszłym tygodniu do Manili, gdzie wspólnie z Manny'm Pacquiao (54-3-2, 38 KO) wybiorą kolejne rywala dla Filipińczyka. Do walki dojdzie na przełomie kwietnia i maja. Arum na swojej liście ma cztery nazwiska, są to Timothy Bradley, Miguel Cotto, Juan Manuel Marquez oraz Lamont Peterson.
Promotor najprawdopodobniej będzie rekomendował "Pacmanowi" pojedynek z Marquezem bądź Cotto, gdyż oni dwaj zapewnią Filipińczykowi największą wypłatę w systemu pay-per-view. Pacquiao planuje jedynie dwie walki w 2012r. Ta druga ma się odbyć w listopadzie, może wtedy dojdzie do tak długo wyczekiwanego pojedynku z Floydem Mayweather Jr.
Zapraszamy na pokaz treningu mięśni brzucha w wykonaniu Przemysława Majewskiego (17-1, 11 KO), pięściarza boksującego w grupie Global Boxing Promotions Mariusza Kołodzieja. W zeszłym miesiącu "The Machine" zawitał do swojego rodzinnego Radomia po raz pierwszy od dziesięciu lat. Spotkaliśmy go na sali treningowej klubu Broń Radom.
Wczoraj informowaliśmy Was o odwołaniu ciekawie zapowiadającego się pojedynku Magomeda Abdusalamowa (12-0, 12 KO) z Travisem Walkerem (38-7-1, 30 KO). Informację potwierdził oficjalnie promotor Sampson Lewkowicz. Piekielnie silny Rosjanin wprawdzie wróci na ring 14 stycznia w Mandalay Bay (Las Vegas), ale zmierzy się z innym rywalem. Obecnie trwają poszukiwania ciekawego przeciwnika.
Założyciel grupy Sampson Boxing za pośrednictwem portalu boxingscene.com poinformował, że Walker w ostatniej chwili odmówił walki z "Mago".
Jeden z najbardziej perspektywicznych polskich zawodników młodego pokolenia, Maciej Sulęcki (8-0, 2 KO) ostatnią walkę stoczył na gali w Białymstoku pokonując jednogłośnie na punkty Francuza Fehti Bentafnę (11-5-4, 3 KO) na dystansie 6 rund i liczy, że rok 2012 przyniesie mu znacznie poważniejsze wyzwania. W rozmowie z BOKSER.ORG Maciek opowiedział nieco o zakończeniu współpracy telewizji Canal+ z grupą w której boksuje, ostatniej wypowiedzi promotora Andrzeja Wasilewskiego na temat grupy Andrzeja Gmitruka, chęci spotkania się w ringu z którymś z polskich zawodników i nie tylko. Zapraszamy do lektury!
Adam Jarecki: Maciek, ostatnio całe środowisko obiegła dość zaskakująca informacja o tym, że telewizja Canal+ zaprzestanie współpracy z grupą Andrzeja Gmitruka. Jak nastrój w grupie po tej dość smutnej dla Was wiadomości?
Maciej Sulęcki: Była to dla nas dość zaskakująca i zarazem smutna informacja, ponieważ wiadomo, że grupa trenera Andrzeja Gmitruka współpracowała z Canalem+ od bodajże 15 lat, a wiec jest to dodatkowe zaskoczenie. Jestem jednak pewien, że szybko znajdzie się stacja, która będzie chciała pokazywać nasze gale, ponieważ moim zdaniem poziom walk jest wysoki, pojedynki nie są jednostronne tak jak w niektórych polskich grupach.
- Aktualnie największy polski promotor, szef grupy 12 Round Promotion Andrzej Wasilewski wypowiadał się na temat zakończenia współpracy Canalu+ z Waszą grupą i twierdzi, że będzie to jej koniec. Zgadzasz się z nim, myślisz, że przy braku zainteresowania ze strony telewizji grupa może się rozpaść?
MS: Jeżeli chodzi o wypowiedz pana Wasilewskiego to radzę mu, aby interesował się swoją grupą i swoimi zawodnikami, bo chyba nadszedł moment, by konfrontować ich ze znacznie mocniejszymi przeciwnikami ze światowej czołówki, bo są już na to gotowi. Tacy zawodnicy jak Dawid Kostecki czy Damian Jonak mają umiejętności i doświadczenie i przede wszystkim chęci, by toczyć pojedynki na najwyższym poziomie, jednak ich promotor obawia się poważnych wyzwań dla zawodników, których stać na międzynarodowy sukces. Z tego co pamiętam pan Wasilewski obawiał się nawet wystawienia swoich zawodników do walki o mistrzostwo Unii Europejskiej. Szkoda, chłopacy z grupy 12RP tylko na tym tracą.
Jeden z najciekawszych brytyjskich bokserów, Kell Brook (26-0, 18 KO) kolejną walkę stoczy 17 marca w swoim rodzinnym mieście, Sheffield. Przeciwnika ''Special K'' poznamy w przyszłym tygodniu.
- Walka w Ameryce była wspaniałym doświadczeniem, ale teraz cieszę się, że będę walczył w pojedynku wieczoru podczas wielkiej gali w Sheffield. To będzie największa od lat impreza w moim mieście i jestem gotowy na grzmoty. W spektakularnym stylu pokonam trudnego przeciwnika - powiedział Brook.
- Kell był w Ameryce wielkim hitem - stoczył świetną walkę, zaczarował fanów i ekspertów. Wiele się także nauczył. Teraz nadszedł czas na rozpoczęcie nowego roku z hukiem. Jak najszybsze zorganizowanie dużej walki w Sheffield zawsze było naszym celem - dodał promotor Brytyjczyka, Eddie Hearn.
Jeden z najbardziej kompetentnych ekspertów bokserskich w kraju, Janusz Pindera, na łamach Rzeczpospolitej podsumował rok 2011 w zawodowym boksie. Dziennikarz i ekspert telewizyjny sklasyfikował najlepszych bokserów ubiegłego roku w każdej kategorii wagowej oraz opublikował własny ranking P4P (bez podziału na kategorie wagowe).
Za najbardziej emocjonującą walkę ubiegłych 12 miesięcy Pindera uznał pierwsze starcie Pawła Wolaka (29-2-1, 19 KO) z Delvinem Rodriguezem (26-5-3, 14 KO).
Najlepsi pięściarze 2011 roku
Waga ciężka: Witalij Kliczko (Ukraina)
Junior ciężka: Guillermo Jones (Panama)
Półciężka: Tavoris Cloud (USA)
Superśrednia: Andre Ward (USA)
Średnia: Sergio Martinez (Argentyna)
Junior średnia: Saul Alvarez (Meksyk)
Półśrednia: Floyd Mayweather jr (USA)
Junior półśrednia: Amir Khan (Wlk.Brytania)
Lekka: Juan Manuel Marquez (Meksyk)
Junior lekka: Takashi Uchiyama (Japonia)
Piórkowa: Miguel Angel Garcia (USA)
Junior piórkowa: Nonito Donaire (Filipiny)
Kogucia: Abner Mares (Meksyk)
Junior kogucia: Omar Andres Narvaez (Argentyna)
Musza: Pongsaklek Wonjongkam (Tajlandia)
Papierowa: Roman Gonzalez (Nikaragua)
Słomkowa: Nkoshinathi Joyi (RPA)
Niepokonany bokser wagi ciężkiej David Rodriguez (36-0, 34 KO) w zeszły piątek został zaatakowany nożem przez nieznanego sprawcę na terenie Arizony. 34-latek wraz z przyjacielem wpadli w tarapaty z samego rana. Twarz "Nino" została poważnie pokiereszowana, kolega został ranny w ramię.
Miejscowa policja ustala personalia napastnika, ofiary nie są w stanie rozpoznać bandyty. Rozcięcie twarzy Rodrigueza sięga od ucha do brody. Konieczne było założenie blisko 100 szwów.
Pochodzący z El Paso pięściarz kolejny pojedynek miał stoczyć 24 marca, ale niewiadomo czy nieprzyjemny incydent nie skoryguje planów zawodowych.