Carl Froch (28-2, 20 KO) wysoko ceni umiejętności swojego ostatniego pogromcy Andre Warda (25-0, 13 KO) i nie widzi w wadze super średniej nikogo, kto mógłby równać się z niepokonanym "S.O.G.". Brytyjczyk dodaje jednak, że styl walki Warda jest nieciekawy dla kibiców i właśnie dlatego promotorzy Mikkela Kesslera oraz Luciana Bute już skontaktowali się z "Kobrą".
- Nikt nie chce walczyć z Wardem, bo jest zbyt dobry technicznie. Jest albo poza twoim zasięgiem i nie możesz go trafić albo wchodzi tak blisko, że uniemożliwia ci zrobienie czegokolwiek. Wie, jak się bronić i należy to docenić - oświadczył Froch.
- Inna sprawa, że nie jest ekscytującym pięściarzem, więc z tego co mi wiadomo, nie robi wielkiego wrażenia na Amerykanach. Ward nie ma zbyt wieu kibiców, bo trudno zmusić się do obejrzenia jakiejkolwiek jego walki po raz drugi. Ja też mam z tym problem. Jest dosyć nudny, nie ma w nim nic ciekawego. W każdym razie jest efektywny. Jego styl sprawdził się również na mnie - dodaje "Kobra".
Wczoraj wieczorem w polskich mediach ukazała się informacja, że Sebastian Zbik (30-1, 10 KO) zrezygnował z pojedynku o należący do Grzegorza Proksy (26-0, 19 KO) tytuł mistrza Europy w wadze średniej. Ostatecznej decyzji niemiecki pięściarz wcale jednak nie podjął.
Wtorkowy przetarg na walkę Proksy ze Zbikiem (pięściarz grupy Universum Box-Promotion jest oficjalnym pretendentem federacji EBU) wygrała niemiecka grupa Sturm Box-Promotion. Firma należąca do superczempiona WBA Felixa Sturma za organizację pojedynku zaoferowała 176 tysięcy euro do podziału między obozami Polaka i Niemca.
Sturm to były pięściarz Universum, z którą oficjalnie rozstał się latem ubiegłego roku po procesie sądowym i założył właśną grupę promotorską. Decydując się na walkę z Proksą, 29-letni Zbik zarobiłby niezłe pieniądze - 70 tysięcy euro brutto, ale wystąpiłby na gali konkurenta reprezentowanej przez siebie stajni i swojego niedoszłego przeciwnika (Sturm też walczy w wadze średniej; Zbik narzekał, że mistrz WBA unika konfrontacji). Właśnie te czynniki zdaje się być największą przeszkodą w podpisaniu przez Niemca kontraktu na starcie z "Super G".
Jeśli Zbik nie zdecyduje się stanąć do walki z 27-letnim Proksą, to nasz zawodnik powalczy w dobrowolnej obronie z zawodnikiem znajdującym się w pierwszej "15" rankingu EBU. Pojedynek w dalszym ciągu będzie mogła zorganizować Sturm Box-Promotion, ale w grę wchodzi również kolejny występ na gali Sauerland Event. Mniej prawdopodobna wydaje się walka "Super G" w Wielkiej Brytanii, którą zorganizowałby jego promotor Barry Hearn.
19 lutego w Sydney dojdzie do ciekawego starcia dwóch czołowych australijskich pięściarzy. Ringowy weteran Sam Soliman (40-11, 17 KO) zmierzy się ze sprawcą jednej z największych sensacji ubiegłego roku - Garthem Woodem (10-2-1, 6 KO).
Obu pięściarzy łączy nazwisko Anthony'ego Mundine (43-4, 25 KO). Soliman mierzył się z nim trzykrotnie i za każdym razem przegrywał (w 2001 roku niejednogłośnie na punkty, w 2007 przez nokaut w dziewiątej odsłonie, a rok później znów na punkty - tym razem wyraźnie), natomiast Wood nieoczekiwanie znokautował "The Mana" w grudniu 2010, by kilka miesięcy później przegrać w rewanżu.
Soliman jest obecnie notowany na drugim miejscu w rankingu IBF, więc możliwe, że zwycięzca lutowej potyczki kilka miesięcy później dostanie szansę od mistrza świata - Daniela Geale'a (26-1, 15 KO).

30 grudnia na gali w Cabazon między liny powróci dawny król wagi średniej - Jermain Taylor (28-4-1, 17 KO). "Bad Intensions" nie był w ringu od ponad dwóch lat, a swoje ostatnie dwie walki przegrał przed czasem.
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Rywalem 33-letniego Taylora będzie młodszy o blisko dekadę Jessie Nicklow (22-2-3, 8 KO). Walka została zakontraktowana na 10 rund, a jej zdecydowanym faworytem jest dawny mistrz.
Wygrana Taylora - 1.02
Remis - 34.00
Wygrana Nicklowa - 11.00
Na nasz adres mailowy spływają świąteczne życzenia dla redakcji oraz czytelników Bokser.Org od przedstawicieli środowiska naszej ulubionej dyscypliny. W rozwinięciu tej wiadomości przedstawiamy Wam kilka pierwszych z przesłanych nam wirtualnych kartek. Pochodzą one od naszych pięściarzy Grzegorza Proksy i Przemysława Opalacha, promotora i trenera Dariusza Snarskiego, Polskiego Związku Bokserskiego, klubu Boks Poznań oraz Krzysztofa Kraśnickiego, wiceprezesa PZB do spraw boksu zawodowego.
Po wrześniowym zwycięstwie nad Tomaszem Adamkiem miałem problem ze znalezieniem godnego przeciwnika. Prowadzimy co prawda negocjacje z Haye'em, ale one mogą potrwać jeszcze długo. Dlatego postawiliśmy na Chisorę - mówi Witalij Kliczko (43-2, 40 KO), mistrz świata federacji WBC w wadze ciężkiej. 18 lutego w Monachium bokser z Ukrainy przystąpi do dobrowolnej obrony swojego pasa, krzyżując rękawice z Dereckiem Chisorą (15-2, 9 KO), niedoszłym mistrzem Europy.
40-letni Kliczko przyznaje, że jednym z decydujących czynników, które przyczyniły się do podpisania umowy z Brytyjczykiem, był jego występ w grudniowej walce z Robertem Heleniusem. W Helsinkach 27-letni Chisora zaprezentował się bardzo korzystnie, choć przegrał na punkty. Zdaniem większości obserwatorów należało mu się zwycięstwo.
- Po pierwsze uważam, że wygrał walkę z Heleniusem. Chisora miał przewagę i zasłużył przynajmniej na remis. Po drugie, Dereck najwyraźniej zdecydował się upodobnić do Haye'a i pod adresem Władimira, a teraz moim zdążył wypowiedzieć dużo nieprzyjemnych słów. A my z bratem takim szczekaczom mamy zwyczaj pokazywać, gdzie jest ich miejsce. Dereck jest bardzo ambitny i pewny siebie. Z jednej strony to nawet dobrze, ale z drugiej - słowa zawsze trzeba umieć potwierdzać czynem. Chisora z pewnością zechce udowodnić, że naprawdę był lepszy od Heleniusa. A czy może być ku temu lepsza okazja niż walka o tytuł mistrzowski WBC? - pyta Kliczko.
Mistrz świata przyznaje, że porównanie Chisory z Davidem Haye'em (25-2, 23 KO), z którym być może zmierzy się latem, wypada na korzyść drugiego z Brytyjczyków. Kliczko potrafi jednak znaleźć ringowe zalety swojego najbliższego przeciwnika.
- Dokładnie analizowałem poprzednie pojedynki Chisory i mogę powiedzieć, że świetnie radzi sobie w półdystansie. Nie należy go niedoceniać. Nie ma wątpliwości, że na tle Chisory lepiej wypada Haye, wygląda na dużo mocniejszego. Mam nadzieję, że i do jego skóry będę mógł się wkrótce dobrać - mówi ukraiński bokser.
Mistrz świata federacji WBO w kategorii średniej Dmitrij Pirog (19-0, 15 KO) jest zadowolony z tego, co wydarzyło się w jego karierze w kończącym się roku. Pasa mistrzowskiego bronił dwa razy. W marcu wygrał na punkty z Javierem Francisco Macielem, we wrześniu pokonał przed czasem Giennadija Martirosjana. Niedawno oficjalnym pretendentem do walki z Rosjaninem został Maksim Bursak (24-0-1, 10 KO).
- Sądzę, że podobnie jak w przypadku 2010 roku, obecny można ocenić jako udany. Nie bez znaczenia dla mnie był fakt, że dwa pojedynki, w których broniłem tytułu mistrza świata, odbyły się w Rosji. Biorąc pod uwagę komfort i wygodę, taki wariant jest dla mnie lepszy niż odbywanie walk w USA. Trzeba zauważyć, że wiodące role w światowym boksie zawodowym zaczynają odgrywać zawodnicy z byłych krajów Związku Radzieckiego. Oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBO jest Ukrainiec Maksim Bursak i walkę w obronie muszę stoczyć z nim. Mam jeszcze prawo stoczyć pojedynek w dobrowolnej obronie i niewykluczone, że z tego prawa skorzystam - mówi 31-letni Pirog.
Tytuł mistrzowski WBO rosyjski bokser zdobył w lipcu 2010 roku, kiedy to na ringu w Las Vegas dość niespodziewanie pokonał Daniela Jacobsa. Pirog wygrał przez techniczny nokaut w 5. rundzie.

W sobotę w hali Reduta odbyły się pierwsze od 25 lat derby Warszawy pomiędzy Legią i Gwardią. Mecz zakończył się remisem 3:3. Na hali pojawił się pięściarz zawodowy Norbert Dąbrowski, który boksu uczył się w Gwardii Warszawa.
Mistrz federacji WBA w wadze piórkowej, Celestino Caballero (35-4, 23 KO), przybył do Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie ostatniego dnia roku na gali w Jokohamie zmierzy się z mocno bijącym Satoshim Hosono (21-1, 15 KO). Dla panamskiego weterana będzie to pierwsza obrona zdobytego w październiku tytułu.
Pewny siebie "Pelenchin" tuż po przylocie wdał się w ożywioną dyskusję z japońskimi dziennikarzami i wyśmiał przydomek swojego przeciwnika, która nazywa się "Bazooką". 35-letni panamski champion zapowiedział, że zdemoluje Hosono, a wtórowali mu szkoleniowcy - Jeff Mayweather i Miguel Callist.
Dla Caballero nie będzie to pierwsza wyjazdowa walka o mistrzowski tytuł. W 2006 roku Celestino wybrał się do Tajlandii, gdzie znokautował w trzeciej rundzie championa WBA kategorii super koguciej - mającego wówczas jedną porażkę na koncie Somsaka Sithchatchawala (60-4-3, 44 KO), a później bronił swego tytułu w USA, Kanadzie, Meksyku, Wenezueli i oczywiście w Panamie. W lipcu bieżącego roku "Pelenchin" wystąpił w Argentynie i po dwunastu rundach przegrał w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach z lokalnym bohaterem - Jonathanem Victorem Barrosem. Federacja WBA nakazała rewanż, w którym ponownie lepszy był Caballero, lecz tym razem wygrał nie tylko w oczach kibiców, ale także na kartach punktowych i zdobył pas mistrza świata wagi piórkowej.

"Janusz Pindera zaprasza" to nowy, niesamowity magazyn w Orange Sport. Janusz Pindera, znany publicysta i jeden z najbardziej szanowanych dziennikarzy sportowych w Polsce, w swoim autorskim programie przedstawi najwybitniejszych pięściarzy w historii, opowie o ich najsłynniejszych pojedynkach, zdradzi najpilniej strzeżone sekrety gwiazd boksu i ujawni nigdy nieprezentowane kulisy ich życia oraz karier.
Mike Tyson, Rocky Marciano czy Sugar Ray Robinson - m.in. oni będą bohaterami tego bokserskiego serialu. Cykl rozpoczną - nie mogło być inaczej - dwa odcinki, poświęcone Muhammadowi Alemu, powszechnie uważanemu za najlepszego boksera w historii. Jak to sie stało, że Ali dostał w ogóle szansę boju o mistrzostwo świata? Kto i kiedy wszedł do szatni Muhammada, by zaproponować mu walkę o pas wagi ciężkiej? Dlaczego Alemu nie wolno było przez długi czas wychodzić na ring?
O tym wszystkim w programie "Janusz Pindera zaprasza". Premiera pierwszego odcinka już 24 grudnia o godz. 19.30. Plan najbliższych emisji programu w rozwinięciu wiadomości.
Jak dowiedziała się redakcja BOKSER.ORG, nasz najlepszy pięściarz zawodowy - Tomasz Adamek (44-2, 28 KO), rozpoczął rozmowy ze znanym za oceanem promotorem Lou DiBellą.
Jeśli obie strony dojdą do porozumienia, wówczas "Góral" powróci na ring już 17 marca podczas gali w Nowym Jorku w sławnej hali Madison Square Garden. Nie wiadomo jeszcze z kim Adamek mógłby skrzyżować rękawice, ale wystąpiłby jako "przedwalka" dla głównego wydarzenia wieczoru, czyli występu króla wagi średniej, Sergio Martineza (48-2-2, 27 KO).
Przypomnijmy, iż Tomek w ostatnim występie nie sprostał 10 września na Stadionie Miejskim we Wrocławiu mistrzowi świata federacji WBC, Witalijowi Kliczce, zostając poddanym przez sędziego Massimo Barrovecchio w dziesiątym starciu. Wcześniej jednak sięgał po tytuły w kategorii półciężkiej oraz junior ciężkiej.
Wiele wskazuje na to, że wkrótce Lamont Peterson (30-1-1, 15 KO) może doczekać się swojej wielkiej walki. Po niespodziwanym zwycięstwie nad Amirem Khanem (26-2, 18 KO), "Havoc" wyznał, że jest otwarty na rewanż, lecz jeśli pojawi się lepsza propozycja, pokonany Brytyjczyk będzie musiał poczekać.
W rozmowie z ringtv.com, Freddie Roach oświadczył, że Peterson byłby doskonałym rywalem dla Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO). Nowy mistrz federacji WBA Super oraz IBF może zarobić milion dolarów za rewanżowy pojedynek z Khanem, ale bez wątpienia walka z "Pacmanem" będzie dla niego jeszcze bardziej opłacalna.
- Lamont Peterson byłby idealnym rywalem dla Manny'ego, jeśli walka z Floydem Mayweatherem nie dojdzie do skutku. Do tego pojedynku mogłoby dojść, gdyby Peterson naprawdę nie chciał rewanżu z Amirem Khanem - powiedział Roach.
- Naszym celem jest Mayweather, ale jeśli nie uda się doprowadzić do walki z nim, mamy wiele innych opcji - dodaje słynny trener, nawiązując do problemów prawnych niepokonanego Amerykanina, który 6 stycznia trafi do więzienia. - Będziemy zawiedzeni, jeżeli Manny nie zmierzy się z Floydem. Oczywiście damy mu czas na przygotowanie i nie będziemy naciskać. Miejmy nadzieję, że walka w końcu się odbędzie.
Regularny mistrz świata federacji WBA w wadze średniej Giennadij Gołowkin (22-0, 19 KO) zdradził, że jego wymarzonym przeciwnikiem byłby Sergio Gabriel Martinez (48-2-2, 27 KO), uważany za najlepszego pięściarza tej kategorii. 29-letni bokser z Kazachstanu chciałby walczyć z Argentyńczykiem nie tylko ze względu na sławę rywala, ale i... jego słabe punkty.
- W mojej kategorii wagowej jest wielu młodych i perspektywicznych pięściarzy. Najważniejszym przeciwnikiem jest jednak Sergio Martinez - walczy w USA, jest znany i doświadczony. Przy całej jego wielkości, ostatnie walki pokazały, że ma też swoje wady - zarówno w technice, jak i taktyce - zauważa Gołowkin.
Zawodnik niedawno zakontraktowany przez grupę K2 Promotions twierdzi, że z 36-letnim Martinezem poradziłby sobie także Dmitrij Pirog (19-0, 15 KO), mistrz świata federacji WBO.
- Z Martinezem zmierzyłbym się z największą przyjemnością. Jest mańkutem, a ja bardzo lubię boksować z leworęcznymi bokserami. Widzę też, że Sergio nie jest idealnym pięściarzem. Sądzę również, że gdyby z Martinezem zmierzył się Pirog, to Dima miałby spore szanse na zwycięstwo - mówi posiadacz pasa WBA World.
Już niedługo, bo 28 stycznia Danny Garcia (22-0, 14 KO) stanie w ringu naprzeciw legendarnego meksykańskiego wojownika Erika Moralesa (52-7, 36 KO), aby odebrać mu jego mistrzowski pas federacji WBC w kategorii junior półśredniej. Głodny sukcesów amerykański pięściarz będzie 12 lat młodszy od utytułowanego i doświadczonego mistrza, ale wierzy, że tego dnia w Houston Reliant Arena zatriumfuje młodość.
- To jest moment, o którym marzyłem i na który pracowałem od czasu gdy skończyłem 10 lat – stwierdza podekscytowany pretendent. – Od zawsze powtarzałem mojemu ojcu Angelowi, który mnie trenuje, że będę mistrzem świata i w końcu doczekałem się szansy. W końcu mogę spełnić swoje marzenie, dlatego nie zamierzam nikogo zawieść i przywiozę tytuł do Filadelfii!
Oczywiście jak większość młodych pięściarzy, Danny darzy Moralesa olbrzymim szacunkiem, ale twierdzi, że mimo tego wejdzie z nim do ringu, aby go pokonać.
- Gdy dorastałem, oglądałem mnóstwo jego walk i nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będzie mi dane się z nim zmierzyć. Zawsze myślałem, że do tego czasu on będzie już dawno na emeryturze. Jednak Erik wciąż walczy.
W sobotę w hali Reduta odbyły się pierwsze od 25 lat derby Warszawy pomiędzy Legią i Gwardią. Mecz zakończył się remisem 3:3. Zapraszamy na wywiad z Michałem Prusakiem z klubu Legia Warszawa, który pokonał jednogłośnie na punkty Jakuba Nasiłowskiego z Gwardii Warszawa.

18 lutego Witalij Kliczko (43-2, 40 KO) przystąpi do dobrowolnej obrony tytułu mistrza świata federacji WBC w wadze ciężkiej, a jego przeciwnikiem będzie niedoszły mistrz Europy Dereck Chisora (15-2, 9 KO). Walka odbędzie się w 14-tysięcznej Olympiahalle w Monachium. Przedstawiamy film promujący ukraińsko-brytyjską potyczkę.
Antonio Tarver (29-6, 20 KO) zaliczy mijający rok do bardzo udanych. Lipcowa wyprawa do odległej Australii zaowocowała zdetronizowaniem mistrza IBO wagi junior ciężkiej - Danny'ego Greena (31-5, 27 KO) oraz odbudowaniem kariery.
W pierwszej połowie 2012, 43-letni "Magic Man" prawdopodobnie stoczy wielką walkę na antenie Showtime, a wśród jego potencjalnych rywali wymienia się championa WBC - Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka (46-2, 33 KO). Phil D. Jay z World Boxing News skontaktował się z Tarverem, by poprosić go o podsumowanie 2011 roku.
Antonio nie ma wątpliwości, że najlepszym pięściarzem ogłoszony zostanie tryumfator turnieju Super Six, zunifikowany champion WBA Super oraz WBC w wadze super średniej - Andre Ward (25-0, 13 KO), a jego trenerowi, Virgilowi Hunterowi, przypaść powinna nagroda dla najlepszego trenera. Walką roku jest według Tarvera dramatyczny pojedynek Victora Ortiza (29-3-2, 22 KO) z Andre Berto (28-1, 22 KO). "Magic Man" jest również przekonany, że najlepszy tegoroczny nokaut pochodzi z walki na szczycie wagi koguciej, w której Nonito Donaire (27-1, 18 KO) cudownym kontrującym lewym sierpowym posłał na deski Fernando Montiela (46-4-2, 36 KO).
- Oczywiście najlepszy powrót roku zanotował Antonio Tarver - kończy pół żartem-pół serio wielokrotny mistrz świata, dodając, że na wyróżnienie zasługuje także James Kirkland (30-1, 27 KO), który po szokującej porażce przed czasem z rąk Nobuhiro Ishidy powrócił, by zastopować niezwykle groźnego Alfredo Angulo.
