Zapraszamy na fragment treningu, który odbył się w klubie Gwardia Wrocław dwa dni przed meczem bokserskim z drużynami z Czech. Obiecujący zawodnik wrocławskiego klubu Jakub Goleniewski tarczuje z trenerem Mariuszem Cieślakiem.
Podczas niewielkiej sobotniej gali w Poznaniu, zorganizowanej w gymie miejscowej grupy zawodowej Piecobiogaz Boxing Team, w walce wieczoru Mariusz Biskupski (15-17-1, 6 KO) pokonał przez efektowny nokaut w drugiej rundzie Adama Gawlika (0-17). Po zakończonym pojedynku rozmawialiśmy ze zwycięzcą na temat jego przebiegu oraz dalszych planów sportowych. "Pitbull", który do tej pory był wolnym strzelcem, brał walki "na telefon" na wyjeździe z lokalnymi faworytami i z tego powodu wiele porażek w jego rekordzie jest niesprawiedliwych, dzięki nawiązanej ostatnio współpracy z Piecobiogazem liczy na odmianę losu i kolejne zwycięstwa.
Andrzej Fonfara seryjnie nokautuje, ale na walkę o tytuł mistrza świata powinien jeszcze poczekać. Od 2006 roku, kiedy przeszedł na zawodowstwo, 24-letni Fonfara walczył w niższych kategoriach wagowych. Na początku 2010 roku zdecydował się na zmianę i trafił do kategorii półciężkiej. To był strzał w dziesiątkę.
– Kiedy Andrew ważył mniej, brakowało mu siły. Nie czuł się dobrze, nie był pewny siebie. Widziałem, jak męczył się na treningach. Chciał mocniej bić, więc zaczęliśmy nad tym pracować. Teraz jest w miejscu, w którym powinien się znaleźć – opowiada Sam Colonna. To trener Fonfary i Andrzeja Gołoty. Obydwaj polscy pięściarze trafili do niego po przylocie do Ameryki. Gołota na początku lat 90., Fonfara wiosną 2006 roku. Teraz zdarza się, że panowie trenują w tym samym czasie. – Starszy udziela mu co najwyżej drobnych rad, by częściej bił lewym prostym i lepiej się poruszał – opisuje Colonna.
Według trenera Fonfara stylem walki przypomina Gołotę. Tego najlepszego, sprzed lat. – Też ma świetny lewy prosty. Bije nim prawie tak mocno, jak prawą ręką. To taki młody Andrew Golota – twierdzi Colonna.
Występujący w wadze super średniej Ryan Clark (2-47-4, 0 KO) jak mało kto zasłużył na świąteczną przerwę. Ten pochodzący z miasta Navenby 22-letni pięściarz, tylko w tym roku stoczył aż 26 pojedynków, z których 2 zremisował i 1 wygrał. Poniżej przedstawiamy krótki wywiad z tym twardym jak stal (tylko dwie porażki przed czasem) i szalenie zapracowanym brytyjskim journeymanem, któremu zawsze dopisuje dobry humor i którego marzeniem jest otwarcie własnego salonu piękności.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Ryan Clark: Swoją pierwszą walkę amatorską stoczyłem w wieku 16 lat.
- Ulubiony pięściarz wszechczasów?
RC: Mike Tyson. To było prawdziwe zwierzę i siebie uważam za taką samą bestię (śmiech)!
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
RC: Pamiętam jak mnie sponiewierał taki rudowłosy gość z miasta Hull. On miał chyba z 30 lat i tak mnie trafił w brzuch, że się przeturlałem pod dolnymi linami (śmiech).
- Najpiękniejszy moment w twojej karierze?
RC: Myślę, że majowy występ podczas gali Groves – DeGale. To było późno w nocy i te zgromadzone tam tłumy ludzi zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Pomyślałem sobie wtedy "O cholera!". Chciałbym któregoś dnia wystąpić w takiej głównej walce wieczoru.
Niech Jones przylatuje do Polski. Znokautuję go, a później chętnie wybiorę się do Ameryki, aby pobić Tarvera! - mówi "Przeglądowi Sportowemu" Krzysztof Włodarczyk (46-2-1, 33 KO), mistrz świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej.
Przegląd Sportowy: Walka z Jonesem Jr odbyłaby się w Polsce, z Tarverem w Stanach Zjednoczonych. Po wyjeździe do Australii chyba wolałby pan teraz walczyć w kraju?
Krzysztof Włodarczyk: Jestem Polakiem i zawsze dobrze się czuję w kraju. Myślę, że wyjazd do Australii przydał się jednak jako dodatkowa motywacja, a najbliższą walkę z przyjemnością stoczę w Polsce. Wszystko zależy od telewizji. Z tego co wiem, jutro mój promotor ma spotkanie z panem Marianem Kmitą z Polsatu. Wierzę, że wspólnie ułożą bardzo dobrą strategię mojej dalszej kariery.
- Jones i Tarver są już raczej wiekowymi bokserami, ale w lepszej dyspozycji wydaje się być ten drugi. Jonesa byłoby łatwiej pokonać?
KW: Witalij Kliczko też ma swoje lata, jednak nikt mu tego nie wypomina. Myślę, że Tarver i Jones to pięściarze o zbliżonej klasie. To geniusze boksu, każdy z nich wiele razy był mistrzem świata. Łączne wynagrodzenie z amerykańskich telewizji w ciągu całej kariery Jonesa podobno wyniosło ponad 150 milionów dolarów. W tej chwili niewiele mnie to jednak obchodzi. Niech Jones przylatuje do Polski. Znokautuję go, a później chętnie wybiorę się do Ameryki, aby pobić Tarvera!
Zapadła decyzja dotycząca wyboru kolejnego przeciwnika dla Mariusza Wacha (26-0, 14 KO). 30. marca 2012 roku na gali w Foxwoods Casino w miejscowości Mashantucket, CT, "Wiking" zmierzy się z 36-letnim Tye'em Fieldsem (49-4, 44 KO).
Występujący w wadze ciężkiej Mariusz Wach swój ostatni pojedynek stoczył na początku listopada 2011, kiedy to świetnie zaprezentował się przed kilkutysięczną polską publicznością wygrywając przez techniczny nokaut z Jasonem Gavernem. Gala z Foxwoods Casino będzie transmitowana na żywo przez amerykańską telewizję ESPN, w ramach popularnego cyklu "Friday Night Fights".
Oprócz Wacha, którego 12-rundowy pojedynek z Fieldsem będzie walką wieczoru, na gali w Foxwoods wystąpią również dwaj inni zawodnicy grupy Global Boxing: Kamil Łaszczyk (6-0, 5 KO) i Przemek Majewski (17-1, 11 KO).
Dziś 43 lata skończył jeden z najbardziej lubianych polskich pięściarzy, od roku zamujący się wyłącznie promocją boksu zawodowego oraz pracą trenerską, olimpijczyk i były zawodowy mistrz Polski w wadze lekkiej, Dariusz Snarski. Popularny "Snara" urodził się 20 grudnia 1968 roku w Bielsku Podlaskim. Jako pięściarz amatorski reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, gdzie odpadł w drugiej walce, oraz na mistrzostwach świata w Tampere rok później, gdzie zaszedł do ćwierćfinału. Występował również bez większych sukcesów na mistrzostwach Europy, natomiast zdecydowanie lepiej powodziło mu się na ringach w kraju, gdzie sięgał trzykrotnie po mistrzostwo w wadze lekkiej. Snarski jest także triumfatorem Turnieju im. Feliksa Stamma z 1995 roku. Jako amator stoczył prawie 300 walk, w większości wygranych.
W 1998 roku Snarski rozpoczął karierę zawodową, w której stoczył aż 65 pojedynków, z których 32 zwyciężył. Jednak wiele z jego licznych porażek zawdzięczał "złodziejom z ołówkami", gdyż bardzo często boksował na wyjeździe z lokalnymi faworytami, których interesów odpowiednio pilnowali wpływowi promotorzy. Do największych sukcesów Snarskiego można zaliczyć zdobycie interkontynentalnego pasa IBF w roku 2000 po zwycięstwie nad byłym mistrzem Europy Vincenzo Belcastro oraz rewanżowe lanie, jakie zgotował Krzysztofowi Cieślakowi po pierwszej, niesłusznie przegranej walce. W drugim pojedynku, rozegranym niemal dokładnie rok temu, w przeddzień 42. urodzin, "Snara" miał "Skorpiona" dwa razy na deskach i wygrał wysoko na punkty, zdobywając zawodowe mistrzostwo Polski oraz pas lokalnej federacji WBF w wadze lekkiej. Obecnie Dariusz Snarski kieruje własną grupą zawodową Boxing Production, w barwach której występują m.in. Aleksy Kuziemski, Robert Świerzbiński i Krzysztof Rogowski.
Redakcja BOKSER.ORG składa Dariuszowi Snarskiemu najserdeczniejsze życzenia zdrowia i szczęścia, wszelkiej pomyślności, zarówno w pracy promotorskiej jak i w życiu osobistym. Sto lat!
Informowaliśmy już, że choć w tegorocznym plebiscycie "Przeglądu Sportowego" nie znalazło się miejsce dla żadnego z polskich pięściarzy, w lokalnych plebiscytach są oni nominowani do tytułów sportowca roku w swoich regionach. Do tego grona dołączyła multimedalistka mistrzostw Europy, Unii Europejskiej i Polski, jedna z naszych najbardziej utalentowanych zawodniczek, Lidia Fidura.
Pięściarka, która w tym sezonie boksowała ze zmiennym szczęściem, zdobywając mistrzostwo Unii Europejskiej w kategorii 75 kg i bez medalu wracając z Mistrzostw Europy w Rotterdamie, nominowana została do tytułu Najpopularniejszego Sportowca Gliwic i Powiatu Gliwickiego 2011. Obecnie w głosowaniu internautów Fidura zajmuje wysokie czwarte miejsce, ale do zwycięstwa jeszcze trochę brakuje, dlatego zachęcamy naszych Czytelników do poparcia jej kandydatury.
Podczas gdy w Polsce mówi się o potencjalnej potyczce Nathana Cleverly'ego (23-0, 11 KO) z naszym Andrzejem Fonfarą, Walijczyk póki co wyzwał do walki Carla Frocha (29-2, 20 KO), który w minioną sobotę przegrał w finale turnieju "Super Six".
- Nasz pojedynek ma sens. Obaj jesteśmy przecież Brytyjczykami, dzieli nas niewielka różnica wagi, a ja w końcu jestem mistrzem świata. Zarówno dla opinii publicznej jak i dla nas to byłaby świetna walka. Ani ja ani on nie robimy nigdy kroku w tył, więc nasza konfrontacja byłaby świetnym widowiskiem. Jeżeli więc promotorzy doszliby do porozumienia, moglibyśmy zmierzyć się naprawdę już wkrótce - uważa mistrz świata dywizji półciężkiej według federacji WBO.
W nocy z soboty na niedzielę na gali w Boardwalk Hall między liny powrócił uwielbiany przez kibiców Edison Miranda (35-6, 30 KO). Rywal kolumbijskiego punchera, Kariz Kariuki (24-10-2, 19 KO), bardzo szybko przekonał się o sile ciosu "Pantery", ale wytrzymał w ringu prawie pięć rund. 31-letni Miranda podtrzymał tym samym szansę na kolejną walkę o tytuł mistrza świata i niewykluczone, że wkrótce zainteresuje się nim obóz Beibuta Szumenowa albo Nathana Cleverly'ego.
Walka Sergio Martineza (48-2-2, 27 KO) z Matthew Macklinem (28-3, 19 KO) niemal na pewno odbędzie się 17 marca (Dzień Świętego Patryka) w nowojorskiej Madison Square Garden. Promotor Tysona Fury'ego (17-0, 11 KO), Mick Hennessy próbował zarezerwować halę na tę samą datę, ale pozycja Lou DiBelli - promotora Martineza i Macklina - na rynku amerykańskim jest dużo mocniejsza.
- Słyszałem, że Mick próbuje zarezerwować halę dla Tysona, ale moja walka jest dużo ważniejsza. Walczyłem również o mistrzostwo świata i Europy. Prawdopodobnie Mick chciał po prostu rozgłosu - powiedział Macklin.
- Mick nie ma nowojorskiej licencji promotorskiej. W Nowym Jorku nie możesz rezerwować hal bez licencji. Przedstawiłem moją licencję i uzyskałem prawo do zorganizowania gali 17 marca - dodał DiBella.
W 1988 roku na olimpiadzie w Seulu, Ray Mercer (36-7-1, 26 KO) zdobył złoty medal w wadze ciężkiej zwyciężając wszystkich rywali przed czasem. Po przejściu na zawodowstwo wywalczył tytuł mistrzowski federacji WBO, a podczas swojej długiej kariery krzyżował rękawice z najlepszymi zawodnikami tamtych czasów. Poniżej przedstawiamy najciekawsze wspomnienia 50-letniego dzisiaj pięściarza z Florydy, z jego licznych ringowych bitew.
- Najsilniej bijący rywal z jakim walczyłeś?
Ray Mercer: To Lennox Lewis. Boksowałem z wieloma mocnymi pięściarzami, ale na szczęście mam twardą szczękę. Zdecydowanie najmocniej z nich wszystkich uderzał Lewis. Bert Cooper też potrafił "kopać". Ciosy Lewisa były jednak celne i miały swoją moc. Stoczyłem z nim 10. ciężkich rund (Lewis zwyciężył na punkty - przyp.red.) i pamiętam, że doskonale uderzał lewą ręką, a jego prawy był potężny. Mimo tego przyjmowałem jego najlepsze uderzenia i zraniłem go bardziej niż on mnie. Do dzisiaj twierdzę, że to ja powinienem wówczas zostać ogłoszony zwycięzcą.
- Najcięższa walka, którą stoczyłeś?
RM: To było 12 rund z Bertem Cooperem w sierpniu 1990 roku, zakończone moim jednogłośnym zwycięstwem na punkty. Ręce mi wtedy opadały (śmiech)! On atakował całą noc. Cały czas szedł do przodu i cały czas nasza walka była wypełniona akcją. Pamiętam, że spędziłem później dwa dni w szpitalu! Strasznie rozciął mi wargę i dodatkowo byłem krańcowo odwodniony i wyczerpany. Chyba nigdy potem nikt nie stoczył lepszej walki. Spotkałem go wtedy w tym samym szpitalu i razem czekaliśmy aż nam założą szwy. Do dzisiaj ogromnie go szanuję.
- Najpiękniejsza noc w karierze?
RM: Wywalczenie tytułu mistrza świata federacji WBO w styczniu 1991 roku, kiedy to znokautowałem w 9. rundzie Francesco Damiani. Podczas tej walki wracałem do narożnika na przerwy i myślałem, że przegrywam. Zaskoczył mnie, bo nie wyglądał na takiego co umie boksować, a tu ruszał się całkiem nieźle i do tego miał niezłą technikę. Wiedziałem jednak, że w końcu go trafię. Cios, którym go znokautowałem ćwiczyłem specjalnie na treningach, to był lewy hak. Zmasakrowałem mu nos.

Andrzej Wasilewski, promotor Krzysztofa Włodarczyka, określił się dość jasno - gdyby mógł wybierać rywala dla swojego zawodnika, wskazałby na Roya Jonesa. Bo to legenda, bo wielkie nazwisko, bo ktoś kto prawdopodobnie zapełniłby trybuny. Żywy pomnik, który wsiądzie do samolotu, pewnie za jakieś pół miliona dolarów. Wszystko to niby prawda, ale...
Tak naprawdę to szkoda mi takiej postaci jak Jones. Podobno grubo przeinwestował w okresie gospodarczego boomu, ale przyszedł kryzys, a że kredyty trzeba jakoś spłacać, jeździ po świecie. Gorzej, że coraz częściej musi wstawać z desek. Oczywista oczywistość – najlepsze lata ma za sobą.
Z drugiej strony – jest dorosły, wie co robi. Tak jak kibice. To w sumie prosta sprawa: nie chcesz oglądać, nie oglądasz. Chcesz – kupujesz bilet na stadion albo wydajesz dwadzieścia czy trzydzieści złotych i oglądasz w płatnej telewizji.
Zawodnik ze ścisłej czołówki rankingów P4P - Argentyńczyk Sergio Martinez (48-2-2, 27 KO) uważa, że jego walka z mistrzem świata WBC wagi średniej, Julio Cesarem Chavezem Juniorem (44-0, 31 KO) się nie odbędzie. Przetarg na tą walkę ma odbyć się 6 stycznia. WBC nakazało Chavezowi pojedynek z ''Maravillą''.
- Nie zauważyłem w nim pragnienia walki ze mną. Robiliśmy wszystko, co możliwe, by dwaj mistrzowie walczyli ze sobą. Chavez wie, że jestem od niego lepszy. Pojedynek ze mną nie byłby dobry dla jego przyszłości - powiedział Martinez.
- Madison Sqaure Garden jest Mekką Boksu. Walka tam będzie zaszczytem. Chavez będzie musiał oddać pas, którego będę bronił w Marcu w Nowym Jorku - dodał ''Maravilla''.
Celestino Caballero (35-4, 23 KO) rozpoczynał rok 2011, zdając sobie sprawę, że może on być jego ostatnim na zawodowych ringach. Nieoczekiwana porażka w starciu z Jasonem Litzau niemal przekreśliła jego szansę na walkę o mistrzowski tytuł w wadze piórkowej, ale dobre układy z włodarzami federacji WBA zapewniły "Pelenchinowi" pojedynek z Jonathanem Victorem Barrosem.
W lipcu panamski weteran wybrał się na teren przeciwnika i choć posłał go dwa razy na deski i zdaniem wszystkich obserwatorów wyraźnie zwyciężył, dwaj sędziowie przyznali wygraną Argentyńczykowi. Rewanż odbył się trzy miesiące później. Za drugim razem sędziowie nie mogli sobie pozwolić na przekręt i Caballero wygrał wysoko na punkty. 31 stycznia na gali w Jokohamie "Pelenchin" przystąpi do pierwszej obrony tytułu. Jego rywalem będzie Satoshi Hosono (21-1, 15 KO).
- Nie dbam o to, co mówi o mnie Hosono, bo zamierzam go znokautować. Skupiam się na tym, by narzucić mu swój styl. Jeszcze zobaczymy, kto kogo znokautuje - oświadczył Caballero.
W niedzielę w restauracji Russo’s on the Bay w Nowym Jorku odbyło się przyjęcie gwiazdkowe, na którym przyznano statuetki Ring 8 i podsumowano bokserskie wydarzenia 2011 roku w stanie Nowy Jork. Na uroczystość przybyło blisko pięciuset fanów boksu. Za szczególne osiągnięcia uhonorowany został Tomasz Adamek (44-2, 28 KO), a jego menedżer Ziggy Rozalski otrzymał nagrodę promotora roku. Za najlepszy pojedynek roku uznano lipcową, remisową walkę Pawła Wolaka (29-2-1, 19 KO), z Delvinem Rodriguezem. Prezentujemy materiał video odkrywający kulisy imprezy.
Panamczyk Luis ''El Nica'' Concepcion (23-3, 18 KO) dwukrotnie przegrał w tym roku z Hernanem ''Tysonem'' Marquezem (32-2, 25 KO), ale chce jak najszybszego powrotu do walk o najwyższą stawkę. ''El Nica'' cały czas pozostaje w treningu i planuje pojedynek na początku przyszłego roku.
Według doradcy Concepciona, Rogelio Espino, Panamczyka w marcu czeka starcie z nieznanym jeszcze przeciwnikiem. Stawką będzie tytuł WBO Latino wagi muszej. Czy Concepcionowi uda się poprawić błędy i zagrozić kiedyś najlepszym? Jeżeli w dobrym stylu pokona kogoś wartościowego, będzie na dobrej drodze do kolejnych pojedynków o mistrzostwo świata.
Były mistrz świata IBF wagi średniej, Arthur Abraham (32-3, 26 KO) podpisał właśnie nowy kontrakt z grupą Sauerland Event. Kontrakt wygasa w 2014 roku. ''Król Athur'' twierdzi, że zakończy wtedy karierę. 14 stycznia Abraham zmierzy się w Offenburgu z Pablo Fariasem (19-1, 11 KO).
- Czuję się w Berlinie bardzo komfortowo i mam świetne stosunki z Wilfriedem Sauerlandem. Wiele mu zawdzięczam. Chcę ponownie zostać mistrzem świata w 2012 roku. Chcę również stoczyć walkę w berlińskiej hali O2 World. To moje cele na przyszły rok. Myślę, że ten kontrakt jest moim ostatnim. Po zakończeniu kariery pozostanę w boksie jako menadżer - powiedział 31-letni Abraham.
Portal boxinginsider.com opublikował drugą część podsumowania roku 2011 w wadze ciężkiej. Wcześniej wyróżnieni zostali nasi bokserzy, Mariusz Wach (26-0, 14 KO) w kategorii nokaut roku i Artur Szpilka (9-0, 7 KO) jako debiutant roku. Tym razem ciepłe słowa zebrał Chris Arreola (34-2, 29 KO), cięgi otrzymali Odlanier Solis (17-1, 12 KO) i David Haye (25-2, 23 KO).
Powrót roku: Chris Arreola (34-2, 29 KO)
Arreola zawsze obiecywał kibicom świetną formę, ale wyniki ważenia z reguły brutalnie tliły te zapowiedzi. W roku 2011 "Koszmar" postanowił faktycznie odmienić swój los i zamiast objadać się burritos więcej czasu spędzał na sali treningowej. Wreszcie zaczął serio traktować kibiców i samego siebie. Wprawdzie Arreola nie pokonał nikogo ze ścisłej czołówki, ale odniósł pięć przekonywujących zwycięstw. W maju udało mu się osiągnąć zaskakująco niską zawartość tkanki tłuszczowej – podczas pojedynku z Nagym Aguilerą odchudzony Cristobal wniósł na wagę dokładnie 106.1 kg. Pogromca Olega Maskajewa wytrzymał z nim tylko trzy rundy. Zapewne w przyszłym roku Arreola otrzyma drugą szansę wywalczenia mistrzowskiego pasa. Pierwszy jego zapędy powstrzymał Witalij Kliczko bijąc go w Los Angeles. Drugim koszmarem Arreoli stał się Tomasz Adamek.
Klaun roku: Odlanier Solis (17-1, 12 KO)
Oto facet, który rzekomo rozrósł się do ponad 130 kilogramów. Uciekinier z Kuby mieszka na co dzień w Miami i najwidoczniej muszą mieć tam dobre bary i restauracje. W marcu dostąpił zaszczytu walki o mistrzostwo świata WBC z Witalijem Kliczko. Pięściarze z "Gorącej Wyspy" znani są z zamiłowania do biżuterii i pieniędzy. Solis zasłynął złotym naszyjnikiem przedstawiającym Sponge Boba, który czynił jego wizerunek dość śmiesznym. Większy kontrast z ułożonym erudytą, jakim bezwątpienia jest starszy z braci, trudno byłoby sobie wyobrazić.
"La Sombra" przegrał oczywiście z Witalijem i dokonał tego w stylu, o którym długo się dyskutowało. Do dzisiaj trwają dywagacje, czy promowany przez Ahmeta Oenera zawodnik nie symulował kontuzji. Solis jest obrazem wszystkiego co złe w dzisiejszej wadze ciężkiej.
Klaun roku, miejsce drugie: David Haye (25-2, 23 KO)
Brytyjczyk otrzymał to "wyróżnienie" za całą otoczkę przed i po walce z Władimirem Kliczko. Ukraiński czempion pewnie wypunktował największą gębę wagi ciężkiej. Jaka była reakcja Haye’a po walce? Słynne już wymówki ze złamanym palcem u nogi, który uniemożliwił mu walkę na pełnych obrotach. "Hayemaker" prawdziwe show odstawił na konferencji po walce, kiedy wszedł na stół w sali konferencyjnej, zdjął klapki i pokazał całemu światu przyczynę swojego niepowodzenia.
Carl Froch (28-2, 20 KO) w sobotę nie sprawił niespodzianki i został wypunktowany przez Andre Warda (25-0, 13 KO) w finale turnieju Super Six. "Kobra" zauważa delikatny kryzys w brytyjskim boksie, o czym świadczą porażki kilku jego rodaków w ostatnich miesiącach.
- Brytyjscy bokserzy wciąż są szanowani na całym świecie. Nasze ostatnie wyniki nie wyglądają najlepiej. W ostatnim czasie przegrywali David Haye, Martin Murray, Amir Khan i teraz ja. Należy pamiętać, że każdy z nas rywalizował na najwyższym poziomie. Reprezentowałem Wielką Brytanię z dumą. Prawdziwe legendy tego sportu również mają w swoich rekordach przegrane – powiedział 34-latek.
Posiadający polskie korzenie Froch na chwilę obecną nie widzi zawodnika, który mógłby uporać się z niewygodnie boksującym Wardem.
- Kto jest w stanie pokonać teraz Andre Warda? Nie jestem w stanie podać choćby jednego nazwiska. Godna porażka nie jest wstydem, dalej mogę bez obaw stanąć przed lustrem i spojrzeć sobie w oczy – opowiadał na łamach "The Sun" Froch.
W niedzielę w restauracji Russo’s on the Bay w Nowym Jorku odbyło się przyjęcie gwiazdkowe, na którym przyznano statuetki Ring 8 i podsumowano bokserskie wydarzenia 2011 roku w stanie Nowy Jork. Na uroczystość przybyło blisko pięciuset fanów boksu. Za szczególne osiągnięcia uhonorowany został Tomasz Adamek (44-2, 28 KO),a jego menedżer Ziggy Rozalski otrzymał nagrodę promotora roku. Za najlepszy pojedynek roku uznano lipcową, remisową walkę Pawła Wolaka (29-2-1, 19 KO), z Delvinem Rodriguezem.
Wśród wyróżnionych znaleźli się także między innymi Roy Jones Jr, wyróżniony w kategorii Pięściarz Dekady 90' oraz dawny przeciwnik Andrzeja Gołoty John Ruiz - Pierwszy Latynoski Mistrz Świata w Wadze Ciężkiej. Przedstawiamy fotorelację z imprezy, na której pojawili się również słynni trenerzy - Emanuel Steward oraz Teddy Atlas.
Dziś o 12:00 w Rzymie nastąpiło rozstrzygnięcie przetargu na walkę pomiędzy Grzegorzem Proksą (26-0, 19 KO) i Sebastianem Zbikiem (30-1, 10 KO). Zwycięzcą okazała się grupa Sturm Box-Promotion, należąca do superczempiona federacji WBA Felixa Sturma. Oznacza to, że pierwszy pojedynek w obronie tytułu mistrza Europy w wadze średniej polski pięściarz stoczy w Niemczech.
W konkursie ofert wzięły udział cztery grupy - brytyjska Matchroom Sport, której szefem jest promotor naszego pięściarza Barry Hearn oraz trzy niemieckie - poza Sturm Box-Promotion również Sauerland Event oraz Universum Box-Promotion. Najwyższa oferta wyniosła 176 tysięcy euro. Proksa, jako mistrz EBU ma zagwarantowane 60% z tej kwoty, a więc 105 tysięcy euro brutto. Zbik ma otrzymać 71 tysięcy, o ile nie wycofa się z pojedynku.
Możliwe, że jeśli tak się nie stanie, to pojedynek o należący do Polaka tytuł będzie głównym wydarzeniem gali, która prawdopodobnie odbędzie się w marcu. 32-letni Sturm na początku grudnia walczył w obronie pasa WBA z Martinem Murrayem (walka zakończyła się remisem) i może potrzebować dłuższej przerwy.
Mistrzem Europy 27-letni Proksa jest od 1 października, kiedy to na gali w niemieckim Neubrandenburgu wygrał przed czasem z Sebastianem Sylvestrem. O dwa lata starszy Zbik to były posiadacz pasa mistrza świata federacji WBC (lata 2009-2011). W czerwcu stracił go, przegrywając w stosunku dwa do remisu z Julio Cesarem Chavezem Jr.
Wczoraj w Magdeburgu odbyła się pierwsza konferencja prasowa przed zaplanowaną na 14 stycznia galą w Offenburgu. W walce mistrzowskiej o pas WBO w kategorii super średniej Robert Stieglitz (40-2, 23 KO) zmierzy się z notowanym na 14. miejscu w rankingu Henrym Weberem (15-0-1, 3 KO). W przypadku wygranej 30-letni Niemiec 14 kwietnia wybierze się do Danii i sprawdzi swoje umiejętności na tle Mikkela Kesslera (44-2, 33 KO).
Prezentujemy zapis wczorajszej konferencji prasowej, na której pojawili się oczywiście Stieglitz, Weber oraz ich trenerzy.
- Nie należy lekceważyć Henry’ego Webera. Podchodzę do tej walki poważnie, z pełną koncentracją. Jestem profesjonalistą od wielu lat i wiem, że z ewentualnym świętowaniem muszę poczekać do 14 stycznia – powiedział czempion WBO.
- Nasz cel jest jasny. Chcemy zdecydowanie pokonać Webera, następnie w kwietniu zmierzymy się z Mikkelem Kesslerem – zakomunikował trener Stieglitza, Dirk Dzemski.
- Znamy się z Robertem ze sparingów i wiem czego mogę się po nim spodziewać. Odkąd pracuję z trenerem Raminem stałem się szybszy, bardziej mobilny i wybuchowy! Jestem skazywany na porażkę w mistrzowskiej walce. Zupełnie się tym nie przejmuję, ponieważ w ringu zwyciężają pięści a nie słowa – skomentował challenger.
- To będzie znakomity pojedynek. Nie skupiamy się na Stieglitzu, a na sile Henry’ego. W boksie wszystko może się zdarzyć, ale spodziewam się pojedynku na pełnym dystansie – dopowiedział na koniec trener Webera, Otto Ramin.
Trwa druga edycja naszego dorocznego Plebiscytu, w którym do wygrania będą bardzo atrakcyjne nagrody. Informację o nich podamy jeszcze przed świętami. Tymczasem, zachęcając do udziału, chcemy przypomnieć Wam, jak głosowaliście w pierwszej edycji Plebiscytu, w ubiegłym roku. W odróżnieniu od tegorocznej edycji, w pierwszym Plebiscycie proponowaliśmy Wam jedynie sześć kategorii z podziałem na Polskę i świat. Dziś przypominamy jak głosowaliście w polskich kategoriach.
Pięściarzem roku w Polsce został Tomasz Adamek, były mistrz dwóch kategorii, opromieniony czterema zwycięstwami w królewskiej dywizji, zmierzający do walki z Witalijem Kliczką. Głosowało na niego ponad 90% uczestników Plebiscytu, podczas gdy na drugiego Krzysztofa Włodarczyka zaledwie kilka procent. Niestety rok 2011 nie był już dla "Górala" taki szczęśliwy. W tegorocznym plebiscycie jego miejsce wśród nominowanych do tytułu polskiego pięściarza roku zajął Mariusz Wach, którego kariera nabrała rozpędu i to on znajduje się w miejscu, w którym Adamek był przed rokiem. Przebieg walki "Górala" z Kliczką jest faworytem w rywalizacji do tytułu roczarowania roku w naszym kraju, natomiast z pewnością uznanie kibiców w kategorii wydarzenie roku zyska sam fakt walki o pas w trzeciej kategorii wagowej i bezprecedensowy, historyczny wymiar całej gali na wrocławskim stadionie.
Po powrocie z Polski do Stanów Zjednoczonych, jedna z największych nadziei polskiego boksu, Kamil Łaszczyk (6-0, 5 KO) natychmiast wraca do pracy. ''Szczurek'' zaczął już przygotowania do swojej pierwszej walki w 2012 roku.
28 stycznia Łaszczyk zmierzy się z Samuelem Sanchezem (5-3-1, 1 KO) w mieście Tunica w pojedynku zakontraktowanym na sześć rund. - Kamil jest jednym z naszych najbardziej obiecujących pięściarzy. W przyszłym roku będzie bardzo zajęty. Po walce z Sanchezem stoczy pierwszego marca kolejny sześciorundowy pojedynek - tym razem w Southaven. Walka będzie dostępna w systemie PPV - powiedział Mariusz Kołodziej, szef Global Boxing.
Saul Alvarez (39-0-1, 29 KO) kolejną walkę stoczy prawdopodobnie 21 kwietnia. "Cynamonowy" będzie bronił pasa WBC w kategorii junior średniej.
Golden Boy Promotions zastanawia się nad doborem rywala dla młodego Meksykanina. W orbicie zainteresowań są dwa nazwiska – będący na fali wznoszącej James Kirkland (30-1, 27 KO) lub były mistrz świata w trzech kategoriach wagowych, schodzący pomału ze sceny Shane Mosley (46-7-1, 39 KO).
"Słodki" nie ma planów na najbliższe miesiące, zaś Kirkland 28 stycznia zmierzy się z Carlosem Moliną (19-4-2, 6 KO).
Kibice już ostrzą sobie zęby na potyczkę mistrza świata federacji IBF kategorii super średniej - Luciana Bute (30-0, 24 KO), ze świeżo upieczonym triumfatorem turnieju "Super Six", Andre Wardem (25-0, 13 KO). Amerykanin jednak na chwilę obecną wolałby po raz drugi skrzyżować rękawice z Mikkelem Kesslerem (44-2, 33 KO), którego wypunktował w pierwszej rundzie turnieju dwa lata temu. Póki co Duńczyk musi odzyskać najpierw tytuł mistrza świata, ale okazja nadarzy się już w połowie kwietnia, gdy zaatakuje posiadacza pasa WBO - Roberta Stieglitza (40-2, 23 KO). Jeśli wszystko by się powiodło, Ward i Kessler mogliby stanąć po raz drugi oko w oko pod koniec lata.
- Z całym szacunkiem dla Bute, ale on dotąd walczył z bokserami klasy B a nawet C. Jego obóz wraz z nim po prostu siedzieli i czekali, a my przez ostatnie dwa i pół roku spotykaliśmy się z absolutną czołówką. Dlatego właśnie nie uważam bym musiał teraz skrzyżować rękawice właśnie z Lucianem - przyznał mistrz świata organizacji WBC i WBA.
- Teraz muszę trochę odpocząć, a później usiądę ze swoją drużyną i porozmawiamy na temat przyszłości. Jestem otwarty na rewanż z Mikkelem Kesslerem, a nawet chciałbym go, od kiedy on podważa moje wcześniejsze zwycięstwo - powiedział Ward, nawiązując do zderzenia głowami i kontuzji Duńczyka, jaka potem przeszkadzała mu w kontynuowania pojedynku, aż w końcu zmusiła sędziego do przerwania rywalizacji w połowie jedenastej rundy i zebrania kart punktowych.
W całej sprawie głos zabrał również pokonany przez Warda w minioną sobotę Carl Froch, który dwie jedyne porażki w karierze poniósł właśnie z rąk tych dwóch bokserów. Zdaniem Anglika, tym razem walka mogłaby wyglądać inaczej, a wynik mógłby pójść w drugą stronę.
- Kessler chyba trochę zlekceważył wtedy Warda i na pewno nie był to jego najlepszy występ. Dlatego uważam, iż w rewanżu Mikkel może wygrać. Obaj są świetnymi, ale zupełnie różnymi pięściarzami, a jak wiemy "styl robi walkę". Kessler to prawdziwy twardziel, doświadczony i bardzo silny zawodnik, natomiast Ward jest "śliski" i niewygodny, dobrze się rusza i ma świetną obronę - scharakteryzował swoich byłych rywali Froch.
Oscar De La Hoya spodziewa się twardej i wyrównanej walki 28 stycznia, gdy na ringu w Houston mistrz świata WBC wagi junior półśredniej, Erik Morales (52-7, 36 KO) zmierzy się z Dannym Garcią (22-0, 14 KO).
- To będzie ciężka walka dla obu pięściarzy. Przypomina mi moją walkę z Julio Cesarem Chavezem w 1996 roku. Byłem wtedy młodym chłopakiem. Julio był legendą. Morales ma doświadczenie, walczył z najlepszymi i jest ostatnim człowiekiem, który pokonał Pacquiao. Danny jest dobrym puncherem i będzie naciskał na Moralesa. To będzie bardzo wyrównana walka. Nie wydaje mi się, by miała się ona zakończyć przed czasem - powiedział Oscar.

Byli mistrzowie świata wagi półśredniej, Victor Ortiz (29-3-2, 22 KO) i Andre Berto (28-1, 22 KO), spotkali się w Los Angeles na konferencji prasowej anonsującej ich rewanżową walkę, która odbędzie się 12 lutego w MGM Grand w Las Vegas.
Brytyjska nadzieja wagi ciężkiej, David Price (11-0, 9 KO) wziął udział w konwencji WBC w Las Vegas i spotkał się prezydentem federacji Jose Sulaimanem, któremu podarował podpisaną przez Stevena Gerrarda koszulkę Liverpoolu.
- Byłem zaszokowany wiedzą Sulaimana na temat Premiership, natomiast kiedy rozmawialiśmy o boksie, powiedziałem mu, że moim celem jest zostanie mistrzem WBC w ciągu dwóch najbliższych lat i walki z najlepszymi - powiedział Price.
- Spotkanie się podczas konwencji z Tysonem, Holmesem i Holyfieldem spełniło moje marzenia. Wierzę, że przywrócę emocje w królewskiej dywizji i któregoś dnia stanę obok legend - dodał Brytyjczyk, który 21 stycznia w Liverpoolu zmierzy się Johnem McDermottem (26-7, 17 KO) w eliminatorze do walki o tytuł mistrza Wielkiej Brytanii.
Obdarzony potężnym uderzeniem James Kirkland (30-1, 27 KO) 28 stycznia w Houston zmierzy się z Carlosem Moliną (19-4-2, 6 KO) podczas gali, której walką wieczoru jest pojedynek Morales-Garcia. Kirkland studiuje styl Moliny i zapowiada znokautowanie swojego przeciwnika.
- Wiem, jakim typem człowieka jest Carlos Molina i jaki rodzaj ciosów zadaje. Kiedy wejdę z nim do ringu, będę wiedział, jak zmusić go do błędów, za które srogo zapłaci. Wiele mówiło się o tym, że nie chcę tej walki, wyjaśnię więc te plotki - powiedział Kirkland, którego pewność siebie wzrosła po niesamowitym, listopadowym zwycięstwie nad Alfredo Angulo (20-2, 17 KO).
- Wątpię, by walka miała potrwać dwanaście rund. On może uciekać, ale nie zdoła przetrwać. Włożę w tę walkę masę serca, poświęcenie i ciężki trening. Nie obchodzą mnie zawodnicy, których Molina niespodziewanie pokonał. Niektórzy ludzie mają złe dni. W tej walce nie będzie na to miejsca - dodał Amerykanin.
Omar Chavez (27-1-1, 20 KO), młodszy z synów meksykańskiej legendy boksu, w miniony weekend poniósł pierwszą porażkę. Blisko 22-letni "El Businessman" przegrał dwa do remisu z nieco starszym Jorge Paezem Juniorem (30-4-1, 18 KO). Julio Cesar Chavez oglądał ten pojedynek na żywo i nie był zadowolony z występu Omara, ale zdradza również, że młody pięściarz miał duże problemy ze zrobieniem wagi.
- To smutne, kiedy widzisz, jak jedno z twoich dzieci przegrywa. Nie spodziewasz się tego, ale wiesz, że ten moment musi nadejść, bo nikt nie jest niezniszczalny. Walk nie wygrywa się w ringu, często o wszystkim decyduje obóz przygotowawczy. Omar miał ogromne problemy ze zrobieniem wagi. Nie boksował, stał w miejscu. Omar jest spokojny, dobrze zniósł tę porażkę. Teraz będzie wiedział, co musi robić, a czego powinien unikać - powiedział legendarny "J.C.".
30 grudnia na gali w Kalifornii na amerykańskich ringach zadebiutuje niepokonany Mike Perez (17-0, 12 KO). Zwycięzca organizowanego przez Brytyjczyków turnieju "Prizefighter" uważany jest za jedną z największych nadziei dzisiejszej wagi ciężkiej.
"Rebel" nie poznał jeszcze nazwiska rywala z którym zaboksuje na dystansie 10 rund. W walce wieczoru wystąpią Andre Dirrell (19-1, 13 KO) i Darryl Cunningham (24-2, 10 KO).
Ostatnią walkę Perez stoczył w listopadzie – w Londynie wysoko wypunktował Zacka Page’a (21-37-2, 7 KO).
Według Las Vegas Review Journal, mistrz świata WBC wagi półśredniej, legendarny Floyd Mayweather Junior (42-0, 26 KO) przyzna się do kilku zarzutów, by zakończyć procesy, w których jest oskarżonym. Amerykanin przyzna się do przemocy domowej i nękania, nie są to poważne przypadki tych wykroczeń.
Bokser będzie musiał zapłacić trzy tysiące dolarów kary i czeka go od dwóch dni do 18 miesięcy w więzieniu. Sprawa rozstrzygnie się jutro. ''Money'' był oskarżony o napaść na Josie Harris (mają trójkę dzieci) we wrześniu 2010 roku. Dziesięcioletni syn Mayweathera powiedział policji, że zobaczył ojca ''uderzającego mamę i kopiącego ją''. Raport policji mówi również o tym, że Harris powiedziała Mayweatherowi o swoich spotkaniach z innym mężczyzną. To po tej rozmowie następuje - według raportu - napaść.
Powoli staje się tradycją, że Robert Guerrero (29-1-1, 18 KO) bezbłędnie typuje wyniki wielkich walk. Tym razem "Duch" przewidział werdykt finału Super Six, w którym Andre Ward (25-0, 13 KO) wypunktował Carla Frocha (28-2, 20 KO). Po ostatnim gongu dwaj sędziowie widzieli zwycięstwo Amerykanina 115-113, a trzeci 118-110 i to właśnie ten rezultat najlepiej oddaje przebieg walki.
- Biorę pod uwagę wiele czynników, kiedy typuję wynik walki. Wiedziałem, że na sędziach ciąży dodatkowa presja po ubiegłytygodniowej "kontrowersyjnej" porażce Khana. Jeden z sędziów dał cztery z pierwszych pięciu rund Frochowi... To śmieszne. W każdym razie przewidziałem dominację Warda - powiedział Guerrero.