Nadzieja brytyjskiego boksu, Kell Brook (25-0, 17 KO) zmierzy się dzisiaj w Atlantic City z Luisem Galarzą (17-2, 13 KO) podczas gali, której pojedynkiem wieczoru jest starcie Froch-Ward. ''Special K'' krytykuje ostatni występ Amira Khana (26-2, 18 KO) i uważa, że werdykt walki Peterson-Khan był słuszny.
- Khan walczył jak amator. Biorąc pod uwagę kary odjęcia punktów, werdykt był słuszny. Brytyjczyk zadawał masę ciosów, ale nie był dokładny. Chwilami biegał po ringu niczym kurczak. Myślę, że zmierzę się niedługo z Khanem, być może po jego rewanżu z Petersonem. Khan zostanie jeszcze na chwilę w wadze junior półśredniej, by w końcu przenieść się do półśredniej - uważa kreowany na następcę Naseema Hameda Brook.
W głównym wydarzeniu IV Praskiej Gali Boksu, która odbyła się dziś wieczorem w Warszawie, Michał Starbała (5-0, 0 KO) pokonał na punkty Dzianisa Makara (2-5-1, 2 KO). Walka zakontraktowana była na cztery rundy.
28-letni Białorusin nie stanowił dla polskiego pięściarza wielkiego zagrożenia. Starbała kontrolował przebieg wydarzeń na ringu i miał sporą przewagę w ofensywie. W czwartej rundzie 29-letni Polak występujący w wadze super średniej położył przeciwnika na deski i był bliski skończenia pojedynku przez nokaut, ale zabrakło mu do tego kilkudziesięciu sekund.
Przed walką wieczoru odbyły się trzy pojedynki amatorskie mężczyzn oraz jeden kobiet. W pierwszym z nich Wojciech Kozyra (Feniks Warszawa, waga do 75 kg) pokonał niejednogłośnie na punkty Marcina Gnozę (Boxing Sokółka), w drugim Wojciech Sobierajski (Feniks Warszawa, waga do 75 kg) po bardzo dobrym, technicznym pojedynku pokonał 3:0 Michała Łoniewskiego (Kontra Elbląg), a w trzecim Mateusz Tryc (Feniks Warszawa, waga do 81 kg) okazał się lepszy od Michała Wiembrockiego (Boxing Sokółka), wygrywając 3:0 i będąc bliski zwycięstwa przed czasem.
W pojedynku pań Ewa Brodnicka (Feniks Warszawa, waga do 69 kg) po efektownej walce pokonała jedngołośnie na punkty doświadczoną Ewę Gawendę (Carbo Gliwice).
Doskonałe wieści docierają do nas zza Oceanu. Na gali w UIC Pavilion w Chicago kolejne zwycięstwo przed czasem odniósł Andrzej Fonfara (20-2, 11 KO). 24-letni Polak znokautował w trzeciej rundzie Phila Williamsa (11-5-1, 10 KO) i kończy 2011 rok z bilansem pięciu efektownych wygranych.
Kilka dni temu informowaliśmy, że 'Polski Książę' jest blisko walki o pas WBO w wadze półciężkiej. Fonfara potwierdził, że obóz Nathana Cleverly'ego (23-0, 11 KO) wyszedł z taką propozycją, ale wszystko zależeć będzie od jego najbliższej walki. Więcej informacji o walce Andrzeja i postępach w negocjacjach z walijskim championem już wkrótce na BOKSER.ORG.
Na gali w Mandalay Bay w Las Vegas obowiązkowy pretendent do tytułu WBC w wadze średniej, Marco Antonio Rubio (53-5-1, 46 KO), pokonał Matta Vandę (44-14, 24 KO) przez techniczny nokaut w piątej rundzie i tym samym podtrzymał szanse na walkę z Julio Cesarem Chavezem Juniorem (44-0-1, 31 KO) lub Sergio Gabrielem Martinezem (48-2-2, 27 KO).
Dla meksykańskiego punchera było to dziesiąte z rzędu zwycięstwo. Dotychczas 'El Veneno' przegrywał ze wszystkimi mocnymi rywalami (m.in. z Pavlikiem, Bajsangurowem, Oumą i Jantuah), a największe nazwiska na liście jego ofiar to Rigoberto Alvarez, Enrique Ornelas i David Lemieux (z dwoma pierwszymi Rubio toczył wyrównane boje, a trzeci wyraźnie prowadził z nim do czasu nokautu), ale po dwóch wygranych eliminatorach pojedynek o pas należy mu się jak mało komu...
Robert Guerrero (29-1-1, 18 KO) perfekcyjnie przewidział wynik walk Khan-Peterson, Berto-Ortiz i wielu innych pojedynków. W dzisiejszym finale turnieju Super Six wagi super średniej ''Duch'' widzi dominację mistrza świata WBA, Andre Warda (24-0, 13 KO).
- Andre Ward narzuci Carlowi Frochowi swoje warunki i zdobędzie puchar. Widzę walkę zdominowaną przez Warda, ale na kartach sędziowskich pojedynek będzie wyrównany. Amerykanin wygra niejednogłośną decyzją - powiedział Guerrero, który wciąż szuka majowej walki z Floydem Mayweatherem Juniorem (42-0, 26 KO).
Po odniesieniu 25 zwycięstw na terenie swojej ojczyzny, brytyjski pięściarz Kell Brook (25-0, 17 KO) zapragnął pokazać swój talent amerykańskiej publiczności. Już dzisiaj na ringu w Atlantic City wschodząca gwiazda wagi półśredniej zmierzy się z Portorykańczykiem Luisem Galarzą (17-2, 13 KO). Poniżej przedstawiamy wywiad ze 'Special K', w którym opowiada on między innymi o swoim najbliższym rywalu, współpracy z Matchroom, a także co chciałby osiągnąć w boksie.
- W dwóch swoich ostatnich walkach pokonałeś na punkty twardego Lovemore N'dou i zastopowałeś wymagającego Rafała Jackiewicza. Jak oceniasz swoje występy?
Kell Brook: Po zwycięstwie nad N'dou byłem bardzo szczęśliwy, ponieważ po raz pierwszy w swojej karierze walczyłem 12 rund. Chyba każdy z młodych pięściarzy ma co do siebie pewne wątpliwości zanim nie zaliczy pierwszej pełnej walki. Teraz jestem pewien, że do końca jestem w stanie dobrze boksować. N'dou był dla mnie także wymagającym rywalem w porównaniu z moimi wcześniejszymi przeciwnikami. Pokazałem jednak własnej publiczności, że jestem już gotowy na coraz to lepszych przeciwników, takich jak Jackiewicz. Walcząc z nim byłem zupełnie zrelaksowany. Wyszedłem i zrobiłem, co do mnie należało i tyle.
- Czy przeżywasz swój debiut na amerykańskim ringu?
KB: Jestem tym strasznie podekscytowany. Ale kto by nie był występując w Atlantic City przed wielkim finałem turnieju Super Six? Chcę pokazać Amerykanom na co mnie stać i już nie mogę się doczekać aż zacznie się walka!
- Ile wiesz na temat swojego przeciwnika Luisa Galarzy?
KB: Nie za dużo. Tylko tyle, że lubi się podpalać i potrafi mocno uderzyć. Pochodzi z Portoryko i lubi się bić w ringu. Na pewno będzie chciał utrzeć mi nosa i dobrze się zaprezentować. Będę musiał uważać bo jest niebezpieczny gdy atakuje, ale dzięki temu zapowiada się wspaniała walka. Ja zamierzam go znokautować i zapewnić ludziom wspaniałą rozrywkę!
Legendarny Evander Holyfield (44-10-2, 29 KO) uważa, że wciąż zasługuje na walkę o mistrzostwo świata. Były mistrz wylicza swoje atuty i posumowuje współczesnych zawodników ''królewskiej'' dywizji.
- Nie jest dla mnie ważne, z którym z braci stoczę pojedynek. Współcześni ''ciężcy'' nie mają odpowiedniego doświadczenia i umiejętności. Większość z nich nie ma za sobą długiej kariery amatorskiej. By wygrać z braćmi, musisz znać masę sztuczek. Jestem w stanie wykorzystać w mistrzowskiej walce moje atuty i wejść do półdystansu - powiedział Holyfield.
- Niewielu zawodników dba o siebie. Przyzwyczajają się do lenistwa i trenują zrywami, nie robią niczego systematycznie. Ja jestem w gymie codziennie i wciąż zasługuję na walkę o mistrzostwo świata. Nic innego mnie nie interesuje. Nie można ciągle mówić tylko o moim wieku - dodał Evander.
Czyli komu się powiodło w minionym tygodniu w bokserskiej dżungli i został drapieżnikiem, a komu raczej nie i przyjął rolę ofiary. Tradycyjnie zaczniemy od dobrych wiadomości.
1. Marzenia się spełniają.
Na pewno ani Brytyjczycy, ani Amerykanie (i reszta świata) nie wierzyli, że Lamont Peterson (30-1-1, 15 KO) zdoła w sobotę pokonać Amira Khana (26-2, 18 KO). A jednak chłopak z Waszyngtonu, którego wychowała ulica, zdetronizował faworyzowaną gwiazdę i odebrał jej pasy federacji WBA i IBF. Złośliwi powiedzą, że z pomocą panów sędziów i coś w tym pewnie jest. Tak czy owak ‘Havoc’ spełnił swoje sny i jak na gentlemana przystało obiecał Amirowi rewanż.
2. Nie taki diabeł straszny.
Biorąc przykład z Alego i Fraziera, Brian Viloria (30-3, 17 KO) razem z Giovanim Segurą (28-2-1, 24 KO) stworzyli w sobotę na ringu w Manili świetne widowisko. Co ciekawe to 31-letni Viloria rozgromił faworyzowanego i słynącego z potężnego uderzenia 28-letniego Meksykanina. ‘Hawaiian Punch’ potrzebował na to 8. rund i tym oto sposobem pozostał nadal mistrzem świata WBO w wadze muszej.
3. Ostatnia nadzieja czarnych.
Na ringu w Waszyngtonie obiecujący 29-letni Seth Mitchell (24-0-1, 18 KO), nie miał żadnych problemów z zastopowaniem mającego wyraźnie swoje najlepsze lata za sobą Uzbeka Timura Ibragimowa (30-4-1, 16 KO). Ten pochodzący z miasta Brandywine czarnoskóry pięściarz, to były gracz futbolu amerykańskiego, który boksować zaczął dopiero w wieku 25 lat. Ostatnim zwycięstwem pokazał, że coraz szybciej wspina się na szczyt wagi ciężkiej.

Bohaterowie finału Super Six bez problemów zmieścili się w limicie wagi super średniej. Mistrz federacji WBC, Carl Froch (28-1, 20 KO), wniósł na wagę 167,5 funta, a champion WBA Super, niepokonany Andre Ward (24-0, 13 KO) zanotował dokładnie 168 funtów.
Mistrz świata WBA i IBF wagi junior półśredniej, Lamont Peterson (30-1, 15 KO) jest zadowolony z decyzji IBF. Federacja odrzuciła protest teamu Amira Khana (26-2, 18 KO) i nie zarządziła natychmiastowego rewanżu.
- Tak jak powiedziałem po walce, jestem dumny z bycia nowym mistrzem WBA i IBF. Popieram również decyzję federacji w sprawie protestu. Teraz udam się na wakacje z rodziną, by wrócić pełen mocy i godnie reprezentować obie federacje jako mistrz - powiedział Peterson, którego wygrana zachwiała układem sił w dywizji do 140 funtów.
- Doceniamy decyzję federacji, narzekanie po walce nie jest w naszym stylu. Chcemy, by Lamont bronił tytułów przez wiele lat - dodał trener i menadżer Petersona Barry Hunter, który za pracę w pojedynku z Khanem zebrał wiele zasłużonych pochwał.
Robert Helenius (17-0, 11 KO) kompletnie nie widzi szans Derecka Chisory (15-2, 9 KO) w walce z mistrzem WBC - Witalijem Kliczko (43-2, 40 KO). Dwa tygodnie temu na gali w Helsinkach 'Nordycki Koszmar' stoczył z Brytyjczykiem porywający dwunastorundowy bój, który zakończył się niejednogłośnym zwycięstwem Fina, choć zdecydowana większość obserwatorów widziała wyraźną wygraną 'Del Boya'.
- Zraniłem Derecka już w pierwszej rundzie i na pewno pokonałbym go przez nokaut, gdyby nie kontuzja ręki - oświadczył Helenius. - Wyobraźcie sobie, co zrobi z nim Witalij, jeżeli będzie miał do dyspozycji dwie zdrowe ręce.
Zapraszamy na fragment treningu bokserskiego w klubie Gwardia Wrocław. Film został zarejestrowany podczas ostatniego treningu przed meczem bokserskim, w którym naprzeciwko Wrocławian stanęły połączone siły czeskich klubów Banik Sokolov i BC Plzen.
Oswaldo Kuchle, promotor obowiązkowego pretendenta do tytułu WBC w wadze średniej - Marco Antonio Rubio (53-5-1, 46 KO), wyznał w rozmowie z BoxingScene, że otrzymał od grupy Top Rank kontrakt na walkę z niepokonanym Julio Cesarem Chavezem Juniorem (44-0-1, 31 KO). Wszystkie szczegóły zostały ustalone - pojedynek odbędzie się 4 lutego w San Antonio.
Podczas Konwencji World Boxing Council w Las Vegas ustalono, że syn meksykańskiej legendy boksu musi w następnej walce zmierzyć się z Sergio Gabrielem Martinezem (48-2-2, 27 KO). Najwyraźniej Bob Arum dogadał się z przedstawicielami Argentyńczyka i ustalono, że zwycięzca pojedynku Chavez-Rubio zmierzy się z 'Maravillą'.
- Obóz Chaveza dogadał się z ludźmi Martineza. Umowa wygląda tak, że zwycięzca walki Juniora z Rubio musi potem walczyć z Sergio. Siedziałem z nim przy ringu. Powiedział mi, że Rubio znokautuje Chaveza do końca szóstej rundy - powiedział Kuchle.
Legendarny meksykański wojownik, Erik Morales (52-7, 36 KO), nie przejmuje się opiniami swoich krytyków i zamierza kontynuować sportową karierę. 28 stycznia 'El Terrible' przystąpi do pierwszej obrony tytułu mistrza świata WBC wagi junior półśredniej, a jego rywalem będzie wschodząca gwiazda tej kategorii - niepokonany Danny Garcia (22-0, 14 KO).
- Wszyscy mówią, że najlepsze mam dawno za sobą i już tylko się starzeję, ale czuję się młodo i bardzo dobrze. Od czasu powrotu stoczyłem pięć walk i z każdą następną czuję się coraz lepiej - oświadczył 35-letni Morales.
Pierwszy meksykański champion czterech kategorii wagowych chciałby przed zakończeniem kariery po raz kolejny stanąć do walki z Mannym Pacquiao (54-3-2, 38 KO), z którym przed laty stoczył dwie wspaniałe wojny (przy trzecim spotkaniu Filipińczyk szybko złamał 'El Terrible' i już w trzeciej rundzie zmusił go do poddania) lub wyjść do ringu z innym legendarnym wojownikiem swojego pokolenia - Juanem Manuelem Marquezem (53-6-1, 39 KO).
- Czwarte starcie z Pacquiao to moje marzenie, ale poczekajmy. Sprawmy, że kibice będą chcieli to zobaczyć. Niech powiedzą: "Chcemy kolejnej walki Pacquiao z Moralesem!". Jeżeli chodzi o pojedynek z Marquezem, to nie odbył się on do tej pory tylko dlatego, że Juan Manuel go nie chce - wyznał Morales.
Były mistrz świata w wadze średniej Arthur Abraham (32-3, 26 KO) kolejną walkę stoczy 14 stycznia na ringu w niemieckim Offenburgu. Rywalem 31-letniego pięściarza grupy Sauerland Event będzie 23-letni Pablo Oscar Natalio Farias (19-1, 11 KO) z Argentyny. W rozmowie z rosyjskim portalem Sportbox.ru Abraham opowiedział o najbliższym przeciwniku, a także o ostatnich pojednkach Giennadija Gołowkina, Grzegorza Proksy i finale turnieju Super Six, w którym sam brał udział.
- Mówiło się o pańskim powrocie do wagi średniej, jak również o kontynuowaniu kariery w wyższej kategorii. Jaka będzie ostateczna decyzja?
Arthur Abraham: Moja walka 14 stycznia z Argentyńczykiem Pablo Oscarem Natalio Fariasem zostanie rozegrana w limicie wagi super średniej. Zobaczymy, jak będę się czuł. Jeśli wszystko będzie w porządku, to następnym razem spróbuję sił w kategorii średniej. Najważniejsze, aby zmiana kategorii nastąpiła płynnie i abyśmy nie popełnili żadnych błędów.
- Co pan powie o swoim najbliższym rywalu?
AA: Farias stoczył do tej pory dwadzieścia walk, z których żadnej nie przegrał. To dobry zawodnik. Będę musiał walczyć ostrożnie, trzymać dystans.
- Ciężko wraca się na ring po paru przegranych? Jak radzi pan sobie z psychicznym nastawieniem? Jak mobilizuje się pan przed walkami?
AA: Nie mam z tym żadnych problemów, o tych przegranych zdążyłem już zapomnieć. Z początku było słabo, jednak już doszedłem do siebie.
Zapraszamy na zapis video kolejnego zwycięstwa Andrzeja Fonfary (20-2, 11 KO). 24-letni Polak znokautował w trzeciej rundzie Phila Williamsa (11-5-1, 10 KO) i kończy 2011 rok z bilansem pięciu efektownych wygranych.
Podczas spotkania twarzą w twarz w trakcie ceremonii ważenia przed dzisiejszym finałem Super Six, Carl Froch (28-1, 20 KO) i Andre Ward (24-0, 13 KO) wdali się w ostrą wymianę słów. Brytyjski mistrz federacji WBC zdradził, co miał do powiedzenia championowi WBA Super.
- Wierzę, że on nie może mnie znokautować i to jedna z rzeczy, jakie mu wtedy powiedziałem - wyznał zrelaksowany i pewny siebie Froch. - To bardzo dobry pięściarz, ale nie ma ciosu, a ja biję bardzo mocno i mogę to robić od pierwszej do ostatniej rundy.
Uważany powszechnie za najlepszego pięściarza poprzedniej dekady Manny Pacquiao (54-3-2, 38 KO) skończył dziś 33 lata. Filipiński geniusz ofensywy zadebiutował na zawodowych ringach w styczniu 1995 roku i początkowo występował w najniższych kategoriach, jednak przez lata przebył długą drogę do dywizji półśredniej i junior średniej, w których toczył swoje ostatnie walki.
Po drodze 'Pacman' zdobywał mistrzowskie tytuły najważniejszych federacji w sześciu kategoriach wagowych - muszej (112), super koguciej (122), super piórkowej (130), lekkiej (135), półśredniej (147) i junior średniej (154), jednak wielu uznaje go za jedynego championa ośmiu dywizji, Manny był bowiem posiadaczem niezwykle prestiżowego pasa magazynu The Ring aż w czterech wagach: muszej, piórkowej (126), super piórkowej/junior lekkiej oraz junior półśredniej (140). Na rozkładzie 'Pacmana' znajdują się największe gwiazdy zawodowego boksu, m.in.: Marco Antonio Barrera, Erik Morales, Juan Manuel Marquez, Oscar Larios, Jorge Solis, David Diaz, Oscar De La Hoya, Ricky Hatton, Miguel Angel Cotto, Joshua Clottey, Antonio Margarito i Shane Mosley.
Od dwóch lat wszyscy kibice czekają na walkę z głównym konkurentem Filipińczyka do tronu P4P - Floydem Mayweatherem Juniorem, jednak wydaje się, że bezpowrotnie przeminął najlepszy moment na zorganizowanie tego pojedynku. W ostatnim czasie Pacquiao spuścił nieco z tonu i trudno powiedzieć, czy jest to skutek wyczerpujących wojen, braku czasu lub odpowiedniej koncentracji, czy też dający o sobie znać wiek... Manny'emu życzymy wyczucia przy podejmowaniu decyzji o zakończeniu wielkiej kariery, a także sukcesów w polityce, która ostatnio zajmuje w jego życiu ważniejsze miejsce niż sport.
Duńczyk Mikkel Kessler (44-2, 33 KO) i jego ludzie będą dziś oglądać walkę mistrza WBC Carla Frocha (28-1, 20 KO) z mistrzem WBA Andre Wardem (24-0, 13 KO) z miejsc tuż przy ringu. W finale turnieju Super Six wagi średniej Kessler, który walczył z Wardem i Frochem, będzie kibicował Brytyjczykowi.
- Od czasu naszej walki rozmawiałem z Carlem kilka razy. Stawiam na jego zwycięstwo. Wygląda na to, że na razie jest traktowany uczciwie, ale i tak martwię się o niego. Opowiedziałem Frochowi, jak nękano mnie przed walką z Wardem. Po oddaniu przeze mnie moczu przed walką kazali mi przystąpić do kolejnego testu dopingowego. Musiałem wypić w szatni dwa litry wody, by ponownie oddać mocz do badania. Potem nakazano mi ponowne bandażowanie rąk i przez czterdzieści pięć minut czekałem na znak, aż wreszcie poproszono mnie o wejście do ringu - twierdzi Kessler.
Dzisiaj po blisko rocznej przerwie na zawodowy ring powróci Bartłomiej Wańczyk (8-0, 4 KO). Na gali w poznańskim klubie "Boxing Team Piecobiogaz" niepokonany 24-latek skrzyżuje rękawice z Aliaksandrem Abramienką (16-26-1, 5 KO) z Białorusi. Walka zakontraktowana na sześć rund odbędzie się w limicie kategorii junior półśredniej.
- Czy jestem zardzewiały po takiej przerwie? W żadnym razie, raczej wygłodniały! (śmiech). Boksuję na swoim ringu, tutaj codziennie trenuję, więc czuję się jak u siebie w domu. Mam nadzieję, że będę rozluźniony. Jeżeli nie będę się spinał, to wszystko powinno chodzić jak w naoliwionej maszynie – powiedział Wańczyk, który ma za sobą występy również na obcych ringach, w Niemczech i Irlandii.
17 lat temu, 17 grudnia 1994 roku na ringu w Hamburgu Dariusz Michalczewski przeszedł do historii jako pierwszy polski (a zarazem niemiecki - reprezentował wtedy naszych zachodnich sąsiadów) pięściarz, który został mistrzem świata w dwóch kategoriach wagowych. Zaledwie trzy miesiące po zdobyciu pasa WBO w kategorii półciężkiej po zwycięstwie nad Leeonzerem Barberem, sięgnął po tytuł tej samej federacji w wadze junior ciężkiej. W dziesiątej rundzie ciężko znokautował lewym sierpowym mocno już porozbijanego Nestora Giovanniniego. W ten sposób pomścił innego podopiecznego swego promotora Klausa-Petera Kohla, wcześniejszego mistrza WBO w cruiser Markusa Botta, który stracił pas właśnie na rzecz Giovanniniego. Do czasu zakończenia walki Michalczewski prowadził zdecydowanie na punkty, wygrywając niemal wszystkie rundy. W dziewiątym starciu miał Argentyńczyka na deskach po prawym podbródkowym, ale sędzia ringowy liczył na tyle długo, że zamroczony pięściarz pozbierał się na "9", a przed nokautem uratował go gong kończący rundę. Było to jednak tylko odroczenie egezkucji, która nastąpiła dwie minuty później.
Walka z Giovanninim była według Michalczewskiego planowana jako element strategii, mającej doprowadzić do pojedynku z legendą zawodowego boksu, mistrzem świata pięciu kategorii wagowych Thomasem Hearnsem (później dołożył jeszcze mało znaczący pas w szóstej) , dzierżącym wówczas tytuł NABF w kategorii cruiser. Jednak "Hitman" nie był zainteresowany starciem z "Tygrysem" i w ten sposób walka z Argentyńczykiem stała się jedynie okazją do osiągnięcia historycznego sukcesu w nowej wadze. Po zapisaniu go na swoim koncie, Michalczewski powrócił do rywalizacji w wadze półciężkiej i z powodzeniem bronił swojego pasa WBO aż 23 razy w ciągu prawie 9 lat. Jego osiągnięcie udało się powtórzyć dopiero Tomaszowi Adamkowi, który w 2008 roku zdobył pas w drugiej kategorii wagowej.
Już jutro odbędzie się kolejna impreza organizowana przez Babilon Promotion pod nazwą Skok Wołomin Boxing Show III. Podczas dzisiejszej ceremonii ważenia walczący w głównym pojedynku wieczoru Krzysztof Cieślak (17-2, 5 KO) zanotował 61,90 kg, a jego przeciwnik z Gruzji, Beki Sadjaii (27-15-1, 9 KO) okazał się cięższy o 0,6 kg.
Znany dobrze polskim kibicom Nigeryjczyk, Anthony Ukeh (6-6-2, 2 KO) miał spore problemy z osiągnięciem limitu wagowego, jednak ostatecznie udało mu się wnieść na wagę 70,60 kg. Jego przeciwnik, wracający po dwóch porażkach Ismail Tebojew (5-2-1, 3 KO) nie miał większych problemów ze zrobieniem wagi notując 70,70 kg.
Boksujący w wadze średniej Przemysław Opalach (6-0, 5 KO) na wołomińskim show stanie w ringu z 25-letnim Tomem Reiche (11-5, 5 KO). Olsztyński "Playboy" wniósł na wage 72,30 kg, zaś jego przeciwnikowi waga pokazała 71,45 kg.
Podczas gali odbędą się również trzy starcia amatorskie, w których spotkają się Anna Sajnóg (Legia Warszawa) z Magdaleną Konarską (Garda Otwock) w kat. 64kg, Wiola Gmurczyk (Legia Warszawa) z Anną Maksim (Orlęta Łuków) oraz Dawid Kwiatkowski z Michałem Żeromińskim w kat. 64kg.
Manuel Charr (20-0, 11 KO), o którym w Niemczech zrobiło się ostatnio bardzo głośno, za sprawą nakłaniania do walki Witalija Kliczki, nadal atakuje ukraińskich braci. Tym razem Syryjczyk skrytykował wybór Derecka Chisory jako kolejnego przeciwnika Witalija.
- Chisora nie zasługuje na walkę o mistrzowstwo świata. Mam interkontynentalny pas WBC Silver, a mimo to szansę walki z Ukraińcem dostaje ten Brytyjczyk. Zobaczcie jego ostatnią walkę, przegrał ze słabiutkim Heleniusem, który od drugiej rundy walczył ze złamaną ręką. To jest bezczelność teamu Ukraińca - tłumaczy notowany w pierwszej piętnastce rankingów WBA i IBF pięściarz.
Charr liczy, że walka z Kliczką dojdzie to skutku w drugiej połowie 2012 roku. Co ciekawe, 27-latek nalega na walkę ze starszym z braci, gdyż jak uważa, potyczka z Władimirem, byłaby nudna ze względu na styl jaki preferuje "Dr Steelhammer".
- Nie odmówie Władimirowi, lecz wolałbym zmierzyć się z Witalijem. Walka z młodszym Kliczką nie byłaby zbyt emocjonująca. Pojedynki Władimira przypominają mi zabawę w kotka i myszkę, a kibice tego nie lubią. Witalij jest prawdziwym mężczyzną i ja również nim jestem, dlatego nasza walka będzie wspaniałym widowiskiem - uzasadnia Charr.
Podczas 49. Konwencji World Boxing Council reporterzy BoxingScene spotkali się z mistrzem świata wagi piórkowej - Jhonnym Gonzalezem (51-7, 45 KO) i poprosili go o skomentowanie wypowiedzi Jorge Arce (59-6-2, 45 KO), który wyznał niedawno, że myśli o skoku dwie kategorie w górę, gdzie mógłby zdobyć kolejny tytuł. Wśród potencjalnych rywali 'Travieso' wymienił między innymi Gonzaleza.
- To tylko gadanie, on nie robi nic innego. On nie chce ze mną walczyć. Używa publicznie mojego nazwiska, żeby zwrócić na siebie uwagę - uważa 30-letni podopieczny Nacho Beristaina. Gonzalez wypowiedział się również na temat rewanżu Salido-Lopez. Jhonny jest przekonany, że tym razem 'Juanma' wypadnie znacznie lepiej, lecz to i tak nie starczy na pokonanie jego rodaka.
Stało się! To właśnie dzisiaj na ringu w Boardwalk Hall w Atlantic City Carl Froch (28-1, 20 KO) stanie do boju z Andre Wardem (24-0, 13 KO) w finale turnieju Super Six. Mimo iż całe zorganizowane z rozmachem przez stację Showtime przedsięwzięcie prześladował pech, w końcu wyłoniono dwóch najlepszych pięściarzy wagi super średniej. Tak oto brytyjski czempion federacji WBC rozstrzygnie z amerykańskim mistrzem WBA, który z nich założy dzisiaj królewską koronę i przejdzie do historii.
Początkowo ten wielki finał miał odbyć się w październiku, jednakże z powodu kontuzji Warda (rozcięcie łuku brwiowego podczas sparingu), całe show przeniesiono na dzisiaj. Oczywiście każdy orientujący się w bokserskim światku kibic zarzuci włodarzom stacji, że nie zaprosili do udziału świetnego Luciana Bute (30-0, 24 KO), (który wówczas był związany kontraktem z konkurencyjną stacją HBO) i dlatego też dzisiejszy zwycięzca nie może być oficjalnie uznany za najlepszego. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno Andre jak i Carl w drodze do finału rozgromili ścisłą światową czołówkę, a przyszły pojedynek z rumuńskim mistrzem IBF będzie tak zwaną wisienką na tym bokserskim torcie.
Ciężko przewidzieć wynik dzisiejszej bitwy. Pochodzący z Nottingham 34-letni Froch w ciągu ostatnich trzech lat przeistoczył się z lokalnej angielskiej gwiazdy, dzierżącej tytuły mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej, w czołowego pięściarza świata. Z pewnością kibice zapamiętają go jako ringowego twardziela, który nie unikał nikogo i mierzył się z każdym. Dzisiaj naprzeciwko niego stanie jednak młodszy o 7 lat, świeży, szybki, czasami prezentujący nietypowy styl walki zawodnik. Amerykanin nie zawsze zachwyca w ringu, ale ciągle wygrywa i to jest najważniejsze.
Porównanie ich wspólnych rywali również niewiele nam pomoże. W kwietniu 2010 roku Froch przegrał jednogłośnie na punkty po bardzo wyrównanej i zaciętej walce z Mikkelem Kesslerem (44-2, 33 KO). Jednakże pojedynek, który odbył się w ojczyźnie 'Wikinga' Dani, o mały włos nie doszedł by do skutku z powodu erupcji wulkanu. 'Kobra' w ostatnim momencie doleciała na miejsce wynajętą awionetką, co według niej miało duży wpływ na koncentrację i formę. Jeżeli chodzi o Warda, to zwyciężył porozcinanego Duńczyka przed czasem w 2009 roku u siebie na ringu w Oakland. Na korzyść Frocha przemawia natomiast jego wygrana z Arthurem Abrahamem (32-3, 26 KO), którego obydwaj panowie wypunktowali na dystansie 12. rund. Brytyjczyk zaprezentował się jednak zdecydowanie lepiej trzymając bezradnego momentami 'Króla Artura' na dystans długim lewym i zaskakując go szybkimi kombinacjami ciosów.
Sześć lat temu Ricky Hatton odszedł ze stajni Franka Warrena. Od tego czasu stosunki między byłym bokserem i jego byłym promotorem są bardzo napięte. Może się to jednak zmienić. Mówi się, że Hatton i Warren chcą doprowadzić do walki Crolla-Burns.
- Promotorzy powinni współpracować, by dać brytyjskim fanom walki, które chcą oni zobaczyć. Mój szacunek dla Franka był zawsze niepodważalny, choć mieliśmy nasze problemy. W tej chwili najlepszymi zawodnikami wagi lekkiej w Wielkiej Brytanii są Anthony Crolla i Ricky Burns. Wierzę, że w 2012 roku Anthony będzie numerem jeden. Crolla dojrzewa, jego zwycięstwo nad Limondem było dominujące - powiedział Hatton. Do walki o miano najlepszego zawodnika wagi lekkiej na Wyspach może dojść 10 marca w Glasgow.
Podczas niedzielnych finałów turnieju "O Złotą Rękawicę Wisły" w Krakowie rozmawialiśmy z Dariuszem Sękiem (14-0-1, 6 KO), reprezentującym barwy grupy O'Chikara Gmitruk Team. 25-letniego boksera występującego w wadze półciężkiej zapytaliśmy między innymi o występ Mateusza Rzadkosza, który niedługo również będzie boksował jako zawodowiec w stajni Andrzeja Gmitruka, walki jego kolegów z Tarnowa oraz własne, sportowe plany na najbliższe miesiące.
Jutro finał turnieju Super Six w wadze super średniej, a dzień przed galą w Atlantic City odbyło się oficjalne ważenie przed pojedynkiem dwóch najlepszych zawodników zawodów - niepokonanym na zawodowym ringu Andre Wardem (24-0, 13 KO) i Carlem Frochem (28-1, 20 KO). Jak wyglądało ostatnie spotkanie Amerykanina z Brytyjczykiem przed jutrzejszym starciem? Obejrzyjcie sami.
W zakończonej przed godziną gali boksu zawodowego Piecobiogaz Boxing Team w Poznaniu, efektowne zwycięstwo przed czasem odniósł doświadczony pięściarz wagi średniej, Mariusz Biskupski (15-17-1, 6 KO). "Pitbull" po raz kolejny udowodnił, że jego rekord jest mylący, rozprawiając się błyskawicznie z przeciętnym rywalem. Adam Gawlik (0-17), który jest etatowym dostarczycielem zwycięstw odbudowującym na nim swoje rekordy polskim journeymanom, drogo zapłacił za chwilę nieuwagi. W drugim starciu cofając się pod naporem Biskupskiego, w klinczu na chwilę opuścił ręce, jakby licząc, że prowadzący walkę w ringu sędzia Robert Gortat wypowie komendę "break", a poznański zawodnik błyskawicznie wyprowadził w tym momencie druzgoczący lewy sierpowy. Gawlik padł na deski jak rażony piorunem i pozostał tam zamroczony przez kilkadziesiąt sekund. Zwycięstwo Biskupskiego z pewnością może kandydować do miana nokautu roku na polskich ringach zawodowych.
Sobotnie popołudnie w gymie poznańskiego klubu Piecobiogaz Boxing Team było powrotem zawodowego boksu do Poznania, w którym zmagania profesjonalnych pięściarzy można było oglądać ostatni raz ponad trzy lata temu. I choć nie była to impreza znaczącej rangi, z pewnością zgromadzonym na niej licznie kibicom mogła dostarczyć wiele satysfakcji, a atmosferą przypominała małe gale na Wyspach Brytyjskich, na co zwrócił uwagę obecny w Poznaniu Dariusz Snarski. Promowany przez niego Białorusin Aliaksandr Abramenka (16-27-1, 5 KO) nie sprostał faworyzowanemu Bartłomiejowi Wańczykowi (9-0, 4 KO), przegrywając wszystkie sześć zakontraktowanych rund. Pochodzący z Nowego Sącza podopieczny Piecobiogaz Boxing Team powrócił na ring po rocznej przerwie i zapowiada teraz bardziej aktywne kontynuowanie dobrze zapowiadającej się kariery.
Poznańskiej publiczności zaprezentował się także Sylwester Walczak (3-0), zawodnik grupy Silesia Boxing, trenujący na co dzień w gymie Piecobiogazu. Bez większych problemów pewnie wypunktował na dystansie czterech rund Rafała Piotrowskiego (0-12), który w tym pojedynku mógł jedynie imponować odpornością na ciosy Walczaka, zwłaszcza liczne haki bite na korpus. Przed rozpoczęciem walk zawodowych kibicom swoje umiejętności zaprezentowali w ringu w czterech pojedynkach także młodzi pięściarze amatorscy z klubów Junior Box Poznań, Korona Wałcz i Sparta Złotów. Niebawem na BOKSER.ORG zaprezentujemy materiały video z poznańskiej imprezy.