Podczas wczorajszej ceremonii ważenia przed galą w Atlancie zarówno Roy Jones Jr (54-8, 40 KO), jak i jego dzisiejszy przeciwnik - Max Alexander (14-5-2, 2 KO) wnieśli na wagę po 193 funty. Pojedynek został zakontraktowany na dziesięć rund, a w przypadku zwycięstwa 42-letni legendarny mistrz świata czterech kategorii wagowych zamierza kontynuować karierę i podjąć próbę zdobycia tytułu w dywizji junior ciężkiej. Kilka dni temu w sieci pojawiło się krótkie nagranie z treningu Jonesa. Zapraszamy do obejrzenia.
Regularny mistrz świata federacji WBA w wadze średniej Giennadij Gołowkin (22-0, 19 KO) dąży do pojedynku z superczempionem tej organizacji Felixem Sturmem (36-2-2, 15 KO). Wczoraj 29-letni pięściarz z Kazachstanu bez problemów pokonał Lajuana Simona, pojedynek kończąc już w pierwszej rundzie.
- Chcę zmierzyć się z superczempionem WBA Felisem Sturmem, aby wyjaśnić sytuację jeśli chodzi o prawdziwe mistrzostwo świata w naszej federacji. W Niemczech nazwisko mojego przyszłego rywala jest świetnie znane i dlatego chcę z nim walczyć właśnie tutaj. W ostatnich walkach Sturm nie zademonstrował nic nowego - pozostał tym bokserem, którego znaliśmy. Dużo o nim wiem i sądzę, że niczym mnie nie zaskoczy - zapewnia Gołowkin.
29-letni Kazach od niedawna promowany jest przez należącą do braci Witalija i Władimira Kliczków grupę K2 Promotions. Wcześniej zawodnik reprezentował barwy Universum Box-Promotion.
Nie napracował się specjalnie Giennadij Gołowkin (22-0, 19 KO) podczas wczorajszej, skromnej gali grupy K2 Promotions w Dusseldorfie. 29-letni pięściarz z Kazachstanu potrzebował około dwóch minut, aby zakończyć walkę z Lajuanem Simonem (23-4-2, 12 KO). Zwycięstwo mistrza świata WBA World oklaskiwał między innymi Władimir Kliczko, który dziś miał wyjść na ring przeciwko Jeanowi Markowi Mormeckowi, ale w związku z kłopotami zdrowotnymi pojedynek odwołano.
Świeżo upieczony mistrz świata WBO wagi super piórkowej, Adrien Broner (22-0, 18 KO) zmierzy się z Eloyem Perezem (23-0-2, 7 KO) 25 lutego przyszłego roku. Walka odbędzie się podczas gali w Saint Louis, której pojedynkiem wieczoru jest starcie Alexander-Maidana.
- Teraz zajmiemy się gościem, który uwielbia burrito, Eloyem Perezem. Szanuję jego dokonania. Jest niepokonany, ale ma na koncie tylko sześć nokautów. Taki zawodnik mnie nie pokona. Jego pięści są jak poduszki, moje - jak cegły - twierdzi przekonany o swojej wyższości Broner.
- Skopię tyłek Adriena Bronera. Dzisiaj, jutro, w przyszłym miesiącu, w przyszłym roku - kiedy przyjdzie wreszcie czas naszej walki - powiedział w październiku Perez. Walka dwóch młodych wilków powinna stać na wysokim poziomie i być dobrą reklamą współczesnego boksu.
Żywa legenda boksu, mistrz świata WBC wagi półciężkiej Bernard Hopkins (52-6-2, 32 KO) uważa, że mistrz WBA wagi super średniej, Andre Ward (24-0, 13 KO) może wygrać finałowy pojedynek turnieju Super Six przed czasem. 17 grudnia Ward zmierzy się w Atlantic City z mistrzem WBC, Carlem Frochem (28-1, 20 KO).
- Andre Ward w spokoju dojrzewał, nie dążył do wielkich pieniędzy za wszelką cenę. W tej chwili jest zawodnikiem, który mimo młodego wieku walczy jak weteran. Jego bokserska inteligencja przewyższa inteligencję Frocha. Poza tym Ward jest szybszy i bardziej odporny na stres. Myślę, że ''S.O.G.'' może zakończyć walkę przed czasem w tzw. mistrzowskich rundach. Pragnę podkreślić, że nigdy nie stoczę walki z Wardem. Pewnych rzeczy się nie robi. Mistrz nie powinien walczyć z uczniem. Należy się nawzajem szanować - powiedział ''Kat''.
Dziś wieczorem dojdzie do ciekawego starcia na szczycie wagi muszej. Mistrz federacji WBO, Brian Viloria (29-3, 16 KO), zmierzy się z dwukrotnym championem niższej dywizji - mocno bijącym Giovanim Segurą (28-1-1, 24 KO).
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Zdecydowanym faworytem pojedynku jest meksykański super puncher. Eksperci z firmy UNIBET wierzą, że 'El Guerrero Azteca' przełamie i zdetronizuje filipińskiego technika.
Wygrana Segury - 1.30
Remis - 29.00
Wygrana Vilorii - 3.30
Lucas Martin Matthysse (29-2, 27 KO) wystąpił wczoraj po raz pierwszy od czerwca, kiedy to niejednogłośnie na punkty przegrał z Devonem Aleksandrem. Argentyński pięściarz kategorii junior półśredniej zmierzył się wczoraj w swojej ojczyźnie z rodakiem Sergio Omarem Priottim (25-11-1, 8 KO) i nie miał większych problemów z odniesieniem zwycięstwa.
Pojedynek zakończył się na początku czwartej rundy, bo bardzo dobrej kontrze Matthysse. W ciągu poprzednich odsłon 29-latek wyprowadzał dużą ilość mocnych ciosów i był wyraźnie lepszy w każdym elemencie bokserskiego rzemiosła.
Po walce Matthysse wyraził chęć skrzyżowania rękawic z mistrzem świata federacji WBC w wadze junior półśredniej Erikiem Moralesem (52-7, 36 KO). Do tej potyczki miało dojść już latem, ale na przeszkodzie stanęły problemy zdrowotne Argentyńczyka. 28 stycznia 35-letni Morales stanie do pierwszej obrony pasa WBC. W Houston zmierzy się z Dannym Garcią.
Bokser z RPA, Simphiwe Tom (8-2, 5 KO) jest w stanie krytycznym po wczorajszej walce z Sabelo Jubathą (8-1, 7 KO). Pojedynek obu pięściarzy miał miejsce w mieście East London. Jego stawką był wakujący tytuł mistrza RPA wagi piórkowej.
Kilka czynników złożyło się na tragiczny przebieg pojedynku. Między Jubathą i Tomem panowała nienawiść od czasu, gdy obecny mistrz został pozbawiony tytułu po odrzuceniu kwietniowej walki ze swoim wczorajszym rywalem. Jubatha oskarżył wtedy Toma i jego promotora o intrygi mające na celu zdegradowanie go jako boksera. W maju Tom został bardzo brutalnie znokautowany przez Matima Molefę i wielu ludzi, na czele z dziennikarzem Mesuli Zifą, ostrzegało lokalną komisję sportową przed dopuszczeniem Simphiwe do kolejnej walki. Jubatha był wczoraj bezlitosny, na domiar złego sędzia nie przerwał walki po drugim nokdaunie. Tom wciąż podnosił się z desek i słaniając się na nogach walczył dalej, aż wreszcie w czwartej rundzie upadł po raz kolejny. Niedługo później zapadł w śpiączkę.
- Bóg dał mi życie, więc każdego dnia muszę ciężko pracować na sali treningowej tak, aby nie wypaść z właściwego rytmu - mówi BOKSER.ORG, doskonale znany polskim kibicom Steve Cunningham (24-3, 12 KO). Były mistrz świata wagi cruser w rozmowie z naszą redakcją opowiada, że w dalszym ciągu znajduje się w dobrej dyspozycji i jest w pełni gotów na kolejne sportowe wyzwania.
Haroon Khan ma zamiar poprawić osiągniecie swojego brata, mistrza świata WBA i IBF wagi junior półśredniej Amira Khana (26-1, 18 KO), zdobywając złoty medal olimpijski w Londynie. Starszy brat Haroona zdobył srebro w wadze lekkiej w 2004 roku w Atenach.
Młody Khan miał startować w mistrzostwach świata w Azerbejdżanie, gdzie Walijczyk Andrew Selby zdobył srebrny medal. Haroon pokonał już Selby'ego na amatorskich ringach, jednak nie został dopuszczony do startu w Baku, gdyż chciał reprezentować Pakistan mając na koncie występy w barwach Wielkiej Brytanii w zawodach juniorskich.
Mimo wszystko brat ''Kinga'' wystartuje w Londynie. AIBA zmieniła zdanie i pozwoliła Haroonowi na występ w barwach Pakistanu. - Chciałbym walczyć w turnieju olimpijskim z Andrew Selbym. Dużo rozmawialiśmy na Facebooku i gdyby udało nam się dostać do finału, stoczylibyśmy wspaniałą walkę - powiedział młody Khan, który ma już za sobą kilka sesji treningowych pod okiem Freddiego Roacha.
Od dłuższego czasu mówi się o tym, że David Haye (25-2, 23 KO) może wycofać się z decyzji o zakończeniu kariery jeśli otrzyma odpowiednio dobrą propozycję od obozu Witalija Kliczki (43-2, 40 KO), mistrza świata federacji WBC. Pojedynek miałby odbyć się w pierwszej połowie 2012 roku. Według ostatnich doniesień najbliższą potyczkę 40-letni Ukrainiec ma stoczyć 25 lutego w 12-tysięcznej Olympiahalle w Monachium. Taki obrót spraw świadczyłby o tym, że rywalem Kliczki nie będzie były mistrz świata WBA. Czy po lipcowej walce "Hayemakera" z Władimirem Kliczką doczekamy się również potyczki Brytyjczyka ze starszym z braci?
W 1881 roku słynny Mark Twain napisał książkę pod wyżej wymienionym tytułem, w której to dwaj pochodzący z całkiem różnych środowisk chłopcy nagle zamieniają się miejscami. Tak oto młody król Edward VI staje się niespodziewanie biednym synem złodzieja, żebrakiem Tomem Cantym, a ten przybierając jego szaty kosztuje królewskiego życia. Historia ta pasuje doskonale do dzisiejszego pojedynku dwóch jakże różnych pięściarzy. Były bezdomny i wychowany przez ulicę 27-letni Lamont Peterson (29-1-1, 15 KO), spróbuje zrobić wszystko, aby zdetronizować mistrza świata wagi junior półśredniej, ‘Króla’ Amira Khana (26-1, 18 KO) i zasiąść na jego tronie.
Dokładnie dwanaście miesięcy temu na ringu w Las Vegas brytyjskie złote dziecko boksu zawodowego zmierzyło się z groźnym ringowym zabijaką Marcosem Rene Maidaną (31-2, 28 KO). Na tej samej gali jego dzisiejszy rywal skrzyżował rękawice z niebezpiecznym Kalifornijczykiem Victorem Ortizem (29-3-2, 22 KO). Obydwaj przeżywali wówczas trudne chwile i sprezentowali kibicom niezapomniane widowiska. Amir po zaciętej i brutalnej wojnie obronił swój pas mistrzowski WBA, zwyciężając Argentyńczyka jednogłośnie na punkty, chociaż w 10. rundzie znajdował się na skraju nokautu. Lamont mimo dwukrotnej wizyty na deskach w 3. odsłonie, zdołał się pozbierać i pokazując wielkie serce do walki doprowadził ostatecznie do remisu z bokserem o pseudonimie ‘Vicious’. Nikt jednak chyba wtedy nie przypuszczał, że już rok później obydwaj staną naprzeciwko siebie.
Narodziny króla
Do czasu swojej wojny z Maidaną, Khan ciągle musiał coś udowadniać zarówno sobie, jak i licznym krytykom. Świecąca jasnym blaskiem, opromieniona amatorskimi sukcesami gwiazda z Boltonu, zaczęła nieco blednąć w konfrontacji z twardymi zawodowymi wyjadaczami. Wielu zaczęło wątpić w jego odporność na ciosy zwłaszcza, że Khan lądował na deskach podczas pojedynków ze Szkotem Willie Limondem (34-4, 8 KO), czy Michaelem Gomezem (38-10, 24 KO), a po błyskawicznym nokaucie z rąk kolumbijskiego panczera Breidisa Prescotta (24-4, 19 KO), nie brakowało takich którzy szybko spisali go na straty.
Przezentujemy wywiad z królem dywizji junior półśredniej, posiadaczem pasów federacji WBA i IBF, 25-letnim Amirem Khanem (26-1, 18 KO). Utalentowany Brytyjczyk zdradza w nim, jak zamierza pokonać swojego sobotniego rywala Lamonta Petersona (29-1-1, 15 KO), a także opowiada o przejściu do wyższej dywizji, pojedynkach z najlepszymi w biznesie i swoim marzeniu - zdobyciu statusu najlepszego pięściarza na świecie bez podziału na kategorie wagowe. Zapraszamy do lektury.
- Opowiedz nam o Lamoncie Petersonie, czy stanowi dla ciebie zagrożenie w ringu?
Amir Khan: Jest szybki, silny i wywiera presję na swoim przeciwniku. Stoczył 31 walk z których tylko jedną przegrał i jedną zremisował, a więc bez wątpienia jest to wymagający i doświadczony pięściarz. Dodatkowo walczy w swoim rodzinnym mieście Waszyngtonie, przyjdą go dopingować tłumy i to zmotywuje go jeszcze bardziej.
- Jego jedyna porażka była na punkty z Timothym Bradleyem, twoim wielkim rywalem. Czy chcesz wypaść lepiej w tym korespondencyjnym pojedynku i zastopować Petersona?
AK: Oczywiście, że chcę go pokonać w lepszym stylu niż to zrobił Bradley. Ich walka była brzydka, bo Bradley atakował tą swoją wysuniętą głową i walczy bardziej siłowo niż technicznie. Myślę, że w naszym przypadku to będzie partia szachów, w której za najmniejszy błąd każdy z nas może zapłacić wysoką cenę.
Już dzisiaj wieczór kibice zgromadzeni w Ynares Sports Arena w stolicy Filipin Manili, zobaczą w akcji dwóch widowiskowych pięściarzy, którzy stworzą prawdopodobnie wspaniałe i emocjonujące widowisko. Mistrz świata federacji WBO w wadze muszej Brian Viloria (29-3, 16 KO) po raz pierwszy spróbuje obronić wywalczony w lipcu tytuł, krzyżując rękawice z nie byle kim, bo byłym królem WBA i WBO w dywizji junior muszej, Giovanim Segurą (28-1-1, 24 KO).
Panujący czempion musi mieć nie lada ambicję, odwagę i wiarę we własne umiejętności, skoro na pierwszego przeciwnika wybrał sobie zaliczanego przez wielu ekspertów do dziesiątki najlepszych pięściarzy list P4P 29-letniego Segurę. Posiadający dynamit w rękawicach Meksykanin w kwietniu tego roku w ciągu trzech rund zdemolował świetnego technicznie Ivana Calderona (35-2-1, 6 KO), a następnie postanowił przejść do wyższej dywizji. Jego pierwszą ofiarą padł anonimowy Eddy Zuniga (7-6-1, 1 KO), którego 'El Guerrero Azteca' znokautował już w pierwszej rundzie. Co ciekawe, spotkanie to odbyło się w limicie dywizji junior koguciej, czyli idąc w górę Segura na pewno nie stracił nic ze swojej siły uderzenia.
- W następnym roku zamierzam stoczyć trzy pojedynki. Pierwszy w marcu, drugi latem, a trzeci pod koniec roku. Mam nadzieję, że uda się te plany zrealizować - mówi Władimir Kliczko (56-3, 49 KO), mistrz świata federacji WBA, WBO, IBF i IBO w wadze ciężkiej. Dziś Ukrainiec miał walczyć w Dusseldorfie z Jeanem Markiem Mormeckiem (36-4, 22 KO), jednak jak oficjalnie poinformowano, na przeszkodzie stanęły kłopoty zdrowotne.
Plan stoczenia trzech walk w 2012 roku wygląda dość ambitnie biorąc pod uwagę fakt, że w latach 2009-2011 Kliczko wychodził do ringu tylko czterokrotnie.
Od dłuższego czasu w gronie kandydatów do walki z 35-letnim Ukraińcem wymienia się Aleksandra Powietkina (23-0, 16 KO), posiadacza pasa WBA World oraz Roberta Heleniusa (17-0, 11 KO), od niedawna mistrza Europy. Kliczko cieszy się na myśl o pojedynkach z Rosjaninem i Finem.
- Byłoby wprost znakomicie zmierzyć się z nimi na ringu. Jeden z nich mówi, że na walkę ze mną będzie gotowy w 2012 roku, drugi - w 2013, trzeci - w 2020 (śmiech). A ja jestem gotów zmierzyć się z nimi już teraz i bardzo bym sobie życzył walk i z Powietkinem i z Heleniusem. Ten drugi imponuje bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, a ja już dawno nie walczyłem z bokserem o takich gabarytach - podkreśla "Dr Stalowy Młot".
Od kilku miesięcy mówi się o pojedynku Witalija Kliczki (43-2, 40 KO), starszego z ukraińskich braci, z Davidem Haye'em (25-2, 23 KO), którego w lipcu wypunktował Władimir. Młodszy Kliczko jest pewien, że Brytyjczyk niedługo wycofa się z decyzji o zakończeniu kariery.
Mistrz świata WBC wagi junior półśredniej, Erik Morales (52-7, 36 KO) 28 stycznia zmierzy się w Houston z Dannym Garcią (22-0, 14 KO). Mówi się o ryzyku, jakim jest ta walka dla legendarnego boksera. Porażka z Garcią byłaby ciosem dla wciąż wielkich planów Moralesa.
- Danny Garcia zajmuje drugą pozycję w światowych rankingach. Po raz kolejny pokażę, że zawsze jestem gotowy do walki. Tak jak mówiłem wcześniej - rok 2012 będzie rokiem walk z najlepszymi. Zaczynamy od dobrego pojedynku. Od wtorku będę trenował z całym moim teamem - ojcem Jose, braćmi Diego i Ivanem, Osvaldo Murillo i grupą asystentów. To będzie trudna walka, zarówno dla mnie jak i dla Garcii. Niektórzy ludzie twierdzą, że to bardzo niebezpieczny pojedynek, ale moja kariera jest pełna starć z groźnymi przeciwnikami - powiedział Morales.
Czyli komu w minionym tygodniu powiodło się w bokserskiej dżungli i został drapieżnikiem, a komu raczej nie i przyjął rolę ofiary. Tradycyjnie zaczniemy od dobrych wiadomości.
1. Słodka zemsta.
Chyba najpiękniejsze zwycięstwo w karierze 31-letniego Miguela Cotto (37-2, 30 KO). Można powiedzieć używając górnolotnych słów, że gdy w 10. rundzie porozbijany Antonio Margarito (38-8, 27 KO) został niedopuszczony przez sędziego ringowego i lekarzy do kontynuowania pojedynku, dobro wygrało ze złem, a sprawiedliwości stało się zadość. Czyżby uśmiech na twarzy 'Tornada z Tijuany' zgasł bezpowrotnie?
2. Robota zrobiona.
Chyba trzeba było być ogromnym optymistą, aby oczekiwać innego zakończenia pojedynku pomiędzy Aleksandrem Powietkinem (23-0, 16 KO), a Cedrikiem Boswellem (35-2, 26 KO). Tym razem cudu nie było i 42-letni weteran z Atlanty padł na deski w 8. rundzie po ciosach rosyjskiego czempiona WBA World wagi ciężkiej.
3. Bez kontrowersji.
W drugim wielkim sobotnim rewanżu na ringu w Anaheim w Kalifornii Abner Mares (23-0-1, 13 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Josepha Agbeko (28-4, 22 KO). 26-letni Meksykanin tym razem nie walił swojego rywala z Ghany tam, gdzie zwykł czasami uderzać nasz Andrzej i mimo iż zmagał się z kontuzją łuku brwiowego, to bez problemów obronił swoje pasy federacji IBF i WBC Silver w wadze koguciej.
4. Źle się zaczęło - dobrze skończyło.
Dla 25-letniego Brandona Riosa (29-0-1, 22 KO) zeszły weekend zaczął się nienajlepiej. Najpierw nie mógł zrobić wagi, mimo wielu prób, krańcowego odwodnienia i głodówki. Następnie w związku z tym pozbawiono go mistrzowskiego pasa federacji WBA w wadze lekkiej, jeszcze zanim wszedł do ringu z Brytyjczykiem Johnem Murrayem (31-2, 18 KO). Na szczęście pochodzący z Kalifornii i kreowany na przyszłą gwiazdę ringów zawodowych 'Bam Bam' zmusił swoje ciało do wysiłku i zastopował ambitnego rywala z Manchesteru w 11 odsłonie. Zaraz po tym ogłosił przejście do wyższej dywizji i chwała Bogu.
Wczoraj w sali balowej hotelu Intercontinental w Dusseldorfie problemów z utrzymaniem tytułu WBA World w wadze średniej nie miał Giennadij Gołowkin (22-0, 19 KO), który już w pierwszej rundzie zakończył pojedynek z Lajuanem Simonem (23-4-2, 12 KO). Jak zapowiada Kazach i jego promotorzy z K2 Promotions, za kilka miesięcy dojdzie do potyczki z Felixem Sturmem, superczempionem WBA.
Już dzisiaj na ring wróci legendarny Roy Jones Jr (54-8, 40 KO), który na dystansie 10 rund zmierzy się z Maxem Alexandrem (14-5-2, 2 KO). Niedawno na temat wciąż aktywnej legendy boksu z Pensacoli w wywiadzie udzielonym Sports Illustrated wypowiedział się były dyrektor wykonawczy HBO, Ross Greenburg.
- Roy jest często porównywany do obu Sugar Ray'ów - Robinsona i Leonarda, wielu uważa go za największego boksera wszechczasów. Ostatnio przypominałem sobie walki Leonarda, Durana, Hearnsa i Haglera w ich najlepszych czasach. Myślę że Roy pobiłby w ringu ich wszystkich. Nigdy nie widziałem u nikogo takiego połączenia szybkości i siły. To był największy talent jaki kiedykolwiek pojawił się w tym sporcie. Nigdy nie pojawił się już bokser o takiej szybkości rąk i czasie reakcji jak Jones. Oprócz tego miał bardzo mocny cios z obu rąk.
Khan-Peterson i Mitchell-Ibragimow, dzisiejsze walki w stolicy Stanów Zjednoczonych dadzą odpowiedź na kilka pytań. Jeżeli Khan poradzie sobie w dobrym stylu z pochodzącym z Waszyngtonu Amerykaninem, potwierdzi swoje wielkie możliwości. Jeszcze więcej do udowodnienia ma ''ciężki'' Seth Mitchell (23-0-1, 17 KO). Jego dzisiejszy przeciwnik, Timur Ibragimow (30-3-1, 16 KO) posiada niezłe umiejętności, doświadczenie i jest głodny zwycięstwa. ''Mayhem'' i Uzbek wyglądają na wspaniale przygotowanych.
Były mistrz świata Robert Guerrero (29-1-1, 18 KO) przewiduje niespodziankę w dzisiejszej walce Amira Khana (26-1, 18 KO) z Lamontem Petersonem (29-1-1, 15 KO). W Convention Center w Waszyngtonie Khan będzie bronił pasów mistrza świata WBA i IBF wagi junior półśredniej. Guerrero szuka walki z Brytyjczykiem w przyszłym roku.
- Myślę, że Peterson pokaże się z dobrej strony i sprawi Khanowi wielkie kłopoty. Khan wygra kilka pierwszych rund, będzie atakował efekciarskimi kombinacjami i uciekał przed kontrami Petersona, jednak Lamont osiągnie przewagę w późniejszych rundach i wygra niejednogłośną decyzją sędziów - powiedział ''Duch''.
Ubiegłej nocy na gali w West Warwick udanie na ring powrócił Jason Estrada (17-4, 4 KO), doskonale znany polskim kibicom z walki z Tomaszem Adamkiem. Reprezentant drużyny olimpijskiej USA z 2004 roku bez problemów wypunktował Josepha Rabotte'a (11-19-1, 3 KO) na dystansie ośmiu rund. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali: 80-71, 80-71 i 80-72.
Dla 31-letniego Estrady był to pierwszy pojedynek od czasu dość nieoczekiwanej porażki przed czasem z rąk Franklina Lawrence'a (17-2-2, 12 KO). Po tamtej przegranej 'Big Six' poddał się operacji łokcia i zapewnia, że nie odczuwa już żadnej dolegliwości, a co za tym idzie - wkrótce będzie gotowy do walk z lepszymi przeciwnikami.
Zbliżający się do 43 urodzin Roy Jones Jr (54-8, 40 KO) nie kryje, że jego głównym celem jest zdobycie tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej. Legendarny amerykański champion czterech kategorii był gościem programu On The Ropes Boxing Radio i wypowiedział się miedzy innymi na temat powrotu do królewskiej dywizji, w której 8 lat temu zdobył pas WBA, pokonując po dwunastu rundach Johna Ruiza.
Roy ma nadzieję, że po dzisiejszym zwycięstwie nad Maxem Alexandrem (14-5-1, 2 KO) uda się doprowadzić do czwartej walki z Antonio Tarverem (29-6, 20 KO), który po znokautowaniu Danny'ego Greena zasiada na tronie federacji IBO. Jones docenia też osiągnięcia braci Kliczko, ale jednocześnie zapewnia, że nie obawia się żadnego z nich i jeśli będzie musiał, wyjdzie z nimi do ringu.
- Nie boję się ich. Wiem, że jeden z nich ma nienajlepszą szczękę. Właśnie z nim wolałbym się zmierzyć - oświadczył Junior. Na szczęście w późniejszej części wywiadu Roy dodaje, że wcale nie pali się do walki z tak ogromnymi przeciwnikami i powtarza, że skupia się głównie na podbiciu kategorii cruiser weight.
Już dzisiaj na ringu w Peterlee 31-letni Ashley "Skarb" Theophane (30-4-1, 8 KO) stanie do obrony tytułu mistrza Wielkiej Brytanii w wadze junior półśredniej. Przeciwnikiem będzie jego rówieśnik Ben Murphy (8-4-1, 4 KO).
Pochodzący z Londynu Ashley na pewno nie zamierza oddać cenionego na wyspach pasa Lonsdale. W ciągu długiej kariery często walczył poza granicami swojego kraju, w takich państwach jak Niemcy, USA, czy na egzotycznej wyspie Saint Lucia. Ostatnią porażkę poniósł w lutym 2010 roku, kiedy to niejednogłośnie na punkty przegrał ze wschodzącą gwiazdą grupy Golden Boy Promotions Dannym Garcią (22-0, 14 KO).
Zaledwie pięć miesięcy później w Oklahomie Brytyjczyk zwyciężył dobrze znanego polskim kibicom Delvina Rodrigueza (26-5-3, 14 KO) z Dominikany. Szansę na krajowy tytuł otrzymał w lutym tego roku i nie zmarnował jej. W walce rozegranej na stadionie Wembley pokonał jednogłośnie na punkty swojego kolegę z Londynu Lenny'ego Dawsa (22-2-2, 9 KO), w 9. rundzie mając go dwukrotnie na deskach. W ostatnim występie potwierdził klasę, nokautując w 10. odsłonie walijskiego bombardiera Jasona Cooka (29-4-1, 15 KO).
To zwycięstwo było dopiero 8. przed czasem w karierze doświadczonego Wyspiarza. Jest on bowiem bokserem walczącym technicznie, dlatego w dzisiejszym starciu z Murphym możemy się spodziewać 12-rundowej potyczki. Przeciwnik Theophane'a skazywany jest na porażkę, ale w przeszłości sprawiał już niespodzianki. Na przykład w 2008 roku, kiedy to pokonał na punkty aktualnego mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej w wadze junior lekkiej, 25-letniego Walijczyka Gary'ego Bucklanda (24-2, 8 KO). Dwa lata później odprawił z kwitkiem obiecującego Lee Cooka (12-2-1, 3 KO), a w ostatnim występie zastopował niepokonanego wówczas mańkuta z Londynu Tony'ego Owena (12-1, 1 KO).
Dawny dwukrotny mistrz WBC wagi średniej, Keith Holmes (41-5, 25 KO), w wieku 42 lat zamierza wrócić na szczyt i odebrać Julio Cesarowi Chavezowi Juniorowi (44-0-1, 31 KO) to, co uważa za swoje.
Po porażce z rąk Bernarda Hopkinsa w walce unifikacyjnej dziesięć lat temu, Holmes zrobił sobie kilkadziesiąt miesięcy przerwy, a po powrocie walczył rzadko i z różnym skutkiem (rekord 5-2 w latach 2003-2009).
Amerykański ex-champion pojawił się na wczorajszym ważeniu przed galą w Waszyngtonie i poinformował dziennikarzy o swoich zamiarach. Holmes zapewnił, że przez cały czas był bardzo aktywny i na ring zamierza powrócić na marcowej gali 'Kata' w Atlantic City.
- Jaki powrót? Nigdzie się przecież nie ruszałem. Pomagałem Pascalowi w przygotowaniach do walki z Dawsonem. On powie wam najlepiej, w jakiej jestem obecnie formie. Czuję się i wyglądam jak 19-latek - przekonuje Holmes. - Chcę Chaveza, bo ma mój pas. Wiem, że będą próbowali go przede mną chronić, ale nic z tego. Rozumiem to, ale rozegram to tak, że nie zdołają go przede mną ukryć.
- Co zamierzam zrobić? Znokautuję każdego, kto wyjdzie ze mną do ringu. Zdobędę uwagę mediów. Zrobię wszystko, żeby dostać tę szansę. Kocham boks i dziękuję Golden Boy Promotions za to, że na nowo sprowadzają tę dyscyplinę o Waszyngtonu. Chcę być z nowym pokoleniem i zamierzam raz jeszcze zostać mistrzem świata - kończy 42-letni pięściarz.