W wywiadzie dla rosyjskiego portalu Sportbox.ru, menedżer braci Witalija i Władimira Kliczków Bernd Boente skomentował ostatnie walki Roberta Heleniusa (17-0, 11 KO) i Aleksandra Powietkina (23-0, 16 KO), które odbyły się w ubiegłą sobotę w Helsinkach. Pięściarz z Finlandii w kontrowersyjnych okolicznościach pokonał na punkty Derecka Chisorę i zgarnął pas mistrza Europy, a Rosjanin znokautował w 8. rundzie Cedrica Boswella, zachowując dzięki temu pas WBA World.
- W ostatni weekend walki stoczyli potencjalni przeciwnicy braci Kliczków - Aleksander Powietkin i Robert Helenius. Co pan sądzi o ich występach?
Bernd Boente: Sądzę, że w walce z Heleniusem Chisora wyraźnie wygrywał na punkty. Fin, którego do niedawna często chwaliliśmy, bardzo mnie rozczarował. Nie używał lewego prostego i bardzo słabo się bronił, chociaż wcześniej mówiono o nim "zabójca Kliczków". Myślę, że teraz możemy spać spokojnie. Moim zdaniem Chisora wygrał ten pojedynek.
- Po wygranej z Boswellem opcja walki z Powietkinem stała się dla pana interesująca?
BB: To była niezła walka Aleksandra, chociaż mierzył się z 42-letnim rywalem, który nie jeden raz sparował z Witalijem i Władimirem. Powietkin zaprezentował się dobrze, ale walczył tylko ze sparingpartnerem. Nigdy nie byliśmy przeciwko walce z Powietkinem. Pamiętajmy, że to nie my, ale on dwa razy z takiego pojedynku rezygnował. Jeśli jego trener w końcu zapali zielone światło, aby walczyć z jednym z braci, to ten pojedynek pewnie się odbędzie. Znają mój numer telefonu. Jedyny warunek - walkę musi pokazać telewizja RTL.
- Promotor Powietkina może nalegać na to, aby starcie pokazywała stacja ARD, z którą grupa Sauerland Event ma podpisany kontrakt.
BB: Wówczas ten pojedynek nigdy się nie odbędzie.
W nocy z środy na czwartek w Jekaterynburgu umarł Roman Simakow (19-2-1, 9 KO), rosyjski pięściarz kategorii półciężkiej.
27-latek znajdował się w stanie śpiączki po przegranym przez techniczny nokaut w 7. rundzie pojedynku z Siergiejem Kowaliowem, który odbył się 5 grudnia. Po walce zawodnik został przewieziony do szpitala, gdzie przeszedł operację mózgu. Po wylewie Simakow nie odzyskał przytomności i lekarzom nie udało się go uratować.
Porażka w Jekaterynburgu była dla Simakowa drugą w karierze. Pierwszą poniósł w lipcu 2009 roku niejednogłośnie na punkty ulegając Wasilijowi Lepichinowi. Po porażce w Moskwie nie znalazł pogromcy w trzynastu kolejnych pojedynkach.
Informacja dla wszystkich zainteresowanych jutrzejszą walką pomiędzy Giennadijem Gołowkinem (21-0, 18 KO), a jego przeciwnikiem ze Stanów Zjednoczonych, Lajuanem Simonem (23-3-2, 12 KO). Pojedynek będzie można śledzić na żywo od godziny 21:15 na niemieckim portalu Bild.de, który w przeszłości pokazywał choćby marcowe starcie Alberta Sosnowskiego z Aleksandrem Dimitrenką.
Stawką potyczki Kazacha z Amerykaninem będzie należący do tego pierwszego zawodnika pas regularnego mistrza świata federacji WBA w kategorii średniej. Opiekunowie Gołowkina z K2 Promotions zapowiadają, że ich pięściarz wkrótce powalczy z Felixem Sturmem o będący w posiadaniu Niemca tytuł superczempiona WBA.

Dawid Kostecki (38-1, 25 KO) na swoim profilu społecznościowym poinformował, że ma już za sobą udaną operacje barku. Z problemami zmagał się już od dłuższego czasu, teraz będzie mógł ćwiczyć z pełnymi obciążeniami.
- Dziękuje wszystkim moim fanom za to, że jesteście. Wczoraj przeszedłem operację barku. Zabieg przeszedł pomyślnie. Teraz ze zdrową ręką będę miażdżył - zapewnia bokser z Rzeszowa, który jak obiecuje jego promotor Andrzej Wasilewski, niedługo stoczy walkę o mistrzostwo świata.
Jeana Marka Mormecka (36-4, 22 KO) najprawdopodobniej nie ominie sowita wypłata za pojedynek z Władimirem Kliczką (56-3, 49 KO), mistrzem świata federacji IBF, IBO, WBA i WBO w wadze ciężkiej. Potwierdzają się doniesienia z poniedziałkowej konferencji prasowej, gdzie menedżer braci Kliczków Bernd Boente mówił, że walka Ukraińca z Francuzem może odbyć się 3 marca w Dusseldorfie.
Wątpliwości były związane z decyzją działaczy IBF, która mogła nalegać na to, aby 35-letni Kliczko najbliższą stoczył z Tonym Thompsonem (36-2, 24 KO), wyznaczonym przez federację na pretendenta. Amerykanin z "Dr Stalowym Młotem" miał walczyć w ciągu 90 dni po walce z Mormeckiem, planowanej na 10 grudnia. Jak poinformowała strona klitschko-brothers com, adwokatom Kliczki udało się osiągnąć porozumienie z IBF i w pierwszy weekend marca ukraiński bokser zmierzy się z 39-letnim Francuzem.
Do pojedynku Kliczko - Mormeck miało dojść w najbliższą sobotę, jednak z powodu kłopotów zdrowotnych mistrza świata starcie odwołano.
Jak poinformowała niemiecka prasa, mistrz świata federacji WBC w wadze ciężkiej Witalij Kliczko (43-2, 40 KO) swój kolejny pojedynek ma stoczyć 25 lutego w Monachium. Wśród jego przeciwników wymienia się byłego mistrza Europy Aleksandra Dimitrenkę (32-1, 21 KO) oraz Derecka Chisorę (15-2, 9 KO), niedoszłego czempiona Starego Kontynentu.
Walka z jednym z wymienionych pięściarzy odbyłaby się w 12-tysięcznej Olympiahalle. Świadczyłoby to o fakcie, że rywalem 40-letniego Kliczki nie będzie David Haye (25-2, 23 KO), pojedynek z którym wzbudziłby z pewnością o wiele większe zainteresowanie publiczności. W Monachium jest obiekt, na którym walkę z Haye'em można z powodzeniem zorganizować - 69-tysięczny Stadion Olimpijski, jednak zdaniem niemieckich mediów nie jest on brany pod uwagę.
W najbliższą środę ms odbyć się konferencja prasowa zapowiadająca walkę Kliczki w Olympiahalle. Negocjacje z szefostwem areny są ponoć bliskie finalizacji.
Jak podają dziennikarze stacji ESPN, legendarny Erik Morales (52-7, 36 KO) swój jubileuszowy, 60. pojedynek stoczy prawdopodobnie 28 stycznia w Houston. Pretendentem do jego pasa WBC kategorii junior półśredniej miałby być niepokonany Danny Garcia (22-0, 14 KO), który zapewnił sobie ten status ostatnim zwycięstwem nad Kendallem Holtem.
Podczas tego samego wieczoru pokazywanego przez HBO, kolejną wojnę miałby stoczyć także James Kirkland (30-1, 27 KO). Co prawda przymierzany do niego jeszcze kilkadziesiąt godzin temu był Delvin Rodriguez, lecz stacja HBO postawiła ostatecznie na Carlosa Molinę (19-4-2, 6 KO), który najpierw sensacyjnie zremisował z Erislandy Larą, by w lipcu pokonać Kermita Cintrona.
Miguel Angel Cotto (37-2, 30 KO) nie ma już ważnego kontraktu z grupą Top Rank i w każdej chwili mógłby podjąć decyzję o związaniu się z konkurencyjną Golden Boy Promotions lub za pośrednictwem własnej grupy wynegocjować kontrakt na walkę z Floydem Mayweatherem Juniorem (42-0, 26 KO), lecz potwierdza się wersja Boba Aruma, który kilka dni temu zapewniał o lojalności 'Junito'.
- Chciałbym tylko powiedzieć, że Bob Arum był, jest i zawsze będzie moim promotorem. Niezależnie od tego, jak potoczy się dalej moja kariera, on zachowa swoje stanowisko. Bob Arum uczynił mnie osobą, którą jestem obecnie - oświadczył Cotto w wywiadzie dla portorykańskiej telewizji.
Od marca tego roku w Jeleniej Górze działa nowy klub bokserski pod nazwą "Red Fighters". Założycielem klubu jest Bartosz Kamuda, który z boksem związany jest już od ponad 12 lat. Już jutro na BOKSER.ORG parę słów na temat trenera, zawodników oraz samego klubu. Poniżej przedstawiamy filmik promujący nowy klub bokserski.
Mistrz świata federacji WBO w wadze junior półśredniej, Timothy Bradley (28-0, 12 KO), jest jedynym pięściarzem, który pokonał Lamonta Petersona (29-1-1, 15 KO) na zawodowych ringach. W najbliższą sobotę 'Havoc' stanie do walki o należące do Amira Khana (26-1, 18 KO) tytuły WBA Super oraz IBF.
Choć od czasu jedynej w karierze porażki Peterson stoczył trzy walki, z których dwie wygrał przed czasem, a jedną zremisował (po dziesięciu rundach z Victorem Ortizem), Bradley nie daje mu większych szans na pokonanie Brytyjczyka. 'Desert Storm' zaznacza, że raczej nie wierzy w nokaut na swym dawnym rywalu, ale upatruje przewagę Khana w szybkości i spodziewa się punktowego zwycięstwa Amira.
- Peterson zrobi z tego prawdziwą walkę i ma pewne szanse, ale stawiam na Khana, bo jest nieco szybszy oraz walczy metodą in & out. Robiłem to samo w walce z Petersonem. Będę zdziwiony, jeżeli Amir zastopuje Lamonta. Jeśli uda mu się wygrać przed czasem, to znaczy, że jest prawdziwym mistrzem. Peterson jest twardy, poza tym to już jego druga szansa i walczy na swoim terenie. Będzie zmotywowany, żeby dać z siebie wszystko - uważa Bradley.
Jak dowiedziała się redakcja Bokser.Org, pojedynek Johnathona Banksa (27-1-1, 18 KO) z DaVarrylem Williamsonem (27-6, 23 KO) został odwołany. Amerykanie mieli zmierzyć się w piątek na gali w hotelu Intercontinental w Dusseldorfie.
Pierwotnie do ich konfrontacji miało dojść w sobotę na stadionie Esprit Arena. W ostatniej chwili galę anulowano, ponieważ kontuzji doznał Władimir Kliczko (56-3, 49 KO), który miał się zmierzyć z Jeanem Marcem Mormeckiem (36-4, 22 KO). Grupa K2 Promotions przeniosła pozostałe walki na piątkowy wieczór, do hotelu w którym odbywała się konferencja prasowa. Banks i Williamson nie zostali uwzględnieni.
- Tak jest, moja walka została odwołana. Być może zaboksuję z Banksem 12 lutego. Na konkrety musimy poczekać – poinformował nas Williamson.
W związku z kontuzją Zsolta Erdei'a Tavoris Cloud (23-0, 19 KO) został bez rywala na noworoczną galę, podczas której miał po raz czwarty przystąpić do obrony swojego tytułu mistrza świata federacji IBF wagi półciężkiej. Organizatorzy w zastępstwie Węgra sprowadzili wciąż niedocenianego Gabriela Campillo (21-3-1, 8 KO), dawnego championa federacji WBA.
Nieoczekiwanie jednak stacja Showtime nie zaakceptowała kandydatury Hiszpana (na zdjęciu), przez co cała gala została anulowana, a Cloud zaboksuje z innym rywalem i w innym terminie.
W sobotnią noc Delvin Rodriguez (26-5-3, 14 KO) pokonał wyraźnie na punkty Pawła Wolaka (29-2-1, 19 KO) i zakończył karierę polskiego gladiatora. Reprezentant Dominikany wciąż jest opromieniony po największym zwycięstwie w karierze i z nadzieją szuka nowych perspektyw.
- Kolejny pojedynek stoczę pod koniec lutego lub na początku marca. Na pewno nie później, ponieważ teraz jestem w świetnej dyspozycji. Zamierzam nacieszyć się świętami Bożego Narodzenia, ale pozostanę w dobrej formie – opowiada Rodriguez.
Były rywal Rafała Jackiewicza przyznał, że był bardzo blisko wygranej przed czasem. Rodriguez uważa, że sędzia miał wszelkie argumenty, by w 10. rundzie zastopować walkę i ogłosić jego zwycięstwo przez techniczny nokaut.
- Nie rozmawiałem z Pawłem po walkach. Szanujemy się. Sytuacja w ringu, a poza nim to dwie odrębne dziedziny. W mojej karierze było wiele wzlotów i upadków. W końcu dostałem szansę na HBO i zwyciężyłem, dając kibicom niezłe show. To było coś wielkiego, jestem szczęśliwy. Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój sytuacji. Wiedziałem, że Paweł będzie boksował agresywnie. Zacząłem bić kombinacjami i czułem się mocny. Kluczem do sukcesu były ciosy podbródkowe. Wszystko funkcjonowało jak należy. Byłem blisko wygrania przed czasem. Sędzia mógł przerwać pojedynek – twierdzi 31-letni bokser.
Świeżo po imponującym zwycięstwie w rewanżowym starciu z Antonio Margarito, portorykański mistrz trzech kategorii wagowych - Miguel Angel Cotto (37-2, 30 KO), planuje zdobycie tytułu w czwartej dywizji. Na celowniku 'Junito' znalazł się kolejny meksykański wojownik - Julio Cesar Chavez Junior (44-0-1, 31 KO).
Cotto jest gotowy wyjść do ringu z synem legendy w przyszłym roku, ale musi otrzymać odpowiednią ofertę. Jeżeli Bob Arum wyłoży na stół odpowiednie pieniądze, nic nie stanie na przeszkodzie w organizacji takiej potyczki.
- To dla nas bardzo atrakcyjny przeciwnik. Zobaczymy, jakie korzyści przyjdą dla nas z przeniesienia do wagi średniej. Wiele nazwisk wymienia się w gronie moich potencjalnych przeciwników, ale do końca roku będę odpoczywał i nie podejmę żadnej decyzji - oświadczył Cotto.
W dniach 17-19 grudnia b.r. odbędzie się turniej bokserski kobiet o nazwie ADIDAS WOMEN INTERNATIONALE TOURNAMENT. Zawody odbędą się w miejscowości Chanteloup-les-Vignes pod Paryżem. Po uzgodnieniach z trenerami Leszkiem Piotrowskim, Markiem Węgierskim i trenerami klubowymi, podjęto decyzję, że polskie pięściarki wezmą w nim udział.
Jest to inicjatywa klubów, która wzięły na siebie wszystkie koszty podróży, wyżywienia i zakwaterowania. Na wyjazd bez partycypacji PZB zdecydowało się 9 bokserek, Będzie im towarzyszyło 5 klubowych trenerów.
W dniu 18 grudnia b.r. w Radomiu odbędzie się Młodzieżowy Mecz Bokserski, w którym naprzeciw siebie staną młodzi pięściarze Broni Radom i LKSu Olimp. Spotkanie, które rozpocznie się o godzinie 16:00, odbędzie się w hali MOSiR w Radomiu, przy ul. Narutowicza 9.
Walkę wieczoru stoczą Michał Cieślak i Bartłomiej Krasuski. Kibice będą mogli spotkać wybitnych gości, walki oglądać będą mistrz świata Krzysztof Włodarczyk, byli mistrzowie Europy Piotr Wilczewski i Rafał Jackiewicz, a także wybitny polski trener Andrzej Gmitruk. Serdecznie zapraszamy.
Bernard Hopkins (52-6-2, 32 KO) w styczniu wróci na salę treningową. Legendarny Amerykanin obecnie jest na etapie rehabilitacji po kontuzji lewego ramienia. "Kat" doznał urazu podczas październikowej walki z Chadem Dawsonem (31-1, 18 KO).
Federacja WBC nie uznała kontrowersyjnego zwycięstwa Dawsona i pas pozostał przy 46-letnim pięściarzu z Filadelfii. Za kilka dni zapadnie również decyzja, czy uznać tamten pojedynek za nieodbyty.
Najstarszy mistrz świata w historii boksu zapowiedział również, że najbardziej pożądanym przez niego przeciwnikiem jest Rumun Lucian Bute (30-0, 24 KO).
- Przechodzę obecnie rehabilitację. W styczniu powinienem rozpocząć treningi. Chcę walczyć z kimś wiarygodnym. Chętnie zmierzę się z Lucianem Bute - zapowiedział były niekwestionwany mistrz świata wagi średniej.
Dziś okrągły jubileusz obchodzi największy obecnie promotor boksu zawodowego na świecie, założyciel i szef grupy Top Rank, Bob Arum. Urodzony 80 lat temu w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie w Nowym Jorku, prawnik z zawodu, zainteresował się promocją boksu w latach 60. XX w., a 20 lat później był już czołowym graczem w tym biznesie, konkurującym z ówczesnym światowym dominatorem branży bokserskiej, Donem Kingiem. W latach 80. gwiazda Aruma lśniła już wielkim blaskiem, gdy organizował walki, które przeszły do legendy, Marvina Haglera z Roberto Duranem, Thomasem Hearnsem i Sugarem Rayem Leonardem. Obecnie to on rozdaje karty w bokserskim świecie, a Don King znajduje się w jego cieniu. Jest również członkiem International Boxing Hall of Fame.
Do podopiecznych Aruma należy światowa elita pięściarzy, wystarczy wymienić kilka wybranych nazwisk: Manny Pacquiao, Miguel Cotto, Timothy Bradley, Ivan Calderon, Nonito Donaire, Yuriorkis Gamboa, Juan Manuel Marquez i wielu wielu innych. W przeszłości współpracował z takimi gwiazdami jak Oscar De La Hoya, Julio Cesar Chavez senior i Floyd Mayweather Jr. Ten ostatni rozstał się z Arumem w atmosferze skandalu w 2006 roku. Zawodnikiem Aruma był także nasz Paweł Wolak, który wczoraj niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery. Ostatnim sukcesem tego promotora była właśnie gala z udziałem Wolaka, na której w walce wieczoru, w historycznym rewanżu zmierzyło się dwóch zawodników Aruma, Miguel Cotto i Antonio Margarito.
Jak każdy wielki promotor, Arum wywołuje wiele kontrowersji, bywa oskarżany o manipulacje finansowe, eksploatowanie pięściarzy i szkodzenie wizerunkowi dyscypliny. Znany jest też z bardzo krytycznych, a często wręcz obraźliwych wypowiedzi pod adresem środowiska MMA. W ubiegłym roku przeżył osobistą tragedię, z powodu śmierci syna Johna, który zginął podczas górskiej wspinaczki. Jednak ani to nieszczęście, ani podeszły wiek, a wreszcie oskarżenia pod jego adresem nie są w stanie powstrzymać Boba Aruma przed organizacją kolejnych elektryzujących cały bokserski świat pojedynków. Przed nim następne wielkie wyzwanie - doprowadzenie do jednej z najbardziej oczekiwanych walk w historii boksu, jego podopiecznego Manny'ego Pacquiao z dawnym zawodnikiem Top Rank Floydem Mayweatherem Jr. Jedno jest pewne - w zawodowym boksie wśród wielu drapieźników, to Bob Arum jest obecnie samcem alfa.
Już w najbliższą sobotę na gali w Waszyngtonie Amir Khan (26-1, 18 KO) pożegna się z kategorią junior półśrednią. W swoim ostatnim pojedynku w limicie 140 funtów utalentowany Brytyjczyk zmierzy się z bardzo solidnym miejscowym pięściarzem - Lamontem Petersonem (29-1-1, 15 KO). Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem i Amir pewnie zwycięży, w przyszłym roku możemy oczekiwać jego walk z czołowymi zawodnikami dywizji półśredniej. Sam Khan nie ukrywa, że numerem jeden na jego liście jest niepokonany Floyd Mayweather Junior (42-0, 26 KO).
Wczoraj Paweł Wolak (29-2-1, 19 KO) zasmucił swoich kibiców decyzją o zakończeniu kariery pięściarza. Kilka dni po przegranym pojedynku z Delvinem Rodriguezem zawodnik urodzony w Dębicy napisał oświadczenie, w którym dziękował wszystkim, którzy wspierali go przez ponad siedem lat występów na zawodowym ringu. Postanowiliśmy przypomnieć Wam pierwszą opublikowaną na Bokser.Org rozmowę ze "Wściekłym Bykiem", którą pięć lat temu przeprowadził nasz redakcyjny kolega Jarosław Drozd. Wolak miał wówczas za sobą dziesięć zawodowych walk, a wśród polskich sympatyków boksu jeszcze niewielu miało okazję widzieć go w akcji.
Jarosław Drozd: Paweł, dziękuje Ci serdecznie za zgodę na ten wywiad. Muszę Ci się przyznać, że jak dotąd znam Cię jedynie z doniesień prasowych. Z chęcią dowiem się czegoś więcej o polskim "Wściekłym Byku" z New Jersey. Od jak dawna mieszkasz za Oceanem?
Paweł Wolak: Z Polski wyjechałem mając 10 lat. Za dwa tygodnie kończę 25, czyli to już będzie 15 lat jak mieszkam w New Jersey.
JD: W jakich okolicznościach Twoja rodzina wyemigrowała z Polski?
PW: Ojciec kilkakrotnie pracował w Stanach i wiedział jak tu jest. Legalnie złożył wniosek o zieloną kartę i wszystko potoczyło się błyskawicznie. To rodzice doszli do wniosku, że ciężka praca w USA da mi i mojej młodszej siostrze Edycie lepszą przyszłość. Dzisiaj jestem im bardzo wdzięczny za wszystko czego mnie nauczyli, bo od dziecka wiedziałem czym jest praca i systematyczność.
W lubelskim boksie pojawił się kolejny wielki talent. Mowa o Krzysztofie Koseli (Paco Team Lublin), który otrzymał w tym roku powołanie do reprezentacji Polski seniorów, biorąc udział w ostatnim czasie w dwóch zgrupowaniach kadry narodowej naszego kraju. Czy ma szanse na międzynarodową karierę - czas pokaże. Jedno jest natomiast pewne, że drzemie w nim olbrzymi potencjał, który jeszcze nie eksplodował.
Podopieczny trenera Władysława Maciejewskiego, który od kilku miesięcy pomaga w prowadzeniu męskiej kadry Wiesławowi Rudkowskiemu, zrobił również znakomite wrażenie na selekcjonerze biało - czerwonych, wypowiadał się o nim w samych superlatywach.
- Kosela to bardzo solidny zawodnik i cieszę się bardzo, że mógł uczestniczyć w zgrupowaniu kadry. Jeśli dobrze zaprezentuje się w przyszłorocznych zawodach Grand Prix oraz mistrzostwach Polski, to pojedzie na kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Londynie, które od 13 do 22 kwietnia odbędą się w tureckim Istanbule - zapowiada Wiesław Rudkowski.
Przypomnijmy, że Krzysztof Kosela niedawno powrócił ze zgrupowania kadry narodowej w Sokółce, a wcześniej brał udział w przygotowaniach reprezentacji Polski w Świdnicy, przed mistrzostwami świata seniorów, które rozgrywane były w stolicy Azerbejdżanu Baku.
- Niektórzy chcieli, żeby Krzysiek przeszedł już wcześniej na zawodowstwo, jednak zdecydowaliśmy wspólnie, że przez najbliższy czas pozostanie w boksie amatorskim. Myślę mówiąc kolokwialnie, że jest on jeszcze za surowy do tego zawodowstwa i jest na to trochę za wcześnie - mówi Władysław Maciejewski. - Kosela jest bardzo pracowity i odważny. Muszę przyznać, że nie jest też tchórzliwy i nie boi się rywali, a to rzadko zdarza się w tej wadze. Mam już trochę doświadczenia w boksie i proszę mi wierzyć, że wiem, co mówię. Będziemy spokojnie przygotowywać się do przyszłorocznych startów i myślę, że jeszcze pokaże on, na co go stać - dodaje trener.
W tegorocznym plebiscycie na Sportowca Roku "Przeglądu Sportowego" nie znalazł się żaden polski pięściarz, choć w ostatnich latach nie brakowało reprezentantów boksu w gronie nominowanych oraz nagrodzonych. Jednak niektórzy nasi pięściarze otrzymali nominacje w lokalnych plebiscytach, w rodzinnych regionach. I tak czołowy polski "ciężki" Mariusz Wach (26-0, 14 KO) otrzymał nominację do tytułu "Asa Małopolski" w plebiscycie "Dziennika Polskiego", natomiast jedyna czynna obecnie zawodowa pięściarka w naszym kraju, tegoroczna debiutantka Karolina Owczarz (3-0, 1 KO) startuje w plebiscycie "Dziennika Łódzkiego".
Wach, którego jeszcze rok temu skreślało wielu ekspertów, pod opieką nowego promotora Mariusza Kołodzieja rozwinął skrzydła i jest obecnie notowany w czołówce królewskiej dywizji oraz wymienia się go jako prawdopodobnego rywala jednego z braci Kliczków. W tym roku zanotował trzy efektowne zwycięstwa przed czasem, kończąc między innymi karierę dobrze znanego polskim kibicom z walk z Gołotą i Adamkiem Kevina Mc Bride'a. Natomiast młodziutka pięściarka z Łodzi, która jeszcze w lutym zdobyła złoto na amatorskim ringu w rywalizacji juniorek o mistrzostwo Polski, ma za sobą występ w bokserskim reality-show transmitowanym obecnie w telewizji amerykańskiej, oraz udany oficjalny debiut na zawodowym ringu w barwach Babilon Promotion.
Znamy już nazwiska osób, które zostały wybrane członkami Międzynarodowej Bokserskiej Galerii Sław na rok 2012, honorującej wybitnych pięściarzy, promotorów, menadżerów, dziennikarzy i inne osobistości, które w szczególny sposób zasłużyły sie dla rozwoju lub popularyzacji boksu. Do rocznika 2012 zostali przyjęci: Thomas 'The Hitman' Hearns, który w latach 80' i 90' zdobywał tytuły mistrza świata w czterech kategoriach wagowych (w wagach średniej, super średniej, półciężkiej i junior ciężkiej); były mistrz świata wagi muszej federacji IBF oraz supermuszej WBO Mark 'Too Sharp' Johnson; trener Freddie Roach, który zajmował się do tej pory 27 mistrzami świata; Michael Buffer, najpopularniejszy konfenansjer na świecie, autor słynnego "Let's get ready to rumble!". Oprócz tego w kategorii "obserwator" wyróżnieni zostali dziennikarz Michael Katz oraz analityk bokserski Al Bernstein.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z rocznika 2012 i nie możemy się już doczekać uroczystego powitania wyróżnionych w tym roku kandydatów w naszym gronie - powiedział dyrektor IBHOF Edward Brophy. Uroczystości związane z oficjalnym przyjęciem 23. rocznika odbędą się między 7 a 10 czerwca w amerykańskim miasteczku Canastota (stan Nowy Jork).
O ile w przypadku powieszenia rękawic na kołku przez Pawła Wolaka można mówić o małym niedosycie, to na taki krok Danny'ego Williamsa (44-11, 33 KO) wiele osób szczerze czekało. Waleczny Anglik przegrywał przed czasem z każdym poważniejszym przeciwnikiem i od dawna namawiano go na zakończenie kariery. Teraz w końcu "Brixton Bomber" pogodził się z losem i ogłosił rozbrat z boksem.
- Nie mam już żadnych aspiracji i zdaję sobie sprawę, że nie wygram już żadnego ważnego tytułu. Zeszłotygodniowa porażka pokazała i uświadomiła mi, że całkowicie zatraciłem odporność na ciosy. Nie potrafię już przyjąć ciosu przeciwnika - przyznał szczerze 38-letni Williams, który zasłynął pokonaniem Mike'a Tysona w lecie 2004 roku, co otworzyło mu furtkę do walki o pas WBC wagi ciężkiej przeciwko Witalijowi Kliczce. Anglik nie sprostał Ukraińcowi i przegrał w ósmym starciu.
Boks na gołe pięści po 120 latach od wprowadzenia regulaminowych rękawic, przeżywa w USA swój renesans, a aktualnym mistrzem wagi ciężkiej w tej dyscyplinie jest... Bobby Gunn. Tak, ten sam Bobby Gunn, którego nasz Tomasz Adamek zdemolował w ringu dwa lata temu w niecałe cztery rundy. Rywalizacja na gołe pięści odbywa się na zasadach zbliżonych do klasycznego boksu - choć w tym przypadku należałoby zastanowić się, która odmiana jest naprawdę klasyczna - jednak pięściarze nie walczą w ringu i nie ma podziału na rundy. Także sceneria walk przypomina bardziej obrazy znane z hollywoodzkich filmów o nielegalnych walkach, a nie oficjalne areny bokserskie. W stoczonym kilka dni temu pojedynku, którego zapis prezentujemy, Gunn znokautował po ponad 8 minutach Ernesta Jacksona, w pierwszej obronie mistrzowskiego tytułu, który zdobył kilka miesięcy temu. Po walce Gunn, który do swoich walk trenuje między innymi w Global Boxing Gym zapowiedział, że zamierza zostać jednym z największych zawodników w boksie na gołe pięści w historii.
Twardy amerykański journeyman, Matt Vanda (44-13, 24 KO), zapewnia, że 17 grudnia na gali w Mandalay Bay w Las Vegas sprawi sporą niespodziankę i pokona obowiązkowego pretendenta do tytułu WBC w wadze średniej - Marco Antonio Rubio (52-5-1, 45 KO).
W 2008 roku Vanda dwukrotnie wychodził do ringu z obecnym mistrzem świata - Julio Cesarem Chavezem Juniorem (44-0-1, 31 KO). Obydwie walki zakończyły się zwycięstwami syna legendy, jednak pierwszy werdykt wzbudził nieco kontrowersji, a zawiedziony krytyką Junior rozważał nawet zakończenie kariery.
- Zlałem obecnego mistrza świata, więc Rubio doskonale wie, co na niego czeka. Lepiej, żeby był gotowy, bo zamierzam pobić go tak samo, jak kilka lat temu Chaveza - zapowiada Vanda, który przegrywał między innymi z Johnem Duddym i Peterem Manfredo Juniorem, a więc dwoma pięściarzami, którym Chavez niedawno zakończył kariery.