ARTYŚCI RINGU: YOKO GUSHIKEN

Pozostawmy piękne kobiety mężczyznom bez wyobraźni, oni nigdy nie zrozumieją, jak doniosłym wydarzeniem była walka Henryka Średnickiego z Yoko Gushikenem. Największe sukcesy niepokornego polskiego boksera rozpoczęły się w 1977 roku, od złotego medalu mistrzostw Europy w Halle. W finale wagi papierowej pokonał Bułgara Georgi Georgiewa. Rok później przyszedł triumf w mistrzostwach świata i jak na razie jest to jedyny złoty medal Polaka w tej imprezie. W drodze do finału Średnicki pokonał kolejno: Czechosłowaka Vaclava Hornaka, Węgra Sandora Orbana i Aleksandra Michajłowa z ZSRR, wielkiego faworyta. - To była potwornie trudna walka. W pierwszej rundzie strasznie mnie obił. W kolejnych było już dużo lepiej. To ja byłem górą - wspomina z zawadiackim uśmiechem. W finale rywalem był Kubańczyk Hector Ramirez. Za zwycięstwo Średnicki otrzymał 1,6 tysiąca jugosłowiańskich dinarów i 8 tysięcy złotych. Na owe czasy sumę niebotyczną. W Polsce był noszony na rękach i wychwalany przez kibiców. W kolejnym roku znów okazał się najlepszy w mistrzostwach Starego Kontynentu. Obdarzony potężnym uderzeniem Średnicki już wtedy był namawiany przez Duńczyków do przejścia na zawodostwo. Władze się zgodziły, ale tylko pod warunkiem, że Henryk wywalczy w Moskwie medal olimpijski. Dwa lata po nieudanym występie (Średnicki przegrał w ćwierćfinale z zawodnikiem gospodarzy Miroszniczenką) bokser zdecydował się na desperacki krok. Nawiązał kontakt z poznanym podczas zagranicznych podróży kapitanem lotnictwa Czesławem Kudłkiem i 12 lutego 1982 roku, gdy w Polsce obowiązywał stan wojenny znalazł się wraz z żoną na pokładzie samolotu PLL Lot Warszawa-Wrocław. Pięściarz był jedynym pasażerem, który wiedział o konspiracji załogi. Czesław Kudłek porwał samolot i wylądował nim na lotnisku Tempelhof w Berlinie Zachodnim. Półtora roku później, po stoczeniu zaledwie siedmiu zawodowych walk, Henryk Średnicki zmierzył się na ringu w Okinawie z Yoko Gushikenem, powracającym po ponad dwuletniej przerwie byłym mistrzem świata WBA wagi junior muszej. - Chcę się od razu przekonać, czy stać mnie jeszcze na walkę o najwyższe cele. Mój rówieśnik Średnicki jest jednym z najlepszych zawodników wagi muszej na świecie - powiedział przed pojedynkiem Japończyk.

Yoko Gushiken zdobył tytuł mistrza świata w swojej dziewiątej zawodowej walce, nokautując w siódmej rundzie Juana ''Małego Foremana'' Guzmana. Miał wówczas 21 lat. Tak szybki sukces nie był zaskoczeniem tylko dla tych, którzy znali dokonania Gushikena na ringach amatorskich. Yoko legitymował się bilansem 62-3 (52 nokauty) i był nadzieją Japończyków na medal olimpijski w 1976 roku w Montrealu (nota bene w 1/8 finału kanadyjskiego turnieju odpadł Średnicki), ale zdecydował się na przejście na zawodostwo. Najbardziej znany japoński trener, Masaki Kanehira nazwał Gushikena ''geniuszem, jaki pojawia się raz na sto lat''. Boksujący z odwrotnej pozycji Yoko potrafił być w ringu precyzyjnym bokserem kontrującym o niesamowitym timingu, ale wolał wywierać na przeciwniku nieustanną presję, na co pozwalały mu mistrzowsko opanowane, różnorodne kombinacje ciosów i świetna kondycja. Nie marnował przy tym niepotrzebnie energii, sprawiając wrażenie cieśli obrabiającego postawiony przed nim kawałek drewna z cierpliwym znawstwem. Na tronie wagi junior muszej zasiadał przez ponad cztery lata, niespodziewanie tracąc tytuł w marcu 1981 roku w walce z Pedro Floresem, którego pół roku wcześniej pokonał. Jako przyczyny porażki wymieniano utratę motywacji (Yoko twierdził przed walką, że ''stracił zainteresowanie boksem'') i problemy Gushikena ze zmieszczeniem się w limicie wagowym 108 funtów. Po porażce z Floresem otoczony w Japonii kultem ''Dziki Orzeł'' ogłosił zakończenie kariery, jednak nie zdołał wytrwać na bokserskiej emeryturze i w sierpniu 1983 roku kibice znów zobaczyli w ringu ''okinawskie afro''.

Od czasów ''Fightinga'' Harady Kraj Kwitnącej Wiśni nie miał tak charyzmatycznego boksera, a według historyka ''sweet science'' Joeya Koizumi, Gushiken był ''najwspanialszym pięściarzem w historii japońskiego boksu''. Porównując walki Gushikena z walkami pogromcy Edera Jofre trudno się z Koizumim nie zgodzić, choć pokonanie brazylijskiej legendy jest niewątpliwym atutem Harady. Mimo wszystko jednak Yoko był od ''Fightinga'' ciekawszy boksersko, każdy pojedynek ''Dzikiego Orła'' stanowił celebrację pięściarstwa jako sztuki walki. Wielki Masutatsu Oyama, który nadał okinawskiemu karate jego współczesną formę, nazwał boks Yoko ''wyrazem Ducha Budo, czegoś dużo potężniejszego i piękniejszego niż komercyjna rywalizacja sportowa''. W walce z Henrykiem Średnickim Gushiken po raz kolejny dał świadectwo swojej duchowej mocy.

* Dzisiejszy odcinek cyklu zawiera elementy fikcji, inspiracją była rubryka ''Football Fiction'' miesięcznika ''Piłka Nożna Plus''. Wykorzystano fragment artykułu Michała Micora i słowa Marcela Prousta.

P.S. Kapitan Kudłek naprawdę porwał w 1981 roku samolot PLL Lot. Była to jedna z tzw. wielkich ucieczek.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Biłuński zadebiutował na łamach Bokser.org w czerwcu 2011 roku. W ciągu dwóch lat stworzył cztery autorskie cykle: "Artyści ringu", "Boxiana", "Styl robi walkę" i "KSB". Prezentował charakterystyczny styl, który często polaryzował opinie czytelników. Obecnie Biłuński tworzy reportaże dla wydawnictwa Ebr.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: Maynard
Data: 27-11-2011 21:48:23 
Co do części fikcyjnej, niech każdy sam oceni, ale brawo za przypominanie wielkich mistrzów małych wag.
 Autor komentarza: szansepromotions
Data: 27-11-2011 22:17:56 
A się właśnie zastanawiałem o której będzie nowy artykuł :D Świetny zawodnik
 Autor komentarza: hernandez
Data: 27-11-2011 22:48:48 
kolejny świetny artykuł. chciałoby się więcej takich czytać na tym portalu
 Autor komentarza: kartofelek
Data: 27-11-2011 23:23:07 
pierwsze zdanie klejone w dość wymęczony sposób ale potem rozwija się
to świetnie
brawo!
 Autor komentarza: Czerwas
Data: 27-11-2011 23:38:07 
kartofelek

Zgadzam się, to takie "głupio-mądre". Miałem podobne wrażenie i musiałem przeczytać sobie to pierwsze zdanie parę razy. Nie chcę się czepiać ale raz, że ten cytat Prousta dla mnie osobiście sam w sobie jest bzdurą, dwa kontekst dla niego też słaby... Generalnie fajny artykuł, dzięki.
 Autor komentarza: Maynard
Data: 28-11-2011 07:42:31 
Jak to nie pasuje do kontekstu? Oczywiście, że pasuje - mężczyźni bez wyobraźni nie zrozumieją, "jak doniosłym wydarzeniem" była ta walka, ponieważ odbyła się ona... w wyobraźni autora.

Japońscy bokserzy generalnie nie są doceniani, więc tym bardziej chwała dla autora, że przypomniał jedną z największych postaci boksu z tego pięknego kraju.

Pozdrawiam!
 Autor komentarza: holy
Data: 28-11-2011 08:44:41 
nie wiedzialem ze srednicki byl zawodowcem
 Autor komentarza: holy
Data: 12-09-2016 11:08:18 
Autora poniosła fantazja.
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.