STAWKA WIĘKSZA NIŻ ŻYCIE

Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor.

Te wypowiedziane kilkadziesiąt lat temu przez Józefa Becka słowa, idealnie pasują dzisiaj do dwóch dumnych wojowników. Mający 38 lat Meksykanin Juan Manuel Marquez (53-5-1, 39 KO) za kilka godzin ponownie stanie przed szansą, aby udowodnić całemu światu, a w głównej mierze samemu sobie, że wie jak pokonać młodszego o 6 lat Manny’ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO). Filipiński król uważa to za nonsens i głośno zapowiada, że tym razem znokautuje swojego wielkiego rywala. Do długo oczekiwanej i określanej największą w tym roku rywalizacją w boksie zawodowym dojdzie na ringu w słynnym MGM Grand w Las Vegas. Pacquiao- Marquez cześć trzecia!

Starzy znajomi.

Po raz pierwszy spotkali się w 2004 roku w kategorii piórkowej i po niezwykłej pierwszej rundzie w której Marquez trzy razy lądował na deskach, w dalszej części pojedynek tak się wyrównał, że sędziowie orzekli remis. Oczywiście ta filipińsko-meksykańska wojna przez wszystkich kibiców na całym świecie uznana została za prawdziwy ringowy klasyk.

Do rewanżu doszło 4 lata później w dywizji super piórkowej. Po 12. elektryzujących rundach w których ponownie losy walki zmieniały się jak w kalejdoskopie, zwycięzcą ogłoszono Pacquiao. Filipińczyk zwyciężył jednak tylko jednym punktem, a wynik ten był długo i żarliwie komentowany, dzieląc znawców i ekspertów ponownie na dwa obozy.

Za kilka godzin obaj panowie skrzyżują rękawice po raz trzeci. Tym razem w dywizji półśredniej, w której Meksykanin ostatni raz wystąpił ponad dwa lata temu, kiedy to został zdeklasowany przez pięściarskiego wirtuoza Floyda Mayweathera (42-0, 26 KO). Oczywiście 'Pacman' nie jest olbrzymim półśrednim, ale sprawdził się już kilkukrotnie w starciach z czołowymi zawodnikami z tej kategorii, fundując im srogie bicie. Jak chociażby w swoim ostatnim występie w maju tego roku, kiedy to po zadziwiająco jednostronnym pojedynku zwyciężył Shanea Mosleya (46-7-1, 39 KO).

Wcześniej dał pokaz swoich możliwości masakrując podczas brutalnych 12 rund twardego Antonio Margarito (38-7, 27 KO). Meksykanin do dzisiaj nie może dojść do siebie, ciągle borykając się z kontuzją oka, która być może uniemożliwi jego ponowne spotkanie z Miguelem Cotto (36-2, 29 KO), do którego ma dojść już 3 grudnia. Jeżeli chodzi o 31-letniego Portorykańczyka, to on również przekonał się na własnej skórze o twardości filipińskich pięści. W listopadzie 2009 roku Manny zadebiutował w dywizji półśredniej i na dzień dobry rozgromił Miguela, stopując go na kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem ostatniej rundy.

Wiara w zwycięstwo.

Ostatnie dokonania Manny'ego z pewnością dały dużo do myślenia Juanowi. Na pewno zdaje sobie sprawę w jak wysokiej formie znajduje się jego dzisiejszy leworęczny rywal. Mimo to ani chwili nie wahał się i podjął wyzwanie.

Gdyby wymazać z historii ich dwa wcześniejsze starcia, to wszyscy kibice w ciemno stawiali by swoje pieniądze na młodszego mistrza świata 8 kategorii wagowych. Marquez jest już przecież stary i wydaje się, że wywalczenie przez niego czempionatu dywizji piórkowej, super piórkowej i lekkiej było wszystkim na co go stać.

Przypomnijmy jednak, że swój pierwszy pas (federacji IBF) zdobył mając 29 lat. Rok później zgotował Pacquiao jedną z najcięższych walk w jego karierze, co powtórzył ponownie mając 34 lata. Dlatego całkiem możliwe, że mając 38 wiosen na karku dokończy w końcu to, co nieudało mu się za dwoma wcześniejszymi podejściami. Wielu jednak uważa, że do trzeciej bitwy dochodzi zdecydowanie za późno. Oczywiście innego zdania jest 'Dinamita'.

- Jestem gotowy, aby zwyciężyć go po raz trzeci - oświadcza pewny siebie Marquez. - Uważam, że wygrałem dwie wcześniejsze walki i z takim nastawieniem wejdę do ringu po raz kolejny. Oczywiście to były bardzo wyrównane wojny, ale trzecia rozwieje w końcu wszystkie wątpliwości co do tego który z nas jest lepszym pięściarzem. Według mnie wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia - kończy jeden z najsłynniejszych meksykańskich pięściarzy.

Jak ustosunkowuje się do tej wypowiedzi najpopularniejszy podopieczny Freddiego Roacha?

- Zmieniłem się od czasu naszej ostatniej walki i jestem teraz dużo groźniejszym i lepszym bokserem. Moja siła ciosu będzie decydująca i on poczuje te różnicę gdy znajdzie się ze mną w ringu - stwierdza chłodno Pacquiao.
 
Niebezpieczny jak Dynamit.

Meksykanin jest pewny, że nie popełni już błędów z pojedynku z mistrzem defensywy Mayweatherem i mimo iż przybrał ponownie na wadze, to nie stracił szybkości. Za swój fatalny występ podczas walki z Amerykaninem obwinia nie tylko siebie, ale także jego niewygodny styl. Co ciekawe postępuje dokładnie tak samo jak jego legendarny rodak, sławny Julio Cesar Chavez, który z pogardą wypowiadał się o umiejętnościach bokserskich Pernella Whitakera.

- Wolałbym walczyć z Pacquiao trzy, albo cztery razy, niż po raz kolejny męczyć się z Maywatherem. On nie chce walczyć i unika wymian jak ognia. Każdy wie, że Pacquiao to wojownik i nasza walka będzie wspaniałą bitwą - wyjaśnia z błyskiem w oku 'Dinamita'.

O tym, że on również kocha ringowe wojny wie każdy kibic na świecie. Warto tutaj przypomnieć jego potyczkę z 2003 roku, kiedy to w przeciągu 7 rund zdemolował Derricka Gainera (42-7-1, 24 KO). Z ostatnich wyczynów walecznego i dumnego Meksykanina wartym odnotowania jest jego thriller z listopada 2010 roku. Marquez stanął wówczas do obrony swoich dwóch pasów WBO i WBA w wadze lekkiej przeciwko Michaelowi Katsidisowi (28-5, 23 KO). Nie dysponujący błyskotliwą techniką, ale mający za to potężne uderzenie z obydwu rąk Australijczyk, posłał ‘Dinamitę’ na deski w 3. rundzie. Niestety dla siebie, nie zdołał go tam zatrzymać i ostatecznie sędzia uratował go przerywając nierówne zmagania w 9. odsłonie. Wcześniej w lipcu 2010 roku 38-letni czempion pokonał Teksańczyka Juana Diaza (35-4, 17 KO), a w ostatnim swoim występie (lipiec 2011) znokautował już w pierwszej rundzie twardego kolumbijskiego mańkuta Likara Ramosa (24-4, 18 KO).

W swojej długiej i owocnej 18-letniej karierze i 59 walkach na koncie, Marquez zanotował tylko 5 porażek. Po raz pierwszy było to w jego zawodowym debiucie, kiedy to został zdyskwalifikowany, następnie w 1999 roku wypunktował go Freddie Norwood (43-4-1, 23 KO), a także w 2006 indonezyjski gwiazdor Chris John (45-0-2, 22 KO). Potem byli to kolejno Pacquiao i Mayweather. Chociaż Meksykanin był już kilkakrotnie na deskach, to jednak nigdy nie przegrał przed czasem.

Ringowy geniusz.

O jego równie dumnym co wojowniczym rywalu napisano już chyba niemal wszystko. Filipiński 'Pacman' cieszy się w swoim kraju statusem mega gwiazdy i prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości, jeżeli tylko zechce to zasiądzie w fotelu prezydenckim. Sławę i uznanie w boksie zawodowym zdobył głównie za sprawą podbijania coraz to nowych kategorii wagowych. Chociaż nie brak sceptyków, którzy zarzucają mu budowanie swojego nazwiska na popularnych, ale podstarzałych i wypalonych rywalach.

Być może kryje się w tym małe ziarno prawdy. Przecież Oscar De La Hoya (39-6, 30 KO), którego boleśnie poobijał w grudniu 2008 roku, powinien wiedzieć, że w wieku 35 lat zrzucanie wagi do limitu 145 funtów nie może zakończyć się sukcesem. Chociaż za taki niewątpliwie należy uznać sumę uzyskaną ze sprzedaży biletów i dekoderów pay-per-viev. Straszliwe znokautowanie wypalonego Rickyego Hattona (45-2, 32 KO) krytycy nazwali egzekucją na zawodniku z niższej ligi. Miguel Cotto po laniu z rąk Margarito był tylko cieniem samego siebie, a Joshua Clottey (35-4, 20 KO) mimo szumnych zapowiedzi zaprezentował się tak fatalnie, że ze wstydu zapadł się pod ziemię i słuch o nim zaginął. Co do dwóch ostatnich ofiar Mannyego, to wspominałem już o nich powyżej.

Mimo to Pacquiao niewątpliwie posiada niezwykły, wręcz fenomenalny dar do walki. Ileż to razy zadziwiał cały świat swoją szybkością i umiejętnościami, wyprowadzając ciosy w momentach o których inni pięściarze mogli tylko marzyć. Jego pierwszym słynnym zwycięstwem było zastopowanie Marco Antonio Barrery (67-7, 44 KO) w listopadzie 2003 roku. Prawdziwy majstersztyk. Kolejnym był rewanż z Erikiem Moralesem (52-7, 36 KO), którego rozbił w przeciągu 10. niezapomnianych rund. Oczywiście prawdziwą wisienką na torcie były dwa starcia z dzisiejszym rywalem 32-letniego Filipińczyka.

Czy czeka nas niezapomniana noc?

Oprócz samych pięściarzy dojdzie także do rywalizacji dwóch wielkich szkoleniowców, czyli Freddiego Roacha i Nacho Beristaina. Obaj trenerzy za punkt honoru postawili sobie jak najlepsze przygotowanie swoich podopiecznych do dzisiejszej batalii i zapewne będą chcieli zebrać tego żniwo.

Czy Marquez złapie dzisiaj swój wspaniały rytm i zacznie z zimną precyzją straszliwie kontrować nacierającego jak tygrys Pacquiao? Czy też bezlitosny filipiński zabijaka złamie go huraganowym atakiem i setkami potężnych, szybkich jak błyskawica ciosów? Zarówno jeden jak i drugi nie walczy tylko o kolejny mistrzowski pas. Stawką jest coś o wiele cenniejszego i ważniejszego dla tych legendarnych pięściarzy. To ich honor i duma.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: Ozi1231
Data: 13-11-2011 00:46:05 
pierdolenie
 Autor komentarza: PWncwjssprf
Data: 13-11-2011 09:07:15 
hehaiehe :D :( :)
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.