W dniach 15-18 listopada w amerykańskim ośrodku przygotowań olimpijskich w Oxnard (Kalifornia) odbędzie się tradycyjny meeting bokserski kobiet International Dual Series, w którym wystąpią zawodniczki z USA, Rosji, Polski, Meksyku i Kanady. Rywalizacja odbędzie w trzech "olimpijskich" kategoriach wagowych (51, 60 i 75 kg).
Za Ocean wybiera się 6-osobowa (po dwie zawodniczki w każdej wadze) reprezentacja Polski w składzie: Karolina Michalczuk i Sandra Drabik (51 kg), Karolina Graczyk i Sandra Kruk (60 kg) oraz Lidia Fidura i Katarzyna Furmaniak (75 kg).
Wśród zawodników grupy Sauerland Event zmieniła się hierarchia. Na pierwszy plan wyszedł mistrz świata WBO wagi junior ciężkiej, Marco Huck (34-1, 25 KO). Zdają się to potwierdzać jego coraz częstsze i coraz odważniejsze wypowiedzi prasowe:
- Przykro mi, Arthur [to do Abrahama - przyp. red.], ale w tej chwili to ja jestem numerem 1. Długo na to czekałem i nie zamierzam na tym poprzestać, ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia - powiedział Marco.
Dla głównego trenera grupy, Ulli Wegnera, opinia ta nie jest do końca precyzyjna:
- Mamy aktualnie czterech wiodących pięściarzy: Hucka, Hernandeza, Heleniusa i Britscha. Nie chciałbym żadnego z nich specjalnie wyróżniać - powiedział Wegner.
Dziennikarz przypomniał niemieckimu szkoleniowcowi, że miło byłoby usłyszeć także o roli jaką w jego grupie pełnić będzie były mistrz świata wagi średniej, Arthur Abraham (32-3, 26 KO). W odpowiedzi usłyszał:
- Oczywiście, że nie można o nim zapominać. Arthur w przeszłości osiągnął naprawdę wiele i pragnę, by powiódł mu się powrót w przyszłym roku - zreflektował Wegner.
Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) nie jest zadowolony ze swojego ostatniego występu, w którym gładko wypunktował nastawionego na przetrwanie Shane'a Mosleya (46-7-1, 39 KO). Przed walką 'Słodki' zapewniał, że da Filipińczykowi prawdziwą wojnę, jednak zmienił zdanie, gdy w trzecim starciu znalazł się na skraju przegranej przed czasem.
Po ostatnim gongu widzowie byli zawiedzeni, więc 'Pacman' oraz jego trenerzy, Freddie Roach i Alex Ariza, zapowiedzieli, że tym razem w MGM Grand w Las Vegas emocji nie zabraknie. W najbliższą sobotę Manny zmierzy się z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO), z którym przed laty stoczył już dwa bardzo zacięte boje.
- Mosley nie chciał wojny. Wielu pięściarzy zapewnia, że wejdą ze mną w wymianę ciosów, ale potem unikają walki. Myślę, że Marquez stoczy ze mną prawdziwą wojnę, on lubi walczyć. To będzie wspaniały pojedynek dla kibiców - przewiduje Pacquiao.
- Kiedy zawodnik nabiera masy mięśniowej, a co za tym idzie również siły w tak krótkim czasie, to wnioskuję, że zamierza wdawać się w wymiany. Wydaje mi się, że Marquez pójdzie na całość, ale będziemy na to gotowi - zapewnia Roach.
W ubiegłym tygodniu Mariusz Wach (26-0, 14 KO) odniósł trzecie w tym roku przekonujące zwycięstwo. Tym razem olbrzymi 'Wiking' pokonał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie Jasona Gaverna i obronił pas WBC International.
- Nie chciałem się od razu wypompować, bo starannie przygotowałem się na walkę na dystansie dwunastu rund. Zresztą szybko zrozumiałem, że rywal przewróci się prędzej, czy później, dlatego nie chciałem podkręcać tempa. Gdybym ruszył mocniej do przodu, pewnie nokaut byłby szybszy i być może efektowniejszy - podsumowuje ostatni występ blisko 32-letni Polak.
- Przed walką dobrze się czułem i bardzo dobrze rozgrzałem. Widziałem na tarczy (taktyczny trening zadawania ciosów – przyp. AG), że lewa ręka bardzo pewnie chodzi, a prawa trafia w punkt. Dlatego zdecydowanie wszedłem do ringu i zrobiłem to, co do mnie należało. Potrafię się dostosować do rywala. Gdyby przeciwnik był inny i podkręcił tempo, ja też boksowałbym na wyższych obrotach. Z Gavernem chciałem wygrać przed czasem z możliwie jak najmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu i tak się stało - dodaje pnący się w rankingach Wach, który już w przyszłym roku może stanąć do walki z jednym z ukraińskich mistrzów świata.
W sobotę w Las Vegas odbędzie się nie tylko trzecie starcie Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO), ale również kolejny pojedynek dwóch genialnych szkoleniowców - Freddiego Roacha i meksykańskiej legendy, Ignacio Beristaina.
- Wiem, że Nacho dobrze przygotował swojego zawodnika. Marquez wygląda na dużego i silnego. My też trenowaliśmy bardzo ciężko, Manny jest gotowy. W sobotnią noc zobaczycie fajerwerki. Nie przegapcie tego - powiedział Roach.
- To będzie kolejny pojedynek pomiędzy dwoma wspaniałymi pięściarzami. Czeka nas jeszcze jeden bokserski klasyk. Manny, dzięki za tę szansę. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by wygrać tę walkę. Damy z siebie wszystko - dodaje Beristain.
Choć od pojedynku Jamesa DeGale'a (11-1, 8 KO) z George'em Grovesem (14-0, 11 KO) minęło już kilka miesięcy, walka między nimi wciąż trwa. Brytyjczycy spotkają się 9 grudnia na gali grupy Frank Warren Promotions w Londynie, jednak tym razem rękawice skrzyżują z innymi bokserami, których nazwisk jeszcze nie ogłoszono.
W stołecznej ExCel Arenie 25-letni DeGale bronić będzie odebranego Piotrowi Wilczewskiemu interkontynentalnego tytułu federacji WBO w wadze średniej. Stawką pojedynku nie będzie za to pas mistrza Europy. Z kolei 23-letni Groves na szalę położy swoje tytuły mistrza Wielkiej Brytanii oraz Wspólnoty Brytyjskiej. Majową potyczkę dwóch brytyjskich prospektów minimalnie na punkty wygrał ten drugi i wkrótce dołączył do stajni Franka Warrena. Mimo reprezentowania tej samej grupy, panowie nie kryją wzajemnej niechęci.
- Niech DeGale mówi co chce, ale dobrze wie, że to, czego dokonałem w ciągu dwóch rund walki z Paulem Smithem było o wiele bardziej niszczycielskie niż to, co on prezentował przez dziewięć rund walki z tym samym bokserem. Jeśli James chce, aby jego kariera trochę potrwała, to ostatnią rzeczą, na jaką powinien się zdecydować, jest kolejna walka ze mną. Wygrałem z nim już dwukrotnie. Jeszcze raz i po nim - ocenia Groves.
Odpowiedzi DeGale'a nie mogło zabraknąć. - Z chęcią jeszcze raz wyjdę z nim do ringu. Moim zdaniem w maju to mnie należała się wygrana. Walka była równa, ale w moim odczuciu zwyciężyłem ja. W październiku zdobyłem dwa pasy i wciąż jestem na dobrej drodze, aby za rok walczyć o mistrzostwo świata - zapowiada DeGale, który w liverpoolskiej Echo Arenie po bardzo ciekawej walce pokonał Wilczewskiego w stosunku dwa do remisu.
Bob Arum nie ukrywa, że pomimo groźnej konkurencji w postaci gali UFC na kanale Fox, spodziewa się, że Pacquiao vs. Marquez III będzie dużym sukcesem. Szef Top Rank liczy na 1,5 miliona sprzedanych transmisji PPV.
- Spodziewamy się wyniku na granicy 1,5 miliona. Liczymy na taki rezultat. To byłby najlepszy wynik Pacquiao - powiedział legendarny promotor.
We wrześniu między liny powrócił największy konkurent Pacquiao - Floyd Mayweather Jr. (42-0, 26 KO), jednak pomimo znakomitego undercardu i wielkiej promocji samozwańczy król P4P sprzedał "rozczarowujące" 1,25 miliona transmisji, a niektóre źródła twierdzą, że w rzeczywistości wynik ten był jeszcze niższy. Rezultat Mayweathera jest nieosiągalny dla jakiegokolwiek innego pięściarza poza fenomenalnym Filipińczykiem, lecz może świadczyć o tym, że mający kiepską prasę 'Money' nieco przejada się swoim rodakom. Ostatnią walkę 'Pacmana', który w maju walczył z Shanem Mosleyem wykupiło 1,3 miliona ludzi.
- To co robi Mayweather absolutnie nas nie obchodzi. To nie ma nic wspólnego z tym co my robimy - dodaje Arum.
Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) zmierzy się w sobotę w Las Vegas z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO). Manny - dziś ikona sportu - pamięta doskonale, jak blisko klęski był w dwóch pojedynkach z Meksykaninem.
Przez lata Pacquiao był jednym z mnóstwa ciężko pracujących pięściarzy. Anonimowych, bo bijących się w mało poważanych, najniższych kategoriach, gdzie jedna rękawica waży tylko 80 gramów, a i tak jest niemal tak wielka jak głowa zawodnika.
Zwrot w jego życiu nastąpił w 2001 r., kiedy chuchrowatemu Filipińczykowi poszczęściło się w Las Vegas i znalazł się w ringu MGM Grand Casino. Trafił tam w zastępstwie last minute dla mistrza świata w wadze koguciej Lehlohonolo Ledwaba. Miał być tłem, a znokautował faworyta. Ponieważ pojedynek odbywał się przed walką słynnego "Złotego Chłopca" Oscara de la Hoi, to transmitowała go stacja HBO. I nagle wszystko stało się dla Filipińczyka łatwiejsze.
Dziś, po dekadzie jego pozycję najlepiej określa bon mot brytyjskiego pisarza Lawrence'a Osborne'a: opisać Pacquiao tylko jako pięściarza, to tak jak powiedzieć, że Lech Wałęsa to elektryk z Gdańska.
Dwanaście miesięcy temu pochodzący z Zimbabwe Dereck Chisora (14-1, 9 KO) przygotowywał się do walki swojego życia przeciwko mistrzowi wszechwag Władimirowi Kliczce (56-3, 49 KO). Jutro (11 listopada) wystąpi w 6. rundowym pojedynku z nieznanym rywalem na gali w mieście Halifax. Ileż to przez rok może się zmienić.
Po wycofaniu się z walki ukraińskiego króla wagi ciężkiej, w lipcu 27-letni 'Del Boy' zmierzył się z Tysonem Fury (16-0, 11 KO) i sromotnie przegrał. Przy okazji stracił tytuły mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej. Mieszkający w Londynie Dereck miał powrócić do gry 5 listopada podczas wielkiej gali na stadionie Wembley. Niestety jego przeciwnik, potężny Larry Olubamiwo (10-2, 9 KO), wycofał się na kilka dni przed galą z powodu choroby.
- Wiedziałem, że on nie wyjdzie do ringu. Wiedziałem to od samego początku - stwierdza Chisora. - To było dla niego najlepsze wyjście, bo po przegranej ze mną jego kariera byłaby skończona. Stając ze mną do walki byłby jak owca skazana na rzeź.
Tomasz Adamek (44-2, 28 KO) bije się w piersi i po raz pierwszy publicznie wylicza błędy, jakie popełnił przed przegraną walką z Witalijem Kliczką (43-2, 40 KO). Przez wiele tygodni 35-letni "Góral" miał traumę po dotkliwym laniu z rąk starszego z braci Kliczków, dlatego odsuwał od siebie moment analizy telewizyjnego zapisu drugiej porażki w zawodowej karierze.
- Jeszcze nie jestem gotowy, zresztą na co tutaj patrzeć? Tego dnia byłem słabszy, przegrałem i... tyle - ucinał Adamek w dosyć emocjonalnym tonie. - Najpierw muszę wrócić do psychicznej formy, a dopiero później na salę treningową - tłumaczył kilka tygodni temu. Od piątku w Saint Louis znów trenuje pod okiem trenera Rogera Bloodwortha.
- Każdego dnia utrwalamy pewne elementy, by wyeliminować możliwie wszystkie błędy. Podczas prawdziwej walki nie ma miejsca na pomyłki, dlatego żaden dzień treningu nie pójdzie na marne. Słucham wskazówek Rogera, który do mojego repertuaru dokłada nowe rzeczy. Codziennie pracujemy nad techniką, bym wrócił na ring jeszcze silniejszy. Jednak czas bardzo ciężkich treningów dopiero nadejdzie.
Jack Culcay (9-0, 5 KO) w glorii mistrza świata amatorów podpisywał kontrakt z grupą Universum Box-Promotion i miał być koniem napędowym tej stajni, gdy ta przeżywała kłopoty. Niestety kolejni zawodnicy opuszczali ekipę z Hamburga, a ich śladami postanowił pójść właśnie "Złoty Jacka", narzekając na zbyt małą liczbę walk i w związku z niewypełnieniem zapisu w kontrakcie zerwał go. Na początku września zaboksował nawet podczas gali w Danii, organizowanej przez Sauerland Event, lecz teraz okazuje się, że będzie musiał wrócić pod stare skrzydła.
Sąd przyznał bowiem rację Universum i wydał wyrok mówiący o tym, iż Culcaya wciąż obowiązuje kontrakt z drużyną Klausa Petera Kohla i to dla nich ma dalej toczyć swoje pojedynki.

Na sobotniej gali w Las Vegas poza głównym daniem wieczoru w postaci pojedynku Pacquiao-Marquez III, dojdzie również do innej ciekawej walki. Czołowy pięściarzy kategorii junior półśredniej, Timothy Bradley (27-0, 11 KO), zmierzy się z kubańkim weteranem - Joelem Casamayorem (38-5-1, 22 KO). W stawce potyczki znajdzie się należący do 'Pustynnej Burzy' tytuł mistrza świata federacji WBO.
Obowiązkowy pretendent do tytułu WBC w wadze średniej, Marco Antonio Rubio (52-5-1, 45 KO), swoją kolejną walkę stoczy 16 grudnia w Mandalay Bay w Las Vegas podczas 49. Konwencji World Boxing Council.
Rywalem 31-letniego 'El Veneno' będzie podstarzały brazylijski weteran - Mohammad Said (37-9-1, 28 KO). Rubio walczy ze słabszymi przeciwnikami w oczekiwaniu na pojedynek o pas z Julio Cesarem Chavezem Juniorem (43-0-1, 30 KO). Z ostatnich decyzji włodarzy federacji WBC wynika jednak, że pierwszy swoją szansę dostanie diamentowy champion - Sergio Gabriel Martinez (48-2-2, 27 KO).
- Można powiedzieć, że jadę do "paszczy lwa", ale nie po to, by zostać pożartym. To przeciwnik, który zbyt wiele nie boksował z typowymi cruiserami. Tak naprawdę to tylko z jednym, z Antonio Tarverem, z którym przegrał w swojej ostatniej walce. Rywal pokazał Greenowi, gdzie jest jego miejsce. Ta kategoria jest nieodpowiednia dla niego - powiedział Krzysztof Włodarczyk (45-2-1, 32KO), który 30 listopada zmierzy się z Dannym Greenem (31-4, 27KO).
"Diabło" przebywa w Wiśle, gdzie pod okiem swojego szkoleniowca Fiodora Łapina szlifuje formę przed walką w Australii. Wraz z nim trenują Grzegorz Proksa i Dawid Kostecki.
Roy Jones Junior (54-8, 40 KO) pomimo 42-lat na karku i kolejnej porażki w rekordzie nie myśli o zakończeniu kariery. Wspaniały przed laty mistrz 10 grudnia po raz kolejny wejdzie między liny i postara się odbudować zrujnowaną pozycję. Rywalem gwiazdy amerykańskiego boksu będzie Max Alexander (14-5-2, 2 KO).
Alexander ma 30 lat, zaledwie dwa razy wygrywał przed czasem. W ostatnich sześciu pojedynkach nie był w stanie odnieść zwycięstwa (pięć porażek, jeden remis). Największym jego osiągnięciem był udział w bokserskim reality show „Contender”. Pomimo kiepskiej passy skazywany na pożarcie Alexander buńczucznie zapowiada, że kibice talentu Roya po raz kolejny zobaczą swojego ulubieńca na deskach.
- Trenuję bardzo ciężko, zamierzam znokautować Roya Jonesa do 6 rundy. Mam 188 cm wzrostu i 193 cm zasięgu ramion, mogę uśpić Roya. Trenuję nieraz nawet pięć razy dziennie, robię co tylko mogę by zwyciężyć Jonesa – zapowiada pewny siebie Alexander.
Mateusz Masternak (24-0, 18 KO) to nie tylko jeden z najbardziej obiecujących polskich bokserów, ale również jeden z najgorętszych prospektów kategorii junior ciężkiej na całym świecie. Świadczą o tym zajmowane przez niego miejsca w rankingach - WBC #10, WBA #11, IBF #9, WBO #7. Teraz talent wrocławianina dostrzegli nasi zachodni sąsiedzi, a konkretnie największa grupa promocyjna w Europie i jedna z największych na świecie - Sauerland Event.
Niemiecka stajnia stara się pozyskać Masternaka pod swoje skrzydła, a on sam przebywa właśnie za granicą wraz ze swoim obozem i negocjuje potencjalną umowę.
Mateusz zyskał sławę dwa lata temu, kiedy podczas gali "Adamek-Gołota" pokonał zdecydowanie przed czasem Łukasza Janika. Potem rozprawił się efektownie między innymi z byłym pretendentem do światowego tytułu, Ali Ismaiłowem (TKO 5), a podczas niedawnej gali "Adamek-Kliczko" zdemolował dawnego sparingpartnera Andrzeja Gołoty, groźnego Carla Davisa.
O dalszym rozwoju wydarzeń będziemy Was informować...
Wielkimi krokami zbliża się trzecia walka Krzyszotofa Włodarczyka (45-2-1, 32 KO) w obronie tytułu mistrza świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej. 30 listopada w australijskim Perth polski pięśćiarz zmierzy się z faworytem gospodarzy Dannym Greenem (31-4, 27 KO). 38-latek z Antypodów jest jak najlepszego zdania o "Diablo" i uważa go za najlepszego zawodnika w kategorii z limitem 90,7 kg.
- Mając w pamięci ostatnią przegraną i utratę pasa przez Steve'a Cunninghama, Włodarczyka można na dzień dzisiejszy uważąć za najlepszego cruisera na świecie. Zwycięstwo nad Krzysztofem może stać się największym osiągnięciem w całej mojej karierze - porównajmy mój i jego wiek, zwróćmy uwagę na to, co ostatnio przeszedłem - dotkliwą porażkę z Antonio Tarverem. Tak to już jest - im większe ryzyko, tym większa nagroda - mówi "Green Machine".
Tytuł mistrzowski WBC 30-letni Włodarczyk zdobył w maju ubiegłego roku, nokautując w Łodzi Giacobbe Fragomeniego. Polak stoczył dotychczas dwie obrony pasa - dobrowolną z Jasonem Robinsonem (wrzesień 2010, Warszawa) i obowiązkową z Francisco Palaciosem (kwiecień 2011, Bydgoszcz). Obie potyczki zakończyły się punktowymi wygranymi "Diablo".

Dziś w nocy naszego czasu odbyła się ostatnia konferencja prasowa promująca mega walkę Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO).
- Ludzie, którzy znają mnie bliżej wiedzą, że poza ringiem nie lubię zbyt dużo mówić. Robię to między linami. Chcę dać wielkie przedstawienie kibicom na całym świecie, dlatego przygotowywałem się bardzo sumiennie - powiedział Meksykanin.
- To będzie dobra walka. My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, dlatego w sobotę będziemy w najlepszej formie. Wszystko było już wcześniej powiedziane, teraz czekam tylko na pojedynek - dodał od siebie Pacquiao.
Tegoroczny amatorski mistrz świata z Baku w kategorii do 52 kg, 23-letni Misza Alojan nie zamierza podpisywać zawodowego kontraktu, ale jednoczesnie chwali pomysł zniesienia kasków w boksie amatorskim.
Urodził się w Armenii, skąd przed ośmioma laty przeniósł się do Nowokużniecka w Rosji. Rok później, znośnie mówił po rosyjsku, a po chwili zorientował się, że boks to jego życiowe powołanie. Na bokserską salę przyszedł dosłownie z ulicy, na której często - z powodu południowych rysów twarzy - był ofiarą przemocy i wielokrotnie używał pięści we własnej obronie.
- Dlaczego nie masz na imię Michił tylko Misza?
MA: My Jazydzi (nazwa grupy ludności pochodzenia kurdyjskiego zamieszkującej Kaukaz, używana do określenia zarówno przynależności narodowej, jak i wyznania - przyp. JD) nie dajemy swoim dzieciom pełnych imion, tylko używamy zdrobnień. Mój ojciec bardzo lubił imię Michaił, więc zostałem Miszą. Tak zostało zapisane w akcie urodzenia, a później w paszporcie. Wiem, że prawidłowo powinno brzmieć Michaił i będę ubiegał się o taką zmienę.
- Mistrzostwa Świata przeszły już do historii, opadły wszystkie emocje. W jaki sposób turniej w Baku zapisze się w Twojej pamięci?
MA: Jestem bardzo zadowolony z przygotowań do mistrzostw, co jest wielką zasługą mojego trenera, znakomitego specjalisty, Eduarda Krawcowa. Treningi nie poszły na marne a głoszona przez niego filozofia była czytelna: masz być najlepszy - nie baw się w ringu, a nie trać w nim czasu, zaczynaj walczyć już od pierwszej sekundy. Trener doskonale wiedział, co będzie mnie czekało w Baku. Całe dwa tygodnie spędziłem w hotelu, ani razu nie wychodząc na ulicę.
- Jaki cel stawiałeś sobie przed mistrzostwami świata?
MA: Chciałem zdobyć złoto! Już dwa lata temu w Mediolanie byłem w stanie zdobyć tytuł mistrzowski. Oczywiście celem w Baku było też wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej, do czego potrzebna była wygrana w dwóch walkach. Kiedy udało mi się tego dokonać, poczułem ulgę, bo podstawowy cel został osiągnięty.
- Który z rywali będzie Ci w stanie zagrozić podczas Igrzysk w Londynie?
MA: Nie widzę takiego. Główni rywale są powszechnie znani, ale wygrywałem z nimi nie raz i nie dwa. Pewności siebie dodało mi zwycięstwo w półfinale mistrzostw w Baku z Amerykaninem Rau`shee Warrenem. Generalnie rzecz biorąc, konkurencja w mojej kategorii jest mocniejsza niż wcześniej, ale wiem jak sobie z nią poradzić i postaram się udowodnić to w Londynie.
Dwudziestym przeciwnikiem w karierze perspektywicznego Deontaya Wildera (19-0, 19 KO) będzie jego rodak, niespełna 40-letni David Long (11-1-2, 7 KO). Do potyczki dojdzie 26 listopada w Cincinatti.
Będzie to już szósty pojedynek 26-letniego Wildera w tym roku. Ostatni z nich odbył się zaledwie pięć dni temu w meksykańskim Cancun, kiedy to brązowy medalista igrzysk w Pekinie znokautował w trzeciej rundzie Daniela Cotę.
Rosły (201 cm wzrostu, zasięg ramion - 213 cm) Wilder pomagał Tomaszowi Adamkowi jako sparingpartner w przygotowaniach do wrześniowego pojedynku "Górala" z Witalijem Kliczką. Polski bokser chwalił zajęcia z Amerykaninem.
- Wilder to wysoki, silny bokser i widzę, że sparowanie z nim będzie bardzo dobrym treningiem. To młody i ambitny zawodnik, który chce się rozwijać. Wykonuje dla mnie dobrą pracę - mówił "Góral".
Były mistrz świata wagi ciężkiej, 35-letni białoruski pięściarz, Siergiej Liachowicz (25-4, 16 KO) opowiada o aktualnej dyspozycji i swoich planach na przyszłość:
- Siergiej, ostatnio zmieniłeś promotora i trenera. Dlaczego to zrobiłeś?
SL: Postawiłem sobie za cel, by w moim teamie wszystko poukładać na swoim miejscu, aby drugi raz nie popełnić tych samych błędów. Wcześniej trenowałem pod okiem Tommy`ego Brooksa i Kenny Weldona, zaś obecnie Floyda Mayweathera Sr.
- To była Twoja decyzja?
SL: Moja, ale przed jej podjęciem wysłuchałem opinii całego zespołu. Dlatego chciałbym wyrazić swoją wdzięczność mojemu doradcy, Tony Cardinale, za pomoc we wszystkich sprawach organizacyjnych.
- Co spowodowało, że zdecydowałeś się pożegnać z Donem Kingiem?
SL: Pracowałem dla niego przez długi czas: rozstawaliśmy się i spotkaliśmy ponownie, lecz teraz definitywnie zerwałem współpracę. Bokser nie może przecież siedzieć na tyłku i walczyć raz na rok, a tak było, gdy byłem związany umowa z Kingiem. Dlaczego potrzebuję promotora? Po prostu po to, by walczyć. W Stanach jest tak, że jeśli człowiek nie wykonuje swojej pracy, zwalniają go. Don nie wypełnił zobowiązań kontraktowych, więc się z nim rozstałem.
- Aktualnie jesteś zawodnikiem grupy Main Events, której szefuje Kathy Duva. Jak wygląda strategia nowej grupy względem Ciebie na 2012 rok?
SL: Mam wychodzić na ring tak często, jak to tylko możliwe, czyli minimum raz na 2-3 miesiące. W Main Events panuje dobry, pracowity nastrój. Gdy wybierałem dla siebie nową grupę, brałem pod uwagę zarówno reputację, jak i osiągnięcia. Podoba mi się sposób w jakim Main Events promuje Tomasza Adamka. Rezultaty tej pracy są imponujące.
- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że chętnie powalczyłbyś z Tomaszem...
SL: Adamek jest bardzo dobrym zawodnikiem. Był mistrzem świata w wadze junior ciężkiej i walczył o pas mistrza świata wagi ciężkiej. Z kolei ja jestem byłym mistrzem świata wagi ciężkiej. To byłby wielki pojedynek.
- Z kim chciałbyś walczyć w najbliższym czasie?
SL: Chcę iść do przodu i powalczyć o odzyskanie pasa. Oczywiście, po ostatniej, przegranej walce jest za wcześnie, by o tym mówić. Teraz muszę wspinać się w rankingu, a dopiero następnie składać oświadczenia. Mam nadzieję, że po wygraniu 1-2 walk znów znajdę się w pierwszej dziesiątce i będę mógł mówić o planach walki mistrzowskiej
3 grudnia Aleksander Powietkin (22-0, 15 KO) przystąpi do pierwszej obrony tytułu regularnego mistrza świata federacji WBA w wadze ciężkiej. W Helsinkach rosyjski pięściarz zmierzy się ze swoim byłym sparingpartnerem Cedricem Boswellem (35-1, 26 KO).
42-letniemu Amerykaninowi nie daje się wielkich szans na korzystny rezultat i powoli zaczyna mówić się o kolejnym rywalu Powietkina. Ma być nim oficjalny pretendent WBA Hasim Rahman (50-7-2, 41 KO).
- Zwycięzca walki pomiędzy Powietkinem i Boswellem zmierzy się z Hasimem Rahmanem. WBA zobowiązała nas do rozpoczęcia negocjacji nie później niż 27 grudnia. Jeśli Aleksander wygra ze swoim najbliższym przeciwnkiem, to liczymy, że kolejny pojedynek stoczy w połowie marca w Moskwie - mówi Władimir Hriunow, menedżer 32-letniego Powietkina.
"Rosyjski Wojownik" posiadaczem pasa WBA World jest od 27 sierpnia, kiedy to w Erfurcie wypunktował Rusłana Czagajewa. Superczempionem najstarszej federacji w boksie zawodowym jest Władimir Kliczko (56-3, 49 KO) i to właśnie pojedynek z ukraińskim bokserem Powietkin uznaje za najważniejsze wyzwanie w swojej karierze.
- Boswell będzie trudnym rywalem. W 36 walkach odniósł 35 zwycięstw, z czego 26 przez nokaut. Czeka mnie ciężkie doświadczenie, ale mój główny cel i marzenie się nie zmienia - to walka z Kliczką. Nikt nie zatrzyma mnie w drodze do tego celu - mówi Powietkin.
Na trzy dni przed walką z Yoanem Pablo Hernandezem (25-1, 13 KO) rozmawialiśmy ze Steve'em Cunninghamem (24-3, 12 KO), wówczas jeszcze mistrzem świata federacji IBF w wadze junior ciężkiej. 1 października w Neubrandenburgu amerykański bokser stracił swój tytuł na rzecz kolegi z Sauerland Event, któremu "USS" uległ w kontrowersyjnych okolicznościach. 35-latka z Filadelfii zapytaliśmy między innymi o bieżącą kondycję wagi z limitem 90,7 kg, ewentualne przenosiny do najcięższej kategorii, sytuację jego byłego przeciwnika Tomasza Adamka (44-2, 28 KO) po przegranej z Witalijem Kliczką, pojedynek z "Góralem" pod koniec 2008 roku i ewentualny rewanż. Cunnignham jest przekonany, że drugi raz w potyczce z Polakiem nie dałby sobie wydrzeć wygranej.
Dobrze znany polskim kibicom Roman Szkarupa (24-2-2, 8 KO) kolejną walkę stoczy już w najbliższą sobotę. Na gali w estońskiej Narwie "Waleczne Serce" skrzyżuje rękawice z rosyjskim prospektem kategorii super średniej Maksimem Własowem (21-1, 11 KO). Stawką pojedynku ma być popularny w naszym regionie pas WBC Baltic.
32-letni Szkarupa niemal wszystkie zawodowe walki stoczył w Polsce, gdzie współpracował z promotorem Andrzejem Gmitrukiem. Ukrainiec po raz ostatni wychodził na ring w listopadzie 2010 roku, kiedy to na gali w Chełmie wypunktował Ruslansa Pojonisevsa. W maju ubiegłego roku walczył o pas WBC International, ale w Czarnogórze w mocno kontrowersyjnych okolicznościach zmuszony był uznać wyższość Nikoli Sjeklocy.
Zapraszamy na film z przygotowań Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) do pojedynku z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO). Do trzeciego starcia pięściarzy dojdzie w najbliższą sobotę w Las Vegas.
5 listopada we wrocławskim klubie Gwardia odbyła się Międzynarodowa Gala Boksu, na której zaprezentowali się młodzi wychowankowie tegoż klubu w konfrontacji z niemieckim Hessen Auswahl. Zapraszamy na zapis video z pojedynku w kategorii 45kg, w którym zmierzyli się Kacper Koczkodaj i Mohamed Hiddaih.
3 grudnia w Helsinkach Aleksander Powietkin (22-0, 15 KO) przystąpi do pierwszej obrony tytułu WBA World w kategorii ciężkiej. Rywalem 32-letniego boksera z Rosji będzie o dziesięć lat starszy Cedric Boswell (35-1, 26 KO) z USA. Powietkin chwali umiejętności swojego rywala i przekonuje, że pojedynek będzie interesującym widowiskiem.
- Widziałem kilka pojedynków Boswella, na przykład z Romanem Greenbergiem (w sierpniu 2008 roku Boswell wygrał z nim przez TKO w 2. rundzie - przyp. red.). Amerykanin to niewygodny bokser. Jest inteligentny, walczy technicznie, mocno bije z prawej ręki - to z pewnością ciekawy przeciwnik. Myślę więc, że 3 grudnia widzowie obejrzą ciekawą walkę - przewiduje Powietkin.
Posiadaczem regularnego tytułu mistrzowskiego WBA podopieczny Teddy'ego Atlasa jest od 27 sierpnia, kiedy to w Erfurcie wypunktował Rusłana Czagajewa. Bokser nie jest do końca zadowolony ze swojego występu. Na walkę z Boswellem obiecuje przygotować się lepiej, a w ringu być jeszcze bardziej aktywnym.
- Tym razem chcę walczyć z większą agresją niż w poprzednim starciu. W Helsinkach planuję zaprezentować się jeszcze solidniej. Przed pojedynkiem z Rusłanem Czagajewem nie wstrzeliłem się w moją najwyższą sportową formę. Biorąc pod uwagę taktyczny wymiar walki w Erfurcie, to jestem zadowolony. Jeśli zaś chodzi o formę fizyczną, to przed następną walką muszę osiągnąć jezcze lepszą - ocenia "Rosyjski Wojownik".
Za nami konferencja prasowa anonsująca sobotnie starcie Tysona Fury’ego (16-0, 11 KO) z Nevenem Pajkicem (16-0, 5 KO). Dwóch niepokonanych zawodników wagi ciężkiej zmierzy się na dystansie 12 rund w Manchesterze.
Pierwszy głos zabrał przybysz z Kanady, który docenił klasę rywala, ale jasno zaznaczył, że interesuje go tylko zwycięstwo.
- Anglia jest pięknym krajem. Cieszę się, że tu jestem. Czekałem na tę walkę od dłuższego czasu. Nie przyjechałem tu by ładnie przegrać. Nie jestem najlepszym pięściarzem świata, ale o mojej klasie świadczy rekord. Tyson jest trudnym przeciwnikiem. Zaskoczyło mnie bardzo zwycięstwo Fury’ego nad Dereckiem Chisorą. Tyson, jeśli myślisz, że czeka cię łatwa walka to… życzę ci powodzenia – powiedział Pajkic.
Zebranych dziennikarzy zaskoczył Fury, przyznając, że w razie porażki zakończy bokserską karierę. 23-latek dodał również, że zamierza załatwić z Pajkicem osobiste porachunki.
- W przypadku mojej porażki z Pajkicem kończę karierę. Chcę zostać absolutnym mistrzem świata w wadze ciężkiej i wierzę, że tego dokonam. Nie traktuję tego pojedynku tylko i wyłącznie w ramach meczu bokserskiego, dla mnie to sprawa osobista. Ten gość dużo gadał na mój temat. Obiecuję wam, że Neven w sobotę będzie musiał się poddać, ponieważ go do tego zmuszę - zapewnia Fury.
Juan Manuel Marquez (53-5-1, 39 KO) czuje się pokrzywdzony wynikami dwóch pierwszych pojedynków z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO) w 2004 (remis) i 2008 roku (niejednogłośna przegrana na punkty). 38-latek z Meksyku wyraża nadzieję, że w najbliższą sobotę w Las Vegas sędziowie punktowi nie będą mu nieprzychylni.
- Mam nadzieję, że sędziowie będą pracować uczciwie i wyniki na ich kartach będą odzwerciedlać to, co rzeczywiście będzie działo się na ringu. Nie wiem, czy do zwycięstwa potrzebuję nokautu. Nie będę za wszelką cenę szukał wygranej przed czasem, ale jeśli w którymś momencie zranię Manny'ego, to pójdę za ciosem - zapowiada "Juanma".
W razie wygranej Marqueza, 32-letni Pacquiao ma zagwarantowany czwarty pojedynek z Meksykaninem. Wierząc w wygraną w MGM Grand i mając w perspektywie zarobienie 10 milionów dolarów za kolejne starcie z Filipińczykiem, Marquez nie chce słyszeć o kończeniu kariery, co doradzają mu niektórzy obserwatorzy.
- Nie myślę o emeryturze. Czuję się dobrze, a za mną jeden z najlepszych obozów treningowych w karierze. Walka będzie ciężka, ale wiem, że wygram - twierdzi pretendent do tytułu mistrza świata federacji WBO w wadze półśredniej.
W przyszłą sobotę Julio Cesar Chavez Junior (43-0-1, 30 KO) stanie do obrony pasa mistrzowskiego WBC w kategorii średniej. Syn legendy meksykańskiego boksu zmierzy się z Peterem Manfredo Juniorem (37-6, 20 KO). Obserwatorzy krytykowali 25-letniego czempiona za dobór najsłabszego z możliwych rywali, ale Amerykanin nie przejmuje się tymi stwierdzeniami i postara się o sprawienie niespodzianki.
Uczestnik „Contendera” snuje nawet plany na przyszłość. Po zabraniu Chavezowi tytułu Manfredo chce zmierzyć się z Sergio Martinezem (48-2-2, 27 KO). Jak sam przyznaje, nie będzie unikał najlepszych jak jego najbliższy konkurent.
- Wywalczenie mistrzowskiego pasa jest dla mnie wszystkim. To może być znakomity zwrot w mojej karierze. Teraz albo nigdy! Jeśli nie dokonam tego teraz, mogę odejść. Chavez ma spore luki w obronie. Meksykanin nie dysponuje również pojedynczym nokautującym ciosem, jak na przykład Sakio Bika (który wygrał z Manfredo przez techniczny nokaut przyp. red.). Kibice mogą spodziewać się ekscytującej walki. Po zdobyciu pasa czempiona pierwszym na mojej liście będzie Sergio Martinez. Marzę o konfrontacji z nim. Nie zamierzam uciekać jak Chavez - opowiada rozmarzony Manfredo.