Po fantastycznej pierwszej rundzie, jednej z najlepszych rund w całej historii boksu, od drugiej James Kirkland (30-1, 27 KO) zaczął zyskiwać przewagę nad Alfredo Angulo (20-2, 17 KO), ostatecznie stopując go w szóstym starciu.
Kirkland rzucił się od razu do szturmu, ale pół minuty później leżał już na deskach po krótkim prawym sierpowym Angulo. Po liczeniu do ośmiu Meksykanin przez ponad minutę znęcał się nad bezbronnym Jamesem, by w ostatnich sekundach samemu zapoznać się z matą. Kirkland najpierw zranił go kombinacją lewy prosty-prawy sierp, by po chwili krótkim prawym przewrócić go na dobre. Półprzytomnego Alfredo uratował gong. W drugiej rundzie wciąż przeżywał jeszcze kryzys, lecz w końcówce trzeciej powoli zaczynał się coraz groźniej i częściej odgryzać. Czwarta odsłona znów wyraźnie na korzyść Kirklanda, który był na tym etapie dużo szybszy od swojego przeciwnika. Piąta to już kompletna i jednostronna dominacja Jamesa nad wyczerpanym do granic możliwości przeciwnikiem. Angulo słaniał się na nogach, choć mimo tego zdołał raz ładnie skontrować długim lewym prostym. Po minucie szóstej rundy było już po wszystkim. Kirkland trafił akcją lewy podbródkowy-prawy sierp, dopadł bezbronnego Angulo przy linach i po kilku kolejnych uderzeniach sędzia wkroczył do akcji, ogłaszając zwycięstwo Amerykanina przez TKO.
Walka Jamesa Toneya z Denisem Lebiediewem była smutnym zakończeniem wielkiej amerykańskiej powieści. Ci, którzy ''Lights Out'' wyśmiewają, niech będą przeklęci. W 2008 roku Michael Rosenthal z ''Los Angeles Daily News'' przeprowadził fascynujący wywiad z Freddiem Roachem. - James Toney jest najbardziej naturalnym bokserem, jakiego kiedykolwiek widziałem. W swoim prime mógł oprzeć się o liny, uniknąć stu twoich ciosów i zabójczo skontrować. Widział w ringu wszystko. Nie żartował mówiąc, że urodził się, by walczyć. Obecnie jednak James starzeje się i daje się trafiać coraz częściej - powiedział Rosenthalowi Roach. Przed walką w Moskwie żarliwie wierzyłem w ostatnią mistrzowską walkę Toneya. Upadek musiał kiedyś przyjść, ale zwycięstwo Lebiediewa - bardzo dobrego wyrobnika - było myślą nie do zniesienia. W pamięci miałem przede wszystkim niemal dwuletni (czerwiec 97 - marzec 99) rozbrat Toneya z boksem i triumfalny powrót Amerykanina, ukoronowany zwycięstwem nad Wasilijem Żirowem w 2003 roku. Toney powrócił wówczas do pierwszej dziesiątki rankingu P4P magazynu ''The Ring'' i nawiązał do lat 1990-1993, w których chyba tylko Pernell Whitaker mógł się równać z old-schoolowym gangsta rapem ''Lights Out''.
Lucian Bute (30-0, 24 KO) po raz dziewiąty obronił pas IBF wagi superśredniej pokonując zdecydowanie twardego Glena Johnsona (51-16-2, 35 KO). Oto co mieli do powiedzenia obaj bokserzy już po spotkaniu w ringu.
- Bardzo solidnie przygotowywałem się do tej walki. Glen Johnson to świetny bokser, zmusił mnie do używania ciosów prostych. Wszystko funkcjonowało dzisiaj bardzo dobrze. Starałem się dobrze balansować aby unikać ciosów. Bardzo cieszy mnie zwycięstwo, nawet mimo tego że tym razem wygrałem na punkty. Czułem że jestem w świetnej formie fizycznej, co bardzo mi pomogło. Johnson był bardzo dobrze zabezpieczony przez co trudno było mi trafiać lewym sierpowym. Chciałbym podziękować wszystkim fanom którzy przybyli na galę, zwłaszcza tym z Rumunii, gdzie chętnie powrócę na kolejne walki. Póki co jednak moim celem jest walka ze zwycięzcą turnieju SuperSix.
‘Gentelman’ docenił zwycięzcę, mówiąc jednocześnie o kontuzji której nabawił się w czasie walki, przez co nie mógł walczyć na pełnych obrotach.
- Gratuluję mu wygranej. Walczyłem praktycznie jedną ręką. W czwartej rundzie poczułem ból w prawym ramieniu i nie mogłem trafiać prawą ręką. Wygrał zasłużenie, ciężko walczy się na terenie, gdzie tłum cały czas dopinguje rywala.
- Przegrałem walkę, a to znaczy, że trzeba wracać na salę i wrócić jeszcze silniejszym. Poprawiamy błędy, Roger mi je pokazuje i już drugi dzień wspólnie trenujemy. Chcę wszystkim pokazać, że stać mnie na powrót i liczę na to, że w 2013 roku taką szansę dostanę - powiedział Tomasz Adamek (44-2, 28 KO) na antenie Polsatu Sport.
- Kolejna walka będzie na pewno w USA, na sto procent, bo tu właśnie zamierzamy kontynuować moją karierę. Oczywiście pojedynek w Polsce może wyskoczyć, lecz ta następna z pewnością odbędzie się za oceanem - przyznał "Góral".
Wczoraj informowaliśmy o ciężkiej chorobie 67-letniego Smokin' Joe Fraziera (32-4-1, 27 KO), jednak najnowsze informacje mówią o bardzo szybkim pogorszeniu się jego stanu zdrowia. Legendarny mistrz wagi ciężkiej, u którego niecały miesiąc temu zdiagnozowano raka wątroby, został przetransportowany do hospicjum w swojej rodzinnej Filadelfii. Wielu ludzi niezwiązanych z boksem modli się o zdrowie tego boksera, który wraz z Muhammadem Ali stworzył jedną z najwspanialszych trylogii w historii boksu zawodowego...
Kilkadziesiąt sekund trwała potyczka Kamila Łaszczyka (5-0, 4 KO) z Chrisem Montoyą Jr (2-5, 1 KO) podczas trwającej gali w Uncasville.
Występujący w dywizji super piórkowej Polak już pierwszym ciosem zranił przeciwnika, zasypał lawiną ciosów, a ostatnim z nich - prawym sierpowym, przewrócił na matę. Rywal podniósł się na osiem, lecz po wznowieniu i kolejnym prawym sierpowym padł ciężko na matę, a sędzia bez zbędnego liczenia przerwał pojedynek.
Jak podaje Compubox, James Kirkland (30-1, 27 KO) zadał wczoraj dużo więcej celnych ciosów od Alfredo Angulo (20-2, 17 KO). Amerykanin był również bardziej precyzyjny. Wyczerpany Meksykanin poniósł niespodziewaną porażkę, a Kirkland w wielkim stylu odbudowuje swoją karierę.
Wszystkie ciosy:
Kirkland - 206 z 545 - 38% skuteczności
Angulo - 74 z 326 - 23%
Ciosy proste przednią ręką:
Kirkland - 51 ze 161 - 32%
Angulo - 13 ze 118 - 11%
Ciosy mocne:
Kirkland - 155 z 384 - 40%
Angulo - 61 z 208 - 29%
Zawodnik grupy CK Promotion, Patryk Litkiewicz (2-0, 1 KO) stoczył wczoraj zwycięską walkę w Berlinie i potwierdził, że boks zawodowy traktuje poważnie, pokazując przede wszystkim dobre przygotowanie fizyczne. Czekamy na kolejne walki bokserów promowanych przez Krystiana Cieśnika.

Na wczorajszej gali w Berlinie Patryk Litkiewicz (2-0, 1 KO) znokautował w trzeciej rundzie Ahmeda Mamoudiego (0-1, 0 KO).
Litkiewicz od początku kontrolował pojedynek, bijąc ciosy podbródkowe i uderzając na wątrobę. W drugiej rundzie po jednym z takich ciosów Mamoudi padł na deski i był liczony przez sędziego. Polak rzucił się na rywala zasypując go gradem ciosów. W drugiej minucie trzeciej rundy Litkiewicz dokończył dzieła zniszczenia, trafiając bardzo mocno na wątrobę. Ten cios powalił Mamoudiego, który zdołał nie zdołał podnieść się na czas.
To drugie zwycięstwo Litkiewicza na zawodowych ringach. Patryk zadebiutował w Maju na gali w Tczewie, gdzie pokonał na punkty Marcina Cybulskiego.
Rywalem Polaka miał być w Berlinie Hawal Garib (1-18, 1 KO), jednak na dzień przed starciem okazało się, że Litkiewicz za przeciwnika będzie miał Mamoudiego.
Na wczorajszej gali w Uncasville Artur Szpilka (9-0, 7 KO) dopisał do swojego rekordu kolejną wygraną po znokautowaniu w drugiej rundzie Davida Saulsberry'ego (7-4, 7 KO). Prezentujemy zapis walki 22-letniego boksera z Wieliczki.
Na gali w Cancun Peter Quillin (26-0, 20 KO) zanotował kolejne cenne zwycięstwo. Tym razem 'Chocolate Kid' zdominował Craiga McEwana (19-2, 10 KO), który kilka miesięcy temu znakomicie radził sobie w pojedynku z Andym Lee.
28-letni Quillin wypracował sobie przewagę w pierwszych pięciu odsłonach, a w szóstej rundzie zranił Szkota i chwilę później pojedynek został (nieco przedwcześnie) przerwany.
Po bardzo nieudanym występie w turnieju Super Six Allan Green (31-3, 21 KO) stara się odbudować karierę i pozycję czołowego zawodnika kategorii super średniej lub półciężkiej. 32-letni 'Ghost Dog' stoczył dziś w Quebec dziesięciorundowy pojedynek z lokalnym faworytem Sebastienem Demersem (31-5, 11 KO).
Po jednostronnej walce Green zwyciężył zdecydowanie na punkty. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali: 100-90, 98-92 i 97-93. Zapewne już wkrótce zobaczymy go w starciu z mocniejszym przeciwnikiem i dopiero wtedy dowiemy się, czy Amerykanin jest jeszcze w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.
Lucian Bute (30-0, 24 KO) całkowicie zdominował zawsze groźnego Glena Johnsona (51-16-2, 35 KO), wygrywając pewnie po dwunastu jednostronnych rundach.
Rumun był szybszy od pretendenta z Jamajki, aktywniejszy, a dzięki dobrej pracy nóg często nieuchwytny dla jego ciosów. Co prawda poważniej nie zagroził doświadczonemu rywalowi zwycięstwem przed czasem, lecz regularnie wygrywał rundę po rundzie, co znalazło odbicie przy werdykcie. Sędziowie punktowali 119:109 i dwukrotnie 120:108 na korzyść Bute, który tym samym już po raz dziewiąty obronił tytuł mistrza świata federacji IBF kategorii super średniej.
Meksykanin Alfredo Angulo (20-2, 17 KO) przyjął wiele potężnych ciosów i w szóstej rundzie sędzia ringowy uratował go od dalszego cierpienia. Obrona ''El Perro'' pozostawia wiele do życzenia i nie była w stanie uchronić go od porażki, ale Angulo współtworzył wczoraj niezwykłe wydarzenie, które na zawsze pozostanie w pamięci kibiców.

Jeżeli znów upadną negocjacje z obozem Floyda Mayweathera Juniora (42-0, 26 KO) filipiński król boksu zawodowego, Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO), może zostać bez rywala w pierwszej połowie 2012 roku i w takiej sytuacji pomocną dłoń wyciąga brytyjski promotor Eddie Hearn, który chętnie pomoże w organizacj walki 'Pacmana' z Kellem Brookiem (25-0, 17 KO).
- Jeśli Manny będzie miał problem ze znalezieniem odpowiedniego przeciwnika, Kell jest już gotowy i zajmuje drugie miejsce w rankingu WBO - powiedział Hearn. - Brook wygrał eliminator WBA i rozmawiamy już z obozem Wiaczesława Senczenki oraz innych mistrzów na temat walki w końcówce marca.
''Boxiana'' Pierce'a Egana - książka będąca zbiorem artykułów o tematyce pięściarskiej. Jej pełen tytuł to ''Boxiana; albo szkice o starożytnym i nowożytnym pięściarstwie''. Pierce Egan był jednym z pierwszych dziennikarzy sportowych i kronikarzem życia londyńczyków, na początku dziewiętnastego wieku stworzył wiele pionierskich opisów kultury popularnej. Pierwszy tom ''Boxiany'' został wydany w 1813 roku, kolejne cztery w latach 1818, 1821, 1824 i 1828. Autorem niektórych rysunków książki był George Cruikshank, autor ilustracji m.in. do książek Karola Dickensa. W ''Boxianie'' Egan określił pięściarstwo mianem ''Sweet Science''. Nazwę tą spopularyzował w drugiej połowie dwudziestego wieku A.J. Liebling. O wielkiej wartości historycznej dzieła Egana świadczą m.in. ceny osiągane przez pierwsze wydania ''Boxiany''. Współcześni kolekcjonerzy gotowi są zapłacić od tysiąca do ok. dwóch tysięcy dolarów za najrzadsze egzemplarze książki.
Przed walką Paul Smith (31-3, 17 KO) zapewniał, że to on dysponuje mocniejszym uderzeniem i wystąpi w roli punchera. Na ringu w Wembley Arena szybko okazało się, że George Groves (14-0, 11 KO) również ma czym uderzyć. Pojedynek zakończył się już w drugim starciu, a zwycięzca zachował tytuły mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej w wadze super średniej.
Po drobnych problemach w pierwszej odsłonie trenowany przez Adama Bootha mieszkaniec Londynu idealnie przycelował prawym sierpowym, po którym Smith wylądował na deskach. 'Smigga' zdołał pozbierać się z desek, ale był wyraźnie naruszony, a Groves wykorzystał to z zimną krwią i kilka sekund później zafundował mu drugi nokdaun. Sędzia ringowy przerwał walkę bez liczenia.
Dawid Michelus jako jedyny z Polaków został sklasyfikowany w rankingu Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego (AIBA). Z 18-letnim pięściarzem boksującym w kategorii do 56. kilogramów rozmawialiśmy o nieudanych dla kadry mistrzostwach świata, planach na przyszłość oraz ogólnej kondycji rodzimej "amatorki". Zapraszamy do lektury wywiadu.
Jak ocenisz swój występ w Azerbejdżanie z perspektywy czasu? Detelin Dalakijew był nie do pokonania?
Dawid Michelus: Oczywiście był do pokonania. Treningi, które były robione przed mistrzostwami nie bardzo mi podpasowały… Co drugi dzień robiliśmy to samo i tak w kółko. Byliśmy przygotowani na boks wytrzymałościowy, ale toczony w jednym tempie.
Masz jakieś zastrzeżenia do Polskiego Związku Bokserskiego, że przygotowania zostały rozplanowane nieporadnie?
DM: Wiadomo, że nie było pieniędzy, więc nie wyjeżdżaliśmy na zagraniczne sparingi czy turnieje. Inne kraje wyjeżdżały, a my siedzieliśmy w Polsce. Sparowaliśmy tylko między sobą, zabrakło nawet zwykłych startów, chociażby w Grand Prix.
Jesteś jedynym Polakiem znajdującym się w rankingu najlepszych amatorskich pięściarzy świata AIBA. Uplasowałeś się na 26. miejscu w kategorii piórkowej. Jesteś zadowolony z tej lokaty?
DM: Po mistrzostwach świata nie mogłem przecież oczekiwać cudów. Na pewno wiem, że stać mnie na dużo, dużo więcej. Chcę być w pierwszej dziesiątce i pokażę swoje umiejętności na najbliższych kwalifikacjach. Przygotuję się wraz z trenerem klubowym Sławomirem Nowickim. Awans na Igrzyska jest dla mnie najważniejszym celem.
Z przykrością zawiadamiamy, że w wieku 75 lat zmarł Tadeusz Walasek - wicemistrz olimpijski, mistrz Europy , a także wielokrotny mistrz i reprezentant Polski.
Urodził się 15.07.1936 r. w Elżbiecinie koło Łomży. Swoją przygodę z boksem rozpoczął w kłodzkiej Nysie. Następnie boksował w Sparcie Ziębice i wreszcie w Gwardii Warszawa, w barwach której sięgał po swoje największe sukcesy. W 1956r. po raz pierwszy w karierze dotarł do finału seniorskich mistrzostw Polski w wadze lekkośredniej, w którym przegrał ze Zbigniewem Pietrzykowskim. Zdobył jednak tytuł wicemistrzowski oraz uzyskał awans do drużyny narodowej startującej w Igrzyskach Olimpijskich w Melbourne. Na Antypodach Walasek - boksując w półśredniej - przegrał swoją inauguracyjną walkę z późniejszym srebrnym medalistą Frederickiem Tiedtem (IRL). W kolejnych dwóch występach na olimpijskim ringu w Rzymie (1960) i w Tokio (1964) zdobywał już medale.
Zgodnie z przewidywaniami Guillermo Jones (38-3-2, 30 KO) nie miał większych problemów z pokonaniem Michaela Marrone (20-4, 15 KO) w walce wieczoru na gali w Seminole Hard Rock Hotel & Casino w Hollywood na Florydzie.
39-letni panamski pięściarz wygrał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie i tym samym obronił tytuł mistrza świata federacji WBA w wadze junior ciężkiej. Młodszy o ponad dekadę pretendent lądował na deskach w dwóch ostatnich starciach.
Bardzo przykro zakończyła się dla Przemka Majewskiego (17-1, 11 KO) zmiana rywala w ostatnim momencie na Jose Miguela Torresa (23-5, 20 KO). Polak został ciężko znokautowany w połowie szóstej rundy i utracił pas WBO NABO wagi średniej.
Od początku to "Machine" narzucał tempo, ale rywal co chwilę kontrował prawym sierpowym nad opuszczoną lewą ręką Przemka. Majewski próbował wykorzystać przewagę warunków fizycznych i przełamać Torresa, jednak ten dobrze chodził na nogach i z doskoku kilka razy na rundę trafiał. Nieszczęście zaczęło się w szóstym starciu, kiedy Kolumbijczyk zranił Majewskiego potężnym lewym sierpowym. Przemek zamiast przyklęknąć starał się za wszelką cenę sklinczować, ale nadział się na bombę z prawej ręki na szczękę, po którym bezwładnie osunął się na matę ringu i został wyliczony do dziesięciu.
Torres poza pasem WBO NABO stał się również posiadaczem tytułu NABF.
Chris Arreola (34-2, 29 KO) pozostaje aktywny i wygrywa kolejne walki. Tym razem 'Koszmar' zdemolował Raphaela Butlera (35-12, 28 KO) w niecałych trzech rundach.
Arreola nie poprawił obrony i wciąż łatwo go trafić (szczególnie ciosami prostymi), ale nadal wyprowadza mnóstwo ciosów i walczy w wysokim jak tę kategorię tempie. Prawdopodobnie w przyszłym roku zobaczymy go w pojedynku z jednym z ukraińskich mistrzów świata.
Wszystkie ciosy:
Arreola - 57 z 152 (38%)
Butler - 30 z 76 (39%)
Ciosy proste przednią ręką:
Arreola - 11 z 56 (20%
Butler - 15 z 31 (48%)
Ciosy mocne:
Arreola - 46 z 96 (48%)
Butler - 15 z 45 (33%)
Pierwszą porażkę na zawodowych ringach poniósł ubiegłej nocy Przemysław Majewski (17-1, 11 KO). Na gali organizowanej przez Global�Boxing Promotions w Uncasville polski pięściarz znostał znokautowany przez Jose Miguela Torresa (23-5, 20 KO) w szóstej rundzie i stracił tytuł WBO NABO w wadze średniej.
Pierwsza runda walki w Cancun była jedną z najlepszych reklam współczesnego boksu, bezlitosnym starciem dwóch wojowników. James Kirkland (30-1, 27 KO) jest teraz obowiązkowym przeciwnikiem dla mistrza świata WBC, Saula ''Canelo'' Alvareza (38-0-1, 28 KO).
Łatwa obrona tytułu mistrza świata WBA w wadze junior ciężkiej utwierdziła 39-letniego Guillermo Jonesa (38-3-1, 30) w przekonaniu, że jest w stanie rywalizować z każdym. Panamski pięściarz wywodzi się z kategorii półśredniej, ale czuje, że może być tym, który zdetronizuje ukraińskich królów wagi ciężkiej.
- Chcę walczyć z Kliczkami. Oni mierzą się głównie z napompowanymi cruiserami, ale ja wiem, że poradzę sobie w wadze ciężkiej. Zawsze wychodzę do ringu, by stoczyć prawdziwą walkę i to się nigdy nie zmieni. Tygrys jest głodny i potrzebuje więcej mięsa... - powiedział Jones po znokautowaniu Michaela Marrone (20-4, 15 KO).
Statystyki wczorajsszego pojedynku Luciana Bute (30-0, 24 KO) z Glenem Johnsonem (51-16-2, 35 KO) potwierdzają zdecydowaną przewagę 31-letniego boksera z Rumunii. W kandayjskim Quebecu Bute wygrał wysoko na punkty i zachował tytuł mistrza świata federacji IBF w kategorii super średniej.
Ciosy łącznie:
Bute - 306/678 - 45 %
Johnson - 128/572 - 22 %
Ciosy proste przednią ręką:
Bute - 183/449 - 40%
Johnson - 81/360 - 22%
Mocne ciosy:
Bute - 123/229 - 53%
Johnson - 47/212 - 22%
Niepokonany Timothy Bradley (27-0, 11 KO) kończy przygotowania do walki z Joelem Casamayorem, ale marzą mu się pojedynki z największymi nazwiskami kategorii junior półśredniej oraz półśredniej. Na liście życzeń 'Pustynnej Burzy' znajdują się Floyd Mayweather Jr. (42-0, 26 KO), Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) oraz Amir Khan (26-1, 18 KO).
- Musiałbym opracować idealną taktykę, by pokonać Pacquiao, ale widziałem u niego błędy, które potrafiłbym wykorzystać i wiem, że wygrałbym z nim - zapewnia Bradley. - Mogę walczyć z Mayweatherem, Pacquiao albo Khanem. Wyjdę do ringu z każdym, kogo mi dadzą. Nie boję się nikogo.
Na gali w meksykańskim Leon piąte w tym roku zwycięstwo odniósł dawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej - Chris Arreola (34-2, 29 KO). Po serii nokdaunów 'Koszmar' zastopował w trzeciej rundzie Raphaela Butlera (35-12, 28 KO).
30-letni Arreola zapewne już w pierwszej połowie przyszłego roku dostanie szansę od championa WBA Super, IBF, WBO, IBO oraz magazynu The Ring - Władimira Kliczki (56-3, 49 KO). Na przeszkodzie może tu stanąć tylko niespodziewana porażka jednego z nich, ale przy bezpiecznym prowadzeniu Chrisa i braku godnych rywali dla Ukraińca wydaje się to mało możliwe.
Mariusz Wach (26-0, 14 KO) zastopował w szóstej rundzie solidnego Jasona Gaverna (21-9-4, 10 KO) i po raz kolejny udowodnił, iż robi stałe postępy. Tym samym Polak obronił międzynarodowy pas WBC wagi ciężkiej.
Wszystko zaczęło się bardzo dobrze. Mariusz przez minutę usypiał Gaverna lewym prostym, by po minucie wystrzelić bombą z prawej ręki. Amerykanin ustał, ale w końcówce rundy sytuacja się powtórzyła, Wach doskoczył jeszcze do rywala i krótkim prawym w okolice ucha wysłał na deski. Po liczeniu do ośmiu zabrzmiał gong na przerwę. W drugiej odsłonie sytuacja się powtórzyła i Mariusz po trzech lekkich lewych prostych trafił prawym krzyżowym, wysyłając Jasona po raz drugi na deski.
W trzecim starciu Gavern "odżył", ruszył do chaotycznych ataków, choć Mariusz ładnie się bronił, a w samej końcówce dopadł do Amerykanina i przy linach zasypał całą lawiną ciosów. Po przerwie Gavernowi udało się nawet trafić prawym sierpowym, lecz Polak szybko odpowiedział mu może niezbyt mocnymi, ale destrukcyjnymi lewymi prostymi, które ciągle wybijały Amerykanina z rytmu. W rundzie piątej Mariusz niczego nie zmieniał, nogami zachodził przeciwnika i nękał długim "jabem". Wszystko skończyło się po minucie szóstej rundy, kiedy Wach trafił bardzo mocnym prawym krzyżowym. Co prawda Gavern ustał tę bombę, jednak sędzia w obawie przed ciężkim nokautem wyratował go przed niechybną porażką.
Pięściarze Ry-Ki Grizzlies nie zdołali się zrewanżować za dotkliwą porażkę w pierwszym spotkaniu, słowackiemu zespołowi Komarno Sharks. Ekipa rybnicko-kielecka, wsparta dwoma pięściarzami z Ukrainy przegrała niestety dzisiaj w Kielcach 6:10 i tym samym nie zdołała awansować do półfinału Europejskiej Ligi Bokserskiej.
Obserwatorzy spotkania zgodnie uważają, że decydujące znaczenie dla wyniku spotkania miała problematyczna porażka Tomasza Kota (69 kg) , który był tzw. jokerem (czyli za zwycięską walkę dostaje trzy punkty; w przypadku pozostałych przyznawane są dwa) z Węgrem Arpadem Klaszem.
Sam mecz miał ładną i profesjonalną oprawę, a na trybunach zasiadło ok. 1000 osób. Drużyna z Komarna, w barwach której boksowali praktycznie sami Węgrzy, potwierdziła klasę i już wcześniej zapewniła sobie awans do półfinału.
Po meczu wiceprezes RUSH Kielce, Grzegorz Nowaczek, zapowiedział, że jego zespół, ale już bez wsparcia zawodników z Rybnika, wystartuje w 2012 roku w kolejnej edycji Europejskiej Ligi Bokserskiej.
.jpg)

Trwa "polska" gala w Uncasville. W walce wieczoru Mariusz Wach (25-0, 13 KO) zmierzy się z Jasonem Gavernem (21-8-4, 10 KO). W tym temacie możecie dyskutować o pojedynku oraz komentować jego przebieg.
Po wyraźnie przegranej walce z Denisem Lebiediewem (23-1, 17 KO), były mistrz świata w trzech kategoriach wagowych James Toney (73-7-3, 44 KO) zdobył się na ciepłe słowa pod adresem swojego przeciwnika. Bardzo pewny siebie i arogancki w stosunku do Rosjanina przed pojedynkiem, na konferencji prasowej Amerykanin pochwalił przeciwnika za piątkowy występ i życzył dalszych sukcesów w przyszłości.
Artur Szpilka (9-0, 7 KO) dopisał do swojego rekordu kolejną wygraną po znokautowaniu w drugiej rundzie Davida Saulsberry'ego (7-4, 7 KO).
Bardzo ostro zaczęła się walka. Artur rzucił się na olbrzymiego rywala, ale ten podjął otwartą wymianę i choć "Szpila" był szybszy, to początkowo jego ciosy nie robiły wrażenia na Amerykaninie. W połowie starcia Artur przestrzelił, przewrócił się, jednak w tym chaosie pogubił się także sędzia i liczył go do ośmiu. W samej końcówce Artur opanował sytuację, rozpoczynał swoje akcje od prawego prostego i wszystko wyglądało już lepiej.
Na początku drugiej odsłony było już po wszystkim. Szpilka zahaczył rywala lewym sierpowym w okolice czoła, ten przyklęknął i dał się wyliczyć do dziesięciu. Pobudzony Artur chciał jeszcze coś dołożyć od siebie, na szczęście w porę "spacyfikował" go trener Fiodor Łapin. W sumie łatwe zwycięstwo, jednak na przyszłość z pewnością dobre doświadczenie...
Mistrz Wielkiej Brytanii wagi ciężkiej, Tyson Fury (16-0, 11 KO) twierdzi, że czekają go jeszcze trzy walki zanim zmierzy się z mistrzem świata WBA, IBF i WBO, Ukraińcem Władimirem Kliczko (56-3, 49 KO). 12 listopada Fury zmierzy się w Manchesterze z Kanadyjczykiem Nevenem Pajkicem (16-0, 5 KO).
- Myślę, że po tej walce czekają mnie jeszcze dwa pojedynki, zanim zmierzę się z Kliczko. Robię postępy z walki na walkę i jestem już w tej chwili prawie gotowy na walkę z Władimirem. Pajkic jest dla mnie dobrym przeciwnikiem przed starciem z Powietkinem. Walka z Rosjaninem czeka mnie na wiosnę przyszłego roku. Powietkin powinien być łatwiejszym przeciwnikiem niż Chisora - jest od Chisory mniejszy, lżejszy i starszy - powiedział Fury.
- Powietkin nie jest puncherem i nie jest tak odporny na ciosy jak ja. Żeby wygrać w Niemczech potrzebuję nokautu, więc walka mogłaby się odbyć na neutralnym gruncie, na przykład w Irlandii. Pracuję teraz szczególnie nad moim lewym prostym. Mam przecież największy zasięg ramion wśród bokserów - dodał Tyson.
Dobrze znany polskim kibicom Francisco Palacios (21-1, 13 KO) udanie powrócił na ring po bardzo kontrowersyjnej porażce poniesionej w kwietniu z rąk Krzysztofa 'Diablo' Włodarczyka.
Na gali w Hollywood (Floryda) na dystansie ośmiu rund 34-letni 'Wizard'' gładko wypunktował Joella Godfreya (13-5-1, 6 KO). Po ostatnim gongu wszyscy sędziowie wskazali na Portorykańczyka, punktując 80-72.
Jak podał portal BoxingNews24.com, powołując się na promotora Ahmeta Onera, 26 listopada w tureckim Trabzonie ma nastąpić powrót na ring Odlaniera Solisa (17-1, 12 KO). Po raz ostatni mistrz olimpijski z Aten na ring wychodził w marcu, kiedy to w Kolonii uległ już w pierwszej rundzie Witalijowi Kliczce. 31-letni Kubańczyk nie mógł kontynuować walki z powodu kontuzji kolana.
Po nieudanej próbie zdobycia tytułu federacji WBC w wadze ciężkiej Solis przeszedł trzy operacje w stanie kolanowym. Według Onera, rehabilitacja zakończyła się pomyślnie i zawodnikowi pozostaje zrzucić zbędne kilogramy. Podobna informacja wypłynęła od promotora w październiku. Zdementował ją sam zawodnik twierdząc, że bliżej niż na salę treningową ma w danej chwili do gabinetu lekarskiego.
Głównym wydarzeniem wieczoru z boksem z Trabzonie ma być potyczka Selcuka Aydina z Ionutem Io Danem o pas WBC Silver w wadze półśredniej. W pierwszym pojedynku Turka z Rumunem, rozegranym w czerwcu ubiegłego roku, lepszy okazał się ten pierwszy wygrywając minimalnie na punkty.