To bez wątpienia wiadomość numer jeden dla kibiców pięściarstwa w Nowym Sączu. Już 30 października na zawodowej gali organizowanej przez grupę Tomasza Babilońskiego w Stalowej Woli zadebiutuje wychowanek Sądeckiego Klubu Bokserskiego „Golden Team” Andrzej Sołdra.
Andrzej zaczynał bokserską przygodę w 2003 roku pod okiem trenera Andrzeja Galary. Do roku 2005 stoczył 40 pojedynków odnosząc po drodze różne sukcesy, które przypieczętował brązowym medalem na Mistrzostwach Polski seniorów w Poznaniu w 2005 roku. W 2006 roku wyjechał do Irlandii, nie zawiesił jednak rękawic na kołku, znalazł na miejscu klub i ciężko trenował. Do 2011 roku stoczył na zielonej wyspie ponad 50 walk co dało mu ogromne doświadczenie. W tym roku przypomniał się publiczności Nowosądeckiej na Gali „Golden Team Explosion I”, gdzie w emocjonującym pojedynku wypunktował brązowego medalistę Mistrzostw Polski seniorów, Wicemistrza Świata w kickboxingu Przemysława Ziemnickiego z PKB Poznań.
Mistrz Polski wagi ciężkiej, 22-letni Michał Olaś, będzie trzecim w historii polskim pięściarzem, który został zgłoszony do zawodowej ligi World Series of Boxing. Podobnie jak w ubiegłym sezonie Michał Chudecki, warszawianin będzie reprezentował barwy włoskiego teamu Dolce & Gabbana Thunder Mediolan. Mamy nadzieję, że Michał będzie przy okazji naszym pierwszym rodakiem, który w WSB wygra pojedynek (sztuka ta nie udała się niestety Łukaszowi Maszczykowi, który jednakże występował w nienaturalnej dla siebie wadze, a Chudecki ostatecznie nie stoczył żadnej oficjalnej walki). Wychowanek warszawskiego Feniksa, zapytany o to, czego się spodziewa po występach w zawodowej lidze powiedział:
- Po pierwsze - przede wszystkim - profesjonalnego podejścia do treningu i wynagrodzenia adekwatnego w stosunku do poświęcenia i pracy, które w polskich realiach są absolutnie poza zasięgiem.
Po podpisaniu kontraktu na sezon 2011/2012, Michał Olaś wraz ze swoimi nowymi kolegami z drużyny i legendarnym niegdyś zawodnikiem, a dzisiaj trenerem Francesco Damianim, wyjechał na treningi do Asyżu, gdzie trenuje także amatorska kadra Włoch.
- Dzisiaj miałem "zadaniówkę" z Clemente Russo, z którym będę rywalizował o miejsce w drużynie D&G Thunder. W sumie byłem bardzo rozczarowany, że nie mogłem z nim więcej posparować. Włoch to typ ringowego cwaniaka, widać jego ogromne doświadczenie...
Dodajmy, że trzecim pięściarzem, który w wadze Polaka (+91 kg) reprezentować będzie barwy zespołu z Mediolanu będzie Benjey Gilton Zimmermann z Antyli Holenderskich, który - jak na razie - leczy uraz i nie uczestniczy w treningach.
Przypominamy, że pierwszy (wyjazdowy) mecz nowego sezonu WSB pięściarze z Mediolanu rozegrają 11 listopada z hinduskim teamem Mumbai Fighters.
Twardy orzech do zgryzienia ma przed sobą szef grupy Global Boxing - Mariusz Kołodziej. Jego podopieczny, Przemysław Majewski (17-0, 11 KO), na zbliżającej się gali w Uncasville miał zaboksować z Dionisio Mirandą (21-7-2, 18 KO) o wakujący pas NABF w wadze średniej. Już dziś wiadomo, że 29-letniemu Kolumbijczykowi kończy się ważność wizy i nie będzie mógł dolecieć na listopadowy pojedynek.
Promotor zapewnia, że 'Machine' stoczy swoją walkę zgodnie z planem, jednak czas upływa, a federacja nie zaakceptuje pierwszego z brzegu przeciwnika. Kołodziej ściga się z czasem, bo do gali zostało już tylko dziesięć dni. Miejmy nadzieję, że uda się zakontraktować zawodnika, który nie tylko spełni wymagania NABF, ale również zagwarantuje dobre widowisko i solidny poziom sportowy.
Walka Franklina Lawrence'a (16-2-2, 11 KO) z Raymondem Ochiengiem (23-14-3, 18 KO) zapowiadana początkowo na październikową galę Kimbo Slice'a ostatecznie odbędzie się w najbliższy piątek w Chester w Pensylwanii, a w jej stawce znajdzie się tytuł mistrzowski tego stanu.
Lawrence jest notowany wysoko przez federacje (WBC #14, IBO #12) dzięki swojemu nieoczekiwanemu zwycięstwu nad Jasonem Estradą, potwierdzonym potem wygraną nad Jasonem Gavernem. Ochieng to najsilniejszy reprezentant Kenii, jednak nie ma z Lawrencem nawet teoretycznych szans. Przegrał m.in. z Andrzejem Wawrzykiem (z tej walki pochodzi zdjęcie), a ostatnio z Amirem Mansourem.
KIlka dni temu wraz z zespołem Jamesa Toneya do Moskwy przybył jego doradca Iwaiło Gotzew. Reprezentuje on także interesy byłego mistrza świata w wadze ciężkiej Samuela Petera (34-5, 27 KO), którego występ w stolicy Rosji na gali 4 listopada jest również zapowiadany. Oficjalnego potwierdzenia konfrontacji 31-letniego Nigeryjczyka z niepokonanym Ukraińcem Wiaczesławem Głazkowem (9-0, 6 KO) wciąż jednak nie ma.
- Jesteśmy gotowi, aby stanąć do walki z Głazkowem. Peter trenuje obecnie w Las Vegas, ale zanim się zgodzimy, musimy dokończyć rozmowy finansowe z Władimirem Hriunowem. Jeśli powie on: "zróbmy tę walkę", to Peter w ciągu dwunastu godzin może pojawić się w Moskwie. Trwa decydujący tydzień rozmów. Jeśli wszystko się uda, Peter może przylecieć w sobotę lub niedzielę - wyjaśnia Gotzew.
Menedżer zapowiada, że ewentualne zwycięstwo nad 27-letnim Głazkowem może doprowadzić Petera do walki z Aleksandrem Powietkinem (22-0, 15 KO), regularnym mistrzem świata federacji WBA.
- Peter to pięściarz, który w 2005 roku walczył jak równy z równym z Władimirem Kliczką. Potem bracia wskoczyli na wyższy poziom, Samuel pozostał na swoim. Mimo to pozostaje jednym z najbardziej walecznych i interesujących zawodników w wadze ciężkiej. Taki bokser jak on może z powodzeniem walczyć z Głazkowem, a w przyszłości - dlaczego nie z Powietkinem? Uważam, że wygrana z Głazkowem da nam szansę doprowadzenia do takiego pojedynku - twierdzi Gotzew.
Freddie Roach i Alex Ariza dość mają łagodnej postawy swojego podopiecznego i spodziewają się powrotu dawnego, bezlitosnego zabójcy. 12 listopada w MGM Grand w Las Vegas Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) po raz trzeci zmierzy się z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO) i członkowie jego obozu nie potrafią sobie wyobrazić scenariusza innego, niż brutalna egzekucja na dzielnym meksykańskim wojowniku.
- Chyba nigdy nie widziałem go tak skupionego. To dlatego, że on traktuje tę sprawę osobiście. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, żeby chciał stuknąć się z Marquezem rękawicami. Momentami wydaje mi się, że Manny gardzi nim za te wszystkie komentarze, a nigdy wcześniej nie widziałem, żeby kogoś nie lubił. Manny nadal jest miłym facetem, ale potrafi być przerażający i bezlitosny, kiedy naprawdę tego chce. Widziałem to u niego, ale to było już dawno. Zwykle potrafi okazać litość i współczucie. Tym razem nie będzie o tym mowy - przewiduje Ariza.
Roach spodziewa się, że Pacquiao wygra przez nokaut do końca szóstej rundy. Po remisie w 2004 roku i minimalnej wygranej na punkty cztery lata później, zdaniem szkoleniowca, zwycięstwo przed czasem będzie tym, co raz na zawsze uciszy Marqueza.
- Myślę, że ta walka nie potrwa sześciu rund. Przy obecnej pracy nóg, Manny jest zupełnie innym zawodnikiem od tego, z którym Marquez toczył zacięte boje. Wcześniej Marquez potrafił wstawać z desek, ale nie wydaje mi się, żeby mógł zrobić to teraz. Manny jest znacznie silniejszy, niż przed laty w niższych kategoriach. To zupełnie inny zawodnik. Zakończymy tę rywalizację i uciszymy Marqueza raz na zawsze - zapowiada szkoleniowiec.
Wciąż nie wiadomo, z kim na gali grupy Global Boxing Promotions 5 listopada w Uncasville zmierzy się 22-letni Artur Szpilka (8-0. 6 KO). Dziennikarze Eurosportu sugerują, że może nim być 30-letni czarnoskóry Arron Lyons (12-11-1, 9 KO).
Pięściarz z Gulfport w stanie Mississippi mierzy 185 centymetrów wzrostu i waży ok. 103 kg. W zawodowej karierze wychodził do ringu 24 razy. Wygrał 12 walk, w tym dziewięć przed czasem. Przegrał 11, a trzy z nich przed czasem. Jeden raz zremisował. W ostatnim pojedynku zmierzył się z Kubańczykiem Luizem Ortizem. Przegrał przez poddanie przed ósmą rundą.
Radom to miejsce, w którym zapotrzebowanie na boks jest wielkie, a boks to całe moje życie. Zacząłem trenować w wieku 15 lat i z boksem oraz Bronią Radom jestem związany do tej pory. W klubie pracuję społecznie, ale gdy zawodnicy osiągają sukcesy, przynosi mi to wielką satysfakcję. Być może kiedyś ta praca zostanie doceniona, ale na razie to tylko marzenie - mówi Adam Jabłoński, były zawodnik, a obecnie jeden ze szkoleniowców w sekcji bokserskiej Broni Radom. W ostatnich młodzieżowych mistrzostwach Polski podopieczny Jabłońskiego Michał Cieślak zdobył srebrny medal. O nim, innych swoich wychowankach oraz pracy w radomskim klubie trener opowiedział nam kilka dni temu. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

Niepokonany Julio Cesar Chavez Jr. (43-0-1, 30 KO) i 'Duma Providence' - Peter Manfredo Jr. (37-6, 20 KO) spotkali się w Houston (Texas) na konferencji prasowej promującej ich przyszłomiesięczny pojedynek. Walka odbędzie się 19 listopada w Reliant Arena, a w jej stawce znajdzie się należący do syna legendy tytuł mistrza świata federacji WBC w wadze średniej.
W niedzielę zakończyły się 8. Mistrzostwa Europy Kobiet w boksie, na których Rosjanki zdobyły drużynowo bezapelacyjne pierwsze miejsce, przywożąc do domu cztery złote, dwa srebrne i jeden brązowy medal. Na najwyższym stopniu podium jako pierwsza stanęła dwukrotna mistrzyni Europy, Swietłana Gniewanowa (48 kg), która w ćwierćfinale pokonała (15-10) Ewelinę Pękalską i krótko po powrocie z Rotterdamu do Moskwy podzieliła się swoimi uwagami z przebiegu turnieju.
- Czy Wasza reprezentacja wypełniła plan medalowy?
Swietłana Gniewanowa: Myślę, że tak. W planie było zdobycie 6 medali, w tym 3 złotych. Wygrałyśmy w czterech kategoriach i tylko trzy dziewczyny wróciły z Holandii z pustymi rękami, nie awansując co najmniej do półfinału. To całkiem naturalnie, że zajęłyśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji zespołowej. Pamiętaj, że kobiecy boks w Rosji nie stoi w miejscu, on stale się rozwija.
- Jak duże było zainteresowanie turniejem mistrzowskim w Holandii?
SG: Sala, na której rywalizowałyśmy, mogła pomieścić około trzech tysięcy widzów. Bilety wstępu były dość drogie - kosztowały 100 dolarów. Mimo to wejściówki na walki finałowe były wyprzedane. Nie możemy więc narzekać na brak zainteresowania. Poza tym organizacja mistrzostw stała na najwyższym poziomie. Jedyną rzeczą, na która moge troche ponarzekać było jedzenie. Na lunch i kolację, zawsze dostawałyśmy kurczaka z makaronem. Nie było w menu najmniejszej różnorodności! Tak, więc, w domu, w Moskwie chciałabym zapomnieć o makaronie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po powrocie do Rosji, było pójście do restauracji.
- Prawdopodobnie nie możesz sie teraz opędzic od telefonów z gratulacjami?
SG: Wiesz, w Moskwie spotkał się z nami tylko jeden pracownik federacji boskerskiej, który wszystkim dziewczynom przywiózł kwiaty. Mimo wielkich sukcesów, nie zwracamy - jak na razie - większej uwagi na siebie. Oczywiście rodzina i przyjaciele składają gratulacje.
- Czas teraz na odpoczynek?
SG: Po pierwsze, muszę się teraz uczyć. Chcę zdobyć tytuł magistra branży naftowej i gazowej na Wydziale Geologii Uniwersytetu w Moskwie, a z czasem chciałbym zostać inżynierem górnictwa. Ogólnie w zespole jest wiele dziewczyn, które studiują na róznych uczelniach, nie tylko wychowanie fizyczne. Są wśród nas prawniczki, ekonomistki i studentki filologii. Ja swoją przyszłość wiażę z przemysłem naftowym. Przy okazji, łączę swoje badania z praktyką. Nie chcę by mój dyplom leżał na półce. Mówiąc o odpoczynku, oczywiście, chciałabym uciec na kilka dni do domu rodziców w Kamensku-Uralsku, a dwa tygodnie później wrócic do obowiązków.
15 października w katowickim "Spodku" kolejne szybkie zwycięstwo na zawodowym ringu odniósł Artur Szpilka (8-0, 6 KO). Przeciwnik boksera z Wieliczki Owen Beck (29-9, 20 KO) nie wyszedł do czwartej rundy pojedynku. Do walki "Szpila" już tradycyjnie wyszedł w więziennym uniformie. Zapraszamy na najciekawsze fragmenty tejże walki. Kolejną potyczkę 22-letni prokpekt stoczy już 5 listopada w Uncasville w stanie Connecticut.
Dawny król wagi średniej, Jermain Taylor (28-4-1, 17 KO), po dwudziestu sześciu miesiącach przerwy powróci między liny i wystąpi 30 grudnia na gali w Little Rock (Arkansas). Mówi się, że 'Bad Intensions' prowadzi zaawansowane negocjacje w sprawie wznowienia współpracy z dotychczasowym promotorem - Lou DiBellą.
Gdy w październiku 2009 roku Taylor został ciężko znokautowany przez Arthura Abrahama i tym samym poniósł czwartą porażkę w pięciu ostatnich walkach, to DiBella był tym, który doradzał mu zakończenie kariery.
Trzy z przegranych przez Taylora potyczek rozgrywane były powyżej limitu wagi średniej, do której Jermain zamierza teraz powrócić. Choć do walki pozostały jeszcze dwa miesiące, członkowie obozu pięściarza zapewniają, że 'Bad Intensions' traktuje swoje zadanie bardzo poważnie i jest już blisko wymaganego limitu.
- Taylor jest w znakomitej formie. Od lat nie był taki mocny. Będzie występował w wadze średniej i jest już blisko limitu. Dużo mówi się o jego powrocie, ale to w większości plotki. Jedyne prawdziwe informacje to data i miejsce walki - podaje jedno ze źródeł BoxingScene.
Bardzo mocno bijący Magomed Abdusalamow (10-0, 10 KO) w przeciągu miesiąca stoczy dwa pojedynki. Jak już was informowaliśmy Rosjanin 20 listopada sprawdzi się z Richem Powerem (15-1, 10 KO), ale wcześniej wybierze się do Kalifornii.
Zanim "Mago" przystąpi do najpoważniejszego testu w karierze w najbliższy piątek zmierzy się z Japończykiem Masataką Takeharą (6-5-3, 2 KO). Pięściarz z "Kraju Kwitnącej Wiśni" w 2009 roku zremisował z Alexem Leapaiem.
Do walki Denisa Lebiediewa (22-1, 17 KO) z Jamesem Toneyem (73-6-3, 44 KO) został jeszcze ponad tydzień (starcie w następny piątek), a już odbyło się kolejne wydarzenie promujące pojedynek. W jednym z moskiewskich centrów handlowych odbyła się konferencja prasowa. 32-letni Lebiediew w towarzystwie swojego trenera Kostyi Tszyu przybył na nią... helikopterem, a po wylądowaniu czekali na niego członkowie klubu harleyowego "Nocne Wilki", którzy pozwolili mu sprawdzić się w roli motocyklisty. Toney nie byłby jednak sobą, gdyby pozwolił rywalowi na odegranie pierwszoplanowej roli w przedstawieniu.
Być może dlatego opuścił konferencję prasową tuż po swoim monologu. Jak wytłumaczył jego menedżer Iwaiło Gotzew, Toneya rozsadzała energia, a nie chciał dopuścić, aby do walki doszło na dziewięć dni przed zaplanowanym terminem. "Lights Out" przed wyjściem zdążył jednak zakomunikować, że Lebiediew w ringu nie wytrzyma nawet jednej pełnej rundy. Rosjanin zachował spokój i w swoim stylu odparł, że szala zwycięstwa przechyli się na jego stronę. Podopieczny Tszyu zapowiedział, że postara się o wygraną przez nokaut w ostatnich rundach. Dla 43-letniego Toneya byłaby to pierwsza porażka przed czasem w zawodowej karierze.
Carlos Molina (19-4-2, 6 KO) nie potrafi zrozumieć decyzji obozu mistrza świata federacji WBC w wadze junior średniej. Saul Alvarez (38-0-1, 28 KO) 26 listopada zmierzy się z Kermitem Cintronem (33-4-1, 28 KO), którego niepokonany od blisko pięciu lat Molina gładko wypunktował na początku lipca.
- To pokazuje tylko, jak dzisiaj wygląda boks zawodowy - oświadczył zawiedziony pięściarz. - Wygrałem walkę, ale pojedynek o tytuł dostaje pięściarz, którego pokonałem. Ja nawet nie dostałem oferty. Dlaczego? Mam tylko nadzieję, że w końcu ktoś z czołówki zgodzi się ze mną walczyć. Przez cały czas będę trenował, by nie wyjść z formy...
Z tą sytuacją nie może się również pogodzić Leon Margules z Warriors Boxing. Promotor nie rozumie, dlaczego Molina nie otrzymał w ostatnim czasie żadnej intratnej pozycji, a jego przeciwicy (Lara i Cintron) dostali już po szansie od ścisłej czołówki.
- Carlos jest najlepszy w junior średniej, cała czołówka go unika. To zrozumiałe, że boją się porażki, ale dlaczego uczestniczy w tym HBO? Telewizja zgadza się na rywala, który dopiero co przegrał z moim zawodnikiem. Cintron został zniszczony przez Molinę, ale nikt do nas nie dzwoni. Co się stało z organizowaniem walk pomiędzy najlepszymi? Carlos może walczyć z każdym w limicie 147 i 154 funtów! - zapewnia Margules.
- Molina powrócił po dwuletniej przerwie i od razu zanotował dwa wielkie zwycięstwa. To historia Kopciuszka. Carlos walczy bardzo efektownie, wciąż jest w natarciu. Wygrywa dzięki swojemu oldschoolowemu stylowi. Dlaczego więc wciąż jest pomijany? HBO wcale nie próbowało zorganizować możliwie najlepszej walki. Nikt do nas nie zadzwonił, nie próbowano nawiązać z nami kontaktu. Takie sytuacje są prawdziwym problemem w boksie. Może nowy szef HBO postara się to zmienić.
Zapraszamy na wywiad z Łukaszem Grotowskim, kierownikiem sekcji bokserskiej klubu "Chemik" Kędzierzyn-Koźle.
Julio Cesar Chavez Junior (43-0-1, 30 KO) 19 listopada stanie do pierwszej obrony tytułu mistrza świata WBC w kategorii średniej. Syn meksykańskiej legendy boksu wybrał najłatwiejszą z możliwych dróg i zmierzy się z Peterem Manfredo Juniorem (37-6, 20 KO).
25-latek sięgnął po tytuł w czerwcu pokonując po zaciętej wojence Sebastiana Zbika w Staples Center. Tym razem niedoszły rywal Pawła Wolaka zaprezentuje się w Reliant Arena w Houston. Chavez zapewnia, że jest w świetnej formie i kibice docenią jego występ.
- Chcę być mistrzem świata jak najdłużej. Do pojedynku z Manfredo przygotowuje się już trzy miesiące. Nigdy nie trenowałem tak ciężko. Chcę dać ludziom z Houston wspaniałą walkę. Oni na to zasługują. W kategorii średniej czuję się komfortowo. Trenowałem przez dziesięć tygodni w Meksyku. Przed rozpoczęciem pracy z Freddie Roachem i Alexem Arizą muszę być w odpowiedniej formie. Obaj dużo ode mnie wymagają - powiedział Chavez Junior.
W dniach 29-30 października Okręgowy Związek Bokserski w Łodzi organizuje Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików w boksie, w których do rywalizacji przystąpią okręgi łódzki, świętokrzyski, podkarpacki oraz Eliminacje Pucharu Polski Juniorów, w których zaprezentują się zawodnicy z okręgów łódzkiego i świętokrzyskiego.
Wszystkie walki odbędą się w w Hali Sportowej Vera Sport, przy ul.Siewnej 15 w Łodzi. Początek zawodów 29.10.2011 (sobota) o godz.17.00 i 30.10.2011 (niedziela) o godz.10.00. Serdecznie zapraszamy wszystkich sympatyków pięściarstwa.
Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) zamierza zakończyć trylogię z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO) wspaniałym zwycięstwem. W pierwszej potyczce padł remis, a w rewanżu 'Pacman' okazał się nieznacznie lepszy, jednak Marquez i jego kibice twierdzą, że to 'Dinamita' w obydwu przypadkach był lepszy.
- Nie jestem zawiedziony, ale czuję pewną ekscytację, bo Marquez zarzeka się, że dwa razy mnie pokonał. Właśnie dlatego trenuję teraz tak ciężko. Chcę raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości. To będzie nasza ostatnia walka - zapewnia 32-letni Pacquiao.
- Wygląda na to, że on traktuje to bardzo osobiście. Tak mi się wydaje, bo cały czas o tym mówi. Teraz stanie przed szansą udowodnienie tego wszystkiego w ringu. Marquez dużo mówi, a pięściarz nie powinien gadać, jeżeli nie popiera swych słów czynami. Ja jestem raczej małomówny. Wolę działać - dodaje filipiński król P4P.
Zobaczcie, jaki ochraniacz będzie bronił uzębienia Mariusza Wacha (25-0, 13 KO) przed ciosami Olivera McCalla (56-11, 37 KO) byłego mistrza świata i pogromcy Lennoxa Lewisa z 1994 roku. Dla 31-letniego pięściarza należącej do Mariusza Kołodzieja grupy Global Boxing będzie to pierwsza obrona wywalczonego w lipcu pasa WBC International w kategorii ciężkiej. 5 listopada w na ringu w Mohegan Sun Casino zaprezentują się również inni Polacy: Przemysław Majewski, Kamil Łaszczyk i Artur Szpilka, a transmisję z Uncasville przeprowadzi Polsat Sport. Już wkrótce na Bokser.org dużo więcej materiałów video z przygotowań Wacha oraz jego kolegów, a także wywiad z "Wikingiem".
Niepokonany rosyjski pięściarz wagi junior ciężkiej, Rachim Czakijew (11-0, 9 KO) wyraził nadzieję, że mistrz świata WBO, Marco Huck (34-1, 25 KO) nie będzie się zbytnio spieszył z przejściem do wagi ciężkiej.
- Nie rozumiem zupełnie powodów, dla których Marco chce to zrobić, ponieważ nie jest w stanie konkurować z Kliczkami - powiedział Rosjanin. - Mam nadzieję, że zostanie w wadze junior ciężkiej do lata przyszłego roku, aby się mną spotkać. Myślę, że mogę z nim wygrać przez nokaut. Potrzebuję jeszcze dwie-trzy walki z dobrymi przeciwnikami i w przyszłym roku będę gotowy do walki o mistrzostwo świata. Myślę, że moja walka z Huckiem byłaby dla kibiców bardzo interesująca - zakończył Czakijew.
To był najbardziej wyczekiwany pojedynek 8. Mistrzostw Europy Kobiet w Boksie. Na przeciwko siebie stanęły dwie najlepsze na świecie zawodniczki wagi lekkiej (60 kg) - trzykrotna mistrzyni świata, Katie Taylor (na zdjęciu) z Irlandii i zdobywczyni dwóch złotych medali na mistrzostwach świata, Sofia Oczigawa z Rosji.
Mimo wieloletniego ringowego doświadczenia, zawodniczki boksowały ze sobą dopiero po raz drugi. Pierwszy raz skrzyżowały rękawice w marcu ubiegłego roku na turnieju Grand Prix w Usti nad Łabą, kiedy to w półfinale - raczej niespodziewanie i wysoko na punkty (8-1) - zwyciężyła Rosjanka.
Taylor w ciągu 13 lat kariery nie przywykła do przegrywania walk (ma ich na koncie ok. 80, z których przegrała tylko 2!), więc ich pojedynek rewanżowy elektryzował jeszcze bardziej. Na ringu w Rotterdamie zawodniczka z Irlandii zaczęła ostrożnie, prowadząc po pierwszej rundzie zaledwie jednym punktem (1-0), ale z czasem rozkręciła się, punktując ostatecznie 10-5. Tym samym, niezwykle szczęśliwa, Katie Taylor, dokonała kolejnego wpisu do bokserskich annałów, zdobywając po raz piąty (!) z kolei tytuł mistrzyni Europy. A wszystko w wieku zaledwie 25 lat!
Mimo niebanalnych umiejętności i wspaniałego dorobku, jak większość kobiecych gwiazd amatorskiego ringu, Katie nie jest bohaterką mediów. Jej walki rzadko można zobaczyć w lokalnej telewizji, w przeciwieństwie np. do występów jej kolegów, z męskiej kadry...
Irlandka urodziła się 2 czerwca 1986 roku miasteczku Bray, około 21 km od centrum Dublina. W wieku 12 lat rozpoczęła bokserski trening pod okiem swojego ojca, Pete`a Taylora, który ma za sobą niezła amatorską karierę (mama była była pierwszą w Irlandii bokserską sędziną).
Katie już debiutancką walką zapisała się do w historii irlandzkiego boksu. Działo się to w październiku 2001 roku w Belfaście, a jej zwycięstwo nad Alanną Murphy było pierwszą oficjalna walką amatorską w Irlandii. 4 lata później (2005), w norweskim Tonsbergu, przyszedł pierwszy międzynarodowy sukces - zdobycie tytułu mistrzyni Europy wagi lekkiej. W tym samym roku w Podolsku, Taylor stanęła do rywalizacji najlepszych zawodniczek na świecie, przegrywając walkę ćwierćfinałową. Od tamtej pory wygrała wszystkie turnieje rangi mistrzowskiej, w jakich brała udział, zdobywając 3 złote medale mistrzostw świata (2006, 2008, 2010), cztery mistrzostw Europy (2006, 2007, 2009, 2011) oraz cztery mistrzostw Unii Europejskiej (2008-2011), praktycznie w każdym z nich zdobywając nagrodę dla najlepszej zawodniczki.
Dla sportowca tej klasy co Katie Taylor, bokserskie laury to jednak za mało. Irlandka od lat gra także w kobiecej reprezentacji swojego kraju w piłkę nożną. Debiutowała w zespole U-17, by przez U-19, dostać się do kadry seniorek.
- Kocham grać dla Irlandii i kocham piłkę nożną, ale jako sport numer jeden wybrałam boks - deklaruje Katie - absolutna gwiazda amatorskiego sportu. W przyszłości dominatorka wśród zawodowców? Wszystko na to wskazuje...
Dzisiaj mija 109 lat od czasu, kiedy 26 października 1902 roku w Binghampton w Nowym Jorku w rodzinie litewskich imigrantów przyszedł na świat Joseph Paul Zukauskas. Lepiej znany kibicom bokserskim jako Jack Sharkey (37-13-3, 13 KO), były niekwestionowany mistrz wszechwag.
Ten niezbyt wysoki, ale niezwykle silny i wojowniczy pięściarz, swoje ringowe imię i nazwisko stworzył z połączenia dwóch swoich idoli. Byli nimi były pretendent do tytułu mistrza świata Tom Sharkey i wspaniały czempion wagi ciężkiej, Jack Dempsey. ‘Marynarz z Bostonu’, jak zwykło się nazywać tego twardego jak stal boksera, karierę zawodową rozpoczął w 1924 roku pokonując przez nokaut niejakiego Billy Muldoona.
Na początku zwycięstwa przeplatał z porażkami. Pierwszym poważnym sukcesem było w 1927 roku pokonanie przed czasem w 12. rundzie byłego mistrza świata wagi półciężkiej, Irlandczyka Mike’a McTigue (77-26-8, 52 KO). Dzięki temu zwycięstwu 21 lipca stanął oko w oko ze swoim idolem Jackiem Dempsey’em (61-6-9, 50 KO), w pojedynku którego zwycięzca miał się zmierzyć później z mistrzem świata Genem Tunney’em. Od początku starcia zarysowała się wyraźna przewaga Sharkey’a, zapewne dlatego Dempsey od 6. rundy zaczął celowo uderzać swojego rywala poniżej pasa. W następnej odsłonie po jednym z takich fauli ‘Marynarz’ rozpoczął dyskusję z sędzią ringowym, który nie zwracał uwagi na nieczyste zagrania Dempsey’a. Widząc to ‘Tygrys’ bez żadnych skrupułów wykorzystał sytuację i błyskawicznym lewym sierpowym kontrowersyjnie znokautował Sharkey’a.
Jednym z najcenniejszych zwycięstw Jacka było pokonanie w 1929 roku kolejnego byłego mistrza świata wagi półciężkiej Tommy’ego Loughrana (89-25-10, 14 KO). Nokautując pięściarza z Filadelfii Sharkey wywalczył cenione wówczas mistrzostwo Ameryki w najcięższej kategorii. Rok później na słynnym Yankee Stadium w Nowym Jorku skrzyżował rękawice z potężnym Niemcem Maxem Schmelingiem (56-10-4, 40 KO) w pojedynku o wakujący tytuł mistrza świata wszechwag. Niestety pechowy ‘Marynarz’ został wówczas zdyskwalifikowany w 4. rundzie z powodu uderzenia poniżej pasa.
Na szczęście dzięki zwycięstwie w 1931 roku nad włoskim siłaczem Primo Carnerą (88-14, 72 KO), Jack spotkał się ze Schmelingiem ponownie. Rewanż nastąpił 21 czerwca 1932 roku i tym razem bostończyk wykorzystał sytuację w stu procentach, pokonując Niemca na punkty i zdobywając upragniony tytuł. Stracił go już rok później padając pod ciosami żądnego krwi Carnery.
Jego kolejnym wielkim rywalem był jeden z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej w historii sportu, czyli niezwykły Joe Louis (66-3, 52 KO). Do walki z ‘Brown Bomberem’ doszło 18 sierpnia 1936 roku na ringu w Nowym Jorku. Bokser z Alabamy od początku z zimną krwią zaczął demolować Sharkey’a, po to by znokautować go ostatecznie już w 3. odsłonie.
To był jego ostatni występ po którym zawiesił rękawice na kołku. Po przejściu na sportową emeryturę otworzył bar, a także ze względu na powszechny szacunek i uznanie jakim cieszył się wśród ludności, sędziował bokserskie pojedynki i uświetniał swoją osobą różne sportowe wydarzenia. Jako jedyny w historii miał okazję zmierzyć się z dwoma wielkimi gwiazdami boksu zawodowego, czyli Dempsey’em i Louisem. W dowód ringowych osiągnięć w 1994 roku został wybrany do Internatinal Boxing Hall of Fame. Zmarł zaledwie miesiąc później, a dokładniej 17 sierpnia, mając 91 lat. Przez wszystkich znawców i ekspertów bokserskich określany był zgodnie jako pięściarz pełen skrajności. Jeżeli wygrywał, to robił to w sposób fenomenalny i porywający tłumy. Porażki natomiast, zdarzały mu się najczęściej w fatalnym stylu.
Zapraszamy na wywiad z trenerem i byłym pięściarzem Mieczysławem Budzyńskim. Pan Mieczysław jest obecnie trenerem ''Chemika'' Kędzierzyn-Koźle, a w przeszłości wygrywał z takimi sławami polskiego boksu jak Janusz Gortat.
Mariusz Wach (25-0, 13 KO) kończy przygotowania do potyczki z Oliverem McCallem (56-11, 37 KO), byłym mistrzem świata w wadze ciężkiej i pogromcą Lennoxa Lewisa z 1994 roku. Starcie odbędzie się 5 listopada w Uncasville, a dla polskiego pięściarza będzie to pierwsza obrona wywalczonego pod koniec lipca tytułu WBC International.
- Wszystko w porządku, zdrówko dopisuje. Przygotowania przebiegają zgodnie z założeniami, a 5 listopada wielkie show - mówi 31-letni Wach, który dzisiaj ma odbyć ostatni sparing przed walką.
46-letni McCall najlepsze lata ma z pewnością za sobą, lecz wciąż walczy z solidnymi przeciwnikami. W ostatnich czterech walkach dwukrotnie uznawał wyższość rywali (Timura Ibragimowa i Cedrica Boswella - ten ostatni to najbliższy rywal Aleksandra Powietkina), a dwukrotnie schodził z ringu jako zwycięzca - po starciach z Fresem Oquendo i Damianem Willsem.
"Atomowy Byk" w karierze przegrał 11 walk, ale tylko jedną przed czasem - w rewanżu z Lewisem w 1997 roku praktycznie sam zrezygnował z walki w 5. rundzie. Mimo dobrej odporności na ciosy rywala, Wach nie wyklucza znokautowania Amerykanina.
Dziś mija dokładnie 60 lat od walki, która zakończyła bokserską karierę pięściarza, przez wielu uznawanego na największego mistrza wagi ciężkiej w historii – noszącego przydomek „Brown Bomber” Joe Louisa. 26 października 1951 roku, na ringu w legendarnej Madison Square Garden, 37-letni były czempion wszechwag został znokautowany przez wschodzącą gwiazdę królewskiej dywizji, młodszego o 9 lat Rocky’ego Marciano, określanego w nawiązaniu do rodzinnego miasta jako „Brockton Blockbuster”.
ZOBACZ OSTATNIE RUNDY WALKI MARCIANO vs LOUIS >>>
Louis do dziś pozostaje najdłużej panującym mistrzem świata wagi ciężkiej, który zasiadał na tronie aż 13 lat, od zwycięstwa nad Jimem Braddockiem w 1937 roku, do porażki z Ezzardem Charlesem w 1950 roku. W tym czasie odprawił z kwitkiem aż 24 pretendentów (w tym J.J. Walcotta dwukrotnie). Natomiast Rocky Marciano zapisał się w historii jako jedyny mistrz świata wagi ciężkiej, który zakończył karierę niepokonany, a jego rekord 49 zwycięstw pozostaje do dziś niepobity. Niewielu czempionów wszechwag potrafiło zejść ze sceny we właściwym momencie, będąc w posiadaniu mistrzowskiego pasa. Pierwszy próbował James Jeffries, który zakończył karierę niepokonany, tylko z dwoma remisami w 1904 roku, ale powrócił sześć lat później skuszony ofertą walki o „honor białej rasy” z czarnoskórym mistrzem Jackiem Johnsonem i został sponiewierany w 15 rundach. Pas mistrza świata na bokserską emeryturę zabrał Gene Tunney, który zakończył karierę w 1928 roku, mając na koncie zaledwie jedną porażkę przy czterech remisach w aż 85 walkach. Przed Marciano tylko jemu udała się ta sztuka, a zaledwie jedna porażka przy takiej liczbie walk, stawia jego osiągnięcie na równorzędnym poziomie w stosunku do wyczynu Rocky’ego. Zakończyć karierę jako panujący mistrz próbował jeszcze przed Marciano… Joe Louis, który ogłosił to w 1949 roku. Jednak będąc wciąż uznawanym za pełnoprawnego czempiona powrócił na ring kilkanaście miesięcy później, by zmierzyć się z Ezzardem Charlesem, kreowanym przez rosnącą w siłę National Boxing Association na nowego mistrza i przegrał wyraźnie na punkty. Mimo, że jego gwiazda zgasła, toczył kolejne walki, by spłacić zobowiązania wobec fiskusa i to doprowadziło go w końcu do starcia z Marciano.
O Saulu Alvarazie (38-0-1, 28 KO) znów głośno, choć tym razem o jego bokserskich umiejętnościach poza ringiem. Otóż mistrz świata kategorii junior muszej - Ulises Solis (34-2-3, 21 KO) oskarżył championa WBC dywizji junior średniej o pobicie. Podrażniony "Canelo" miał wpaść w szał po tym, jak Solis zbytnio spoufalał się z jego dziewczyną, na co zareagował potężnym lewym sierpowym gołą pięścią... Efekt? Złamana szczęka Ulisesa i wybity ząb.
Lżejszy o blisko 20 kilogramów pięściarz natychmiast zapowiedział złożenie oskarżenia w sądzie. Z kolei Alvarez spokojnie odpowiada, że widział całe zdarzenie, ale to nie on miał uderzyć, a jeden z jego braci. Druga strona relacjonuje to jednak zupełnie inaczej.
- (...) W pewnym momencie on zapytał, gdzie się wybieram z jego dziewczyną? Ja mu odparłem, że nie mam pojęcia o czym on mówi, a wtedy Saul bez słowa uderzył mnie lewym sierpowym i poprawił natychmiast prawym krzyżowym. Potem jeszcze dodał kilka kolejnych uderzeń - powraca do sprawy Solis, który będzie zmuszony do odwołania grudniowej obrony swojego pasa federacji IBF.
Floyd Mayweather Senior nadal nie rozmawia ze swoim synem, ale kolejna rodzinna kłótnia nie wpłynęła na jego opinię na temat wyniku potencjalnej potyczki pomiędzy Floydem Juniorem (42-0, 26 KO), a trenowanym przez Freddiego Roacha Filipińczykiem Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO).
12 listopada w MGM Grand w Las Vegas 'Pacman' stanie do trzeciej walki z meksykańskim wojownikiem Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO). Mayweather Senior nie kryje, że jego zdaniem 'Dinamita' wygrał poprzednie dwie walki z Pacquiao, ale tym razem nie daje mu żadnych szans na zwycięstwo.
- Tym razem Marquez nie wygra, zostanie brutalnie pobity. Freddie Roach doskonale o tym wie. Tylko mój syn może pokonać Pacquiao - oświadczył były bokser, a obecnie ceniony szkoleniowiec w rozmowie z Percym Crawfordem z fighthype.com.
Historyczny dorobek polskich pięściarek po 7 startach w turniejach o Mistrzostwo Europy wygląda znakomicie. Ogółem biało-czerwone w latach 2003-2011 zdobyły 26 medali, w tym 4 złote, 10 srebrnych i 12 brązowych (mężczyźni w tym samym czasie wywalczyli zaledwie 4 brązowe medale), co stanowi średnią prawie czterech (3,71) medali na turniej mistrzowski. I właśnie cztery krążki przywiozły do kraju z Rotterdamu podopieczne Leszka Piotrowskiego, wygrywając 14 turniejowych walk. Przegrały 10 pojedynków, w tym 5 z późniejszymi złotymi i 2 ze srebrnymi medalistkami.
Geneza startów kobiecej kadry w czempionacie Starego Kontynentu sięga 2003 roku (Polki nie wystartowały w 1. Mistrzostwach Europy w St. Amand-les-Eaux w 2001 roku), kiedy to w węgierskim Pecsu srebrne medale wywalczyły Karolina Michalczuk (wówczas 57 kg) i Karolina Łukasik (70 kg). Te same zawodniczki, dwa lata później, w norweskim Tonsbergu (2005), zdobyły pierwsze w historii złoty medale. Na najwyższym stopniu podium stanęły później jeszcze dwukrotnie - w Warszawie w 2006 roku (Beata Małek, 80 kg) i dwa lata temu w Nikołajewie (Michalczuk, 54 kg).
Fakt, że nie doczekaliśmy się w Rotterdamie złota numer 5, nie jest (bo nie może być!) symptomem jakiegokolwiek kryzysu, co niektórzy z komentujących ME, próbowali w rozmaitych miejscach sygnalizować. Co w takim razie miałyby powiedzieć o swoim starcie mające wielkie tradycje ekipy Francji, Szwecji, czy Węgier, które zdobyły po jednym medalu? Jak miałyby skomentować swój wynik sportowy Niemki, które w Rotterdamie nie przekroczyły progu ćwierćfinałów?
W klasyfikacji drużynowej, z powodu nie wywalczenia żadnego złotego medalu, biało-czerwone (z bilansem 0-2-2) zajęły wprawdzie 7 miejsce, ale już pod względem ilości krążków były wraz z Angielkami (1-1-2) i Turczynkami (2-0-2) na 3 miejscu za Rosją (4-2-1) i Ukrainą (1-1-5).
Menedżer Władimir Hriunow, który jest opiekunem kariery byłego pretendenta do tytułu mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej, Denisa Lebiediewa (22-1, 17 KO) oznajmił, że stawką pojedynku tego ostatniego z byłym czempionem w trzech kategoriach wagowych, Jamesem Toneyem (73-6-3, 44 KO) będzie pas czasowego (interim) mistrza świata WBA.
Hriunow dodał, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie osoba mistrza świata WBA wagi ciężkiej, Aleksandra Powietkina (22-0, 15 KO). O stawce wspomnianej rywalizacji mówiło się wprawdzie od dawna, ale dopiero teraz rosyjski menedżer mógł ją oficjalnie potwierdzić.
- WBA sama się do nas zwróciła w tej sprawie - powiedział Hriunow. - Można powiedzieć, że stało się to dzięki Aleksandrowi Powietkinowi. To jego ostatnia, zwycięska walka sprawiła, że zwrócona na nas uwagę - zakończył menedżer Lebidiewa i Powietkina.
Przypominamy, że aktualnie regularnym mistrzem WBA w tej wadze jest 39-letni Panamczyk Guillermo Jones (37-3-2, 29 KO), który ostatni raz bronił swojego tytułu ponad rok temu (2 października 2010 roku). Do kolejnej obrony ma jednak stanąć 5 listopada, mierząc się z Michaelem Marrone (20-3, 15 KO), który mimo iż przegrał 3 z ostatnich 5 walk, jest klasyfikowany jako nr 14 rankingu WBA.
- Szefowie WBA są z tego faktu bardzo niezadowoleni - dodał Hriunow. - Dlatego będą nalegać, by Jones - w kolejnej obowiązkowej obronie - skrzyżował rękawice ze zwycięzcą walki Lebiediew-Toney
Kamil Łaszczyk (4-0, 3 KO) poznał nazwisko przeciwnika, z którym zmierzy się 5 listopada na gali w Mohegan Sun Casino w Uncasville, gdzie w walce wieczoru wystąpi Mariusz Wach. 20-letni polski super piórkowy zaboksuje z Jamellem Tysonem (2-3-1, 1 KO).
Swoje dotychczasowe pojedynki 23-letni amerykański mańkut toczył przeważnie w limicie wagi lekkiej i choć przegrał połowę swoich walk, nie został jeszcze zastopowany. Oprócz Łaszczyka, kibicom zaprezentują się także m.in. Przemysław Majewski, Artur Szpilka oraz Elvin Ayala.
Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) przed listopadowym trzecim starciem z Juanem Manuelem Marquezem (53-5-1, 39 KO) postanowił sprawić sobie "mały" prezent. Genialny Filipińczyk na trening do Wild Card Gym zajechał nowiutkim Ferrari o wartości 250 tysięcy dolarów.
Piękna zabawka "Pac Mana" pod silnikiem o pojemności 4,5 litra kryje bagatela 570 koni mechanicznych. Taka inwestycja nie powinna być zbyt kosztowna dla finansów Pacquiao, ponieważ za dopełnienie trylogii z meksykańskim wojownikiem podopieczny Freddiego Roacha zainkasuje około 20 milionów dolarów.
Jeden z najlepszych bokserów ostatnich lat znany jest z zamiłowania do ekskluzywnych aut i wydawania na nie ogromnych sum pieniędzy. Czy 12 listopada w MGM Grand Pacquiao będzie szybki niczym Ferrari?
Reprezentanci Azerbejdżanu byli najmłodszą ekipą (średnia wieku 20, 4 roku) podczas wrześniowych 16. Mistrzostw Świata seniorów boksie, które odbyły się w Baku. Mimo najmniejszego doświadczenia, wywalczyli jeden złoty i jeden srebrny medal oraz dodatkowo dwie kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich. Piątym Azerem w Londynie będzie Soltan Migitinow, który zdobył olimpijski paszport, boksując w finale turnieju indywidualnego ligi World Series of Boxing.
Drugim najmłodszym zespołem, który zaprezentował się w Baku była ekipa Dominikany (średnia wieku 20, 6 roku). Nieco starsi byli Meksykanie (20,7), a dalsze miejsca w tej klasyfikacji "młodości" zajmują: Turkmenistan (21,1), USA (21,3), Kuba (21.7), Uzbekistan i Polska (22,0) oraz Kirgistan (22,2).
Niejako tradycyjnie najstarszy zespół zaprezentowała Tajlandia (26,4), której doświadczeni zawodnicy wywalczyli trzy kwalifikacje olimpijskie. Wśród kolejnych, najstarszych ekip MŚ należy wymienić w kolejności: Kolumbię (ze średnią wieku 26,1), Włochy (25,7), Rosję (25,3), Kanadę (25,2), Chiny (25,1) i Maroko (25).
Średnia wieku bokserów, którzy stanęli w Baku na podium liczy 23,55 lat, podczas gdy złotych medalistów 23,9. Podczas poprzedniego czempionatu, który odbył się w 2009 roku w Mediolanie, dane te wynosiły odpowiednio: 23,38 i 24,2. Jaki więc z tego prosty wniosek? Złote medale na mistrzostwach zdobywają ostatnio zawodnicy nieco bardziej doświadczeni.