
24 września po kilkunastomiesięcznej przerwie między liny powróci Marvin Sonsona (14-1-1, 12 KO). 21-letni Filipińczyk zmierzy się z Leopoldo Gonzalezem (14-2-1, 9 KO). Pojedynek został zakontraktowany na dziesięć rund.
Z obozu byłego mistrza świata wagi super muszej dobiegają informacje o ogromnej determinacji młodego Sonsony. Sam 'Marverlous' zapewnia, że nie popełni już starych błędów i zamierza jak najszybciej powrócić do czołówki oraz zdobyć tytuł.
We wrześniu 2009 roku, niedługo po ukończeniu 19. roku życia, Sonsona zasiadł na tronie federacji WBO w kategorii super muszej. Swój mistrzowski pas stracił na wadze przed pierwszą obroną, kiedy przekroczył limit o 2,5 funta. Kilka miesięcy później Filipińczyk stanął do walki o tytuł WBO dywizji super koguciej. Rywalem Marvina był niepokonany wówczas Wilfredo Vazquez Junior, który zwyciężył przez nokaut w czwartej rundzie. Od tego czasu Sonsona nie występował.
Po przegranej w obronie pasa WBO wagi super koguciej w majowym pojedynku z Jorge Arce (57-6-2, 44 KO) Wilfredo Vazquez Jr (20-1-1, 17 KO) myśli tylko o rewanżu. Jego promotor Felix Zabala aktualnie stara się doprowadzić do ponownego spotkania pięściarzy 3 grudnia na gali, w której głównym wydarzeniem będzie pojedynek Cotto-Margarito II. W razie fiaska negocjacji z teamem Arce, Zabala zamierza zorganizować podopiecznemu walkę na gali w Miami.
- Teraz priorytetem jest rewanż z Arce, to nasz cel. Póki co musimy wiedzieć jaka telewizja pokaże grudniową galę organizowaną przez Top Rank, a w razie niepowodzenia w organizacji rewanżu mam inny pomysł, rozważymy możliwość pojedynku na karcie w Miami - powiedział Zabala.
Były mistrz świata WBC i WBO wagi koguciej, Fernando Montiel (45-3-2, 35 KO) kolejną walkę stoczy 20 sierpnia w meksykańskim Ensenada. Jego przeciwnikiem będzie 29-letni mańkut Alvaro Perez (21-3-1, 12 KO) z Nikaragui, a pojedynek został zakontraktowany na 10 rund. "Kochulito" chce dostąpić szansy walki o mistrzostwo świata wagi super koguciej i wie, że nie może pozwolić sobie na przegraną w zbliżającym się starciu.
- Zawsze bardzo angażuję się w trening. Lubię to, sprawia mi to przyjemność, jednak czas obozu przygotowawczego szybko się kończy. Nie mogę lekceważyć Pereza, bo moim celem jest walka o mistrzostwo w super koguciej - powiedział Montiel.
Faisal Ibnel Arrami (13-2, 9 KO) dał się poznać w naszym kraju jako bardzo solidny i twardy zawodnik kategorii cruiser. Po ładnym pojedynku półtora roku temu zastopował go nasz Mateusz Masternak, ale Francuz sprawił mu w początkowych rundach sporo problemów. Później było jeszcze lepiej, ponieważ Arrami zastopował w dziewiątym starciu Zakarię Azzouzi, który z kolei zremisował wcześniej z innym niepokonanym Polakiem, Tomkiem Hutkowskim. Dzięki temu Arrami (na zdjęciu) jest już notowany przez federację WBC na 24. miejscu.
Francuz kolejny pojedynek stoczy 15 września w Helsinkach z miejscowym osiłkiem Juho Haapoją (15-2-1, 10 KO), który w wadze junior ciężkiej pozostaje niezwyciężony. Fin swego czasu, ładne kilka lat temu, prowadził w Internecie korespondencyjny bój z Marcinem Najmanem, lecz ostatecznie nie doszło do ich potyczki.
W połowie września Haapoja oraz Arrami skrzyżują rękawice na dystansie dwunastu rund, a stawką ich walki będzie wakujący tytuł Unii Europejskiej. Tak więc w Helsinkach na pewno będzie ciekawie...

Godziny dzielą nas od arcyciekawego starcia na szczycie bardzo mocno obsadzonej kategorii koguciej. W finale organizowanego przez telewizję Showtime turnieju rękawice skrzyżują mistrz świata federacji IBF - Joseph Agbeko (28-2, 22 KO) i niepokonany Abner Mares (21-0-1, 13 KO). Nieznacznym faworytem bukmacherów jest Meksykanin, lecz na tle wspólnych przeciwników nieco lepiej wypada 'King Kong'. W tym temacie możecie dyskutować o zbliżającym się pojedynku, jego przebiegu oraz sytuacji w dywizji do 118 funtów.
Miesięcznik "Forbes" opublikował kolejną coroczną listę "100 najcenniejszych gwiazd polskiego show biznesu". Wśród setki wyróżnionych znalazło się kilku sportowców, w tym dwóch bokserów - Tomasza Adamek oraz Dariusz Michalczewski. Ranking tworzony jest na podstawie wycen specjalistów od marketingu, którzy oceniają ile warta jest reklama powiązana z daną osobistością. Pierwsze miejsce zajął Szymon Majewski, którego wyceniono na 792 tysiące złotych.
"Góral" awansował w ranking w porównaniu z zeszłorocznym zestawieniem. Reklamodawcy określili wartość rynkową marketingu związanego z najlepszym polskim pięściarzem na 277 tysięcy, co dało bokserowi 80. miejsce. W zeszłym roku Adamek zajął 95. miejsce, po raz pierwszy będąc notowanym.
Były mistrz świata Dariusz Michalczewski znalazł się na 85. miejscu zestawiania, co oznacza znaczny awans, gdyż rok temu sklasyfikowany był aż na 266. miejscu.
Promujący Davida Tuę (52-4-2, 43 KO) Cedric Kushner przyznaje, że nieoczekiwana porażka jego zawodnika z niedocenianym Monte Barrettem (35-9-2, 20 KO) będzie kosztować go bardzo wiele.
- Była propozycja walki z Witalijem Kliczko, a taka oferta może nie pojawić się w najbliższym czasie. Musze teraz usiąść z Davidem i porozmawiać o najlepszym rozwiązaniu z tej sytuacji - powiedział promotor.
- Stało się co się stało. Teraz potrzebuję jedynie wrócić na salę treningową i po prostu trenować. To nie była zła walka, tylko zbyt późno zacząłem atakować - dodał od siebie Tua. Jak więc widać, propozycja potyczki z Witalijem Kliczko (42-2, 39 KO) była, ale wszystko popsuł Barrett.
Abner Mares (22-0-1, 13 KO) pokonał stosunkiem głosów dwa do remisu Josepha Agbeko (28-3, 22 KO). Tym samym 25-letni Meksykanin nie tylko zgarnął dwa pasy mistrzowskie wagi koguciej - IBF oraz WBC, lecz przede wszystkim wygrał cały turniej organizowany przez stację Showtime. Było jednak sporo zastrzeżeń do pracy sędziego ringowego.
Abner zaczął imponująco. Wygrał wyraźnie w pierwszych trzech rundach, a do tego jeszcze w końcówce pierwszej odsłony zaliczył nokdaun, choć jego rywal po prostu źle stał na nogach. Agbeko wrócił do gry w czwartym starciu, kiedy zranił przeciwnika potężnym prawym overhandem. Nie poszedł jednak za ciosem i dał przetrwać oponentowi trudne chwile.
Sędzia ringowy - pan Russell Mora, w ogóle nie zwracał uwagi na powtarzające się ciosy Maresa poniżej pasa. W szóstej rundzie po zderzeniu głowami Meksykaninowi pękł lewy łuk brwiowy. Cały czas to on przeważał. Był aktywniejszy, szybszy i dokładniejszy niż pięściarz z Ghany, który wyraźnie polował na jeden, kończący cios. W końcu odżył trochę w ósmym starciu i zepchnął Meksykanina do obrony, ale ten znów przejął inicjatywę po przerwie. Cały czas bił jednak poniżej pasa, na co nie reagował niestety ringowy. Właśnie po takim uderzeniu w jedenastym starciu Agbeko przyklęknął, ale Mora zamiast ukarać Maresa ostrzeżeniem, wyliczył Josepha do ośmiu.
Agbeko ostro finiszował w ostatnich sekundach, lecz nie zdążył już odrobić strat. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 113:113 i dwukrotnie 115:111 na korzyść Maresa.

Wczorajszej nocy w Las Vegas odbyło się finałowe starcie turnieju Showtime wagi koguciej, w którym spotkali się Abner Mares (22-0-1, 13 KO) oraz Joseph Agbeko (28-3, 22 KO). Po ciekawym pojedynku sędziowie wypunktowali wygraną Meksykanina w stosunku 113:113 i dwukrotnie 115:111, jednak zawodnik z Ghany nie zgadza się z takim wynikiem. Jego zdaniem sędzia Russell Mora wypaczył wynik zawodów nie zwracając uwagi na często zadawane przez Maresa ciosy poniżej pasa.
- Mares wielokrotnie trafiał mnie poniżej pasa. Sędzia nie robił kompletnie nic patrząc na te faule. Ringowy ukradł mi tytuł i dał go Maresowi. Chcę natychmiastowego rewanżu! Po takim pojedynku Mares nie powinien nazywać się mistrzem - powiedział Agbeko.
Po kontrowersyjnym werdykcie w walce Abnera Maresa (22-0-1, 13 KO) z mistrzem IBF Josephem Agbeko (28-3, 22 KO) w finale turnieju Showtime w wadze koguciej, promujący pięściarza z Ghany Don King zapowiedział złożenie protestu do federacji IBF oraz komisji sportowej stanu Nevada.
Według Kinga wynik walki wypaczyły dwie decyzje sędziego ringowego Russella Mory, który zaliczył nokdauny Akbeko w pierwszej rundzie, po poślizgnięciu pięściarza, oraz w jedenastej, gdy zawodnik z Ghany znalazł się na deskach po ciosie poniżej pasa. King uważa ponadto, że Mares zadał w tej walce wiele nieprzepisowych ciosów, za które powinien zostać ukarany odebraniem punktu. Promotor zamierza złozyć wniosek o sankcje wobec sędziego oraz obowiązkowy rewanż Maresa z jego podopiecznym.
Przebieg wczorajszej finałowej walki turnieju Showtime wciąż jest szeroko komentowany w środowisku. Przypominamy, że Abner Mares (22-0-1, 13 KO) stosunkiem głosów dwa do remisu pokonał Josepha Agbeko (28-3, 22 KO) i odebrał mu tytuł mistrza świata federacji IBF w wadze koguciej.
W ringu nie obyło się bez kontrowersji. Przez całą walkę Meksykanin bił poniżej pasa, a sędzia ringowy nie tylko nie zwracał mu na to uwagi, ale też liczył Ghanijczyka po jednym z fauli Maresa.
- Agbeko był liczony po prawidłowo zadanych ciosach. Pierwszy był dobry, przy drugim uderzyłem go w pas - stwierdza zwycięski Mares, dodając, że ciosom poniżej pasa winny jest sam Agbeko, który ściągał jego głowę do dołu. - Przytrzymywał mnie i ściągał do dołu.
20 sierpnia do drugiej obrony swojego pasa WBO w wadze koguciej stanie wschodząca gwiazda kobiecego boksu, jedna z najbardziej popularnych pięściarek w USA, Kaliesha "Wild Wild" West (13-1-3, 4 KO). Na ringu w Black Pyramid Casino w meksykańskiej Colimie, zmierzy się w dziesięciorundowym pojedynku (walki mistrzowskie kobiet trwają 10 rund x 2 min.) z Jessicą Villafranca (12-2, 6 KO), która już dwukrotnie bez powodzenia atakowała tytuły mistrzowskie w niższych kategoriach wagowych. West dwa miesiące temu próbowała zrewanżować się swojej jedynej pogromczyni, Avie Knight (6-1-3, 3 KO), broniąc po raz pierwszy pas WBO. Ich walka zakończyła się niejednogłosnym remisem, więc jeśli West za kilka dni obroni pas po raz drugi, być może będziemy świadkami trzeciej walki West vs Knight. Tymczasem prezentujemy video promujące najbliższy pojedynek "Wild Wild".
Wczorajszej nocy na gali w Broadbeach w Australii udanie powrócił zawsze efektowny Michael Katsidis (28-4, 23 KO) nokautując w trzecim starciu Meksykanina Michaela Lozadę (38-9-1, 30 KO). Teraz team Katsidisa chce doprowadzić do rewanżu z Joelem Casamayorem (38-5-1, 22 KO). Obaj panowie spotkali się w 2008 roku kiedy to po świetnym pojedynku wygrał Kubańczyk przez techniczny nokaut w 10. rundzie.
- Nie szukamy wymówek, jednak każdy wie, że Katsidis był w bardzo ciężkim stanie po stracie bliskiej osoby podczas walki z Marquezem. Nie kryjemy tego, że najchętniej spotkalibyśmy się z Amirem Khanem lub stoczyli rewanżowe starcie z Casamayorem. To jest nasz priorytet na tą chwilę, rewanż za 2008 rok - powiedział Brendon Smith, menadżer Katsidisa.
17 czerwca w Restauracji Adria w Rudzie Śląskiej, swoją pierwsza galą zawodową zadebiutowała nowa grupa promotorska SilesiaBoxing. Jej liderem jest działający na Śląsku Irosław Butowicz. Wspomnianą galę pokazaliśmy naszym czytelnikom na żywo, dzisiaj prezentujemy zarejestrowane nagranie Dariusza Balli (3-10) i Adriana Bleszyńskiego (0-2).
O Rockym Marciano (49-0, 43 KO) słyszał chyba każdy, kto choć trochę interesuje się boksem. Ten syn włoskich emigrantów po dziś dzień kojarzony jest z brutalną siłą, uporem i ambicją. Jest doskonałym przykładem pięściarza, który mimo braku predyspozycji fizycznych i olśniewającego talentu, zdołał sięgnąć po najwyższe trofeum w boksie zawodowym - królewski tron wagi ciężkiej.
Rocco Francis Marchegiano, gdyż tak brzmi pełne imię i nazwisko Rocky’ego, urodził się w rodzinie włoskich emigrantów 1 września 1923 roku, w Brockton w stanie Massachussets. Jego ojciec był szewcem, który zapewniał środki utrzymania ubogiej rodzinie, a matka opiekowała się 6 dzieci.
Od najmłodszych lat Rocky, podobnie jak inni rówieśnicy z jego ulicy, uprawiał różne sporty, w tym oczywiście baseball. Z boksem zetknął się w wojsku i tak spodobała mu się ta dyscyplina, że po zakończeniu służby wziął się ostro za treningi i zaczął walczyć amatorsko. Jego oficjalny rekord nie jest zbyt imponujący - z 12 pojedynków 8 wygrał, a 4 przegrał. Jako zawodowiec debiutował 17 marca 1947 roku, nokautując Lee Eppersona. Następnie, co ciekawe, ponownie powrócił w szeregi amatorów i wywalczył mistrzostwo Nowej Anglii. Po straceniu szansy na występy w kadrze olimpijskiej z powodu kontuzji ręki, postanowił skupić się tylko i wyłącznie na zawodowstwie.
Cornelius Bundrage (31-4, 18 KO) kontynuuje swoja agresywną politykę przeciwko Pawłowi Wolakowi (29-1-1, 19 KO), choć tym razem dostało się również championowi WBA, Austinowi Troutowi (23-0, 13 KO).
- Te dwa klauny są śmieszniejsze niż Joker z Batmana. Paweł Wolak to tak naprawdę "Wściekła Diva". On twierdzi, iż poważne stacje nie chcą pokazywać moich walk, ale to bzdura. Miałem datę od HBO jeszcze zanim zostałem mistrzem świata. Odrzuciłem jednak ją, ponieważ nie jestem tak zdesperowany jak Wolak. Cory Spinks i ja mieliśmy datę na HBO, tylko on nie dał rady zrobić wtedy wagi. Tak więc "Zdesperowana Divo" wierz w swoje kłamstwa dalej - powiedział znów ostro o naszym rodaku mistrz świata federacji IBF kategorii junior średniej.
- Inni pięściarze chcą się z tobą zmierzyć, ponieważ potrafisz boksować tylko jednym stylem i łatwo cię rozszyfrować. Cory Spinks by cię pokonał, Sechew Powell również, a ja bym zakończył twoją karierę - kontynuował Bundrage, używając coraz mocniejszych argumentów.
- Nie dałeś nawet rady "półśredniemu" Delvinowi Rodriguezowi, który zlał cię jak dzieciaka. Nie dasz mu rewanżu, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że on mógłby cię w nim znokautować. Rodriguez obnażył wszystkie twoje słabości i zrobiłby to każdy, kto potrafi boksować, podobnie jak już to zrobił wcześniej Ishe Smith - zakończył Cornelius, nawiązując do jedynej porażki Pawła w dotychczasowej karierze.
Wczorajszej nocy na gali w Miami słynny Kevin Ferguson (1-0, 1 KO), znany jako Kimbo Slice zaliczył udany debiut zawodowy i zgodnie z zapowiedziami dosłownie zniszczył Jamesa Wade'a (0-2, 0 KO) nokautując go już w pierwszej rundzie.
Walka zakończyła się zanim na dobre się zaczęła. W swoim stylu Kimbo ruszył ostro na rywala, zasypał go serią ciosów a wszystko zakończył potężny prawy, po którym Wade bezwładnie padł na matę już w 10 sekundzie walki! Slice z pewnością w boksie nic nie osiągnie, jednak jego uliczny styl będzie gwarantował kibicom emocje.
Bardzo utytułowany amator i obiecujący zawodowiec Jose Pedraza (3-0, 3 KO) aktualnie trenuje wraz z byłym mistrzem WBO wagi super piórkowej Romanem Martinezem (24-1-1, 15 KO) przygotowując się do czwartego płatnego pojedynku, który odbędzie się już 19 sierpnia w Portoryko. "Sniper" planuje stoczyć jeszcze 4 walki w tym roku, jednak już nie w limicie dywizji super piórkowej. 24-letni Portorykańczyk nie jest już w stanie zrobić wagi i przenosi się do kategorii lekkiej.
- Muszę przejść wyżej, ponieważ nie jestem już w stanie zrobić wagi. Moje ciało aż prosi mnie bym przeniósł się wyżej. W roku 2011 planujemy jeszcze 4. walki. Póki co intensywnie trenuję z Rocky Martinezem, który nadal dla mnie jest mistrzem. Jest silny i bardzo sprytny w ringu - powiedział Pedraza.
Rywalizujący w kategorii piórkowej Salvador Sanchez II (25-4-3, 14 KO) ubiegłej nocy zanotował kolejne zwycięstwo przed czasem i przy okazji zdobył pierwszy w karierze tytuł - wakujący pas WBC CABOFE. Sal wygrał z Adanem Garcią (15-5-1, 11 KO) przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie.
25-letni krewniak zmarłego tragicznie 'Chavy' Sancheza już w drugim starciu poważnie zranił rywala i w końcówce posłał go nawet na deski. Sędzia ringowy zdecydował się przerwać pojedynek, gdy w ostatniej minucie trzeciej odsłony Garcia przyjął kolejną serię mocnych ciosów na linach.
Po porażce z Alexandrem Powietkinem Nicolai Firtha (20-8-1, 8 KO) chce kolejnych walk z czołówką wagi ciężkiej. W sobotę powrócił na gali w Ohio, pokonując jednogłośnie na punkty Rossa Thompsona (27-15-3, 17 KO).

Decyzja o przyspieszeniu o tydzień najbliższej walki Julio Cesara Chaveza Jr. (43-0-1, 30 KO) nie spodobała się federacji World Boxing Council. Syn legendy boksu pierwotnie miał przystąpić do pierwszej obrony 24 września, lecz ostatecznie zaboksuje w tym samym dniu co jego największy rywal - Saul 'Canelo' Alvarez (37-0-1, 27 KO). Chavez został zmuszony do podjęcia decyzji o zmianie terminu, by między jego najbliższymi występami powstała co najmniej dwumiesięczna przerwa (Julio ma zaboksować również 19 listopada). Zdaniem WBC, decyzja Chaveza podziela kibiców i nikt na niej nie zyskuje.
- Nic o tym nie słyszałem - oznajmił zdziwiony Meksykanin. - Staram się myśleć, że kibice na tym zyskują, bo w ciągu jednego dnia dostaną okazję, by zobaczyć w akcji obydwu najbardziej popularnych pięściarzy w kraju. Oczywiście będą musieli zmieniać kanały, ale nie traktuję tego jak rywalizacji. Dam z siebie wszystko i postaram się zapewnić emocje.
Chavez wyjaśnia, że do decyzji o przesunięciu walki z Ronaldem Hearnsem (26-2, 20 KO) zmusza go wiążący kontrakt z telewizją HBO, która wymaga 60 dni przerwy między dwoma występami zawodnika.
- Mam powrócić 19 listopada, więc trzeba było przesunąć wrześniową datę o tydzień do przodu, by przerwa wyniosła pełne dwa miesiące. Rozumiem, że mogę doznać rozcięcia lub kontuzji, a to wykluczy występ w końcówce roku. HBO chciało się w ten sposób zabezpieczyć - powiedział 25-letni Julio.
Wakacje to tradycjny okres zgrupowań pięściarzy w Zakopanem. Nie mogło tam zabraknąć także młodych adeptów szermierki na pięści z Wielkopolski. Zgrupowanie wielkopolskich juniorów i kadetów odbywało się w dwóch turach, w lipcu pod przewodnictwem trenera koordynatora Sławomira Nowickiego z Piły, w asyście trenera Sebastiana Rzadkiewicza z Poznania. Na obozie młodzież przede wszystkim wyrabiała kondycję, wytrzymałość oraz siłę. Oczywiście nie zabrakło treningów techniki boksu. Materiały z tej tury przedstawiamy w nagraniu video.
Kolejna tura trwa właśnie (8-21.08.2011) również w Zakopanem, gdzie na zgrupowaniu kadry wojewódzkiej młodzież przede wszystkim będzie sparować i doskonalić technikę. Trenerami na zgrupowaniu są Sławomir Nowicki oraz Wojciech Komasa. Młodzi pięściarze mieli okazję obserować treningi swoich nieco starszych kolegów, Mateusza Masternaka, Karoliny Owczarz i Mateusza Rzadkosza, którzy pod okiem Andrzeja Gmitruka przygotowywali się w Zakopanem do kolejnych walk.
Od czasu potwierdzenia walki Mateusza Masternaka (23-0, 17 KO) na gali 10 września na wrocławskim stadionie, w mediach co chwilę pojawiają się spekulacje na temat jego przeciwnika. Ostatnio jako potencjalnego rywala "Mastera" niektóre gazety i portale internetowe wskazywały pochodzącego z Argentyny Daniela Alejandro Sanabrię (13-1, 9 KO), ale promotor i trener polskiego pięściarza Andrzej Gmitruk dementuje te plotki. Sanabria ma już zresztą zakontraktowaną walkę na koniec sierpnia w ukraińskim Doniecku.
- Argentyna ma wiele zalet, to wspaniały kraj, ale Mateusz nie jest zawodowym tancerzem, tylko pięściarzem. Naszym celem nie jest tango w ringu, lecz dobra walka i z pewnością jego rywalem we Wrocławiu nie będzie Argnetyńczyk. Budżet na tą walkę nie pozwala zakontraktować przeciwnika ze światowej czołówki, jednak ranga imprezy sprawia, że nie może to być też ktoś przypadkowy. Rozmawaimy z naprawdę dobrym zawodnikiem, nie będzie to żaden kelner, który przywiezie zwycięstwo na tacy i będzie zainteresowany jedynie wypłatą. Już niebawem ujawnimy jego nazwisko i kibice "Mastera" z pewnością nie będą mogli narzekać, to będzie dobra walka - zapewnia Gmitruk.
Ubiegłej nocy Abner Mares (22-0-1, 13 KO) pokonał Josepha Agbeko (28-3, 22 KO) w finale turnieju organizowanego przez telewizję Showtime i zdobył tytuł mistrza świata federacji IBF w wadze koguciej. Pojedynek zostanie w pamięci na długo, zwłaszcza za sprawą postawy sędziego ringowego - Russella Mory, który popełnił niezliczoną ilość błędów, co mogło wypaczyć ostateczny wynik walki.
Od kilku tygodni krążą plotki, że Oscar De La Hoya (39-6, 30 KO) myśli o powrocie między liny. Usłyszał o tym również jego były trener - Floyd Mayweather Senior, który uważa, że 'Złoty Chłopiec' nie powinien się zwracać do nikogo innego.
- Słyszałem, że Oscar myśli o powrocie. Jeżeli naprawdę chce to zrobić, powinien się ze mną zobaczyć - oświadczył szkoleniowiec.
De La Hoya zakończył niedawno kurację odwykową i choć w żadnych z wywiadów nie przyznał się od czego był uzależniony, nieoficjalnie mówi się, że Oscar miał problemy z kokainą. Choć od jego ostatniego występu minęły niemal trzy lata, wydaje się, że Golden Boy da sobie jeszcze jedną szansę i powróci, by spróbować zamazać fatalne wrażenie z potyczki z Mannym Pacquiao.
- Będę szczery. Myślę, że Oscar nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wróci na ring. Miejmy nadzieję, że skończyły się jego problemy i odzyskał już równowagę po kuracji odwykowej. Wydaje mi się, że on jeszcze przynajmniej jeden raz postara się wrócić na szczyt - powiedział Mayweather Sr.