Przedstawiamy kolejny film promujący starcie Tomasza Adamka (44-1, 28 KO) z Witalijem Kliczką (42-2, 39 KO), które odbędzie się 10 września na stadionie we Wrocławiu. Stawką pojedynku będzie należący do 40-letniego Ukraińca tytuł mistrza świata federacji WBC w kategorii ciężkiej.
Tydzień temu Tomasz Adamek (44-1, 28 KO) odbył swój pierwszy sparing w przygotowaniach do zaplanowanego na 10 września we Wrocławiu pojedynku z Witalijem Kliczką (42-2, 39 KO). Przez pierwsze dni Polakowi pomagał Malik Scott (32-0, 11 KO), a dzisiaj dołączył do niego rosły Deontay Wilder (17-0, 17 KO), brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Pekinie, obecnie bokser zawodowy i nadzieja amerykańskiej wagi ciężkiej.
Sparingpartnerzy nie zawodzą oczekiwań 34-letniego Adamka i jego szkoleniowca Rogera Bloodwortha. Dziś "Góral" walczył z nimi przez sześć rund, po trzy z 25-letnim Wilderem i o pięć lat starszym Scottem.
- Wilder to wysoki, silny bokser i widzę, że sparowanie z nim będzie bardzo dobrym treningiem. Malik Scott nie jest tak duży (193 centymetry wzrostu przy 201 Wildera, przyp. red.), ale za to silniej uderza. Między innymi dlatego ja i Roger jesteśmy z niego zadowoleni - ocenia polski pięściarz.
W wysoko położonej miejscowości Bushkill (stan Pensylwania) nie ma już takich upałów, jak w ostatnich dniach, kiedy temperatura dochodziła do 40 stopni ciepła. Zgodnie z zaleceniami Bloodwortha, Adamek musiał na pewien czas zrezygnować z treningów biegowych. Zamiast nich chodził na pływalnię. Teraz nie ma przeciwskazań, aby "Góral" znów zaczął biegać.
- Wolakowi należy się szancunek za jego determinację, ale walkę wygrywa ten, kto zadaje więcej skutecznych, mocniejszych i robiących największą krzywdę ciosów. Jak myślicie, skąd wzięła się ta kontuzja oka? - mówi Delvin Rodriguez (25-5-3, 14 KO), który dziesięć dni temu zremisował z Pawłem Wolakiem (29-1-1, 19 KO). Zakontraktowany na 10 rund pojedynek w nowojorskiej hali Roseland Ballroom był niezmiernie zacięty, a polski pięściarz od 6. odsłony walczył z wielką opuchlizną nad prawym okiem.
Chociaż statystyki ciosów po walce były korzystne dla Wolaka, Rodriguez jest przekonany, że to on zasłużył na wygraną. Dominikańczyk twierdzi, że gdyby pojedynek potrwał nieco dłużej, to mógłby pokusić się nawet o wygraną przed czasem.
- W nowej kategorii wagowej czułem się świetnie. Wolak chciał wykorzystać przewagę masy, ale pokonałem go jego własną metodą. Byłem od niego silniejszy. Pod koniec walki trafiłem go serią trzech ciosów. Zabrakło mi trzydziestu sekund, aby go skończyć. Na rewanż z Wolakiem jestem gotowy o każdej porze. Tej walki chcą kibice, a boks jej po prostu potrzebuje - mówi 31-letni pięściarz.
Rewanż, o którym wspomina Rodriguez, może odbyć się 3 grudnia w słynnej nowojorskiej hali Madison Square Garden. Walką wieczoru ma być wtedy, również rewanżowe, starcie Miguela Cotto (36-2, 29 KO) z Antonio Margarito (38-7, 27 KO). Bokser z Dominikany marzy o konfrontacji ze zwycięzcą tej potyczki, której stawką będzie należący do Cotto tytuł federacji WBA w limicie 154 funtów (ok. 69,9 kg).
Ronald Wright (51-5-1, 25 KO) już kilka razy przymierzał się do powrotu między liny, ale za każdym razem coś lub ktoś stawało mu na drodze. Popularny "Winky" ostatnim razem miał skrzyżować na przykład rękawice z Matthew Macklinem, lecz gdy i ta opcja odpadła, Anglik zaatakował potem pas WBA należący do Felixa Sturma i był naprawdę blisko sukcesu.
Teraz Wright wyznaczył prawdopodobną datę swojego "come backu" po ponad dwuletniej przerwie. Dawny król kategorii junior średniej zapowiada swoją walkę na przełomie listopada oraz grudnia z rywalem z wyższej półki. Odrzuca nawet pomysł swojego rewanżu na Paulu Williamsie, dopóki ten nie odbuduje swojej pozycji sprzed kilku miesięcy. Naturalnie w grę wchodzi tylko waga średnia. Niżej "Winky" już raczej nie zejdzie, a z wycieczki do super średniej wyleczył go już jakiś czas temu Bernard Hopkins.
W czwartek po południu w Global Boxing Gym (North Bergen, stan New Jersey) odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca zaplanowaną na 29 lipca galę boksu w Uncasville (Connecticut), gdzie głównym wydarzeniem wieczoru będzie konfrontacja Mariusza Wacha (24-0, 12 KO) z dobrze pamiętanym przez polskich kibiców Kevinem McBride'em (35-9-1, 29 KO). 38-letni "Irlandzki Kolos" zapewnia, że nie czuje się wypalonym pięściarzem, a w przyszłości chce jeszcze powalczyć o poważne tytuły.
Emanuel Steward w rozmowie z BoxingScene.com wyznał, że prawdopodobnie będzie pracował z Tysonem Fury (15-0, 10 KO) - nowym mistrzem Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej w wadze ciężkiej.
W sobotni wieczór na gali w Londynie olbrzymi Fury odnotował największe w karierze zwycięstwo, wyraźnie wygrywając z Dereckiem Chisorą (14-1, 9 KO) po dwunastu rundach.
Kilka dni temu 23-letni pięściarz wywołał burzę komentarzy, zapewniając, że bije mocniej od braci Kliczko, co przyznać miał sam Steward, który od lat zajmuje Władimirem. Emanuel potwierdza, że Fury dysponuje ogromną siłą, lecz stawia go 'zaledwie' na równi z ukraińskimi braćmi.
- Fury dysponuje potężnym uderzeniem. Bije tak mocno jak bracia Kliczko - orzekł słynny szkoleniowiec.
Niespełna 25-letni Carl Frampton (10-0, 6 KO) stanie przed największą szansą w swojej karierze 10 września na gali w rodzinnym Belfascie. Już w 11 zawodowej walce zmierzy się z aktualnym mistrzem Europy dywizji super koguciej Hiszpanem Kiko Martinezem (25-3, 18 KO). Walka będzie poprzedzała wydarzenie wieczoru, czyli pojedynek Breidisa Prescotta (24-2, 19 KO) z Paulem McCloskeyem (22-1, 12 KO). Frampton liczy, że wsparcie kibiców pozwoli mu pokonać bardziej doświadczonego oponenta i zdobyć prestiżowy tytuł.
- Chciałem tej walki od bardzo długiego czasu jestem w 100% pewny, że jestem w stanie pokonać Kiko. Jest bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem walczącym na najwyższym poziomie, jednak moim zdaniem jestem od niego lepszy i najlepszą możliwością by to udowodnić, będzie pojedynek na oczach moich kibiców. To największe starcie w mojej karierze i jestem bardzo podekscytowany. Liczę, że walka dobrze się sprzeda, a wsparcie kibiców pomoże mi wygrać - powiedział Frampton.
Niewątpliwie 28-letni Peter Quillin (25-0, 19 KO) to utalentowany zawodnik, dla którego walka o mistrzostwo świata jest już tylko kwestią czasu. Podczas swojego ostatniego występu na gali w Las Vegas, zanotował kolejne zwycięstwo przed czasem i coraz głośniej wyzywa do walki najlepszych. Ciekawe który z panujących na tronach dywizji średniej mistrzów, ośmieli się zaryzykować starcie z niebezpiecznym pięściarzem z Grand Rapids. Tymczasem poniżej prezentujemy krótki wywiad z 'Czekoladowym Dzieciakiem', w którym pojawiają się między innymi Kobe Bryant, Sergio Martinez i biologia.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Peter Quillin: Zacząłem trenować w wieku 15 lat.
- Ulubiony pięściarz wszechczasów?
PQ: Sugar Ray Leonard, za jego szybkość, siłę i serce do walki.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
PQ: Pamiętam jak pierwszy raz w wieku siedmiu lat założyłem rękawice bokserskie i zacząłem walczyć z chłopakiem, który miał 13 lat. Skoczyłem na niego i rozkwasiłem mu nos (śmiech).
Freddie Roach, szkoleniowiec mistrza świata federacji IBF i WBA w kategorii junior półsredniej Amira Khana (26-1, 18 KO) wyraził nadzieję na szybką unifikację tytułów w bieżącej dywizji jego podopiecznego, a następnie przeniesienie się do wagi półśredniej i konfrontację z Floydem Mayweatherem Jr (41-0, 25 KO). Amerykański trener zdradził, że Brytyjczyk po raz kolejny na ring ma wyjść w grudniu, a do pojedynku z "Pretty Boyem" ma dojść już w 2012 roku.
Wśród potencjalnych rywali 24-letniego Khana wymienia się Timothy'ego Bradleya (27-0, 11 KO), Roberta Guerrero i Erika Moralesa. Aby słowa Roacha o unifikacji pasów w limice 140 funtów (ok. 63,5 kg) mogły się spełnić, jego podopieczny musiałby zmierzyć się z tym pierwszym, posiadaczem tytułów federacji WBC i WBO.
- Uważam, że szybkość Amira może sprawić Mayweatherowi sporo kłopotów. Floyd nie walczy od maja ubiegłego roku, więc do walki z nim nie dojdzie tak szybko. Dlatego chciałbym, żeby wcześniej Amir stoczył jeszcze jeden pojedynek. Stoczymy tę walkę w grudniu, a następnie być może już z Mayweatherem. Naprawdę chciałbym, żeby Amir wcześniej zrobił porządek w wadze junior półśredniej i zunifikował tytuły, ponieważ już dawno nikt tego nie osiągnął - powiedział Roach.
Były czempion WBO wagi junior ciężkiej, 44-letni dzisiaj Ivenson Ranny "Johnny" Nelson, który swoją karierę zakończył w listopadzie 2005 roku, komentując pojedynek mistrzów świata wagi junior półśredniej - Amira Khana (26-1, 18 KO) i Zaba Judaha (41-7, 28 KO), powiedział, że nie wierzy w możliwość walki Anglika z byłym mistrzem świata w pięciu kategoriach wagowych, Floydem Mayweatherem Jr (41-0, 25 KO).
- Szczerze mówiąc, nie sądzę, by ta walka się odbyła - mówi Nelson. - Te wszystkie rozmowy prowadzone na jej temat, to moim zdaniem tylko i wyłącznie zwykły marketing. Jest to ciekawe wyzwanie przede wszystkim dla Khana, więc Mayweather z tego tylko powodu nie będzie specjalnie zainteresowany tym pojedynkiem. Będę bardzo zdziwiony jeśli do niego dojdzie - zakończył Brytyjczyk.
Po zwycięstwie nad Zabem Judahem (41-7, 28 KO), jedynym wyzwaniem w dywizji junior półśredniej dla Amira Khana (26-1, 18 KO) jest starcie z mistrzem WBO i WBC Timothy'm Bradleyem (27-0, 11 KO). Khan twierdzi, że ten pojedynek to dla "Pustynnej Burzy" aktualnie najrozsądniejsza opcja, a jeśli się na nią nie zgodzi utraci swoje pasy.
- Bradley jest jedną z opcji, ponieważ aktualnie nie ma zaplanowanej żadnej walki. Manny walczy z Marquezem, Floyd z Ortizem, zatem kto mu został? Nikt. Jeśli nie weźmie walki ze mną będzie nieaktywny przez rok, a jest w najlepszym momencie swojej kariery, więc musi często wchodzić do ringu. Ma tytuły WBC I WBO, jednak jeśli będzie siedział bezczynnie to je straci. Mogę wejść do ringu z każdym i chcę pojedynku z Bradleyem, jednak to on mnie unika - powiedział Khan, który po podbiciu swojej kategorii chętnie zmierzyłby się z samym Floydem Mayweatherem Jr (41-0, 25 KO), jednak zanim dojdzie do tego starcia, chciałby stoczyć jeszcze pare pojedynków, by wyrobić sobie nazwisko.
- Mogę walczyć z każdym, nawet Mayweather może być następny. Jednak kiedy wejdę z nim do ringu chcę już być rozpoznawalny, chce być na tym samym poziomie co on. Chcę, aby pojedynek Khan-Mayweather był tak samo medialny jak starcie Floyda z Pacquiao. Chcę grać w tej samej lidze co oni, jednak potrzebuję jeszcze paru walk - zakończył Khan.
W środę po południu gościliśmy w "Action Club" na warszawskiej Pradze, gdzie trenują pięściarze grupy O'Chikara Gmitruk Team. Przedstawiamy fragment sparingu Macieja Sulęckiego (6-0, 2 KO) i Michała Starbały (2-0, 0 KO). Ten pierwszy, występujący w wadze średniej pięściarz przygotowuje się do występu na gali w Częstochowie. Zawodnik współpromowany przez Andrzeja Gmitruka i Tomasza Babilońskiego 5 sierpnia zmierzy się z Miką Joensuu (12-5, 3 KO) z Finlandii.
Zwycięstwo Amira Khana (26-1, 18 KO) w pojedynku unifikacyjnym z Zabem Judahem (41-7, 28 KO) nie zrobiło wrażenia na Timothym Bradleyu (27-0, 11 KO). 'King' dominował od pierwszego gongu i zwyciężył przez nokaut w piątej rundzie. Tuż po walce rozgorzała dyskusja na temat, czy cios kończący nie był zadany za nisko, ale zdaniem Bradleya nie ma to żadnego znaczenia - 'Super' Zab powinien był wstać i walczyć dalej, a nie poddawać się i szukać wymówek.
- Judah nie wyszedł do ringu z myślą o zwycięstwie. On był tam, żeby odebrać czek z ostatnią dużą wypłatą. To straszne, że mistrz świata myślał wtedy tylko o pieniądzach - powiedział Bradley. - Niezależnie od tego, czy był to prawidłowo zadany cios na korpus, czy też uderzenie poniżej pasa, Judah powinien był wstać. On zdawał sobie sprawę, że Khan jest dla niego za mocny i poddał się przy pierwszej okazji. Nie chciał oberwać zbyt wiele, więc dał się wyliczyć. To straszne.
Choć były mistrz federacji WBA, David Haye, jest jedynym obecnie brytyjskim bokserem wagi ciężkiej, który udowodnił przynależność do ścisłej światowej czołówki, na Wyspach wypłynęło w ostatnim czasie kilka kolejnych talentów, które w przyszłości mogą powalczyć o najwyższe trofea. Jak więc prezentuje się lista dziesięciu najlepszych brytyjskich ciężkich?
1. David Haye (25-2, 23 KO). Wciąż nie wiemy, czy kiedykolwiek przyjdzie nam jeszcze zobaczyć 'Hayemakera' w ringu, lecz gdyby były mistrz dwóch kategorii zdecydował się przedłużyć nieco karierę, z całą pewnością znajdzie się dla niego kilka ciekawych walk, jak choćby pojedynek z Witalijem Kliczko lub zwycięzcą potyczki Powietkin-Czagajew. Jeśli Haye nie zawiesi rękawic na kołku to jeszcze długo pozostanie najlepszym ciężkim na Wyspach Brytyjskich.
2. Tyson Fury (15-0, 10 KO). Numerowi dwa naszej listy wiele brakuje do 'Hayemakera', lecz jako posiadacz tytułu mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej, Fury zasługuje na swą wysoką lokatę. Tyson ma wspaniałe warunki, ogromną ambicję i cechuje go zdrowa w tym przypadku cierpliwość. 23-letni pięściarz chce najpierw dołożyć do kolekcji pasy championa Irlandii oraz Europy, nim rzuci wyzwanie mistrzom świata.
3. Dereck Chisora (14-1, 9 KO). 'Del Boy' zawiódł w walce z Furym, czego przyczyną było fatalne przygotowanie fizyczne i taktyczne. Chisora ważył o 7,5 kg więcej, niż w poprzednim występie i trzeba przyznać, że dodatkową wagę stanowił sam tłuszcz. Tak czy inaczej, Dereck wciąż ma spore możliwości, lecz zagadką pozostaje czy zdoła i zechce powrócić po pierwszej porażce.
4. Audley Harrison (27-5, 20 KO). Pomimo fatalnego występu z listopada ubiegłego roku, kiedy 'A Force' przegrał z Hayem niemal bez wyprowadzenia ciosu, Harrison nie zakończył kariery i wciąż może przetestować, a może nawet pokonać każdego na Wyspach (za wyjątkiem 'Hayemakera'). Ostatnio Audley ogłosił, że chce zmierzyć się ze zwycięzcą walki Fury-Chisora.
Edison Miranda (34-5, 29 KO) kończy przygotowania do piątkowego pojedynku z Yordanisem Despaigne (8-1, 4 KO). 'Pantera' zapewnia, że nigdy nie czuł się tak dobrze i zapowiada nokaut na kubańskim przeciwniku.
- Czuję się doskonale w limicie kategorii półciężkiej. W końcu nie muszę martwić się wagą. Przed każdą z dotychczasowych walk czułem się znakomicie do czasu, kiedy musiałem zbić ostatnie 10-15 funtów. Teraz nie muszę już spalać mięśni w decydującym momencie obozu przygotowawczego - oznajmił 30-letni Kolumbijczyk.
- Jestem gotów, by udowodnić, że 'Pantera' powraca. Wszyscy pamiętacie co zrobiłem Davidowi Banksowi jeszcze w wadze super średniej. W półciężkiej jestem nawet silniejszy. Prosiłem Komisję Bokserską Stanu Nevada, by wypchali watą przestrzeń wokół ringu. Jeśli wielka głowa nie zatrzyma Despaigne na linach, wata będzie jego ostatnią nadzieją - dodaje pewny siebie Miranda.
Saul Avelar, asystent Teddy'ego Atlasa i zarazem drugi trener Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO), zdecydował się przełożyć swój ślub w związku z pojedynkiem podopiecznego o mistrzostwo świata przeciwko Rusłanowi Czagajewowi (27-1-1, 17 KO). Pojedynek 31-letniego Rosjanina z rok starszym Uzbekiem odbędzie się 27 sierpnia w niemieckim Erfurcie. Jego stawką będzie wakujący tytuł WBA World w kategorii ciężkiej.
Avelar i jego wybranka Marion planowali stanąć na ślubnym kobiercu 24 lipca w Las Vegas. Po otrzymaniu informacji o terminie kluczowej w karierze Powietkina walki, narzeczeni postanowili o przełożeniu uroczystości, dochodząc do wniosku, że udział trenera w przygotowaniach rosyjskiego boksera jest kwestią priorytetową.
Być może Avelar nie musiałby zmieniać planów, gdyby Tedy Atlas podtrzymał swój wcześniejszy wybór i nie zdecydował się przylecieć do Rosji na obóz przygotowawczy pretendenta do tytułu WBA. Amerykański szkoleniowiec Powietkina tłumaczył, że w USA zatrzymają go zobowiązania wobec telewizji ESPN, w której pracuje jako bokserski ekspert. O rozwiązaniu współpracy z trenerem zdążył poinformować obóz Powietkina, ale kilka dni później ogłoszono, że w podmoskiewskim Czechowie Atlas jednak zdoła się pojawić.
Ostre tempo narzucił sobie mistrz federacji WBA w wadze muszej - Hernan Marquez (31-2, 24 KO). 22-letni 'Tyson' zdobył tytuł na początku kwietnia i ma już za sobą pierwszą obronę, a jeszcze przed końcem sierpnia stoczy kolejny pojedynek.
Tym razem młody Meksykanin wybierze się aż do Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie w stolicy zmierzy się z Tomonobu Shimizu (18-3-1, 9 KO). Na tej samej gali do kolejnej obrony swojego mistrzowskiego pasa stanie również ulubieniec Japończyków - Koki Kameda.
Wśród życzeń szybkiego powrotu do zdrowia dla mistrza świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej Krzysztofa Włodarczyka (45-2-1, 32 KO), które wpływają do naszej redakcji, znalazły się również ciepłe słowa od zespołu Tomasza Adamka. Poniżej zamieszczamy ich treść.
"Adamek Team życzy Krzysztofowi Włodarczykowi szybkiego powrotu do zdrowia i dużo siły w tych trudnych dla niego dniach. Krzysiek, trzymaj się! Jesteśmy myślami z Tobą i wierzymy, że na pewno wygrasz tę walkę!"
Mistrz federacji WBC i WBO w wadze junior półśredniej, Timothy Bradley (27-0, 11 KO), nie ma zamiaru wychodzić do ringu z championem pozostałych dwóch organizacji - Amirem Khanem (26-1, 18 KO).
Obecnie 'Desert Storm' uwikłany jest w w spór z byłym promotorem Garym Shawem i grupą Thompson Boxing. Blisko 28-letni Bradley chce powrócić między liny w samej końcówce rokiu 2011 lub już na początku 2012. Pewne jest tylko to, że rywalem Amerykanina nie będzie Khan.
- Jestem obecnie w dobrej pozycji i zamierzam to w pełni wykorzystać. Mam swój plan, a Khan nie jest jego częścią. Poluję na wielkie walki, na moim celowniku znajdują się Pacquiao i Mayweather. W tej kategorii zrobiłem już swoje - oświadczył Bradley.
- Jestem przekonany, że spotkam się teraz z krytyką, ale to na mnie nie wpłynie. Zamierzam zrobić to, co będzie najlepsze dla mojej rodziny i kariery. Mówcie co chcecie, nie będę się tym przejmował - zakończył niepokonany Amerykanin.
W ubiegłym tygodniu informowaliśmy, że walką z Pawłem Wolakiem (29-1-1, 19 KO) zainteresowany jest dawny pretendent do tytułu IBF - Deandre Latimore (22-3, 17 KO). 25-letni Amerykanin jest przekonany, że razem z 'Wściekłym Bykiem' stworzyliby kolejne niezapomniane widowisko dla kibiców.
LATIMORE RZUCA WYZWANIE WOLAKOWI >>
W odpowiedzi polski pięściarz wyjawił, że ma do wyboru pięć lub sześć ofert, a pojedynek z Latimorem nie przyciagnie uwagi mediów i nie zechce go pokazać żadna stacja telewizyjna. Wolak dodaje, że może zmierzyć się z Deandre, gdy ten odniesie jakieś znaczące zwycięstwo i wzrośnie jego wartość rynkowa.
- To twardziel, który z całą pewnością zasługuje na mój szacunek. Problem w tym, że nasza walka nie miałaby teraz sensu, bo nikt nie zechciałby za to zapłacić. Reszta moich potencjalnych przeciwników jest bardziej rozpoznawalna od Latimore'a. Jeżeli jednak on zdoła przekonać jakąś stację telewizyjną do pokazania tego pojedynku i zapłacenia nam dobrych pieniędzy, chętnie się z nim zmierzę - oświadczył Wolak.
- Do moich obowiązków należy dawanie fanom ekscytujących walk. Zobaczymy jaką ugodę uda nam się zawrzeć i na co przystaniemy wspólnie z promotorem i przedstawicielami telewizji. Pojedynek z Latimorem to ciekawa opcja, może ten temat jeszcze wróci w przyszłości - zakończył 'Wściekły Byk'.
Były mistrz świata federacji WBA w wadze ciężkiej Nikołaj Wałujew (50-2, 34 KO) póki co nie zamierza wracać na ring, jednak z zainteresowaniem śledzi wydarzenia w najcięższej kategorii, gdzie niepodzielnie królują bracia Władimir (56-3, 49 KO) i Witalij Kliczkowie (42-2, 39 KO). Zdaniem 37-letniego Rosjanina jest tylko jeden pięściarz, który może przełamać hegemonię ukraińskich braci. Wałujew ma na myśli swojego rodaka Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO).
- Myślę, że może tego dokonać Powietkin, ma na to szanse. Poza nim nie widzę nikogo, kto mógłby to zrobić. Aleksander może z powodzeniem konkurować z Władimirem, ale przedtem musi poprawić niektóre elementy. Aby zwyciężyć, musi zmusić Kliczkę do poruszania się po ringu, ponieważ sam zuchwały atak to za mało. Niezbędne do wygranej będzie atakowanie z różnych płaszczyzn - to jedyna szansa na przełamanie obrony Kliczki: podejść bliżej i uderzyć. Innych możliwości nie widzę, bo różnica wzrostu nie będzie działać na korzyść Saszy - tłumaczy Wałujew, który ostatnią jak dotąd walkę stoczył w listopadzie 2009 roku, przegrywając na punkty z Davidem Haye'em.
Aby myśleć o konfrontacji z którymś z braci Kliczków, 31-letni Powietkin musi najpierw poradzić sobie z Rusłanem Czagajewem (27-1-1, 17 KO). Do starcia, którego stawką będzie wakujący pas mistrza świata WBA World, dojdzie 27 sierpnia w niemieckim Erfurcie. O wygranej swojego kolegi z 32-letnim Uzbekiem Wałujew jest przekonany.
Nie związany z żadną grupą promocyjną Troy Ross (24-2, 16 KO) miał kłopoty z dopchaniem się do rewanżu ze Steve'em Cunninghamem, który w dość kontrowersyjnych okolicznościach pokonał go rok temu i wyszarpał z rąk pas federacji IBF kategorii cruiser. Dlatego właśnie mocno bijący mańkut z Kanady postanowił rozpocząć współpracę z Gregiem Leonem, który odtąd będzie jego doradcą oraz konsultantem.
- Troy jest jednym z najlepszych zawodników świata swojej dywizji. Moim zadaniem będzie doprowadzenie do jego rewanżu z Cunninghamem lub potyczki z jednym z innych mistrzów świata - stwierdził Leon.
- Rozmawialiśmy już o tym od dawna, lecz teraz przyszedł odpowiedni moment na taką współpracę - dodał od siebie najwyżej notowany pięściarz w rankingu federacji IBF.
Podobnie jak wielu innych ludzi powiązanych z tym sportem, Ishe Smith (22-5, 10 KO) był obecny na sobotniej gali boksu w Mandalay Bay. Uwagę 33-letniego 'Sugar Shaya' zwrócił szczególnie występ niepokonanego Petera Quillina (25-0, 19 KO), który potrzebował pięciu rund na zdemolowanie Jasona LeHoullier.
Kilka dni temu 'Kid Chocolate' rzucił wyzwanie samemu Sergio Gabrielowi Martinezowi (47-2-2, 26 KO), lecz 'Maravilla' odpowiedział, że jedyny podopieczny Freddiego Roacha, który go interesuje to Manny Pacquiao. Smith uważa, że sam jest odpowiednim przeciwnikiem dla Quillina i ma nadzieję, że uda się doprowadzić do takiej walki w końcówce roku.
- Ten pojedynek byłby bardzo ciekawy. Wydaje mi się, że Quillin jest zainteresowany, a ja również chcę walczyć - powiedział Ishe. - Peter chciałby pokazać na co go stać, ja z kolei nie mam rywala, bo wszyscy mnie unikają. Jestem wolnym agentem, więc sfinalizowanie kontraktu nie będzie trudne.
W ostatni weekend na gali w Ciudad Obregon mistrz federacji WBO wagi piórkowej Orlando Salido (36-11-2, 24 KO) po raz pierwszy obronił swój tytuł. "Siri" przez cały pojedynek rozbijał ambitnego Kenichi Yamaguchiego (17-2-2, 4 KO) i w jedenastej rundzie sędzia Roberto Ramirez zlitował się nad Japończykiem przerywając walkę. Salido podczas walki doznał kontuzji prawej ręki i być może przesunie to w czasie wyczekiwany przez kibiców rewanż z Juanem Manuelem Lopezem (30-1, 27 KO) planowany na październik.
- Podczas walki doznałem bolesnej kontuzji prawej ręki, dlatego nie mogłem uderzać z pełną siłą. Yamaguchi był dobrym oponentem, był bardzo niewygodny. Lekarze wykluczyli złamanie, jednak chcę zrobić dokładniejsze badania i będziemy wiedzieli co mi dolega. Mogę wyjść do pojedynku unifikacyjnego z mistrzem WBC Johnny'm Gonzalezem lub dać rewanż Juanowi Manuelowi Lopezowi. Są jednak jeszcze inne opcje, o których będę rozmawiał w najbliższych dniach z promotorem - oznajmił Salido.
- Tragedia Włodarczyka i jego rodziny nie ma nic wspólnego z kłopotami finansowymi - mówi Andrzej Wasilewski, promotor Krzysztofa 'Diablo' Włodarczyka, który z powodu przedawkowania leków antydepresyjnych trafił w czwartkowe popołudnie do szpitala.
Kamil Wolnicki: Jak się czuje Krzysztof Włodarczyk?
Andrzej Wasilewski: Wydaje się, że fizycznie jest dobrze, oczywiście biorąc pod uwagę całą sytuację. Co do psychiki wiem mniej, bo potrzeba trochę czasu i kolejnych konsultacji. Pozornie wygląda na to, że wszystko szybko wraca ku dobremu.
KW: O sytuacji Krzyśka wiedzieliście wcześniej?
AW: Miał problemy rodzinne, z którymi sobie nie potrafił poradzić. My, jako grupa, a właściwie rodzina, robiliśmy dla Diablo wszystko, co można. Decyzje życiowe trzeba jednak podejmować samemu. I to on z najbliższymi musi zdecydować, co dalej.
W Ośrodku Sportowym grudziądzkiego „Startu” w dniach 10-22.07.2011r. odbyło się zgrupowanie młodych pięściarek Kadr Wojewódzkich Okręgowych Związków Bokserskich. Kadrę szkoleniową tworzyli: trener Młodzieżowej Kadry Narodowej Kobiet - Marek Węgierski, Andrzej Porębski, Wiesław Zawadzki, Henryk Kwiatkowski. Zajęcia odbywały się trzy razy dziennie w sali, ponadto odbywały się biegi w pobliskim lesie. Młode zawodniczki pracowały głównie nad techniką oraz kondycją, a ćwiczenia te były przeplatane walkami szkoleniowymi, sparingowymi. Zdaniem trenera Marka Węgierskiego zawodniczki podeszły do treningów z dużym zaangażowaniem i sumiennością.