Dwójka sędziów, którzy przyznali Paulowi Williamsowi (40-2, 27 KO) wygraną nad Erislandym Larą (15-1-1, 10 KO) wystawiła się na falę krytyki i nawet trzeci z nich, punktujący remis, ostro naraził się opinii publicznej. Wydźwięk tamtego - nazwijmy to po imieniu - przekrętu, był ogromny. Większość obserwatorów, w tym między innymi Roy Jones Junior czy Harold Lederman, zgodnie typowali 9 do 3. w rundach na korzyść Kubańczyka, czyli 117:111. Innego zdania była za to trójka "sprawiedliwych". Al Bennett punktował ten pojedynek 114:114, Hilton Whitaker Jr 115:114, zaś Donald Givens 116:114. Teraz wszyscy poniosą konsekwencje.
Wczoraj Komisja Sportowa Stanu New Jersey oficjalnie zawiesiła całą trójkę na czas nieokreślony. Jeżeli zechcą powrócić do pełnionej wcześniej funkcji, najpierw będą musieli przejść dodatkowe szkolenia oraz sprawdziany.
Zajmujący się całą sprawą Aaron Davis przyznał, iż nie znaleziono żadnych poszlak mówiących o przekupstwie, natomiast podkreślił również, że to co wydarzyło się w minioną sobotę, było czymś mało chlubnym. Może będzie to dobry przykład i nauczka dla innych sędziów?
A tak marginesie - czy ktoś z Was pamięta jeszcze walkę Sławka Ziemlewicza z Dawidem Kowalskim? Tą pierwszą walkę, kiedy Kowalski obijał od drugiej do ósmej rundy swojego kolegę klubowego, po czym każdy z sędziów punktował inaczej, co ostatecznie skończyło się remisem... W rewanżu wygrał już jak najbardziej zasłużenie Sławek, ale pierwsza ich potyczka to chyba największy przekręt - przynajmniej w mojej ocenie, w historii polskiego boksu zawodowego. Dobrze chociaż, że Ziemlewicz pokazał klasę w rewanżu i odkupił winy sędziów z pierwszego spotkania. Tak czy siak dwa lata wcześniej zdecydowanie lepszy był Kowalski i tego nikt mu nie odbierze, tak samo jak wymieniona wyżej trójka nie odbierze Kubańczykowi tego, że w rzeczywistości był lepszy od Williamsa.
Już za kilkadziesiąt godzin w Nowym Jorku Paweł Wolak (29-1, 19 KO) skrzyżuje rękawice z Delvinem Rodriguezem (25-5-2, 14 KO). 31-letni rywal polskiego pięściarza pochodzi z Dominikany, ale od 10. roku życia przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Nie znał kraju i języka, a o USA najwięcej dowiedział się po rozpoczęciu treningów w bokserskim gymie.
Jako amator stoczył 65 zwycięskich pojedynków, przegrywał siedmiokrotnie. Na zawodowym ringu zadebiutował w 1999 roku. Dziś w jego bilasie walk przy 25 wygranych widnieje 5 przegranych i 2 remisy. Z dotychczasowego przebiegu kariery zawodowej Dominikańczyk jest niezadowolony, ale starcie z Wolakiem jest dla niego "szansą na zabłyśnięcie". - Moja kariera jest do tej pory bardzo rozczarowująca. Miałem problemy menedżerskie, promotorskie. Za mną walki z twardymi rywalami i niekiedy również oszustwa. Jeśli spojrzymy na mój rekord walk, tylko przy jednym pojedynku mogę powiedzieć: "tak, przegrałem tę walkę" - mówi Rodriguez o porażce w 2007 roku z Jesse Feliciano (15-10-3, 9 KO) przez techniczny nokaut w 8. rundzie.
Rodriguez podkreśla, że choć na zawodowym ringu przegrywał kilka razy, większość jego porażek była niezasłużona. Bokser mieszkający w stanie Connecticut boleśnie wspomina szczególnie przegrane z Ashleyem Theophane'em (29-4-1, 7 KO) (ostatnia dotychczas walka Dominikańczyka, w lipcu 2010 roku) oraz z Rafałem Jackiewiczem (38-9-1, 19 KO). Do pojedynku z Polakiem doszło w listopadzie 2009 roku w Ełku. Po twardym i wyrównanym eliminatorze do walki o pas federacji IBF w wadze półśredniej, sędziowie ogłosili zwycięstwo Polaka.
- Najgorsze były walki z Theophane'em i Jackiewiczem w Polsce. Po tych walkach pomyślałem: "Co u licha? Czy muszę kogoś zabić, żeby wygrać?" Tak właśnie się czułem. Schodzisz z ringu i myślisz: "koniec z tym". Mam jednak serce wojownika i kiedy wracałem po tych porażkach do domy myślałem: "Nie mogę tego tak zostawić. Muszę wrócić i coś udowodnić" - wspomina Rodriguez, który przed starciem z 29-letnim Wolakiem wydaje się być bardzo zmotywowany.
Andrzej Wasilewski przekonuje, że najbardziej prawdopodobnymi scenariuszami dla mistrza świata WBC kategorii junior ciężkiej Krzysztofa Włodarczyka (45-2-1, 32 KO) są walki w Australii bądź Niemczech. Z inicjatywą pokazania się na arenach zagranicznych wyszedł sam "Diablo", który powiedział swojemu teamowi, że potrzebuje większych wyzwań i większej adrenaliny, a żywiołowy doping polskiej widowni zamiast pomagać, tylko go usztywnia, ponieważ za bardzo zależy mu na tym, aby pokazać się kibicom z jak najlepszej strony.
Jedną z rozważanych opcji jest pojedynek z 38-letnim mistrzem świata organizacji IBO Dannym Greenem (31-3, 27 KO), który w swoim kraju jest jednym z najpopularniejszych sportowców. Ich walka mogła by się odbyć na stadionie piłkarskim, a zwycięstwem na Antypodach "Diablo"zmazałby złe wrażenie, jakie zostało po jego mało efektownej walce z oficjalnym pretendentem do tytułu Francisco Palaciosem (20-1, 13 KO).
- Według wstępnych rozmów gala w Australii miałaby się odbyć w połowie listopada. W grę wchodzi pojedynek na stadionie, więc kibice mieliby prawdziwe święto sportu, a Krzysiu wielkie pieniądze - uważa Wasilewski.
Drugą najpoważniejszą opcją, jak zapewnia największy polski promotor Andrzej Wasilewski, jest walka unifikacyjna z mistrzem świata WBO, 26-letnim Marco Huckiem (32-1, 23 KO). Wydaje się być trudniejszym zadaniem dla jedynego polskiego mistrza świata, ale zwycięstwo u naszego zachodniego sąsiada przyniosło by Włodarczykowi szacunek kibiców.
- Na razie termin jest tylko roboczy, ale rozmowy dotyczą 29 października - twierdzi promotor "Diablo".
Zanim jednak "Diablo" mógłby zawalczyć z jednym bądź drugim, muszą oni wygrać swoje pojedynki. Niemiec walczy 16 lipca z Argentyńczykiem Hugo Hernanem Garay'em (34-5, 18 KO), natomiast Australijczyk zmierzy się 20 lipca z Amerykaninem Antonio Tarverem (28-6, 19 KO).
Znakomicie poczyna sobie podczas 9. Mistrzostw Europy Uczniów (Schoolboys) w Groznym wychowanek Jarosława Przygody - Eryk Giermak (obaj na zdjęciu). Dzisiaj w półfinale wagi do 62 kg młodziutki pięściarz Gardy Chojna pokonał przez RSC w 2. starciu (po dwóch liczeniach) Ukraińca Marka Domaskina, awansując do finału imprezy, w którym skrzyżuje rękawice z Ormianinem Wiktorem Juzikowiczem.
Tym samym Eryk co najmniej wyrówna wynik Adama Kośmidera, który 6 lat temu w rosyjskim Twerze zdobył srebrny medal wagi do 59 kg, ulegając w finale na punkty Rosjaninowi Iwanowi Korniewowi.
Wczoraj odbyła się konferencja prasowa przed starciem mistrza świata organizacji WBO w wadze junior ciężkiej Marco Hucka (32-1, 23 KO) przeciwko Hugo Hernanowi Garayowi (34-5, 18 KO). Na ostatnim spotkaniu bokserów z mediami przed sobotnią walką w Monachium doszło do skandalu. Pretendent z Argentyny przybył z wielkim spóźnieniem, a już na miejscu zachował się w prowokacyjny sposób.
- Jestem bardzo pewny siebie. Przyjechałem do Niemiec, aby wygrać pas mistrzowski - oznajmił zgromadzonym Garay. 26-letni mistrz świata wyraził swoją dezaprobatę wobec spóźnienia rywala na konferencję i obiecał, że w sobotę spotka go za to kara.
- Teraz się śmieje, ale w sobotę będzie beczeć. Garay zachowuje się po prostu śmiesznie. Nie może być tak, że ktoś nie okazuje szacunku mnie, mojego zespołu, dziennikarzy i unika za to wszystko konsekwencji. Na ringu Garay będzie modlić się o zmiłowanie - zapowiedział pięściarz niemieckiej grupy Sauerland Event.
Podczas tradycyjnego pojedynku spojrzeń dla fotoreporterów pretendent spróbował pocałować Hucka, co doprowadziło do ostrej wymiany zdań. Pięściarzy rozdzielono, jednak Garay nie przestawał krzyczeć i wymachiwać rękami.
Podczas konferencji prasowej poświęconej unifikacyjnej potyczki w Las Vegas, mistrz świata federacji IBF w kategorii junior półśredniej Zab Judah (41-6, 28 KO) odmówił odpowiadania na pytania angielskich dziennikarzy. 23 lipca w Mandalay Bay przeciwnikiem "Super Zaba" będzie występujący pod flagą Wielkiej Brytanii Amir Khan (25-1, 17 KO), posiadacz tytułu organizacji WBA.
Jak tłumaczy swoje zachowanie 33-letni Judah, nie dostanie on ani centa za transmisję telewizyjną walki z Khanem na Wyspy Brytyjskie, gdzie zostanie ona przeprowadzona w systemie pay-per-view. 24-letni Khan postawy swojego przeciwnika komentować nie chciał.
Kibice na Wyspach już zacierają ręce przed sobotnim starciem między niepokonanym Johnem Murrayem (31-0, 18 KO), a Kevinem Mitchellem (31-1, 23 KO). Walka odbędzie się w Echo Arena w Liverpoolu, a stawką będzie pas WBO Inter-Continental wagi lekkiej. Mitchell na 2 dni przed starciem zapowiedział wielkie show w jego wykonaniu, a także opowiedział o tym kto bardzo przyczynił się do tego, że odstawił alkohol na bok i znów zaczął należycie trenować.
- W tej walce widzę moją ostatnią szansę. Dlatego właśnie jadę tam w sobotę, by dać kibicom wielkie widowisko i powrócić. Zobaczycie moją świetną formę. Poukładałem swoje życie, mama bardzo mi pomogła, nawet w przygotowaniach do najbliższego pojedynku. Wracałem zmęczony z treningów, a jedzenie było na stole, wszystkie ubrania w których trenuję wyprane i wyprasowane. Nic mnie nie rozpraszało i to było w tym najlepsze. Ludzie mówią, że mamy szanse 50 na 50, jednak gdybym wygrał z Katsidisem do tej walki nawet by nie doszło. Pokażę ludziom, że się mylą - powiedział Mitchell.
Nie milkną echa ostatniej walki między Erislandy Larą (15-1-1, 10 KO), a Paulem Williamsem (40-2, 27 KO). Według wielu ekspertów po 12 rundach Kubańczyk zdominował Williamsa, jednak sędziowie wypunktowali wygraną "Punishera". Dziś owe starcie skomentował słynny szkoleniowiec Freddie Roach i również należy on do tej grupy, która widziała wygraną Lary, jednak ma on swoją teorię odnośnie niesprawiedliwej punktacji sędziowskiej.
- Oglądałem tą brzydką walkę. Williams kompletnie nie miał pomysłu, a Lara trafiał mocniej i celniej. Nie punktowałem walki, jednak oglądałem w skupieniu i też jestem zdania, że Kubańczyk wygrał. Ale trzeba tu przypomnieć, że sędziowie często wolą agresywnych zawodników, bokserów, którzy napierają do przodu i punktują ich nawet w wypadku, gdy dużo przyjmują. Tylko tak mogę usprawiedliwić tę kradzież, bo większość Kubańczyków boksuje z kontry, a tak ciężko wygrać, jeśli nie znokautuje się przeciwnika - twierdzi Roach.
Ponad tydzień temu w Argentynie Celestino Caballero (34-4, 23 KO) mimo przewagi w pojedynku o pas WBA wagi piórkowej należący do Jonathana Barrosa (33-1, 18 KO) został dosłownie okradziony z zasłużonego zwycięstwa. Parę dni po niesprawiedliwym werdykcie team "Pelenchino" postanowił złożyć protest do federacji WBA, mający na celu nakazanie natychmiastowego rewanżu lub unieważnienie pojedynku. Vice prezydent federacji, Gilberto Mendoza Jr poinformował, że proces jest w toku i już niedługo poznamy decyzję zarządu.
- Obaj zawodnicy zasługują na rzetelny proces. Każdy z nich ma prawo do obrony swojego stanowiska, szczególnie, gdy decyzja może mieć wpływ na jego dalszą karierę. Sędziowie zostali poinformowani o kodeksie oraz karach, które mogą ponieść. Taki proces ma podobny przebieg jak te w sądach powszechnych, musimy poczekać na decyzję, o której poinformujemy już niedługo - powiedział Mendoza Jr.
Pod koniec czerwca, na ostatniej konferencji prasowej przed walką Władimira Kliczki z Davidem Haye'em spotkaliśmy Aleksandra Dimitrenkę (31-1, 21 KO). Mistrz Europy w kategorii ciężkiej opowiedział nam między innymi o ciężkim marcowym starciu z Albertem Sosnowskim (46-4-1, 28 KO), która skończyła się jego wygraną przez nokaut w 12. rundzie. 29-letni Ukrainiec z niemieckim paszportem kolejny pojedynek stoczy 24 września w Hamburgu, a jego rywalem w dobrowolnej obronie pasa EBU będzie Michael Sprott (36-16, 17 KO). Dimitrenko powiedział nam też, że w walce o mistrzostwo świata bardzo chętnie zmierzyłby się z Witalijem Kliczką (42-2, 39 KO), który posiada tytuł federacji WBC.
Pierwszy japoński mistrz świata trzech kategorii wagowych, Koki Kameda (25-1, 16 KO), przygotowuje się do drugiej obrony tytułu WBA w wadze koguciej. Rywalem 24-letniego mańkuta będzie niepokonany David De la Mora (23-0, 16 KO). Pojedynek odbędzie się 31 sierpnia w Tokio.
Obecnie najstarszy z braci Kameda przebywa na Okinawie, gdzie poddaje się treningom zwiększającym siłę. Koki nie zamierza zlekceważyć mało znanego przeciwnika, lecz jednocześnie zapewnia, że wygra walkę przed czasem.
Nie Mike Oliver (25-2, 8 KO), a Kenichi Yamaguchi (17-1-2, 4 KO) będzie rywalem Orlando Salido (35-11-2, 23 KO) w pierwszej obronie tytułu WBO w wadze piórkowej. 31-letni 'Machine' odniósł kontuzję, która wyklucza jego udział w zakontraktowanej na 23 lipca walce, więc obóz meksykańskiego mistrza zmuszony był szybko znaleźć zastępcę.
- W boksie takie rzeczy zdarzają się bez przerwy, więc muszę szybko przestawić się na Japończyka - skomentował zmianę rywala Salido.
Już za dwa dni na gali w Cancun mistrz świata federacji WBA dywizji junior muszej Roman Gonzalez (28-0, 23 KO) stoczy walkę w obronie swojego tytułu. Jego przeciwnikiem będzie Omar Salado (22-3-2, 13 KO), który w ostatnim czasie nie miał najlepszej passy. "El Chocolatito" jest bardzo zmotywowany i liczy, że uda mu się szybko i efektywnie zakończyć pojedynek.
- Jestem bardzo zmotywowany i skoncentrowany na najbliższej obronie tytułu. Tym razem zrzucanie wagi przyszło mi dużo łatwiej, bo nie musiałem aż tak ograniczać się z jedzeniem. 16 lipca chcę sobie sprawić prezent ( jest to dzień jego urodzin przyp. red.) Chcę też dać niesamowitą walkę ludziom w Nikaragui. To były moje najlepsze przygotowania w karierze. Sparowałem z Sosą i Jimenezem, nabrałem dużo doświadczenia. Mam szacunek do Salado, jednak moim zadaniem jest skończyć walkę jak najszybciej - zapowiedział Gonzalez.
Dzisiaj 60. urodziny obchodzi Andrzej Gmitruk, wielki entuzjasta boksu, trener-legenda, współtwórca sukcesów zawodowego mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych - Tomasza Adamka, zawodowego mistrza Europy - Piotra Wilczewskiego, aspirującego do bokserskich tytułów - Mateusza Masternaka oraz wielu innych.
Jubilat w bokserskim biznesie tkwi od 1976 r., kiedy rozpoczął pracę trenerską z kadrą juniorów PZB. Dwa lata później związał się z warszawską "Legią", z którą aż pięciokrotnie świętował tytuł drużynowego mistrza Polski. W 1983 roku dokonał nie lada wyczynu, wprowadzając aż 10 swoich podopiecznych do finałów indywidualnych mistrzostw Polski (4 z nich zdobyło złote krążki) oraz zdobył drużynowe mistrzostwo naszego kraju, nie przegrywając żadnego meczu, za co miesięcznik BOKS uznał go trenerem roku. W tym samym roku - mając zaledwie 32 lata - został najmłodszym w historii szkoleniowcem reprezentacji Polski. Uwieńczeniem jego pracy z kadrą były pamiętne Igrzyska Olimpijskie w Seulu (1988 r.), z których jego podopieczni (Jan Dydak, Henryk Petrich, Andrzej Gołota i Janusz Zarenkiewicz) przywieźli 4 brązowe medale.
W latach 1989-1998 Andrzej Gmitruk przyczynił się do rozwoju boksu amatorskiego w Norwegii (był m.in. "architektem" ciekawej kariery amatorskiej Ole Klemetsena i Andersa Styve), będąc trenerem tamtejszej kadry oraz konsultantem Norweskiego Komitetu Olimpijskiego ds. Sportów Letnich. W 1998 r. podjął się kolejnego wyzwania, rozpoczynając współpracę ze znanym promotorem Panosem Eliadesem, owocem czego było m.in. podpisanie kontraktu z młodym medalistą mistrzostw Europy, Tomaszem Adamkiem oraz z innym późniejszym zawodowym mistrzem świata, Sergiejem Dzinzirukiem.
Panie Andrzeju, z okazji Urodzin w imieniu Redakcji BOKSER.ORG i naszych Czytelników życzymy jak najwięcej zdrowia, siły i optymizmu, by sprostać kolejnym wyzwaniom. Mamy nadzieję, że przez kolejne lata będzie Pan czerpał radość i satysfakcję ze swojej pracy, przyczyniając się do kolejnych sukcesów polskich pięściarzy!
O wielkiej popularności Juana Manuela Marqueza (52-5-1, 38 KO) w Meksyku świadczy fakt, że setki kibiców przychodzą nawet na jego otwarty trening przed sobotnią walką z Likarem Ramosem (24-3, 18 KO). 'Dinamita' nie występował przed własną publicznością od 17 lat. W tym czasie wszystkie pojedynki mistrz trzech kategorii wagowych toczył w Stanach Zjednoczonych (z jednym wyjątkiem - w 2006 roku Marquez zmierzył się z Chrisem Johnem w Indonezji).
Blisko 38-letni wojownik nie zawiódł publiczności i przez całą godzinę pokazywał swój bokserski kunszt, a następnie wyszedł do fanów i pozował do zdjęć oraz podpisywał autografy. Potyczka z Likarem jest dla Juanmy tylko rozgrzewką. 12 listopada 'Dinamita' stanie do trzeciej walki z królem P4P - Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO).
- Już 17 lat minęło od mojego ostatniego występu w Meksyku. Nie mogę doczekać się sobotniej nocy w Cancun - powiedział Marquez.
Bardzo ciekawe wieści dotarły do nas zza Atlantyku. Szansę podreperowania wciąż ujemnego bilansu walk otrzymał Rafał Jastrzębski (4-6-1, 1 KO) i to w miejscu, którego niewieku mogło się spodziewać. 30-letni Polak występujący w kategorii super średniej już 23 lipca wystąpi w słynnej hali Mandalay Bay w Las Vegas, a jego rywalem będzie Josiah Judah (9-1-1, 2 KO).
32-letni Amerykanin to oczywiście brat samego Zaba Judah, który na tej samej gali zmierzy się w starciu unifikacyjnym w wadze junior półśredniej z Amirem Khanem. Jak twierdzi pomagający Jastrzębskiemu w treningach Przemysław Majewski, dla jego znajomego to świetny moment, aby definitywnie wymazał z pamięci pierwszy, nieudany okres w karierze.
- Wiem, że dzięki mojemu narożnikowi daleko doszedłem i wierzę, że Rafał z odpowiednimi ludźmi u boku będzie czuł się komfortowo. Trzymam za niego kciuki, aby dokonał małej niespodzianki w walce poprzedzającej występ starszego z braci Judah. Rafał kocha ten sport, ale jak to w życiu bywa, nie wszystko mogło wcześniej toczyć się po jego myśli - mówi "The Machine".
Początek na zawodowych ringach pochodzący z Bydgoszczy Jastrzębski miał nieudany. W pierwszych siedmiu walkach przegrywał sześciokrotnie, a raz jego potyczka zakończyła się remisem. Przejście do wagi super średniej (Jastrzębski zaczynał w kategorii junior ciężkiej) zaowocowało lepszymi występami Polaka i od marca 2009 roku wygrał on cztery kolejne pojedynki.
Z jednym medalem wróci do kraju z Groznego czteroosobowa reprezentacja Polski Uczniów (Schoolboys), uczestnicząca w Mistrzostwach Europy. We wczorajszych pojedynkach ćwierćfinałowych najlepiej zaprezentował się wychowanek Gardy Chojna, Eryk Giermak (62 kg), który pokonał faworyta gospodarzy, Hassana Bajsangurowa 4-2.
Dzielnie zaprezentowali się także: Cezary Burak (41,5 kg) który przegrał przez kontuzję w 3. starciu z Ormianinem Hrajrem Szachwerdianem, Sebastian Wiktorzak (54 kg), który uległ małymi punktami 8-9 (przy remisie 4-4) Azerowi Elvinowi Maharramowowi oraz Kacper Banuch (56 kg), który przegrał 4-6 z Ramilem Gadżijewem z Ukrainy.
Zapraszamy do obejrzenia treningu siłowego Juana Carlosa Gomeza (49-2, 37 KO), który zarejestrowaliśmy dwa tygodnie temu na sali treningowej grupy Universum Box-Promotion w Hamburgu. 37-letni Kubańczyk to były mistrz świata federacji WBC w kategorii junior ciężkiej (1998-2001). Po rocznej przerwie, w 2002 roku "Czarna Pantera" zadebiutował w najcięższej dywizji wagowej, jednak nie udało mu się osiągnąć podobnych sukcesów, co w kategorii cruiser. W 2007 roku Gomez wygrał na punkty z Oliverem McCallem i zdobył pas WBC International, jednak dwa lata później przegrał wyraźnie z Witalijem Kliczką w walce o tytuł mistrza świata federacji WBC. 52. zawodowy pojedynek zawodnik Universum stoczy 24 września w Hamburgu.
Informowaliśmy już, że podopieczny jednego z najlepszych polskich pięściarzy Grzegorza Proksy, występującego także w roli menedżera, boksujący w wadze średniej Łukasz Wawrzyczek (10-1-1, 1 KO), wystąpi po raz drugi po powrocie na zawodowy ring, tym razem na gali Babilon Promotion w Międzyzdrojach, gdzie pierwotnie miał zmierzyć się z Dzmitrijem Lubaczkinem z Białorusi. Okazało się jednak, że jego przeciwnik doznał kontuzji podczas sparingu i Wawrzyczek spotka się w ringu z jego rodakiem Ramanem Dzekhkanau (10-2, 10 KO), podopiecznym innego polskiego promotora i do niedawna aktywnego pięściarza, Dariusza Snarskiego.
Dla Wawrzyczka będzie to ciekawy sprawdzian, gdyż przekonamy się jak poradzi sobie z rywalem bardzo surowym pod względem pięściarskiego rzemiosła, jednak nieobliczalnym w ringu, o czym mogli przekonać się kibice na gali zorganizowanej dwa miesiące temu, przez Krystiana Cieśnika w Tczewie. Tam Białorusin zmierzył się z Ronny Mittagiem (12-1, 6 KO) i przez 6 rund nacierał na Niemca zaciekle, póbując urwać mu głowę zamachowymi cepami. Mittag poradził sobie z agresją przeciwnika, choć momentami tracił kontrolę nad przebiegiem pojedynku i dawał się w ciągać w chaotyczne wymiany. Przekonamy się, jak poradzi sobie w tej sytuacji nasz zawodnik. W razie zwycięstwa niezłym pomysłem byłoby zorganizowanie pojedynku obu pogromców Białorusina. Dla Mittaga byłby to najtrudniejszy sprawdzian w dotychczasowej karierze, a dla Wawrzyczka pierwszy poważny test po powrocie na ring.
Pojawia się wątpliwość w jakiej dyspozycji Dzekhkanau wyjdzie do ringu w Międzyzdrojach, bowiem na jutro anonsowany jest jego pojedynek w Niemczech, na gali Arslan vs Suda, gdzie spotka się w ringu z niepononanym Turkiem Selcukiem Aydinem (21-0, 16 KO), co ciekawe w kategorii półśredniej. Można się spodziewać, że "Mini-Tyson", jak określany jest mieszkający w Hamburgu Aydin, zafunduje Białorusinowi ciężki nokaut i wobec tego nie jest pewne, czy w takim wypadku zdąży on przygotować się do walki z Wawrzyczkiem.
Brytyjskim pięściarzom wagi ciężkiej w ostatnim czasie lepiej wychodzą przechwałki słowne, niż ringowe występy. Po uspokojeniu się nieco Davida Haye`a (25-2, 23 KO), głos zabrali jego młodsi rodacy - Dereck Chisora (14-0, 9 KO) i trzy dni temu Tyson Fury (14-0, 10 KO). Ten ostatni niespodziewanie zapowiedział wszem i wobec, że wie jak pokonać Władimira Kliczko (56-3, 49 KO) i że zamierza z tej wiedzy czym prędzej skorzystać.
Dzisiaj ten sam Fury ogłosił równie niespodziewanie, że jest jeszcze dla niego zbyt wcześnie, by pokonać młodszego z ukraińskich braci i że nie zamierza w najbliższym czasie szukać wspomnianej konfrontacji.
- Po prostu nie czuję, że jestem gotowy do walki z Władimirem - powiedział szczerze Fury. - I nie przekonają mnie do tego żadne pieniądze. Wciąż się uczę i chciałbym stoczyć więcej walk przed skokiem na tak wysoki poziom. Muszę zdobyć więcej doświadczenia, ale będzie to możliwe tylko wówczas, jeśli będę toczył coraz więcej walk. Najpierw więc chciałbym pokonać Chisorę, zdobywając pas Wspólnoty Brytyjskiej i mistrza Wielkiej Brytanii, a następnie tytuł zawodowego mistrza Europy. Dopiero wówczas będę snuł plany zdobycia pasa mistrza świata - powiedział Fury.
Dwa kolejne nazwiska pojawiły się w gronie potencjalnych kandydatów do walki z Julio Cesarem Chavezem Jr. (43-0-1, 30 KO). We wrześniowej obronie tytułu WBC w wadze średniej Meksykanin może zmierzyć się z sensacyjnym pogromcą Jamesa Kirklanda - Nobuhiro Ishidą (23-6-2, 8 KO) lub z niesprawdzającym się w pojedynkach z czołówką Ronaldem Hearnsem (26-2, 20 KO) - nota bene również synem legendy boksu.
Chavez Jr. niemal na pewno wyjdzie też do ringu w samej końcówce roku. Wyzwanie rzucił mu już sam Sergio Gabriel Martinez (47-2-2, 26 KO), twierdząc, że będzie gotowy do walki w grudniu, lecz trudno się spodziewać, żeby Bob Arum już teraz odważył się wypuścić młodego Julia do niebezpiecznego 'Maravilli'. Bardziej prawdopodobny wydaje się pojedynek non-title lub zwakowanie pasa WBC, choć patrząc na ostatnie zagrywki Jose Sulaimana nie możemy wykluczyć zgody federacji na kolejną dobrowolną obronę...
Federacja WBA ogłosiła swój ranking za miesiąc czerwiec. Polacy utrzymali wcześniejsze pozycje, natomiast dwójka z nich - Paweł Wolak (29-1, 19 KO) oraz Dawid Kostecki (37-1, 24 KO), poprawili się znacznie w porównaniu z poprzednim notowaniem. Ale po kolei.
W kategorii cruiser nadal bardzo wysoko stoją akcje Pawła Kołodzieja (28-0, 16 KO), który na liście pretendentów ustępuje tylko Lateefowi Kayode. Dziewięć oczek niżej widnieje nazwisko naszego innego niepokonanego rodaka, Mateusza Masternaka (23-0, 17 KO).
Po sukcesie w ubiegłym miesiącu i zwycięstwie nad cenionym Lolenga Mockiem, skok z szóstej na trzecią pozycję zanotował boksujący w dywizji półciężkiej "Cygan", czyli po prostu Dawid Kostecki.
Nadal dwunasty w wadze super średniej jest panujący tu na tronie mistrza Europy Piotr Wilczewski (29-1, 10 KO). Przypomnijmy, że popularny "Wilk" już 17 września skrzyżuje na wyjeździe rękawice z aktualnym jeszdcze przez rok mistrzem olimpijskim, Jamesem DeGale'em (10-1, 8 KO).
Awans z szóstego na trzecie miejsce stał się również udziałem "junior średniego" Wolaka, który w nocy z piątku na sobotę spróbuje swych sił z mocnym Delvinem Rodriguezem (25-5-2, 14 KO).
W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego, Paweł Wolak (29-1, 19 KO) stanie do walki z Delvinem Rodriguezem (25-5-2, 14 KO). Pojedynek będzie pokazywany na żywo w niekodowanej i bardzo popularnej w Ameryce telewizji ESPN. Zapraszamy na nagranie tarczowania "Wściekłego Byka" z trenerem Global Boxing Gym - Arozem Gistem.
Tyson Fury (14-0, 10 KO) zapowiedział, że po znokautowaniu Derecka Chisory (14-0, 9 KO) i zdobyciu tytułów mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej w wadze ciężkiej, zamierza spotkać się w ringu z Davidem Hayem (25-2, 23 KO) i również jego chce pokonać przed czasem. Dopiero wtedy 'Olbrzym z Wilmslow' poczuje się gotowy do walki z Władimirem Kliczko (56-3, 49 KO).
- To ja jestem przyszłością wagi ciężkiej na Wyspach - uważa Fury. - Haye nie walczył jak prawdziwy bokser z sercem do walki i wolą zwycięstwa. Brytyjscy kibice nie muszą się jednak martwić, bo ja nigdy nie będę boksował w ten sposób. Udowodnię to nokautując Chisorę, a potem Davida Haye'a. To powinno udowodnić Władimirowi, że nie jestem byle kim.
- Gdybym zaprezentował się jak David Haye, już nigdy nie mógłbym spojrzeć na siebie w lustrze. Moja walka z Chisorą będzie obrazem tego, jak powinna wyglądać waga ciężka. Obydwaj wyjdziemy do ringu z wolą zwycięstwa i damy prawdziwą walkę. Nie będzie żadnego tańca. Prawdziwy wojownik nie tańczy. Kibice chcą zobaczyć pojedynek dwóch mężczyzn i dostaną go - zapewnia mierzący 206cm wzrostu zawodnik.
- We mnie Władimir Kliczko będzie miał prawdziwego rywala z wagi ciężkiej, a nie napompowanego cruisera. Władimir udowodnił już, że jest prawdziwym mistrzem, teraz kolej na mnie. Muszę zasłużyć na walkę z nim i pokazać światu na co mnie stać. Przywrócę blask brytyjskiej wadze ciężkiej. Swoim gadaniem Haye popsuł nasz wizerunek, ale ja to naprawię - zakończył 23-letni Fury.
W czwartek po południu czasu amerykańskiego odbyło się oficjalne ważenie przed piątkową galą boksu w nowojorskiej hali Roseland Ballroom. W głównym pojedynku wieczoru zmierzą się niepokonany od 2008 roku Paweł Wolak (29-1, 19 KO) i dobrze znany polskim kibicom Delvin Rodriguez (25-5-2, 14 KO), który dwa lata temu w Ełku sprawił spore problemy Rafałowi Jackiewiczowi w eliminatorze do walki o tytuł mistrza świata federacji IBF w wadze półśredniej.
Pojedynek 29-letniego Wolaka i o dwa lata starszego Dominikańczyka odbędzie się w limicie wagi junior średniej. Dla Rodrigueza to pierwsza walka w tej dywizji. Z kolei polski pięściarz w kategorii do 154 funtów (ok. 69,85 kg) występuje od początku zawodowej kariery w 2004 roku. Na dzisiejszym ważeniu obaj pięściarze zmieścili się w wymaganym limicie. Pochodzący z Dębicy, a mieszkający na stałe w USA Wolak wniósł na wagę 69,63 kilograma (153,5 funta). Jego przeciwnik okazał się nieco lżejszy. Przy jego nazwisku oficjele zanotowali rezultat 69,4 kilograma (153 funty).
Jutrzejszą walkę kibice w USA będą mogli obejrzeć za pośrednictwem ogólnodostępnej stacji ESPN. Niewykluczone, że w przypadku wygranej Wolaka, jego piątkowy rywal okaże się ostatnią przeszkodą przed walką o pas mistrza świata w wadze junior średniej. Polak jest wysoko notowany w rankingach światowych federacji (3. WBO, 6. WBA, 8. IBF, 12. WBC), a o jego mistrzowskiej potyczce mówi się już od marcowej, efektownej wygranej nad Yurim Foremanem, byłym czempionem federacji WBA.
Już tylko dni pozostały do trzeciej obrony pasa WBO wagi piórkowej będącego w posiadaniu Ricky Burnsa (31-2, 8 KO), która odbędzie się na Echo Arena w Liverpoolu. Pretendentem do pasa będzie jego były właściciel, Nicky Cook (30-2, 16 KO). "Rickster" wie, że wygrana w dobrym stylu może być furtką do większych walk i nie zamierza zmarnować szansy.
- Jeśli za wszelką dążysz do nokautu, źle na tym wychodzisz, dlatego ja chcę wygrać niezależnie czy zadecyduje o tym jakiś mocny cios czy sędziowie. W Szkocji jestem znany, jednak w Anglii muszę jeszcze wyrobić sobie nazwisko, teraz mam do tego świetną okazję, wykorzystam ją - zapowiada Burns.
Doskonała seria Franklina Lawrence'a (15-2-2, 10 KO) została doceniona. Po efektownych wygranych nad Lance'em Whitakerem, Jasonem Estradą oraz Jasonem Gavernem, talent tego dojrzałego przecież już mężczyzny został zauważony przez sławnego promotora Gary'ego Shawa.
- To najgorętszy prospekt wagi ciężkiej - stwierdził Shaw. Cóż, jeśli blisko 36-letniego boksera można nazwać jeszcze prospektem, to rzeczywiście nim jest.
Amir Khan (25-1, 17 KO) snuje wielkie plany walk z Erikiem Moralesem i Floydem Mayweatherem Juniorem, lecz 23 lipca na gali w Mandalay Bay może mu je zepsuć Zab Judah (41-6, 28 KO). Poniżej przedstawiamy jeden z filmików promujących walkę unifikacyjną w kategorii junior półśredniej.
Na sobotniej gali w Liverpoolu odbędzie się kilka ciekawych pojedynków. Jednym z nich jest rewanżowe stracie pomiędzy Tonym Bellewem (15-0, 10 KO), a Ovillem McKenzie (18-10, 7 KO). W pierwszej walce, która odbyła się w grudniu ubiegłego roku, niepokonany 'Bomber' dwukrotnie lądował na deskach na samym początku, lecz ostatecznie zwyciężył przez techniczny nokaut w 8. rundzie.
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Przed rewanżem faworytem znów jest 28-letni Bellew. Kurs na zwycięstwo miejscowego pięściarza wynosi 1.22. Przeciwnik Tony'ego nie bez powodu nosi jednak przydomek 'The Upsetter' i z całą pewnością stać go na sprawienie niespodzianki. Kurs na wygraną Ovilla to 4.20.
Bellew przed czasem - 1.57
Bellew na punkty - 4.50
Remis - 34.00
McKenzie przed czasem - 4.50
McKenzie na punkty - 15.00
Czy walka potrwa powyżej 9,5 rundy?
TAK - 2.55, NIE - 1.45
Wygrana Bellewa w rundach 1-3 - 5.50
Wygrana Bellewa w rundach 4-6 - 5.00
Wygrana Bellewa w rundach 7-9 - 5.00
Wygrana Bellewa w rundach 10-12 - 7.50
Wygrana McKenzie w rundach 1-3 - 12.00
Wygrana McKenzie w rundach 4-6 - 13.00
Wygrana McKenzie w rundach 7-9 - 19.00
Wygrana McKenzie w rundach 10-12 - 26.00
Mistrz świata dwóch kategorii wagowych, Rafael Marquez (39-6, 35 KO), na sobotniej gali w Cancun zaboksuje z Eduardo Becerrilem (12-7-2, 4 KO), a nie wcześniej anonsowanym Eusebio Osejo (19-9-2, 7 KO). Pojedynek zakontraktowano wprawdzie na dziesięć rund, ale chyba nikt nie spodziewa się, że meksykański król nokautu oszczędzi swojego rodaka.
36-letni Marquez, który swe ostatnie walki toczy w limicie wagi piórkowej, na przełomie października i listopada może zmierzyć się z championem federacji WBC kategorii super koguciej - Toshiaki Nishioką (38-4-3, 24 KO).
Były mistrz świata wagi ciężkiej, Lennox Lewis (41-2-1, 32 KO) skomentował aktualną sytuację w wadze ciężkiej, odpowiedział na pytanie dlaczego bracia Kliczko, dzisiejsi mistrzowie tej dywizji, nie są popularni w USA, uznał ich absolutną dominację, składając przy okazji hołd ...własnej osobie: "
- Byłem lepszym pięściarzem niż Władimir. Najprawdopodobniej powaliłbym go najpóźniej w połowie pojedynku - powiedział były mistrz wszechwag. - W większości swoich walk, Władimir pokazywał niewielki arsenał ciosów. Mój repertuar uderzeń był zróżnicowany. Biłem mocno zarówno w dystansie, półdystansie, jak i podbródkowymi w zwarciu. Kliczko w pojedynku z Haye`em nie zaprezentował żadnego uderzenia z bliskiej odległości, tylko klinczował. Nie zaobserwowałem też ani jednego ciosu bitego w korpus. Jestem pewny, że szybciej niż Kliczko złamałbym takiego przeciwnika jak David.
Brytyjczyk dodał, że po zwycięstwie w tak marnym stylu, Władimir Kliczko (56-3, 49 KO) nie jest godzien tytułować się następca Lennoxa Lewisa, choć przyznał, że wśród pięściarzy z aktualnej czołówki wagi ciężkiej nie ma już ani jednego, który mógłby stanowić niebezpieczeństwo dla młodszego z braci Kliczko.
- Gdyby Władimir był w lepszej dyspozycji, powinien znokautować Haye`a, ale w ringu był straszliwie bierny. W momencie gdy David zadawał ciosy, Władimir w ogóle na nie nie odpowiadał, zbyt bardzo dbając o własne bezpieczeństwo. Moim zdaniem Haye był ostatnim wielkim rywalem, z jakim Kliczko mógłby aktualnie walczyć. Można powiedzieć, że pokonując go, wyeliminował już wszystkich trudnych rywali.
Lewis wyjaśnił także dlaczego - jego zdaniem - bracia Kliczko, mimo zdobycia wszystkich najważniejszych pasów mistrzowskich, nie są popularni w USA:
- Dla Amerykanów Kliczkowie są zbyt cisi i spokojni - w ringu i poza nim. Ludzie w Stanach wymagają od mistrzów, by ci ich stale czymś szokowali, tak jak np. robił to Mike Tyson, brutalnie nokautując kolejnych przeciwników.
Mimo to, Lennox nie kwestionuje miejsca Witalija i Władimira w historii wagi ciężkiej:
- Oni zapamiętani zostaną jak dobre wina, z biegiem lat coraz lepsze. Jeśli miałbym wskazać który z nich jest lepszy, postawiłbym na Witalija, po zwycięstwie nad którym zakończyłem swoją karierę - powiedział Anglik.
Wiesław Rudkowski urodził się 18 listopada 1946 roku w Łodzi. Treningi bokserskie w RKS Ruda Łódź rozpoczął w 1962 roku (mając 16 lat), by dwa lata później przenieść się do łódzkiego Widzewa, z którym był związany do 1965 r. W następnym roku rozpoczął służbę wojskową, trafiając do sekcji bokserskiej CWKS Legia Warszawa, reprezentując barwy klubu z Łazienkowskiej do końca kariery (1975).
Nowy trener kadry dwukrotnie uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich. W 1968 roku (Meksyk) po zwycięstwie nad Charlesem Amosem z Gujany, przegrał w ćwierćfinale wagi lekkośredniej z Aleksiejem Kisielowem (Rosja). W 1972 roku (Monachium) zdobył srebrny medal wagi lekkośredniej, pokonując Antonio Castelliniego z Włoch, Najdena Stanczewa z Bułgarii, Rolanda Garbeya z Kuby i Petera Tiepolda z NRD, przegrywając niejednogłośnie na punkty (2-3) bój o złoto z Dieterem Kottyschem (RFN).
Wiesław Rudkowski cztery razy stawał w szranki najlepszych amatorskich pięściarzy Starego Kontynentu. W 1967 roku (Rzym) przegrał w eliminacjach wagi półśredniej z Manfredem Wolke (NRD). W 1971 roku (Madryt) zdobył brązowy medal wagi lekkośredniej, pokonując Franza Csnadla z Austrii, Miliko Saarinena z Finlandii, Hakki Sozena z Turcji, przegrywając walkę o awans do finału ze Svetomirem Belicem z Jugosławii. W 1973 roku (Belgrad) został wicemistrzem Europy, pokonując po drodze Franza Dorfera z Austrii, Tomasa Kemela z Czechosłowacji i Sandu Tirilę z Rumunii, przegrywając finał z Anatolijem Klimanowem (ZSRR). Zwieńczeniem pięknej międzynarodowej kariery Wiesława Rudkowskiego był złoty medal Mistrzostw Europy wagi lekkośredniej, wywalczony w 1975 roku w Katowicach. Dzisiejszy trener kadry wygrał wówczas kolejno z Alexandrem Harrisonem ze Szkocji, Tomasem Kemelem, Franzem Dorferem i w finale z Wiktorem Sawczenką z ZSRR.
Bohater naszej opowieści 13 razy (w latach 1965-1973) reprezentował Polskę w oficjalnych meczach międzypaństwowych, wygrywając 8 pojedynków (przy 5 porażkach), zwyciężając m.in. w 1970 roku Anglika Alana "Boom Boom" Mintera - późniejszego zawodowego mistrza świata WBC i WBA wagi średniej.
Słynny amerykański koszykarz, Kobe Bryant, uznał swojego przyjaciela, mistrza świata WBO wagi półśredniej, Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO), idealnym przykładem do naśladowania dla młodych sportowców.
- Manny Pacquiao to mój stary, dobry przyjaciel. Nie jestem zaskoczony jego sukcesami, bo wiem, że cały czas ciężko na nie pracuje. Jest przy tym cierpliwy i wytrwały, a więc ma wszystko, co potrzebne, by zwyciężać. Uważam, że daje znakomity przykład młodym sportowcom nie tylko na Filipinach, ale i na całym świecie - zauważył Kobe.
Anthony Dirrell (22-0, 19 KO) wobec fiasko negocjacji z obozem Alejandro Berrio musiał wraz ze swoim sztabem poszukać sobie nowego rywala na czekającą go 22 lipca walkę.
Notowany przez federację WBC na czwartym miejscu w zestawieniu kategorii super średniej Anthony (na zdjęciu), młodszy brat Andre Dirrella, uczestnika turnieju "Super Six", spotka się ostatecznie z mocno bijącym Kevinem Engelem (18-4, 15 KO), a ich potyczkę pokaże stacja ESPN.
Słynny amerykański promotor Lou DiBella zaraz po podpisaniu kontraktu z 29-letnim amerykańskim "średnim" Brianem Verą (19-5, 12 KO), przedstawił zalety swojego nowego zawodnika:
- W rankingach sporo jest pięściarzy, którzy bynajmniej nie są wojownikami. Brian Vera na pewno ma serce do walki. Wystarczy spojrzeć na jego statystyki z ostatniej walki, którą stoczył z Eloyem Suarezem, by przekonać się jak wiele może zwojować w kategorii średniej. Jestem pewny, że każdy promotor chciałby zawierać umowy z takimi zawodnikami jak on - powiedział DiBella.
- Szczególnie motywuje mnie do pracy perspektywa pojedynków z bokserskimi gwiazdami. Walcząc w grupie DiBelli otrzymam na pewno - z czasem - szansę walki o tytuł mistrza świata - powiedział Vera.