Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO) w końcu dopiął swego i jeśli tylko za tydzień pokona Likara Ramosa (24-3, 18 KO), a chyba nikt nie zakłada innej opcji, wówczas w listopadzie wypełni trylogię i po raz trzeci skrzyżuje rękawice z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO). Waleczny Meksykanin nie ukrywa, iż jest niezwykle zmotywowany i zdeterminowany by w końcu pokonać odwiecznego rywala.
- To będzie walka na życie i śmierć. Przygotowuję się na to, by pójść z nim na otwartą wymianę i nie pozostawię tym razem żadnych wątpliwości. Albo ja wygram przed czasem, albo on znokautuje mnie. Co nie zmienia jednak, iż będę walczył przy tym inteligentnie - powiedział Marquez, który raz zremisował, a raz minimalnie przegrał z "Pac-Manem", choć do dziś wielu ludzi jest zdania, że równie dobrze mógł dwukrotnie wygrać.
- Trenowałem naprawdę ciężko, czuję się dobrze przygotowany i czuję się naprawdę dobrze - twierdzi Lucian Bute (28-0, 23 KO), który za kilkanaście godzin przystąpi do ósmej obrony tytułu mistrza świata federacji IBF kategorii super średniej. Rywalem walczącego po raz drugi w zawodowej karierze we własnej ojczyźnie Rumuna będzie oficjalny pretendent do jego pasa, Francuz Jean Paul Mendy (29-0-1, 16 KO).
- Mendy to oficjalny challenger, z którym po prostu muszę się zmierzyć. Potem będę gotów na spotkanie z każdym. Mój promotor na przykład złożył ofertę obozowi Mikkela Kesslera na listopad, ale on ją odrzucił wybierając Roberta Stieglitza. Być może myślą, że to będzie dla nich łatwiejsza przeprawa. Na chwilę obecną koncentruję się wyłącznie na czekającej mnie obronie we własnym kraju, lecz później może skrzyżuję rękawice z Kellym Pavlikiem. To naprawdę wartościowy pięściarz, były mistrz świata, a ja jestem gotowy na taki pojedynek. Byłbym także zaszczycony gdybym miał możliwość walczenia z Bernardem Hopkinsem, bo to przecież legenda tej dyscypliny. Na ring kolejny raz powrócę prawdopodobnie w listopadzie - zdradza zamieszkały na stałe w Kanadzie rumuński bokser.
Wracając do czekającej go dziś potyczki z Mendym, Bute dodał jeszcze - Widziałem wiele jego walk. Podobnie jak ja jest mańkutem i dobrze operuje lewym sierpowym oraz lewym podbródkowym. Ja jednak trenowałem bardzo ciężko i zamierzam utrzymać pozycję mistrza świata - zakończył Bute, zdaniem którego turniej "Super Six" wygra "Szybszy i bardziej utalentowany" Andre Ward, który również jest na liście życzeń Rumuna.
Mariusz Wach (24-0, 12 KO) przygotowuje się w Global Boxing Gym do walki z Kevinem McBride'em (35-9-1, 29 KO), która odbędzie się już 29. lipca na gali w stanie Connecticut. "Wiking" stracił w ostatnim czasie wiele zbędnych kilogramów, teraz trenuje szybkość, siłę i wytrzymałość pod okiem trenera Ralpha A. Mendeza. Zapraszamy na film z fragmentem treningu szybkości i koordynacji na drabince. Wkrótce kolejne części treningu siły, szybkości i wytrzymałości.
Już jutro na gali w Home Depot Center w Carson mistrz WBA wagi lekkiej Brandon Rios (27-0-1, 20 KO) stanie do pierwszej obrony swojego pasa, a czoła stawi mu Urbano Antillon (28-2, 20 KO). Obaj zawodnicy solidnie przygotowali się do potyczki i na zakończonej przed chwilą ceremonii ważenia zmieścili się w limicie wagi lekkiej. Mistrz zanotował równe 135 funtów natomiast pretendent był pół funta lżejszy.
Mistrz federacji WBO w wadze półśredniej i zarazem najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie, Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO), oficjalnie wyraża zgodę na dodatkowe testy antydopingowe w dowolnym terminie, czym spełnia jeden z najważniejszych warunków Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO).
Obóz 32-letniego Filipińczyka, a ściślej mówiąc Bob Arum, ma jednak warunek - badania mają być przeprowadzone przez neutralną klinikę, a nie proponowaną przez Mayweathera USADĘ (United States Anti-Doping Agency).
- Zgadzamy się na dowolną ilość testów antydopingowych w nieznanych nam terminach, chcemy jednak, by badania przeprowadziła neutralna instytucja. Naszym zdaniem USADA nie jest taką organizacją - oświadczył Arum.
Szef grupy Top Rank proponuje, by badaniami zajęła się instytucja, która przeprowadza testy na członkach ekipy olimpijskiej.
- Moim zdaniem żadne testy nie mogą się równać z tymi, jakie przeprowadza się na członkach ekipy olimpijskiej. Jeżeli Floyd nadal chce walczyć, możemy zorganizować pojedynek Mayweather-Pacquiao w przyszłym roku - dodał szef Top Rank.
Pozostały więc już tylko dwie przeszkody. Pierwszą z nich jest Victor Ortiz (29-2-2, 22 KO), z którym "Money" zaboksuje 17 września, a drugą niezwykle zdeterminowany Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO) - listopadowy rywal "Pacmana"...
Tydzień temu na podczas boju o pas WBA wagi piórkowej między Celestino Caballero (34-4, 23 KO), a mistrzem Jonathanem Barrosem (33-1, 18 KO) doszło do jednego z największych oszustw w tym roku. Mimo dwukrotnego rzucenia na deski oraz przewagi Panamczyka na przekroju całego pojedynku dwóch sędziów wypunktowało wygraną miejscowego mistrza. Team "Pelenchina" wysłał już protest do federacji WBA, jednak nie wierzy w ponowne spotkanie w ringu, jednak zaznaczył, że jeśli dojdzie do rewanżu, nie pozostawi złudzeń i wygra przed czasem.
Jeden z najbardziej efektownych aktywnych zawodowców Yuriorkis Gamboa (20-0, 16 KO) po raz kolejny stanie w ringu 10 września na gali w Atlantic City. Jego przeciwnikiem będzie były mistrz wagi super koguciej Daniel Ponce de Leon (41-3, 34 KO). Dziś członek teamu "Cyklonu z Guantanamo" Tony Gonzalez opowiedział o propozycji, którą złożyli mistrzowi WBC wagi piórkowej Jhonny'emu Gonzalezowi (48-7, 42 KO), która niestety została odrzucona.Bardzo mile Lucian Bute (29-0, 24 KO) będzie wspominał pierwszą od sześciu lat walkę stoczoną w Rumunii. Mistrz federacji IBF w wadze super średniej efektownie znokautował w czwartej rundzie obowiązkowego pretendenta Jean Paula Mendy (29-1-1, 16 KO) i potwierdził, że jest jednym z najlepszych pięściarzy w bardzo mocno obsadzonej dywizji do 168 funtów. 31-letni Bute może wkrótce zmierzyć się z Kelly Pavlikiem, Andre Dirrellem lub Mikkelem Kesslerem, a w dalszej przyszłości czeka go pojedynek z tryumfatorem turneju Super Six, który wyłoni kolejną wielką gwiazdę P4P.
Zapraszamy na fragmenty treningu bokserskiego w klubie Red Corner w wykonaniu pięściarza zawodowego Artura Lazariana (1-0). Pięściarz przeprowadził się z Armenii do Polski w wieku 5 lat, zadebiutował na zeszłorocznej gali "Seaside Boxing Show" w Międzyzdrojach, kiedy to wygrał jednogłośnie na punkty z Romansem Sewczenką (4-5, 3 KO).
Artur Szpilka (6-0, 4 KO), który niedawno efektownie powrócił na ring po odbyciu kary więzienia, nokautując podczas gali w Rzeszowie swojego rywala już w 30 sekundzie pierwszego starcia, poznał kolejnego przeciwnika. Podczas gali w Mohegun Sun Casino w Uncasville, na której w walce wieczoru Mariusz Wach zmierzy się z niedawnym przeciwnikiem Tomasza Adamka, Kevinem McBride'em, "Szpila" wystąpi dzięki współpracy jego grupy 12KP z szefem Global Boxing Mariuszem Kołodziejem i zaprezentuje się kibicom na dystansie 4 rund.
Jego rywalem na amerykańskim ringu będzie 34-letni czarnoskóry pięściarz z Filadelfii, David Williams (6-4-1, 2 KO). Biorąc pod uwagę wiek i warunki fizyczne oponenta, należy oczekiwać kolejnego szybkiego i efektownego nokautu w wykonaniu Szpilki. Istnieje szansa, że pięściarz z podkrakowskiej Wieliczki zaprezentuje się przed główną walką wieczoru, a więc będzie to wieczór "ciężkich" Krakusów (Wach równeż pochodzi z dawnej stolicy Polski) na amerykańskiej gali w Connecticut.
Już dziś w nocy na gali w Atlantic City czwarty w tym roku pojedynek stoczy Chris Arreola (32-2, 28 KO). Trzymający formę "Koszmar" na dystansie dziesięciu rund zaboksuje z twardym Fridayem Ahunanyą (24-7-3, 13 KO).
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Tym razem eksperci z firmy UNIBET nie mają żadnych wątpliwości. 30-letni Arreola powinien bez żadnych problemów wygrać tę walkę, a kurs na jego zwycięstwo wynosi zaledwie 1.01. Za poprawne wytypowanie niespodzianki i tryumfu starszego o blisko dekadę Nigeryjczyka bukmacherzy płacą znacznie lepiej - w tym wypadku kurs wynosi aż 12.00. Mało prawdopodobny wydaje się być remis, przy którym stawka ustanowiona została na wysokości 35.00.
Coraz pewniejsza staje się perspektywa pierwszej walki w obronie tytułu mistrza Europy w wadze super średniej, którą posiadacz tego trofeum, podopieczny Andrzeja Gmitruka, pochodzący z Dzierżoniowa Piotr Wilczewski (29-1, 10 KO) stoczy w Anglii 17 września, z lokalnym bohaterem, mistrzem olimpijskim z Pekinu, Jamesem DeGale'em (10-1, 8 KO). Federacja EBU poinformowała o zatwierdzeniu DeGale'a jako pretendenta w dobrowolnej obronie. Tym samym utrwalił się precedens z walki Matta Skeltona, który podobnie jak DeGale przystąpił do pojedynku o mistrzostwo Europy (wygranego w 2008 roku z Paolo Vidozem), mając na koncie porażkę w ostatniej walce (z Rusłanem Czagajewem o pas WBA). Sytuacja ta z pewnością zainteresuje także byłego mistrza Europy w wadze junior średniej, Ryana Rhodesa, który zamierza odzyskać zwakowany pas, mając na koncie także porażkę w ostatniej walce (z Saulem Alvarezem o tytuł WBC).
Zapowiada się zatem bardzo gorący koniec lata w polskim boksie zawodowym, gdyż obok głównego wydarzenia jakim będzie walka Adamka z Kliczko na wrocławskim stadionie i gali na warszawskim Torwarze z udziałem samego Mike'a Tysona, otrzymamy na koniec z pewnością emocjonujący pojedynek "Wilka" na Wyspach. Pięściarz z Dzierżoniowa potwierdza przy okazji po raz kolejny swój charakter prawdziwego wojownika, wybierając się do jaskini lwa i miejmy nadzieję, że jak poprzednio z Finlandii tak teraz z Anglii wróci z tarczą. Z perspektywy kibica można jedynie apelować do jego promotora oraz polskiej telewizji, aby tym razem większa rzesza polskich kibiców miała okazję oglądać występ zawodnika, z którego naprawdę możemy być dumni.
Informowaliśmy wczoraj o nieoczekiwanej szansie walki z jednym z braci Kliczków, która pojawiła się przed naszym Mariuszem Wachem (24-0, 12 KO). Biorąc pod uwagę fakt, że Wach nie pojawił się wśród nazwisk potencjalnych pretententów wymienianych przez Władimira oraz jego wysoką pozycję w rankingu WBC, należy domyślać się, że jest rozpatrywany jako ewentualny rywal dla Witalija, oczywiście w przypadku jego zwycięstwa na wrocławskim stadionie we wrześniu. Dołączyłby zatem do kolekcji polskich rywali Ukraińca (Sosnowski, Adamek). Tymczasem w kolejce do pasów mistrzowskich będących w posiadaniu ukraińskich braci ustawił się inny Słowianin, dobry znajomy Mariusza Wacha z dwóch sesji sparingowych, w trakcie których dostał tęgie lanie, Aleksander Powietkin (21-0, 15 KO).
Wiele wskazuje na to, że będąca w fazie negocjacji walka Powietkina z Rusłanem Czagajewem (27-1-1, 17 KO) może uzyskać nie tylko status eliminatora, ale pojedynku o tzw. tytuł regularny WBA. Ta najstarsza i budząca niegdyś szacunek federacja, od dłuższego czasu celuje w pomysłach tego typu, nadając swoim mistrzom posiadającym jednocześnie pas innej organizacji tytuł super championa. Nie trudno domyślić się, że takim super championem stanie się niebawem niemal zunifikowany mistrz wagi ciężkiej, Władymir Kliczko, a w tej sytuacji Powietkin z Czagajewem stoczą walkę o "regularne" mistrzostwo WBA.
Oczywiście bracia Kliczkowie nie będą mogli przejść obok tego obojętnie, wszak pożądają wszystkich pasów. Zatem nie dziwią ich zapowiedzi z wczorajszej konferencji w Moskwie, która odbyła się w ramach triumfalnego tournee obu braci, prezentujących swoje mistrzowskie trofea (przedwczoraj byli w Kijowie). Witalij oznajmił rosyjskim dziennikarzom oraz kibicom, że liczą na zwycięstwo Powietkina i organizację jego walki z Władymirem w Moskwie. Z pewnością w krajach dawnego ZSRR byłoby to wydarzenie porównywalne z walką Kliczko-Adamek w Polsce. Najpierw jednak "wieczny pretendent" Powietkin musi wygrać z "Lwem Uzbekistanu" Czagajewem.
Poza pojedynkiem wieczoru, w którym rękawice skrzyżują Paul 'The Punisher' Williams (39-2, 27 KO) i Erislandy Lara (15-0-1, 10 KO), na gali w Atlantic City odbędzie się również kilka innych ciekawych walk.
Po raz czwarty w tym roku między liny wyjdzie Chris Arreola (32-2, 28 KO), jednak w przypadku "Koszmaru" nie aktywność jest najważniejsza, lecz jego wciąż niska waga, który po raz drugi z rzędu wynosi 236 funtów. Rywalem Amerykanina będzie twardy i doświadczony Friday 'The 13th' Ahunanya (24-7-3, 13 KO). Czy odchudzony Arreola pokusi się o kolejne zwycięstwo przed czasem, a może stać go na przeboksowanie w dobrym tempie dziesięciu rund?
Ze sportowego punktu widzenia ważniejsze wydają się pojedynki znacznie mniejszych pięściarzy. Jhonny Gonzalez (48-7, 42 KO), który już wkrótce może stanąć w szranki z Yuriorkisem Gamboą, stanie do pierwszej obrony tytułu mistrza świata WBC w wadze piórkowej. Jego rywalem będzie Tomas Villa (23-7-4, 14 KO). Obydwaj wnieśli na wagę po 125.5 funta.
W dywizji super koguciej champion WBA, Akifumi Shimoda (23-2-1, 10 KO), również przystąpi do pierwszej obrony. Przeciwnikiem Japończyka będzie niepokonany Rico Ramos (19-0, 10 KO). Podczas ceremonii ważenia mistrz zanotował 121.5 funta, a pretendent idealnie wstrzelił się w maksymalny dopuszczalny limit.
Dziś wieczorem (czasu amerykańskiego) na ringu w Atlantic City dojdzie do niezwykle ciekawej konfrontacji dwóch czołowych pięściarzy wagi junior średniej, dla polskich kibiców tym bardziej interesującej, że jest to kategoria naszego Pawła Wolaka. Do gry po ciężkim nokaucie z rąk Sergio Martineza spróbuje powrócić były mistrz świata "The Punisher" Paul Williams (39-2, 27 KO), który na dystansie 12 rund zmierzy się z niepokonanym Erislandy Larą (15-0-1, 10 KO).
Dla mieszkającego w Miami Kubańczyka, amatorskiego mistrza świata z 2005 roku oraz słynnego uciekiniera (wraz z Rigondeaux) z obozu kubańskiej kadry dwa lata później przed IO w Pekinie, będzie to pierwszy poważny sprawdzian na zawodowym ringu. Należy jednak przypomnieć, że w ostatnim pojedynku z solidnym Carlosem Moliną, Lara nie wypadł przekonująco, zaledwie remisując z rywalem, który zresztą także dziś wystąpi, na inne gali krzyżując rękawice z Kermitem Cintronem.
Na wczorajszym ważeniu przed walką nie było niespodzianek i obaj pięściarze zmieścili się w górnej granicy limitu kategorii junior średniej. Williams wniósł na wagę 69,6 kg, natomiast jego przeciwnik okazał się minimalnie lżejszy, ważąc 69,4 kg. Warto dodać, że przy niemal równej wadze, Williams ma 10 cm przewagi we wzroście.
Super walka we włoskiej kategorii cruiser ma drzwi otwarte. Zarówno Silvio Branco (62-10-2, 37 KO) jak i Giacobbe Fragomeni (29-3-1, 12 KO) wygrali swoje pojedynki podczas gali w Civitanova Marche i teraz najprawdopodobniej skrzyżują rękawice z sobą.
Obaj pięściarze pokonali przeciwników na punkty po sześciu rundach. Branco zwyciężył Jevgenijsa Andrejevsa (6-39, 1 KO), natomiast Fragomeni uporał się z Remigijusem Ziausysem (15-39-3, 7 KO). Co ciekawe, ci dwaj bokserzy dobrze są znani w naszym kraju. Łotysz był już u nas czterokrotnie (między innymi debiut "Wilka"), a Ziausys na terenie calej Europy jedenaście razy stawał naprzeciw naszym.
Lucian Bute (29-0, 24 KO) obronił po raz ósmy tytuł mistrza świata federacji IBF kategorii super średniej, nokautując w czwartej rundzie oficjalnego pretendenta, Francuza Jeana Paula Mendy (29-1-1, 16 KO).
Pierwsze minuty były typowo rozpoznawcze, a pierwszy mocny cios zadał champion dopiero w połowie drugiej odsłony, gdy trafił lewym podbródkowym. Jeszcze przed przerwą poprawił krótkim prawym sierpem i uwidoczniła się jego przewaga. W trzecim starciu atakującego pretendenta Bute skontrował kombinacją lewy podbródkowy-lewy sierp i pod Mendym ugięły się nogi. Mistrz się nie spieszył, tylko spokojnie boksował swoje.
W czwartym starciu przez pierwsze dwie minuty dał się trochę przeciwnikowi wystrzelać, by w ostatnich sekundach skontrować akcją lewy sierp na lewy sierp. Cios Rumuna doszedł idealnie do celu, a ciężko znokautowany Mendy bezwładnie padł na matę ringu i został wyliczony do dziesięciu przez sędziego.
Frankie Gavin (10-0, 8 KO) - mistrz świata amatoró sprzed czterech lat i chyba największy pechowiec Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Wszystko dlatego, że wychudzony do granic możliwości nie zdołał wówczas uzyskać wymagany limit. Będąc głównym faworytem do złota przegrał z samym sobą i własnymi słabościami.
Minęły cztery lata i sytuacja się powtarza, na szczęście dla niego nie na tak wysokim jeszcze poziomie. Już za tydzień ten blisko 26-letni pięściarz miałskrzyżować rękawice z Curtisem Woodhouse'em (15-2, 10 KO). Najpierw obaj mieli się zmierzyć w dywizji junior półśredniej, potem zaklepano walkę w półśredniej, lecz w umówionym limicie 144. funtów. Teraz okazało się, że Gavin z wielkim trudem jest w stanie osiągnąć 147 funtów, czyli górną granicę kategorii półśredniej. Stawką pojedynku więc nadal pozostanie interkontynentalny pas federacji WBO, lecz zapowiedzi Frankiego o powrocie do wagi junior półśredniej należy już traktować z przymrużeniem oka...
Federacja IBF ogłosiła swój ranking za miesiąc czerwiec. Najwyżej wśród naszych pięściarzy sklasyfikowana w wadze półciężkiej Dawida Kosteckiego (37-1, 24 KO), który okupuje trzecie miejsce tylko za Karo Muratem, bowiem pierwsze miejsce jest nieobsadzone.
W kategorii junior ciężkiej szósty jest Paweł Kołodziej (28-0, 16 KO), jedenasty Mateusz Masternak (23-0, 17 KO), a kolejne trzy oczka niżej Łukasz Janik (22-1, 13 KO), choć należy dodać, że i tutaj dwie pierwsze lokaty są wakujące.
Dziewiąte miejsce w dywizji junior średniej stało się udziałem zamieszkałego na stałe w USA Pawła Wolaka (29-1, 19 KO). "Wściekły Byk" już w najbliższy piątek skrzyżuje rękawice z cenionym Delvinem Rodriguezem (25-5-2, 14 KO), który kiedyś posłał na deski naszego Rafała Jackiewicza (38-9-1, 19 KO). I właśnie wojownik z Mińska Mazowieckiego, dodajmy były mistrz Europy, jest ostatnim Polakiem uwzględnionym w rankingu IBF. Jackiewicz po porażce w walce o mistrzostwo świata zanotował dwa zwycięstwa i czerwcu sklasyfikowano go na piątej pozycji w wadze półśredniej.
Informowaliśmy już, że w pojedynku wieczoru na najbliższej gali Babilon Promotion, która odbędzie się po raz trzeci w Międzyzdrojach, jak co roku 18 sierpnia, w dobrze znanym wczasowiczom nadmorskim amfiteatrze, wystąpi kolejny obiecujący polski "cruiser" Krzysztof Głowacki (12-0, 7 KO), mając jako rywala doświadczonego (również w walkach z Polakami) Czecha Romana Kracika (32-6-1, 18 KO). Dziś poznaliśmy pełną obsadę tej gali i trzeba przyznać, że zapowiada się ona bardzo interesująco, a Tomasz Babiloński potwierdza, że nie zamierza kroczyć drogą starszych kolegów po fachu i swoich pięściarzy nie będzie prowadził zbyt asekuracyjnie, windując im rekordy na rywalach z "łapanki". Cała impreza będzie jednocześnie ciekawą rywalizacją dwóch polskich promotorów, bowiem przeciwnicy zawodników Babilońskiego są podopiecznymi Dariusza Snarskiego.
Pochodzący z Inguszetii zawodnik Babilon Promotion, Ismail Tebojew (5-0-1, 3 KO), który dotychczas nie pokazał jeszcze błysku w swoich występach zawodowych, stanie do walki z wymagającym przeciwnikiem, podopiecznym Snarskiego i ubiegłorocznym debiutantem, Robertem Świerzbińskim (4-0, 1 KO). Doświadczony amator będzie obok Mariusza Biskupskiego, najpoważniejszym sprawdzianem w dotychczasowej karierze Tebojewa. Trudne wyzwanie czeka również niedawnego debiutanta w grupie Babilon Promotion, wcześniej także doświadczonego amatora, Krzysztofa Chudeckiego (2-0, 0 KO), który zmierzy się z Rusłanem Rodiwiczem (7-2, 7 KO), z grupy współpracujących ze Snarskim Białorusinów. Rodiwicz legitymuje się szybkimi nokautami na debiutujących na zawodowym ringu rodakach, oraz dwiema porażkami na punkty ze Starbałą i wspomnianym wyżej Świerzbińskim. Chudecki póki co nie prezentuje zbyt wysokiej formy, choć oba swoje pojedynki zawodowe wygrał pewnie i spotkanie z Białorusinem wcale nie zapowiada się jako walka do jednego narożnika.
Rywal powracającego do boksu po kilkunastomiesięcznej przerwie Łukasza Wawrzyczka (10-1-1, 1 KO), na papierze wygląda bardzo groźnie. Jednak Dzmitrij Lubaczkin (18-3, 17 KO) nabił swój rekord debiutantami z Białorusi, a walki z wymagającymi rywalami przegrywał. Mimo wszystko na tym etapie kariery Wawrzyczka, którego menadżerem jest Grzegorz Proksa, wydaje się, że będzie to odpowiedni rywal na 6-rundową walkę. Ostatni z bohaterów nadmorskiej gali odbudowuje się po porażce poniesionej na trudnym terenie przeciwnika. Daniel Urbański (20-6-3, 5 KO), bo o nim mowa, przegrał miesiąc temu wysoko na punkty walkę w Rzymie o ceniony pas WBC International z faworytem gospodarzy Emanuele Della Rosą. W Międzyzdrojach powróci starciem z dobrym znajomym Ismaila Tebojewa, Sebastianem Skrzypczyńskim (5-5-1, 2 KO), który dwa tygodnie temu również przyjechał na tarczy z Rzymu, gdzie przegrał walkę już w pierwszej rundzie przez KO. Dla Urbańskiego z pewnością będzie to łatwe zwycięstwo na otarcie łez po nieudanej wyprawie do Italii.
W ciągu ostatnich czterech miesięcy Maurice Harris (24-15-2, 10 KO) oraz Derric Rossy (25-4, 14 KO) przystąpili do półfinału turnieju organizowanego przez federację IBF, którego zwycięzca zostanie oficjalnym pretendent dla zasiadającego na tronie wagi ciężkiej Władimira Kliczki. Obaj niestety dla siebie przegrali - Harris z Tony Thompsonem (TKO 3), zaś Rossy (IBF #15) z Eddie Chambersem (PKT 12). Teraz zmierzą się z sobą w walce o być albo nie być i pozostanie w szeroko rozumianej czołówce królewskiej kategorii.
Do walki dojdzie dokładnie za tydzień w Atlantic City, a jej stawką będzie należący do Maurice'a (IBF #9) regionalny pas USBA. Były pogromca Davida Izona, Jimmy'ego Thundera, Jeremy Williamsa czy Siergiej Liachowicza wierzy w wygraną i kolejną szansę.
- Nie wytrzymałem napięcia w ostatnim występie. Tak bardzo chciałem pokazać się znajomym i rodzinie w telewizji. Nic nie ujmując Thompsonowi, bo choć mnie faulował ciągle ciosami w tył głowy, to po prostu był lepszy tego dnia i mogę winić tylko siebie za to co się stało. Narzuciłem sam na siebie zbyt dużą presję. Rossy to również dobry bokser i czeka mnie ciężka przeprawa. Muszę go jednak pokonać by powrócić tam, gdzie przecież już byłem. W przeszłości popełniłem wiele błędów, a teraz Derric stoi mi na drodze, a ja nie mam zamiaru znów przegrać - powiedział Harris (na zdjęciu).
W sukces swojego zawodnika wierzy także promotor Harrisa, Mario Yagobi - Byłem tak bardzo pewny zwycięstwa Maurice'a nad Thompsonem, że gotów byłem postawić na to w zakładzie swój dom. Wiem jednak jak jest utalentowany i wciąż w niego wierzę.
Na gali w Fukuoce już trzecie w tym roku zwycięstwo odniósł Tomoki Kameda (20-0, 12 KO). Niespełna 20-letni Japończyk wypunktował na dystansie dziesięciu rund Pumara D. Singwanchę (8-2-3, 2 KO) i obronił tytuł młodzieżowego mistrza świata WBC w wadze koguciej. Wszyscy trzej sędziowie punktowi widzieli zdecydowaną przewagę "El Mexicanito" (99-93, 99-93, 98-93).
Kibicom zaprezentował się również były mistrz WBA wagi muszej - Daiki Kameda (21-2, 13 KO). 22-latek śladem Kokiego przeniósł się do kategorii koguciej i obecnie wszyscy trzej bracia występują w tej samej kategorii. Daiki już w drugiej rundzie znokautował Chatchai Monthon Gyma (12-8-1, 5 KO) i zaczyna mozolną wspinaczkę w rankingach najważniejszych federacji.
- Numerem jeden w polskim boksie jest bez wątpienia Tomasz Adamek. Za nim w rankingu bez podziału na kategorie wagowe widzimy Krzysztofa Włodarczyka, choć to on obecnie ma pas mistrza świata. Wyróżniająca się pozycja tej dwójki w polskim boksie jest bezdyskusyjna - pisze w Przeglądzie Sportowym Kamil Wolnicki.
- Układając nasz ranking, braliśmy pod uwagę przede wszystkim sukcesy i pozycję na światowych listach, ale też perspektywy oraz umiejętność „sprzedawania się". Chociaż na liście nie znajdziemy mistrza robienia szumu wokół siebie, czyli Marcina Najmana, bo dla nas to nie jest poważny zawodnik. Nawet jeśli rzeczywiście przywiezie sobie do Polski i zbije Roddicka Bowe'a. Żałujemy jednak, że w zestawieniu nie zmieścili się tacy bokserzy jak Andrzej Wawrzyk, Przemek Majewski, Andrzej Fonfara, Mariusz Wach, mistrz Europy Piotr Wilczewski i wielu innych. Tak naprawdę żadnych wątpliwości nie mieliśmy tylko przy pozycjach pierwszej i drugiej. Dalej pewnie każdy ułożyłby tę listę inaczej.
1. Tomasz Adamek
To w tej chwili najbardziej utytułowany i najbardziej rozpoznawalny polski bokser. Naszym zdaniem także najlepszy. Oczywiście, jedynym aktualnym mistrzem świata jest Krzysztof Włodarczyk, ale Adamek mistrzem był w dwóch kategoriach. Najpierw zdobył pas federacji WBC w kategorii półciężkiej. Później zdecydował się przenieść do wagi junior ciężkiej i wielu nie dawało mu szans na poważne zaistnienie. Tymczasem Adamek został mistrzem świata IBF i zyskał uznanie, odbierając pas prestiżowego magazynu „The Ring" jako pierwszy Polak w historii. Teraz występuje w wadze ciężkiej i znowu wielu nie widziało go w poważnych starciach. Tymczasem po kilku walkach Polak przygotowuje się właśnie do pojedynku życia z Witalijem Kliczką we Wrocławiu. Oczywiście o pas mistrza świata. Czy wygra, czy przegra – i tak można śmiało powiedzieć, że zrobił największą karierę od czasów Andrzeja Gołoty, którego zresztą bez litości obił w Łodzi.
Ponad tydzień temu na gali w San Antonio były dwukrotny pretendent do tytułu mistrza świata Sebastian Lujan (38-5-2, 24 KO) kompletnie porozbijał młodego Filipińczyka Marka Melligena (21-3, 14 KO). Mimo porażki jego promotor, słynny Bob Arum nie zamierza go skreślać i chce dać mu jeszcze jedną szansę.
Ostatnio modne zrobiły się powroty bokserów - delikatnie mówiąc zaawansowanych wiekowo. Dingaan Thobela (40-14-2, 26 KO) przebił ich jednak wszystkich. Ma co prawda "tylko" 45 lat, ale...
Pięściarz z RPA swego czasu należał do ścisłej światowej czołówki wagi lekkiej, choć karierę zaczynał w dywizji piórkowej. We wrześniu 1990 roku udowodnił swą klasę, zdobywając pas federacji WBO, który obronił potem dwukrotnie. Zawakował go, ale szybko pokonał championa WBA Tony Lopeza i po raz drugi zasiadł na tronie mistrza świata. Po trzech kolejnych porażkach Thobela zaczął piąć się w górę, lecz nie w rankingach, a w kolejnych limitach. Zawędrował aż do kategorii super średniej i po kilku wpadkach, skazany na pożarcie zszokował bokserski świat nokautując jedenaście lat temu panującego na tronie WBC Glenna Catleya.
Już w pierwszej obronie Dingaan stracił swój tytuł, a po siedmiu porażkach z rzędu, w tym trzech przed czasem, w 2006 roku zapowiedział zakończenie kariery. Teraz pięściarz z RPA - jak sam zapewnia zainspirowany wyczynem Bernarda Hopkinsa, postanowił wrócić do gry. Problem jednak w tym, że Thobela walczący kiedyś w wadze piórkowej, powróci... w wadze ciężkiej. Przy wzroście 170 centymetrów przecież ciężko o podbój królewskiej kategorii. To go jednak nie zraża i już poznał datę oraz rywala na swój "come back". Nastąpi on 29 sierpnia, a naprzeciw Thobeli stanie Basil Ray (2-5, 2 KO).
Co ciekawe, trzykrotny mistrz świata ma nadzieję, że ewentualne zwycięstwo pod koniec sierpnia otworzy mu drzwi do potyczki o pas mistrza RPA wagi ciężkiej, a jeśli udałoby się wygrać i to, wówczas chciałby zmierzyć się z kimś z czołówki. Cóż - każdy ma prawo marzyć...
Już w najbliższy piątek czekają nas kolejne wielkie bokserskie emocje. Ulubieniec polskich kibiców Paweł Wolak (29-1, 19 KO) 15 lipca stanie do walki z Delvinem Rodriguezem (25-5-2, 14 KO). Pojedynek będzie pokazywany na żywo w niekodowanej i bardzo popularnej w Ameryce telewizji ESPN. Zapraszamy na nagranie tarczowania "Wściekłego Byka" z trenerem Global Boxing Gym - Bismarkiem Bruce'em.
Zasiadający na tronie WBO kategorii junior średniej Siergiej Dzindziruk przeniósł się na jedną walkę do średniej, przegral z Sergio Martinezem i choć nadal pozostał championem w dywizji do 154. funtów, WBO wykorzysta prawdopodobnie to wszystko do... zorganizowania walki o tytuł tymczasowy.
A w niej Zaurbek Bajsangurow (25-1, 19 KO) już 30 lipca w Odessie skrzyżuje rękawice z piątym w rankingu federacji WBO Mike'em Mirandą (34-3, 31 KO).
- Podoba mi się Robert Helenius, który jest nawet chyba trochę wyższy od Władimira - chwali fińskiego olbrzyma legendarny trener Emanuel Steward, stojący od kilku lat w narożniku Władimira Kliczki (56-3, 49 KO), aktualnego króla wagi ciężkiej.
- Helenius boksuje podobnie do mojego chłopaka, ma dobrą prawą rękę i widzę go jako przyszłego pretendenta dla jednego z braci Kliczko. Problem w tym, że poza najwierniejszymi fanami tej dyscypliny, Amerykanie nie wiedzą kto to taki. Dlatego poza granicami Niemiec, od strony marketingowej nie byłaby to opłacalna walka - przyznał szczerze szkoleniowiec, odnosząc się również do dwóch innym potencjalnych rywali Władimira: Derecka Chisory (14-0, 9 KO) oraz Tysona Fury (14-0, 10 KO), którzy skrzyżują rękawice już za dwa tygodnie.
- To będzie jedna z lepszych walk wagi ciężkiej w ostatnim czasie. Znam ich obu osobiście i sam nie mogę się już doczekać tego starcia. Co prawda większość ekspertów stawia na Chisorę, jednak Tyson potrafi przyjąć, ma dobrą kondycję i biorąc pod uwagę jego rozmiary, stawiam właśnie na niego.
Steward nie wyklucza również innych opcji - Ostatnio Aleksander Powietkin przyznał, że dorósł mentalnie do potyczki z Władimirem, więc być może mój zawodnik skrzyżuje w kolejnym występie rękawice właśnie z Powietkinem bądź Chisorą. Fury raczej odpada, gdyż po ewentualnym zwycięstwie zapewne powalczy jeszcze kilka razy by nabrać więcej doświadczenia - powiedział trener, który gdyby nie fakt, że 23 lipca będzie komentatorem HBO na gali "Khan vs Judah", prawdopodobnie pomagałby Tysonowi w narożniku jako konsultant w jego pojedynku z Dereckiem.
Dawid Kostecki (37-1, 24 KO) już na początku swojego pojedynku z Lolengą Mockiem (30-13-1, 12 KO) doznał złamania kości lewej ręki, z która walczył aż 9 rund. Pięściarz sklasyfikowana na trzecim miejscu rankingu IBF w wadze półciężkiej przeszedł w zeszły piątek operację, podczas której wstawiono mu do ręki blaszkę, jaka ma pomóc w prawidłowym zrośnięciu się ręki. Operacja zakończyła się sukcesem, Kostecki będzie odpoczywał od boksu około 6 tygodni.
- Gdy złamałem rękę kość mocno przesunęła się, jednak z uwagi na zadawane przez większość walki ciosy lewą ręką, spowodowały iż mam mocno cofniętą kość, a ponadto w ręce mam odłamki skruszonej kości - wyjaśniał tuż przed operacją rzeszowianin.
- Teraz wypoczywam w domu z moją kochaną rodzinką, a już nie długo zabieram się do treningów, żeby walczyć i wygrywać. Nie do pokonania !!! Jeszcze raz wszystkich serdecznie pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa, z takimi fanami szybko dojdę do zdrowia i z niecierpliwością czekam na mojego następnego rywala, a mistrzostwo świata już coraz bliżej - tak "Cygan" podziękował swoim kibicom na własnym profilu portalu społecznościowego.