Jeden z najlepszych junior półśrednich na świecie, Lucas Martin Matthysse (28-2, 26 KO) może mówić ostatnio o sporym pechu. Najpierw zaliczył kontowersyjną przegraną w walce z Zabem Judahem (41-6, 28 KO) w listopadzie zeszłego roku, by pod koniec czerwca znów zostać dosłownie obrabowanym ze zwycięstwa w walce z Devonem Alexandrem (22-1, 13 KO). Teraz Matthysse z chęcią spotkałby się ze swoim rodakiem, mistrzem federacji WBA Marcosem Rene Maidaną (30-2, 27 KO).
W zeszłą sobotę w długo oczekiwanym pojedynku Władimir Kliczko pokonał Davida Haye'a. Tym samym ukraińscy bracia są w posiadaniu wszystkich liczących się pasów mistrzowskich w wadze ciężkiej.
Starszy z braci, Witalij Kliczko, we wrześniu przyjedzie do Polski, by we Wrocławiu zmierzyć się z Tomaszem Adamkiem.
Jeszcze do niedawna uważano, że jest trzech zawodników mogących w najbliższym czasie zagrozić braciom – Haye, Adamek i Odlanier Solis. Anglik poległ na punkty, i mimo iż stoczył lepszą walkę niż wielu by się po nim spodziewało, nie wystarczyło to do unifikacji tytułów i przywiezienia pasów do Londynu. Walka Witalija z Kubańczykiem rozczarowała wszystkich, włącznie z samym Kliczką. Nie przewiduję aby większych problemów przysporzył mistrzom również Polak. Jeśli i on polegnie, nie zostanie już nikt, kto będzie się mógł równać z braćmi Kliczko.
Obóz Władimira odrzuca opcję rewanżu z Haye'em, a jako potencjalnych rywali wymienia Davida Tuę, Aleksandra Powietkina oraz zwycięzcę walki pomiędzy Tysonem Fury a Derekiem Chisorą. Uważam, że pochodzący z Zimbabwe ‘Del Boy’ powinien sobie poradzić z młodszym rodakiem, oraz że to on jest najrozsądniejszym wyborem na kolejnego rywala dla Kliczki, który już dwukrotnie wodził go za nos odwołując walkę, tym samym stopując jego karierę. Samoańczyk Tua, mimo niewątpliwie mocnego ciosu, nigdy nie był wybitnym bokserem, a najlepsze lata ma już za sobą, o czym świadczy remis z jeszcze bardziej wypalonym i coraz częściej występującym w roli journeymana, Monte Barrettem. ‘Sasha’ z kolei czeka chyba aż federacja WBA uczyni Władimira Kliczkę superchampionem, dając mu jednocześnie okazję do zdobycia ‘zwykłego’ pasa mistrza świata.
Po walce Władimira Kliczko z Davidem Haye pojawiły się komentarze sugerujące, że mistrz WBA skazany był na porażkę z Ukraińcem, który wyraźnie dominował nad nim warunkami fizycznymi. O tym, że przewaga wzrostu i wagi nie zawsze bywa decydująca w ringu przekonało się już wielu potężnych pięściarzy, pokonanych przez znacznie mniejszych oponentów. Tak się składa, że dziś mija 92. rocznica jednego z najsłynniejszych bokserskich starć Dawida z Goliatem, a zarazem jednej z najbardziej brutalnych walk w historii boksu.
4 lipca 1919 roku na ringu w Toledo w stanie Ohio, młody prospekt wagi ciężkiej, "Młocarz z Manassy" Jack Dempsey stanął do walki o najwyższe trofeum w zawodowym boksie, mistrzostwo świata wagi ciężkiej, z pogromcą słynnego Jacka Johnsona (którego rocznicę zmagań z Jeffriesem, przypadającą także dziś, wspominam w artykule poniżej) - "Gigantem z Pottawatomie" Jessem Willardem. Pojedynek został zorganizowany przez genialnego promotora, "Dona Kinga początków XX wieku" Texa Rickarda, który 9 lat wcześniej wypromował jako "walkę stulecia" wspomniane starcie Johnsona z Jeffriesem. Tym razem podobnie, w niewielkiej miejscowości wybudował specjalną arenę, na której w dniu walki zasiadło prawie 20 tys. widzów, a obaj zawodnicy zarobili rekordowe wówczas honoraria - mistrz 100 tys. dolarów, a pretendent niecałe 30 tys.
Sam pojedynek, do którego ogromny Willard wyszedł w roli zdecydowanego faworyta, okazał się brutalną egzekucją na nim. Zadecydowały o tym zapewne nie tylko talent i wojownicza natura Dempseya, ale równie mocno 4-letni rozbrat z boksem mistrza świata, który dyskontował wtedy swoją sławę, występując w wodewilach i na cyrkowych arenach. Przeważał jednak warunkami fizycznymi nad pretendentem bardzo mocno - mierzył 199 cm przy 186 Dempseya, oraz ważył 111 kg, podczas gdy "Młocarz z Manassy" mieścił się w limicie wagi półciężkiej, ze swoimi zaledwie 86 kg.
W ringu nie miało to jednak znaczenia. Willard został zdemolowany już w pierwszej rundzie, padając na deski aż siedem razy! Sędzia ringowy nie usłyszał gongu na koniec rundy i wyliczył zupełnie rozbitego mistrza, leżącego bezwładnie w narożniku, ogłaszając Dempseya nowym championem. Jednak szybko wyprowadzono go z błędu i... wezwano na ring Dempseya, który zdążył już go opuścić w glorii zwycięzcy! Tortury Willarda trwały jeszcze dwie rundy, by wreszcie zakończyć się, gdy mistrz nie wyszedł do czwartego starcia. Trudno mu się dziwić - w trzech pierwszych doznał złamania kilku żeber, nosa, szczęki, peknięcia kości jarzmowych, rozcięcia policzków oraz łuków brwiowych oraz utracił kilka zębów! Tak zaczęło się trwające kilka lat panowanie jednego z najbrutalniej walczących i jednocześnie najmniejszych mistrzów świata wagi ciężkiej. Z tej historii płynie dla nas nauka, że rozmiar (w ringu) nie zawsze ma znaczenie.
Jako jedyny serwis bokserski w Polsce informowaliśmy o występach naszych najmłodszych pięściarzy na zakończonych w sobotę w węgierskim Keszthely Mistrzostwach Europy Juniorów. Z sześciu podopiecznych trenera Zbigniewa Raubo, czterech wygrało walki eliminacyjne i trzech z nich odpadło w ćwierćfinałach. Do finału doszedł wychowanek klubu Róża Karlino, Paweł Polski, który w drodze do miejsca na podium pokonał kolejno: Stiepana Hila z Białorusi przez rsc w 2 rundzie, Nicolaia Zgirceę z Mołdawii 7:5, oraz w półfinale Jewgienija Jugaia z Ukrainy 14:10, by w finale ulec wysoko na punkty 7:17 świetnie boksującemu mańkutowi z Rosji, Danielowi Szamsutdinowowi. Gratulujemy srebrnego medalu i miejsca na podium tak prestiżowego turnieju, oraz życzymy sukcesów w przyszłości!
Jeden z szefów Golden Boy Promotions, Richard Schaefer, nie spodziewa się, by najbardziej oczekiwana walka w zawodowym boksie (Mayweather vs Pacquiao) mogła odbyć się w 2012 roku. Obydwaj czołowi zawodnicy list P4P mają już zakontraktowane pojedynki w końcówce roku. W listopadzie "Pacman" będzie bronił tytułu WBO przed Juanem Manuelem Marquezem, a dwa miesiące wcześniej "Money" stanie do walki z mistrzem WBC - Victorem Ortizem (29-2-2, 22 KO).
Wiele wskazuje na to, że niepokonany Amerykanin wybrał młodszego o dekadę, silnego mańkuta, by przygotować się do potyczki z filipińskim królem boksu. O tym, że w przyszłym roku nie zobaczymy pojedynku Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO) z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO) przekonuje wszystkich Schaefer. Zdaniem promotora, winne temu nie będą ani problemy z podziałem zysków, ani też brak porozumienia w kwerstii tzw. olimpijskich testach antydopingowych.
- Victor nie mógł wymarzyć sobie lepszej sytuacji. Zmierzy się z najlepszym pięściarzem świata, który nie był w ringu od 16 miesięcy i dodatkowo ma wiele pozaringowych problemów. Prawda jest taka, że Floyd nie może zranić Victora, a Victor... wręcz przeciwnie - powiedział Schaefer. - Walka Pacquiao z Mayweatherem się nie odbędzie, bo Ortiz pobije Floyda.
Zapraszamy na materiał z treningów oraz wywiad z Arturem Szpilką (6-0, 4 KO), wykonany przez dziennikarzy Gazety Wyborczej. "Szpila" opowiada między innymi o swoim spotkaniu w więzieniu z Andrzejem Gołotą.
Wejścia braci Kliczków i ich przeciwników na ring zawsze wzbudzają wielkie emocje, które potęgowane są ciekawymi materiałami filmowymi, które zgromadzeni na danym obiekcie kibice mogą obejrzeć na telebimach. Tym razem, przed unifikacyjnym starciem Władimira Kliczki (56-3, 49 KO) i Davida Haye'a (25-1, 23 KO), schemat był rozbudowany jak nigdy przedtem. Zobaczcie sami!
Najsłynniejszy bokserski promotor Don King będzie gościem na gali w Bukareszcie, w której zmierzą się mistrz świata wagi superśredniej Lucian Bute (28-0, 23 KO) i Jean Paul Mendy (29-0-1, 16 KO). King otrzymał propozycję przyjazdu na galę od prezydenta rumuńskiej federacji bokserskiej Rudela Breji, który zgodził się mu zapłacić za obecność 200 tysięcy dolarów.
Według niektórych źródeł, Amerykanin może wkrótce zając się promocją pięściarza na terenie Stanów Zjednoczonych.Inne źródła podają, że organizatorzy gali starają się sprowadzić do Rumunii inne znane w bokserskim świecie postaci, w tym Evandera Holyfielda i Lennoxa Lewisa.
Pojedynek Bute z Mendym odbędzie się za tydzień w hali Romexpo, która najczęściej wykorzystywana jest przy okazjach koncertów muzycznych. Na tydzień przed walką do wykupienia zostało 1000 biletów, organizatorzy spodziewają się jednak kompletu w dniu walki. Gala będzie transmitowana na żywo w 50 krajach, m.in. Rumunii, Kanadzie, USA i Francji
Półtora roku temu Ola Afolabi (17-2-3, 8 KO) stracił tytuł mistrza świata federacji WBO kategorii cruiser w wersji tymczasowej na rzecz Marco Hucka (32-1, 23 KO). Od tego czasu reprezentujący Anglię pięściarz, dodajmy etatowy sparingpartner Władimira Kliczki, zanotował trzy zwycięstwa, w tym ciężko znokautował w minioną sobotę Terry'ego Dunstana. Teraz Ola pała żądzą rewanżu.
- Teraz jestem już zupełnie innym zawodnikiem i nie mam tak zwanego "syndromu sparingpartnera". Dziś boksuję znacznie agresywniej i nie czekam na jeden nokautujący cios - powiedział Afolabi, który jedną z takich kontr o mały włos nie znokautował Niemca. Marco jednak sklinczował, a za moment wyratował go gong. Czy tym razem byłoby inaczej? Póki co Anglik jest notowany według WBO na drugim miejscu w rankingu tuż za Denisem Lebiediewem, który również ma chrapkę na rewanż z Huckiem...
Paweł Głażewski (15-0, 4 KO), czołowy zawodnik grupy Babilon Promotion, wznowił treningi po kontuzji lewej dłoni, której nabawił się w ostatniej walce z Orialem Kolajem, na marcowej gali w Nowym Dworze Mazowieckim. Zawodowy mistrz polski wagi półciężkiej jest zadowolony z efektów rehabilitacji i gotowy do ciężkiego treningu przed poważnym wyzwaniem, które czeka na niego jesienią.
We wrześniu na gali zorganizowanej przez Tomasza Babilońskiego, z honorowym udziałem samego Mike'a Tysona, zawodnik z Białegostoku stoczy walkę wieczoru w obronie wywalczonego przed rokiem pasa WBC Baltic Silver i jak zapowiada jego promotor, zmierzy się z naprawdę wymagającym rywalem. Niestety nie powiodły się negocjacje na temat walki z Aleksem Kuziemskim, który pierwotnie był przymierzany do tego pojedynku, pokazały one jednak, że ambicje Babilońskiego sięgają naprawdę wysoko. Możliwe, że "Głaz" stoczy 6-rundową walkę na najbliższej gali Babilon Promotion w Miedzyzdrojach, 18 sierpnia. Byłaby to typowa walka "na przetarcie", mająca na celu sprawdzenie dyspozycji zawodnika po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją. Rywal z pewnością będzie bardzo przeciętny, gdyż inny być nie może na miesiąc przed ważnym pojedynkiem na warszawskim Torwarze. W walce wieczoru na gali w Międzyzdrojach zobaczymy jednego z najbardziej utalentowanych polskich cruiserów, Krzysztofa Głowackiego (12-0, 7 KO), który zmierzy się z rutynowanym Romanem Kracikiem (32-6-1, 18 KO), znanym doskonale polskim kibicom z wielu zwycięskich walk z naszymi pięściarzami (i porażki z Pawłem Kołodziejem). Dobór takiego rywala pokazuje, że Tomasz Babiloński nie zamierza asekuracyjnie prowadzić swoich zawodników, co z perspektywy kibica może tylko cieszyć. Oby "trzynastka" w rekordzie Głowackiego okazała się szczęśliwa.
Tajscy pięściarze mogą nie wystartować na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Londynie. Międzynarodowa Federacja Boksu Amatorskiego (AIBA) wykluczyła ze swoich struktur Tajlandzki Związek Bokserski, wątpliwości poddając prawidłowość marcowych wyborów w związku. W ich wyniku prezesem organizacji został generał Narin Tabprasit, który – bez żadnego głosu sprzeciwu – zastąpił na tym stanowisku generała Taweepa Jantaroja. Decyzją AIBA Tabprasit otrzymał roczny zakaz udziału w działalnościach bokserskich. Jego poprzednika odsunięto z kolei od pięściarstwa na dwa lata. Dla tajskich bokserów oznacza to uniemożliwienie startu we wszelkich zawodach pod egidą AIBA.
- Nikt ze związku nie poinformował nas o karze. Musieliśmy się tego dowiadywać ze strony internetowej AIBA – powiedział Kammanit Nareerak, trener reprezentacji Tajlandii.
Przed sobotnim unifikacyjnym starciem w kategorii ciężkiej prowokującego na każdym kroku Davida Haye'a (25-2, 23 KO) ochoczo wspierał jego szkoleniowiec i zarazem menedżer Adam Booth. Brytyjczyk wyraźnie uległ Władimirowi Kliczce (56-3, 49 KO) na punkty, a po walce Booth z pokorą przyznał, że Ukrainiec zasłużył na wygraną i odebrania Haye'owi tytułu federacji WBA.
Dokładnie 101 lat temu, 4 lipca 1910 roku doszło do jednej z najważniejszych walk w historii zmagań o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, pomiędzy pierwszym czarnoskórym posiadaczem tego tytułu, Jackiem Johnsonem, a byłym mistrzem, Jamesem J. Jeffriesem. Pas mistrzowski w wadze ciężkiej w rękach czarnoskórego pięściarza był nie do zaakceptowania dla białej społeczności Ameryki, przesiąkniętej uprzedzeniami rasowymi. Johnson był wcześniej posiadaczem tytułu mistrza świata „kolorowych”, który stał się haniebnym rozwiązaniem, pozwalającym trzymać znakomitych czarnoskórych zawodników z dala od rywalizacji o najwyższe trofeum w zawodowym boksie. „Galveston Giant” otrzymał jednak szansę zmierzenia się z białym w walce o światowy prymat i nie zaprzepaścił jej, demolując w 1908 roku Tommy’ego Burnsa w 14 rundach. W ciągu następnego roku odprawił czterech białych pretendentów, wśród nich mistrza świata wagi średniej Stanleya Ketchela (Stanisława Kiecala) amerykańskiego pięściarza polskiego pochodzenia. Gorączkowe poszukiwania białego pięściarza zdolnego uporać się z czarnoskórym mistrzem, zakończyły się ściągnięciem ze sportowej emerytury byłego, niepokonanego mistrza świata wagi ciężkiej w latach 1899-1904, Jamesa J. Jeffriesa. Jeffries zachęcony niezwykle wysokim w tamtych czasach wynagrodzeniem kilkudziesięciu tysięcy dolarów, przystąpił do ciężkich treningów, zrzucając imponującą nadwagę kilkudziesięciu kilogramów! Jego obóz treningowy odwiedzili kibicujący mu dawni mistrzowie wagi ciężkiej John L. Sullivan (pierwszy mistrz świata, który zdobył tytuł w walce w rękawicach) oraz James J. Corbett, który ten tytuł mu odebrał w 1892 roku (część historyków dopiero ten pojedynek uważa za pierwszy mistrzowski stoczony w rękawicach), a potem dwukrotnie przegrywał z Jeffriesem. Zachowało się nawet nagranie filmowe z tego spotkania, na którym widać jak trzej byli mistrzowie żartobliwie rozmawiają ze sobą, symulując zadawanie ciosów. W trakcie walki z Johnsonem Corbett wystąpił jako sekundant w narożniku Jeffriesa.
Promotor Tex Rickard, który poprowadził także pojedynek w ringu jako sędzia (wcześniej bezskutecznie proponował tę funkcję m.in. … prezydentowi USA!), reklamował go jako „Walkę Stulecia”, używając po raz pierwszy w historii zawodowego boksu tego hasła promocyjnego, które zyskało potem wielką popularność i do dziś jest często nadużywane. Jako miejsce spotkania obu pięściarzy, zakontraktowanego na 45 rund, wybrano Reno, niewielkie miasteczko w górach Nevady, w którym specjalnie na tę okazję zbudowano arenę wraz z zapleczem hotelowym i gastronomicznym. Szacuje się, że liczba widzów, którzy zjechali na walkę 4 lipca 1910 roku, przekroczyła liczbę mieszkańców miasta, sięgając prawie 20 tysięcy ludzi.
O nastrojach związanych z tą walką najlepiej świadczy fakt, że w momencie gdy promotor i sędzia Rickard poprosił zawodników na środek ringu, aby udzielić im tradycyjnego pouczenia przed pierwszą rundą, Jeffries odmówił podania ręki Johnsonowi. Pierwsze starcia przebiegały w bardzo wolnym tempie i nam obecnie bardziej przypominałyby zapewne mocowanie się zapaśników w stójce, jednak obaj pięściarze musieli odpowiednio rozkładać siły, gdyż mieli przed sobą znacznie więcej niż 12 rund. Od czwartego starcia coraz mocniej zaczęła zarysowywać się przewaga "Giganta z Galveston". W szóstej rundzie Johnson dosłownie zmasakrował twarz oponenta, a napięcie na trybunach sięgnęło zenitu, rozległ się nawet strzał z rewolweru. Jeffries z trudem przetrzymał kolejne rundy, odczuwając coraz bardziej negatywny wpływ, jaki na jego kondycję miał wiek (35 lat) oraz morderczy obóz przygotowawczy. Straszliwe podbródkowe i sierpowe Johnsona coraz częściej dochodziły do celu. Wreszcie w 15 rundzie, po jednym z takich ciosów, Jeffries pada po raz pierwszy w karierze na deski. Podnosi się, ale trafiony kolejnym ciosem wypada poza liny. Sekundanci błyskawicznie pomagają mu wstać i wręcz wpychają na ring prosto pod potężne uderzenia czarnoskórego mistrza. „Wielka Nadzieja Białych” pada ponownie i nie podnosi się, choć sędzia przerywa liczenie. W tym czasie ring wypełniony jest już ludźmi z narożnika Jeffriesa, gwałtownie protestującymi i w ostatnich chwilach pojedynku próbującymi wręcz uniemożliwić Johnsonowi dokończenie niszczycielskiego dzieła. Na szczęście rozgorączkowani sekundanci i kibice nie byli w stanie wypaczyć werdyktu i "Gigant z Galveston" sprawiedliwie został ogłoszony zwycięzcą przed czasem. Jego panowanie na tronie wagi ciężkiej, będące solą w oku białej społeczności zakończył dopiero pięć lat później "Gigant z Pottawatomie", Jess Willard.
Wyczekiwany na Wyspach pojedynek na szczycie wagi lekkiej został przełożony na 16 lipca. Powodem zmiany daty jest infekcja, jakiej nabawił się Kevin Mitchell (31-1, 23 KO). Jego walka z Johnem Murrayem (31-0, 18 KO) odbędzie się na gali w Liverpoolu, gdzie kibice będą mogli zobaczyć również potyczki Ricky'ego Burnsa (31-2, 8 KO) z Nickym Cookiem (30-2, 16 KO), Frankiego Gavina (10-0, 8 KO) z Curtisem Woodhousem (15-2, 10 KO) oraz rewanżowe starcie Tony'ego Bellewa (15-0, 10 KO) z Ovillem McKenzie (18-10, 7 KO).
Pojedynek dwóch najlepszych brytyjskich lekkich pierwotnie miał odbyć się w najbliższą sobotę w Londynie, lecz blisko tygodniowa przerwa w decydującej fazie przygotowań zmusiła "Hammera" do zmiany terminu.
- Chcę walczyć z Murrayem, będąc w pełni sprawny. W ringu nie będzie żadnych wymówek. Jestem w znakomitej formie, ale dopadł mnie ten wirus, który tymczasowo znacznie mnie osłabił. Uznałem, że wyjście między liny nie byłoby uczciwe wobec kibiców, którzy płacą, by obejrzeć dobrą walkę, więc poprosiłem o zmianę daty. 16 lipca będę gotowy i zobaczycie najlepszego Kevina Mitchella - zapewnia 26-letni pięściarz.
W nocy z soboty na niedzielę odbyła się jeszcze jedna walka o tytuł mistrza świata. Na gali w Hermosillo młodziutki Hernan Marquez (31-2, 24 KO) bronił pasa federacji WBA w wadze muszej przed filipińskim pretendentem - Edrinem Dapudongiem (22-4, 13 KO). Pojedynek zakończył się już w trzeciej rundzie, dzięki czemu coraz bardziej popularny "Mały Tyson" może odpocząć kilka tygodni, a potem wznowić treningi, by przygotować się do arcyciekawego rewanżu z Luisem Concepcionem (22-2, 17 KO).
Były mistrz dywizji junior ciężkiej, Enzo Maccarinelli (32-5, 25 KO), nie zmienił zdania i nadal planuje zbić wagę i podbić kategorię półciężką. 30-letni "Macca" trenuje pod okiem Enzo Calzaghego, który doprowadził swego syna do wielkich sukcesów w super średniej i półciężkiej.
30-letni Maccarinelli ma nadzieję, że w ciągu miesiąca powróci między liny. W bardziej odległych planach na celowniku ex-championa znajduje się obecny mistrz WBO - Nathan Cleverly (22-0, 11 KO).
- Bez cienia wątpliwości byłaby to bardzo ciekawa potyczka i prawdziwie wielki pojedynek w Walii. Miejmy nadzieję, że odbędzie się on na Liberty Stadium w Swansea - powiedzial Maccarinelli.
Dnia 03.07.2011r, na lotnisku Dajtki w Olsztynie odbył się I Ogólnopolski Turniej Bokserski o Puchar Prezydenta Olsztyna. Patronat nad turniejem objął prezydent miasta Piotr Grzymowicz. Gospodarzem i organizatorem imprezy był Klub Sportowy Wilki Olsztyn. W turnieju udział wzięli zawodnicy z kilku klubów bokserskich , miedzy innymi z zaprzyjaźnionego Klubu Gwardii i miłej atmosferze zawodnicy skrzyżowali rękawice. W walce wieczoru wystąpił Mistrz Polski Juniorów 2011 oraz zdobywca Złotej Rękawicy Wisły Mateusz Rzadkosz, którego kibice mogli oglądać podczas gali w Rzeszowie. Poziom turnieju był zadowalający, zważając na to, że zawodnicy stawiają pierwsze kroki w boskie i podopieczni po długim okresie przygotowań zrealizowali wcześniejsze zadania taktyczne. Była to dobra okazja do sprawdzenia swoich sił, umiejętności jak i okazja do zdobycia doświadczenia. Planowano, więcej walk, jednak z różnych powodów odbyło się ich jedynie 6. Nagrodzeni zostali:
- Jakub Chwojko 12 lat - nagroda Najbardziej Utalentowanego Zawodnika Klubu Sportowego Wilki Olsztyn
- Katarzyna Ziółkowska 21 lat - wygrana na punkty z vicemistrzynią Polski, nagroda za Najlepszą Walkę
- Maciej Jóźwik 17 lat - brązowy medalista Mistrzostw Polski, Najlepszy Zawodnik
- Mateusz Rzadkosz (Mistrz Polski Juniorów 2011, Zdobywca Złotej Rękawicy Wisły 2011) 19 lat – wygrana na punkty, Nagroda dla Najlepszego Technika
- Ze swojej strony dziękuje Panu Prezydentowi Olsztyna, Trenerom i Zawodnikom, Sponsorom oraz Obsłudze imprezy. W szczególności chciałbym podziękować Panu Jerzemu Litwińskiemu za pomoc w organizacji turnieju. Chciałbym aby takie turnieje odbywały się cyklicznie - powiedział organizator imprezy, Przemysław Opalach.
W ostatnią sobę w cieniu walki o prymat w królewskiej wadze odbył się pojedynek, którego stawką był pas WBA wagi piórkowej, o który zmierzyli się Celestino Caballero (34-4, 23 KO) oraz aktualny mistrz Jonathan Barros (33-1, 18 KO). Mimo przewagi "Pelenchino" oraz dwukrotnego rzucenia posiadacza pasa na deski dwóch sędziów wypunktowało wygraną miejscowego "Yoniego". Teraz team Caballero postanowił złożyć protest do federacji WBA, którego konsekwencją ma być natychmiastowy rewanż. Vice prezydent federacji Gilberto Mendoza, obiecał, że zajmie się sprawą jak najszybciej.
Dawny niekwestionowany mistrz wagi ciężkiej, Lennox Lewis, był obecny w Hamburgu podczas sobotniej walki unifikacyjnej pomiędzy Władimirem Kliczko (56-3, 49 KO) a Davidem Haye (25-2, 23 KO). Przed walką legendarny "The Lion" dawał spore szanse swemu rodakowi, choć w ostatnich wypowiedziach dodawał, że choć serce kibicuje "Hayemakerowi", rozum podpowiada, że zwycięży Kliczko.
- Plan taktyczny Haye'a był chybiony. On powinien zadawać więcej ciosów i skracać dystans. By wygrać z Władimirem, trzeba zaryzykować. Haye powinien częściej próbować dosięnąć go tą prawą ręką. Czasem trzeba przyjąć i odpowiedzieć własną kombinacją - stwierdza 45-letni Lewis.
Haye szukał przyczyny porażki w kontuzji palca, której nabawił się jakieś trzy tygodnie przed walką. Uraz ten miał przeszkadzać Brytyjczykowi w zadawaniu ciosów prawą ręką. Zdaniem Lennoxa, nie miało to jednak większego wpływu na ostateczny wynik.
- Nawet drobna kontuzja może przeszkadzać. By być w pełni sprawny, musisz mieć wszystkie palce zdrowe. Każdy uraz wpływa negatywnie na postawę zawodnika. Inna sprawa, że w takiej walce kontuzjowany palec, złamana ręka, a nawet noga nie mają wielkiego znaczenia. Ilość adrenaliny pozwala zapomnieć o bólu - zakończył Lewis.
Ostatnimi czasy niemal tydzień w tydzień mamy do czynienia z fatalnymi werdyktami krzywdzącymi przyjezdnych zawodników. Nie inaczej było w Argentynie, gdzie miejscowy champion WBA w wadze piórkowej, Jonathan Victor Barros (33-1-1, 18 KO) zmierzył się z obowiązkowym pretendentem - Celestino Caballero (34-4, 23 KO). "Pelenchin" przystępował do pojedynku po nieudanym jednorazowym wypadzie do wyższej kategorii, gdzie przegrał po dziesięciu rundach z solidnym Jasonem Litzau. Panamski pięściarz jeszcze kilka miesięcy temu notowany był w czołówkach wielu list P4P, aż nagle, prawdopodobnie przez zlekceważenie przeciwnika, stracił szansę na bardzo dobrze płatny pojedynek z Juanem Manuelem Lopezem (30-1, 27 KO) lub Yuriorkisem Gamboą (20-0, 16 KO). 35-letni Caballero przystępował więc do walki z Barrosem bardzo zmotywowany i choć wiedział jak trudno będzie o zwycięstwo na terenie przeciwnika, zapowiedział, że w przypadku porażki zakończy karierę. Pojedynek rozegrał się na dystansie dwunastu rund. Na koncie "Pelenchina" spokojnie zapisać można siedem lub osiem z nich. W starciu pierwszym i dziewiątym panamski pięściarz rzucał mistrza na deski (najpierw po precyzyjnym lewym podbródkowym, a następnie krótkim prawym sierpem), lecz i to nie wystarczyło do przekonania sędziów. Po ostatnim gongu punktowali oni 114-112 i 116-110 na korzyść Barrosa oraz 115-111 dla Caballero. BOKSER.ORG może się zgodzić tylko z ostatnim wynikiem, choć równie właściwa wydaje się punktacja 115-112 - właśnie taki wynik wytypowali argentyńscy eksperci telewizyjni.
Nie wszyscy kibice na Wyspach Brytyjskich zainteresowani obejrzeniem w TV walki Władimira Kliczko z Davidem Haye mieli taką okazję, choć teoretycznie nie powinno być najmniejszych problemów dzięki transmisji live na kanale Sky Sports. Okazalo się jednak, że w dniu walki awarii uległ system zamówień telefonicznych oraz internetowych PPV, w którym kibice na Wyspach mogli wykupować transmisję za niecałe 15 funtów. Bezradna stacja przepraszała telewidzów, sugerując im udanie się do... najbliższego pubu, a w ramach rekompensaty puściła bezpłatne powtórki walki następnego dnia.
Warto przypomnieć, że także wrześniowa walka Tomasza Adamka z Witalijem Kliczko na wrocławskim stadionie będzie prawdopodobnie transmitowana w systemie PPV, po raz pierwszy w historii polskiej telewizji. Na razie nie wiadomo jeszcze jaka będzie cena transmisji w tym systemie, choć padają kwoty rzędy 20-40 zł, natomiast najbardziej prawdopodobnym nabywcą praw do emisji jest telewizja Polsat.
Wszystko wskazuje na to, że kontrowersyjna porażka z Adrienem Bronerem nie zaszkodziła karierze Daniela Ponce De Leona (41-3, 34 KO). 30-letni Meksykanin prawdopodobnie zaboksuje z uznawanym za najlepszego pięściarza wagi piórkowej Yuriorkisem Gamboą (20-0, 16 KO) 10 września na gali w Atlantic City.
- Porozumieliśmy się już w sprawie wynagrodzeń dla obydwu zawodników i jesteśmy naprawdę bliscy sfinalizowania kontraktu z grupą Top Rank - zdradził Richard Schaefer z Golden Boy Promotions. - Ostateczna decyzja należy do Top Rank, ale jestem niemal pewny, że walka się odbędzie.
Meksykański prospekt Salvador Sanchez II (23-4-3, 12 KO) w najbliższą sobotę stoczy piąty w tym roku pojedynek. Krewny legendarnego mistrza świata wagi piórkowej zaboksuje na dystansie ośmiu rund ze sprawdzonym testerem Rodolfo Garayem (29-10-1, 20 KO).
- Ciągle jeszcze się uczę i każda walka jest dla mnie bardzo ważna. Z każdego występu staram się wynieść jak najwięcej. Wiem, że stać mnie na wiele i pewnego dnia mogę być na szczycie - powiedział 25-letni zawodnik.
23 lipca na gali w Las vegas dojdzie do unifikacyjnego pojedynku dywizji junior półśredniej, w którym spotkają się Zab Judah (41-6, 28 KO) oraz Amir Khan (25-1, 17 KO). Mistrz WBA liczy, że wygrany pojedynek z "Super Zabem" otworzy mu drzwi do wielkich walk w wadze półśredniej, w tym do tej, o której mówi od dawna - z Floydem Mayweatherem Jr (41-0, 25 KO).
David Haye (25-2, 23 KO) na konferencji zaraz po walce wyraził chęć rewanżu z Władimirem Kliczko (56-3, 49 KO), tymczasem nieoczekiwanie jego trener i menadżer w jednym - Adam Booth, jakby trochę na starcie już ucina te spekulacje.
- Nie ma mowy. Robienie z nimi interesów, jeżeli nie jesteś traktowany na równi? Nie robię czegoś takiego. Wiem co prawda co powiedział David, lecz nie wierzę by on był do tego zdolny by podpisać niewolniczy kontrakt, na który przecież ciągle narzekał.
Liczne meksykańskie źródła donoszą, że Julio Cesar Chavez Jr. (43-0-1, 30 KO) swą pierwszą walkę w obronie tytułu mistrza świata federacji WBC w wadze średniej stoczy na początku jesieni właśnie w Meksyku. Najbardziej prawdopodobna data to 24 września.
Co więcej, następny pojedynek syna legendy boksu miałby odbyć się już 19 listopada na gali w San Antonio w Teksasie. Póki co nie podano nazwiska żadnego z rywali.
Długo zajęło Davidowi Haye'owi (25-2, 23 KO) opuszczenie szatni przed sobotnim pojedynkiem unifikacyjnym z Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO). Po zapowiedzeniu jego wyjścia na ring przez Michaela Buffera, w kierunku szatni Brytyjczyka podążył jego rodak Lennox Lewis, ale powitały go tylko stanowcze spojrzenia ochroniarzy byłego już w tej chwili mistrza federacji WBA. Haye wyszedł z szatni dopiero po kilku minutach, zakładając na buty foliowe ochraniacze.
Haye nigdy nie był bokserem walczącym "cios za cios". Liczyłem jednak, że on będzie chciał wygrać, a w ringu nie było tego widać - powiedział Tomasz Adamek (44-1, 28 KO) o sobotnim pojedynku na szczycie kategorii ciężkiej pomiędzy Władymirem Kliczką (56-3, 49 KO) a Davidem Haye'em (25-2, 23 KO). Cały wywiad z pretendentem do tytułu federacji WBC przeczytacie w dzisiejszym "Przeglądzie Sportowym"
Przegląd Sportowy: Zapewne oglądał pan walkę Władymira Kliczki z Davidem Haye. Pojedynek nie należał do szczególnie emocjonujących. Też pan tak uważa?
Tomasz Adamek: Pyta pan o moje wrażenia? Nie było żadnych wrażeń, bo i walki za bardzo nie było. Tak naprawdę to właśnie tego się spodziewałem. Haye nigdy nie był bokserem walczącym „cios za cios". Liczyłem jednak, że on będzie chciał wygrać, a w ringu nie było tego widać.
PS: Kliczko też nie ryzykował.
TA: A kiedy ryzykuje? Bracia mają swój styl i ich walki wyglądają podobnie. Władymir walczył po swojemu. Kontrolował wszystko lewą ręką, prawej używał bardzo rzadko. Chyba bał się, że przestrzeli i nadzieje się na kontrę.(...)
PS: Będzie rewanż Władymira Kliczki z Davidem Hayem?
TA: Rewanż? A kto to będzie chciał kupić i oglądać? Nie sądzę, aby udało im się stworzyć choćby podobne zainteresowanie swoją walką po raz drugi. Przecież ludzie widzieli i wielu jest zawiedzionych. Jeśli pan jednak chce zapytać czy Haye powinien zgodnie z zapowiedziami kończyć karierę to odpowiem, że nie wiem. Jego sprawa, on sam czuje to najlepiej.
Rewanżu nie będzie. To już chyba postanowione, bo otwarcie o tym mówi przedstawiciel K-2 Bernd Boente. Cały czas David Haye (25-2, 23 KO) ma jednak szansę zdetronizować jednego z braci, gdyż chrapkę na niego ma starszy z nich - Witalij Kliczko (42-2, 39 KO). Co ciekawe Boente już mówi o terminie na zimę, jakby trochę lekceważono szanse naszego Tomka Adamka (44-1, 29 KO), a jego lekceważyć raczej nie można...
- Nie ma teraz żadnych szans na rewanż. Władimir zrobi teraz kolejny ruch naprzód, ale Witalij otwarcie przyznaje, że chętnie spotkałby się i znokautował Haye'a. Do takiego pojedynku mogłoby dojść pod koniec tego, lub zaraz na początku przyszłego roku - zapewnia menadżer mistrzów świata.
Co do samego Władimira pan Boente przyznaje, iż możliwa jest kolejna obrona ze zwycięzcą potyczki Derecka Chisory (14-0, 9 KO) z Tysonem Fury (14-0, 10 KO) - Lepszy z tej dwójki byłby ciekawym challengerem dla Władimira - przyznał menadżer.
George Groves (13-0, 10 KO) nie kwestionuje wyniku sobotniej walki unifikacyjnej w wadze ciężkiej, lecz zauważa, że David Haye (25-2, 23 KO) zaboksował lepiej od swoich poprzedników i był pierwszym od lat poważnym testem dla Władimira Kliczko (56-3, 49 KO).
- Cóż, David spełnił swoją rolę. Sprawił, że zainteresowaliśmy się tą walką i każdy chciał ją obejrzeć. Haye zabrał nas we wspaniałą podróż. Sprawił Władimirowi niemałe kłopoty. To był najlepszy Kliczko od lat. David kilka razy nim wstrząsnął, ale nie był w stanie się do niego zbliżyć, bo Władimir był po prostu za dobry - ocenia Groves.
- Kliczko za każdym razem uciekał lub przytrzymywał i nie pozwalał na ponowienie ataku. Kiedy David trafiał, Władimir stawał się nerwowy i dążył do klinczu. Gdyby David zdecydował się na otwarty atak, walka zakończyłaby się w inny sposób - uważa 23-letni prospekt.
- David chce zakończyć karierę w październiku. Spójrzmy na potencjalnych przeciwników dla niego. Nie ma ich zbyt wielu. David będzie bardzo zawiedziony. Na treningach wyglądał fantastycznie i bardzo chciałbym zobaczyć go jeszcze w ringu, jeżeli znów się tak przygotowuje. Haye ma za sobą wspaniałą karierę. Dzięki niemu wielu ludzi zainteresowało się tym sportem - dodał Groves.