Zanim na ring wyjdą główni bohaterowie, w Saint Charles swoje pojedynki zakończyli już inni znani i cenieni pięściarze. Wszystko zaczął Walery Brudow (39-3, 28 KO), który w potyczce kategorii cruiser już w drugiej rundzie znokautował Jima Franklina (9-15-2, 5 KO).
Dawny champion dywizji półśredniej oraz junior średniej - Cory Spinks (38-6, 11 KO), awansował do wagi średniej i pewnie wypunktował Shakira Ashanti (16-11, 4 KO). Spinks zaczął bardzo ostro, obijając przede wszystkim korpus szczelnie zakrytego przeciwnika, lecz z czasem tempo słabło, a potyczka robiła się coraz nudniejsza. Ostatecznie wszyscy sędziowie punktowali 100:90 na korzyść trzykrotnego championa.

Wspaniałe widowisko i jedną z najlepszych walk ostatniej dekady w wadze średniej stworzyli przed momentem Felix Sturm (36-2-1, 15 KO) i niesamowicie witalny Matthew Macklin (28-3, 19 KO). Obrońca tytułu mistrza świata federacji WBA był gołym okiem lepszy technicznie od swojego rywala, ale Anglik narzucił szaleńcze, wręcz niewyobrażalne tempo, które wytrzymał od pierwszej do ostatniej sekundy.
Matthew zaraz po gongu ruszył na championa, zaczął od obijania tułowia, a potem próbował potężnymi sierpami rozbić jego szczelną gardę. Niemiec jednak najpierw skarcił go lewym sierpowym, by pod koniec dodać kilka swoich firmowych lewych prostych. Pretendent postanowił jeszcze bardziej podkręcić tempo i zasypywał Felixa non stop całymi seriami. Z drugiej strony Sturm odpowiedział tylko dwukrotnie, ale dwukrotnie celnie i "z przytupem" - prawym podbródkowym oraz prawym krzyżowym po przepuszczeniu ciosu przeciwnika. Macklin bardzo sprytnie zaboksował w trzeciej odsłonie, gdy przykleił się do rywala czoło w czoło i z tak bliskiego półdystansu zabrał mu jego główne atuty. Sturm w czwartej rundzie szybko zmienił taktykę i nogami starał się uciekać jak najdalej od oponenta, lecz z kimś takim jak Macklin to wyjątkowo trudna sztuka. Sturm znów kilka razy wsadził pomiędzy rękoma przeciwnika prawy podbródkowy i podkreślił swoją przewagę.
Były mistrz Europy w myśl zasady "Najlepszą obroną jest atak" znów rzucił się na mistrza i przez trzy pełne minuty nie ustawał w ataku. Felix zrozumiał, że boksując tak jak zawsze tym razem straci tytuł, dlatego w szóstym starciu podjął rękawice i wdał się w wojnę. Uderzał naturalnie dużo rzadziej niż challenger, ale za to celniej. Pojedynek toczył się w myśl tej zasady również w kolejnej odsłonie, jednak Niemiec nie wytrzymał tego wszystkiego, trochę spuchł, natomiast Macklin poczuł krew i w ósmej rundzie zepchnął mistrza do głębokiej defensywy. W dziewiątej Sturm jakby przełamał kryzys i walka znów się wyrównała. Dziesiąte starcie było o tyle wyjątkowe, że Matthew w końcu na moment stanął. Nie na długo jednak, gdyż mistrz natychmiast skarcił go kilkoma lewymi prostymi, prawym sierpowym i znów kilkoma podbródkami. Po kolejnym mocnym zainkasowanym ciosie Anglik znów ostro ruszył, nie dając oponentowi czasu na rozwinięcie skrzydeł.
Champion znakomicie zaczął jedenaste starcie, natomiast końcówka znów należała do Anglika, a efektem tego był rozcięty prawy łuk brwiowy Niemca. Wszystko mogło się rozstrzygnąć w ostatniej rundzie, dlatego Macklin w swoim zwyczaju znów zasypywał rywala seriami ciosów. Sturm odczekał i niespodziewanie dwadzieścia sekund przed ostatnim gongiem rzucił się z niesamowitym kontratakiem. Wyprowadził kilkanaście sierpów i podbródków, głowa pretendenta odskakiwała coraz bardziej, a on sam wyraźnie był naruszony, ale wyratował go gong.
Tak naprawdę jakby się tę walkę nie punktowało, to można było obronić każdy werdykt, bo była to wyjątkowo ciężka przeprawa do oceniania. Ostatecznie sędziowie stosunkiem głosów dwa do jednego opowiedzieli się za Sturmem i szczerze mówiąc przychylam się do takiego obrotu sprawy. Sędziowie typowali dwukrotnie 116:112 na korzyść championa, a trzeci widział minimalną przewagę Macklina 115:113.
W Internecie opublikowano statystyki ciosów pojedynku pomiędzy Devonem Alexandrem (22-1, 13 KO), byłym mistrzem świata federacji IBF i WBC w kategorii junior półśredniej a Lucasem Matthysse'em (28-2, 26 KO). Przypomnijmy, że pomimo bardzo dobrej postawy ten drugi pięściarz przegrał niejednogłośną decyzją sędziów punktowych, którzy typowali rezultat 96:93 i 95:94 dla Amerykanina oraz 96:93 dla Argentyńczyka.
Wszystkie ciosy:
Devon Alexander: 116/562 (21%)
Lucas Matthysse: 139/675 (21%)
Ciosy proste:
Devon Alexander: 21/261 (9%)
Lucas Matthysse: 15/166 (9%)
"Power punches" - ciosy silne:
Devon Alexander: 95/301 (32%)
Lucas Matthysse: 124/509 (24%)
Maureen Shea (15-2, 9 KO), która prawie rok temu osiągnęła największy sukces w swojej dotychczasowej karierze zawodowej pięściarki, zdobywając pas NABF w wadze piórkowej, przygotowuje się do powrotu między liny ringu. Zawodniczka, która zasłynęła jako sparingpartnerka znanej aktorki Hilary Swank, którą przygotowywała wspólnie ze swoim ówczesnym trenerem Hectorem Roca do roli we wspaniałym filmie Clinta Eastwooda "Million Dollar Baby" (stąd ringowy przydomek Shea "The Real Million Dollar Baby"), jest niezwykle popularna w świecie kobiecego boksu i bardzo angażuje się w jego promocję.
Wydawało się, że kariera 30-letniej zawodniczki pochodzenia irlandzko-meksykańskiego ukoronowana zdobyciem prestiżowego wśród pięściarek pasa NABF stanęła w miejscu, a sympatyczna "Moe" skupi się na zdyskontowaniu swojej popularności w mediach oraz pracy promotorskiej. Przez pewien czas współpracowała z Global Boxing, gdzie zatrudniony jest jej obecny trener, znany polskim kibicom z narożnika Pawła Wolaka i Kamila Łaszczyka, Terrific Gist, wystąpiła także jako prowadząca program meksykańskiej TV "Todas Contra Mexico", będący bokserskim reality show, w którym na zawodowym ringu zadebiutowała młoda polska pięściarka Karolina Owczarz.
- Bardzo miło wspominam Maureen. Wspierała nas podczas realizacji programu, dzieliła się swoim bogatym doświadczeniem ze świata zawodowego boksu, nie dawała odczuć, że jest wielką gwiazdą w tym środowisku i nadal utrzymujemy serdeczny kontakt - wspomina współpracę z Shea podczas nagrań do TCM Karolina Owczarz.
W rozmowie z BOKSER.ORG Maureen Shea skomentowała ostatnio jedną z najbardziej oczekiwanych walk w kobiecym boksie zawodowym, opisywane w naszym serwisie starcie o pas WBO w wadze koguciej, między mistrzynią Kalieshą "Wild Wild" West (13-1-3, 4 KO) i określaną jako "Lady of Boxing" Avą Knight (6-1-3, 3 KO), zakończone remisem.
Ponad sześć lat temu Cornelius Bundrage (31-4, 18 KO) dostał nokaut już w pierwszej rundzie z rąk Sechew Powella (26-3, 15 KO), ale drogi obu zawodników różnie się potem układały. "K-9" pozbierał się po tamtej porażce i w sierpniu zdobył tytuł mistrza świata federacji IBF kategorii junior średniej, zaś Powell dopiero teraz doczekał się walki o takie zaszczyty.
Bundrage (na zdjęciu) wykorzystał okazję do rewanżu i pokonał dziś pewnie swojego kata z przeszłości, używając dobrej pracy nóg i znacznie lepszej techniki. Sechew próbował za wszelką cenę znokautować championa, przez co popełniał sporo błędów, jakie potem wykorzystywał mistrz. Ostatecznie po ostatnim gongu wszyscy sędziowie opowiedzieli się za Corneliusem, typując rezultat 115:113, 117:111 i 119:109. Tym samym "K-9" po raz pierwszy obronił pas organizacji IBF.
Kilka minut przed północą zakończył się ekscytujący bój o tytuł mistrza świata federacji WBA wagi średniej pomiędzy Felixem Sturmem (36-2-1, 15 KO) a Matthew Macklinem (28-3, 19 KO). Ostatecznie po zażartej wojnie stosunkiem głosów dwa do remisu zwyciężył obrońca pasa, z czym pogodzić nie chce się ambitny challenger.
- Dziś byłem naprawdę mocny, zdecydowanie mocniejszy niż Felix i z całą pewnością zasłużyłem na zwycięstwo. Mam nadzieję, że dostanę rewanż w okolicach listopada - mówił zaraz po ogłoszeniu werdyktu rozczarowany Macklin.
- Popełniłem błąd na samym starcie, gdyż dałem mu zbyt dużo luzu i przestrzeni, a potem musiałem to korygować. Zapewniam wszystkich, że już niedługo spotkamy się na ringu po raz drugi - odrzekł Sturm, dla którego była to już dziesiąta udana obrona tytułu.
Dzisiejszej nocy na gali w Meksyku mistrz WBC wagi lekkiej Humberto Soto (56-7-2, 32 KO) po raz kolejny obronił swój pas. "La Zorrita" zupełnie zdominował Japończyka Motoki Sasaki (36-9-1, 23 KO) rzucając go dodatkowo w piątej rundzie na deski. Walka zakończyła się w rundzie 11 kiedy Soto poślizgnął się na mokrej macie ringu przy czym nabawił się kontuzji nogi i nie był w stanie kontynuować pojedynku. Zgodnie z przepisami sędziowie musieli podliczyć punkty, na których wytypowali wygraną mistrza w stosunku 100-88, 99-89 i 99-89.
Soto swój tytuł zdobył w marcu zeszłego roku pokonując na punkty Davida Diaza (36-3-1, 17 KO). Dla Meksykanina była to czwarta obrona tytułu WBC i zarazem druga walka w tym roku. W poprzedniej Soto pokonał Fidela Monterossa Munoza (26-3, 20 KO), jednak stawką pojedynku nie był tytuł WBC.
Na ringu w Sheffield niepokonany Kell Brook (24-0, 16 KO) nie spełnił obietnicy o znokautowaniu "Czarnej Pantery", lecz dopisał do swego rekordu najważniejsze w dotychczasowej karierze zwycięstwo.
25-latek gładko wypunktował byłego mistrza świata, Lovemore'a N'dou (48-13-2, 31 KO), na dystansie dwunastu rund. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 118-111 i dwukrotnie 119-110 dla Brooka.
Na tej samej gali pierwszy poważny test przeszedł olbrzymi Richard Towers (11-0, 8 KO). Mierzący 203 cm wzrostu "The Inferno" wygrał wszystkie osiem rund z bardzo solidnym Ismailem Abdoulem (40-22-2, 16 KO).
Wczorajszej nocy na gali w Decatur powrócił były pretendent do pasa WBC wagi ciężkiej Kevin Johnson (25-1-1, 11 KO). "Kingpin" w ringu starł się z Haroldem Sconiersem (17-22-2, 11 KO) nokautując go już w pierwszej rundzie.
Mistrz IBF wagi półciężkiej Tavoris Cloud (23-0, 19 KO) dzisiejszej nocy po raz trzeci obronił swojego pasa nokautując w ósmej rundzie Yusafa Macka (29-4-2, 17 KO). Po walce "Thunder" był zadowolony ze swojej postawy, a przy okazji zaprosił do walki byłego mistrza WBC Jean Pascala (26-2-2, 16 KO).
- Mack to dobry zawodnik, muszę mu to oddać. Po prostu dał się pare razy mocno trafić. Jeśli nie uważasz, dajesz się trafić. Słyszałem jak on ciężko oddychał przez ostatnie trzy rundy. Mówiłem mu - "widzę, że nie masz już siły". Najważniejszym punktem naszej taktyki było trafiać go na korpus. On nie był w stanie mnie zranić. Wykończyłem go ciosami na korpus. Jean Pascal jest tu dziś z nami. Jeśli jest gotów, ja też jestem. Mogę walczyć z każdym - powiedział Cloud.
Zapraszamy na wywiad z Norbertem Dąbrowskim (4-0, 1 KO), który wypunktował 33-letniego Włocha Matteo Rossiego (4-1-1, 2 KO). Po dość wyrównanym pojedynku, sędziowie wypunktowali rezultat 58:56, 59:57 i 59:55 na korzyść występującego w wadze super średniej Polaka.
Pomimo liczenia w dziewiątej rundzie Dawid Kostecki (37-1, 24 KO) stoczył jedną z najlepszych walk swojej kariery i pewnie pokonał twardego i cenionego Lolenga Mocka (30-13-1, 12 KO).
"Cygan" pomimo klasy swojego rywala wyszedł na ring rozluźniony, a taki Kostecki zawsze pokazuje kawał dobrego boksu. Polak stał szeroko na nogach i ładnie przepuszczał momentami chaotyczne ataki rywala, kontrując go skutecznie swoją prawą ręką. W trzeciej rundzie po zwodzie na lewy prosty Dawid z doskoku trafił lewym podbródkowym i rozciął przeciwnikowi prawą powiekę. Mock przed czwartą odsłoną miał już więc praktycznie zamknięte prawe oko, co niewątpliwie utrudniało mu zadanie. Lolenga dopiero w czwartej odsłonie po raz pierwszy trafił czysto, kiedy w akcji prawy na prawy o ułamek sekundy wyprzedził naszego rodaka. Rozluźniony Dawid kontrował go jednak co chwilę i wygrywał rundę po rundzie. Poczuł się w pewnym momencie zbyt pewny siebie i w dziewiątym starciu bezpośredni prawy rywala powalił "Cygana" na deski, choć trzeba również zaznaczyć, że boksujący w wadze półciężkiej Polak stał też trochę źle na nogach.
Podrażniony Kostecki przyjął otwartą wymianę z groźnym przeciwnikiem w ostatnich trzech minutach i kilkima prawymi sierpami przypieczętował swój sukces. Po ostatnim gongu wszyscy sędziowie typowali zwycięstwo Dawida, punktując 99:91 i dwukrotnie 97:92.
Zapraszamy na wywiad z aktualnym mistrzem Europy w kategorii super średniej, Piotrem Wilczewskim (29-1, 10 KO). Rozmawiamy z "Wilkiem" o walce w obronie tego tytułu.
Numer jeden w rankingu federacji WBO w kategorii półśredniej, Mike Jones (25-0, 19 KO), już w drugiej rundzie znokautował kiepskiego Raula Munoza (22-14-1, 16 KO) w walce wieczoru na gali w Filadelfii. Zwycięstwo nad 35-letnim "El Toro" może zapewnić Jonesowi walkę z... królem P4P - Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO).
- Czekam na telefon od Boba Aruma - powiedział po walce 28-letni "M.J.". - Jeżeli z jakiegoś powodu Marquez nie będzie mógł wyjść do ringu z Pacquiao, zastąpię go. Manny to wspaniały wojownik. Sprawdzimy, jak poradzi sobie z moją prawą ręką. Jestem pełen wiary w swoje umiejętności. Czas na wielkie walki.
Pomimo sporych trudności w środkowych rundach, Bermane Stiverne (21-1-1, 20 KO) zdołał znokautować Raya Austina (28-6-4, 18 KO) w dziesiątym starciu. 32-letni Kanadyjczyk wywalczył tym samym wakujący pas WBC Silver w wadze ciężkiej i stał się obowiązkowym pretendentem dla zwycięzcy pojedynku pomiędzy Tomaszem Adamkiem, a Witalijem Kliczko.
Lucas Martin Matthysse (28-2, 26 KO) nie ma szczęścia na amerykańskich ringach. Najlepszy puncher kategorii junior półśredniej po raz drugi w przeciągu zaledwie kilku miesięcy przegrywa na punkty w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Tym razem Argentyńczyk okazał się "gorszy" od Devona Alexandra (22-1, 13 KO), który zdaniem dwójki sędziów lepiej zaprezentował się na dystansie dziesięciu rund w pojedynku wieczoru na gali w Saint Charles.
Dla 24-letniego Amerykanina był to bardzo istotny występ - w przypadku drugiej z rzędu porażki Devon wypadłby ze ścisłej czołówki tej bardzo mocno obsadzonej dywizji. Trzy pierwsze odsłony były wyrównane i trudne do sędziowania. Alexander miał przewagę w szybkości, lecz Matthysse uderzał znacznie mocniej i przez cały czas wywierał presję. W czwartej rundzie Argentyńczyk posłał Devona na deski po precyzyjnym ciosie z prawej ręki. Faworyt publiczności wstał szybko, ale był naruszony i nie mógł złapać luzu.
Nokdaun odmienił obraz walki. Alexander zaczął tracić wiarę w zwycięstwo, a niezwykła pewność siebie jego rywala wyraźnie przytłaczała młodego Amerykanina. Devon bezmyślnie wdawał się w wymiany, w których przyjmował dużo mocnych ciosów, podczas gdy sam nie potrafił zranić Matthysse. W rundach siódmej i ósmej Alexander praktycznie nie istniał i nokaut przez cały czas wisiał w powietrzu. Zrezygnowany ex-champion w przerwach między starciami wysłuchiwał kolejnych reprymend Kevina Cunninghama, lecz nie zmieniał niczego w swoim boksie.
Alexander wziął się w garść w dziewiątej odsłonie i znów nawiązał równorzędną walkę z Argentyńczykiem. W ringu wciąż przeważał niebezpieczny Matthysse, lecz Devon pokazał serce do walki - coś, czego zabrakło w pojedynku z Timothym Bradleyem. W dziesiątej rundzie Matthysse znów naruszył Amerykanina, ale Devon skutecznie odpowiadał w szaleńczej wymianie i sam kilka razy czysto trafił przeciwnika. Po ostatnim gongu Alexander nieśmiało podniósł rękę w górę, podczas gdy pewny zwycięstwa Argentyńczyk nie podejrzewał jeszcze, że za kilka minut przyjdzie mu żałować decyzji o przyjeździe do Saint Charles. Sędziowie wypunktowali niejednogłośną wygraną Devona (96-93, 93-96, 95-94), który został pretendentem do tytułu WBO.
Dzisiejszej nocy na gali w St. Charles Lucas Martin Matthysse (28-2, 26 KO) mimo lepszej postawy w całym pojedynku przegrał z byłym mistrzem WBC i IBF wagi junior półśredniej Devonem Alexandrem (22-1, 13 KO). Sędziowie punktowali 96-93 i 95-94 dla Devona, a trzeci sędzia widział wygraną Argentyńczyka w stosunku 96-93. Oto co obaj zawodnicy mieli do powiedzenia po pojedynku na konferencji prasowej.
- Matthysse to bardzo ciężki przeciwnik. Zdecydowałem się na ten pojedynek, ponieważ ludzie zwątpili w moje umiejętności po starciu z Bradleyem. W 4 rundzie przytrafił mi się nokdaun, jednak nie byłem naruszony. Po pojedynku z Bradleyem nie mogłem pozwolić sobie na drugą z rzędu porażkę. Poza tym ja już nigdy nie przegram - powiedział Alexander. Zawiedziony po pojedynku był oczywiście Matthysse, który według większości obserwatorów bardziej zasłużył na zwycięstwo.
- Dałem z siebie wszystko. To była ciężka walka, jednak moim zdaniem ją wygrałem. Oszukano mnie po raz kolejny. Ma farta, że wygrał tą walkę. Kiedy miałem go na deskach powinienem go skończyć, jednak nie dałem rady - powiedział zawiedziony Argentyńczyk.
Na gali w Saint Charles niepokonany Tavoris Cloud (23-0, 19 KO) znokautował w ósmej rundzie Yusafa Macka (29-4-2, 17 KO) i po raz trzeci obronił pas mistrza świata federacji IBF w wadze półciężkiej.
Pretendent rozpoczął walkę boksując bardzo mądrze, lecz w drugiej odsłonie wdał się w niepotrzebne wymiany z silniejszym i bardziej odpornym championem. W trzecim starciu Mack wrócił do sprawdzonego planu, lecz nie zdołał utrzymać przewagi długo, bo w czwartej rundzie znów lepszy był Cloud. Pojedynek był bardzo wyrównany i po siedmiu rundach mistrz prowadził jednym punktem na kartach dwóch sędziów, podczas gdy trzeci arbiter widział minimalną przewagę pretendenta.
W końcówce ósmego starcia Mack przyjął potężny lewy sierpowy, po którym ugięły się pod nim nogi i zdołał utrzymać równowagę tylko dlatego, że podtrzymały go liny i narożnik. Cloud nie mógł zmarnować takiej szansy i wykończył zranionego przeciwnika, notując pierwszy od blisko trzech lat nokaut.
Na gali boksu zawodowego w Ostrowcu Świętokrzyskim swoje 23. zawodowe zwycięstwo odniósł Mateusz Masternak (23-0, 17 KO). 24-letni pięściarz grupy O'Chikara Gmitruk Team pokonał przez techniczny nokaut w 7. rundzie Artursa Kulikauskisa (7-9-2, 4 KO), dla którego była to pierwsza w karierze porażka poniesiona przed czasem. Oto, co tuż po zakończeniu tego pojedynku miał nam do powiedzenia "Master".
Start w Branderburg Cup (22-26.06.2011) we Frankfurcie n/ Odrą jest ostatnim sprawdzianem przed Młodzieżowymi Mistrzostwami Europy (dawniej ME Juniorów), które odbędą się w sierpniu w stolicy Irlandii. Reprezentacja Polski do finałów niemieckiego turnieju wprowadziła dwóch zawodników, którzy notabene oprócz dominacji wśród krajowych juniorów, zdobyli już swoje pierwsze medale w rywalizacji seniorskiej w Polsce: mistrza Polski seniorów w kat. 49 kg Dawida Jagodzińskiego (Astoria Bydgoszcz) oraz vicemistrza w kat. 64 kg Patryka Szymańskiego (Boks Poznań).
Patryk w drodze do finału musiał pokonać trzech przeciwników. W pierwszej walce rozprawił się z reprezentantem Danii Mohamedem Adelem (13:6), w drugim pojedynku wyraźnie wygrał (12:6) z pięściarzem z Kazachstanu Aizhanem Shleyevem. W półfinale Szymański pokazał, że można wygrywać z każdym, nawet z zawodnikiem reprezentacji kraju, która najlepiej spisała się na tegorocznych ME seniorów. Rosjanin Zaur Abdullajew stawił ciężki opór, ale Patryk pojedynek rozstrzygnął na swoją korzyść wygrywając 7:6. W finale poznański pięściarz skrzyżował rękawice z zawodnikiem gospodarzy Philipem Nisingi, wygrywając po dobrej walce 10:9.
Drugi finalista Dawid Jagodziński w ćwierćfinale pokonał reprezentanta Kanady Brody Pigeona (16:5), a w półfinale gładko wypunktował ukraińskiego zawodnika Aleksandra Ivanowa (14:6). W finale spotkał się z pięściarzem groźnej rosyjskiej reprezentacji Gabilem Mamedovem, którego jednak wyraźnie pokonał 9:5. Miejmy nadzieję, że młodzi polscy pięściarze zaprezentują nas na nadchodzących MEJ bardziej godnie niż ich starsi koledzy, którzy wrócili na tarczy z Ankary. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że kilku innych młodych polskich reprezentantów naszego kraju przegrało swoje walki, w tym kreowany na gwiazdę amatorskich ringów Dawid Michelus.
W pojedynku wieczoru gali grupy O'Chikara Gmitruk Team w Ostrowcu Świętokrzyskim 12. zawodowe zwycięstwo odniósł Dariusz Sęk (12-0-1, 4 KO). Występujący w kategorii półciężkiej pięściarz pokonał na punkty rutynowanego Sandro Siproszwilego (24-9, 11 KO). Walka potrwała pełen zakontraktowany dystans 10-rundowy i zakończyła się zwycięstwem Sęka w stosunku 98:92, 97:92, 99:90. Zapraszamy na wywiad z Darkiem zarejestrowany po tym pojedynku.
Na gali w Culacan udanie na ring powrócił były mistrz trzech kategorii wagowych - Fernando Montiel (45-2-2, 35 KO). "Cochulito" potrzebował zaledwie sześciu minut na odebranie Nehomarowi Cermeno (20-4, 12 KO) ochoty do dalszej walki.
32-letni Montiel, dla którego był to pierwszy występ od czasu lutowej porażki w pojedynku z Nonito Donaire (26-1, 18 KO), zaprezentował się bardzo dobrze. Na samym początku nastawił się głównie na kontry, lecz z czasem zaczął odważnie boksować i wdawać się w wymiany ze słabszym fizycznie przeciwnikiem. Zniszczenie siały jego potężne haki na tułów i to właśnie one sprawiły, że Cermeno poddał się w narożniku.
Zwycięski Montiel najprawdopodobniej na stałe przeniesie się do kategorii super koguciej, której limit obowiązywał w dzisiejszym pojedynku. "Cochulito" ma nadzieję zostać pierwszym Meksykaninem z tytułami w czterech kategoriach wagowych.
W zakończonym przed momentem eliminatorze WBC w wadze ciężkiej Bermane Stiverne (21-1-1, 20 KO) wymęczył zwycięstwo nad dobrym znajomym Andrzeja Gołoty - Rayem Austinem (28-6-4, 18 KO). 32-letni Kanadyjczyk jest więc bardzo poważnym (lecz nie oczywistym, czego dowodzi chociażby sytuacja w wadze średniej) kandydatem do walki ze zwycięzcą wrześniowej potyczki pomiędzy Witalijem Kliczko (42-2, 39 KO), a Tomaszem Adamkiem (44-1, 28 KO).
40-letni Austin okazał się bardzo wymagającym rywalem dla silnego, lecz ograniczonego boksersko Stiverne'a. "Rainman" wygrał pierwszą rundę dzięki dobremu lewemu prostemu, lecz w drugiej po raz pierwszy był poważnie zagrożony, gdy nie ustrzegł się potężnego lewego sierpowego. Z niewyjaśnionych przyczyn Austin zaczepił Stiverne'a barkiem po gongu kończącym jedno ze starć, za co słusznie sędzia ringowy odebrał mu punkt. "B. WARE" walczył jednak bez konceptu i zaczął oddawać pole doświadczonemu przeciwnikowi. Kłopoty Austina wróciły, gdy poczuł się w ringu zbyt pewnie. W starciach siódmym i ósmym znów przyjął kilka niepotrzebnych ciosów, a w dziewiątym bez obawy wdał się w otwartą wymianę z niebezpiecznym i zdeterminowanym Stivernem.
Na początku dziesiątej odsłony Austin padł ciężko na deski i choć podniósł się, gdy sędzia kończył liczenie, pojedynek został przerwany. Na nic zdały się protesty i Stiverne został ogłoszony zwycięzcą przez TKO. Powtórki wykazały jednak, że ciosy, po których "Rainman" znalazł się na macie ringu, nie zostały zadane prawidłowo. 32-letni Kanadyjczyk zdobył wakujący pas WBC Silver.
Tegoroczny mistrz Polski kadetów w kat. 54 kg, wychowanek klubu Boks Poznań Dawid Ławicki, zaczyna dziś starty w gronie reprezentantów Polski na zaczynających się właśnie w węgierskim Keszthely Mistrzostwach Europy Juniorów (dawniej ME Kadetów). Przypominamy, że rywalizacja w gronie obecnych juniorów, określanych do niedawna kadetami, odbywa się w grupie wiekowej do szesnastego roku życia.
Pozostałymi zawodnikami reprezentującymi nasze barwy na juniorskich mistrzostwach kontynentu są: Paweł Polski kat. 52 kg, Patryk Milewicz kat. 57 kg, Patryk Runowski kat. 60 kg, Cezary Chmielnicki kat. 66 kg i podopieczny zawodowego mistrza Europy Piotra "Wilka" Wilczewskiego, trenującego na codzień młodzież w swoim rodzinnym Dzierżoniowie, Kamil Bednarek kat. 70 kg. Kierownikiem polskiej ekipy jest Grzegorz Szymański, a trenerem Zbigniew Raubo.
Wielu sypatyków boksu zastanawia się, dlaczego w zaplanowanej na najbliższą sobotę potyczce unifikacyjnej z czempionem WBA Davidem Haye'em (25-1, 23 KO) wystąpi mistrz świata federacji IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej Władimir Kliczko (55-3, 49 KO), a nie jego starszy brat Witalij (42-2, 39 KO), posiadacz tytułu WBC. Na to pytanie "Doktor Stalowy Młot" odpowiedział podczas spotkania z dziennikarzami na swoim obozie treningowym w austriackim Going.
Zapraszamy na wywiad z Markiem Matyją (1-0, 0 KO), który wczoraj udanie zadebiutował jako bokser zawodowy. Występujący w kategorii półciężkiej Polak pokonał jednogłośnie na punkty Kirilasa Psonko (5-12-1, 4 KO).
Wczorajszej nocy na gali w Culacan udanie powrócił były mistrz trzech kategorii wagowych Fernando Montiel (45-2-2, 35 KO). Fernando potrzebował tylko 3 rund na pokonanie Nehomara Cermeno (20-4, 12 KO). Teraz Montiel chce kolejnej walki o tytuł w nowej kategorii wagowej, a następnie rewanżu z Nonito Donaire (26-1, 18 KO) za ostatnią porażkę.Nie trzeba było długo czekać w Global Boxing Gym na Przemysława Majewskiego (17-0, 11 KO), który 11 czerwca wywalczył w South Haven, Mississippi tytuł WBO NABO wagi średniej, pokonując na punkty Marcus'a Upshaw'a (13-6-1, 6 KO). Już dwa dni po 10-rundowej walce, "The Machine" wrócił do regularnych treningów. Zapraszamy na nagranie z treningu mięśni brzucha w wykonaniu Przemka.
Emanuel Steward, szkoleniowiec mistrza świata federacji IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) podzielił się swoimi przewidywaniami odnośnie walki swojego podopiecznego z posiadaczem tytułu WBA Davidem Haye'em (25-1, 23 KO), która odbędzie się już za sześć dni. Zdaniem legendardnego już amerykańskiego trenera, 30-letni Brytyjczyk musi zacząć pojedynek agresywnie i tak właśnie zrobi. Steward wątpi jednak, czy niższemu od Kliczki "Hayemakerowi" (1,99 m. Ukraińca, 1,91 m. Brytyjczyka) uda się narzucenie rywalowi swojego stylu walki i częste przechodzenie do półdystansu.
- W tej walce będzie bardzo dużo agresji. Haye po prostu nie ma wyjścia. Na dystans punktować Władimira nie zdoła, a to oznacza, że będzie parł do przodu. Będzie atakować od samego początku i właśnie na to przygotowuję Władimira. Haye myśli, albo tak naprawdę tylko mówi, że wie, jak przedostawać się do półdystansu w tej walce. Musi mieć świadomość, że w praktyce będzie to zrobić dużo ciężej, niż w słowach. Szanuję Davida Haye'a. Wydaje mi się, że wierzy w to, co mówi. Jest dobrze zmotywowany i spróbuje narzucić Władimirowi swój sposób walki. Co z tego wyjdzie - to już inne pytanie. Myślę, że niedużo - prorokuje Steward, założyciel legendarnego Kronk Gymu w Detroit.
Zdaniem Stewarda, zaplanowany na najbliższą sobotę pojedynek unifikacyjny będzie najważniejszym wydarzeniem w wadze ciężkiej od czasu starcia innego swojego pięściarza, Lennoxa Lewisa z Mikiem Tysonem w 2002 roku. 35-letniego Kliczkę szkoleniowiec uważa za najbardziej niewygodnego dla rywali boksera w dzisiejszej najcięższej kategorii.
- Dla Władimira to rzeczywiście najważniejsza walka w karierze i w ogóle najważniejsza walka od czasu starcia Lennoxa Lewisa (41-2-1, 32 KO) i Mike'a Tysona (50-6, 34 KO). W ostatnim czasie już więcej na ringu nie spotykało się dwóch tak utalentowanych ludzi. Spośród wszystkich dzisiejszych bokserów wagi ciężkiej na Władimira najtrudniej jest znaleźć sposób i to kilka razy trudniej. Jest zbyt duży, zbyt utalentowany, zbyt doświadczony i zbyt mądry. Umie wykorzystywać swoje gabaryty. Zazwyczaj tak wysocy faceci bywają wolni, ale jego to nie dotyczy. Wie, jak utrzymywać rywala na dystans, umie wykorzystywać swoją masę ciała. Czy Haye tego chce, czy nie, przyjdzie mu zagrać w bardzo niebezpieczną grę - twierdzi szkoleniowiec "Dr Stalowego Młota".
Były niekwestionowany mistrz wagi ciężkiej, Lennox Lewis (41-2-1, 32 KO) jako jeden z niewielu wierzy, że David Haye (25-1, 23 KO) jest w stanie pokonać Władymira Kliczkę (55-3, 49 KO) 2 lipca w Hamburgu. Jego zdaniem, jeśli Haye zastosuje taktykę dzięki której wygrał mistrzowski pas w walce z Nikolajem Wałujewem, będzie miał szanse na zwycięstwo.