
Równolegle trwają dwie gale - podopiecznych Andrzeja Wasilewskiego oraz Andrzeja Gmitruka. W tym temacie możecie się wymieniać swoimi poglądami na temat obu wieczorów i bohaterów walk.
Podsumowując miniony tydzień, opisujemy komu sprzyjało w nim szczęście, a komu najwyraźniej nie.
1. Na pewno dumny z siebie jest obiecujący zawodnik kategorii super piórkowej, Adrien ‘The Problem’ Broner (21-0, 17 KO). Niepokonany 21-latek zmiażdżył Jasona Litzau (28-3, 21 KO), w przeciągu jednej rundy. Pochodzący z Cincinnati sobotni zwycięzca, był ostatnio krytykowany za oceanem za nudne występy. Tym nokautem, mogącym śmiało kandydować do jednego z najlepszych w roku, z pewnością zamknął wszystkim usta. ‘The Problem’ udowodnił, że dla niego taki problem, to nie problem.
2. Miano wschodzącej gwiazdy potwierdził także Saul Alvarez (37-0-1, 27 KO), stopując w 12 rundzie Anglika Ryana Rhodesa (45-5, 31 KO). 20-latek dokonał tego na oczach wielotysięcznego tłumu, zgromadzonego wokół ringu w jego rodzinnym mieście. Podobno schodzącemu do szatni Ryanowi, który przed starciem zapowiadał zwycięstwo i życiową formę, jeden z kibiców krzyknął: ‘Panie, z czym pan do ludzi?!’. Wracając do utalentowanego ‘Cynamona’, który z pewnością jest oczkiem w głowie grupy ‘Golden Boy’, to miło by było zobaczyć go w końcu w starciu z kimś ze światowej czołówki. Dlatego głośno apelujemy: Panie Schaeffer, spuść go pan ze smyczy!
Niektórzy wspaniali pięściarze długo nie mogą się doczekać należnego im szacunku i uznania na jakie zasługują. Jednym z nich jest meksykański wojownik, mistrz świata federacji WBC w kategorii lekkiej Humberto Soto (55-7-2, 32 KO). ‘La Zorrita’ przez lata pozostawał w cieniu swoich tak sławnych rodaków, jak chociażby Juan Manuel Marquez, Erik Morales, czy Marco Antonio Barrera.
Teraz w wieku 31 lat, mając za sobą długą i owocną karierę, ale mimo tego wciąż pozostając w wysokiej formie, w końcu ma szansę wyprzedzić swoich sławnych kolegów. Już dzisiaj czempion urodzony w Los Mochis prawdopodobnie, aby nie ‘zardzewieć’, skrzyżuje rękawice z solidnym Motoki Sasaki (36-8-1, 23 KO). Do pojedynku dojdzie w Parque Andreas Quintana Roo, na terenie Meksyku. Wydaje się, że ‘Mały Hytry Lis’, jak kibice nazywają Humberto, nie powinien mieć większych problemów z wypuntowaniem 35-letniego Japończyka.
W kwietniu 2004 roku Lamon Brewster sięgnął po wakujący tytuł WBO w kategorii ciężkiej, wygrywając przez techniczny nokaut z dzisiejszym dominatorem - Władimirem Kliczko. Czym dzisiaj zajmuje się „Bezlitosny”? Amerykanin w wywiadzie dla BOKSER.ORG uchyla rąbka tajemnicy przyznając, że wciąż boks zajmuje ważne miejsce w jego życiu.
- Obecnie pracuję nad rozwojem pewnego portal internetowego, który ma skupiać wszystkich ludzi związanych z boksem, począwszy od cutmana, przez trenerów, menadżerów, kończąc na samych pięściarzach. Czas spędzam na szukaniu ludzi chętnych do pomocy, odnajdywaniu nowych kontaktów.
Brewster odcisnął silne piętno na Andrzeju Gołocie, z którym zmierzył się w 2005 roku w mistrzowskiej potyczce. Po 53 sekundach i trzech nokdaunach „Andrew” było po wszystkim, pas został w rękach mistrza.
- Andrzej był dobrym zawodnikiem, zwłaszcza pod względem technicznym. Dzierżyłem pas mistrzowski WBO i nie zamierzałem oddać mu tego tytułu, dlatego zaatakowałem od początku.
W mediach od dłuższego czasu przewija się temat powrotu Gołoty na zawodowe ringu. Czy Brewster dałby się namówić na rewanżową walkę?
- Moja kariera bokserska zakończyła się definitywnie, więc nie ma o czym mówić. W ciągu ostatniego roku przeszedłem cztery operacje, które mają mi pomóc odzyskać pełną sprawność w lewym oku. Sytuacja zaczęła się pogarszać po mojej ostatniej walce z Robertem Heleniusem - powiedział Amerykanin.
Na gali boksu zawodowego w Ostrowcu Świętokrzyskim swoje 6. zwycięstwo na zawodowym ringu odniósł Maciej Sulęcki (6-0, 2 KO), występujący w kategorii średniej. Podopieczny Andrzeja Gmitruka i Jarosława Soroko pokonał na punkty Endrita Vukę (2-3-1, 2 KO). Zakontraktowaną na sześć rund walkę sędziowie punktowali 60:53, 59:54 i 59:54.
Już pierwsze rundy pojedynku zwiastowały kolejny efektowny występ Sulęckiego, który wcześniej zaimponował między innymi w marcu podczas gali w Olsztynie. Jego dzisiejszy przeciwnik nie przyjechał z Włoch wyłącznie po wypłatę, ale ambitnie parł do przodu. Jego uderzenia Sulęcki zbierał najczęściej na gardę i odpowiadał seriami czystych uderzeń. Polak wyraźnie górował nad rywalem pod względem techniki. W 5. rundzie głowa dość surowego pod tym względem Włocha wstrząsnął mocny prawy sierpowy Sulęckiego, jednak rywal bez problemu kontynuował walkę, również w starciu końcowym.
David Haye nie jest jedynym wyspiarzem, który w najbliższej przyszłości przypuści szturm na niemieckiej ziemi. Już za kilka godzin Matthew Macklin (28-2, 19 KO), pięściarz w którego żyłach płynie irlandzka krew, spróbuje zdetronizować Felixa Sturma (35-2-1, 15 KO), czempiona federacji WBA w wadze średniej.
Sławna porażka.
Pojedynek 29-letniego byłego mistrza Wielkiej Brytanii i Europy z 32-letnim mistrzem świata, rozegra się na Laxness Arena w Kolonii. Rodzinne miasto Sturma słynące z przepięknej zabytkowej katedry, z pewnością zapewni mu wspaniały doping. Bośniak z niemieckim paszportem, którego prawdziwe imię brzmi Adnan Catic cieszy się nie tylko w Kolonii, ale i w całych Niemczech ogromną popularnością. Co ciekawe pomogła mu w tym porażka.
W 2004 roku w Las Vegas Felix zmierzył się ze słynnym Oscarem De La Hoya (39-6, 30 KO). Po niezwykle wyrównanym i zaciętym boju, sędziowie orzekli wówczas zwycięstwo ‘Golden Boya’. Każdy kto widział tamtą walkę wie, że Sturm został wówczas okradziony i niesłusznie stracił pas mistrzowski federacji WBO. Jednakże De La Hoya miał już w planach walkę z inną legendą ringów Bernardem Hopkinsem (52-5-2, 32 KO), dlatego inny wynik niż zwycięstwo nie wchodził w grę.
W otwierającym pojedynku rzeszowskiej gali Łukasz Maciec (14-1-1, 2 KO) pokonał po sześciu rundach jednogłośną decyzją sędziów ambitnego Zorana Cveka (6-14-3, 5 KO).
Polak zaczął w wysokim tempie, ustawiał rywala długim lewym prostym i polował prawą ręką na mocne uderzenie. Nieoczekiwanie "Gruby" spuchł trochę w trzecim i czwartym starciu, a Chorwat wyczuł swoją szansę i narzucił jeszcze większe tempo. Łukasz opanował na szczęście krótki kryzys i ostatnie sześć minut to znów on dyktował warunki, przypieczętowując ostatecznie swoją przewagę.
Udanie przygodę z zawodowym ringiem rozpoczął Marek Matyja (1-0, 0 KO). Na gali organizowanej przez grupę O'Chikara Gmitruk Team w Ostrowcu Świętokrzyskim występujący w kategorii półciężkiej Polak pokonał jednogłośnie na punkty Kirilasa Psonko (5-12-1, 4 KO). Walka zakontraktowana była na cztery rundy. Sędziowie wytypowali wynik 40:36, 39:37 i 39:38 na korzyść Matyi.
Od początku w ringu zarysowała się przewaga Matyi, dobrze operującego lewym i prawym prostym, wykorzystującego przewagę w zasięgu ramion. Od czasu do czasu wrocławianin wyprowadzał również skuteczne ciosy zamachowe na dół. Psonko sporadycznie potrafił zaskakiwać Polaka, choć większość jego ataków Matyja przyjmował na rękawice. W końcówce walki Polak zebrał kilka niepotrzebnych ciosów, ale jego wygrana nie mogła podlegać dyskusji.
W drugim pojedynku gali w Ostrowcu Ronny Mittag (12-1, 6 KO) pokonał na punkty Dzianisa Makara (2-3, 2 KO). Trzej sędziowie byli jednogłośni, wskazując na zwycięstwo Niemca w stosunku 60:54.
Wschodząca gwiazda wagi półśredniej, utalentowany Kell Brook (23-0, 16 KO), ma dzisiaj szansę pokazać całemu światu na co go stać. Za kilka godzin w rodzinnym mieście 25-latka Sheffield, ‘Special K’ skrzyżuje rękawice z twardym jak stal pięściarzem z Afryki Południowej, byłym mistrzem świata federacji IBF Lovemore N’dou (48-12-2, 31 KO).
Dla Brooka, byłego mistrza Wielkiej Brytanii pojedynek ten będzie ważny z kilku powodów. Po pierwsze będzie miał szansę pierwszy raz od 6 lat zaprezentować się na żywo swojej rodzinie, znajomym i tysiącom kibiców ze swojego miasta. Po drugie bitwa, która czeka go za kilka godzin będzie pierwszą, którą stoczy w barwach nowej grupy promotorskiej ‘Matchroom’ (wcześniej reprezentował go Frank Warren). Po trzecie relację na żywo przeprowadzi brytyjski gigant stacja Sky Sports i po czwarte Kell ma szansę dokonać niemożliwego, czyli zastopować N’dou przed czasem. Byłaby to świetna reklama jego talentu, o której usłyszałby cały bokserski świat.
Zapraszamy do obejrzenia fragmentu 8-rundowego, ostatniego sparingu Mateusza Masternaka (22-0, 16 KO) i Dariusza Sęka (11-0-1, 4 KO) przed dzisiejszą galą grupy O'Chikara Gmitruk Team, która odbędzie się w Ostrowcu Świętokrzyskim. W walce wieczoru ten drugi zmierzy się z niezłym Sandro Siproszwilim (24-8, 11 KO). Walkę w kategorii półciężkiej zakontraktowano na 10 rund. Występujący w wadze cruiser Masternak zmierzy się wcześniej z Artursem Kulikauskisem (7-8-2, 4 KO) i będzie to dla niego przetarcie przed dużo trudniejszym wyzwaniem planowanym na jesień bieżącego roku Transmisję gali w Ostrowcu przeprowadzi stacja Canal+ Sport. Relacja w godzinach 21:00 - 23:30.
Były mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych, 39-letni Kubańczyk Joel Casamayor (38-5, 22 KO), który przygotowywał się do planowanego na dzień 29 lipca w Las Vegas pojedynku z Jorge Teronem (25-2, 17 KO) miał wypadek samochodowy. W jego wyniku pięściarz doznał urazów pleców i żeber, które wykluczą go ze sportu przynajmniej na kilka tygodni.
- Joel odczuwa silny ból w plecach i ma najprawdopodobniej złamane dwa żebra. Na pewno nie stanie do walki z Teronem, gdyż lekarz zalecił mu przynajmniej miesięczną przerwę od treningów, więc na pewno nie dojdzie do jego walki z Teronem - powiedział promotor Kubańczyka, Leon Margules.
Zapraszamy do obejrzenia materiału zarejestrowanego podczas środowego treningu otwartego przed dzisiejszym pojedynkiem Felixa Sturma (35-2-1, 15 KO) z Matthew Macklinem (28-2, 19 KO). Starcie o należący do 32-letniego Niemca bośniackiego pochodzenia pas mistrza świata WBA World w wadze średniej odbędzie się w Kolonii. Galę będzie można obejrzeć w Polsce za pośrednictwem kanału Orange Sport Info. Początek bezpośredniej relacji o godzinie 21:30.
Występem na gali w Ostrowcu Świętokrzyskim na zawodowym ringu zadebiutuje Marek Matyja. Pierwszy przeciwnikiem wrocławianina będzie etatowy "tester" polskich zawodników Kirilas Psonko (5-11-1, 4 KO), który w przeszłości walczył już z Dariuszem Sękiem, Pawłem Głażewskim, Michałem Starbałą i Robertem Świerzbińskim. Starcie Matyi z Litwinem zakontrakowano na cztery rundy.
Kolejna potyczka Dmitrija Piroga (18-0, 14 KO) w obronie mistrzostwa świata federacji WBO w wadze średniej może odbyć się w październiku bieżącego roku na terenie Rosji. Przeciwnikiem 30-letniego Rosjanina ma być jego rodak, o rok starszy Giennadij Martirosjan (22-2, 11 KO), obowiązkowy pretendent do walki o tytuł.
Poprzednią obronę pasa WBO niepokonany na zawodowych ringach Pirog stoczył również w swoim kraju. W marcu tego roku wygrał na punkty z Javierem Francisco Macielem, a starcie odbyło się w Jekaterynburgu. Mistrzem WBO Pirog jest od lipca ubiegłego roku, kiedy to sprawił niemiłą niespodziankę amerykańskim kibicom. Walcząc w Las Vegas, w świetnym stylu pokonał przez TKO w 5. rundzie Daniela Jacobsa.
Andrzej Wawrzyk (22-0, 11 KO) zachował czysty bilans, wygrywając z weteranem zawodowych ringów, Niemcem Andreasem Sidonem (36-11, 30 KO) przed czasem już w pierwszej rundzie, podczas trwającej właśnie gali Wojak Boxing Night w Rzeszowie.
Wawrzyk zaczał bardzo agresywnie i już po pierwszych jego ciosach widać było, że zrobiły one duże wrażenie na 48-letnim przeciwniku i walka nie potrwa długo. Kilka razy w ciągu tego starcia rywal Wawrzyka znajdował się na skraju nokdaunu, który nadszedł w ostatnich sekundach. Oszołomiony Sidon podniósł się na "8", równo z gongiem, ale był wyraźnie zamroczony i sędzia ringowy zakończył walkę.
Już dzisiejszej nocy kolejną obronę tytułu WBA wagi średniej będzie bronił Felix Sturm (35-2-1, 15 KO), a jego przeciwnikiem będzie były mistrz Europy, niepokonany od pięciu lat Matthew Macklin (28-2, 19 KO). Promotor Anglika, Frank Warren mocno wierzy w swojego podopiecznego choć ma świadomość, że o zwycięstwo w Niemczech będzie bardzo ciężko.
Trwają zaawansowane rozmowy na temat organizacji walki pomiędzy Bernardem Hopkinsem (52-5-2, 32 KO) a Chadem Dawsonem (30-1, 17 KO) o pas WBC, lecz przede wszystkim o miano absolutnego króla dywizji półciężkiej.
Zza oceanu napłynęły informacje, że obie strony są blisko porozumienia, a pojedynek pomiędzy tymi zawodnikami miałby się odbyć 15 października - naturalnie na antenie stacji HBO.
Chociaż mogłoby się wydawać, że w pojedynku unifikacyjnym pomiędzy Amirem Khanem (25-1, 17 KO) i 33-letnim Zabem Judah (41-6, 28 KO) doświadczenie będzie sprzymierzeńcem tego drugiego, to między innymi w tym czynniku upatruje swojej wyższości nad rywalem 24-letni Brytyjczyk. Potyczka posiadaczy pasów federacji WBA (Khan) oraz IBF (Judah) odbędzie się 23 lipca w Las Vegas.
- Judah to agresywny, zawsze gotowy na bitwę pięściarz. Jednak w tym pojedynku zaprocentuje moje doświadczenie. Będę gotowy na wszystko, co przygotuje na mnie Zab. To będzie prawdziwa wojna od pierwszej sekundy, niezależnie od tego, czy pojedynek zakończy się w pierwszej, czy w ostatniej rundzie - zapowiada Khan, srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Atenach (2004).
Superczempion federacji WBA w wadze średniej Felix Sturm (35-2-1, 15 KO) poinformował, że nie interesuje go pojedynek z byłym mistrzem świata w tej kategorii wagowej Arthurem Abrahamem (32-3, 26 KO). Obydwaj pięściarze reprezentują Niemcy, jednak ten pierwszy ma bośniackie korzenie, a drugi ormiańskie.
- Taki pojedynek interesowałby wyłącznie Arthura, bo miałby kolejną okazję, aby zarobić na nim kupę pieniędzy. Jednak w tej chwili nie jest on wart takiej sumy, jakiej żąda jego promotor. Jego cena jest mocno zawyżona. On nie umie boksować, potrafi tylko mocno uderzać, a to w wadze super średniej cechuje wielu bokserów - podkreśla 32-letni Sturm, który dziś w Kolonii spotka się z Matthew Macklinem (28-2, 19 KO) w obronie swojego pasa WBA Super World.
31-letni Abraham w latach 2005-2009 posiadał pas IBF w wadze średniej. Następnie przeniósł się o kategorię wyżej, aby wziąć udział w turnieju "Super Six". Początek miał obiecujący - pokonał przez KO w 12. rundzie Jermaina Taylora, ale później było już tylko gorzej. Zawodnik Sauerland Event przegrywał kolejno z Andre Dirrellem, Carlem Frochem i Andre Wardem, w każdej z tych walk prezentując się znacznie poniżej oczekiwań.
Zapraszamy na wywiad z Marcinem Machulą, byłym żołnierzem Legii Cudzoziemskiej, obecnie trenerem od przygotowania siłowo-wytrzymałościowego w Global Boxing Gym. Machula pracował wcześniej z Adamem Kownackim, Kamilem Łaszczykiem i Przemysławem Majewskim, teraz zajmuje się formą Mariusza Wacha. "Wiking" pod jego opieką w imponujący sposób stracił swoją tkankę tłuszczową, którą teraz zastępuje mięśniami. Zapraszamy na wywiad.
Dokładnie 59 lat temu, 25 czerwca 1952 roku, na legendarnym Yankee Stadium w nowojorskim Bronksie doszło do wyjątkowej walki, którą przy tej rocznicowej okazji pragnę przypomnieć (lub przedstawić) Czytelnikom BOKSER.ORG. Największy w historii mistrz świata wagi średniej, fenomenalny Sugar Ray Robinson stanął do pojedynku o trofeum mistrzowskie w wyższej kategorii wagowej, pas mistrza świata w półciężkiej, należący wówczas do Joey'a Maxima. Działo się to w złotej epoce zawodowego boksu, którą trudno wyobrazić sobie dzisiejszym kibicom. Nie było wtedy kilku mistrzów w jednej wadze, promotorzy nie bawili się w zbyt asekuracyjne budowanie rekordów, a najlepsi pięściarze nie unikali się, lecz tworzyli wielkie ringowe epopeje, takie jak sześć batalii Robinsona z "Wściekłym Bykiem" Jakem La Mottą, czy trylogie Maxima z Jersey Joe Walcottem czy Archie Moorem. Wystarczy zresztą spojrzeć na sportowe osiągnięcia "Słodkiego" - 200 zawodowych walk, z których przegrał zaledwie 19 i tylko jedną przed czasem. W niektórych okresach swojej kariery, także będąc u szczytu, walczył nawet co kilka dni! I właśnie tę jedyną porażkę przed czasem rocznicowo dziś przypominamy.
Robinson nie przegrał jednak ze swoim przeciwnikiem, choć Maxim miał nad nim wyraźną przewagę warunków fizycznych - przy podobnym wzroście ważył aż 16 funtów więcej. Wielki Sugar Ray prowadził tę walkę na punkty, gdy odniósł porażkę przed czasem z... upałem. Tego czerwcowego wieczoru temperatura na Yankee Stadium przekraczała 40 stopni Celsjusza. Pierwszy w zmaganiach z upałem poległ... sędzia ringowy Ruby Goldstein, w przeszłości świetny pięściarz wagi półśredniej. Upał w ringu musiał być straszliwy, gdyż temperaturę powietrza podnosiły jeszcze gorące jako ogień światła nisko zawieszonych reflektorów. Sędzia Goldstein w 10 rundzie wycofał się z powodu wyczerpania i został zastąpiony przez Raya Millera. Niestety jego los podzielił po trzech kolejnych rundach Robinson, który skrajnie wyczerpany nie wyszedł do 14 starcia i przegrał przez TKO. Po tej porażce ogłosił zakończenie kariery, ale na szczęście po trzech latach zmienił zdanie i walczył jeszcze przez dziewięć lat, wielokrotnie sięgając ponownie po tytuł mistrzowski w wadze średniej. Całą walkę Robinsona z Maximem prezentujemy w rozwinięciu.
Jak podaje niemiecka prasa, przed dzisiejszym pojedynkiem z Matthew Macklinem (28-2, 19 KO) w obronie tytułu WBA, Felix Sturm (35-2-1, 15 KO) musiał stracić w trzy miesiące aż 14 kilogramów. Limit kategorii średniej wynosi ok. 72,5 kilograma, tymczasem 32-letni Niemiec bośniackiego pochodzenia jeszcze kilkanaście tygodni temu ważył 86 kilo.
Po lutowej wygranej z Ronaldem Hearnsem (techniczny nokaut w 7. rundzie), Sturm pofolgował sobie tak bardzo, że od 12 tygodni musiał przestrzegać ostrej diety. Niemiecki mistrz świata zdradza, że "nie może już patrzeć na beztłuszczowy twaróg". Dietę składającą się między innymi z tego dania zapisał mu jego trener od przygotowania fizycznego. Oprócz twarogu, Sturm żywił się przede wszystkim rybami, sałatą, brokułami, a codziennie pił aż sześć litrów wody.
Wysiłek opłacił się. Na wczorajszym ważeniu podopieczny Fritza Sdunka, mierzący 181 centymetrów wniósł na wagę 72,07 kilograma i nawet okazał się lżejszy od swego rywala z Wielkiej Brytanii, przy którego nazwisku zanotowano wynik 72,39 kg.
Co prawda federacja WBA oficjalnie jeszcze nie potwierdziła swojego wyboru, ale też nie zaprzeczyła, a od dwóch dni po świecie krąży wiadomość, że trzecią osobą w ringu w Hamburgu 2 lipca będzie Genaro Rodriguez. Chodzi naturalnie o starcie na szczycie wszechwag pomiędzy Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO) i Davidem Haye'em (25-1, 23 KO).
Jak donoszą angielskie media, to nie za bardzo podoba się championowi według WBA, ponieważ Rodriguez w przeszłości prowadził już aż cztery walki młodszego z ukraińskich braci. Na pocieszenie dla Davida pozostaje fakt, że ów sędzia wyliczył Władimira w potyczce z Corrie Sandersem...
W pojedynku wieczoru gali grupy O'Chikara Gmitruk Team w Ostrowcu Świętokrzyskim 12. zawodowe zwycięstwo odniósł Dariusz Sęk (12-0-1, 4 KO). Występujący w kategorii półciężkiej pięściarz pokonał na punkty rutynowanego Sandro Siproszwilego (24-9, 11 KO). Walka potrwała pełen zakontraktowany dystans 10-rundowy i zakończyła się zwycięstwem Sęka w stosunku 98:92, 97:92, 99:90.
Walka z obytym na europejskich ringach Siproszwilim okazała się dla 24-letniego tarnowianina bardzo pożytecznym sprawdzianem. 28-letnim Gruzinem był bez wątpienia najbardziej wymagający przeciwnikiem Sęka w dotychczasowej karierze. Polak górował jednak nad rywalem nie tylko pod względem warunków fizycznych, ale i jeśli chodzi o liczbę skutecznych ciosów. Sęk boksował bardzo rozsądnie i nie dawał się wciągać w wymiany, wyraźnie trzymając się założeń taktycznych. To pozwoliło mu kontrolować pojedynek i ostatecznie wygrać wysoko na kartach sędziowskich.
W 10. rundzie sędzia ringowy Leszek Jankowiak zarządził liczenie Siproszwilego po tym, jak Gruzin znalazł się na dekskach po sierpowym Sęka. Rywal szybko jednak powstał z maty sygnalizując, że nic mu nie jest, a upadek był wynikiem poślizgnięcia Siproszwili bez problemu dotrwał do końcowego gongu.
- Rywal nigdy nie przegrał przed czasem, więc pewnie przyjedzie "poboksować" - mówił kilka dni przed dzisiejszą walką w Ostrowcu Świętokrzyskim Mateusz Masternak (23-0, 17 KO). Słowa podopiecznego trenera Andrzeja Gmitruka sprawdziły się, bowiem przez sześć rund braki w pięściarskim rzemiośle Arturs Kulikauskis (7-9-2, 4 KO) nadrabiał dużą wolą walki. Ambicji nie zabrakło mu także w siódmej rundzie, ale wtedy do akcji wkroczył sędzia ringowy Leszek Jankowiak, przerywając lawinę ciosów "Mastera". Tym samym Polak wygrał przez techniczny nokaut, a Kulikauskis poniósł pierwszą w karierze porażkę przed czasem./p>
Masternak rozpoczął spokojnie, ale wraz z upływem rund coraz bardziej rozbijał 20-letniego mańkuta z Łotwy. 24-letni wrocławianin był bardzo skuteczny w zadawaniu ciosów prostych. W piątej rundzie po akcji lewy-prawy głowa Kulikauskisa odskoczyła do tyłu, jednak rywal zdołał otrząsnąć się i walczył dalej. W kolejnym starciu Łotysz zaczął mieć coraz większe problemy i w ostrowieckiej hali zapachniało nokautem. W swoim aresnale Masternak odnalazł ciosy sierpowe, a szczególne wrażenie zrobił mocny podbródkowy, po którym rywal znów był w opałach. W siódmej odsłonie Polak przycisnął jeszcze mocniej, zepchnął Łotysza do lin i już go stamtąd nie wypuścił.
Było to 23. zwycięstwo "Mastera" na zawodowym ringu i 17. wygrana przed czasem. Zgodnie z zapowiedziami zawodnika i jego promotora, na jesieni Masternak ma stanąć przed dużo poważniejszem testem, walcząc z dużo trudniejszym przeciwnikiem.
Takiego powrotu Artura Szpilki (6-0, 4 KO) chyba wszyscy chcieliśmy. Jeden z najlepiej zapowiadających się bokserów młodego pokolenia w pół minuty ciężko znokautował niezwyciężonego dotąd Ramiza Hadziaganovica (8-1, 7 KO).
Artur nie trafił lewym na korpus, ale poprawił z odejścia krótkim prawym sierpowym i jego rywal bezwładnie osunął się na matę, na której pozostał przynajmniej dwie minuty. Czy można wyobrazić sobie lepszy powrót?
- Chciałem trochę poboksować, ale mój przeciwnik się wychylił i wyszło jak wyszło. Chcę mieć coraz lepszych rywali teraz, a nie nabijać sobie rekordu - powiedział zaraz po walce popularny "Szpila".
Mimo przejściowych kłopotów i silnej konkurencji, która coraz częściej dochodzi do głosu, 79-letni Don King, wciąż ma się świetnie. Dzisiejszą galą zorganizowaną w Saint Charles w Missouri, daje wszystkim sygnał, że z wolna odbudowuje swoje imperium. Wszyscy kibice z pewnością będą zadowoleni, oglądając pojedynki o mistrzowskie pasy, eliminatory, obiecujących prospektów, a także długo oczekiwane powroty.
Smakowite danie główne.
Oczywiście największe zainteresowanie wzbudza starcie 24-letniego Devona Alexandra (21-1, 13 KO), z argentyńskim królem nokautów Lucasem Matthysse (28-1, 26 KO). Przypomnijmy, że w swoim ostatnim pojedynku walczący z odwrotnej pozycji ‘Alexander Wielki’, po raz pierwszy w karierze zaznał goryczy porażki. Jego pogromcą został jeden z najlepszych pięściarzy kategorii junior półśredniej, Timothy Bradley (27-0, 11 KO).
Od czasu przegranej do której doszło w styczniu tego roku, Devon pozostawał nieaktywny. Wreszcie postanowił powrócić między liny i trzeba przyznać, że wybrał sobie niezwykle trudnego przeciwnika. 28-latek z Buenos Aires ma dynamit w pięściach. W listopadzie 2010 roku stoczył zaciętą bitwę z Zabem Judahem (41-6, 28 KO), przegrywając nie jednogłośną decyzją sędziów. Jednakże zdaniem większości obserwatorów to Argentyńczyk powinien był wówczas zostać zwycięzcą. Niedługo później Lucas powetował sobie pierwszą plamę w rekordzie i w styczniu 2011 roku, wykończył przed czasem DeMarcusa Corley’a (37-18-1, 22 KO).
Szef grupy 12 Round Knockout Promotions, Andrzej Wasilewski, na antenie stacji Polsat ogłosił, że odebrał telefon z bardzo ciekawą propozycją dla jedynego obecnie polskiego mistrza świata - Krzysztofa Włodarczyka (45-2-1, 32 KO). W samej końcówce roku "Diablo" miałby wybrać się do odległej Australii, by na wielotysięcznym stadionie skrzyżować rękawice z Dannym Greenem (31-3, 27 KO) w pojedynku o tytuły WBC i IBO w wadze junior ciężkiej.
Fanom boksu postaci Greena nie trzeba przedstawiać. 38-letni pięściarz to dawny tymczasowy mistrz WBC w wadze super średniej, były mistrz WBA kategorii półciężkiej i obecny champion federacji IBO w dywizji junior ciężkiej. "Green Machine" ma na rozkładzie samego Roya Jonesa Juniora, którego kilkanaście miesięcy temu znokautował już w pierwszej rundzie. Jeszcze szybciej Danny uporał się z dobrym znajomym Tomka Adamka - Paulem Briggsem, który nie wytrwał z nim nawet pół minuty.
By mogło dojść do walki Włodarczyka z Greenem, wpierw Danny musiałby 20 lipca uporać się z podstarzałym, lecz wciąż mocnym Antonio Tarverem (28-6, 19 KO). Zadanie nie będzie proste, zwłaszcza że Australijczyk powraca po ponad półrocznej przerwie spowodowanej niebezpieczną kontuzją i jego forma jest wielką niewiadomą.
Zubar Dżafarow, trener nowego mistrza Europy wagi superciężkiej, Magomeda Omarowa (na zdjęciu z prawej), po finałowym pojedynku swojego podopiecznego z Roberto Cammarelle, oznajmił, że na naszych oczach kończy się era wielkiego Włocha.
- Cammarelle niczym nas nie zaskoczył. Wszystko co robił w ringu, było przewidywalne. To w sporej części zadecydowało o pewnej wygranej Magomeda, mimo iż jego rywal dzielnie próbował się mu przeciwstawić. To był jednak dzień mojego zawodnika. Era Cammarelle się kończy. Czy nadchodzi czas Omarowa? Mam nadzieję, że tak - powiedział szkoleniowiec z Dagestanu.
Nowy mistrz Europy poproszony o komentarz do zwycięskiej walki z Cammarelle przyznał, że miał w jej trakcie chwilę słabości:
- W połowie trzeciej rundy czułem jak tracę siły, ale dzięki silnemu wsparciu naszych fanów, przezwyciężyłem kryzys. Złapałem drugi oddech, poczułem nowy przypływ energii i pewnie wygrałem ten pojedynek. Do ringu wchodziłem w świetnym nastroju. Trenerzy przygotowywali mnie na to, że pojedynek będzie zacięty, ale zapewniali mnie, że jestem do niego optymalnie przygotowany. Jestem szczęśliwy, że wszystko ułożyło się po ich myśli - powiedział uradowany Omarow.
Kontrowersyjną decyzją sędziego zakończył się przed momentem pojedynek Manuela Charra (18-0, 10 KO) z Danny Williamsem (43-10, 33 KO). Ale po kolei...
Anglik zaraz po pierwszym gongu ostro ruszył na swojego faworyzowanego rywala i zasypał sierpami. Niepokonany Manuel szybko opanował sytuację i już pod koniec pierwszej odsłony przejął kontrolę nad wydarzeniami w ringu na dobre, jednak wszystko to okupił mocno podbitym lewym okiem oraz lekkim rozbiciem prawego łuku brwiowego.
W trzecim starciu Charr zranił byłego pogromcę Mike'a Tysona lewym sierpowym. Danny potykał się o własne nogi, ale klinczując przetrwał ambitnie trudne chwile. Syryjczyk znów był blisko nokautu w piątej odsłonie po prawym krzyżowym. Pod Williamsem ugięły się nogi, Charr doskoczył do niego i zasypał lawiną ciosów, lecz tym razem z pomocą przyszedł gong. Przewaga Manuela wzrastała, ale w połowie siódmej rundy Williams zerwał się nagle do ataku i na stojącego za podwójną gardą rywala spłynęło kilkanaście potężnych sierpów i podbródków. Po 20-sekundowej kanonadzie Williamsa Charr ruszył by odpowiedzieć, zadał dwa, może trzy ciosy i nagle ringowy wkroczył do akcji, stopując rywalizację. Williams był naprawdę kilka razy mocno zraniony w tej potyczce, ale na pewno nie tym razem...
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) uważa, że zaplanowana na 2 lipca walka przeciwko niemu będzie dla Davida Haye'a (25-1, 23 KO) wielką niewiadomą. Zdaniem mistrza świata federacji IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej, 30-letni Brytyjczyk jeszcze nie walczył z prawdziwymi bokserami najcięższej kategorii wagowej, dlatego unfikacyjne starcie ma być dla mistrza WBA jak "rosyjska ruletka".
- Haye jest dla mnie trochę jak czarny koń. Dotychczas nie toczył walk z silnymi bokserami wagi ciężkiej i moim zdaniem teraz gra w rosyjską ruletkę. W każdy cios wkłada wiele siły, dzięki czemu otrzymujemy coś w rodzaju "albo ja ciebie, albo ty mnie". Właśnie to nazywam rosyjską ruletką - ocenia 35-letni Kliczko, który kończy właśnie swój obóz treningowy w miejscowości Going, leżącej w autriackim Tyrolu.
Ukraiński pięściarz obiecuje, że "Hayemaker" dostanie od niego prawdziwą lekcję boksu, która ma stanowić dla niego swego rodzaju karę za głośne zapowiedzi i kontrowersyjny sposób promowania walki. Jednym z nieprzyjemnych dla sympatyków Kliczki incydentów był fotomontaż w magazynie "Men's Health", na którym Haye trzyma w ręce odciętą głowę Władimira. Następnie Brytyjczyk posunął się jeszcze dalej i publicznie wystąpił w koszulce, która przedstawiała jego wizerunek już nie tylko z głową młodszego Kliczki, ale i 39-letniego Witalija, mistrza świata federacji WBC.
Dzisiaj w Ostrowcu Świętokrzyskim swój czwarty zawodowy pojedynek stoczy Norbert Dąbrowski (3-0, 1 KO). Rywalem podopiecznego Andrzeja Gmitruka będzie 33-letni pięściarz z Włoch, były amatori Matteo Rossi (4-0-1, 2 KO). Pojedynek w wadze super średniej zakontraktowano na 6 rund.
Ten artykuł mógłby nosić tytuł „Pas EBU w wadze średniej, a sprawa polska”. Niedawno informowaliśmy o szansie na walkę o to trofeum, będące w posiadaniu Darrena Barkera (23-0, 14 KO), jaka zaczęła rysować się przed Grzegorzem Proksą (25-0, 18 KO). Barker jak wiadomo dostał nieoczekiwaną propozycję walki z mistrzem świata federacji WBC i jednym z czołowy pięściarzy P4P, Sergio Martinezem (47-2-2, 26 KO), dlatego zwakuje pas mistrza Europy, o który być może stoczą bój wspomniany Proksa z byłym mistrzem świata IBF, Sebastianem Sylvestrem (34-4-1, 16 KO). Tymczasem okazuje się, że o wielkim pechu może mówić inny polski zawodnik tej kategorii wagowej i jeden z najbardziej utalentowanych pięściarzy w naszym kraju, wrocławianin Mariusz Cendrowski (21-3-2, 8 KO).
- Podczas mojego pobytu w LA, gdzie pomagałem Sebastianowi Zbikowi w przygotowaniach do walki z Chavezem Jr. otrzymałem od obozu Barkera oficjalną propozycję stoczenia walki o mistrzostwo Europy, wraz z kontraktem. Gdyby nie ta nieoczekiwana szansa walki z Martinezem, którą z kolei on otrzymał, pod koniec lipca boksowałbym w Anglii o pas EBU – powiedział w rozmowie z BOKSER.ORG nie kryjący rozczarowania Cendrowski.
Już tylko tydzień pozostał do oczekiwanej od kilkudziesięciu miesięcy potyczki pomiędzy Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO) i Davidem Haye'em (25-1, 23 KO). Pięściarze kończą swoje obozy treningowe i już za dwa dni spotkają się na ostatniej konferencji prasowej przed zaplanowaną na 2 lipca potyczką. 30-letni Haye, mistrz świata federacji WBA oznajmił, że w przygotowaniach dbał o każdy szczegół, a przewaga masy ciała nie powinna działać na korzyść Kliczki.
- Nie denerwuje mnie moja waga. O wiele ważniejsze było osiągnięcie określonych celów w sali treningowej i zrobiłem to. Jeśli jestem zdrowy, jeśli dobrze się wysypiam, waga nie ma znaczenie. Nie zamierzam zapychać żołądka, aby nabrać więcej wagi. Czuję się lekki, ale mocny. Czuję się silniejszy i zdrowszy niż kiedykolwiek. Na diecie jestem od połowy stycznia. Dbam o to, aby wszystkie elementy związane z walką były dopracowane - zapewnia Haye, który przed swoją ostatnią walką, starciem z Audleyem Harrisonem w listopadzie ubiegłego roku, wniósł na wagę 95,5 kilograma. Emanuel Steward, trener 35-letniego Władimira zdradził w jednym z wywiadów, że masa jego podopiecznego podczas piątkowego ważenia powinna wynieść około 110 kilogramów.
Ukraiński mistrz świata federacji IBF, IBO i WBO znany jest z dość zachowawczego stylu walki, który polega na wyprowadzaniu długich ciosów prostych z dystansu. Haye zdaje sobie sprawę, że ciężko będzie mu wygrać przyjmując sposób walki, który prawdopodobnie zechce narzucić Kliczko. Brytyjczyk zapowiada, że narzuci na Kliczkę presję i wciągnie w ostrą wymianę uderzeń.
Przed pojedynkiem na gali w Ostrowcu Świętokrzyskim Mateuszowi Masternakowi (22-0, 15 KO) pomaga między innymi mistrz Europy w wadze super średniej Piotr Wilczewski (29-1, 10 KO). 24-letni "Master" zmierzy się dzisiaj z Artursem Kulikauskisem. Starcie zakontraktowano na 8 rund.
Pierwsza runda nie przyniosła wielkich emocji, zawodnicy głównie "badali się" w ringu. W drugiej rundzie z lewego łuku brwiowego 33-letniego, zaprawionego w amatorskich walkach Włocha popłynęła krew po tym jak pięściarze zderzyli się głowami. Tempo pojedynku nie było zbyt wysokie. Walczący z odwrotnej pozycji Polak starał się walczyć przede wszystkim na dystans, często używając ciosów prostych. Mimo to z upływem rund coraz częściej dochodziło do klinczów, głównie za sprawą coraz bardziej słabnącego kondycyjnie Włocha. Wobec takiego stylu walki Rossiego pojedynek nie mógł być zbyt piękny dla oka.Na gali w Ostrowcu Świętokrzyskim czwartą zawodową wygraną zanotował Norbert Dąbrowski (4-0, 1 KO). Polak wypunktował doświadczonego Włocha Matteo Rossiego (4-1-1, 2 KO), chociaż jego przewaga w ciągu sześciu rund nie była tak wyraźna jak walczących przed nim Sulęckiego i Matyi nad ich przeciwnikami. Werdykt sędziów punktowych był jednogłośny - 59:57, 58:56 i 59:55 na korzyść Dąbrowskiego.
David Rodriguez (35-0, 33 KO) jakiś czas temu uważany był za materiał na przyszłego mistrza wszechwag, lecz nagminne obijane przeciętnych bokserów zweryfikowało ów teorię. Być może ten 34-letni pięściarz znów powróci na usta kibiców po dzisiejszym efektownym i brutalnym nokaucie nad dawnym pretendentem do tronu WBA, Owenem Beckiem (29-8, 20 KO).
Po spokojnej pierwszej rundzie, w drugiej "Nino" zranił przeciwnika lewym hakiem na korpus. Kilka razy powtórzył tę akcję i Beck coraz częściej zaczął opuszczać prawą rękę.
Rodriguez wykorzystał to w trzecim starciu, kiedy po kilku słabszych uderzeniach po dole nagle wystrzelił potwornym lewym sierpowym na szczękę, po którym jego półprzytomny rywal z Jamajki pozostał kilka minut na macie. Tym samym David zdobył wakujący pas WBC Fecombox.
Trwa wieczór nokautów w pierwszej rundzie podczas gali Wojak Boxing Night w Rzeszowie. Przed chwilą Damian Jonak (30-0-1, 20 KO) pokonał przed czasem doświadczonego Mamadou Thiama (47-10, 44 KO), byłego mistrza Europy wagi junior średniej i pretendenta do tytułów światowych, który jednak swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą.
Jonak zamroczył rywala prawym krzyżowym, po którym wyraźnie zraniony Thiam zaczął "tańczyć" na nogach jak z waty, po czym polski pięściarz poprawił prawym sierpowym i sędzia liczył reprezentującego Francję Senegalczyka po raz pierwszy. Po wznowieniu walki Jonak zasypał przeciwnika lawiną ciosów i po chwili Thiam ponownie zapoznał się z deskami, jednak tym razem nie był w stanie podnieść się przed wyliczeniem do dziesięciu, w dodatku z jego narożnika poleciał ręcznik rzucony przez trenera. Zwycięstwo zostało nagrodzone owacją, ale także gwizdami, gdyż dotchczas kibice zgromadzeni w hali na Podpromiu zobaczyli zaledwie kilka rund zawodowego boksu.
Udanie po sensacyjnej porażce powrócił James Kirkland (28-1, 25 KO). Uważany za gorącego prospekta wagi średniej i junior średniej Amerykanin już w pierwszej rundzie zdemolował Dennisa Sharpe'a (17-8-3, 4 KO), posyłając go w 130 sekund dwukrotnie na deski. Po drugim nokdaunie sędzia doliczył do dziesięciu i przerwał pojedynek.
Podczas tej samej gali zwycięstwo do swojego rekordu dopisał również Brian Vera (19-5, 12 KO), który obijał przez siedem starć Eloya Suareza (11-12-1, 5 KO), by w ósmym znokautować go lewym hakiem w okolice wątroby.
Zapraszamy do obejrzenia materiału zarejestrowanego podczas środowego treningu otwartego przed dzisiejszym pojedynkiem Felixa Sturma (35-2-1, 15 KO) z Matthew Macklinem (28-2, 19 KO). Starcie o należący do 32-letniego Niemca bośniackiego pochodzenia pas mistrza świata WBA World w wadze średniej odbędzie się w Kolonii. Galę będzie można obejrzeć w Polsce za pośrednictwem kanału Orange Sport Info. Początek bezpośredniej relacji o godzinie 21:30.
Dzisiejsza gala "Wojak Boxing Night" w Rzeszowie to jubileuszowe piąte show, jakie organizują w tym mieście promotorzy Andrzej Wasilewski z Piotrem Wernerem. Szefowie grupy 12Round KnockOut Promotions nie byli bynajmniej pierwszymi, którzy zaprezentowali boks zawodowy w tym mieście.
Debiutancka gala odbyła się dokładnie 26 października 2002 roku (oczywiście w pięknej i nowoczesnej Hali na Podpromiu) głównie za sprawą łódzkiej grupy Start Promotions, wspieranej przez Roleski Boxing Team z Tarnowa i warszawski KnockOut Promotions. Około 4 tysiące kibiców zobaczyło wówczas mini-galę, na którą składało się siedem pojedynków zawodowych, zakontraktowanych na 4-6 rund. W najważniejszym z nich Maciej Zegan (22-0, 12 KO) wygrał z Maurycym Gojko (12-3-1, 4 KO), a oprócz nich w ringu wystąpili m.in. Tomasz Bonin (16-0, 11 KO), Jacek Bielski (19-1, 7 KO), debiutant Łukasz Rusiewicz i niedawny pretendent do tytułu mistrza świata WBA, Jurij Nużnienko (11-0, 5 KO), który pierwotnie miał walczyć z Bielskim.
Drugie spotkanie mieszkańców z Rzeszowa z boksem zawodowym miało miejsce 19 grudnia 2004 roku, już z inicjatywy grupy Hammer KnockOut Promotions. W programie znalazło się sześć pojedynków, w tym walka wieczoru, czyli rywalizacja miejscowego faworyta, 23-letniego wówczas Dawida Kosteckiego (15-0, 12 KO) z Amerykaninem Dhafirem Smithem (13-6-2, 6 KO) o pas młodzieżowego mistrza świata WBC wagi półciężkiej, zakończona punktową wygraną Polaka. poza "Cyganem" boksowali także Krzysztof Włodarczyk (27-1, 20 KO), Tomasz Bonin (28-1, 15 KO), Paweł Kołodziej (2-0, 0 KO), Rafał Jackiewicz (12-7-1, 7 KO) oraz Ukrainiec Wołodymyr Łaziebnik.
Trzecia gala w Rzeszowie odbyła się 15 października 2005 roku. Również organizowała ją grupa HKP, serwując tym razem kibicom pięć zawodowych pojedynków. Bohaterem wieczoru był - oczywiście - Dawid Kostecki (19-0, 15 KO), który wymęczył punktowe zwycięstwo nad Belgiem Ismailem Abdoulem (25-8-1, 10 KO), zdobywając wakujący pas mistrza świata federacji WBF wagi półciężkiej. W pozostałych rywalizacjach polsko-słowackich wygrali Szymon Porębski (6-0, 2 KO), Rafał Jackiewicz (15-8-1, 7 KO), Paweł Kołodziej (8-0, 4 KO) i Krzysztof Bienias (23-3, 8 KO).
Ekspert bokserski telewizji HBO Larry Merchant wypowiedział się na temat powrotu Floyda Mayweathera Jr (41-0, 25 KO) na ring po ponad rocznej przerwie. Przypomnijmy, że "Money" po raz kolejny wejdzie do ringu 17 września w MGM Grand w Las Vegas, a jego przeciwnikiem będzie mistrz WBC wagi półśredniej Victor Ortiz (29-2-2, 22 KO). Według Merchanta pomysł pojedynku jest świetny i jego zdaniem sprzedaż pakietów PPV mocno przebije trzecią walkę Pacquiao z Marquezem.Mariusz Wach (24-0, 12 KO) w ostatnim czasie stracił wiele kilogramów, ciężko przygotowując się ze swym trenerem od siły i wytrzymałości Marcinem Machulą. "Wiking" współpromowany przez Mariusza Kołodzieja i Jimmy'ego Burchfielda, stoczy swój kolejny pojedynek za Oceanem 29 lipca z dobrze znanym polskim kibicom Kevinem McBride'em (35-9-1, 29 KO). Zapraszamy na krótki fragment treningu wysmuklonego "Wikinga".