Już 11 czerca na ringu w San Luis Potosi Austin Trout (22-0, 13 KO) stanie do pierwszej obrony swojego tytułu WBA wagi junior średniej. Pretendentem, który stawi mu czoła w ringu będzie posiadający świetne warunki fizyczne David Lopez (40-12, 23 KO). Trout zapowiada wielką formę przed obroną pasa i mimo tego, że docenia osiągnięcia przeciwnika, zapowiada swoją wygraną.Zapraszamy na fragment zajęć praktycznych w ramach kursu oferowanego przez Akademię Trenerów i Instruktorów Sportu. Techniki bokserskie prezentuje trener PACO Lublin - Ryszard Murat.
Mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBA David Haye (25-1, 23 KO), który przygotowuje się do unifikacyjnego pojedynku z mistrzem świata IBO, IBF i WBO Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO), korzysta z pomocy trzech wysokich sparingpartnerów. Deontay Wilder (16-0, 16 KO) oraz Kelvin Price (10-0, 6 KO) przyjechali do Brytyjczyka z USA, w przygotowaniach pomaga także rodak David Price (10-0, 8 KO). Wszyscy są niepokonani.
- Mam już za sobą kilka bardzo owocnych sparingów przed walką, która mnie czeka 2 lipca. Jestem już bliski osiągnięcia wysokiej formy. Przez ostatnie trzy tygodnie sparowałem z trzema niepokonanymi ciężkimi, każdy z nich jest trochę wyższy od mojego przeciwnika Władimira Kliczki. Każdy z moich sparingpartnerów wniósł do mojego treningu inne elementy - mówi "Hayemaker".
- W przyszłym tygodniu nastąpi zmiana sparingpartnerów. Czekam z niecierpliwością co nowego wniosą do mojego ringu. Tymczasem kontynuuję moje przygotowania, ćwiczę zaplanowane akcje oraz taktykę. Do czasu gdy spotkam się w ringu z Kliczką, zaplanowane ruchy i akcje staną się moją druga naturą. Znajdowanie luk w obronie i wykorzystywanie ich do zadania prawego na szczękę będą do tego czasu dla mnie rutyną, jak mycie zębów wieczorem - zapewnia Brytyjczyk.
Podczas mistrzostw Unii Europejskiej kobiet w boksie, które odbywały się w Katowicach, nasze zawodniczki wywalczyły cztery złote medale: Sandra Kruk (57 kg), Katarzyna Furmaniak (69 kg), Lidia Fidura (75 kg), Anna Słowik (+ 81 kg). Za nieco ponad rok panie zadebiutują na olimpijskim ringu. O naszych szansach na Londyn Onet.pl rozmawiał z Leszkiem Piotrowskim, trenerem kadry kobiet.
- Dziennikarze i kibice w Polsce muszą się chyba powoli uczyć kobiecego boksu, który w przyszłym roku zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich w Londynie?
Leszek Piotrowski: Kibice już dobrze znają kobiecy boks, bo wiele było organizowanych w naszym kraju międzynarodowych imprez. Odbyło się też kilka spotkań międzypaństwowych. Kibice zatem doskonale znają żeński boks. Nie przyzwyczaiły się jednak do tego jeszcze media, że boks kobiet w naszym kraju ma swój określony, wysoki poziom. Nasze zawodniczki osiągają naprawdę znakomite wyniki. Zresztą potwierdziły to rezultatami uzyskanymi podczas mistrzostw Unii Europejskiej w Katowicach. W ubiegłym roku z kolei nasze juniorki wywalczyły na mistrzostwach świata cztery medale (złoty, srebrny i dwa brązowe - przyp. red.), zajmując w rywalizacji państw szóste miejsce. To naprawdę świadczy o wysokim poziomie naszych zawodniczek.
- Nasza kobieca reprezentacja w boksie istnieje od jedenastu lat i pan od początku jej istnienia jest trenerem kadry.
LP: Zgadza się. Początki były jednak bardzo trudne. Przez trzy lata działaliśmy tylko dzięki swoim własnym środkom oraz tym pozyskanym od sponsorów. Dofinansowanie z ministerstwa sportu otrzymaliśmy dopiero w 2004 roku po tym, jak na mistrzostwach Europy na Węgrzech wywalczyliśmy dwa srebrne medale.

13 listopada 2010 roku doszło do wydarzenia, które skompromitowało znaczenie mistrzowskiego pasa WBA w wadze ciężkiej. Broniący po raz drugi tytułu David Haye wybrał na pretendenta Audleya Harrisona (27-5, 20 KO), który z trudem i w wielkich bólach pokonał kilka miesięcy wcześniej zaledwie solidnego Michaela Sprotta. "A-Force" zapowiadał wielką wojnę wewnątrz brytyjską a skończyło się na technicznym nokaucie w trzeciej rundzie. Należy dodać, że przez pierwsze sześć minut fani boksu mogli usnąć, ponieważ żaden z pięściarzy nie kwapił się do zadania ciosu. Na dodatek wokół tego pojedynku pojawiło się wiele kontrowersji, niektórzy twierdzili nawet, że przebieg starcia był "wyreżyserowany".
Według informacji portalu boxingscene.com, Harrison ponownie szuka pieniędzy w ringu i tym razem zamarzył o walce z Mike’em Perezem (16-0, 12 KO). Na szczęście były mistrz Europy nie zdążył jeszcze wspomnieć, że jest to jego przeznaczenie, tę śpiewkę słyszeliśmy wiele razy przed walką z "Hayemakerem". 25-letni Kubańczyk jest na fali wznoszącej i zwyciężył ostatnio w międzynarodowej wersji turnieju "Prizefighter", pokonując Manswella, Tony'ego i Fieldsa. Czy ktoś jeszcze ma ochotę oglądać Harrisona w ringu?
Vanes Martirosyan (30-0, 19 KO) w końcu pokazał na co go stać i w nocy z soboty na niedzielę pokonał przed czasem groźnego Saula Romana (34-9, 29 KO). Dzięki zwycięstwu, "Koszmar" zdobył wakujący pas WBC Silver w kategorii junior średniej i uczynił bardzo poważny krok w kierunku walki o prawdziwy mistrzowski tytuł.
Freddie Roach uważa, że wspólne sparingi Vanesa i Julio Cesara Chaveza Jr. (43-0-1, 30 KO) miały bardzo dobry wpływ na obydwu zawodników.
- Vanes wykonał świetną robotę i przygotował Chaveza do walki ze Zbikiem - ocenia Roach. - Vanes jest nieco szybszy od Zbika, lecz dzięki temu Julio był w pełni gotowy. Chavez z kolei pomógł Vanesowi przygotować się do potyczki z Romanem. Dobrze razem pracują.
W kategorii junior średniej, w której występuje Martirosyan, roi się od talentów. Vanes ma wielu potencjalnych rywali, ale wszystko wskazuje na to, że zechce zmierzyć się z mistrzem WBC - Saulem Alvarezem (36-0-1, 26 KO). Pomysł ten bardzo odpowiada Roachowi, który jest przekonany, że "Canelo" nie może równać się z jego podopiecznym.
- Wszyscy mówią jaki wspaniały jest Canelo. Uważam, że Vanes znokautowałby go w pierwszej rundzie. Wygrał już eliminator, więc jest jego obowiązkowym pretendentem. Możemy sprawdzić jaki naprawdę jest Canelo - proponuje Roach.
21-letni Alvarez już za niecałe dwa tygodnie stanie do pierwszej obrony tytułu. Jeżeli zdoła pokonać Ryana Rhodesa, być może w końcówce roku dojdzie do jego pojedynku z "Koszmarem".
- Chcę walczyć z Canelo - zapowiedział po wygranej Martirosyan. - Zrobiłem swoje i wygrałem eliminator. Miejmy nadzieję, że zachowa się honorowo i wyjdzie ze mną do ringu.
- Mam ambicję, aby kobiecość w sobie zostawić, żeby pamiętać, że przede wszystkim jestem kobietą, potem bokserką - mówi Karolina Owczarz, mistrzyni Polski juniorek w boksie, która wystąpiła w nagranym przez MTV reality show "Todas contra Mexico".
Radosław Leniarski: Co cię przyciągnęło do boksu? Podwórko, chłopak?
Karolina Owczarz: Przypadek, jak większość, co się zdarzyło w moim życiu. Szukałam swojego miejsca i we wrześniu 2005 roku wybrałam się do sali bokserskiej.
- 13-latka przypadkiem zapukała do sali bokserskiej?!
KO: Mój nauczyciel WF-u z podstawówki był trenerem boksu, ale postanowiłam spróbować sama. Wcześniej grałam w siatkówkę, koszykówkę, ale w drużynach jakoś nie mogłam się znaleźć. W boksie liczy się indywidualność. Nie mam ADHD, byłam po prostu aktywna ruchowo. Rodzice nie chcieli, żebym siedziała przy komputerze. No to mają.
Najpierw boks był po prostu zabawą. Po dwóch latach - gdy w ringu zaczęło mi coś wychodzić i wygrałam pierwsze walki - podeszłam do sprawy poważniej. Zwycięstwa bardzo wciągają.
- Nie chcę wyjść na seksistę, ale boks jest jak najbardziej męskim sportem - z erupcjami testosteronu, krwią i potem. Bawiłaś się jako dziecko lalkami czy koparką?
KO: Lalkami, jak najbardziej. Żadnych samochodów ani koparek, tylko lalki i różowe sukienki. Czuję się kobietą, nigdy nie byłam męską bokserką. Noszę sukienki, chodzę w szpilkach, robię sobie makijaż i wybieram się z koleżankami na zakupy. Mam ambicję, aby kobiecość w sobie zostawić, żeby pamiętać, że przede wszystkim jestem kobietą, potem bokserką.

Po dziewięciu rundach Sebastian Zbik (30-1, 10 KO) u dwóch sędziów prowadził na punkty z Julio Cesarem Chavezem Jr. (43-0-1, 30 KO), lecz syn legendy zapewnił sobie zwycięstwo ostrym zrywem w ostatnich trzech odsłonach. 25-letni Junior wygrał te starcia u wszystkich sędziów i po dwunastu rundach został ogłoszony zwycięzcą przy werdykcie dwa do remisu (114-114, 115-113, 116-112). Tym samym Chavez zapisał się w historii jako pierwszy meksykański mistrz świata wagi średniej.

20 lipca w hali Entertainment Centre w Sydney dojdzie do pojedynku pomiędzy Dannym Greenem (31-3, 27 KO) i znakomitym przed laty Antonio Tarverem (28-6, 19 KO). Stawką będzie dzierżony przez Australijczyka pas IBO w kategorii junior ciężkiej. "Magic Man" zdecydował się odejść z najcięższej dywizji na rzec mistrzowskiej szansy.
Jednym ze sparingpartnerów faworyta gospodarzy jest Jason Robinson (19-6, 11 KO) – były rywal Krzysztofa Włodarczyka, który w przeszłości pomagał również Andrzejowi Gołocie w przygotowaniu do walki z Chrisem Byrdem. Robinson ma naśladować styl najbliższego rywala Greena i jak sam zapewnia w rozmowie z BOKSER.ORG dobrze spisuje się w tej roli.
- Czuję się dobrze. Obecnie przebywam w Australii i trenuję z mistrzem IBO Dannym Greenem. Nasze sparingi przebiegają nieźle, nie ma obaw. Danny ma naprawdę mocny lewy prosty. Jego siła z pewnością jest wystarczająca na kategorię junior ciężką. Naśladuję styl Antonio Tarvera i nie mam z tym żadnych problemów – powiedział 36-letni mańkut.
Ostatni raz Robinson między linami pojawił się we wrześniu 2010 podczas starcia o pas WBC z "Diablo" Włodarczykiem. Od tamtej pory nie otrzymał żadnych interesujących propozycji, a jego głównym zajęciem jest bycie sparingpartnerem czołowych postaci kategorii cruiserweight.
- Wciąż mam ten sam kłopot – od momentu walki z Włodarczykiem nie wpłynęły do mnie żadne konkretne oferty. Prawdę mówiąc, to na brak zajęć nie narzekam. Cały czas jestem w formie i pomagam różnym pięściarzom w ich obozach przygotowawczych. Niedawno miałem przyjemność sparowania z Marco Huckiem. Również Steve Herelius sięgnął po moją pomoc. Miło się współpracowało z tymi facetami, którzy poza ringiem są bardzo sympatyczni – opowiada równie uprzejmy Robinson.
Rozmawiał: Piotr Jagiełło

Zgodnie z przewidywaniami, kolejne zwycięstwo do rekordu dopisał Luis Ortiz (10-0, 8 KO). Kubańczykowi w ostatniej chwili zmienili rywala, ale i tak niczego to nie zmieniło. "Big Thing" już w pierwszej rundzie znokautował Jasona Barnetta (12-14, 6 KO) i spokojnie może przygotowywać się do starcia z Luisem Andresem Pinedą w przyszły piątek.
Na ringu po dłuższej przerwie zaprezentował się również Michael Simms (21-14-2, 13 KO). Amatorski mistrz świata z 1999 roku przegrał wyraźnie na punkty z Anatolim Dudczenko (12-2, 8 KO). Amerykanin prawdopodobnie nie był najlepiej przygotowany do tego starcia, nie mieszcząc się w limicie kategorii junior ciężkiej – "Famous" wniósł na wagę ponad 93 kg. Simms w trwającej 11 lat karierze nie przegrał przed czasem.
Uznawany za króla wagi średniej Sergio Gabriel Martinez (47-2-2, 26 KO) nie zrezygnował z planu stoczenia walki z Julio Cesarem Chavezem Jr. (43-0-1, 30 KO). "Maravilla" ma nadzieję, że do pojedynku z synem legendy dojdzie 1 października.
Kolejka do Chaveza już teraz jest dość długa. Obowiązkowym pretendentem dla Juniora jest Marco Antonio Rubio (51-5-1, 44 KO), lecz Julio za namową Boba Aruma prawdopodobnie wystąpi o pozwolenie na dobrowolną obronę z Miguelem Angelem Cotto (36-2, 29 KO).
- Jeżeli Julio Cesar Chavez Jr. chce być uznawany za prawdziwego mistrza i wielkiego meksykańskiego wojownika, musi walczyć ze mną w październiku. Poproszę o to włodarzy WBC [Martnez, jako champion WBC Diamond, ma prawo do walki z mistrzem WBC - przyp. red.]. Jeżeli Julio jest prawdziwym mistrzem, zmierzy się ze mną. Jest moim celem numer jeden, lecz w razie czego mam też inne ciekawe opcje - powiedział 36-letni Martinez.
Wiele wskazuje na to, że w listopadzie dojdzie do rewanżowej walki pomiędzy Francoisem Bothą (48-5-3, 29 KO), a Evanderem Holyfieldem (44-10-2, 29 KO). W pierwszym pojedynku, który odbył się w kwietniu ubiegłej roku, lepszy okazał się "The Real Deal".
Na gali w Las Vegas Amerykanin wygrał przez techniczny nokaut w ósmym starciu. W chwili przerwania walki Botha prowadził jednak na kartach punktowych dwóch sędziów (69-64, 66-67, 66-67).
W miniony weekend "Biały Bawół" nieoczekiwanie zastopował niepokonanego wcześniej Flo Simbę (10-1, 9 KO). Jeszcze przed walką promotor Rodney Berman obiecał zwycięzcy sprowadzenie do RPA Evandera Holyfielda.
- Prowadzimy negocjacje z Holyfieldem, który wstępnie zgodził się na nasze warunki. Musimy tylko sfinalizować kontrakt i porozumieć się ostatecznie w sprawie wynagrodzenia dla pięściarzy - powiedział Berman.
- W naszym ostatnim spotkaniu obijałem Holyfielda, ale w pewnym momencie popełniłem błąd, a on go wykorzystał - wspomina Botha, po czym dodaje, że w rewanżu będzie bardzie uważny i pokona czterokrotnego mistrza świata wagi ciężkiej.
Mierzący 203 cm wzrostu David Price (10-0, 8 KO) od tygodnia pomaga Davidowi Haye (25-1, 23 KO) w przygotowaniach do pojedynku unifikacyjnego z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO). Na wspólnych sparingach skorzystają obydwaj, jako że Price idealnie imituje styl młodszego z ukraińskich braci, a sam przygotowuje się do sobotniej potyczki z Johnem McDermottem (26-7, 17 KO).
- Sparing dwóch klasowych zawodników to rzadkość, więc możecie sobie wyobrazić jak dobrze było to oglądać - powiedział Frank Maloney, promotor Price'a. - Życzymy powodzenia Haye'owi w walce z Kliczko, ale dla mnie najważniejsze jest, by David Price robił jak największe postępy. Te dwie sesje z Hayem upewniły mnie w przekonaniu, że mój podopieczny jest przyszłością tej dywizji i brytyjską odpowiedzią na Kliczko.
- Nie jestem jednak głupcem. Wiem, że najpierw David musi pokonać McDermotta. John radzi sobie dobrze pod skrzydłami nowego trenera. To groźny i zdeterminowany pięściarz - komplementuje "Wielkiego Złego Johna" Maloney.

Miguel Angel Cotto (36-2, 29 KO) nie podjął jeszcze decyzji odnośnie najbliższej walki. W gronie potencjalnych rywali przewijają się dwa meksykańskie nazwiska – Antonio Margarito (38-7, 27 KO) i Julio Cesar Chavez Junior (43-0-1, 30 KO). Syn legendarnego wojownika w sobotę sięgnął po mistrzowski pas w wersji WBC. Zdobycia tego trofeum pogratulował mu Portorykańczyk, który niebawem ma rozmawiać z Bobem Arumem na temat planów na niedaleką przyszłość.
- Chavez dobrze wykonał swoją robotę. Gratuluję mu zdobycia tytułu mistrza świata. Wraz z moim sztabem będziemy rozmawiać z Bobem Arumem i dowiemy się jaka opcja niesie za sobą największe korzyści finansowe. Oczywiście chciałbym sięgnąć po kolejny tytuł mistrzowski, ale nie możemy podejmować wiążących decyzji tylko na tej podstawie. Potrzebujemy spokoju, by móc przeanalizować każdą z możliwości – powiedział "Junito".
Bob Arum planuje zorganizować wielką galę PPV na początku października. W pojedynku wieczoru zmierzyć mają się na niej nowy mistrz WBC w wadze średniej - Julio Cesar Chavez Jr. (43-0-1, 30 KO) i znakomity Portorykańczyk, Miguel Angel Cotto (36-2, 29 KO).
Dwie potencjalne daty to 1 i 8 października. Szef Top Rank chce, by event odbył się w stolicy hazardu - Las Vegas. Dla Cotto byłaby to szansa zdobycia mistrzowskiego tytułu w czwartej kategorii wagowej. Nie wiadomo, czy ustalony zostanie umowny limit, który miałby za zadanie pomóc mniejszemu fizycznie Portorykańczykowi.
- Do takiej walki Julio musiałby trenować jeszcze bardziej wytrwale - ocenia legendarny Chavez Senior. - Wszyscy wiemy, że pod opieką nowego szkoleniowca Cotto wspaniale się rozwinął. Do pojedynku z nim nie można podchodzić bez odpowiedniego przygotowania z przekonaniem o swej wyższości.
Cendrowski świetnie poradził sobie na sparingach ze Zbikiem w Los Angeles, a teraz marzy o walce na wrocławskiej gali 10 września.
- Jestem obecnie jedynym czynnym bokserem zawodowym, który całe życie mieszka we Wrocławiu. I nie wyobrażam sobie, żeby wrocławskiego pięściarza miałoby zabraknąć na Maślicach, w którejś z walk przed pojedynkiem Adamka z Kliczką. Mogę wystąpić nawet za darmo! - mówi Mariusz Cendrowski (21-3-2, 8 KO).
- Jesteś świetnym i renomowanym pięściarzem, ale dlaczego to akurat Ty miałbyś zawalczyć 10 września na gali na nowym wrocławskim stadionie na Maślicach, czy na Pilczycach, jak chcą niektórzy? Są przecież w naszym mieście i inni profesjonalni bokserzy…
Mariusz Cendrowski: Mateusz Masternak pochodzi z Kielc, więc dlaczego mamy u nas promować Kielce? Piotr Wilczewski to Dzierżoniów, Łukasz Janik mieszka w Jeleniej Górze, Maciek Zegan jest chwilowo niedysponowany, to znaczy chciałem powiedzieć: sportowo nieczynny. A Wojtek Bartnik nie będzie przecież dwudziesty raz wracał z bokserskiej emerytury, a potem uroczyście trzydziesty raz znowu kończył karierę! Nie róbmy paranoi. Poza tym, to oleśniczanin. Jestem w dobrej formie i wiem, że w ringu godnie reprezentowałbym Wrocław i jego mieszkańców na wielkiej gali 10 września. Staram się o taką walkę. Mógłbym zaboksować nawet za darmo, niech tylko opłacą mego ewentualnego rywala. Rozmawiałem już o tym z Tomkiem Adamkiem. Jest za, ale nie on decyduje, tylko obóz Witalija Kliczki. Menedżer „Górala” Ziggy Rozalski obiecał, że jak tylko wróci z wędkowania, to się za mną wstawi u pana Bernda Boentego z firmy Kliczków. Wiem, że niektórzy polscy promotorzy chcą nawet zapłacić za to, żeby ich zawodnicy (plotkuje się o Masternaku, Janiku, czy… Snarskim - dop. B.Cz.), wystąpili na tej gali, bo to świetna reklama. Taaa, to bardziej polityka niż sport. Ja nie mam promotora, jestem sam i nikt za mną tak nie staje. Mam tylko nadzieję, że poprą mnie władze Wrocławia i szczerze mówiąc… na to chyba się zanosi, ale nie zapeszajmy.
- Wróciłeś właśnie z Los Angeles, gdzie jako sparingpartner przygotowywałeś Niemca Zbika do jego walki o mistrzostwo świata wagi średniej WBC z Meksykaninem Julio Chavezem Juniorem. To taka wymiana: Ty w USA, a Barack Obama u nas?
MC: Na to wygląda! Śledziłem tam w internecie wizytę prezydenta Obamy w naszym kraju. Wciąż prosimy się o zniesienie wiz do USA. Tylko po co tam jeździć? Jedynie turystycznie. Jesteśmy w UE i jeśli ktoś chce pracować, to zarobi większe pieniądze w Niemczech, w Austrii, czy w Anglii niż w Ameryce.
- Ale Ty akurat pojechałeś za ocean w celach zarobkowych…
MC: Pewnie, że za darmo nie sparowałem ze Zbikiem. Niemcy płacili tak dobre diety, że zaoszczędziłem. Nie obżerałem się i dalej ważę te swoje 78 kg. Jak przed wyjazdem do USA. Obiecywałem Wam przecież, że nie wrócę gruby niczym Butterbean. Ale tak naprawdę, wybrałem się do Ameryki, żeby być jeszcze lepszym bokserem i trenerem. I żeby zwiedzić Los Angeles.
Faworyt finałowej walki turnieju Super Six, Andre Ward (24-0, 13 KO), przyznał, że od pewnego czasu różni ludzie proszą go, by w pojedynku unifikacyjnym raz na zawsze zamknął usta Carla Frocha (28-1, 20 KO).
- Kibice od dawna chcieli mojego pojedynku z Frochem. To nie jest objaw braku szacunku dla pozostałych uczestników Super Six. To biznes. Ludzie za nim nie przepadają, bo za dużo mówi. Niektórzy podchodzą do mnie i proszą, bym zamknął mu usta, gdy wyjdziemy w końcu do ringu - powiedział "S.O.G.".
- Czegokolwiek się o nim nie mówi, nikt nie może zaprzeczyć, że dotychczas znakomicie radzi sobie w turnieju, nawet jeśli tyle mówi i obraża swoich rywali. Mi zawsze okazywał szacunek, przy każdym naszym spotkaniu. Ja nie mam z nim problemu, ale wiem, że ludzie różnie go odbierają. Jeżeli chodzi o mnie, przemówię w ringu za pomocą pięści - dodaje Ward.

Felix Diaz (9-0, 6 KO) po przejściu na zawodowstwo miał w dynamicznym tempie rozwijać swoją karierę, by jak najszybciej doczekać się walki o mistrzostwo świata. Dominikanin w czerwcu 2009 roku rozpoczął zwycięski marsz, ale do tej pory nie dostał poważnej okazji do zaprezentowania swoich nieprzeciętnych umiejętności. Wobec tego 27-latek zrezygnował ze współpracy z dotychczasowym promotorem i obecnie szuka nowych rozwiązań.
- Mój kontrakt z German Titov Promotions dobiegł końca. Teraz jestem wolnym agentem i przyglądam się różnym możliwością współpracy. Chciałbym od tej chwili toczyć większość swoich walk na terenie Stanów Zjednoczonych. W przeciągu pół roku stoczyłem zaledwie jeden pojedynek. Powinienem napotykać na swojej drodze bardziej wymagających oponentów. Przecież jestem byłym mistrzem olimpijskim. Niebawem podejmę decyzję dotyczącą mojej przyszłości. W tej chwili jest mój czas, nie mogę tego zaprzepaścić – powiedział utalentowany Diaz.
Pokonanie Glena Johnsona zapewniło Carlowi Frochowi (28-1, 20 KO) finał turnieju Super Six. Brytyjczyk jest bardzo pewny siebie i nie wierzy w możliwość porażki w pojedynku z Andre Wardem (24-0, 13 KO).
- To mistrz olimpijski. Jest bardzo szybki i świetnie wyszkolony, ale ja lepiej wypadłem na tle Arthura Abrahamam - twierdzi "Kobra" z Nottingham. - Ward ma znakomity refleks, ale brakuje mu siły ciosu, więc będzie miał problem z utrzymaniem mnie na dystans.
- Będę na niego nacierał. Użyję swej siły fizycznej i mocnego ciosu. Będę cały czas blisko, a jego pozbawione mocy uderzenia mnie nie powstrzymają. On nie potrafi nokautować, a ja na tym skorzystam. Szykuje się znakomita walka dwóch czołowych zawodników. To zarazem unifikacja i finał największego turnieju w historii boksu. O to chodzi w tym sporcie. Ward może sobie myśleć, że jestem bezczelny i nie okazuję mu szacunku, ale to nic osobistego. Taki jest boks. Jestem pewny swego - oznajmił 33-letni Froch.
Już za dwa tygodnie na gali w Siemianowicach Śląskich dojdzie do rewanżowego starcia między naszym reprezentantem Krzysztofem Szotem (14-0-1, 5 KO), a niebezpiecznym Felixem Lorą (13-7-5, 7 KO). Do ich pierwszego spotkania doszło w październiku zeszłego roku, gdzie po świetnym początku Szot opadł trochę z sił i oddał inicjatywę bokserowi z Dominikany, a walka zakończyła się remisem. Teraz Szot będzie miał okazję zmazać plamę w rekordzie w ponownym starciu.
Według doniesień portalu boxrec.com, 2 lipca w Wiedniu dojdzie do pojedynku pomiędzy Nurim Seferim (30-6, 18 KO) a jednym z najlepszych journeymanów w kategorii junior ciężkiej – Ismailem Abdoulem (39-21-2, 15 KO). Walka zakontraktowana jest na 12 rund, jej stawką będzie pas WBO European.
Abdoul jest doskonale znany polskim kibicom boksu, do tej pory spotykał się z Mateuszem Masternakiem, Tomaszem Hutkowskim, Tomaszem Adamkiem, Krzysztofem Włodarczykiem i Dawidem Kosteckim. Jedynie "Diablo" zdołał zwyciężyć Belga przed czasem. Seferi od dziewięciu walk jest niepokonany, w przeszłości stoczył zacięty bój z Łukaszem Rusiewiczem.
"Cool" zamierza rozgrzać się przed albańskim sprawdzianem i 13 czerwca w ojczyźnie ma skrzyżować rękawice z Hrvoje Bozinovicem (0-2).
Prawie dwa miesiące temu Orlando Salido (35-11-2, 23 KO) zaszokował cały świat nokautując gwiazdę wagi piórkowej Juana Manuela Lopeza (30-1, 27 KO) w starciu o pas WBO. Jak donosi team "Juanmy" od paru tygodni trwają zaawansowane negocjacje mające na celu zorganizowanie drugiej potyczki obu zawodników i w najbliższych tygodniach kibice powinni poznać konkretną datę rewanżowego starcia.
W ostatnim czasie rozeszły się pogłoski, jakoby Floyd Mayweather Jr. (41-0, 25 KO) miał odrzucić opiewającą na 65 milionów dolarów ofertę walki w Singapurze. Nieco później Bob Arum i Michael Koncz rozgłosili, że meksykański miliarder, Carlos Slim, gotów jest zapłacić taką samą kwotę Manny'emu Pacquiao (53-3-2, 38 KO) za stoczenie pojedynku z Saulem "Canelo" Alvarezem (36-0-1, 26 KO). Pojawiła się jednak nowa plotka. 75 milionów dolarów na głowę dla Mayweathera i Pacquiao. W Stanach Zjednoczonych. Strach pomyśleć, co tym razem może stanąć na przeszkodzie.
Dlaczego "Money" Mayweather odrzucił ofertę z Singapuru? Rzekomo zażądał 10 milionów za samo rozpoczęcie rozmów. Bob Arum z Top Rank zapewnił, że Pacquiao był bardzo zainteresowany ofertą, a odmowa Floyda może oznaczać tylko jedno - boi się Filipińczyka. "Pacmanowi" spodobała się również oferta Slima i negocjacje w sprawie walki z Alvarezem podobno już ruszyły. Arum wolałby jednak, by doszło do pojedynku z Mayweatherem.
Nie wiadomo, ile jest prawdy w obydwu tych historiach, lecz Ben Thompson z fighthype.com z czystym sumieniem potwierdza, że widział opiewającą na 75 milionów ofertę walki w Stanach. Pacquiao nie zapoznał się jeszcze z tą propozycją, lecz potwierdzono już, że Mayweather jest gotowy wyjść do ringu jeszcze w tym roku. Gdyby "Money" zgodził się zaboksować z Mannym, co stanie się z Marquezem?
- Nie ma maksymalnej kwoty, jaką może wygenerować walka. Czy myślę, że mogę zarobić 100 milionów dolarów za jeden występ? Oczywiście. Mogę zarobić nawet więcej. Mogę zagwarantować sobie 50 milionów, jestem tego pewien, ale mówimy tu o kwocie 100 milionów. Wszystko jest możliwe. Kiedyś nie wierzono mi, że mogę sprzedać 2,5 miliona PPV, ja jednak tego dokonałem. Nie ma rzeczy niemożliwych - powiedział kiedyś Floyd Junior i być może był całkiem bliski prawdy.