Zapraszamy na wywiad z Michałem Syrowatką, który podczas meczu drugiej kolejki Elitarnej Ligi Bokserskiej, pokonał Damiana Wrzesińskiego.
Jutro w Katowicach rozpoczynają się VI Mistrzostwa Unii Europejskiej Kobiet w Boksie. Oprócz dziesięcioosobowej reprezentacji na starcie imprezy zobaczymy jeszcze 74 zawodniczki z 19 państw (w sumie startują 84 pięściarki z 20 państw).
Mocno obsadzone będą kategorie "olimpijskie". W wadze lekkiej (60 kg) w szranki stanie 16 zawodniczek, w średniej (75 kg) - 11, a w muszej (51 kg) - 10. Już przed startem naszej ekipie dopisać możemy dwa medale w najcięższych kategoriach wagowych. W limicie 81 kg zgłoszono 3 zawodniczki (w tym Sylwię Kusiak) a w wadze powyżej 81 kg - 4 zawodniczki, z obrończynią tytułu, Anną Słowik włącznie.
Ciekawi jesteśmy występu naszych olimpijskich nadziei. Karolina Michalczuk (51 kg) ma w swojej wadze kilka niezwykle groźnych i utytułowanych rywalek z dwukrotną wicemistrzynią świata i srebrną medalistką mistrzostw Europy, Angielką Nicolą Adams na czele. Nie mniej groźna będzie zapewne Francuzka Sarah Ourahmoune, nie tylko trzykrotna mistrzyni Unii Europejskiej, ale też wicemistrzyni świata i brązowa medalistka mistrzostw Europy.
W wadze lekkiej (60 kg), w której zobaczymy w ringu Karolinę Graczyk, największą faworytką będzie oczywiście niesamowita kolekcjonerka złotych medali mistrzostw świata, Europy i Unii Europejskiej, Katie Taylor z Irlandii. Groźna będą zapewne również najbardziej doświadczona z całego grona, Włoszka Marzia Davide.
Występująca w wadze średniej (75 kg) Lidia Fidura, ma aspiracje sięgające nawet złotego medalu. Aby tego dokonać będzie musiała wykazać wyższość nad takimi gwiazdami kobiecego boksu jak niezwykle doświadczona Węgierka Maria Kovacs, która w ciągu ostatnich 10 lat wygrała wszystko, co było do wygrania na amatorskich ringach. Po raz pierwszy w limicie tej kategorii powalczy niebezpieczna Angielka, Savannah Marshall, która w ub. roku na Barbadosie zdobyła srebrny medal mistrzostw świata w wadze do 69 kg. W talii najmocniejszych kart tej kategorii wymienić należy także Erikę Guerrier - dwukrotną mistrzynię Unii Europejskiej.
Przypominamy, że zawody odbędą się w dniach 31 maja – 4 czerwca w hali lodowiska Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji „Spodek” w Katowicach. Wstęp wolny!
Po porażce z rąk niedocenianego Prince Arrona (21-3-1, 4 KO) i utracie tytułu mistrza Wielkiej Brytanii w wadze lekko średniej, Sam Webb (17-2, 5 KO) pała żądzą odwetu. Do niespodziewanego rozstrzygnięcia doszło 13 maja na ringu w Gillingham, gdzie 23-letni Prince zastopował w 12. rundzie dotychczasowego mistrza.
Dotychczas największym osiągnięciem Arrona było zwycięstwo w popularnym na wyspach turnieju "Prizefighter" w lutym 2010 roku. Do tego sukcesu kilka miesięcy później dorzucił wygraną przed czasem nad byłym mistrzem świata - Węgrem Mihaly Kotaiem (36-5-1, 16 KO). Mimo bohaterskiej postawy i zaciętej bitwy, również i Webb nie znalazł recepty na łapiącego wyraźnie wiatr w żagle pięściarza z Droylsden. Kolejne zwycięstwo przed czasem i to nad tak wymagającym rywalem, musiało bardzo ucieszyć "Księcia", który dotychczas uznawany był w środowisku za technika, a nie punchera.
Dla 30-letniego Sama jest to już druga porażka i druga przed czasem. Jego pierwszym pogromcą okazał się anonimowy journeyman Aleksei Stoda (2-10, 2 KO). Estończyk zastopował Brytyjczyka w 3. rundzie pojedynku rozgrywanego w 2006 roku w Londynie. Od tego czasu Webb stoczył 13 zwycięskich walk. Przegraną z Princem traktuje jako wypadek przy pracy i wciąż nie może się z nią pogodzić. Dlatego po krótkim odpoczynku wznowił treningi i zapowiada, że za wszelką cenę będzie dążył do rewanżu.
- Wiem, że wszyscy we mnie zwątpili, ale założę się, iż w przypadku ponownego starcia na pewno go pokonam! - zapowiada rozgoryczony porażką Webb.

Od wielu lat wiadomo, że Kubańczycy produkują na masową skalę znakomitych pięściarzy. Większa część tych talentów zanika na ringach zawodowych z racji niesportowego trybu życia. Odlanier Solis niemal od zawsze miał problemy z wagą, Yuriokis Gamboa również nie należy do świętoszków, a Juan Carlos Gomez więcej czasu spędzał w klubach nocnych niż na sali treningowej.
Być może reguły tej nie potwierdzi Luis Ortiz (9-0, 7 KO). 32-letni pięściarz karierę zawodową rozpoczął w ubiegłym roku. Do tej pory pokonał kilku solidnych "journeymanów", m.in. Charlesa Davisa, Kendricka Releforda, Zacka Page’a czy Berta Coopera. Mierzący 193 centymetry mańkut kolejną walkę stoczy 17 czerwca w Panamie. Jego rywalem będzie dobry znajomy Tomasz Adamka – Luis Andres Pineda (22-9-1, 18 KO). Stawką pojedynku będzie pas WBA Fedelatin, którego posiadaczem był niegdyś Andrzej Gołota.
Pineda nie ma ostatnio dobrej passy, przegrywając 5 z ostatnich 7 starć. Cztery lata temu, w limicie kategorii junior ciężkiej, "Góral" rozmontował Panamczyka i zwyciężył przez techniczny nokaut w 7 rundzie.
Jeżeli myślimy o pięściarzu kochanym przez kibiców, na myśl przychodzi nam na przykład Ricky Hatton (45-2, 32 KO). To przecież za sprawą "Dumy Manchesteru" Las Vegas przeżyło najazd 25. tysięcy fanatycznych Brytyjczyków. I to dwa razy. Kolejnym może być uwielbiany na Filipinach Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO). Gdy ten wspaniały pięściarz walczy, w rodzinnym kraju życie zamiera, nawet przestępcy siadają przed telewizorami, aby dopingować bohatera narodowego. Był jednak w historii pięściarstwa człowiek, o którym szary kibic nigdy nie słyszał, a który w latach swojej świetności popularnością przewyższał wiele dzisiejszych gwiazd. To Lionel Rose (42-11, 12 KO) z Australii, wspaniały czempion wagi koguciej.
Gdy w 1968 roku wracał do domu po zwycięskiej bitwie z Japończykiem Haradą (55-7, 22 KO), podczas której odebrał mu mistrzowskie pasy federacji WBC i WBA, na lotnisku w Melbourne witał go potężny tłum. Nieprzebrane masy oszacowano na liczbę od 100 do nawet 250 tysięcy fanów! Niech te liczby będą faktem jak dużą popularnością cieszył się Rose.
- Dla Adamka to wielkie wyzwanie. Długo czekał na tę szansę i teraz, we wrześniu we Wrocławiu ją dostanie. Tyle tylko, że Kliczko jest w naprawdę świetnej formie - mówi Tom Loeffler z firmy braci Kliczków.
Kamil Wolnicki: Obejrzał pan stadion miejski we Wrocławiu, gdzie 10 września spotkają się Witalij Kliczko i Tomasz Adamek?
Tom Loeffler (dyrektor wykonawczy K2Promotions – firmy braci Kliczków): Tak, byliśmy na nim. Ciągle trwa tam budowa. Wiem, że wielu się o to martwi, ale amerykańska firma SMG, która będzie zarządzać stadionem, dała nam gwarancje, że wszystko będzie w porządku i zdążą na czas. Zresztą, nie chodzi tylko o naszą imprezę, bo przecież tydzień wcześniej mają tam pokazy Monster Truck.
- Trudno było negocjować z polską stroną?
TL: Uzgodniliśmy procentowy podział zysków. Trochę to trwało, ale myślę, że wszyscy są zadowoleni. A wracając do sprawy miejsca, to oprócz Wrocławia bardzo zainteresowana była Warszawa. Operator stadionu i prezydent Wrocławia dali nam jednak lepsze gwarancje, czuliśmy, że naprawdę bardzo im zależy. Myślę, że to dobre miejsce. I dzisiaj mogę już powiedzieć, że dokonaliśmy słusznego wyboru.
- Szybko pan uciekł od tych procentów. Ile dostanie Adamek?
TL: Nie mogę tego powiedzieć. Myślę jednak, że jest zadowolony, bo uzgodniliśmy warunki bardzo fair. Wiadomo jednak, że to Witalij jest mistrzem i to on dostanie więcej. To chyba nikogo nie zaskakuje.
Sergio Gabriel Martinez (47-2-2, 26 KO) bardzo ucieszył się z wyzwania, jakie kilkanaście godzin temu rzucił mu Julio Cesar Chavez Jr. (42-0-1, 30 KO). Argentyńczyk ma już zarezerwowaną datę 1 października, lecz jego promotor ma spore problemy ze znalezieniem odpowiedniego rywala.
Jeżeli syn legendy boksu zwycięży w najbliższą sobotę, wiele wskazuje na to, że na początku jesieni dojdzie do starcia króla wagi średniej z mocno promowanym i robiącym duże postępy 25-letnim Meksykaninem.
CHAVEZ: JEŚLI WYGRAM, ZMIERZĘ SIĘ Z SERGIO MARTINEZEM >>
- Przyjmuję wyzwanie i rezerwuję październikową datę dla Chaveza. Jeżeli Julio wygra swą najbliższą walkę, mam nadzieję, że wystarczy mu odwagi, aby nakłonić szefów Top Rank do zorganizowania tego pojedynku. Chavez ma niepowtarzalną szansę udowodnienia, że jest materiałem na prawdziwego mistrza świata, ale też nieustraszonym wojownikiem, który nie unika wyzwań i bije się z najlepszymi. Będę przy ringu podczas jego walki ze Zbikiem. Niech wygra lepszy. Życzę powodzenia Chavezowi - odpowiada "Maravilla".
W sobotni wieczór odbyła się kolejna gala fińskiej grupy Carmelito Promotions. W walce wieczoru o wakujący pas mistrzowski organizacji Baltic Boxing Union zmierzyli się Pavel Dologovs z Łotwy oraz przedstawiciel gospodarzy Janne Katajisto.
Twardy łotewski tester, mający na rozkładzie walki z pięściarzami takimi jak Andrzej Wawrzyk, Steffen Kretschmann, czy Christian Hammer, przyjechał świetnie przygotowany i nie miał zamiaru przegrać z ważącym 125 kilogramów Katajisto.
Od pierwszej rundy Dologovs parł do przodu, nie bacząc na młoty sadzone przez fińskiego Butterbeana, zadawał mnóstwo ciosów na korpus, które jednak nie robiły większego wrażenia na Janne, pozwalając jednak za zdominowanie pierwszego starcia. Druga odsłona wyglądała niemalże identycznie jak pierwsza runda aż do ostatniej minuty, gdy to kilka precyzyjnych ciosów sierpowych wstrząsnęło Łotyszem i gdyby nie gong musiałby się zapoznać z twardą matą ringu w Kankaanpää. Ta partia padła łupem gospodarza.

We wrześniu 2008 roku nieznany nikomu Breidis Prescott (24-2, 19 KO) przyleciał na Wyspy Brytyjskie i w mgnieniu oka sensacyjnie znokautował Amira Khana (25-1, 17 KO). Kibice zgromadzeni w M.E.N Arena przecierali oczy ze zdumienia i nie mogli uwierzyć w to co zobaczyli. Znakomicie zapowiadający się młodzian doznał upokorzenia na swoim terenie.
Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami kuriozalnej sytuacji – zwycięski Kolumbijczyk domaga się rewanżu od Khana, ale jego prośby są bezskuteczne. Czy "Khanquerror" w końcu dopnie swego?
- Nie musielibyśmy długo negocjować szczegółów finansowych. Podpisałbym kontrakt i walczylibyśmy ponownie. Nie przepadam za Khanem. Ludzie ciągle wspominają mój nokaut na Brytyjczyku, a propozycja rewanżu nigdy nie padła. Jak to jest, Amir? Opowiadasz wszystkim wokół, że jesteś zupełnie innym bokserem, a wciąż na samą myśl o mnie strach zagląda ci w oczy – prowokuje Prescott.
Rafał Musioł z Dziennika Zachodniego pisze o sile ciosów i zagrożeniach, na jakie poddawani są pięściarze walczący w dywizji królewskiej. Ciosy pięściarzy można porównać do dziesięciokilogramowych młotków, pędzących do celu z prędkością 30 kilometrów na godzinę.
- Najmocniejsi bokserzy w wadze ciężkiej potrafili uderzać z siłą 500 kg. Tyle zmierzono na przykład u słynnego Kubańczyka Teofilo Stevensona. To taka sama potęga jak kopnięcie konia - mówi doktor Robert Świerczyński, specjalista medycyny sportowej z warszawskiego Centrum Chirurgii Specjalistycznej. Dynamit w rękawicach to połowa sukcesu, druga to sposoby na jego użycie.
- Najgroźniejsze są oczywiście trafienia w czubek brody. Wtedy cała siła przenosi się bezpośrednio na rdzeń mózgowy i mamy do czynienia z ciężkim nokautem, którego efektem może być nawet śpiączka - tłumaczy doktor Świerczyński. - Niezwykle bolesne są ciosy sierpowe dokładnie w otwór ucha, podciśnienie może doprowadzić do pęknięcia bębenka. Niebezpieczeństwo niosą ze sobą bezpośrednie uderzenia w wątrobę lub śledzionę, które ze względu na galaretowatą budowę pochłaniają energię, oraz w splot słoneczny, otrzymane na wydechu, gdy rozluźniają się mięśnie chroniące korpus - wylicza lekarz.
Niektóre urazy dają o sobie znać dopiero po walce, czasem po kilku dniach. - To efekt kumulacji obrażeń doznanych w walce. Dlatego wciąż uważam, że każdy pojedynek należy przerywać po pierwszym nokdaunie, bo celem boksu powinno być udowodnienie swojej przewagi, a nie eliminacja rywala - podsumowuje doktor Świerczyński.
Były mistrz WBC wagi lekkiej David Diaz (36-3-1, 17 KO) miał powrócić na ring 16 lipca w pojedynku z numerem jeden dywizji lekkiej Juanem Manuelem Marquezem (52-5-1, 38 KO), dla którego miała to być walka rozgrzewkowa przed planowanym trzecim pojedynkiem z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Niestety negocjacje stanęły w miejscu, a powodem są... pieniądze. "Dinamita" twierdzi, że Diaz żąda zbyt wiele, natomiast Diaz twierdzi, że oferta finansowa z obozu Marqueza go obraża.
- Tak, zgadzam się na wszystkie warunki. Oni tego nie doceniają. Rozumiem, on posiada dwa pasy, chce zarobić, ale czemu ja nie mam zarobić, skoro jest to moja praca? Moim zdaniem tak to powinno wyglądać, jednak oni myślą inaczej. Spójrzcie na to z mojej strony - dostałem ofertę dużo mniejszą niż tą, którą zebrałem przed laty w pojedynku z Moralesem. To jest brak szacunku dla mojej osoby - powiedział Diaz.

Doskonale znany polskim kibicom Steve Cunningham (24-2, 12 KO) zamierza w najbliższej przyszłości przenieść się do kategorii ciężkiej. Aktualny mistrz świata IBF w dywizji do 200 funtów twierdzi, że w cruiserweight zrobił już wystarczająco wiele i z czystym sumieniem może iść dalej. "USS" na swojej drodze trzykrotnie spotykał Polaków – dwa razy walczył z Krzysztofem Włodarczykiem oraz raz z Tomaszem Adamkiem – jego bilans z biało-czerwonymi to jedno zwycięstwo i dwie porażki.
- W niedalekiej przyszłości chcę zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Nieważne z kim będę miał następną walkę, nie zamierzam wybierać łatwiejszej drogi. W kategorii junior ciężkiej nie ma już dla mnie rywali. Do tej pory pokonałem już mistrza WBC, WBA i WBO i jestem wstanie zwyciężać w dalszym ciągu. Za rok powinienem znajdować się już w "królewskiej" kategorii. Takie są moje plany – powiedział Amerykanin.
Mistrz WBA/WBO w wadze lekkiej, Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO), oświadczył, że nie będzie wymagał od Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) żadnych dodatkowych testów antydopingowych. Trzeci pojedynek dwóch wielkich wojowników odbędzie się 12 listopada na MGM Grand w Las Vegas w umownym limicie 144 funtów.
"Dinamita" nie zwraca uwagi na wypowiedzi Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO), który nie wierzy w uczciwość "Pacmana". Meksykanin zamierza całkowicie skupić się na przygotowaniach do walki, by osiągnąć formę, która pozwoli mu na pokonanie Filipińczyka i wyrównanie stanu rywalizacji.
- Chcę przygotować się do tej walki jak do wszystkich poprzednich. Pracuję ze swoim lekarzem, by mieć pewność, że dodatkowa waga mnie nie spowolni. Zamierzam osiągnąć doskonałą formę fizyczną i mentalną. Nie potrzebuję żadnych dodatkowych testów na Pacquiao - powiedział Marquez.
Pięściarze PKB Poznań zajęli ostatecznie drugie miejsce w rozgrywkach Międzynarodowej Bundesligi. W ostatnim meczu podopieczni Zdzisława i Michała Nowaków pokonali na wyjeździe holenderski Windmill Boxteam 13-6.
Punkty dla ekipy ze stolicy Wielkopolski zdobyli Michał Chudecki (60 kg), Igor Jakubowski (75), Włodzimierz Letr (81) i Marcin Śnitko (+91), którzy wygrali swoje pojedynki oraz Krzysztof Rogowski (56), który swoją walkę zakończył remisem. Niespodzianką in minus były porażki wicemistrzów Polski - Patryka Szymańskiego (64) i Michała Gerleckiego (91).
W rozwinięciu wyniki poszczególnych walk i tabela Bundesligi

Złoty medalista olimpijski z 2008 roku, Felix Diaz (9-0, 7 KO), czuje się coraz bardziej podirytowany przebiegiem kariery zawodowej. Promotorzy obiecywali dynamiczny rozwój, a tak się nie dzieje. Do tej pory Dominikanin nie stanął do żadnej poważnej próby, a liczne grono fachowców zapewnia, że ten facet ma ogromny talent.
- Jestem bardzo niezadowolony i sfrustrowany. Promotor obiecywał mi duże walki i nie dotrzymał słowa. Walczę bardzo rzadko, nie rozwijam się prawidłowo – uważa utalentowany pięściarz.
Niezwykle popularny w swoim kraju Diaz w marcu miał stanąć do największej próby w swojej karierze. Jako jego rywal anonsowany był Juri Nużienko (30-2-1, 14 KO). Ambitne plany promotorów nie spełniły się, miejsce byłego tymczasowego mistrza świata zajął anonimowy i niedoświadczony Andriej Berdyszjew
- Trenowałem bardzo ciężko do pojedynku z Nużienko, chciałem wykorzystać szansę. Zamiast jego dali mi jakiegoś nowicjusza z rekordem 5-0. Nie zamierzam już więcej tracić czasu. Mam 27 lat, to jest idealny moment by wspiąć się na wyżyny – powiedział Diaz.
Według nieoficjalnych doniesień, gwiazda ringów amatorskich planuje rozwijać swoją karierę na terenie Stanów Zjednoczonych. Do tej pory leworęczny bokser dwa razy pokazywał się w USA na antenie EPSN2.
Tymczasowy mistrz wagi lekkiej federacji WBA i WBO Robert Guerrero (29-1-1, 18 KO) po wysokim punktowym zwycięstwie nad Michaelem Katsidisem (27-4, 22 KO) szuka kolejnych wielkich wyzwań. Według niego jedną z tych walk, na które czekają kibice jest jego pojedynek z mistrzem WBA wagi junior półśredniej Amirem Khanem (25-1, 17 KO), na który "The Ghost" z chęcią by się zgodził.
- Myślę, że właśnie tego chcą kibice i właśnie w tym kierunku powinniśmy iść. Jesteśmy dwoma najlepszymi bokserami z grona tych młodszych i to jest właśnie starcie, na które czekają wszyscy. Kibice zawsze chcą oglądać kontfrontacje najlepszych, a ja i Amir właśnie do nich należymy. Póki co nie ma jeszcze żadnych negocjacji, zobaczymy jak rozwiną się sprawy Judaha z Khanem - powiedział Guerrero.
Jeżeli niepokonany Julio Cesar Chavez Jr. (42-0-1, 30 KO) w najbliższą sobotę odbierze mistrzowski tytuł WBC Sebastianowi Zbikowi (30-0, 10 KO), w następnej walce będzie chciał zmierzyć się z królem wagi średniej - Sergio Gabrielem Martinezem (47-2-2, 26 KO).
Tym samym Chavez zaprzecza słowom Argentyńczyka, który oświadczył niedawno, że nie wierzy w pojedynek z Chavezem i liczy na zwycięstwo bardziej odważnego Zbika.
- Mogę walczyć z każdym - zapewnia 25-letni Chavez. - Martinez to wielki mistrz. Ja jednak chcę się bić z najlepszymi, więc jeśli pokonam Zbika, wyjdę do ringu z Martinezem. Pojedynek odbędzie się w limicie 160 funtów.

James DeGale (10-1, 8 KO) do niedawna uważany był za jednego z najbardziej utalentowanych pięściarzy na Wyspach Brytyjskich. Ten pogląd został poddany weryfikacji 21 maja, kiedy "Chunky" przegrał na punkty z Georgem Grovesem (13-0, 10 KO). Carl Froch (27-1, 20 KO) winą za porażkę złotego medalisty olimpijskiego z Pekinu obarczył trenera. Według "Kobry" DeGale powinien zmienić skład swojego narożnika.
- DeGale zupełnie się nie wykazał. Prawdopodobnie to był prawdziwy sprawdzian jego możliwości. Powinien zmienić trenera, to jest moja jedyna rada. James nie był przygotowany mentalnie do tej walki. Być może z inną osobą w narożniku wyglądałby na bardziej zmotywowanego. Gdzie podziała się jego moc? – zastanawia się Froch.
Zapraszamy na wywiad z Wojciechem Bartnikiem, który miesiąc temu oficjalnie zakończył karierę bokserską. Rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach związanych z osobą ostatniego polskiego medalisty olimpijskiego oraz jego planach na przyszłość.
Miguel Angel Cotto (36-2, 29 KO), mistrz federacji WBA w kategorii junior średniej, zamierza z odległości kilku metrów obejrzeć najbliższy występ swego potencjalnego rywala - Julio Cesara Chaveza Jr. (42-0-1, 30 KO).
W sobotnią noc na ringu w Staples Center (LA, Kalifornia) syn meksykańskiej legendy boksu skrzyżuje rękawice z championem WBC w dywizji do 160 funtów - Sebastianem Zbikiem (30-0, 10 KO).
Jeżeli Chavez, zgodnie z oczekiwaniami szefów Top Rank, zdoła zadać Niemcowi pierwszą porażkę, jesienią może odbyć się jego pojedynek z Cotto. Dla Portorykańczyka byłaby to szansa na zdobycie tytułu w czwartej kategorii wagowej.
- To biznes. Uważam, że Chavez jest dobrym pięściarzem. Stoczyłbym z nim dobrą walkę, a dodatkową motywacją byłaby wizja zdobycia mistrzowskiego tytułu w czwartej kategorii wagowej. Zamierzam obejrzeć najbliższy pojedynek Chaveza, a po nim zastanowimy się wspólnie z szefami Top Rank, co obecnie wydaje się najlepsze dla mojej kariery - oświadczył Cotto.
W lipcu i wrześniu czekają nas dwie walki na szczycie wagi ciężkiej, w obu zobaczymy ukraińskich braci - Władimira Kliczkę (55-3, 49 KO) i Witalija Kliczkę (42-2, 39 KO). Gdy jeszcze trwały negocjacje na oba pojedynki, obaj bracia bardzo chcieli zawalczyć przed własną publicznością w swoim ojczystym kraju, ostatecznie wybrali jednak inne opcje.
- Zrobiliśmy wszystko aby walka z Davidem odbyła się na Ukrainie. Niestety Brytyjczyk odmówił. Oferowaliśmy mu ogromne pieniądze, ale wydaje mi się, że bał się pojechać na Ukrainę. Ani ja, ani mój brat, nie możemy go do tego zmusić - powiedział na konferencji prasowej mistrz świata organizacji IBO, IBF i WBO, który 2 lipca w Hamburgu zmierzy się w unifikacyjnym pojedynku z mistrzem świata WBA Davidem Haye'em (25-1, 23 KO).
- Boks zawodowy jest kombinacją sportu i biznesu, jeśli więc w przyszłości Ukraina chce przyciągnąć do siebie wielkie walki, musimy rozwinąć naszą gospodarkę i zbudować odpowiednie do tego stadiony. Obecnie moja walka z Davidem, byłaby teoretycznie możliwa tylko latem, i tylko w dwóch miejscach, w Doniecku i Kijowie.
Podobnie mistrz świata WBC Witalij Kliczko marzył o tym, aby wrześniową walkę z Tomaszem Adamkiem (44-1, 28 KO) stoczyć na Ukrainie. Trwały negocjacje na ten temat, jednak ostatecznie wybrano polski Wrocław.
- Dużo myślałem o tym, żeby nasza walka odbyła się w ojczyźnie. Jednak to co zaproponowali nam Polacy, było dla mnie bardzo zyskowne. Oczywiście decydując się na Polskę muszę liczyć się z tym, że Tomasz Adamek dostanie ogromne wsparcie kibiców. Jednak gdy wchodzi się do ringu, jest to bez znaczenia - powiedział Witalij Kliczko, którego już 10 września zobaczymy na stadionie miejskim we Wrocławiu w walce z polskim pretendentem.
Czerwcowy pojedynek z mistrzem WBA wagi piórkowej, Jonathanem Victorem Barrosem (32-1-1, 18 KO), może być ostatnim w karierze Celestino Caballero (34-3, 23 KO). "Pelenchin" oświadczył, że jeżeli przegra z Argentyńczykiem, zawiesi rękawice na kołku.
W swym ostatnim występie 34-letni Caballero nieoczekiwanie przegrał na punkty z Jasonem Litzau. Panamski pięściarz nie chce być kolejnym ex-championem z dużym nazwiskiem, który testuje młodych prospektów i dostarcza im zwycięstw. Decyzja o zakończeniu kariery w przypadku poniesienia kolejnej porażki zapadła już jakiś czas.
- Czeka mnie trudna walka. Zdobędę ten tytuł, bo chcę być mistrzem dwóch kategorii. Przygotowuję się bardzo dokładnie, by w ringu zaprezentować się jak najlepiej. Porażka w starciu z Barrosem oznaczać będzie dla mnie emeryturę. Już podjąłem tę trudną decyzję i przedyskutowałem ją z żoną, która mocno mnie wspiera. Nie chcę nabijać rekordów młodym zawodnikom. Jeżeli wygram, będę walczył dalej i postaram się zunifikować tytuły w wadze piórkowej w pojedynkach z Orlando Salido i Jhonnym Gonzalezem - powiedział Caballero.
Kilka dni temu Carl Froch (27-1, 20 KO) oświadczył, że uważa się za niepokonanego na zawodowych ringach. Jeden z faworytów do wygrania Super Six dodał, że dwie z trzech turniejowych walk były dla niego łatwizną. "Kobra" twierdzi, że bez żadnych problemów poradził sobie z Andre Dirrellem (19-1, 13 KO) i Arthurem Abrahamem (32-3, 26 KO), natomiast Mikkel Kessler (43-2, 32 KO) dał mu dość zaciętą walkę, lecz również nie zrobił wystarczająco dużo, by zasłużyć na swe (zdaniem Frocha niesprawiedliwe) zwycięstwo.
- Miałem trzy walki, z których dwie łatwo wygrałem. Dirrell to była łatwizna. Bardziej zraniłem się przy porannym goleniu. Arthur Abraham również nie miał ze mną szans. Jedyna walka, w której miałem pewny problemy to pojedynek z Mikkelem Kesslerem, ale to wyłącznie moja wina. Niepotrzebnie stałem przed nim przez cztery czy pięć rund, ale miałem ku temu pewne powody - powiedział Froch.
Słowa "Kobry" szczególnie dotknęły Dirrella, który w październiku 2009 roku przegrał z Frochem niejednogłośnie na punkty w rodzinnym mieście Anglika.
- Rzeczywiście, to była dla niego łatwizna. Sędziowie powiedzieli mu, że wygra, jeżeli dotrwa do ostatniego gongu. Nie musiał nawet zadawać ciosów, ani też trafiać - nabija się Dirrell. - Nie dziwią mnie jego słowa. To arogant i pyszałek, który musi na każdym kroku podkreślać jaki jest wspaniały. Najwyraźniej ta walka ze mną wciąż go dręczy. Jeżeli Carl Froch wyjdzie ze mną do ringu po raz drugi, przegra wyraźnie. Dobrze o tym wie, więc będzie mnie unikał. Nie chce więcej walczyć z "Matrixem". Jestem ostatnim zawodnikiem, z którym chciałby zmierzyć się Froch.
Wielokrotny mistrz świata w pięciu różnych kategoriach wagowych i złoty medalista olimpijski, Sugar Ray Leonard (36-3-1, 25 KO), ujawnia w swojej książce autobiograficznej, że był molestowany seksualnie. Żywa legenda boksu zawodowego na kartach książki, która ma się ukazać w przyszłym miesiącu, stwierdza, że miał się tego dopuścić jeden z olimpijskich trenerów kadry USA.
Do pierwszego incydentu miało dojść gdy 55-letni dziś "Sugar" miał 15 lat, a do kolejnego w 1976 roku, gdy Leonard przygotowywał się do Igrzysk Olimpijskich w Montrealu. W swojej książce wybitny pięściarz przyznaje się również do brania kokainy.
- Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będę tak naprawdę wolny do czasu, gdy nie ujawnię całej prawdy. Bez względu na to jak bardzo będzie bolesna - komentuje swoje szokujące sekrety Leonard.
Zapraszamy na wywiad z panem Dariuszem Karpińskim, który prowadzi kursy dla trenerów boksu, organizowane w ramach Akademii Trenerów i Instruktorów Sportu w Warszawie.

W kwietniu tego roku Erik Morales (51-7, 35 KO) przypomniał wszystkim fanom boksu, że wciąż jest groźnym zawodnikiem i każdy musi się z nim liczyć. Skazywany na pożarcie Meksykanin dzielnie walczył z Marcosem Rene Maidaną (30-2, 27 KO) i po dwunastu zaciekłych rundach przegrał niejednogłośnie na punkty.
Od tamtej pory dużo mówiło się o domniemanym rewanżu, ale plany na razie należy odłożyć na bok. "El Chino" ma zbyt duże wymagania finansowe i z tego powodu obozy obu pięściarzy nie mogły się dogadać.
- Następną walkę mam zaplanowaną na 30 lipca w Las Vegas. Golden Boy Promotions domaga się rewanżu z Maidaną, po tym jak przegrałem kontrowersyjną decyzją sędziów w kwietniu. Argentyńczyk żąda horrendalnych pieniędzy i jesteśmy zmuszeni szukać innego rywala – powiedział "El Terrible".
Przedstawiamy nagranie z treningu Macieja Sulęckiego (5-0, 2 KO) i Norberta Dąbrowskiego (3-0, 1 KO), którzy przygotowują się obecnie do pojedynków na gali grupy O'Chikara Gmitruk Team, która odbędzie się 25 czerwca w Ostrowcu Świętokrzyskim. Sulęcki występuje w wadze średniej, a Dąbrowski tylko o jedną kategorię wyżej, dzięki czemu często współpracują podczas zajęć, jak choćby w prezentowanym przez nas materiale.
Były mistrz WBC i WBO wagi średniej Kelly Pavlik (37-2, 32 KO) po powrocie z odwyku alkoholowego stara się powrócić na szczyt, tym razem w mocno obsadzonej wadze super średniej. Mimo, że "The Ghost" stoczył dopiero jeden ciężki pojedynek po powrocie z Alfonso Lopezem (21-1, 16 KO) już myśli o wielkich pojedynkach w nowej dywizji, a wśród potencjalnych oponentów wymienia Luciana Bute (28-0, 23 KO), Carla Frocha (27-1, 20 KO) oraz Andre Warda (24-0, 13 KO).
- W tej wadze czeka na mnie wiele wyzwań. Mamy Luciana Bute, Carla Frocha. Musimy poczekać jak rozwinie się turniej Super Six, jestem bardzo ciekawy jego dalszego biegu. Moje starcie z Bute lub Frochem byłoby czymś wielkim. Czekamy też również na to co wydarzy się w kolejnym pojedynku Andre Warda. Jest jeszcze Andre Dirrell, który również jest świetnym zawodnikiem. Wypocząłem, a teraz czas na wielkie pojedynki. Cokolwiek się stanie, będziemy szli właśnie tą drogą - zapowiedział Pavlik.
Już 2 lipca czeka nas pierwszy z dwóch pojedynków na szczycie wagi ciężkiej, dlatego też firma UNIBET wspólnie z BOKSER.ORG zaprasza na kolejny wielki konkurs. W naszej zabawie, która potrwa do 2 lipca, do wygrania będą nagrody z autografami najlepszego polskiego pięściarza - Tomasza Adamka.
Aby dać sobie szansę na wygranie którejś z atrakcyjnych nagród, nie należy odpowiadać na żadne pytania. Wystarczy, że w dniach pomiędzy 30 czerwca do 2 lipca spełnicie trzy warunki.
W miniony weekend na gali w Mexicali kolejne zwycięstwo przed czasem odniósł młodszy syn legendarnego Julio Cesara Chaveza - Omar Chavez (26-0-1, 19 KO). 21-letni "El Bussinessman" zastopował w czwartej odsłonie doświadczonego Genaro Trazancosa (22-15-1, 13 KO).
Niepokonany brytyjski ciężki, Tyson Fury (14-0, 10 KO), nie ma żadnych wątpliwości co do wyniku walki unifikacyjnej pomiędzy Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO), a Davidem Hayem (25-1, 23 KO). Pojedynek odbędzie się 2 lipca w Hamburgu.
Fury nie widzi rozwiązania innego, niż brutalny nokaut na "Hayemakerze". Olbrzym z Wilmslow przewiduje, że ex-champion kategorii junior ciężkiej kilkukrotnie wyląduje na deskach, nim walka zostanie przerwana.
- Z całą pewnością Haye przegra tę walkę przez nokaut. Umiem sobie wyobrazić sytuację, w której David ląduje na deskach trzy lub cztery razy, nim sędzia ringowy przerywa pojedynek. Sczerze mówiąc, Haye to taki drugi Herbie Hide. Szybki jak błyskawica, ale mały i pozbawiony odporności na mocne ciosy. Wiemy jak kończą pięściarze ze słabą szczęką. Jeżeli nie potrafisz przyjąć, przegrywasz przez nokaut. To proste - powiedział Fury.