
W 2008 roku Andy Lee (26-1, 19 KO) niespodziewanie poniósł pierwszą porażkę w karierze, przegrywając z Brianem Verą (18-5, 11 KO) przez techniczny nokaut w siódmej rundzie. Amerykanin leżał na deskach w pierwszym starciu, ale zdołał się podnieść z kolan i zwyciężyć. Irlandczyk zapragnął rewanżu, w którym chciałby udowodnić swoją wyższość nad solidnym przeciwnikiem.
- Wciąż mam chęć zemścić się za jedyną porażkę, którą poniosłem z Verą. Chciałbym się zrewanżować i odkupić swoje winy za tamtą wpadkę. Brian, zróbmy to i udowodnijmy sobie, kto naprawdę jest lepszy! – powiedział leworęczny bokser.
W sens rewanżu wierzy również Emanuel Steward, trener Andy’ego Lee. Legendarny szkoleniowiec twierdzi, że pojedynek mógłby być interesujący ze względów na odmienność stylów.
- Wierzę, że ludzie będą chcieli zobaczyć walkę Andy’ego z Verą, a telewizje będą chętnie transmitować to wydarzenie. Obaj pięściarze prezentują inne style walki, a jak wiadomo, styl robi walkę. Andy jest wysoki i posiada duże umiejętności techniczne, Vera zaś dysponuje wielką siłą i to z obu rąk – powiedział opiekun m.in. Władimira Kliczko.
Dwanaście miesięcy temu Kevin Mitchell (31-1, 23 KO) był tylko o krok od spełnienia swojego największego marzenia, czyli mistrzostwa świata. Niestety na jego drodze pojawił się bezlitosny Australijczyk Michael Katsidis (27-4, 22 KO), który zdemolował go w przeciągu trzech rund.
Nie mogący pogodzić się z tą bolesną porażką Kevin, zaczął topić smutki w alkoholu i bardzo szybko stracił wszystkie pieniądze. Jak przyznaje utalentowany pięściarz i były mistrz Wielkiej Brytanii w wadze super piórkowej, to staczanie się na samo dno trwało blisko siedem miesięcy. Dopiero jego rodzice, mama Alice i ojciec Kevin senior, którzy rozwiedli się ze sobą 20 lat temu, wyciągnęli syna ze szponów nałogu.
- Miałem depresję i przepiłem wszystkie pieniądze. Byłem codziennie pijany - opowiada ze smutkiem Kevin. - Nie mogłem pogodzić się z faktem, że przegrałem z Katsidisem, bo wcześniej byłem niepokonany przez jedenaście lat.
- Pewnego dnia gdy znowu siedziałem w pubie i piłem, pojawiła się moja mama i tato, którzy rozwiedli się, gdy miałem 4 lata i wyciągnęli mnie stamtąd. Byli zdruzgotani tym co ze sobą zrobiłem. Ten fakt, że po tylu latach pogodzili się ze sobą tylko po to, żeby mi pomóc, sprawił, że dostałem pozytywnej energii i motywacji. Zaraz po tym, w święta Bożego Narodzenia, wznowiłem treningi.
- Zrozumiałem, że nie mogę zakończyć swojej kariery w ten sposób. Na szczęście moje problemy się już skończyły i teraz czuję się wspaniale - kończy radośnie Mitchel.
Dziś w nocy na gali w Reno kolejną walkę stoczy Chris Arreola (31-2, 27 KO). "Koszmar" zmierzy się z bardzo przeciętnym Kendrickiem Relefordem (22-14-2, 10 KO), lecz co ważne - wciąż trzyma niską wagę. Wczoraj Arreola wniósł 236 funtów, czyli tylko o kilogram więcej niż przed pojedynkiem z Nagym Aguilerą.
Na tej samej gali odbędzie się też eliminator IBF w wadze ciężkiej. Tony Thompson (35-2, 23 KO) zmierzy się w nim z Mauricem Harrisem (24-14-2, 10 KO). Zwycięzca tego pojedynku zaboksuje z Eddiem Chambersem o miano obowiązkowego pretendenta do tytułu, który obecnie należy do Władimira Kliczko.

W 1997 roku niepokonany wówczas Glen Johnson (51-14-2, 35 KO) spotkał się z Bernardem Hopkinsem (52-5-2, 32 KO). Jamajczyk przegrał przez TKO w jedenastej rundzie i była to jego jedyna przegrana przed czasem. 42-letni pięściarz chętnie wziąłby rewanż na "Kacie". Występujący w Super Six bokser przypomina, że przegrał wtedy z kontuzją.
- Hopkins mnie znokautował? Nigdy nie byłem znokautowany. Bernard mnie zastopował, jasne? Walka była zatrzymana przez rozcięcie. Jeśli rozmawiamy już o nim, to bardzo chętnie stoczę rewanż. Zawszę robie swoje, niezależnie od czasu i miejsca. Jestem gotowy na tę walkę, ale najpierw muszę załatwić sprawę z Frochem – powiedział "Dżentelmen".
4 czerwca Johnson podejmie rękawice z Carlem Frochem (27-1, 20 KO) i zapewnia, że jest gotowy na wszystkie sztuczki "Kobry".
- Widziałem kilka walk Frocha. On lubi twardą rywalizację, przygotowuje się pod taki styl. W walce z Abrahamem potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne i realizował nakreśloną taktykę. Do momentu zebrania pierwszego ciosu każdy ma swój plan - stwierdził Johnson.
W lutym roku 2007 w Londynie spotkali się dwaj wielcy wojownicy - Michael Katsidis (27-4, 22 KO) oraz Graham Earl (26-4, 12 KO). Pojedynek ten zapadł w pamięć kibicom jako nieustająca wojna, w której obaj zawodnicy byli liczeni, jednak. ostatecznie przez kontuzję Earla, który zaczynał dochodzić do głosu, pojedynek zakończył się wygraną Australijczyka przed czasem. Po ponad czterech latach "The Duke" zabrał głos w sprawie rewanżu, na który z chęcią by przystał. Zdaniem Earla ich ponowne spotkanie w ringu da jeszcze więcej emocji niż pierwszy pojedynek.Zapraszamy na wywiad z aktualnym wicemistrzem Polski (w limicie 56 kg), 22-letnim utalentowanym i ambitnym Mateuszem Mazikiem, kandydatem do wyjazdu na zbliżające się mistrzostwa Europy seniorów w boksie.
Jak podaje Los Angeles Times, Antonio Margarito (38-7, 27 KO) przechodzi trudną rehabilitację kontuzjowanego oka i za kilka tygodni ma się udać na ponowne badania. Jeśli one wypadną pomyślnie, wówczas "Tony" mógłby wznowić sparingi z dniem 1 lipca.
Przypomnijmy, że niedawno odwołano walkę rewanżową Meksykanina z Miguelem Cotto, do której miało dojść we wrześniu. Teraz z obozu Margarito poszedł wyraźny sygnał, iż ich pięściarz prawdopodobnie będzie już dopuszczony do startów i mógłby po raz drugi skrzyżować rękawice z Cotto 1 października bądź 3 grudnia, przy czym ta druga data jest określana jako bardziej realna.

Joseph Agbeko (28-2, 22 KO) zamknął sprawę kłopotów zdrowotnych i 13 sierpnia będzie bronił pasa mistrzowskiego w wersji IBF przeciwko "srebrnemu" czempionowi WBC Abnerowi Maresowi (21-0-1, 13 KO). Walka będzie transmitowana przez telewizję Showtime.
Pierwotnie panowie mieli się spotkać 23 kwietnia w finale turnieju w wadze koguciej, ale na dwa dni przed pojedynkiem Agbeko doznał poważnego ataku rwy kulszowej, która uniemożliwiała mu poruszanie się o własnych siłach. Ghańczyk zapowiadał, że jeśli tylko się wyleczy to od razu stanie do walki z niepokonanym Meksykaninem i słowa dotrzymał.
- Mogę zakomunikować, że z moim ciałem już wszystko jest w porządku, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Czuję się zdrowszy i silniejszy niż kiedykolwiek, 13 sierpnia będę gotowy. Chciałem podziękować Maresowi i telewizji Showtime za danie mi czasu na wyzdrowienie – powiedział Agbeko.
- Walka z Agbeko mnie ekscytuje. Będę mógł dokończyć robotę i wygrać turniej w wadze koguciej. Kwietniowa kontuzja była przykrą niespodzianką, ale cieszę się, że mój rywal jest już w pełni sił. Chcę walki z najlepszymi, ponieważ wiem, że zbiję każdego z czołówki. Stanę się najlepszym z najlepszych – zapowiada Mares.
Już za dwa tygodnie Przemysław Majewski (16-0, 11 KO) stanie do 17. walki w zawodowej karierze. Rywalem 31-letniego pięściarza grupy Global Boxing Promotions będzie Marcus Upshaw (13-5-1, 6 KO), a zwycięzca pojedynku zgarnie wakujące tytuły IBF International oraz WBO NABO w kategorii średniej. Pojedynek pochodzącego z Radomia pięściarza odbędzie się w Southaven, w stanie Mississippi, na maksymalnym 12-rundowym dystansie. Będzie to pojedynek wieczoru, mimo że na tej samej gali wystąpi słynny były mistrz świata w wadze ciężkiej Hasim Rahman (49-7-2, 40 KO), którego rywalem będzie Galen Brown, pokonany w 2010 roku przez Mariusza Wacha.
- Mój przeciwnik jest dużo wyższy ode mnie, ma większy zasięg ramion. Oznacza to że będę musiał ciężej pracować i skracać dystans, aby nie zostać na końcu jego uderzeń - zdradza taktykę na swoją walkę "The Machine".
Polak miał pierwotnie walczyć o wspomniane pasy z bardzo doświadczonym Alexem Bunema (31-8-2, 17 KO), który w swojej karierze skrzyżował już rękawice z takimi tuzami zawodowych ringów, jak Jermain Taylor i Sergio Martinez. Pięściarz zrezygnował jednak z walki z Majewskim, dochodząc do wniosku, że potrzebuje więcej czasu aby przygotować się do tak ciężkiego przeciwnika.
- Jest to mój czas, nasza walka będzie o pasy, a wiadomo, że pasa łatwo się nie oddaje. Jestem psychicznie gotowy do tej walki, jestem zdeterminowany aby ją wygrać. Cieszę się, że wreszcie zawalczę na pełnym 12-rundowym dystansie, ponieważ kondycja to zawsze był mój atut - powiedział Majewski.
Oscar De La Hoya od pewnego czasu przebywa w Malibu (Kalifornia), gdzie leczy się z uzależnienia. Legenda boksu i zarazem jeden z najbardziej wpływowych promotorów postanawia przeprosić wszystkich tych, którzy w przeszłości mogli doznać z jego strony jakichkolwiek nieprzyjemności.
Drogi Bobie Arumie,
Na wstępie pragnę przeprosić Cię za wszystkie nieprzyjemności, które z mojej strony spotkały Ciebie lub Twoją rodzinę. Chcę też przeprosić Manny'ego Pacquiao za całe zło, jakie mu wyrządziłem. Jesteś wielkim mistrzem. Zrozumiałem to, gdy przyznałem się do wszystkich mych błędów. Mam nadzieję, że wszyscy mi wybaczą. Z pokorą proszę o zgodę i chcę w przyszłości połączyć siły, by wspólnie promować sport, który tak bardzo kochamy. Kibice i zawodnicy nie zasłużyli na to, by cierpieć przez nasz spór. Zakończmy dziś tę kłótnię i razem organizujmy najlepsze możliwe starcia. Pokażmy światu co możemy osiągnąć wspólnie. Dziękuję Ci, Bob.
Twój przyjaciel Oscar
Zapraszamy na wywiad z trenerem klubu PKB Poznań Michałem Nowakiem. W zeszłą sobotę, jego zespół pokonał 14:10 Hetmana Białystok w rozgrywkach Elitarnej Ligi Bokserskiej.
23 lipca na gali w International Centre w Brentwood po raz pierwszy do obrony pasa mistrza Europy wagi średniej stanie Darren Barker (23-0, 14 KO). Barker zdobył swój tytuł w kwietniu tego roku pokonując na punkty Domenico Spadę (32-4, 16 KO). Przeciwnik, z którym Barker stanie do pierwszej obrony ma zostać podany wkrótce, a polscy kibice gorąco liczą, że będzie to nasz Grzegorz Proksa (24-0, 17 KO).Przedstawiamy nagranie z wczorajszej konferencji prasowej zwołanej przez Tomasza Babilońskiego, na której promotor poinformował o wizycie, jaką w naszym kraju złoży Mike Tyson w dniach 15-16 września 2011 roku. Szefowi grupy "Babilon Promotion" podczas spotkania z mediami towarzyszył Carl W. Holness, menedżer "Żelaznego Mike'a".

Niepokonany Zsolt Erdei (32-0, 17 KO) 4 czerwca zmierzy się z Byronem Mitchellem (28-7-1, 21 KO) na gali w Atlantic City. Dla "Madziara" jest to czwarta próba podbicia USA – póki co oszałamiającej kariery tam nie zrobił.
- Jestem bardzo zadowolony z przygotowań. Pierwszy etap mieliśmy w Budapeszcie. Walka w USA była i wciąż jest moim marzeniem. Osiągnięcie sukcesu w tym kraju jest moim celem. Lubię ten kraj, tutaj ludzie darzą pięściarzy wielkim szacunkiem. To jest mój czwarty raz w Stanach Zjednoczonych. Przyzwyczaiłem się już do zmian czasu, dobrze się tu czuję – powiedział 36-latek.
Węgier obecnie przebywa w Filadelfii i tam stawia ostatnie szlify przed walką. Jak wygląda standardowy dzień byłego mistrza w dwóch kategoriach wagowych?
- Rano melduję się w gymie, potem zjadam lunch w moim ulubionym barze sushi i wracam na salę. Toczę dobre sparingi, a potem konsumuje specjalny obiad. Lubię chodzić po mieście i podziwiać widoki Filadelfii. Resztę dnia spędzam na czytaniu książek i rozwiązywaniu sudoku – stwierdził Erdei.
Już za dwa tygodnie Przemysław Majewski (16-0, 11 KO) stanie do 17. walki w zawodowej karierze. Rywalem 31-letniego pięściarza grupy Global Boxing będzie Marcus Upshaw (13-5-1, 6 KO), a zwycięzca pojedynku zgarnie wakujące tytuły IBF International oraz WBO NABO w kategorii średniej. Pojedynek pochodzącego z Radomia pięściarza odbędzie się w Southaven (stan Mississippi). Na tej samej gali wystąpi były mistrz świata w wadze ciężkiej Hasim Rahman (49-7-2, 40 KO), którego rywalem będzie Galen Brown, pokonany w 2010 roku przez Mariusza Wacha.
Boks był wielką pasją życia Ernesta Hemingwaya. Noblista zaczął się nim interesować w okresie dorastania. W wieku 16 lat zaczął wymieniać ciosy ze swoimi przyjaciółmi, wykorzystując pokój muzyczny swojej matki jako miejsce do treningów. Tęgi Ernest (mierzył 182 centymetry wzrostu przy 92 kilogramach wagi) był zmuszony do znacznego doskonalenia swoich umiejętności, gdyż jako młody emigrant w Paryżu miał możliwość zarobkowania jako sparingpartner dla profesjonalistów.
Boks stanowił dla niego nie tylko hobby i rozrywkę, ale służył również jako źródło literackiej inspiracji. Jedno z jego krótkich opowiadań, zatytułowane „Fifty Grand”, które ukazało się w „Atlantic Monthly”, opowiadało właśnie o boksie. Głównym bohaterem jego pierwszej ważniejszej powieści, „Słońce też wschodzi” jest Robert Cohn, były mistrz świata wagi średniej, który pochodził z Princeton. Kiedy Hemingway zyskał sławę i majątek, regularnie podróżował do Nowego Jorku, by uczestniczyć w walkach o mistrzowskie pasy, które odbywały się w Madison Square Garden, o której to nawet napisał szereg artykułów.
W czasie ostatnich kilku lat swojego życia, spędzonych w Ketchup w stanie Idaho, często zapraszał do siebie przyjaciół, by razem z nimi oglądać transmitowane w telewizji walki z cyklu ‘Friday Night Fights’. Lata 1928-1940, kiedy zamieszkiwał w Key West na Florydzie, były jednymi z najbardziej kolorowych w jego życiu. Miasto nie zdradzało wówczas podobieństwa do wielkiego centrum turystycznego jakim jest dzisiaj. Dopóki drogi z kontynentu na Florydę nie zostały ukończone [w 1938 roku - przyp. LN], jedynym sposobem by się tam dostać były łodzie i pociągi. W czasach prohibicji, a później również hazardu i picia, przeżywało ono swój rozkwit. W tamtym okresie Hemingway był regularnym bywalcem w barze "Sloopy Joe’s" , którego właścicielem był jego przyjaciel i towarzysz wspólnych wycieczek wędkarskich, Josie Russell (założył swój bar legalnie po tym, jak zniesiono prohibicję). To właśnie w tamtym miejscu Ernest poznał Marthę Gellhorn, która w przyszłości została jego trzecią żoną.
Jak wszędzie, także i tutaj boks był częścią burzliwego życia pisarza. W miejscu tym przebywała piątka czarnoskórych bokserów. Sparowali oni z Hemingwayem w dwupiętrowym domu przy Whitehead Street, który dzielił ze swoją druga żoną oraz dwoma synami. Obecnie dwójka spośród piątki bokserów – James Roberts i Kermit Forbes nadal żyje. Roberts wciąż pamięta noc w której poznał pisarza. Hemingway często był sędzią w pojedynkach rozgrywanych na małej, niezadaszonej hali, mieszczącej się przy wyludnionych ulicach na peryferiach miasta. Trybuny były przygotowane do odbywających się co dwa tygodnie piątkowych walk. W czasie tych wieczorów Hemingway zupełnie nie przypominał człowieka, który na całym świecie był rozpoznawany jako sławny pisarz.
Informowaliśmy wczoraj o negocjacjach pomiędzy Tomaszem Babilońskim i Dariuszem Snarskim w sprawie walki ich podopiecznych, Pawła Głażewskiego (15-0, 4 KO) i Aleksego Kuziemskiego (21-3, 5 KO). Pojedynek dwóch polskich półciężkich miałby odbyć się na gali organizowanej przez Babilońskiego we wrześniu, podczas wizyty Mike'a Tysona. Promotor Głażewskiego stwierdził, że oczekuje na odpowiedź Snarskiego dziesięć dni, a oferta którą mu złożył jest niezwykle atrakcyjna. Skontaktowaliśmy się z Dariuszem Snarskim, który rozwiał wątpliwości co do perspektywy ewentualnego pojedynku.
- Walka Kuziemskiego z Głażewskim w tym roku nas nie interesuje. Powiedziałem to wczoraj telefonicznie Tomkowi Babilońskiemu. Kuziemski będzie miał 6 sierpnia walkę w Częstochowie, 10-12 rund o tytuł nad którym pracujemy, a w listopadzie powalczy w Białymstoku o tytuł światowy jednej z mniejszych federacji. Tak planujemy zakończyć ten rok i nie bierzemy pod uwagę walki z Głażewskim - stwierdził Snarski.
- Co bedzie po Nowym Roku czas pokaże. Znając moje układy na Wyspach Brytyjskich, w 2012 powalczymy napewno na dużej gali, o pas jednej z prestiżowych federacji za dużą kasę - dodał w rozmowie z BOKSER.ORG promotor Kuziemskiego.

Portal boxingscene.com donosi o planach organizacji walki Petera Manfredo Juniora (37-6, 20 KO) z Nobuhiro Ishidą (23-6-2, 8 KO). Lou DiBella chciałby sprawdzić byłego uczestnika programu Contender na tle groźnego Japończyka. Walka miałaby mieć miejsce na gali z udziałem Andre Berto, niewykluczone, że naprzeciwko Amerykanina stanie Jan Zaveck.
Manfredo wygrał ostatnie sześć pojedynków, zdobywając wakujący pas IBO w kategorii średniej. Ishida zyskał sławę po znokautowaniu niepokonanego wówczas Jamesa Kirklanda. Miało to miejsce na początku kwietnia, od tego czasu Japończyk ciągle nękany jest licznymi propozycjami od różnych promotorów.
Czyli podsumowując miniony tydzień, opisujemy komu sprzyjało w nim szczęście, a komu najwyraźniej nie. Na początek weekendowi zwycięzcy:
1. W zeszłą sobotę 23-letni George Groves (13-0, 10 KO) został nowym mistrzem Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej w wadze super średniej. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo to przecież utalentowany chłopak, gdyby nie jeden bardzo istotny szczegół. W drodze na brytyjski tron pokonał złote dziecko Franka Warrena, czyli pana Jamesa ‘W 2012 będę mistrzem świata’ DeGale (10-1, 8 KO). Eh, ten nieprzewidywalny boks. I jak go tu nie lubić?
2. Kolejną ogromnie pozytywną niespodziankę sprawił kibicom Bernard Hopkins (52-5-2, 32 KO). Po raz kolejny 46-latek z Filadelfii udowodnił, że coś takiego jak bariera wiekowa, dla niego po prostu nie istnieje. Podczas walki z młodszym o 18 lat (!!) Jeanem Pascalem (26-2-1, 16 KO) o mistrzowskie pasy federacji WBC i IBO, ringowy weteran znalazł jeszcze czas na serię pompek. Ostatecznie zwyciężył jednogłośną decyzją sędziów, a Kanada i Haiti ogłosiły żałobę narodową.
A teraz pora na tych, którym fortuna nie sprzyjała:
1. Pierwszym, którego należy wymienić jest Roy Jones Jr (54-8, 40 KO). Młodszym kibicom przypominamy, że ten pan przed laty był uważany za pięściarski fenomen, który wyprzedził swoją epokę. Niestety geniusze mają to do siebie, że czasem od szaleństwa dzieli ich bardzo niewiele. Poczciwy Roy najwyraźniej postradał zmysły, kontynuując swoją bokserską wędrówkę. Próbował mu to uświadomić w zeszłą sobotę Denis Lebiediew (22-1, 17 KO), nokautując go brutalnie w 10 rundzie. Czy taka rosyjska terapia wstrząsowa przyniesie skutek? Miejmy nadzieję, że tak.
2. Kolejnym zawodnikiem, któremu pozostało tylko płakać i zgrzytać zębami jest Jean Pascal, który stał się nową wersją Michaela Moorera (52-4-1, 40 KO). Przypomnijmy, że Michael w 1994 roku przegrał z 45-letnim wówczas Georgem Foremanem (76-5, 68 KO) i stracił tytuł mistrza świata federacji WBA i IBF wagi ciężkiej. Za sprawą starego, ale jarego Hopkinsa, Pascal również przeszedł do historii boksu zawodowego…niekoniecznie w takiej roli o jakiej marzył.
3. Ostatnim z ‘trzech muszkieterów’ minionego tygodnia został James DeGale. Uznawany za ogromny talent, złoty medalista olimpijski z dzielnicy Harlesden, ponownie nie znalazł recepty na kolegę z Hammersmith. Jak na razie stosunek rywalizacji w derbach Londynu wynosi 2:0 dla Grovesa. Ambitny DeGale wściekł się nie na żarty i chce rewanżu choćby pojutrze. Niestety Groves ma to gdzieś i ignoruje gadatliwego rywala. Co z tego wyniknie? Niewątpliwie wielka draka, czyli DeGale vs Groves III. Poczekajmy więc cierpliwie kilka miesięcy.
Zapraszamy na fragment wypowiedzi "Górala" na temat swojego przeciwnika. Witalij Kliczko (42-2, 39 KO) już 10 września na wrocławskim stadionie będzie bronił swojego tytułu mistrza świata federacji WBC w wadze ciężkiej przed Tomaszem Adamkiem (44-1, 28 KO).
Ringowy weteran Marco Antonio Rubio (50-5-1, 43 KO) po pokonaniu młodego Kanadyjczyka Davida Lemieux (25-1, 24 KO) przed czasem nie zamierza próżnować i powróci już 4 czerwca na gali w Foro Polanco w Meksyku. Jako jego przeciwnik anonsowany jest anonimowy Ricardo Marcelo Romallo (11-3-1, 7 KO), a walka została zakontraktowana na 10 rund.
Kilkanaście miesięcy temu Chris Arreola (31-2, 27 KO) wniósł na wagę rekordowe 263 funty. Pokonał wówczas Briana Minto, lecz w następnej walce przegrał z Tomaszem Adamkiem. Nie pomagały zalecenia trenera, ani lawina krytyki, jaka spadła na Arreolę. "Koszmar" musiał sam zrozumieć, że jeśli nie weźmie się do pracy, utonie w morzu innych niespełnionych prospektów i za kilka lat wszyscy o nim zapomną.
Przed ostatnią walką Arreola ważył tylko 234 funty. Odchudzony i szybszy Chris zdemolował Nagy'ego Aguilerę, lecz co najważniejsze - do teraz utrzymał niską wagę. Dziś Arreola zmierzy się z Kendrickiem Relefordem (22-14-2, 10 KO), a na wczorajszej ceremonii ważenia zanotował 236 funtów.
- Nigdy nie trenowałem tak ciężko, jak w ostatnim czasie - przyznaje 30-letni pięściarz. - Robię co tylko mogę, by powrócić do czołówki i dostać walkę o pas. Z obecną wagą poruszam się znacznie lepiej i nie straciłem siły. Więcej i lepiej ruszam głową, mogę wprowadzać balans ciałem. Wszystko jest teraz takie, jak powinno być zawsze. Po porażce z Adamkiem i późniejszych walkach wiele się zmieniło. Teraz przygotowuję się naprawdę solidnie, czym zwiększam szanse na zwycięstwo. W przeszłości niestety tak nie było.
- Dlaczego walczę dwa tygodnie po ostatnim występie? Kocham to robić, chcę walczyć jak najczęściej. Jeżeli jestem w ciągłym treningu, to nie mam czasu na myślenie o głupotach i nie pakuję się w żadne tarapaty. Będę boksował przez pięć kolejnych lat i w tym czasie zamierzam dać z siebie wszystko. To mój najlepszy czas, nie chcę go marnować. Zrobię wszystko co potrzebne do zostania mistrzem świata - zapewnia Arreola.
- Chcę być mistrzem przed końcem roku. To całkiem realistyczny plan. Raz walczyłem o tytuł, chcę zasłużyć na drugą szansę. To naprawdę może się wydarzyć. David Haye i Władimir Kliczko walczą w lipcu, a Witalij i Adamek we wrześniu, więc w końcówce roku mogę wyjść do ringu z jednym z nich. Wierzę, że Haye pokona Władimira. Myślę, że on szykuje jakąś niespodziankę i zaskoczy Ukraińca. W walce Adamek-Witalij, stawiam na Kliczko. On jest po prostu za duży, a w dodatku świetny z niego bokser. Wiem po sobie, bo obijał mnie przez 10 rund. Tak czy inaczej, w końcówce roku będę mistrzem świata. Gwarantuję - oświadczył "Koszmar".
W spotkaniu dwóch uznanych weteranów wagi ciężkiej, Cisse Salif (24-17-2, 21 KO) pokonał jeszcze do niedawna wysoko notowanego w rankingu WBO Fridaya Ahunanyę (24-7-3, 13 KO).
Bokserzy zmierzyli się na króciutkim dystansie sześciu rund. Jako iż Salif (na zdjęciu) jest jednym z bardziej znanych sparingpartnerów na świecie, praktycznie zawsze jest w formie. Z kolei Nigeryjczyk w porównaniu ze swoim ostatnim występem przytył ponad dziesięć kilogramów, przez wydawał się wolny i ociężały. Wykorzystał to Cisse, od pierwszego gongu dyktując warunki i w miarę wysokie tempo. Po ostatnim gongu sędziowie przyznali mu jednogłośne zwycięstwo, punktując 59:55 i dwukrotnie 58:56.
Dziś wieczorem do drugiej obrony tytułu mistrza Europy w wadze junior średniej przystąpi Czech Lukas Konecny (46-3, 22 KO). Rywalem 32-latka będzie niepokonany w ostatnich dziesięciu walkach Francuz Hussein Bayram (34-3, 19 KO). W stawce pojedynku znajdzie się też pas WBO Inter-Continental.
Żaden z zawodników nie miał problemów z uzyskaniem wymaganego limitu 154 funtów. Bayram wniósł na wagę 153 funty, a minimalnie lżejszy okazał się champion, przy którym wskazówka zatrzymała się na 153.25.
Były mistrz dwóch kategorii wagowych i zarazem jeden z najwybitniejszych pięściarzy w historii Wielkiej Brytanii, Chris Eubank (45-5-2, 23 KO), z niecierpliwością czeka na kolejne walki Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO), który jego zdaniem jest nie tylko najlepszym bokserem P4P, ale też prawdziwym ringowym artystą.
- Nie śledzę dokładnie wszystkich wydarzeń związanych z boksem, bo mam za mało czasu. Nie ma dziś wielu artystów, których występy sprawiają, że stają ci włosy na karku. Bardzo chciałbym zobaczyć kolejne walki Floyda Mayweathera, bo uważam go za prawdziwego artystę i przyglądam mu się od naprawdę długiego czasu - oświadczył blisko 45-letni Brytyjczyk.
Eubank zdradził, że jego ulubionymi pięściarzami są mistrz WBA w wadze junior półśredniej - Amir Khan (25-1, 17 KO) i champion tej samej federacji w kategorii ciężkiej - David Haye (25-1, 23 KO). Na pytanie czy tęskni za boksem, "Simply the Best" odpowiedział następująco:
- Boks jest jak dziewczyna. Gdy ją zostawisz, nie chcesz jej spowrotem. Spędziłeś z nią nieco czasu, lecz to się skończyło i szukasz czegoś innego. Jeżeli osiągnąłeś swój cel, przestajesz o nim myśleć. Co innego, jeżeli nie udało ci się czegoś dokonać, wtedy tęsknisz. Nie tęsknię za boksem, ale brakuje mi całej tej otoczki - oznajmił Eubank.
Zapraszamy na fragment wywiadu z Wojciechem Bartnikiem, który wspomina czas świetności polskiej ligi bokserskiej, gdy w naszym kraju walczyli tacy bokserzy amatorscy jak Władimir Kliczko, obecnie mistrz świata wagi ciężkiej IBF, IBO, WBO.
Były mistrz świata kategorii półśredniej, Kermit Cintron (32-3-1, 28 KO), powróci na ring 9 lipca. Na gali w Carson "El Asesino" zmierzy się z bardzo solidnym Carlosem Moliną (18-4-2, 6 KO).
- Trenuję jak do walki o mistrzowski tytuł - zapewnia 31-letni Cintron. - Molina to twardziel, który wchodzi do ringu, by walczyć. Postawił się bardzo mocnemu Kubańczykowi Larze i zremisował z nim po dziesięciu rundach. Zamierzam go pokonać i chciałbym zrobić to w efektowny sposób.
Ostatnie dwa lata Portorykańczyk przeboksował w limicie wagi junior średniej, lecz teraz zapewnia, że chce wrócić do dywizji, w której święcił największe sukcesy.
- Zamierzam zejść do 147 funtów, ale w junior średniej chętnie zmierzyłbym się z Cotto lub Chavezem - oświadczył Cintron. Pięściarz podpisał niedawno umowę z grupą Top Rank, co oznacza, że w ciągu najbliższego roku może dojść do jego walki ze wspomnianym Cotto albo nawet Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO).
Były mistrz Europy w wadze junior półśredniej prawdopodobnie powróci między liny jesienią. W swym ostatnim występie Paul McCloskey (22-1, 12 KO) przegrał po sześciu rundach z championem WBA - Amirem Khanem (25-1, 17 KO). Pojedynek został przerwany, gdy po zderzeniu głowami na czole Irlandczyka pojawiło się spore rozcięcie. Do tego czasu McCloskey przegrał wszystkie odsłony.
Wiele wskazuje na to, że kolejnym rywalem "Dudeya" będzie jedyny pięściarz, który pokonał Khana - Breidis Prescott (24-2, 19 KO). Jeżeli pojedynek dojdzie do skutku, jego zwycięzca będzie mógł liczyć na walkę o mistrzowski pas w przyszłym roku.