Pochodzący z Birmingham Frankie Gavin (10-0, 8 KO), to niezwykle obiecujący pięściarz wagi półśredniej, prawdziwy diamencik w stajni Franka Warrena. Wczoraj wieczorem, po pokonaniu Younga Mutleya (29-6, 14 KO), stał się posiadaczem interkontynentalnego pasa federacji WBO. Niestety, tym razem ‘Funtime’ rozczarował kibiców, którzy po pierwszym w historii angielskiego boksu amatorskim mistrzu świata (Chicago 2007), spodziewali się z pewnością czegoś więcej. Jednakże każdy z nas ma lepsze dni i gorsze, dlatego pozostaje mieć nadzieję, że utalentowany mańkut dostarczy nam w przyszłości jeszcze wielu emocji. Poniżej przedstawiamy krótki wywiad z Frankiem, w którym zdradza między innymi, kiedy ostatni raz płakał, kto jest jego ulubionym pięściarzem, a także jakie nietypowe rzeczy uratowałby z płonącego domu.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Frankie Gavin: Miałem wtedy 12 lat i często szukałem zaczepek. Pewnego dnia mój przyjaciel powiedział mi, żebym poszedł z nim na trening i od tego momentu pokochałem ten sport.
- Ulubiony pięściarz wszechczasów?
FG: Pernell Whitaker. Zacząłem go oglądać i podziwiać od jakichś 4 czy 5 lat. Szczególnie imponują mi jego umiejętności defensywne. Według mnie to najlepszy pięściarz na świecie jeżeli chodzi o obronę.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
FG: Pamiętam jak mój ojczym powiedział, żebym oglądał Ricky'ego Hattona. To było dawno temu i Ricky miał dopiero kilka walk na koncie.
Zgodnie z oczekiwaniami
Denis Lebiediew (22-1, 17 KO) znokautował Roya Jonesa Juniora (54-8, 40 KO) na gali w Moskwie i zdecydowanie przybliżył się do kolejnej walki o tytuł. Kostya Tszyu, który przygotowywał Lebiediewa do ostatniego występu, ma nadzieję, że uda się doprowadzić do starcia Denisa z mistrzem federacji IBO - Dannym Greenem (31-3, 27 KO). Australijczyk musiałby wpierw uporać się z niebezpiecznym Antonio Tarverem (28-6, 19 KO).
- Po pokonaniu Roya zaczynamy szukać kolejnych wyzwań. Chciałbym ściągnąć Denisa do Australii, żeby zmierzył się tam z Dannym Greenem. Kibice chcieliby obejrzeć taki pojedynek - oświadczył Tszyu.
"Ciężki" Tomasz Zeprzałka (4-10, 4 KO) i "junior średni" Adam Grabiec (2-4, 0 KO - na zdjęciu) przegrali na punkty swoje pojedynki podczas gali boksu zawodowego w fińskim Seinajoki.
Pierwszy z nich uległ czołowemu - do niedawna - fińskiemu amatorowi - Jarno Rosbergowi (10-0, 4 KO), a drugi nie sprostał innemu solidnemu niegdyś pięściarzowi amatorskiemu, ciemnoskóremu Szwedowi, Patrickowi Bogere (6-1, 1 KO). Obie walki trwały pełne 6 rund.
W piątek 20 maja Tomasz Adamek przyleciał do Polski. Wylądował na lotnisku w Balicach. Od razu po wylądowaniu pojechał do Gilowic - swojej rodzinnej miejscowości. Tam czekała na niego rodzina wraz z najbliższymi przyjaciółmi by hucznie go przywitać. Przez kilka najbliższych dni Tomasz Adamek będzie promował wrześniową walkę z Witalijem Kliczką.
Na wypełnionej po brzegi hali Bell Centre w Montrealu, 46-letni Bernard Hopkins (52-5-2, 32 KO) zapisał się w historii jako najstarszy mistrz świata. Legendarny "Kat" wypunktował na dystansie dwunastu rund faworyta publiczności - Jeana Pascala (26-2-1, 16 KO) i odebrał Kanadyjczykowi tytuły federacji WBC, IBO oraz magazynu The Ring.
Hopkins nie zamierza kończyć kariery w idealnym, mogłoby się wydawać momencie i już układa listę kolejnych przeciwników. Wpierw "Kat" skrzyżuje rękawice z Chadem Dawsonem (30-1, 17 KO), a następnie ma w planie kolejny wypad do Kanady, gdzie chce stanąć w szranki z drugą tamtejszą gwiazdą - niepokonanym mistrzem IBF wagi super średniej - Lucianem Bute (28-0, 23 KO).
- Myślę, że Kanadyjczycy chętnie zobaczą mnie w walce z Bute. Z przyjemnością rozprawię się z nim po pokonaniu Dawsona. Potem poszukam kolejnych wyzwań. Nie odejdę od boksu, nim nie zbliżę się do pięćdziesiątki, a to jeszcze ładnych parę lat - powiedział najstarszy mistrz świata w historii boksu.
Kilkanaście godzin temu Denis Lebiediew (22-1, 17 KO) zafundował kolejny brutalny nokaut. Tym razem półprzytomny po jego ciosach na matę padł Roy Jones Junior. Rosjanin w wywiadzie zaraz po pojedynku wyznał, że ma już upatrzonego rywala z jakim chciałby się zmierzyć w kolejnym występie.
Tak oto Lebiediew celuje w lepszego z dwójki Danny Green (31-3, 27 KO) kontra Antonio Tarver (28-6, 19 KO). Do spotkania tych panów dojdzie 20 lipca w Australii, dlatego Denis miał na myśli termin późno jesienny.
Nowy mistrz WBO w wadze półciężkiej twierdzi, że jest już gotowy na walki z najlepszymi pięściarzami w swojej kategorii. Minionej nocy na gali w Londynie Nathan Cleverly (22-0, 11 KO) zastopował w czwartej rundzie Aleksa Kuziemskiego (21-3, 5 KO).
- Chcę walczyć z najlepszymi w Ameryce. Jestem gotowy na Bernarda Hopkinsa, Tavorisa Clouda i Chada Dawsona. To był zwariowany tydzień, ale na szczęście zdołałem zachować skupienie do samego końca. Jestem szczęśliwy, wracam do domu jako mistrz - powiedział 24-letni Walijczyk.
Cleverly odniósł się też do samego przerwania walki z Polakiem. Zdaniem wielu ekspertów i obserwatorów, sędzia ringowy Mark Nelson pospieszył się z poddaniem Kuziemskiego.
- Gdyby sędzia puścił walkę, to chwilę później i tak posłałbym go na deski - zapewnia czempion. - On jednak wykonał swoją pracę. To nie ma już teraz żadnego znaczenia, czuję się wyśmienicie.
Witalij Kliczko (42-2, 39 KO), mistrz świata federacji WBC w wadze ciężkiej oraz idol milionów Ukraińców, zachęca swoich rodaków wzięcia udziału w wolontariacie podczas Euro 2012. 39-letni pięściarz uważa, że dobrowolna pomoc przy organizacji turnieju to unikalna okazja, aby znacząco poprawić wizerunek państwa naszych wschodnich sąsiadów w Europie.
- Jeśli ja miałbym zostać wolontariuszem podczas Euro, to wybrałbym dla siebie organizację ruchu drogowego, a więc dziedzinę, która podczas imprezy dużego formatu powinna działać w sposób skuteczny. W projekcie wolontariatu jest do wyboru łącznie dwadzieścia rodzajów działalności, dlatego każdy chętny znajdzie dla siebie miejsce, aby popracować na dobry wizerunek kraju - przekonuje Kliczko, który 10 września we Wrocławiu zmierzy się z Tomaszem Adamkiem (44-1, 28 KO), a więc przedstawicielem naszego kraju, który wspólnie z Ukrainą zorganizuje przyszłoroczne mistrzostwa Europy.
Jako wzór Kliczko stawia Niemców, którzy w 2006 roku pracowali przy organizacji piłkarskich mistrzostw świata. Ukraiński bokser, który podobnie jak jego młodszy brat Władimir pełni funkcję ukraińskiego ambasadora Euro 2012, zdradził, że dobra praca wolontariuszy podczas światowego czempionatu pomogła również jemu.
Jeszcze przed galą w Montrealu wiadome było, że zwycięzca walki Bernarda Hopkinsa (52-5-2, 32 KO) z Jeanem Pascalem zmierzy się w kolejnym występie z lepszym z dwójki Chad Dawson (30-1, 17 KO) vs Adrian Diaconu. Walki wygrali Amerykanie, ale ten młodszy zaprezentował się przeciętnie, wygrywając z Diaconu po nudnej walce. Dlatego właśnie Richard Schaefer - prezydent Golden Boy Promotions nie za bardzo chce organizować spotkanie "Kata" z jedynym pogromcą Tomasza Adamka, gdyż jego zdaniem taka walka byłaby wyjątkowo mało atrakcyjna dla publiczności i mało efektowna.
- Muszę sprawdzić zapiski w kontrakcie. Nie chcemy tej walki, bo będzie po prostu nudna - wyznał Schaefer. Sam Hopkins zapowiedział z kolei na konferencji prasowej, iż niedługo znów przybędzie do Kanady i pobije Luciana Bute. Czyżby więc mistrz świata federacji IBF kategorii super średniej miał zastąpić Dawsona? Bardzo możliwe...
Widok ciężko znokautowanego Roya Jonesa Juniora (54-8, 40 KO) na długo zapadnie w pamięci bardziej wrażliwych kibiców. Wciąż trwają dyskusje na temat skandalicznego zachowania Steve'a Smogera, który nie wkroczył w porę i nie przerwał pojedynku, gdy półprzytomny Amerykanin przyjmował niepotrzebne ciosy potężnie bijącego Denisa Lebiediewa (22-1, 17 KO). Do zbawiennego ostatniego gongu brakowało dziesięciu sekund...
Co skazywany na porażkę Jones osiągnąłby, kończąc walkę na własnych nogach? Odpowiedź może być nieco zaskakująca, ale Roy był bardzo bliski remisu. Po dziewięciu rundach Daniel Van De Wiele punktował 87-84 na korzyść Lebiediewa, Ewgienij Gorskow wszystkie odsłony zapisał na koncie Denisa, lecz Keith Hughes widział minimalną przewagę Jonesa Juniora (86-85). Na początku trzeciej minuty ostatniego starcia Roy zaskoczył Lebiediewa kapitalnym ciosem z prawej ręki. Rosjanin stracił równowagę i wpadł w liny. Bez wątpienia późniejszy zwycięzca powinien być wówczas liczony, a cenne sekundy mogły uratować dawnego mistrza przed feralnym zakończeniem walki. Gdyby dziesiąta runda została zapisana 10:8 na korzyść Amerykanina, końcowa punktacja wyglądałaby następująco: 95-94, 93-96 i 98-91. Kilka przebłysków dawnego geniuszu, pozytywna niespodzianka i jak najbardziej odpowiedni moment na odejście od boksu. Z drugiej jednak strony, niejednogłośna przegrana na terenie tak mocnego przeciwnika zapewne zmotywowałaby Jonesa do kontynuowania kariery...
Na gali w Cabazon (Kalifornia) kolejne zwycięstwo przed czasem zanotował znany z pierwszej edycji "Contendera" Alfonso Gomez (23-4-2, 12 KO). 30-letni Meksykanin już w drugiej rundzie zastopował Calvina Greena (21-6-1, 13 KO).
Dla obydwu zawodników był to pierwszy występ od ponad roku. Długi rozbrat z ringiem lepiej zniósł Gomez, który bardzo pewnie wygrał pierwszą odsłonę. W drugiej Alfonso zaprezentował się jeszcze lepiej - najpierw zranił rywala ciosem z prawej, by po chwili dopaść go przy linach i zmusić sędziego do przerwania walki.
- Występ w Contenderze był dla mnie szansą, ale kiepsko czułem się w limicie 160 funtów. Postanowiłem zmienić swój styl, by ludzie nie myśleli, że jestem zwykłym zadymiarzem. W limicie wagi półśredniej czuję się bardzo komfortowo. Wspinam się na szczyt i liczę na walkę o tytuł - powiedział zwycięski Gomez.
Ubiegłej nocy na gali w Tuxtla Gutierrez kolejne zwycięstwo zanotował Tomas Rojas (36-12-1, 24 KO). Tym samym 30-letni Meksykanin po raz drugi obronił tytuł federacji WBC w wadze super muszej.
Pojedynek zakończył się, gdy Juan Jose Montes (19-2, 12 KO) został w narożniku po jedenastej rundzie. Do tego czasu sytuację kontrolował Rojas, który bezkarnie obijał głowę i tułów bezradnego pretendenta. 21-letni Montes starał się odwrócić losy walki, lecz jego sygnalizowane ciosy nie miały szans na zaskoczenie ruchliwego championa. Dla zwycięskiego "Gusano" była to piąta wygrana od czasu porażki przez nokaut w starciu z Vicem Darchinyanem.
- Mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej czuję się trochę zawiedziony, bo sędzia przerwał tę walkę zbyt wcześnie. Jestem zawiedziony tym bardziej, że moim zdaniem z czasem posłałbym rywala na deski - mówił zaraz po zejściu z ringu mistrz świata federacji WBO kategorii półciężkiej Nathan Cleverly (22-0, 11 KO), który pokonał przed czasem w czwartej rundzie z powodu kontuzji naszego Aleksa Kuziemskiego (21-3, 5 KO). Polak dowiedział się o wszystkim zaledwie dwa dni przed galą, a mimo to pojechał do Anglii i postawił mistrzowi wysoko poprzeczkę. Docenił to promotor gali w Londynie, sławny Frank Warren, który ciepło wypowiedział się o postawie Kuziemskiego w wywiadzie dla stacji Sky Sports.
- Każdy powinien bić brawo temu Polakowi, bo on naprawdę przybył tu żeby ostro walczyć i zwyciężyć. Kibice w hali zresztą to docenili brawami - powiedział Warren.
Aleksy Kuziemski to ostatni polski medalista mistrzostw świata w boksie amatorskim (2003), a także olimpijczyk z Aten, gdzie niestety już w pierwszej rundzie turnieju odpadł z dzisiejszym mistrzem świata innej federacji, Beibutem Szumenowem.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć ze zwycięskiej walki Andrzeja Fonfary (18-2, 9 KO) z Anthony Russellem (16-3-1, 5 KO), którą stoczył w piątek w hali UIC Pavilion w Chicago. Stawką pojedynku był pas WBO NABO w wadze półciężkiej.
Po pierwszej porażce w karierze i zamianie głównego trenera, przed momentem udanie na ring powrócił jedyny dotąd pogromca naszego "Górala", Chad Dawson (30-1, 17 KO). Po dwunastu rundach Amerykanin pewnie wypunktował krępego, ale i niskiego Adriana Diaconu (27-3, 15 KO). Po ostatnim gongu sędziowie typowali zwycięstwo Chada 116:112, 117:111 oraz 118:110.
Po trochę nerwowej pierwszej rundzie, Dawson od drugiej wydłużył dystans i ładnie punktował z daleko swojego rywala. Często bił bezpośrednim lewym, po którym poprawiał prawym hakiem w okolice żeber. Stopował również przeciwnika ciągłym prawym prostym, który może nie był zbyt mocny, lecz cały czas absorbował rywala.
Diaconu nie mógł się dobrać do znacznie wyższego, dobrze pracującego na nogach oponenta, więc troszkę zmienił taktykę i zamiast atakować, w czwartym starciu dwukrotnie przepuścił prawy prosty Dawsona i skarcił go lewym sierpowym. Chad szybko jednak wyciągnął wnioski i wystrzegał się tej akcji Rumuna. Do końca ładnie i skutecznie punktował Adriana, zapewniając sobie wygraną nie podlegającą dyskusji.
Tym samym Dawson zapewnił sobie spotkanie ze zwycięzcą rozpoczynającej się za moment walki Bernarda Hopkinsa z Jeanem Pascalem.
Czy zwróciliście podczas transmisji walki Frankie Gavina z Youngiem Mutleyem jak kibice zamiast patrzeć na ring, zwrócili się w przeciwną stronę? Otóż patrzyli na inną walkę, znacznie cięższych i większych panów - Derecka Chisory (14-0, 9 KO) oraz Tysona Fury (14-0, 10 KO).
Obaj panowie byli widzami podczas wczorajszej gali w Londynie. Niemal na pewno skrzyżują już niedługo rękawice, a najpoważniejszym terminem wydaje się być końcówka lipca. Póki co zamienili z sobą kilka zdań i tak się poróżnili, że doszło między nimi do bójki. Na szczęście szybko ich rozdzielono. Oby w ringu było równie interesująco...
Po kapitalnym, stojącym na wysokim poziomie pojedynku George Groves (13-0, 10 KO) pokonał stosunkiem głosów dwa do remisu aktualnego mistrza olimpijskiego, Jamesa DeGale'a (10-1, 8 KO). Po dwunastu zażartych rundach sędziowie punktowali 115:115 oraz dwukrotnie 115:114 na korzyść Grovesa.
Walka, która już dziś śmiało może kandydować do miana walki roku, była niezwykle trudna do punktowania. Groves bił dużo więcej, wydawał się aktywniejszy, za to DeGale uderzał celniej i nie boksował aż tak chaotycznie jak momentami jego rywal. Pomimo iż obaj bokserzy zainkasowali wiele ciężkich ciosów, do nokdaunu blisko było tylko w dziewiątym starciu, kiedy James złapał George'a bezpośrednim lewym prostym i poprawił szybko krótkim prawym sierpem. Groves przeleciał przez połowę ringu, lecz zatrzymał się na linach i po kilku sekundach był już gotowy do dalszej bitki. Po ostatnim gongu obaj zawodnicy obficie krwawili, ale wyglądali jakby mogli przeboksować jeszcze kilka rund w tym szalonym tempie. Ostatecznie zwyciężył Groves i to on od teraz zyskał status mistrza Wspólnoty Brytyjskiej kategorii super średniej.

Zdezorientowany Aleksy Kuziemski (21-3, 5 KO) patrzy w stronę swojego narożnika zaraz po tym jak sędzia wkroczył do akcji i zdecydowanie zbyt wcześnie przerwał jego walkę z Nathanem Cleverlym (22-0, 11 KO) o mistrzostwo świata wagi półciężkiej według federacji WBO.
Zapraszamy na wywiad z Kamilem Gardzielikeim, który na wczorajszym spotkaniu Elitarnej Ligi Bokserskiej pokonał po wyrównanym pojedynku Piotra Sielawę.
W pojedynku poprzedzającym starcie Hopkins-Pascal, Chad Dawson (30-1, 17 KO) udanie powrócił po pierwszej w karierze porażce. "Bad" Chad pewnie wypunktował Adriana Diaconu (27-3, 15 KO) na dystansie dwunastu rund, lecz statystyki pokazują, że zwycięstwo Amerykanina mogło być wyższe, niż na kartach punktowych (117-111, 118-110 i 116-112).
Chad zadał więcej celnych ciosów w każdym starciu i tylko w pierwszej odsłonie miał niższą procentową skuteczność. Na przestrzeni całej walki zawodnicy wyprowadzili podobną ilość ciosów, lecz znacznie skuteczniejszy był Dawson, który zdołał utrzymać równe tempo przez pełne dwanaście rund.
Zapraszamy na walkę Kamila Gardzielika z Piotrem Sielawą, która odbyła się na spotkaniu drużyn PKB Poznań i Hetmana Białystok. Pojedynek był częścią drugiej kolejki Elitarnej Ligi Bokserskiej.
Promotor mistrza olimpijskiego z Pekinu, Frank Warren, złożył wniosek o natychmiastowy rewanż swojego podopiecznego z George`em Grovesem (13-0, 10 KO). James DeGeale (10-1, 8 KO) po bardzo wyrównanej walce, w której wynik faworyzujący któregokolwiek nie byłby niesprawiedliwy przegrał decyzją dwa do remisu, tracąc swój pas mistrza Wielkiej Brytanii w wadze superśredniej. Tym samym 'Saint' dołączył to trofeum do wcześniej posiadanego przez siebie pasa mistrza Wspólnoty Brytyjskiej. Dwóch sędziów, którzy orzekli zwycięstwo młodszego o dwa lata Grovesa, punktowali na jego korzyść zaledwie jednym punktem.
- Sprawiedliwym wynikiem w tej walce powinno być zwycięstwo Jamesa, więc powinno się zarządzić rewanż. Nie wydaje mi się by George i jego sztab byli zainteresowani tym pomysłem, ale nie ma dla niego teraz innego rywala. To powinno nastąpić natychmiast. W każdym wypadku, prędzej czy później dojdzie do rewanżu. Jeśli tak się nie stanie, George Groves powinien się wstydzić. Nie znam żadnej osoby, która uważałaby że Groves wygrał ten pojedynek. jestem pewien że ten chłopak ma dużo dumy i nie chciałby, aby sprawy wyglądały w ten sposób. Na pewno wolałby, by jego zwycięstwo było dużo bardziej wyraźne - powiedział Warren
Przygnębiony DeGale, który zaliczył pierwszą porażkę na zawodowych ringach, również pali się do zorganizowania walki rewanżowej.
- Jak pretendent do tytułu może uciekać całą walkę i wygrać? Moje ciosy były wyraźniejsze, zraniłem go w dziewiątej rundzie, a ostatnie cztery rundy wygrałem wyraźnie. On nie może być dumny z tego zwycięstwa. Pokonał mnie, ale bardzo kontrowersyjnie, werdykt był naciągany. Chcę rewanżu jak najszybciej, ale musimy zobaczyć co zrobi Frank i zarząd - zakończył mocno sfrustrowany 'Chunky'.
Ponad 46-letni Bernard Hopkins (52-5-2, 32 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Jeana Pascala (26-2-1, 16 KO) i odebrał mu tytuł mistrza świata wagi półciężkiej według federacji WBC.
Pierwsza runda nie zapowiadała emocji, jakie przyszły w następnych minutach. Obaj bokserzy nie zrobili praktycznie nic, ale już od drugiej odsłony zaczęło się ostre bombardowanie potężnymi sierpami Kanadyjczyka oraz pojedyncze, lecz równie mocne uderzenia Amerykanina.
Obrońca tytułu na początku trzeciego starcia trafił lewym sierpowym, jednak Bernard skarcił go kilkanaście sekund później kapitalnym prawym overhandem bitym z góry, po którym pod Pascalem ugięły się aż nogi. Champion wyraźnie był zraniony i przy każdej możliwej okazji klinczował by dojść do siebie. Nie pozostał dłużny, bowiem w końcówce czwartej rundy to on wystrzelił prawym sierpowym w okolice ucha i tym razem to Hopkins znalazł się na skraju nokautu, wyraźnie się zataczając. Po przerwie ciosy z obu stron pruły powietrze i choć "czasówka" wisiała nad oboma, to żadnemu z zawodników nie udało się czysto trafić. Hopkins za to zaczął robić to co potrafi najlepiej, czyli prowokować, bić w zwarciu, a na takie sztuczki silniejszy, lecz mniej cwany Kanadyjczyk nie potrafił znaleźć recepty.
Kiedy zabrzmiał gong na siódme starcie, a Pascal pozostał w narożniku kilka sekund dłużej, Bernard postanowił... zrobić sobie jeszcze kilka pompek na środku ringu, by podkreślić świeżość oraz dobrą kondycję. Ósmą runda była lepsza w wykonaniu Jeana, ale w dziewiątej i dziesiątej kontrowersyjne decyzje podjął sędzia ringowy, Ian John-Lewis. Hopkins dwukrotnie przepuścił atak przeciwnika i skontrował bezpośrednim prawym. W obu przypadkach Pascal się podpierał rękawicą podłoża maty, co w myśl przepisów powinno być traktowane jako nokdaun. Ten sam pan, który kiedyś oszczędził Fragomeniego przed naszym Krzyśkiem Włodarczykiem, tym razem podarował mistrzowi dwa punkty. Hopkins miał świetne jedenaste starcie, ale w ostatnim nadział się na prawą rękę Pascala i znów znalazł się w tarapatach. Przegrał ostatnią odsłonę, ale wygrał całą batalię, przechodząc do historii jako najstarszy mistrz świata.
Tydzień temu w "Action Clubie" na warszawskiej Pradze spotkaliśmy się z Andrzejem Gmitrukiem, który opowiedział nam między innymi o swoich przewidywaniach dotyczących zbliżającego się pojedynku Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) z Davidem Haye'em (25-1, 23 KO). Starcie, którego stawką będą cztery mistrzowskie pasy w kategorii ciężkiej (IBF, IBO i WBO Ukraińca oraz WBA Brytyjczyka), odbędzie się 2 lipca na mogącym pomieścić 57 tysięcy widzów stadionie "Imtech Arena" w Hamburgu.
Po wczorajszej wygranej walce o pas mistrza Wielkiej Brytanii w wadze superśredniej George Groves (13-0, 10 KO) już myśli o kolejnych wielkich wyzwaniach. Jednym z nich jest walka z aktualnym mistrzem WBC, Carlem Frochem (27-1, 20 KO) po zakończeniu jego przygody z turniejem "Super Six".
Po ponad czterech latach Joel Julio (37-4, 31 KO) powrócił do kategorii półśredniej. W nocy z piątku na sobotę 26-letni Kolumbijczyk gładko wypunktował Angesa Adjaho (25-6, 14 KO) na dystansie dziesięciu rund.
Julio zapowiedział, że zamierza pozostać bardzo aktywny, a jego głównym celem jest doprowadzenie do walki z mistrzem federacji WBC - Victorem Ortizem (29-2-2, 22 KO).
- W tej wadze czuję się znakomicie - wyznał Julio. - Czuję się bardzo silny. Chciałbym zmierzyć sie z Victorem Ortizem. Potrzebuję jeszcze dwóch walk i mogę wyjść do ringu z Ortizem.