Aleksy Kuziemski (21-3, 5 KO) walczył jak równy z równym z Nathanem Cleverly (22-0, 11 KO), ale na skutek rozcięcia lewego łuku brwiowego oraz krwotoku z nosa sędzia zdecydował się poddać Polaka w połowie czwartej rundy.
Od pierwszego gongu w ringu rozgorzała ostra wymiana z obu stron. Kuziemski trafiał bezpośrednim prawym, natomiast Walijczyk bił ładnie z luzu prawymi podbródkami i lewymi hakami w okolice wątroby.
W trzecim starciu Kuziemski o mały włos nie wstrząsnął światem bokserskim, kiedy lewym sierpowym zatoczył rywalem. Aleksy dopadł do mistrza, władował mu jeszcze kilka prawych, lecz ten doszedł szybko do siebie i po chwili wymieniał już z naszym rodakiem kolejne bomby. Już w przerwie pomiędzy trzecią i czwartą odsłoną sędzia trochę szukał pretekstu do przerwania pojedynku, pomimo iż Kuziemski krwawił jedynie z nosa. Na początku czwartej rundy Cleverly rozciął mu dodatkowo lewy łuk brwiowy i to starczyło arbitrowi do przerwania potyczki i ogłoszenia wygranej Nathana przez TKO, co kibice skwitowali gwizdami.
Aleksy Kuziemski pokazał się z bardzo dobrej strony, ale niestety po raz drugi nie wykorzystał szansy zdobycia tytułu mistrza świata.
W ciągu ostatnich 48 godzin o Aleksym Kuziemskim (21-2, 5 KO) zrobiło się szczególnie głośno i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż zbyt często polscy pięściarze nie rywalizują przecież o tytuły mistrzowskie prestiżowych organizacji. Aleksy ma swoje "10 minut", aktywni stali się także dziennikarze, przypominający jego zawodową karierę.
Moim celem jest jednak przypomnienie amatorskiej kariery Kuziemskiego, o której bądź wielu zapomniało, albo po prostu nie wie zbyt wiele. Aleksy urodził się 7 maja 1977 roku w Świeciu, ale bokserska karierę rozpoczął w 1992 r. (w wieku 15 lat) w bydgoskiej Astorii. Pierwszym sukcesem Kuziemskiego był srebrny medal wywalczony w maju 1995 r. na mistrzostwach Polski juniorów w Dzierżoniowie. Co ciekawe, 18-letni wówczas Aleksy, boksował w wadze ciężkiej (91 kg)! Po wspomnianym turnieju postanowił zrzucić zbędne kilogramy, i miesiąc później we Włocławku przystąpił do rywalizacji najlepszych młodzieżowców Polski w swojej koronnej kategorii, czyli półciężkiej. Zmiana wagi wyszła mu na dobre, wygrał wszystkie walki, zdobywając złoty medal. W tym samym roku zadebiutował na międzynarodowej arenie, docierając do finału juniorskiego turnieju w Salonikach.
Pierwsze lata kariery amatorskiej Kuziemskiego stały jednak pod znakiem balansowania między kategoriami - od średniej do ciężkiej, co nie przynosiło oczekiwanych skutków, czyli wielkich sukcesów. W kwietniu 1996 r. znów w wadze ciężkiej dotarł do finału młodzieżowych mistrzostw Polski w Kielcach, przegrywając decydujący o złocie pojedynek z Bartłomiejem Łukasikiem (starszym bratem znakomitej pięściarki, Karoliny Łukasik). Prawie rok później - w marcu 1997 roku już w barwach białostockiego Hetmana - zdobył kolejne srebro młodzieżowego czempionatu, przegrywając walkę finałową z Piotrem Wilczewskim. Miesiąc później zadebiutował na seniorskich mistrzostwach Polski we Włocławku, rewanżując się tam skutecznie "Wilkowi" i docierając do półfinału, w którym w 2. rundzie został poddany przez sekundanta w rywalizacji z Tomaszem Adamkiem.
Dawid Michelus dopiero we wrześniu skończy 18 lat, a już zdobył wszystko, co było do zdobycia w kraju w kategoriach wiekowych od kadeta do seniora. Jednakże jego finałowe zwycięstwo nad 22 -letnim Mateuszem Mazikiem, podczas marcowych mistrzostw Polski seniorów w Koninie, nie dla wszystkich było oczywiste. Walka rewanżowa tych dwóch zdolnych pięściarzy to jeden z kilku istotnych powodów, dla których warto wybrać się do Poznania na mecz miejscowego PKB z Hetmanem Białystok.
Rywalizacja Michelusa z Mazikiem będzie pilnie śledzona także w kontekście budowy polskiej kadry na olimpijskie kwalifikacje. Dawid, mimo młodego wieku, ma już na swoim koncie zwycięstwo nad tak znanym zawodnikiem jak wicemistrz świata z Mediolanu (2009), Tugstsogt Nyambayar z Mongolii. W swojej karierze przegrywał tylko 4 (!) razy - z mistrzami świata - Niemcem Theo Kretschlokiem (w gronie kadetów), dwukrotnie z Kubańczykiem Robeisy Ramirezem (w rywalizacji młodzieżowców) oraz ostatnio z gwiazdą ligi WSB, Johnem Joe Nevinem z Irlandii (brązowy medalista mistrzostw świata z 2009 roku).
Mateusz również odnosił międzynarodowe sukcesy w gronie kadetów i młodzieżowców. Podobnie jak wychowanek Sokoła Piła, zdobył brązowy medal młodzieżowych mistrzostw świata (Michelus w 2010 r., Mazik w 2006 r.). Zawodnik, na co dzień reprezentujący barwy RMKS Rybnik, ma poza tym w swoim dorobku aż 5 medali seniorskich mistrzostw Polski, w tym złoto, wywalczone w 2008 r.
W tym roku obaj prezentowani pięściarze demonstrują wysoką formę sportową. Michelus z 11 walk wygrał aż 10 (porażka tylko z Nevinem w finale Turnieju Stamma), natomiast Mazik z 10 pojedynków, na swoją korzyść rozstrzygnął 8 (przegrał z Michelusem i Anglikiem Gamalem Yafai podczas Turnieju Stamma). Kto wygra na ringu w hali CR AWF w Poznaniu? Zainteresowanych zapraszamy na mecz Elitarnej Ligi Bokserskiej, który transmitujemy na żywo na www.live.bokser.org.
Kilka dni temu mistrz świata federacji IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) udał się na obóz treningowy przed pojedynkiem unifikacyjnym z Davidem Haye'em (25-1, 23 KO), posiadaczem tytułu WBA. 35-letni Ukrainiec na miejsce przygotowań tradycyjnie wybrał miejscowość Going, położoną w austriackim Tyrolu. Co zadziwiające, "Doktor Stalowy Młot" stwierdził, że wcale nie jest przekonany, czy Brytyjczyk po raz kolejny nie zmieni swoich planów i nie zrezygnuje z konfrontacji.
- Na początku jeden z nas miał walczyć z nim wiosną 2009 roku w Londynie na stadionie klubu Chelsea, jednak obóz Haye'a nie mógł porozumieć się w sprawie wynajęcia Stamford Bridge. Straciliśmy czas, przenieśliśmy walkę na lato i miała się ona odbyć w Gelsenkirchen, ale do Niemiec Haye nie przyleciał. Następnie na jesieni David miał już na pewno zmierzyć się z Witalijem. Tymczasem w ostatniej chwili zmienił stanowisko o 180 stopni i w rezultacie podpisał umowę na walkę z Nikołajem Wałujewem. Chciałoby się wierzyć, że tym razem nie zrezygnuje. Właśnie dlatego nalegałem, aby w kontrakcie znalazł się zapis: 2 lipca David wychodzi do ringu jak pierwszy. Dopiero gdy tak się stanie, ostatecznie przekonam się, że nasz pojedynek się odbędzie - oznajmił Kliczko.
Wątpliwości ukraińskiego mistrza świata, o których mówi w rozmowach z dziennikarzami, raczej nie należy traktować zbyt poważnie. Trudno bowiem przypuszczać, aby Haye zrezygnował z pojedynku, który wygeneruje tak wielkie dochody. O ukraińsko-brytyjskiej konfrontacji mówi się już od przeszło dwóch lat, jest to zatem jedna z najlepiej wypromowanych walk w ostatnich latach. Szacuje się, że dochody za lipcowy pojedynek wyniosą nie mniej niż 20 milionów euro. Kliczko o pieniądzach zbyt dużo mówić nie chce. Pięściarz stwierdził natomiast, że aspekt finansowy starcia z Haye'em jest dla niego kwestią drugorzędną.
Fakt, że Damian Wrzesiński w tej walce będzie zastępował etatowych pięściarzy PKB w kat. 64 kg (Patryka Szymańskiego i Tomasza Mazura) i na dodatek rywalizował z najlepszym w tej chwili pięściarzem tej wagi w Polsce, nie powinien bynajmniej stawiać go na straconej pozycji. Bo z kim jak z kim, ale z Michałem Syrowatką ma tylko minimalnie gorszy bilans walk. Pięściarze rywalizowali ze sobą - jak dotąd - 11 razy, z czego 5 razy wygrywał pięściarz PKB a 6 razy as Hetmana. Co ciekawe Wrzesiński z aktualnym mistrzem Polski wygrał cztery ostatnie pojedynki (!), i to nawet w limicie 64 kg!
Tak, czy inaczej faworytem pojedynku będzie jednak 23-letni Michał Syrowatka, który znajduje się w życiowej formie, zwyciężając niemal wszystko, co jest do wygrania - w kraju i za granicą. Wychowanek Mazura Ełk w ciągu 2011 roku stoczył już 17 walk, z których tylko 1 przegrał. Dla porównania Damian Wrzesiński, mistrz Polski sprzed 3 lat (2008), w tym samym czasie wygrał 7 z 11 walk, ale w najważniejszych próbach zawodził.
Początek spotkania 2 kolejki Elitarnej Ligi Bokserskiej pommiędzy PKB Poznań a Hetmanem Białystok o godzinie 16:00. Transmisja na żywo na www.live.bokser.org.
Dziś w nocy w Morongo Casino Resort & Spa w Cabazon (Kalifornia) odbędzie się organizowana przez grupę Top Rank gala boksu zawodowego, na której w walce wieczoru rękawice skrzyżują Alfonso Gomez (22-4-2, 11 KO) i Calvin Green (21-5-1, 13 KO).
Żaden z głównych bohaterów eventu nie miał problemów ze zmieszczeniem się w umownym limicie 150 funtów. Znany z pierwszej edycji "Contendera" Gomez wniósł na wagę 148.4 funta, a jego przeciwnik idealnie trafił w górny limit.
Trener kadry, Stanisław Łakomiec, życzyłby sobie zapewne takiego kłopotu bogactwa w każdej kategorii, jakie ma w wadze średniej. Jeszcze w połowie ub. roku wydawało się, że niekwestionowanym liderem jest tam młody (22 lata), ale już zaprawiony w międzynarodowych startach, Kamil Szeremeta, były dominator kategorii do 69 kg. Tymczasem we wrześniu 2010 r. na turnieju z cyklu Grand Prix PZB w Pniewach zawodnik Hetmana przegrał jednogłośnie na punkty z 18-letnim wówczas Igorem Jakubowskim. Obaj pięściarze ponownie skrzyżowali rękawice w finale tegorocznych mistrzostw Polski w Koninie i znów, zdaniem sędziów,lepszym okazał się zawodnik PKB.
Wydaje się jednak, że te dwa wyniki nie wpłynęły na ranking trenera kadry, który konsekwentnie stawia na Szeremetę, mimo iż Kamil, w nowej kategorii, na międzynarodowym gruncie, od września ub. roku wygrał tylko 4 z 12 walk. Mimo to wszystko wskazuje na to, że to właśnie on będzie reprezentował Polskę na zbliżających się mistrzostwach Europy w Ankarze.
Nie ulega kwestii, że 22-letni Kamil Szeremeta to jeden z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy, ale wszystkie dotychczasowe sukcesy odnosił w kategorii do 69 kg. Jest dwukrotnym mistrzem Polski (2009-2010) i zwycięzcą Turnieju im. Feliksa Stamma. W trakcie swojej kariery pokonał m.in. dwukrotnego mistrza świata Serika Sapijewa z Kazachstanu.
Igor Jakubowski dopiero w sierpniu skończy 19 lat a już jest mistrzem Polski seniorów. Jego przebiega wzorcowo - wcześniej był młodzieżowym mistrzem Polski oraz mistrzem kraju kadetów oraz przywdziewał biało-czerwone barwy podczas mistrzostw Europy kadetów. W ciągu ostatnich 2 lat przegrał tylko jeden pojedynek - z Niemcem Konstantinem Buga w meczu Międzynarodowej Bundesligi, który odbył się w listopadzie ub. roku. Czy w sobotę podtrzyma tę znakomita passę? Przekonajcie się sami, oglądając zawody na miejscu w Poznaniu lub przed monitorami swoich komputerów na www.live.bokser.org.

Po kwietniowym, wyjazdowym zwycięstwie nad Pablo Navascuesem, nie próżnuje Grzegorz Proksa (24-0, 17 KO). 26-letni Posiadacz pasa EBU-EU w kategorii średniej od czasu do czasu postanawia urozmaicać swój trening i salę treningową zamieniać na rower. Jednego z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy nasza redakcja "przyłapała" na podjeździe w Międzybrodziu Żywieckim.
Grzegorz Proksa (24-0, 17 KO) jest bardzo zadowolony z faktu, że mógł się sprawdzić podczas ostatniej swojej walki z mocnym rywalem, jakim był Hiszpan Pablo Navascues (25-2-1, 16 KO).
- Cieszę się, że mogłem pobić się z Hiszpanem, ponieważ od jakiegoś czasu brakowało mi takiej walki z szanowanym zawodnikiem, który nie jest anonimowy. Brakowało mi tej adrenaliny, która towarzyszy takim wyzwaniom. Dzięki trenerowi Łapinowi idealnie wstrzeliliśmy się z formą. Dodatkowo bardzo pomogły mi sparingi z mistrzem świata Robertem Stieglitzem, niedawno obronił tytuł. Te sparingi dodatkowo mnie zmobilizowały - opowiada o swoich przygotowaniach "Super G".
- Pojechałem do Hiszpanii, choć wielu mi to odradzało, ponieważ jest to obcy teren, nieprzychylni sędziowie. Spodziewałem się dziwnych sytuacji, ale wszystko na szczęście dobrze się skończyło. Wygrałem w 9. rundzie i można powiedzieć, że teraz moja kariera nabrała rozpędu, takiego jakiego oczekiwałem - powiedział zadowolony pięściarz z Węgierskiej Górki.
- Jak zapowiadałem z moim promotorem Krzysztofem Zbarskim 2 lata temu, cały czas celujemy w tytuł mistrza Europy. Obroniłem pas mistrza Unii Europejskiej, i spokojnie czekamy na czerwcowy ranking organizacji EBU. Mam wielka nadzieję, że wreszcie uda mi się zdobyć pozycję obowiązkowego pretendenta do tytułu mistrza Europy. Wierzę, że zdobędę ten pas - kończy "Super G".
- Jeśli Grzegorz zdobędzie upragniony tytuł mistrza Europy, to stanie w tym samy rzędzie co Włodarczyk, Kołodziej czy Jackiewicz. Wgrana z tak markowym przeciwnikiem, zapewni mu też wielki skok w rankingach światowych federacji bokserskich - powiedział trener "Super G" Fiodor Łapin.
Po raz pierwszy od blisko pięciu lat Joel Julio (37-4, 31 KO) zbił zbędne kilogramy do wymaganego limitu kategorii półśredniej i pokonał dziś w nocy Angesa Adjaho (25-6, 14 KO). Znany z mocnego ciosu Kolumbijczyk tym razem zamiast się bić pokazał technikę i wcielając się w rolę kontr-boksera wypunktował pewnie swojego rywala. Po gongu kończącym dziesiątą rundę wszyscy sędziowie typowali 99:91 na korzyść Julio.
Podczas tej samej gali kolejne zwycięstwo do swojego rekordu dopisał olimpijczyk z Pekinu - Sadam Ali (13-0, 7 KO). Co ciekawe pomiędzy czwartym i piątym starciem jego potyczki z Johnem Revishem (10-4-2, 8 KO) z powodów technicznych nastąpiła kilkuminutowa przerwa.
Ali rzucił swojego rywala na deski w drugiej odsłonie, dominował w pozostałych rundach, lecz poczuł się zbyt pewnie i został za to skarcony w ostatnich sekundach. Co prawda nie był liczony, ale znalazł się w sporych tarapatach. Ostatecznie po ostatnim gongu wszyscy sędziowie punktowali jego wygraną w stosunku 79:72.
Billy Joe Saunders (9-0, 6 KO) to kolejny gorący prospekt rodem z Anglii w dywizji super średniej. Boksujący z odwrotnej pozycji olimpijczyk z Pekinu rozprawił się właśnie w drugiej rundzie z Kevinem Hammondem (8-7-1, 4 KO).
Saunders (na zdjęciu) od pierwszego gongu ostro ruszył na swojego rywala, dynamicznie bijąc na zmianę - raz na górę, raz po dole. Dwadzieścia sekund przed końcem drugiego starcia skosił rywala prawym hakiem w okolice żeber i ten z wielkim trudem postał na osiem. Billy nie zwykł marnować takich okazji i natychmiast poprawił tą samą akcją, odłączając na dobre przeciwnika od prądu.
Już 25 czerwca przed swoją pierwszą wielką szansą stanie Ryan Coyne (16-0, 6 KO), który zaatakuje Guillermo Jonesa (37-3-2, 29 KO) i należący do niego tytuł federacji WBA kategorii cruiser.
- Nie zacząłem przygotowań do tego pojedynku osiem tygodni temu, ale już w dniu podpisania kontraktu z Donem Kingiem. Guillermo to świetny bokser. Jest niedoceniany, choć w mojej ocenie to najlepszy ze wszystkich mistrzów tej dywizji. Będzie bardzo groźny i jeśli nie pokażę się z najlepszej strony, po raz pierwszy w karierze polegnę. Zawsze staram się dobrze i ciężko przygotować. Wiem doskonale co muszę zrobić by zwyciężyć 25 czerwca. Przystąpię do tego starcia zaledwie cztery mile od miejsca gdzie dorastałem w młodości i po tej walce będę nowym mistrzem świata - zapewnia Coyne.
Frankie Gavin (10-0, 8 KO) zdobył pierwszy poważny tytuł w karierze zawodowej. Mistrz świata amatorów sprzed czterech lat pokonał jednogłośną decyzją Younga Mutleya (29-6, 14 KO), zdobywając wakujący, interkontynentalny pas federacji WBO dywizji półśredniej.
Gavin dominował praktycznie w każdej z rund. Dobrze dystansował rywala prawym prostym, ładnie bił po dole, ale boksował w jednostajnym tempie i widać było, że zadowolił się wygraną na punkty. Mutley z kolei większość czasu spędził schowany za podwójną gardą, polując kilka razy na rundę pojedynczymi sierpami, na które jednak Frankie był przygotowany. Najciekawej tak naprawdę było po gongu kończącym szóste starcie, kiedy obaj nie przestali się bić i w końcu doszło do jakiegoś ostrzejszego spięcia. Po przerwie wszystko wróciło do normy i Gavin spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca. Sędziowie punktowali na jego korzyść 118:110 i dwukrotnie 119:109.
Ziggy Rozalski jest przekonany, że wrześniowy pojedynek Tomasza Adamka (44-1, 28 KO) z Witalijem Kliczką (42-2, 39 KO) o tytuł mistrza świata federacji WBC w kategorii ciężkiej będzie wspaniałym widowiskiem.
- Twierdzę, że to będzie największa walka w historii Europy. Gospodarzami tego pojedynku są Niemcy, my jesteśmy tylko partnerami, cieszymy się jednak, że starcie Adamka z Kliczką odbywa się w Polsce - wyjaśnił menedżer 34-letniego pięściarza z Gilowic.
Rozalski uważa, że Wrocław to dobra lokalizacja dla wszystkich zainteresowanych walką obu pięściarzy. - Ściągniemy na pojedynek bardzo wielu kibiców i z Niemiec, gdzie Kliczkowie mają wielu kibiców i z Ukrainy. Przede wszystkim będą jednak Polacy i dlatego już cieszymy się na tę walkę - dodał.
Promotor Adamka uważa, że jego podopieczny nie stoi w pojedynku z Ukraińcem na straconej pozycji. - Tomek jest dwukrotnym mistrzem świata, więc na pewno się nie przestraszy, w końcu jest przyzwyczajony do wygrywania i to będzie jego atutem w walce z Kliczką - stwierdził. - Witalij to bardzo wielki przeciwnik, wielki mistrz, ale Adamek na pewno będzie przygotowany tak, by powalczyć o ten tytuł. Wierzymy, że wszystko we wrześniowej walce będzie po naszej stronie - zakończył.
- Mam nadzieję, że zaprocentuje doświadczenie. Jestem o dziesięć lat starszy od Nathana Cleverly'ego, stoczyłem o wiele więcej walk. Do Anglii nie wyruszam jako „mięso armatnie", bo takie działanie nie jest w moim stylu - mówi "Przeglądowi Sportowemu" Aleksy Kuziemski (21-2, 5 KO), który dziś w londyńskiej O2 Arenie jako ósmy Polak dostąpi zaszczytu walki o tytuł mistrza świata.
Marzeniem Cleverly'ego jest walka z legendarnym „Katem" Bernardem Hopkinsem. Promotor pięściarza z Wysp Frank Warren stawia mu jeden warunek - musi utrzymać tytuł mistrza świata. Co na to Kuziemski? - Udowodnię, że ciągle stać mnie na dobre pojedynki. Do walk, które przegrywałem przygotowywałem się bardzo długo. Teraz tego czasu miałem mało, praktycznie tyle, ile wynosi spakowanie się i podróż do Londynu. Może więc świeżość okaże się metodą na sukces? - zastanawia się Polak. - Widziałem na DVD tylko jedną walkę mojego sobotniego przeciwnika. Jest sporo ode mnie wyższy, ale i z takimi bokserami sobie radziłem - dodaje z optymizmem Kuziemski.
Dzisiaj odbyło się oficjalne ważenie przed spotkaniem drugiej kolejki spotkań Elitarnej Ligi Bokserskiej, meczem pomiędzy Bukowiną Wałcz i Fenixem Warszawa. Spotkanie ligowe będzie transmitowane na żywo, od godziny 19:30 na www.live.bokser.org.
Wczoraj w Moskwie odbyła się ceremonia ważenia przed dzisiejszą walką Denisa Lebiediewa (21-1, 16 KO) z byłym mistrzem świata w czterech kategoriach wagowych Royem Jonesem Jr. (54-7, 40 KO). Cięższym okazał się Rosjanin, który wniósł na wagę 90,6 kg, wobec 89,9 kg Jonesa. Galę ze stolicy Rosji transmitować będzie stacja Polsat Sport. Początek bezpośredniej relacji o godzinie 17:00.
W 2. kolejce rozgrywek Elitarnej Ligi Bokserskiej (ELB) Bukowina Wałcz pokonała Feniksa Warszawa 16:0 a PKB Poznań wygrał z Hetmanem Białystok 14:10. Niestety spotkanie w Wałczu miało nieoczekiwany przebieg, bowiem trener warszawskiego klubu, Hubert Migaczew wszystkie walki kończył po pierwszej rundzie, poddając swoich zawodników, niezależnie od tego, czy mieli przewagę, czy też nie.
Cała ta sytuacja spowodowana była nadwagą lidera ekipy Feniksa i reprezentacji Polski, Michała Olasia, który na oficjalnym ważeniu miał 1,7 kg nadwagi, za co nie dopuszczono go do tego meczu, oddając gospodarzom punkty walkowerem.
Już tylko godziny dzielą nas od walki Aleksa Kuziemskiego (21-2, 5 KO) o tytuł mistrza świata federacji WBO wagi półciężkiej. Pięściarz z Białegostoku promowany jest przez Dariusza Snarskiego i to skłoniło mnie do pewnych refleksji. Mianowicie mała grupa, za którą nie stoją duże pieniądze, a gale pokazywane są z kilkudniowym opóźnieniem w telegraficznym skrócie, jest w stanie załatwić to, czego od kilku lat nie udaje się podobno największemu promotorowi w Europie środkowo-wschodniej. Czy jest to tylko przypadek, czy też może zbytnia bojaźliwość w prowadzeniu swoich podopiecznych? Przecież większość kibiców zapytanych o najlepszego polskiego "półciężkiego" bez wahania postawiłaby na Dawida Kosteckiego (36-1, 24 KO). Andrzej Wasilewski już od kilkunastu miesięcy, a wręcz od kilku lat mówi o "niedługiej walce Dawida o mistrzostwo świata", tymczasem championi się zmieniają, a sytuacja ambitnego "Cygana" ani trochę. Co prawda jest coraz wyżej w rankingach, ale w końcu kiedyś będzie musiał stanąć przed poważnym rywalem. Mający kończyć powoli zawodową karierę Piotr Wilczewski pojechał do jaskini lwa i zdobył w Finlandii tytuł mistrza Europy. Kuziemski za kilka godzin przystąpi do walki o pas WBO i nawet jeśli przegra, to przynajmniej będziemy znali jego prawdziwą wartość na tle absolutnej czołówki światowej, jaką niewątpliwie jest Nathan Cleverly (21-0, 10 KO), na "wyspach" namaszczony na następcę Joe Calzaghe. Dariusz Snarski czy grupa O'chikara Gmitruk Team nie załatwią może drugiego miejsca w federacji WBC, pomimo iż Dawid od czasu pokonania Grzegorza Soszyńskiego nie walczył z nikim notowanym choćby w 30. najlepszych bokserów świata. Traktowany jeszcze niedawno pół serio i walczący w wadze półśredniej Andrzej Fonfara (18-2-1, 9 KO) nie przejął się dwoma porażkami, bo przecież one nie hamują wcale kariery, tylko robił konsekwentnie swoje i jeśli tak dalej będzie się rozwijać, to jeszcze w tym roku stanie do walki z kimś znacznie lepszym niż ostatni rywale Kosteckiego, pomimo awansu aż o cztery dywizje do wagi półciężkiej. Fonfara nie ma pięknego rekordu, ale toczy zacięte potyczki z przeciwnikami o zbliżonych umiejętnościach, tymczasem Dawid już kilka razy zażenowany postawą swoich oponentów przepraszał za ich postawę kibiców zgromadzonych na hali i przed telewizorami. Dawid wygrywał efektownie, często już w pierwszej rundzie, tylko czy on robi takie postępy, jakie w ciągu ostatnich trzech lat poczynił Fonfara? Szczerze wątpię... A oto kilka znalezionych cytatów oraz obietnic względem kariery niezwykle barwnego i dodajmy bardzo utalentowanego boksera z Rzeszowa.
Andrzej Gmitruk nie pozbawia Davida Haye'a (25-1, 23 KO) szans na wygraną w walce unifikacyjnej z Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO), lecz jego faworytem w zaplanowanym na 2 lipca pojedynku jest 35-letni Ukrainiec. Jeden z najwybitniejszych szkoleniowców w historii polskiego boksu uważa, że szalę zwycięstwa na korzyśc posiadacza tytułów federacji IBF, IBO i WBO mogą przeważyć jego doświadczenie i konsekwencja w prowadzeniu walki. Postawa 30-letniego Brytyjczyka jest dla Gmitruka zagadką.
- David Haye jest dla mnie ciągle niewiadomą. Jest zawodnikiem bardzo dynamicznym, ma określone walory motoryczne, ale czy jego psychika wytrzyma konfrontację z doskonałym Ukraińcem? Nie wiem. Jeśli Haye trafi go lewym sierpowym lub zaskoczy inną akcją, to wygra tę walkę. Ja stawiam jednak na konsekwencję Władimira i jego olbrzymie doświadczenie. Jest to zawodnik, który dojrzał i nie ma sensu wracać do poniesionych przez niego porażek - mówi Gmitruk, mając na myśli trzy przegrane Kliczki na zawodowym ringu. Ostatnią z nich poniósł w 2004 roku, przegrywając przed czasem z Lamonem Brewsterem. Wcześniej "Doktor Stalowy Młot" przed czasem ulegał również Rossowi Purritty'emu oraz Corrie'emu Sandersowi (odpowiednio w 1998 i 2003 roku).
- Nie widzę pełnego obrazu Haye'a jako pięściarza. Niewiadomą jest jego odporność psychiczna i konsekwencja w walce. Musi wytrzymać emocjonalnie i zademonstrować wysoką skuteczność w akcjach ofensywnych. Wiadomo bowiem, że "nie może przyjąć", nie jest wybitnym defensorem. Jego obrona polega na balansie tułowia, a więc bardziej na ruchach naturalnych niż wyuczonych. To waga ciężka i wydarzyć może się wszystko, ale biorąc pod uwagę cały zespół elementów, które moim zdaniem zadecydują o wyniku tej walki, stawiam na Władimira Kliczkę - typuje wieloletni szkoleniowiec Tomasza Adamka, obecnie opiekujący się między innymi mistrzem Europy w wadze super średniej Piotrem Wilczewskim oraz Mateuszem Masternakiem, uznawanym za jeden z najwięszych talentów w polskim boksie.
Po tym jak Timothy Bradley odrzucił już drugą ofertę spotkania w ringu z Amirem Khanem (25-1, 17 KO), Anglik został bez rywala na zaplanowaną na 23 lipca galę. Natychmiast swoją gotowość zgłosił Marcos Rene Maidana (30-2, 27 KO), który po świetnej batalii uległ już raz Amirowi w grudniu ubiegłego roku.
- W chwili obecnej jestem oficjalnym pretendentem dla Amira i prędzej czy później będzie musiał dać mi rewanż. Nie mam wyznaczonego żadnego rywala na następną walkę, dlatego mam nadzieję na potyczkę z Khanem, który także nie ma z kim się bić - powiedział mocno bijący pięściarz z Argentyny.
Trwa gala w Moskwie. Były mistrz świata wagi lekkiej Nate Campbell (34-8-1, 25 KO) zanotował pierwsze zwycięstwo od ponad dwóch lat i wypunktował na dystansie ośmiu rund Sherzoda Nazarova (12-5, 10 KO). Po ostatnim gongu sędziowie typowali sukces Amerykanina 79:74, 80:74 i 79:73.
W innym pojedynku wschodząca gwiazda dywizji półciężkiej - Ismail Sillakh (16-0, 13 KO), zastopował w trzecim starciu Hamza Wanderę (12-3-2, 11 KO).
Mariusz Pudzianowski (3-2) pokazał kilka naprawdę ciekawych akcji, ale uległ ostatecznie w drugiej rundzie Jamesowi Thompsonowi.
Więcej o KSW 16 na SPORTY-WALKI.ORG
Wielką klasę pokazał za to Mamed Khalidov (23-4-2), który duszeniem gilotynowym poddał już w pierwszej rundzie wspaniałego Matta Lindlanda (22-9).
Dzisiaj w poznańskim hotelu Olimpia odbyło się oficjalne ważenie przed spotkaniem na szczycie drugiej kolejki spotkań Elitarnej Ligi Bokserskiej. W hali AWF-u w Poznaniu odbędzie się spotkanie dwóch najmocniejszych klubów amatorskich w Polsce - PKB Poznań i Hetmana Białystok. Spotkanie będzie transmitowane na żywo, od godziny 16:00 na www.live.bokser.org.
Już dzisiaj dojdzie do walki, na którą czeka od tygodni cała Anglia. Na ringu w nowoczesnej hali O2 Arena w Londynie zmierzą się dwie wschodzące gwiazdy brytyjskiego boksu. 23-letni George Groves (12-0, 10 KO) skrzyżuje rękawice ze starszym o dwa lata mistrzem Wielkiej Brytanii w wadze super średniej Jamesem DeGale (10-0, 8 KO).
Pikanterii całemu wydarzeniu dodaje fakt iż DeGale, złoty medalista olimpijski z Pekinu, przegrał przed laty właśnie z Grovesem. Z tym faktem DeGale wciąż nie może się pogodzić i stał się on się powodem wzajemnej niechęci obydwu pięściarzy, przeradzającej się momentami w prawdziwą nienawiść. Dodajmy do tego dwie rywalizujące ze sobą grupy promotorskie, czyli potężny Frank Warren reprezentujący interesy Jamesa z jednej strony i "Hayemaker" opiekujący się Georgem z drugiej.
Oczywiście kochający futbol Wyspiarze nie mogli zapomnieć o tym, że DeGale jest gorącym sympatykiem Arsenalu, a Groves kibicuje jego odwiecznemu rywalowi zza miedzy, czyli Tottenhamowi. Oprócz tego rywalizować będą ze sobą dwie osobowości. Cichy i małomówny George kontra pewny siebie, czasami arogancki James. To wszystko sprawiło, że fani boksu nie tylko na wyspach, ale i na całym świecie z niecierpliwością oczekują na pierwszy gong.
Dzisiejszy pojedynek o pas federacji WBO pomiędzy jego obrońcą Nathanem Cleverlym (21-0, 10 KO) i Aleksym Kuziemskim (21-2, 5 KO) odbędzie się w londyńskiej O2 Arenie. Prawa do jego transmisji w Stanach Zjednoczonych wykupiła amerykańska stacja Epix, która swoje walki pokazuje między innymi na telebimach w najbardziej atrakcyjnych punktach turystycznych. Podobnie jak marcowa konfrontacja Witalija Kliczki z Odlanierem Solisem, polsko-brytyjska konfrontacja zostanie pokazana na Times Square, najbardziej obleganym przez zwiedzających miejscu w Nowym Jorku.
Między innymi z tego powodu 24-letni Brytyjczyk starcie z dziesięć lat starszym Kuziemski traktuje jako okazję dio zaistnienia na amerykańskim rynku. Zawodnik promowany przez Franka Warrena zapowiada, że zechce stworzyć świetne widowisko. - To, że walka zostanie pokazana na Times Square, będzie stanowiło dodatkowy smaczek tej potyczki. Będzie to szansa, aby zostać zauważonym w USA. Wspaniale będzie więc zwyciężyć po dobrym występie - mówi Cleverly, który mistrzem WBO jest zaledwie od kilkudziesięciu godzin.
Pierwotnie to Cleverly miał walczyć o pas WBO jako pretendent z mistrzem tej organizacji Juergenem Braehmerem (36-2, 29 KO), jednak Niemiec na kilka dni przed walką poinformował o kontuzji. Jako, że była to już kolejna taka sytuacja (wcześniej zawodnik Universum wycofywał się z walk z Alejandro Lakatosem i Beibutem Szumenowem), pięściarz został pozbawiony tytułu, który przyznano Cleverly'emu. W tym momencie rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania przeciwnika dla brytykskiego zawodnika. Na walkę zgodził się zajmujący 14. lokatę w rankingu WBO Tony Bellew (15-0, 10 KO), jednak nie zdołał przygotować odpowiedniej wagi i szansę otrzymał Kuziemski, 11. zawodnik zestawienia WBO.
Dzisiaj w poznańskim hotelu Olimpia odbyło się oficjalne ważenie przed spotkaniem na szczycie drugiej kolejki spotkań Elitarnej Ligi Bokserskiej. W hali AWF-u w Poznaniu, o godzinie 16:00 rozpocznie się spotkanie dwóch najmocniejszych klubów amatorskich w Polsce - PKB Poznań i Hetmana Białystok. Spotkanie będzie transmitowane na żywo do 16:00 na www.live.bokser.org. Zapraszamy na zdjęcia z ważenia.
- Dla mnie to ogromna szansa by zaistnieć również w Ameryce, dlatego ważne dla mnie jest by wygrać i pokazać się z dobrej strony - mówi na godziny przed pojedynkiem Nathan Cleverly (21-0, 10 KO), który już dziś skrzyżuje w obronie pasa WBO wagi półciężkiej rękawice z Aleksym Kuziemskim (21-2, 5 KO).
- Od dwóch tygodni ciężko trenowałem. Boks jest nieprzewidywalny i nie możemy powiedzieć jak zakończy się nasza walka, ale zwycięstwo byłoby spełnieniem moich marzeń. Według mnie pojedynek potoczy się na pełnym dystansie - powiedział Polak, dodając przy okazji, że jego wzorem do naśladowania zawsze był inny Brytyjczyk, Lennox Lewis.
Aleksy Kuziemski to ostatni polski medalista mistrzostw świata w boksie amatorskim. W 2005 roku po Igrzyskach Olimpijskich w Atenach rozpoczął zawodową karierę w grupie Universum, gdzie przed laty boksował Dariusz Michalczewski. Dzięki wygranym nad tak znanymi pięściarzami jak Enad Licina, Peter Venancio czy Mahamed Aripgadzhiev (srebrny medalista olimpijski z Aten), Kuziemski zapewnił sobie w sierpniu 2009 roku pojedynek o wakujący tytuł z. Jurgenem Brahmerem. Pomimo dzielnej postawy, Aleksy przegrał wówczas przed czasem w jedenastej rundzie.
Kuziemski poza brązowym medalem mistrzostw świata (2003) ma na swoim koncie również brązowy medal mistrzostw Europy (2004).
Andrzej Fonfara (18-2, 9 KO) kontynuuje zwycięską passę. Kilka godzin temu 23-latek pochodzący z Warszawy, a na stałe mieszkający w USA, pokonał przez nokaut w 7. rundzie Anthony'ego Russella (16-3-1, 5 KO). Stawką pojedynku był wakujący tytuł WBO NABO w wadze półciężkiej.
Zwycięstwo w dobrze sobie znanej hali UIC Pavilion w Chicago było ósmą wygraną Fonfary z rzędu (tak naprawdę dziewiątą, ale starcie ze Skylerem Thompsonem z czerwca 2009 roku zostało uznane za nieodbyte) i szóstym kolejnym zwycięstwem przed czasem. Poprzednio imponujący warunkami fizycznymi Polak (188 cm wzrostu) walczył 9 kwietnia w Newark, kiedy to pokonał przez KO w 4. rundzie Raya Smitha. W głównej walce wieczoru wystąpił wówczas Tomasz Adamek, który pokonał na punkty Kevina McBride'a.
Zapraszamy do obejrzenia, w jaki sposób Andrzej Fonfara (18-2, 9 KO) odniósł swoje 18. zwycięstwo na zawodowym ringu. Ubiegłej nocy w hali UIC Pavilion w Chicago 23-letni Polak znokautował w 7. rundzie Anthony'ego Russella (16-3-1, 5 KO). Była to ósma wygrana Fonfary z rzędu i szóste kolejne zwycięstwo przed czasem.

Trwa gala w Londynie (Polsat Sport Extra), podczas której Aleksy Kuziemski (21-2, 5 KO) skrzyżuje rękawice z mistrzem świata federacji WBO w wadze półciężkiej, Nathanem Cleverlym (21-0, 10 KO). W tym temacie możecie wymieniać się opiniami na temat walki Polaka oraz całej gali.
W spotkaniu drugiej kolejki Elitarnej Ligi Bokserskiej, zespół PKB Poznań pokonał u siebie gości z Hetmana Białystok 14:10. Zapraszamy na fotorelację z meczu.
Z powodu poważnej kontuzji oka w walce z Mannym Pacquiao przeciąga się powrót do boksu Antonio Margarito (38-7, 27 KO), który był zmuszony odwołać wrześniową potyczkę rewanżową z Miguelem Cotto. W prasie pojawiły się nawet informacje o rychłym zakończeniu kariery przez "Tony'ego", ale sam pięściarz zaprzecza tym doniesieniom.
- Moja siatkówka oka nie jest uszkodzona i wcale się nie odkleiła. Jestem umówiony na spotkanie z Bobem Arumem, bo jedyne co na razie wiadomo, to że nie mogę walczyć we wrześniu. Lekarze nie dali mi po prostu zielonego światła i muszę teraz konsultować się ze specjalistami. Nie ma żadnych uszkodzeń siatkówki, ja pozostaję w treningu i nawet zacząłem lekko sparować, na co pozwolili lekarze. Wszystko z moim okiem jest w porządku - zapewnia dwukrotny mistrz świata wagi półśredniej.
Po bardzo dobrej walce Denis Lebiediew (22-1, 17 KO) znokautował ciężko Roya Jonesa Juniora (54-8, 40 KO) na sekundy przed końcem ostatniej, dziesiątej rundy.
Roy w 80. sekundzie szybko doskoczył do Rosjanina i serią lewy-prawy trafił idealnie na głowę rywala. Podrażniony Lebiediew ruszył by odpowiedzieć, jednak nadział się na kontrę w postaci bezpośredniego prawego Amerykanina. Denis w drugim starciu wobec przewagi szybkości przeciwnika oraz szczelnej gardy skoncentrował się na mocnych ciosach na korpus. Kilka razy mocno trafił, lecz na Royu nie zrobiło to większego wrażenia.
W trzeciej odsłonie silniejszy fizycznie Rosjanin ruszył trochę agresywniej na Jonesa Juniora i kilka razy zepchnął do lin, lecz ten w ostatniej akcji ładnie skontrował. Świetna w wykonaniu Roya była runda czwarta. Kilka razy skontrował z defensywy Lebiediewa, jednak poczuł się zbyt pewny siebie i piętnaście sekund przed końcem po lewym prostym Denisa ugięły się pod nim nogi. Lebiediew doskoczył, poprawił kilka razy, ale Amerykanina z opresji wyratował gong. Kolejne trzy minuty przeboksował w obronie, bo chyba jeszcze odczuwał skutki ciężkich ciosów oponenta z poprzedniego starcia. Szósta runda również należała do Lebiediewa, który agresywnie nacierał na swojego przeciwnika i kilka razy "ustrzelił" go swoim prawym prostym.
W siódmej odsłonie poza jedną świetną kontrą z prawej ręki Jones znów cały czas boksował na wstecznym biegu, natomiast Rosjanin lewym sierpowym kilka razy przedarł się przez jego podwójną gardę. W ósmej rundzie Lebiediew był blisko wygranej przed czasem, lecz o dziwo Jones powrócił w wielkim stylu zaraz po przerwie i po lewym sierpowym pod Rosjaninem ugięły się nogi i zatańczył, ratując się za moment klinczem.
Gdy wydawało się, że legendarny bokser ma szansę powrócić w wielkim stylu, w ostatnich sekundach pojedynku Lebiediew trafił krótkim lewym, poprawił prawym sierpowym i Roy zawisł na linach. Sędzia nie wkroczył jednak do akcji i Denis poprawił straszliwym prawym podbródkowym, po którym Junior ciężko znokautowany padł na matę i pozostał na niej ponad minutę. Tak więc Denis Lebiediew wygrywa przez ciężki nokaut w dziesiątym starciu!
Trochę zmieniony tytuł jednej z najgłośniejszych nowel Ernesta Hemingwaya, pasuje do dzisiejszego pojedynku Bernarda Hopkinsa (51-5-2, 32 KO) z Jeanem Pascalem (26-1-1, 16 KO) wprost idealnie. 46-letni ‘Kat z Filadelfii’ podobnie jak stary rybak Santiago z utworu sławnego laureata nagrody Nobla, musi się dzisiaj zmierzyć z godnym przeciwnikiem. W rolę groźnego marlina wcieli się pochodzący z Haiti król federacji WBC i IBO kategorii półciężkiej.
Niewątpliwie 28-letni Pascal musiał ciężko pracować na swoje bokserskie nazwisko. W 28 pojedynkach przegrał tylko raz, po niezwykłej i zaciętej bitwie z Carlem Frochem (27-1, 20 KO) w 2008 roku. Zwycięsko wychodził ze starć z takimi półciężkimi jak Adrian Diaconu (27-2, 15 KO), Chad Dawson (29-1, 17 KO), czy mimo sprzecznych opinii Bernard Hopkins.
Czy stanie się cud?
Dzisiaj podczas tak oczekiwanego przez wszystkich kibiców rewanżu, na pewno będzie mógł liczyć na ponowne wsparcie 16 tysięcznej widowni, zgromadzonej przy ringu w Bell Centre w Montrealu. W swojej nowej ojczyźnie, do której przybył z odległego Haiti jako dziecko, Jean nie raz udowadniał, że ma serce do walki. Bitwa jaką stoczył z ‘Kobrą z Nottingham’ o wakujący pas federacji WBC w wadze super średniej, została uznana za jedną z najlepszych walk roku 2008. W grudniu 2009 pokazał również niezwykły upór i ambicję, tocząc walkę z pochodzącym z Rumunii Diaconu, mając kontuzjowany bark.
Mimo tego wciąż wszyscy zadają sobie pytanie nie o Pascala, bo to nie on zaprząta głowy kibiców. Wszyscy chcą wiedzieć, czy Hopkins mając 46 lat na karku zdoła ponownie zdobyć mistrzostwo świata?
Dokładnie 5 miesięcy temu żywa legenda boksu zawodowego po raz pierwszy skrzyżowała rękawice z ulubieńcem kanadyjskiej publiczności. Już w pierwszej rundzie Hopkins znalazł się na deskach, następnie podobny los spotkał go w trzeciej. Gdy wydawało się, że młodszy o 18 lat (!!) rywal odniesie kolejne łatwe zwycięstwo, doświadczony Hopkins złapał wiatr w żagle i zdaniem większości obserwatorów to jego ręka powinna powędrować w górę po końcowym gongu.
Od tego czasu Hopkins pozostawał nieaktywny. Pascal natomiast pierwotnie miał zmierzyć się z Dawsonem, którego sensacyjnie pokonał przed czasem w 11 rundzie. Zwłaszcza, że pokonany pięściarz miał w kontrakcie klauzulę gwarantującą mu rewanż. Jednakże potężna stacja HBO, która transmituje dzisiejszy pojedynek, nie zaakceptowała Chada. Uważając słusznie, iż walka z ‘Egzekutorem’ będzie wzbudzać większe zainteresowanie na całym świecie. Tak oto dzisiaj w nocy czeka nas prawdopodobnie kolejne 12 ekscytujących rund.
- Jeśli dasz radę mnie pobić, zrób to - zwrócił się do Denisa Lebiediewa (21-1, 16KO) jego dzisiejszy rywal, legendarny Roy Jones Jr (54-7, 40 KO). Przypomnijmy, że walkę na żywo transmitować będzie od godziny 17:00 na swojej antenie Polsat Sport.
- Kiedy Denis wyjdzie na ring, chcę by był agresywny, głodny wygranej i by walczył tak, jakby wolał umrzeć niż przegrać. Tego mu zabrakło w ostatnim występie - ocenił z kolei równie znany przed laty trener Rosjanina, wspaniały Kostya Tszyu.