Przed dzisiejszym półfinałem turnieju "Super Six" wczoraj główni bohaterowie stanęli na wadze. Zarówno Andre Ward (23-0, 13 KO) jak i Arthur Abraham (32-2, 26 KO) uzyskali wymagany limit kategorii super średniej, wynoszący168 funtów. Amerykanin ważył dokładnie 168, a Abraham 167, czyli blisko pół kilograma mniej.
Słowa dotrzymał Chris Arreola (30-2, 26 KO), który wnosząc na skalę 106 kilogramów (234 lbs) okazał się najlżejszy od czterech lat. Jego rywal - Nagy Aguilera (16-5, 11 KO) ważył za to najwięcej od dwóch lat, dokładnie 108 kilogramów (238 lbs).
Już dzisiaj na ringu w meksykańskim Durango swoje umiejętności pięściarskie zaprezentuje mistrz świata federacji IBF w wadze super muszej Christian Mijares (41-6-2, 18 KO). Przeciwnikiem 29-latka z miasta Gomez Palacio, będzie młodszy o dwa lata Carlos Rueda (16-4-1, 13 KO) z Nikaragui. Początkowo przeciwnikiem Meksykanina miał być były mistrz Europy w wadze koguciej Malik Bouziane (13-1-1, 1 KO). Niestety, pochodzący z Francji pięściarz wycofał się z pojedynku, a jego miejsce zajął Rueda.
Zdecydowanym faworytem wydaje się być oczywiście doświadczony czempion IBF, który na zawodowstwo przeszedł już w wieku 15 lat. Podczas swojej długiej kariery piastował już tytuł mistrza świata federacji WBC, który wywalczył w roku 2006. Zdetronizował go dopiero dwa lata później wojowniczy Vic Darchinyan (36-3-1, 27 KO), zwyciężając Meksykanina przed czasem w 9. rundzie. Wcześniej Mijares zwyciężał tak cenionych rywali, jak chociażby przeżywającego ostatnio swoją drugą młodość Jorge Arce (57-6-2, 44 KO) lub Alexandra Munoza (35-4, 27 KO). Tytuł IBF Christian wywalczył w grudniu 2010 roku, pokonując jednogłośnie na punkty swojego rodaka, twardego Juana Alberto Rosasa (33-6, 26 KO).
Mijares słynie z przeprowadzania pięknych, technicznych akcji. Podczas pojedynków nigdy nie nastawia się na nokaut, starając się precyzyjnie punktować swoich rywali. Ciekawe, jak poradzi sobie w starciu z oponentem, który nie mając nic do stracenia będzie chciał sprawić niespodziankę?
W spotkaniu dwóch byłych mistrzów świata dawny champion WBO kategorii junior półśredniej - Kendall Holt (27-4, 15 KO), uporał się z dwukrotnym posiadaczem pasa IBF w wadze lekkiej, Julio Diazem (38-7, 27 KO).
Tym razem pięściarze zmierzyli się w limicie dywizji półśredniej i ten przeskok znacznie lepiej wypadł dla Holta. W trzeciej rundzie wystrzelił potwornym lewym sierpowym, po którym Julio wydawał się półprzytomny i sędzia słusznie przerwał pojedynek.
Podsumowując miniony tydzień, opisujemy komu sprzyjało w nim szczęście, a komu najwyraźniej nie.
1. Z pewnością jednym z najszczęśliwszych bokserów na Ziemi był w zeszłą sobotę 31-letni Jorge Arce (57-6-2, 44 KO). Ambitny Meksykanin pokonał przed czasem Wilfredo Vazqueza Jr (20-1-1, 17 KO), zgarniając przy okazji pas mistrza świata federacji WBO w wadze super koguciej. Po raz kolejny potwierdziła się stara bokserska prawda, że z meksykańskimi pięściarzami jest jak z winem. Im starsi, tym lepsi.
2. Kolejnym zawodnikiem, który miał powody do zadowolenia, musiał być także Floyd Mayweather Jr (41-0, 25 KO). Czemu? Z bardzo prostego powodu. Po tym co pokazał w ringu jego odwieczny rywal Pacquiao w starciu z Mosleyem, wszyscy znawcy zgodnie stwierdzili, że jedynym logicznym konkurentem dla Filipińczyka jest właśnie on.
3. Cuda w boksie zdarzają się rzadko, a już szczególnie na ringach niemieckich. Dlatego możemy sobie wyobrazić radość Daniela Geale (25-1, 15 KO), który zdetronizował i to na punkty (!) niemieckiego mistrza federacji IBF w wadze średniej Sebastiana Sylvestra (34-4-1, 16 KO). Australijczyk pewnie wciąż nie może uwierzyć w to, co się stało. Podobnie zresztą jak nasi zachodni sąsiedzi.
Jak zwykle groźny Jorge Arce (57-6-2, 44 KO) w ostatnią sobotę sprawił nie lada niespodziankę pokonując Wilfredo Vazqueza Jr. (20-1-1, 17 KO) przełamując go w ostatniej, dwunastej rundzie. Aktualny czołowy "kogut", Eric Morel (44-2, 22 KO) twierdzi, że błędem młodego "Papito" było wdawanie się w wymiany z nieustępliwym i bardziej doświadczonym Arce i to było przyczyną pierwszej porażki w rekordzie.Dzięki wsparciu opiekującej się nią w Polsce Fundacji Global Boxing oraz współpracy z klubem Boks Poznań, Karolina Owczarz miała możliwość sprawdzić swoje umiejętności pod okiem dwóch znakomitych poznańskich szkoleniowców, Wojciecha Komasy i Sebastiana Rzadkiewicza. Zapraszamy na fragment treningu Karoliny z trenerem Komasą.
Wszystko wskazuje na to, że jeden z najlepszych aktywnych zawodowców, Sergio Martinez (47-2-2, 26 KO) powróci na ring 1 października na antenie stacji HBO. Agent Argentyńczyka Sampson Lewkowicz wskazuje dwóch potencjalnych przeciwników: Sebastiana Zbika (30-0, 10 KO), jeśli ten wygra swoją walkę z Julio Cesarem Chavezem Jr (42-0-1, 30 KO) oraz obowiązkowego pretendenta WBC wagi średniej Marco Antonio Rubio (50-5-1, 43 KO). Na gali ma również wystąpić Peter Manfredo Jr (37-6, 20 KO).
Już tylko godziny dzielą nas od potyczki w półfinale turnieju "Super Six" pomiędzy Arthurem Abrahamem (32-2, 26 KO) i Andre Wardem (23-0, 13 KO). Bukmacherzy z firmy UNIBET nie mają żadnych wątpliwości i stawiają na dość łatwe zwycięstwo Amerykanina, płacąc na niego niewielki kurs 1,20. Jeśli natomiast wygra Abraham, a my tak wcześniej obstawimy, wzbogacimy się w stosunku 4,33 do jednego. Za każdą złotówkę postawioną na remis dostaniemy z powrotem 30,00. A oto inne oferty przygotowane z okazji tego pojedynku przez UNIBET:
Czy walka skończy się przed czasem?
TAK - 1,48, NIE - 2,45
GRAJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Ward przed czasem - 3,60
Ward na punkty - 1,60
Abraham przed czasem - 6,50
Abraham na punkty - 15,00
Wygrana Warda w rundach od 1 do 3 - 13,00
Wygrana Warda w rundach od 4 do 6 - 11,00
Wygrana Warda w rundach od 7 do 9 - 10,00
Wygrana Warda w rundach od 10 do 12 - 13,00
Wygrana Abrahama w rundach od 1 do 3 - 30,00
Wygrana Abrahama w rundach od 4 do 6 - 23,00
Wygrana Abrahama w rundach od 7 do 9 - 16,00
Wygrana Abrahama w rundach od 10 do 12 - 19,00
Jeden z największych prospektów wagi lekkiej, Sharif Bogere (20-0, 12 KO) dzisiejszej nocy stanął przed pierwszym poważnym testem w zawodowej karierze. Jego przeciwnikiem był Meksykanin Raymundo Beltran (24-5, 16 KO) i tak jak można było się spodziewać, postawił solidny opór niespełna 23 letniemu zawodnikowi z Ugandy.
Kermit Cintron (32-3-1, 28 KO) ma zaklepany pojedynek na 9 lipca. Ofertę stoczenia z nim walki odrzucił niedawno Joshua Clottey (35-4, 20 KO), ale jak sam twierdzi, wyłącznie z powodów finansowych i jeśli tylko pieniądze będą się zgadzały, on jest gotów wyjść naprzeciw "Kilera".
- Oferta pieniężna jaką mi złożono była po prostu zbyt mała. Pragnę być traktowany poważnie, a ta propozycja nie była fair w stosunku do mnie. Nie żądam jakiś wielkich pieniędzy, jedynie chcę być opłacany na tyle na ile zasługuję. Już dwukrotnie byłem zakontraktowany do walki z nim, lecz on się wtedy wycofywał. Jeżeli oferta będzie odpowiednio wysoka, wyjdę do ringu by spotkać się z Cintronem - powiedział Clottey, który pozostaje nieaktywny już od czternastu miesięcy, czyli od czasu porażki z Mannym Pacquiao.
Zapraszamy na wywiad z Dariuszem Snarskim, promotorem grupy Boxing Production. Nagranie zostało zarejestrowane po gali Tczewski Boxing Show, inauguracyjnej dla nowej grupy CK Promotions. "Snara" w wywiadzie zdradził nam plany dla swojej grupy w tym roku.
Dzisiaj odbyły się półfinałowe walki VI Międzynarodowego Turnieju im. Roberta Kopytka w Jaworznie. Na zaproszenie Jawor Teamu odpowiedziały wszystkie zaproszone drużyny które w licznej obsadzie pojawiły się na Osiedlu Stałym w Jaworznie. Przyjechały również trzy zagraniczne ekipy: z Ukrainy, Kosowa i czeskiej Ostrawy. Z polskich ekip pojawiły się drużyny: Hetmana Zamość, Gierałtowic, Mysłowic, Myszkowa, Knurowa, Jastrzębia, Częstochowy, Kielc, Górnika Wieliczka, Wisły Kraków, Kleofasa Katowice, Rybnika, Ostrowca Świętokrzyskiego, Tarnowa, Ożarowa, Żywca, Sosnowca, Łodzi, Tychów, Rudy Śląskiej oraz Busko-Zdroju.
Do Jaworzna przybył także były kolega z drużyny i serdeczny przyjaciel Roberta, Fiodor Łapin, wraz z wychowankami Grzegorzem Proksą i Kamilem Młodzińskim. Otwarcia turnieju dokonała żona Roberta - Małgorzata Kopytek wraz z Andrzejem Filipkiem, prezesem Śląskiego Związku Bokserskiego, który wręczył licencjat świeżo upieczonemu sędziemu AIBA Maciejowi Trojanowi z Jaworzna.
W dzisiejszym dniu mogły się spodobać publiczności pojedynki Tokarza (BKS Concordia Knurów), który pokonał jednogłośnie na punkty Kraczałę z Kleofasa Katowice. Dobrą walkę stoczył Huzior (Mysłowice), pokonując Porębskiego z Sosnowca. Sensacyjnie zakończył się pojedynek mistrza Polski juniorów Rzadkosza (Wisła Kraków), który zdecydowanie uległ na punkty Parzęczewskiemu z Częstochowy. Krzysztof Kopytek (Jawor Team) stoczył bardzo ładną walkę pokonując Dywala (Ożarów) przez RSC.
Ciekawie zapowiadają się jutrzejsze finały, które od godz. 10.00 zakończą VI MTB im. Roberta Kopytka.
Nie lubię go, bo gada jak Borat - opisuje rywala David Haye. Kiedy on i Władimir Kliczko wypowiadają się o sobie, nie wiadomo, gdzie kończy się autentyczna niechęć, a zaczyna marketing.
Ich walka w sumie o trzy tytuły mistrza świata wagi ciężkiej (WBA należący do Brytyjczyka i IBF oraz WBO Ukraińca) odbędzie się w Hamburgu 2 lipca. Kampanie negocjatorów, menedżerów i promotorów, pracujących w znoju, aby do niej doszło, trwały od przynajmniej dwóch lat. Pierwszy raz spotkali się oko w oko 27 kwietnia 2008 w Excel Arena w Londynie. Haye - jako mistrz świata kategorii juniorciężkiej - właśnie robił szum medialny wokół awansu do najwyższej wagi. Dopadł Władimira na ruchomych schodach i w świetle umówionych kamer pytał Ukraińca dramatycznym głosem, dlaczego nie chce z nim walczyć. Rok później walka była umówiona, jednak Haye wycofał się z powodu kontuzji.
Witalij Kliczko (42-2, 39 KO), który 10 września stanie oko w oko z naszym Tomaszem Adamkiem, zabrał głos w sprawie potyczki swojego młodszego brata - Władimira (55-3, 49 KO), z championem WBA, Davidem Haye'em (25-1, 23 KO).
- Cieszę się, że mój brat w końcu spotka się z Haye'em w ringu, choć do końca nie ma przecież takiej pewności. David w przeszłości już wycofywał się bowiem w ostatniej chwili. To taki pies, który dużo szczeka, jednak nie gryzie. Jestem przekonany, iż 2 lipca Władimir go pokona, a Haye będzie leżał na deskach - powiedział Witalij.
Mistrz świata federacji WBA w kategorii junior półśredniej Amir Khan (25-1, 17 KO) wierzy w zwycięstwo swojego rodaka Davida Haye'a (25-1, 23 KO) nad Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO). Do unifikacyjnego starcia w wadze ciężkiej pomiędzy posiadaczem tytułu organizacji WBA (Haye) a czempionem IBF, IBO i WBO (Kliczko) dojdzie 2 lipca na piłkarskim stadionie klubu HSV w Hamburgu.
- Kliczko to dobry pięściarz, ale mam wątpliwości, czy kiedykolwiek walczył z kimś tak szybkim i twardym jak David. Ukrainiec na pewno spróbuje nie dopuścić Haye'a do półdystansu, ale w końcu popełni mnóstwo błędów i przegra - uważa 24-letni "King Khan", który swoją kolejną potyczkę stoczy 23 lipca. Niestety, nie będzie to walka unifikacyjna z Timothym Bradleyem, którą zapowiadano od miesięcy. Nazwiska rywala Khana wciąż nie ogłoszono.
Jeszcze nie tak dawno temu Arthur Abraham (32-2, 26 KO) uważany był za ringowy postrach, który zmiata rywali ze zwierzęcą siłą. Brutalny nokaut, jaki zaserwował Jermainowi Taylorowi (28-4-1, 17 KO) na początku turnieju "Super Six", tylko utwierdził znawców pięściarstwa w przekonaniu, że pochodzący z Armenii "Król", jest poważnym kandydatem do końcowego zwycięstwa w zawodach.
Niestety kolejne pojedynki sprawiły, że marzenia o międzynarodowych sukcesach byłego czempiona federacji IBF pękły jak mydlana bańka. Abraham z faworyta stał się turniejowym chłopcem do bicia. W konfrontacji z innymi uczestnikami okazał się za mały, zbyt ograniczony boksersko i za wolny. Czy dzisiaj podczas starcia ostatniej szansy z Andre Wardem (23-0, 13 KO) będzie tak samo?
ARTHUR ABRAHAM O POJEDYNKU Z WARDEM W ROZMOWIE Z BOKSER.ORG >>
27 listopada 2010 roku w Helsinkach była mroźna noc. Równie zmrożone strachem były serca kibiców Arthura, którzy oglądali jak Carl Froch (27-1, 20 KO) deklasuje ich ulubieńca i zgarnia w nagrodę wakujący pas federacji WBC w wadze super średniej. Wydaje się, że porażka ta boleśnie obnażyła wszystkie braki zawodnika grupy Sauerland Event, a jego samego załamała. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej przegrał przez dyskwalifikację z niewygodnym mańkutem z Michigan Andre Dirrellem (19-1, 13 KO). Do czasu feralnego ciosu w 11 rundzie, po którym został zdyskwalifikowany, Abraham wyraźnie przegrywał z szybszym i ruchliwym rywalem, ruszając się w ringu wolno jak robot.
Seth Mitchell (22-0-1, 16 KO) z każdą walką przekonuje do siebie coraz większą rzeszę kibiców i specjalistów. Początkowo traktowany tylko jako ładnie zbudowany były futbolista, w ostatnich miesiącach coraz szybciej nokautuje coraz bardziej znanych rywali. Dziś w nocy jego ofiarą padł twardy i groźny Evans Quinn (20-6-1, 18 KO).
Mitchell (na zdjęciu) od pierwszego gongu w swoim stylu ostro ruszył na przeciwnika, skracał dystans i z bliska okładał Quinna mocnymi sierpami. W końcu po jednej z takich serii Evans padł na deski pół minuty przed końcem pierwszej rundy i choć wydawało się, że da radę jeszcze się podnieść, popatrzył na Setha czekającego już na dokończenie roboty w przeciwnym narożniku i postanowił się poddać.
Były mistrz świata w czterech kategoriach wagowych Roy Jones Jr (54-7, 40 KO) w sobotnią noc spotka się na ringu w Moskwie z Denisem Lebiediewem (21-1, 16 KO). Amerykanin nagrał nawet piosenkę, do której wejdzie na ring.
- Kiedy miesiąc temu robiłem trase promocyjną w Moskwie, zapytano mnie, czy nie chciałbym nagrać jakiegoś utworu. Nie spodziewałem się, że mam tu tylu fanów - zainspirowało mnie to i stworzyłem kawałek. Mam nadzieje, że ludzie go polubią - powiedział Jones.
Zapytany, jak się czuje przed sobotnią walką, odpowiedział, że zostało mu tylko odliczać dni do starcia. - Dostosowałem się już do zmiany czasu. Jestem w bardzo dobrej formie i nie mogę się doczekać batalii - zapewnia Jones.
Andrzej Gmitruk, wieloletni szkoleniowiec Tomasza Adamka (44-1, 28 KO) uważa, że jego były podopieczny jest w stanie pokonać Witalija Kliczkę (42-2, 39 KO) i sięgnąć po tytuł mistrza świata w swojej trzeciej kategorii wagowej. Do pojedynku, którego stawką będzie należący do 39-letniego Ukraińca pas federacji WBC w wadze ciężkiej, dojdzie 10 września na 40-tysięcznym stadionie we Wrocławiu.
Przed wrześniowym pojedynkiem kibice 34-letniego "Górala" zastanawiają się, jak Polak poradzi sobie z ciosami Kliczki, które słyną z wielkiej siły. Mówi się, że Adamek jeszcze nigdy nie zmierzył się z tak silnie bijącym przeciwnikiem. Gmitruk zauważa jednak, że Kliczko w swojej karierze również nie walczył z zawodnikiem o takich atutach, jakie posiada pięściarz z Gilowic.
- Biorąc pod uwagę dziesięć lat pracy z Tomkiem, w walce z Kliczką życzę mu zwycięstwa. Jest zawodnikiem nietuzinkowym, przez lata dochodził do swojego sukcesu. Scenariusz walki trudno przewidzieć, natomiast jedno jest pewne. Witalij Kliczko nie boksował z tak zdeterminowanym, tak dobrze wyszkolonym zawodnikiem, o takiej motoryce i możliwościach. Poza tym takie miejsce, jak 40-tysięczny stadion we Wrocławiu, a także atmosfera, polscy kibice, potrafią robić wrażenie na zawodniku i uskrzydalć go. Tomek Adamek jest tak ruchliwym i konsekwentnym zawodnikiem, że będzie bardzo wymagającym przeciwnikiem dla Kliczki. Absolutnie nie stawiałbym go na straconej pozycji, wręcz odwrotnie. Uważam, że ma szansę wygrać tę walkę - twierdzi jeden z najlepszych polskich szkoleniowców w historii.
Kolejny dwumetrowy wieżowiec Tom Dallas (15-0, 11 KO) został okrzyknięty przez Anglików następnym prospektem kategorii ciężkiej. Te rewelacje należy jednak traktować z przymróżeniem oka po tym co wczoraj wieczorem pokazał z jak zwykle groźnym i szalenie niewygodnym Zackiem Page'em (21-35-2, 7 KO), który w przeszłości pokonywał już tak znanych zawodników jak choćby Kevin McBride (2010), wówczas trzynasty według WBA Sebastian Koeber (2010), czy Lou Del Valle (2006).
Tym razem doświadczony Amerykanin również okazał się wartościowym testem i sprawił wiele problemów silnemu, acz mało ruchliwemu Dallasowi. Po ośmiu rundach sędzia ringowy Ian John-Lewis wypunktował tę walkę na korzyść Anglika 78:76, choć werdykt wzbudził sporo kontrowersji na trybunach. Tak oto na tle tego pojedynku znacznie korzystniej wypadł na przykład inny Brytyjczyk - Tyson Fury, ktory pokonał Page'a na punkty w znacznie lepszym stylu.
Dzisiejszej nocy oczy bokserskiego świata będą zwrócone w stronę pojedynku Arthura Abrahama (32-2, 26 KO) z Andre Wardem (23-0, 13 KO). Obaj panowie rywalizują o finał turnieju Super Six w wadze super średniej.
Amerykanin zapytany o styl Abrahama odpowiedział, że Niemiec będzie zasłonięty, ale od czasu do czasu poszuka nokautującego ciosu. - Jego siłą jest to, że wierzy w swoją moc. Ma dobrą reputację i jest bardzo silny fizycznie. Schowa się za podwójną gardą, a potem będzie chciał mnie znokautować - taki już jest - stwierdził Ward.
W drugim półfinale turnieju Super Six zmierzą się Carl Froch (27-1, 20 KO) i Glen Johnson (51-14-2, 35 KO). Do ich starcia dojdzie 4 czerwca w Atlantic City.
Po ogłoszeniu rankingu przez federacje WBC, IBF oraz WBO, teraz przyszła kolej na aktualizacje przez ostatnią z liczących się organizacji - WBA. W zestawieniu za kwiecień znalazło się sześciu polskich pięściarzy.
W wadze ciężkiej na jedenastym miejscu wylądował Tomasz Adamek (44-1, 28 KO), który 10 września we Wrocławiu rzuci wyzwanie mistrzowi WBC, Witalijowi Kliczce (42-2, 39 KO). Najwyżej wśród naszych umieszczono Pawła Kołodzieja (28-0, 16 KO), który w limicie kategorii cruiser został sklasyfikowany na czwartej pozycji. Siedem oczek niżej umieszczono za to Mateusza Masternaka (22-0, 16 KO).
W wadze półciężkiej również wysoko znajduje się Dawid Kostecki (36-1, 24 KO), który 25 czerwca w Rzeszowie ma stanąć oko w oko z dawnym rywalem Dariusza Michalczewskiego, Alejandro Lakatosem (31-5-2, 23 KO). W opublikowanym właśnie rankingu popularny "Cygan" zajmuje piąte miejsce.
W dywizji super średniej dwunasty jest panujący na tronie mistrza Europy Piotr Wilczewski (29-1, 10 KO). Bokser spod Dzierżoniowa w przeciągu kilkunastu dni powinien poznać swojego najbliższego przeciwnika.
Ostatnim naszym rodakiem w rankingu WBA jest zamieszkały na stałe za oceanem Paweł Wolak (29-1, 19 KO). "Wściekły Byk" zajmuje szóstą pozycję w kategorii junior średniej, a będzie miał okazję ją jeszcze poprawić, gdy 15 lipca wyjdzie na ring naprzeciw cenionego i groźnego Delvina Rodrugueza (25-5-2, 14 KO).

Shane Mosley (46-7-1, 39 KO) nie tylko przegrał z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO), ale przede wszystkim zawiódł ekspertów i swoich kibiców, boksując praktycznie cały czas na wstecznym biegu. "Słodki" odniósł się do swojego występu, oddając pokłony umiejętnościom swojego "kata".
- Nigdy dotąd nie walczyłem z kimś kto bije tak mocno. To było zresztą widać po moich reakcjach przy każdym wyprowadzanym przez niego ciosie. Z czymś takim się jeszcze nie spotkałem. Jedyne co mogłem zrobić, to jedynie unikać tych uderzeń. Po tym jak padłem na matę w trzeciej rundzie, usiadłem na stołku w przerwie i nim się obejrzałem była już szósta runda. W ogóle nie pamiętam tej czwartej i piątej - przyznał Mosley.
Zapraszamy na pokaz treningu refleksu i szybkości w wykonaniu byłego prezesa PZB, obecnie szefa komisji trenerskiej i delegata technicznego AIBA - Adama Kusiora, oraz pięściarza zawodowego - Artura Lazariana. Artefaktem użytym podczas treningu jest mała piłeczka przymocowana do elastycznej linki.
Jean Paul Mendy (29-0-1, 16 KO) wygrywając przez dyskwalifikację z Sakio Biką zyskał status oficjalnego pretendenta do tronu IBF wagi super średniej i już 9 lipca w Bukareszcie stanie do walki z panującym w tej federacji Lucianem Bute (28-0, 23 KO). Pomimo iż mało kto daje szanse temu byłemu medaliście amatorskich misrzostw świata (1997) i Europy (1996, 1998), to jednak Mendy wierzy w swoje zwycięstwo nad faworyzowanym Rumunem.
- Czekałem na takie wyzwanie od dawna, bardzo dawna. Jestem więc szczęśliwy, że w końcu będę miał okazję wyjść na ring z panującym mistrzem świata. Bute to dobry pięściarz, ale tytuł mistrzowski powróci ze mną do domu - powiedział utytułowany Francuz.