Nieustępliwy Jorge Arce (57-6-2, 44 KO) zamęczył swoimi ciągłymi atakami Wilfredo Vazqueza Jr. (20-1-1, 17 KO) i przełamał go w końcu w ostatniej rundzie.
Statystyki potwierdzają to, co widzieliśmy w pojedynku poprzedzającym główne danie wieczoru na gali w Las Vegas - "Travieso" nie odpuszczał ani na moment i postawił na ilość, a nie jakość uderzeń. Z wyprowadzonych przez niego 870 ciosów do celu doszło 247. Niemal tyle samo razy trafiał Vazquez, choć znacznie ostrożniej szafował siłami.
Skuteczniejsza okazała się taktyka Meksykanina, który dzięki zwycięstwu nad niepokonanym wcześniej Portorykańczykiem dorzucił do swej kolekcji tytuł w trzeciej kategorii wagowej.
Ciosy celne/wyprowadzone:
Arce - 247/870 (28%)
Vazquez Jr. - 205/586 (35%)
Ciosy proste przednią ręką:
Arce - 35/225 (16%)
Vazquez Jr. - 70/260 (27%)
Pozostałe ciosy:
Arce - 212/645 (33%)
Vazquez Jr. - 135/326 (41%)
Były mistrz świata wagi półciężkiej, Antonio Tarver (29-6, 19 KO), wypowiedział się na temat osoby Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO) i jego ewentualnego starcia z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO). Współpracujący ze stacją Showtime Amerykanin oświadczył, że chętnie znów zobaczyłby "Pretty Boya" między linami ringu.
- Myśle, że Floyd powinien wrócić na ring, żeby udowodnić kto jest najlepszy. Mayweather jest w stanie wygrać z każdym, jednak to samo tyczy się Pacquiao - stwierdził Tarver.
Były mistrz WBO w wadze super piórkowej, Wilfredo Vazquez Jr. (21-1-1, 17 KO), ma nadzieję na natychmiastowy rewanż na Jorge Arce (57-6-2, 44 KO). Waleczny Meksykanin sprawił sporą niespodziankę stopując "Papito" na gali Pacquiao-Mosley.
- Tuż po walce Wilfredo powiedział, że chce jak najszybciej wrócić między liny. Możemy zorganizować walkę na przetarcie, ale mamy nadzieję na rewanż z Arce. Doprowadzenie do drugiej walki może nie być takie proste, bo Jorge wygrał pierwszą przed czasem. Arce wie, że za drugim razem będzie bardzo ciężko, więc nie spodziewamy się, że zechce od razu bić się z Vazquezem. Tak czy inaczej boks to biznes i będziemy o tym rozmawiać z Bobem Arumem - zapowiedział Felix Zabala, jeden z promotorów Portorykańczyka.
Po absolutnym zdominowaniu Shane'a Mosleya (46-7-1, 39 KO) przez Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO), jego promotor Bob Arum rozmyśla, kto będzie najodpowiedniejszym kandydatem dla jego podopiecznego w następnej walce. Jako jednego z potencjalnych przeciwników szef Top Rank wymienił numer jeden wagi lekkiej Juana Manuela Marqueza (52-5-1, 38 KO). Obaj zawodnicy spotkali się już dwukrotnie, pierwsza walka zakończyła się remisem, a druga niejednogłośną decyzją na korzyść Filipińczyka, jednak do dziś dyskutuje się na temat tych werdyktów. "Dynamita" jest otwarty na kolejną wojnę z niesamowitym Filipińczykiem, jednak najpierw musi uporządkować swoje sprawy z Golden Boy Promotion.
Kelly Pavlik (37-2, 32 KO) uważa, że dziesięciorundowy pojedynek z niepokonanym wcześniej Alfonso Lopezem (21-1, 16 KO) w pełni przygotował go do powrotu na szczyt. W sobotnią noc na gali w Las Vegas "Duch" pokonał mniej doświadczonego rywala decyzją sędziów dwa do remisu.
Po walce były mistrz wagi średniej przyznał, że przez pierwszych kilka odsłon czuł się mocno zardzewiały, ale z czasem radził sobie coraz lepiej i jest zadowolony z występu.
- Chciałbym od razu stoczyć wielką walkę - oświadczył 29-letni Pavlik. - Mogę bić się z Bute, Frochem albo innym czołowym pięściarzem. Wiem, że Froch i kilku innych zawodników uczestniczy w turnieju, ale właśnie z nimi chciałbym walczyć. Pojedynek z Lopezem był dobry na powrót, ale teraz, gdy zrzuciłem już cały ten kurz i nie czuję się zardzewiały, chciałbym zmierzyć się z kimś naprawdę mocnym w wielkiej walce.

W minioną sobotę Jorge Arce (57-6-2, 44 KO) zastopował w ostatnim starciu Wilfredo Vasqueza Jr (20-1-1, 17 KO) i zdobył tytuł WBO w kategorii junior piórkowej. "Travieso" podbudowany ostatnim sukcesem chętnie zmierzyłby się z Vicem Darchinyan (36-3-1, 27 KO). Ormianin ostrzega, że jest dużo bardziej wymagającym oponentem od Vasqueza Jr.
- Jorge Arce musi być zwariowany. Wyzywa mnie na pojedynek i chce mierzyć swoje siły. On myśli, że ja jestem jak Vasquez Jr, będę stał na wprost niego i nic nie robił? Zlałbym go jeszcze bardziej, niż to miało miejsce podczas pierwszego naszego spotkania. Podobał mi się jego występ, ponieważ pokazał, że jest prawdziwym meksykańskim wojownikiem i nie boi się otwartej bójki – mówi "Wściekły Byk".
Niedawny uczestnik turnieju organizowanego przez Showtime w dywizji koguciej wyznał, że jeśli w najbliższym czasie nie otrzyma żadnej intratnej propozycji walki może zdecydować się na rezygnację z boksu na rzecz MMA.
- Przewidywałem, że z Vasquezem Jr będzie miał duże szanse na sukces. Walka ze mną to zupełnie inna bajka. Lubię siłować się w ringu, dlatego mogę zapewnić, że wygrałbym z nim ponownie. Nie zdziwi mnie jeśli sprawiłbym mu nokaut roku. Nie zamierzam czekać na Maresa czy Donaire, tym bardziej, że Abner zamierza walczyć z Agbeko. Chcę wygrywać tytułu i dawać satysfakcję moim fanom. Jeśli mistrzowie będą się bali potyczki ze mną to zrobią krzywdę dla tej dyscypliny. Mam swój plan i jeśli nikt poważny nie będzie zamierzał bić się ze mną to przejdę do MMA wcześniej niż myślałem – wyznał Darchinyan.
13 maja Świętokrzyski Związek Bokserski zaprasza na rozgrywki Europejskiej Ligi Bokserskiej. Naprzeciw siebie staną reprezentanci zespołu "Grizzly RY-KI Boxing Team Poland", w skład którego wchodzą pięściarze klubów RUSHH Kielce i RMKS Rybnik, oraz zespół z Węgier "Patent Gladiators". Rozgrywki odbędą się w Hali MOSiR w Kielcach, przy ul Krakowskiej 72. Początek imprezy o godz. 19:00. Bilety w cenach 60, 80, 100 i 300 zł dostępne w Sklepie Kibica przy rogu ul. Źródłowej i IX wieków Kielc, a także w Hali MOSiR w dniu zawodów.
Mecz składał się będzie z ośmiu pojedynków, w których wystąpią m.in. Rajnchold Bromboszcz (56 kg), Tomasz Kot (69) i Marcin Siwy (+91 kg). Przypominamy, że w grupie "A" Europejskiej Ligi Bokserskiej , z kielecko-rybnickim zespołem rywalizować będą jeszcze Czesi z Prostejov Bulls i Słowacy z Komarno Sharks. Zespoły w grupach zmierzą się ze sobą dwukrotnie. Pierwsze dwie drużyny z obu grup awansują do półfinałów (odbędą się w grudniu), a finał zaplanowany jest na styczeń 2012 roku.
- Wygrana Davida byłaby czymś wielkim dla brytyjskiego boksu, a on zdecydowanie jest zdolny do tego, by pokonać Władimira Kliczkę - uważa Carl Froch oceniając szanse swojego rodaka, Davida Haye'a (25-1, 23 KO) w starciu z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO), do którego dojdzie 2 lipca w Hamburgu.
- To będzie bardzo trudny pojedynek, a wynik może pójść w obie strony, jednak Davida stać na znokautowanie Kliczki. Będę trzymać za niego kciuki. Wszystko zależeć będzie od tego, kto tak naprawdę pierwszy mocno trafi. David ma jednak większe jaja od Kliczki i jest pewniejszy siebie. Kliczko natomiast dużo ucieka po ringu i chowa się, jakby czasem bał się własnego cienia - powiedział Froch.
Jako iż potyczka pomiędzy Shane'em Mosleyem i Mannym Pacquiao odbywała się wyjątkowo na Showtime a nie jak zazwyczaj HBO, szefowie tej stacji postanowili wykorzystać ów okazję by wypromować zbliżające się półfinały turnieju "Super Six" w kategorii super średniej. Już w najbliższą sobotę Arthur Abraham (32-2, 26 KO) skrzyżuje rękawice z Andre Wardem (23-0, 13 KO), a cztery tygodnie później w drugiej parze Carl Froch (27-1, 20 KO) zmierzy się z Glenem Johnsonem (51-14-2, 35 KO).
- To najważniejszy etap mojej kariery. Dla mnie to bardzo ważne, bo przede mną ostatnia szansa, muszę to wygrać - otwarcie przyznaje Abraham, który w ostatnich dwóch pojedynkach w ramach turnieju przegrał z Andre Dirrellem i Frochem.
- Mam ogromny szacunek dla swojego rywala, który był przecież mistrzem świata wagi średniej z dziesięcioma obronami tytułu na koncie. Z pewnością go nie zlekceważę i nie wyjdę pewny wygranej, za to będę przygotowany po mistrzowsku - powiedział główny faworyt do wygrania całej imprezy, Amerykanin Ward.
- To ekscytujące, że dostałem kolejną szansę. Cieszę się móc być częścią tego przedsięwzięcia i zamierzam zwyciężyć w całym turnieju - dodał krótko od siebie najbardziej doświadczony w całej stawce, Glen Johnson.
- Mój rywal jest twardy, doświadczony i bardzo silny, tak więc należy mu się szacunek z mojej strony. Spodziewam się trudnej przeprawy, świetnego widowiska, ale oczywiście również swojego zwycięstwa - dodał na koniec Froch.
Kamil Goiński na chwilę obecną jest zawodnikiem numer 2 w drużynie PKB w wadze ciężkiej, rywalizując o prawo startu w meczach ligowych z Michałem Gerleckim. 21-letni wychowanek Sokoła Słupca - podobnie jak jego konkurent - boks ma zapisany w genach. Jego ojciec, Andrzej był cenionym przed laty pięściarzem, znanym z występów w barwach Zagłębia Konin.
Kamil ma za sobą ciekawą karierę kadeta i młodzieżowca. Jego pierwszym sukcesem było zdobycie w 2005 roku tytułu mistrz Polski kadetów wagi średniej. W ubiegłym roku w Starachowicach zdobył złoto w rywalizacji najlepszych młodzieżowców kraju, poprawiając wynik z roku 2009, kiedy na zawodach tejże rangi wywalczył medal brązowy. Dodajmy, że zawodnik PKB Poznań przez lata był etatowym reprezentantem Polski na międzynarodowych imprezach kadetów i juniorów. W 2006 roku startował na mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy kadetów a rok później przywdział biało-czerwone barwy na mistrzostwach Unii Europejskiej juniorów.

2 lipca Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) w końcu będzie miał okazję skonfrontować swoje siły w walce z Davidem Haye (25-1, 23 KO). Kibice boksu na całym świecie od dawna czekają na tak interesujące starcie w "królewskiej" kategorii. Zwycięzca zgarnie aż cztery pasy – IBF, WBA, WBO, IBO. Areną zmagań obu panów będzie Imtech Arena, na której swoje mecze rozgrywa klub niemieckiej Bundesligi HSV Hamburg.
Poznaliśmy bliższe szczegóły dotyczące wejściówek na unifikacyjny pojedynek. Najtańsze bilety są w cenie około 200 złotych i dotyczą miejsc rozlokowanych najdalej na trybunach. By móc zobaczyć walkę z płyty boiska, należy liczyć się z wydatkiem prawie 800 złotych.
Ceny biletów na miejsca na trybunach: 50 euro, 75 euro, 130 euro, 200 euro.
Ceny biletów na miejsca na płycie boiska: 200 euro, 450 euro, 650 euro, 1100 euro, 1500 euro.
Wobec nieudanych negocjacji w sprawie organizacji walki Kali Meehana (37-4, 30 KO) z rodakiem Alexem Leapai, ten pierwszy dalej poszukiwał kogoś ze znanym nazwiskiem. Niedawno obchodził 41. urodziny i nie zostało mu już zbyt wiele czasu na realizację marzeń.
- Alex powtarzał ciągle, że chce zrobić krok naprzód, lecz gdy przyszło co do czego zrezygnował z walki ze mną. To wszystko były puste słowa rzucane na wiatr - komentuje nieudane negocjacje z Leapai były pretendent do tronu WBO wagi ciężkiej. Meehan nie żałuje chyba jednak, bo na jesień spotka się z jeszcze sławniejszym Davidem Tuą (52-3-2, 43 KO). Czemu tak późno? Ano dlatego, że "Tuaman" najpierw chce dopaść Monte Barretta (34-9-2, 20 KO), z którym tylko zremisował w lipcu ubiegłego roku, będąc liczonym w dwunastej rundzie. Kiedy już się z nim rozprawi, wówczas na jesień skrzyżuje rękawice z Meehanem.
- To byłby świetny pojedynek, niebezpieczny dla obu z nas. Obaj podchodziliśmy już do walki o mistrzostwo świata i wyrobiliśmy sobie nazwiska w świecie boksu. Powinniśmy dać publiczności tego co chce, czyli naszą walkę - mówi Meehan, który zajmuje aktualnie ósme miejsce w rankingu WBA i dziesiąte według IBF. Z kolei jego przyszły rywal - Tua, jest trzeci w zestawieniu federacji WBO.
Nathan Cleverly (21-0, 10 KO) aktualnie szykuje do pojedynku z Juergenem Brahmerem (36-2, 29 KO), który jest posiadaczem pasa WBO w wadze półciężkiej. do pojedynku dojdzie już 21 maja na O2 Arena w Londynie. Cleverly twierdzi, że po pokonaniu Brahmera przyjdzie czas na jeszcze większe walki, w tym możliwy hit na Wyspach z Carlem Frochem (27-1, 20 KO).
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) oraz David Haye (25-1, 23 KO) spotkali się dziś w Hamburgu na konferencji prasowej promującej ich potyczkę 2 lipca o trzy pasy mistrzowskie. Oto zdjęcie, gdy patrzą sobie głęboko w oczy.
David Haye (25-1, 23 KO) absolutnie nie bierze pod uwagę innej możliwości niż nokaut na Władimirze Kliczko (55-3, 49 KO). Z dawna wyczekiwany pojedynek unifikacyjny w wadze ciężkiej odbędzie się 2 lipca w Hamburgu.
- Żeby dostać tę walkę, robiłem różne rzeczy - przyznaje znany z kontrowersyjnych zachowań Brytyjczyk. - Dziś spojrzałem mu w oczy i widziałem go pokonanego, złamanego. On spróbuje zatrzymać mnie dzięki zasięgowi ramion i różnicy wzrostu. Próbował już tego Audley Harrison i nic z tego nie wyszło. Gdy tylko zacząłem zadawać ciosy, walka się skończyła. Tak samo będzie z Władimirem. Kliczko ma bardzo dobry lewy prosty. Myśli, że zatrzyma mnie nim jak swych poprzednich przeciwników, ale ja nie pozwolę się trafiać. Nigdy w życiu nie przegrałem z bokserem ze wschodniej Europy. Porażka nie wchodzi w grę. Nie wierzę też, by walka miała potrwać całe dwanaście rund. Kliczko przegra przez nokaut.
"Hayemaker" odniósł się także do wymagań Władimira, który zażądał m.in. lepszego wyeksponowania swego nazwiska na plakacie promocyjnym oraz zapewnienia, że wyjdzie do ringu jako drugi (Haye chciał rzucić monetą).
- Gdybym się na wszystko nie zgodził, do walki nigdy by nie doszło. Kliczko potrzebuje tych wszystkich rzeczy, żeby czuć się jak mistrz. Dla mnie nie mają one znaczenia, bo wiem, że jestem najlepszy na świecie. Potrzebny mi tylko sędzia, który liczy do dziesięciu. To wszystko - skwitował 30-letni Brytyjczyk.

Uzupełniając wyniki z ostatniego weekendu, należy odnotować szybkie zwycięstwo Deontaya Wildera (16-0, 16 KO). Brązowy medalista olimpijski z Pekinu po raz kolejny znokautował swojego rywala i wciąż ma stuprocentową statystykę wygrywania walk przed czasem. Tym razem pod naporem ciosów "Brązowego Bombardiera" uległ Reggie Pena (6-7, 1 KO), pięściarz rodem z kategorii półciężkiej, który przegrał przez TKO w rundzie pierwszej.
Dla Wildera był to drugi tegoroczny występ, w lutym tylko rundę dłużej boksował z DeAndreyem Abronem, który również nie jest zawodnikiem naturalnie wywodzącym się z najcięższej dywizji.
Jak widać historia lubi się powtarzać. Całkiem niedawno Joshua Clottey został przez niemal wszystkich potępiony za pasywną postawę i zaledwie 108 ciosów celnych w walce z Mannym Pacquiao (53-3-2, 38 KO). Co więc teraz powiedzieć o postawie Shane'a Mosleya (46-7-1, 39 KO), który wypadł blado nawet w porównaniu z Clotteyem. "Pac-Man" również uderzał mniej niż zazwyczaj, lecz było to głównie spowodowane defensywną postawą rywala. Zobaczcie zresztą sami - statystyki nie kłamią.
Ciosy celne/wyprowadzone:
Pacquiao 224/727 (31%)
Mosley 66/330 (20%)
Ciosy proste:
Pacquiao 47/374 (13%)
Mosley 44/250 (18%)
Tzw. silne ciosy:
Pacquiao 177/353 (50%)
Mosley 22/80 (28%)
Meksykańskie źródła donoszą, że planowane na jesień trzecie starcie Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) z Juanem Manuelem Marquezem (52-5-1, 38 KO) najprawdopobniej odbędzie się w umownym limicie wagowym.
Kilka tygodni temu "Dinamita" otrzymał od Top Rank atrakcyjną finansowo ofertę pojedynku z królem P4P. Bisko 38-letni Meksykanin przejrzał umowę i oświadczył, że jest z niej zadowolony, lecz postara się wywalczyć sobie jeszcze bardziej korzystne warunki.
Wkrótce Marquez powinien dostać kolejną, poprawioną ofertę. Wiele wskazuje na to, że zostanie w niej zawarty aneks o umownym limicie wagowym, który może wynieść od 143 do 145 funtów. Dwie prawdopodobne daty to 5 i 12 listopada.

Po ponad rocznej przerwie na zawodowe ringi powróci ulubieniec duńskiej publiczności, Mikkel Kessler (43-2, 32 KO). 4 czerwca na gali boksu w Kopenhadze "Viking Warrior" zaboksuje z twardym Mehdim Bouadlą (22-3, 10 KO).
Kessler ostatni raz wystąpił w kwietniu 2010 roku i po wielkiej wojnie pokonał jednogłośnie na punkty Carla Frocha w ramach turnieju Super Six. Były mistrz świata zapewnia również, że z jego niegdyś kontuzjowanym okiem jest już wszystko w porządku.
Mistrz federacji IBF w kategorii junior średniej, Cornelius Bundrage (30-4, 18 KO), podpisał kontrakt na rewanżową walkę z obowiązkowym pretendentem - Sechew Powellem (26-2, 15 KO). Pojedynek odbędzie się 25 czerwca w St. Louis na gali, której głównymi wydarzeniami będą starcia Alexander vs Matthysse oraz Cloud vs Mack.
Pierwsza walka Bundrage'a z Powellem odbyła się sześć lat temu na gali w Connecticut i trwała zaledwie 22 sekundy. Już przy pierwszej wymianie doszło do kuriozalnej sytuacji, w której obydwaj pięściarze znaleźli się na deskach (tzw. double knockdown). Zaskoczony sędzia ringowy pozwolił walczyć dalej, lecz wyraźnie zamroczony Bundrage padł po następnym ciosie "Iron Horse'a". Cornelius zdołał powstać, lecz nie był w stanie utrzymać równowagi i po chwili jeszcze dwukrotnie przewracał się, nim Dick Flaherty zdążył doliczyć do dziesięciu.
W ubiegłym roku "K9" dość niespodziewanie znokautował Cory'ego Spinksa i zdobył mistrzowski tytuł IBF. Od tego czasu trenowany przez Emanuela Stewarda pięściarz stara się o atrakcyjną walkę, lecz pomijają go wszyscy czołowi zawodnicy. Z braku innych opcji Bundrage zmuszony został do podpisania kontraktu na rewanżową potyczkę ze swym pierwszym pogromcą i z pewnością nie czeka go łatwe zadanie.
Niezaprzeczalnie najlepszy pięściarz wagi średniej staje przed poważnym wyborem. Sergio Gabriel Martinez (47-2-2, 26 KO) ukończył już 36 lat i zdaje sobie sprawę z tego, że nie zostało mu wiele czasu na szczycie. Argentyńczyk chciałby jak najlepiej wykorzystać najbliższe kilkanaście miesięcy, lecz jego problemem jest brak rywali we własnej dywizji.
Miniony weekend "Maravilla" spędził w Las Vegas, gdzie oglądał walkę Pacquiao-Mosley. Martinez wyznał, że chciałby zmierzyć się ze zwycięzcą walki Chavez-Zbik. Stawką pojedynku będzie pas WBC, który jeszcze niedawno należał do Argentyńczyka.
Po pokonaniu Pavlika i Williamsa, a więc dwóch największych nazwisk w kategorii do 160 funtów, Martinez nie może zakontraktować walki z żadnym czołowym pięściarzem. Champion WBA Super, Felix Sturm, nie pali się do pojedynku unifikacyjnego, a do soboty mistrzem IBF był jeszcze ostrożniejszy Sebastian Sylvester. Zmienił go Daniel Geale, trudno jednak oczekiwać od Australijczyka, by od razu stawał do walki z Martinezem. Pozostali mistrzowie to wciąż mało znani w Stanach Dmitrij Pirog (WBO) i Gennadij Gołowkin (WBA).
- Zastanawiam się nad powrotem do kategorii junior średniej, bo w limicie 160 funtów nie mam z kim walczyć - skarży się "Maravilla". - W junior średniej jest znacznie więcej gwiazd.
Niedawno Bob Arum wyznał, że ma nadzieję na zorganizowanie pojedynku Julio Cesara Chaveza Jr. (42-0-1, 30 KO) z Miguelem Cotto (36-2, 29 KO), co tylko pogłębiło frustrację Martineza. W zaistniałych okolicznościach można podejrzewać, że Argentyńczyk może jeszcze przed końcem roku spróbować zbić wagę do 154 funtów.
Ciekawy przebieg miała dzisiejsza konferencja prasowa w Hamburgu. Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) z uśmiechem na ustach przywitał Adama Bootha oraz Davida Haye'a (25-1, 23 KO) i każdemu z nich chciał uścisnąć dłoń. Brytyjski pięściarz nie okazał jednak szacunku swemu przyszłemu rywalowi i spojrzał tylko ironicznie, czego zresztą spodziewał się Kliczko. Ukrainiec mógł dzięki temu rozpocząć swą wypowiedź od zbesztania "Hayemakera" za brak manier i szacunku dla przeciwnika.
- 2 lipca dam ci lekcję. Dowiesz się w jaki sposób powinno się okazywać szacunek. Wiesz co? Ja naprawdę cię szanuję. Jesteś wspaniałym pięściarzem i masz czym uderzyć. Twój rekord jest imponujący. Zrobię więc wszystko, by odpowiednio przygotować sie do tej walki - zapewnił 35-letni Kliczko. - Wiem, że wielu fanów śledzi twoje wpisy na Twitterze. Mógłbyś im coś przekazać? Napisz, że Władimir oświadczył: "David Haye będzie pięćdziesiątym znokautowanym przeze mnie bokserem".
Brytyjski mistrz nie zwracał się bezpośrednio do swego przyszłego rywala, lecz skupił się na umniejszaniu jego dotychczasowych osiągnięć i przypominaniu swoich największych sukcesów.
- Władimir lubi walczyć z pięściarzami, którzy borykają się z kontuzjami lub wracają między liny po długiej przerwie od boksu. Tym razem przyjdzie mu zmierzyć się z pięściarzem, który znajduje się u szczytu formy. Jego rywalem będzie zawodnik, który podchodzi do walki po serii spektakularnych zwycięstw. To ktoś, kto przyzwyczaił się do występów daleko od domu, na terenie rywala. Ten ktoś wygrywał wyjazdowe walki i zdobywał w nich mistrzowskie tytuły. We Francji pokonałem Jeana Marca Mormecka, który był wówczas niekwestionowanym mistrzem wagi junior ciężkiej. W Niemczech pobiłem olbrzymiego Nikołaja Wałujewa, a więc człowieka, którego zarówno Władimir, jak i Witalij od dawna unikają - powiedział Haye.
- Nasz pojedynek, to realizacja mojego marzenia, które w sobie naszą odkąd skończyłem 10 lat. Bracia Kliczko zniszczyli dobrą reputacje wagi ciężkiej. Nadszedł czas, aby ktoś przywrócił kibicom prawdziwe emocje, pokazał na nowo co znaczy w boksie osobowość, podejmowanie ryzyka. Wierzę, że jestem tym, który te emocje kibicom przywróci już 2 lipca - powiedział pewny swego David Haye (25-1, 23 KO) , który już 2 lipca w Hamburgu stanie do unifikacyjnego pojedynku na szczycie wagi ciężkiej z mistrzem świata IBO, IBF I WBO Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO).
- W tym roku nie będzie większego wydarzenia bokserskiego niż nasz pojedynek. Jest oto walka na którą ja, a także wielu kibiców od dawna czekało. Nie mogę się doczekać, gdy brytyjscy kibice gromadnie zjadą do Hamburga ab mnie dopingować. W przyszłości, ludzie będą sobie nawzajem zadawać pytania: "Gdzie byłeś, gdzie oglądałeś nokaut Haye'a na Władymirze Kliczko?" - zakończył mistrz świata organizacji WBA.
W ostatnią sobotę kibice byli świadkami jednostronnego pojedynku aktualnego numeru jeden list P4P Manny'ego Pacquiao (53-3-2, 38 KO) z byłym mistrzem trzech kategorii wagowych Shane'm Mosleyem (46-7-1, 39 KO). "Pacman" cieszy się z kolejnej wygranej w rekordzie, jednak z drugiej strony bardzo żal mu kibiców, którym chciał zapewnić niesamowite widowisko, jednak winą za przeciętne show obarcza "Sugara", który unikał walki i chciał jedynie przetrwać.
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) nie uznaje Davida Haye (25-1, 23 KO) za największe wyzwanie w swojej karierze. Otwarcie o tym fakcie mówi Bernd Boente, menadżer ukraińskiego mistrza. 2 lipca obaj "ciężcy" skrzyżują pięści na stadionie piłkarskim HSV Hamburg. Mimo, że do walki zostało jeszcze dużo czasu media już żyją największym starciem w wadze ciężkiej od dłuższego czasu.
- Wład twierdzi, że Haye nie będzie najtrudniejszym rywalem jakiego spotkał. Przekonajmy się sami. Moim zdaniem czeka nas naprawdę interesujący bój. Nie mieliśmy unifikacyjnego pojedynku w wadze ciężkiej od wielu lat. Oni się na serio nie lubią. Wszystko jest w porządku, problemy zdrowotne Władimir ma już za sobą. Niedawno wybrał się na Florydę i zrobił tam krótki obóz przygotowawczy. Jestem szczęśliwy, że wielu brytyjskich fanów przybędzie do Hamburga – opowiada Boente.