Freddie Roach uważa, że obóz przygotowawczy przed walką z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO) jest jednym z najlepszych, jeżeli nie najlepszym, od czasu początku jego współpracy z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO).
- Manny jest bardzo zmotywowany przed tym pojedynkiem - zapewnia Roach. - Jest w fenomenalnej formie. Być może jest to najlepszy obóz przygotowawczy w historii naszej współpracy. Pacquiao dokonał rzeczy, których nie osiągnął nikt przed nim. Zdobył mistrzowskie tytuły w ośmiu kategoriach wagowych, lecz nadal trenuje niezwykle ciężko.
- Naazim Richardson to bardzo dobry trener. Wie jak dotrzeć do swoich zawodników. Mam dla niego wiele szacunku. Spodziewam się, że doskonale przygotuje Shane'a Mosleya do tej walki - powiedział szkoleniowiec "Pacmana". - Właśnie dlatego Manny jest tak mocno zmotywowany. Nikt nie lubi otrzymywać ciosów, ale Manny zwykle wdaje się w wymiany i naraża się na kontry. W walce z Mosleyem też będzie bił wiele kombinacji, spodziewamy się więc, że Shane odpowie i trafi. Manny daje z siebie wszystko od samego początku. Dochodzimy do szesnastu rund dziennie na tarczach. Po walce z Margarito nastąpiła długa przerwa, Manny znów poczuł głód boksu. Dlatego ćwiczy ciężko i w dniu walki będzie gotowy.
- Jesteśmy przygotowani na 100% i spodziewamy się najlepszego Shane'a Mosleya. Shane to twardziel, ale Manny postara się wygrać przed czasem. Nikt wcześniej nie zastopował Mosleya, a Pacquiao może być pierwszy. Floyd Mayweather nie potrafił go znokautować. Jeżeli Manny będzie miał szansę, wykorzysta ją. Najważniejszy będzie początek. Pierwsze pięć rund będzie kluczowe dla całej walki. Nie zamierzamy otwarcie atakować i narażać się na kontry Shane'a - oznajmił Roach.
Zgodnie z pierwotnym planem Guillermo Jones (37-3-2, 29 KO) 25 czerwca przystąpi do drugiej obrony tytułu WBA w wadze junior ciężkiej. Rywalem 38-letniego mistrza z Panamy będzie niepokonany Ryan Coyne (16-0, 6 KO).
Walka odbędzie się na Family Arena w St. Louis. Główną atrakcją pokazywanej przez HBO gali będzie pojedynek Alexander-Matthysse. Z kolei zwycięzca potyczki Jones-Coyne w następnej kolejności będzie zobligowany do stoczenia walki z tymczasowym mistrzem - Yoanem Pablo Hernandezem (24-1-1, 13 KO).
Kibice często nie zdają sobie sprawy, jak znakomitym pięściarzem był oleśniczanin Wojciech Bartnik, ostatni polski medalista olimpijski w boksie (brąz zdobył także na ME). Ma on na rozkładzie wielkie nazwiska. Sam jednak mistrzem świata nie został. Późno przeszedł na zawodowstwo i nie trafił na właściwych promotorów.
Bartłomiej Czekański: Wojowniku z Oleśnicy, czy Ci nie żal w tak młodym wieku kończyć sportową karierę?
Wojciech Bartnik: He, he, dobre, dobre. W tak młodym wieku? Dzięki. Faktycznie, udało mi się powalczyć w ringu do wieku 43 lat, ale czuję, że mógłbym boksować jeszcze przez długi czas. Jednak nic na siłę. Decyzję o definitywnym zawieszeniu rękawic na kołku przyspieszyła ostatnia historia z planowaną walką z Syryjczykiem Manuelem Charrem o pas WBO European w wadze ciężkiej. Żeby dobrze przygotować się do tej prestiżowej rywalizacji, pojechałem na dwutygodniowe zgrupowanie do Zieleńca, zakupiłem witaminy i mocno podjadłem, gdyż rywal waży 114 kg, a ja jestem mikrus z kategorii cruiser. Udało mi się przytyć do 98 kg i teraz, he, he, nie mogę tego zrzucić! Żartuje, trochę już zeszło. Dowiedziałem się, że tej walki nie będzie, gdyż Charr rozwiązał kontrakt ze swą niemiecką grupą Universum. Byłem zawiedziony, ponadto żadnych innych konkretnych propozycji walk nie dostałem. Schodzę więc z ringu.
- Hm, kilka razy już zapowiadałeś finał swej kariery…
WB: To prawda, lecz wtedy to nie były przemyślane słowa, gdyż w głębi duszy na taki krok nie byłem jeszcze gotowy i zdecydowany. Dziś jest inaczej, do tego odczuwam skutki kontuzji: łokieć, ścięgno Achillesa, no i odkryłem w sobie trenerską pasję, i zamierzam poświęcić się (a w zasadzie już to robię) szkoleniu utalentowanej młodzieży w Orle Oleśnica. To nowe wyzwanie.
- Tym razem swą decyzją zaskoczyłeś wielu ludzi związanych z boksem…
WB: Właśnie z New Jersey zadzwonił do mnie Tomek Adamek i zapytał z niedowierzaniem: „ Dziadek”, Ty naprawdę kończysz karierę??? („Dziadek” to ksywa Bartnika jeszcze z końca jego występów na amatorskich ringach - dop. B. Cz.)
24 kwietnia podczas Tribeca Film Festival w Nowym Jorku odbyła się oficjalna premiera filmu "Kliczko", poświęconego ukraińskim mistrzom świata w kategorii ciężkiej. Reżyserem dokumentu jest Sebastian Dehnhardt, z którego pracy zarówno 39-letni Witalij (42-2, 39 KO), jak i 35-letni Władimir (55-3, 49 KO) są bardzo zadowoleni. Kliczkowie osobiście zjawili się na festiwalu.
- Autorom filmu udało się pokazać naszą historię z zaskakującej strony. Nie tylko byli w tych miejscach, gdzie wcześniej mieszkała nasza rodzina (polecieli nawet do Kazachstanu!), ale również dotarli do archiwalnych fotografii, o której już sami zdążyliśmy zapomnieć. Mam nadzieję, że widzowie obejrzą ten film z przyjemnością - powiedział Witalij Kliczko, mistrz świata federacji WBC i najbliższy przeciwnik Tomasza Adamka (44-1, 28 KO).
Film trwa 112 minut opowiada o początku przygody Kliczków z zawodowym boksem, a także o roku 2008, kiedy to po raz pierwszy w historii bracia jednocześnie zostali mistrzami świata w wadze ciężkiej. W obrazie Dehnhardta można posłuchać wypowiedzi Kliczków oraz członków ich rodziny i przyjaciół, jak również zobaczyć zdjęcia z domowego archiwum braci. W zapowiedzi filmu słuchamy: "Po ich emigracji do Niemiec w 1996 roku sport zmienił się. Poprzez wywiady i fragmenty najlepszych walk bracia Kliczkowie pokazują historię swojej wspinaczki na bokserski Olimp". 16 czerwca będzie miała miejsce premiera filmu w Niemczech, gdzie chęć pokazania dokumentu zgłosiło już około 500 kin.
W filmie znalazły się ujęcia z kilku państw - od Ukrainy i Kazachstanu po Niemcy i USA. Widzowie będą mieli okazję dowiedzieć się, jak ukraińcy mistrzowie wykorzystują swoją popularność do działalności charytatywnej na całym świecie oraz jakie przyczyny skłoniły Witalija do zostania politykiem. - Niektóre nieznane fakty z biografii braci Kliczków będą dla oglądających prawdziwym zaskoczeniem. Jeszcze lepiej pomogą one zrozumieć fenomen dwóch braci z Ukrainy, których zna dziś cały świat - mówi reżyser filmu.
Theodor "Teddy" Atlas, były trener i znany komentator bokserski, a także założyciel słynnej Dr.Theodore A.Atlas Foundation zwrócił się do Fundacji Global Boxing z propozycją współpracy.
ATLAS O WALCE ADAMEK-POWIETKIN >>
Atlas, który jako trener pracował m.in. z Michaelem Moorerem i Mikiem Tysonem, działalność charytatywną rozpoczął po śmierci ojca w 1997 roku. W tym momencie jego Fundacja obejmuje zasięgiem terytorium całych Stanów Zjednoczonych. Jednym z jej głównych celów jest resocjalizacja dzieci i młodzieży z patologicznych środowisk poprzez zaangażowanie w różnego rodzaju aktywność sportową, m.in. boks.
ATLAS PORÓWNUJE WŁADIMIRA Z WITALIJEM KLICZKO >>
- Bez wahania zdecydowaliśmy się na podjęcie współpracy z Teddy. Dr.Theodor A.Atlas Foundation funkcjonuje już od kilkunastu lat na terenie USA, a dzięki naszej pomocy może rozszerzyć swoją działalność na rynek europejski. Cele i założenia naszych przedsięwzięć są bardzo podobne, dlatego wierzę, że współpraca będzie korzystna dla obu stron i wspólnie uda nam się dotrzeć z pomocą do jeszcze większej grupy potrzebujących - powiedziała rzecznik prasowy Fundacji Global Boxing, Katarzyna Niedźwiecka.
Już 21 maja na O2 Arena w Londynie powróci były mistrz świata w WBO w wadze super piórkowej Nicky Cook (29-2, 16 KO). "Cookie" uświetni galę, na której głownym wydarzeniem wieczoru będzie pojedynek Nathana Cleverly (21-0, 10 KO) z Jurgenem Brahmerem (36-2, 29 KO) o pas WBO w wadze półciężkiej.
Mistrz WBA dywizji junior półśredniej, Amir Khan (25-1, 17 KO) liczy, że po pojedynku z Timothy Bradleyem (27-0, 11 KO) będzie mu dane spotkać się z ostatnim z mistrzów w tej dywizji, Zabem Judahem (41-6, 28 KO). "Super" być może już w lipcu spotka się z Juanem Manuelem Marquezem (52-5-1, 38 KO), choć bardzo prawdopodobne, że "Dynamita" przyjmie ofertę Top Rank i już w październiku stoczy trzeci pojedynek z królem P4P Manny'm Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Jeśli dojdzie do walki Zaba z Marquezem, Khan wolałby, aby wygrał Judah i w kolejnej walce zmierzył się właśnie z nim.
Wystarczyło jedno spotkanie Władimira Kliczko (55-3, 49 KO) z Davidem Haye (25-1, 23 KO) by obaj mistrzowie zdążyli się powyzywać. Znany ze stonowanego charakteru Ukrainiec ewidentnie traci kontrolę nad sobą, gdy w pobliżu znajduje się jego najbliższy rywal. 2 lipca w Hamburgu przemówią pięści, ale zapewne do tego czasu jeszcze dużo cierpkich słów spadnie na plecy Kliczki i Haye.
- Wykreowałeś swoje nazwisko na mnie. Będziesz zjadał moje proste przez dwanaście rund – prowokował młodszy z braci.
Na odpowiedź wygadanego Brytyjczyka nie trzeba było długo czekać. Mistrz WBA zarzucił Kliczkom, że niszczą boks i zaznaczył, że po walce z Władimirem stanie się graczem numer jeden na scenie światowej wagi ciężkiej.
- Jasne, będę stał jak kołek i zbierał twoje proste – nabija się Haye. - Ludzie przekonają się, że jestem od niego lepszy i tej satysfakcji potrzebuję. Zawsze chciałem udowodnić, że jestem numerem jeden. To jest moja szansa by pokazać światu, że David Haye jest najwspanialszym pięściarzem wagi ciężkiej. Fani boksu zasługują na tę walkę. Ty i twój brat zabijacie ten sport. Jestem tu po to, żeby obronić boks przed tymi nudziarzami – w swoim stylu odpowiedział "Hayemaker".
Miguel Diaz pracuje w narożniku Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO) od czasu walki z Oscarem De La Hoyą. Pojedynek z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO) będzie więc dla niego szóstym występem w roli cutmana króla P4P.
Zdaniem 73-letniego Argentyńczyka "Pacman" wygra przed czasem w drugiej połowie walki, choć czeka nas bardzo ciekawe widowisko.
- Zapowiada się bardzo interesująca walka, bo Manny nie walczył jeszcze z czarnoskórym bokserem pokroju Mosleya - powiedział Diaz. - Pojedynek powinien zakończyć się przed czasem, po szóstej rundzie.
Diaz uważa, że Pacquiao przyzwyczaił się do obijania rozmaitych typów przeciwnika, a w szczególności pasują mu meksykańscy wojownicy. Pojedynek z Mosleyem będzie dla Filipińczyka czymś nowym i wszyscy czekają na niego z niecierpliwością.
Argentyński fachowiec nie lekceważy "Sugar Shane'a" i przede wszystkim nie daje się zwieść rubrykom. Zdaniem Diaza wiek nie jest najważniejszym czynnikiem w ocenie szans na zwycięstwo.
- Nie liczę lat - oświadczył doświadczony cutman. - Liczę walki, a Shane nie stoczył w ostatnim czasie żadnej niezwykle wyczerpującej. Na miejscu Manny'ego pomyślałbym dwa razy przed podjęciem jakiejkolwiek ryzykownej decyzji.
Europejska Unia Boksu wyznaczyła kolejnego oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza Unii Europejskiej w wadze średniej, który należy do Grzegorza Proksy (24-0, 17 KO). Rywalem Polaka ma być 27-letni mistrz Francji Julien Marie Sainte (30-2, 22 KO). Pięściarze walczyli ze sobą korespondencyjnie, Francuz przegrał swoją pierwszą walkę zawodową pod koniec 2008 roku z Jairo Alvarezem (8-9-1, 7 KO), którego Proksa pół roku wcześniej wypunktował na dystansie 6. rund.
Strony muszą dojść do porozumienia do 15 lipca, gdzie i na jakich zasadach odbędzie się ich pojedynek. Jeśli do tego nie dojdzie, o wszystkim zadecyduje przetarg. "Super G" myślami jest jednak przy dużo bardziej prestiżowym tytule mistrza Europy, na który szykuje się już od dłuższego czasu. Polak zajmuje wysokie 3. miejsce w rankingu EBU, miejmy nadzieję, że jego marzenie wreszcie się spełni.
Mistrz WBC w wadze junior średniej, Saul Alvarez (36-0-1, 26 KO), zamierza stanąć do walki z Julio Cesarem Chavezem Jr. (42-0-1, 30 KO) w październiku lub grudniu.
- 18 czerwca stanę do pierwszej obrony tytułu. Dwa tygodnie wcześniej Chavez walczy o pas. Ludzie chcą zobaczyć nasz pojedynek - powiedział "Canelo". - Walka może odbyć się w październiku lub grudniu. Oczywiście wcześniej musimy ustalić szczegóły i przede wszystkim limit wagowy.
Mocno podgrzewana przez meksykańskie media rywalizacja Alvareza i Chaveza zaowocowała pierwszymi atakami werbalnymi. "Canelo" i Golden Boy Promotions krytykują Juniora za nieciekawe walki i brak wielkiego talentu, natomiast Chavez razem z szefami Top Rank zarzucają Saulowi dobieranie łatwych i mocno rozbitych rywali, którzy dodatkowo są od Alvareza znacznie mniejsi.
- Nie znam go. W tym sporcie potrzebne są rywalizacje oparte na wynikach sportowych, a nie na polu osobistym. Nadchodzi czas w którym powinniśmy się zmierzyć, kibice czekają na świetną walkę - oznajmił "Canelo".
Były mistrz świata wagi super piórkowej, Jorge Rodrigo Barrios (50-4-1, 35 KO), w końcu stanie przed sądem. Rozprawa powinna odbyć się jeszcze przed końcem roku.
34-letni Argentyńczyk odpowie za spowodowanie wypadku samochodowego, w wyniku którego życie straciła 20-letnia Jamie Rodriguez. Kobieta była w zaawansowanej ciąży.
Feralne zdarzenie miało miejsce 24 stycznia 2010 roku. Rozpędzony samochód Barriosa uderzył wówczas w inne auto, które zmiażdżyło ciało młodej Rodriguez.
21 maja w Moskwie dojdzie do bardzo interesująco zapowiadającego się pojedynku Denisa Lebiediewa (21-1, 16 KO) z Royem Jonesem Jr (54-7, 40 KO), byłego mistrza świata w czterech kategoriach wagowych. 42-letni Amerykanin zapowiada, że w przyszłości liczy na pas w piątej dywizji, kategorii junior ciężkiej, ale faworytem majowej potyczki jest Lebiediew. Przed bieżącymi przygotowaniami 31-latek z Czechowa zmienił szkoleniowca. Jest nim obecnie były wieloletni czempion wagi junior półśredniej Kostya Tshyu.
Lebiediew z dotychczasowych zajęć pod okiem Tshyu jest bardzo zadowolony. - Już dawno nie pracowałem z taką przyjemnością. Jestem trochę zaskoczony brakiem jakichś specjalnie trudnych wymaga - mówi niedoszły mistrz federacji WBO (w grudniu Lebiediew przegrał na punkty z Marco Huckiem), któremu w przygotowaniach pomaga trzech sparingpartnerów, między innymi były czempion kategorii cruiser Wayne Braithwaite (24-4, 20 KO).
- Braithwaite dopiero przyleciał ze Stanów, jeszcze się nie zaadaptował, jest trochę senny. Drugi ze sparinpartnerów jest lekki, szybki. Jest tu specjalnie dla dobrego przygotowania pod kątem najbliższego przeciwnika. Chcę przygotować się do przyspieszania, utrzymywania wysokiego tempa walki. Pod tym względem zawodnik ten bardzo przypomina Roya. Niewykluczone przecież, że w pojedynku z Jonesem przyjdzie mi "pobiegać" - przypuszcza Lebiediew.
Na dziesięć dni przed kolejną walką Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) prezentuje się fenomenalnie. 7 maja na MGM Grand w Las Vegas filipiński król P4P zmierzy się z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO). Poniżej przedstawiamy nagranie, na którym "Pacman" walczy z cieniem i trenuje na gruszce.
Po bardzo ciężkiej przeprwie w ostatnim występie Andy Lee (25-1, 19 KO) nie zwalnia tempa i 18 maja po raz kolejny zaprezentuje się amerykańskiej publiczności.
Wysoko notowany w wadze średniej Irlandczyk zaboksuje z Alexem Bunemą (31-7-2, 17 KO), ktory pozostaje niektywny od blisko dwóch lat. Największym sukcesem zawodnika z Konga był ciężki nokaut jaki zafundował w styczniu 2008 roku Romanowi Karmazinowi.
- Ludzie znają moc moich uderzeń i dlatego wiedzą, że czeka ich ekscytująca walka - uważa Shane Mosley (46-6-1, 39 KO), który w następny weekend raz jeszcze spróbuje zachwycić i zaskoczyć kibiców na całym świecie, kiedy przyjdzie mu się zmierzyć z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO).
- Pojedynek z kimś takim jak ja, kto potrafi mocno bić z obu rąk, jest dla Pacquiao bardzo ryzykowny. Tu wszystko może się zdarzyć, a ludzie są ciekawi kto polegnie przed czasem - powiedział "Słodki". Zapytany o zabójczą szybkość najbliższego rywala, Mosley odparł - Skoro Margarito był zdolny do tego by go trafiać, to na pewno Pacquiao nie będzie dla mnie za szybki. Przed moją walką z Margarito mówiono, że on mnie zabije w ringu, a ludzie martwili się o moje zdrowie. Sluchałem jednak własnego ciała, wyszedłem i zwyciężyłem - przypomina były mistrz świata wagi lekkiej, półśredniej i junior średniej. Czy 7 maja sprawi kolejną niespodziankę?

14 maja Cristian Mijares (41-6-2, 18 KO) stanie po raz pierwszy do obrony mistrzowskiego pasa IBF w kategorii muszej. Jego rywalem będzie Raul Martinez (28-1, 16 KO), który do tej pory przegrał tylko raz, ze świetnym Nonito Donaire w kwietniu 2009 roku. Walka odbędzie się w Durango na terenie Meksyku. O tę lokalizację prosił sam Mijares, gdyż są to jego rodzinne strony.
- Osobiście starałem się, by walka odbyła się w tutaj. Pierwotnie mieliśmy się mierzyć w Ciudad Obregon, ale z różnych powodów tamto miejsce nie wypaliło. Prosiłem, żeby show zorganizować w Durango i dzięki wsparciu tutejszych oficjeli udało się tego dokonać. Dam z siebie absolutnie wszystko i jestem przekonany, że zobaczycie pokaz dobrego boksu – powiedział "Diamante".
Doświadczony i ceniony Kenny Bayless będzie trzecim człowiekiem w ringu podczas pojedynku Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO) z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO). Walka odbędzie się 7 maja na MGM Grand w Las Vegas. Pojedynek punktować będą trzej sędziowie pochodzący ze stolicy hazardu: Duane Ford, Dave Moretti i Glen Trowbridge.
W przeszłości Bayless wielokrotnie sędziował pojedynki "Pacmana" i "Słodkiego". Był w ringu podczas walk Pacquiao-Morales II, Pacquiao-Marquez II, Pacquiao-Hatton, Pacquiao-Cotto, a także Mosley-Vargas i Mosley-Mayweather.
Jeszcze dwa tygodnie temu zdawało się, że Ray Austin (28-5-4, 18 KO) pojedzie do Danii by tam stanąć oko w oko z Kubratem Pulevem. Ostatecznie Bułgarowi przyjdzie rywalizować z Derrickiem Rossy, a o byłym pogromcy Andrzeja Gołoty zrobiło się na jakiś czas cicho. Aż do teraz...
Według najnowszych informacji, Austin pomimo fatalnej postawy w walce z Odlanierem Solisem dostanie następną szansę od Dona Kinga. Popularny "Rainman" kolejny raz na ring wyjdzie 25 czerwca w trakcie gali "Alexander vs Matthysse", a jego rywalem będzie mocno bijący Kanadyjczyk Bermane Stiverne (20-1-1, 19 KO). Co najdziwniejsze, stawką tej potyczki będzie status oficjalnego pretendenta do tronu federacji WBC. Obaj co prawda są dość wysoko w zestawieniu, bo Austin zajmuje czwarte, a Stiverne siódme miejsce, jednak pytanie brzmi jakim cudem - szczególnie Austin, jest tak wysoko?
A żeby trochę rozjaśnić to wszystko dodajmy tylko, iż obaj panowie promowani są przez Dona Kinga - i wszystko jasne...
Shane Mosley (46-6-1, 39 KO) nie przejmuje się niepochlebnymi opiniami na swój temat i zdaje się być święcie przekonany, że 7 maja znajdzie sposób na zdominowanie Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO). "Sugar Shane" zamierza narzucić rywalowi swój styl walki i ani na moment nie oddawać inicjatywy. W jaki sposób chce tego dokonać - przekonamy się za niespełna dwa tygodnie.
Obydwa ubiegłoroczne występy Mosleya kończyły się sporym zawodem. Były mistrz trzech dywizji nie był w stanie dotrzymać kroku Floydowi Mayweatherowi Jr. (41-0, 25 KO) i mniej więcej od trzeciej rundy dał się kompletnie zdominować. "Słodki" kończył walkę kompletnie wykończony, choć prawdę mówiąc poza drugą odsłoną ani przez moment nie zagrażał przeciwnikowi. Kilka miesięcy później Shane stanął do walki z Sergio Morą (22-2-2, 6 KO), lecz i tym razem kompletnie nie poradził sobie z niewygodnym stylem rywala. Mosley nie potrafił zranić "Latynoskiego Węża" i wielokrotnie łatwo dawał się kontrować, dzięki czemu defensywnie nastawiony Mora kradł kolejne rundy. Rozgrywany w limicie kategorii junior średniej pojedynek zakończył się remisem, a Mosley, po zadziwiająco słabym występie, zdawał się żegnać ze ścisłą czołówką i wielkimi walkami.
David Haye (25-1, 23 KO) powrócił do swojej ojczyzny po trzydniowym pobycie w USA, gdzie spotkał się twarzą w twarz z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO) i wspólnie promowali swój zaplanowany na 2 lipca pojedynek. Anglik patrząc z bliska w oczy młodszego z braci dostrzegł coś, czego nie widział wcześniej u pięściarza z Ukrainy.
- Spotkaliśmy się dwukrotnie. Siedzieliśmy naprzeciw siebie i delikatnie mówiąc można wysnuć tezę, iż nie przepadamy za sobą. Nie mogę się już doczekać następnego tygodnia, kiedy zaczną się oficjalne konferencje prasowe promujące to wydarzenie. Już teraz gdy na niego spojrzałem miałem wrażenie, że jeszcze nigdy nie był tak agresywny. On zazwyczaj stara się być opanowany i spokojny, jednak tym razem miałem wrażenie, że zaraz przeskoczy przez stół i rzuci się na mnie z pięściami. Czuję ten jego gniew i pogardę wobec mnie, dlatego jestem przekonany, iż podczas naszego pojedynku nie będzie tak jak zazwyczaj punktować lewym prostym i klinczować. Wyjdzie na prawdziwą ringową wojnę, a przecież wszyscy kibice tego chyba chcą i na to czekają. Widzę nienawiść w jego oczach i szczerą pogardę wobec mnie, ale to wszystko pozytywnie odbije się na przebiegu walki. Kliczko zazwyczaj boksuje taktycznie, bez żadnych emocji i nie dba o zadowolenie publiczności, lecz tym razem będzie inaczej. Kiedy jeden facet chce zrobić krzywdę drugiemu, wówczas walka staje się atrakcyjniejsza dla tłumów - uważa Haye.
Przypomnijmy, że Kliczko wniesie na ring w Hamburgu dwa pasy mistrzowskie wagi ciężkiej - federacji WBO i IBF. Haye natomiast dorzuci trzeci z nich - WBA.
Artur Szpilka uznawany w środowisku za największy talent w polskim boksie, wyszedł po półtora roku z więzienia. Dostał wyrok za udział w bójce pod dyskoteką w Wiśniowej, nieopodal rodzinnej Wieliczki. Przez prawie trzy lata między bójką a zatrzymaniem przez policją w przeddzień pojedynku z Wojciechem Bartnikiem (planowanej podczas starcia Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka) stoczył pięć zwycięskich walk w kategorii do 91 kg. Teraz ma 22 lata, 125 kg i marzenia o podboju wagi ciężkiej. Karę odbywał w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze w Tarnowie.
- W Tarnowie dzień spędza się w celi, jest tylko godzina spaceru. Ja biegałem. To był typowy spacerniak, 50 na 50, kółko sto metrów może. Biegałem całą godzinę. Kółek nie liczyłem, w głowie się kręciło. Ćwiczyłem każdego dnia coś innego: barki, klatkę, nogi - pompkami, stójkami, przysiadami. Wychodziło po 1000 pompek na kubkach, na taboretach. Kolega, co ważył ponad 100 kg siadał, to się go podnosiło. Wody nalewałem do torby foliowej i ćwiczyłem jak hantlami - opowiada Szpilka w wywiadzie dla "Gazety" i Sport.pl.
Na gali której głównym wydarzeniem będzie starcie niesamowitego Filipińczyka Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO) z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO) powróci były mistrz wagi junior muszej, Rodel Mayol (27-5-2, 21 KO). Dla "Kid Rapido" będzie to drugi pojedynek od utraty pasa WBC w walce z Omarem Nino Romero (30-4-2, 12 KO). Przeciwnik Mayola póki co nie został podany.
Czołowy pięściarz wagi półśredniej, Kell Brook (23-0, 16 KO), powróci na ring 25 czerwca na gali w Sheffield. Prawdopodobnie jego rywalem będzie były mistrz świata federacji IBF w kategorii do 140 funtów - Lovemore N'dou (48-12-2, 31 KO)
Dla 24-letniego Brooka będzie to debiut pod skrzydłami Matchroom Sport i zarazem pierwszy od maja 2005 roku pojedynek w rodzinnym mieście. N'dou po raz ostatni walczył w grudniu ubiegłego roku. Został wówczas wysoko wypunktowany przez Saula "Canelo" Alvareza - obecnego mistrza WBC w wadze junior średniej.

Mistrzowie świata wagi cięzkiej Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) i David Haye (25-1, 23 KO) spotkali się w siedzibie HBO w Nowym Jorku, aby przedyskutować szczegóły ich unifikacyjnej walki. Było to pierwsze spotkanie pięściarzy twarzą w twarz od prawie dwóch lat. Przypomnijmy, że Władimir - mistrz wagi ciężkiej według WBO i IBF, skrzyżuje rękawice z Davidem, mistrzem świwta WBA, 2 lipca w Hamburgu.
David Haye (25-1, 23 KO) zdradza, że w kontrakcie na walkę unifikacyjną z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO) nie ma klauzuli o rewanżu. Pojedynek odbędzie się 2 lipca w Hamburgu.
Niezależnie od wyniku walki, "Hayemaker" nie będzie zobligowany do drugiego starcia z Władimirem, ani też do potyczki z Witalijem Kliczko (42-2, 39 KO).
- Mamy taką umowę, jakiej od początku chcieliśmy - oświadczył 30-letni Brytyjczyk. - To kontrakt na jedną walkę przy podziale zysków 50-50. Jeżeli wygram to pozostaję wolnym agentem i mogę walczyć z kim zechcę. W ten sposób powinno się robić większość walk, szczególnie gdy obydwaj zawodnicy tyle wnoszą. Tym razem nie było mowy, by Kliczko wymusił te wszystkie żądania, które stawia pozostałym rywalom.

Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) po prawie dwóch latach przerwy miał okazję ponownie spotkać się twarzą w twarz z Davidem Haye (25-1, 23 KO). Zła krew między pięściarzami wciąż jest, czego dowodem są prześmiewcze słowa wypowiadane przez młodszego z braci w kierunku mistrza WBA. Ukrainiec powiedział, że dopiero gdy ujrzy Brytyjczyka w ringu, to w pełni uwierzy w tę walkę.
- Nie uwierzę w realizację tej walki, dopóki nie zobaczę Davida Haye w narożniku 2 lipca. Dzięki Bogu, on wychodzi pierwszy do ringu. Gdy ujrzę go na miejscu, będę wiedział, że mam po co się fatygować – "Dr Stalowy Młot" drwi z rywala.

7 maja Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) ponownie pojawi się w ringu. Znakomity Filipińczyk zmierzy się z wiekowym, ale wciąż groźnym Shanem Mosley’em (46-6-1, 39 KO). Stawką pojedynku będzie pas WBO, pięściarze zawalczą w kipiącym luksusem i bogactwem MGM Grand. Zdecydowanym faworytem jest "Pac Man" jednak trener Mosleya, Nazim Richardson, głęboko wierzy w swojego podopiecznego i przewiduje sensacyjne zwycięstwo przed czasem.
- Mosley nie jest starym bokserem, jest legendą. Jeśli potrafisz się starzeć to wciąż możesz być niezwykłym pięściarzem. Muszę go przygotować do defensywnego stylu walki. Gdy Shane złamie oponenta, ten zaraz staje się bokserem boksującym z defensywy. Team Pacquiao powinien być świadomy siły mojego zawodnika. Mosley będzie potrafił umiejętnie przejść z ofensywy do obrony. Czuję, że znokautujemy Manny’ego – powiedział doświadczony szkoleniowiec.

Tomasz Zeprzałka (4-9, 4 KO) w czasach amatorskich był uważany za perspektywicznego pięściarza kategorii super ciężkiej. Na zawodowych ringach nie wiedzie mu się najlepiej, ale stara się nie unikać trudnych wywań. 21 czerwca mieszkaniec Krakowa stanie do walki z niepokonanym Jarno Rosbergiem (9-0, 4 KO) w Seinajoki, Finalndia.
Leworęczny Fin promowany jest przez Pekkę Makiego, który m.in. organizował walkę Piotra Wilczewskiego z Aminem Asikainenem. Pod koniec 2009 roku Rosberg stanął przed szansą wywalczenia tytułu zawodowego mistrza Finlandii. Po dziesięciu wyrównanych rundach pokonał Juho Haapoję, ale w jego organizmie wykryto nielegalne substancje.
Polski "ciężki" spotykał w ringu kilku naprawdę dobrych pięściarzy, byli to m.in. Ondrej Pala, Andriej Fiedosow, Paolo Vidoz czy Mike Perez – uczestnik najbliższego Prizefightera. W 2006 roku medalista mistrzostw Polski seniorów stoczył wyrównany pojedynek z Gbengą Oloukunem, późniejszym pogromcą Lamona Brewstera.
Trwają poszukiwania następnego przeciwnika dla nowego mistrza WBC w wadze półśredniej - Victora Ortiza (29-2-2, 22 KO). Być może wybór padnie na posiadacza tymczasowych tytułów federacji WBA i WBO - Roberta Guerrero (29-1-1, 18 KO). Po bardzo przekonującym zwycięstwie nad groźnym Michaelem Katsidisem, "Duch" stwierdził, że może walczyć z każdym - również w kategoriach junior półśredniej oraz półśredniej.
- Robert jest gotowy na walkę z każdym - potwierdza Richard Schaefer, prezydent Golden Boy Promotions. - To duży i silny zawodnik. Bardzo rozrósł się w ostatnim czasie. Guerrero wyznał, że nie jest dla niego problemem stoczenie walki w limicie 147 funtów. Weźmiemy to pod uwagę, szukając dla niego odpowiedniego przeciwnika.
Pojawiło się również pytanie "Czy Guerrero zgodziłby się na walkę z nowym mistrzem WBC wagi półśredniej - Victorem Ortizem?". Schaefer potwierdził, że "Duch" może bić się z każdym.
Jak poinformował niemiecki promotor Wilfried Sauerland, zaplanowana na 14 maja w Carson walka jego podopiecznego Arthura Abrahama (32-2, 26 KO) z mistrzem świata federacji WBA w wadze super średniej Andre Wardem (23-0, 13 KO) może nie dojść do skutku. Półfinałowy pojedynek turnieju Super Six stanął pod znakiem zapytania, ponieważ Niemcy nie zgadzają się z obsadą sędziów potyczki. Komisja sportowa w Kalifornii zdecydowała, że ringowy oraz jeden z sędziów punktowych będzie pochodził właśnie z tego stanu.
- Wbrew temu, co zostało ustalone wcześniej, Komisja chce wyznaczyć na tę walkę kalifornijskiego ringowego oraz punktowego. Nie możemy się na to zgodzić. Tego typu zmiany są wielką i nieprzyjemną niespodzianką. Dwa miesiące temu wszyscy uczestnicy negocjacji ustalili, że ten wielki pojedynek sędziować będą neutralni arbitrzy. Zgodziliśmy się, że jeden sędzia będzie z Kalifornii, jeden z Europy, a dwaj pozostali ani z Europy, ani z USA. Arthur nie wyjedzie z Niemiec, dopóki ta kwestia nie zostanie rozwiązana - zapowiada Sauerland.

2 lipca w Niemczech dojdzie do frapującego starcia w wadze ciężkiej. Wielki Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) zmierzy się z szybkim i pyskatym Davidem Haye (25-1, 23 KO). Stawką tego pojedynku będą aż cztery mistrzowskie pasy.
Dziennikarz portalu eastsideboxing opublikował listę pięciu najbardziej wartościowych zwycięstw, jakie do tej pory odniósł "Dr Stalowy Młot". Za największe osiągnięcie młodszego z braci żurnalista uznał bezdyskusyjną wiktorię nad Rusłanem Czagajewem – niepokonanym wtedy pięściarzem boksującym z odwrotnej pozycji.
W rozwinięciu pełne zestawienie...