14 maja w Kalifornii odbędzie się walka Andre Ward vs Arthur Abraham w ramach turnieju Super Six. Tego wieczoru kibicom pokaże się również Chris Arreola (30-2, 26 KO), były pretendent do mistrzostwa świata w wadze ciężkiej. Jego rywalem będzie pogromca Olega Maskajewa, Nagy Aguilera (16-5, 11 KO).
Trener "Koszmaru", Henry Ramirez, zapowiada, że zawodnik jest znakomicie przygotowywany do pojedynku, a jego waga zaskoczy wszystkich sympatyków boksu.
- Chris ważył 110 kg w momencie opuszczenia sali treningowej. Podejrzewam, że w dniu walki uda mu się zejść z wagą poniżej 104 kg, nie mam co do tego wątpliwości. Arreola trenuje bardzo ciężko. Nie ma mowy o taryfie ulgowej podczas obozu przygotowawczego. On jest naprawdę szybki. Ludzie przekonają się o tym już 14 maja – powiedział szkoleniowiec byłego rywala Tomasza Adamka.

Dziennikarz portalu eastsideboxing opublikował listę dziesięciu największych jego zdaniem niespodzianek w wadze ciężkiej. Najczęstszym gościem tego zestawienia jest George Foreman – jego nazwisko pojawia się aż trzykrotnie.
Za największa sensację żurnalista uznał zwycięstwo Jamesa Douglasa nad Mike’em Tysonem. Wydawało się, że "Żelazny" jest niezniszczalny, a tymczasem japoński ring zweryfikował całą prawdę. Czy we wrześniu Polacy będą mogli dopisać do tej listy swojego pięściarza?
Całe zestawienie w rozwinięciu...
Chauncy Welliver (46-5-5, 16 KO) po porażce z Odlanierem Solisem odchudził się o 20 kilogramów, wygrał jedenaście kolejnych pojedynków i jest już notowany przez WBC na dziesiątym, a przez WBO na dziewiątym miejscu w rankingu wagi ciężkiej. Pochodzący z Nowej Zelandii pięściarz od dłuższego czasu namawia Samoańczyka Davida Tuę (52-3-2, 43 KO) na potyczkę, ale ten cały czas ma inne plany, pomimo iż walka wśród krajów Oceanii wzbudziłaby zapewne wielkie zainteresowanie.
- Sparowaliśmy wspólnie wiele razy, lecz o dziwo nigdy na poważnie nie było rozmów na temat naszej walki. Ludzie zarzucają mi, że nie walczyłem jeszcze z nikim znanym. Cóż, David chyba jest kimś takim, a ja zabiegam o nasze spotkanie. Tua potrafi uderzyć, ja potrafię przyjąć, dlatego ludzie w Nowej Zelandii chętnie obejrzeliby naszą potyczkę. Chcę udowodnić wszystkim, iż posiadam spore umiejętności. David nie chce tej walki, gdyż miał problemy z moim stylem boksowania podczas sparingów. Teraz siedzi i czeka aż zostanie oficjalnym pretendentem, na szczęście coś dobrego stało się w zestawieniu federacji WBO, gdzie spadł z drugiego na trzecie miejsce. Po tym jak Adamek wyjdzie do Kliczki, on nie będzie już numerem jeden według WBO i żeby zostać oficjalnym pretendentem, będzie musiał kogoś dobrego pokonać, a ja mam nadzieję, że wybierze sobie na rywala właśnie mnie - powiedział między innymi Welliver.
Przestępcy we Włoszech z pewnością za nim nie przepadają, w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa, dla którego jest bohaterem. Mowa o dwukrotnym mistrzu świata i złotym medaliście olimpijskim, czyli policjancie z Mediolanu - Roberto Cammarelle.
W drodze po olimpijskie złoto w wadze super ciężkiej, w 2008 roku w Pekinie, 30-letni Roberto wygrał przed czasem z Brytyjczykiem Davidem Pricem, stopując boksującego aktualnie zawodowo pięściarza z Liverpoolu już w drugiej rundzie. W finale włoski mańkut powtórzył swój wyczyn i również przed czasem uporał się z zawodnikiem gospodarzy - Zhangiem Zhilei. Tak oto w wielkim stylu mógł założyć na głowę olimpijski laur.
Kolejnym wielkim triumfem policjanta z Mediolanu było wywalczenie mistrzostwa świata w Chicago w 2007 roku, gdzie w drodze na najwyższy stopień podium wypunktował Kubrata Puleva. Warto dodać, że podobnie jak Price, również i Pulev podpisał już kontrakt zawodowy i przez wielu uważany jest za przyszłego zawodowego czempiona najcięższej kategorii. Jednakże w starciu z Włochem nie miał wiele do powiedzenia, przegrywając z nim 12 do 5.
Michał Dzida: Jak na to zareagowałeś na wiadomość, że nie dojdzie do twojej walki z Erdeiem?
Dawid Kostecki: Jeszcze mam nadzieje, że coś jednak z tego będzie. To byłaby wielka szansa, mam nadzieje, że pojawi się jakiś sponsor. Chodzi generalnie o kasę. Taka walka to było by coś więcej niż pieć walk mistrzowskich w Polsce!
- Jak forma?
DK: Trenuje cały czas, jestem w niezłym gazie. Na samą wiadomość, że mogę dostać taką szanse, przybyło mi ze 40 procent mocny na treningach na siłowni. Ludzie, którzy ze mną trenowali i starali się nadążyć to rzygali, bo nie mogli tego wytrzymać. Zobaczę co będzie, jak nie 4 czerwca w USA, to na pewno 25 czerwca będę walczył w Rzeszowie.
- Z więzienia wyszedł Artur Szpilka – ty masz podobnie doświadczenia.
DK: Tak. Artur to mój przyjaciel - jesteśmy w kontakcie. On jest mocny psychicznie, a przede wszystkim ma zajebisty talent i to jest najważniejsze. Jestem wkurwiony na to, bo system resocjalizacyjny w Polsce to bzdura, nie powinni byli go zamykać. On ma charakter przywódcy - lidera, napewno sobie poradzi, ma jeden cel - znów boksować i w przyszłości zdobyć tytuł mistrza świata.
Dan Rafael jest jednym z najbardziej cenionych za oceanem dziennikarzem i specjalistą w dziedzinie boksu. Znany z ciętego języka oraz bezkompromisowego stylu bycia zawsze ostro reagował na wszystkie przekręty i starał się nagłaśniać wszystkie niesprawiedliwości. Od dawna jest również analitykiem stacji ESPN, ale według najnowszych informacji, najprawdopodobniej już wkrótce zmieni pracodawcę.
Według niepotwierdzonych jeszcze plotek, Rafael miał dostać ciekawą propozycję od stacji HBO, gdzie pełniłby funkcję "matchmakera", czyli człowieka odpowiedzialnego za dobór walk na galach oraz odpowiedniej klasy rywali.
Co ciekawe, Rafael jest znanym entuzjastą talentu naszego Tomasza Adamka (44-1, 28 KO) i gdyby nie potyczka "Górala" z Witalijem Kliczko 10 września we Wrocławiu, zapewne prędzej czy później Dan naciskałby swoich szefów, by ci postawili na Tomka... Rafael w nowej roli ma zadebiutować jeszcze pod koniec tego roku.
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) postanowił odpowiedzieć na zaczepki Davida Haye'a (25-1, 23 KO), który codziennie w prasie przekonuje świat o swojej wyższości nad pięściarzem z Ukrainy. Młodszy z braci choć z większą klasą, to jednak zapowiedział wygraną przed czasem nad pyszałkowatym Anglikiem. Przypomnijmy, że Władimir - mistrz wagi ciężkiej według WBO i IBF, skrzyżuje rękawice z Davidem 2 lipca w Hamburgu.
- Zapewniam was, że go nie zlekceważę, bo przecież przyszedł z innej kategorii i zdołał zdobyć tytuł mistrza świata. Razem z bratem chcemy zunifikować wszystkie pasy, a jako iż on ma tytuł WBA w swoich rękach, Haye jest dla mnie i Witalija interesującym przeciwnikiem. Jest bardzo szybki, większość walk wygrał przed czasem, dlatego traktuję go bardzo poważnie, doceniając przy okazji jego siłę. W boksie zawodowym jestem jednak od piętnastu lat i stoczyłem prawie 60 pojedynków. Wiem czego mogę się spodziewać po swoich rywalach, dlatego znokautowałem już 49. z nich. Zapewniam was, że Haye będzie znokautowanym numer 50 - zapowiada Kliczko.
Austin Trout (22-0, 13 KO), champion federacji WBA w wadze junior średniej, zapewnia, że jest gotowy, by stanąć do pierwszej obrony tytułu. 11 czerwca w Meksyku "No Doubt" zmierzy się z Davidem Lopezem (40-12, 23 KO).
- Rozbiję go moimi kontrami - twierdzi 25-letni Trout. - Zaperezentuję efektywną agresję ringową. Mój rywal jest wysoki, więc będę musiał wchodzić do półdystansu, by zadawać uderzenia. Czuję się świetnie. Trenuję ostro od miesiąca i jestem w bardzo dobrej formie. David Lopez to mocny przeciwnik, ale w pojedynku z nim zamierzam pokazać się z najlepszej strony.
Trout odniósł się także do potencjalnej walki z mistrzem WBC - Saulem Alvarezem (36-0-1, 26 KO). W lutym "No Doubt" łatwo pokonał starszego brata "Canelo" - Rigoberto Alvareza.
- Gdy tylko pobiłem jego brata, Canelo wyzwał mnie na pojedynek - wspomina Amerykanin. - Zgodziłem się, ale nie chciałem, by walka odbyła się w Meksyku. Po pokonaniu Hattona, Alvarez odpuścił i skończyły się rozmowy. Chciałbym walczyć z Canelo, ale on tego nie potrzebuje na tym etapie kariery.
Meksykańskie media donoszą, że król wagi lekkiej, Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO), najprawdopodobniej podjął już decyzję i zamierza przyjąć ofertę trzeciej walki z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Jeżeli Filipińczyk 7 maja upora się z Shanem Mosleyem, pojedynek z "Dinamitą" może odbyć się w październiku.
Blisko 38-letni Meksykanin otrzymał od szefów Top Rank pisemną propozycję walki z "Pacmanem". Warunki finansowe podobno bardzo odpowiadają Marquezowi, który zapewne odrzuci kontrofertę Golden Boy Promotions.
Ostatnim pieściarzem, który zadał Filipińczykowi porażkę jest rodak Juanmy - Erik Morales. Od tamtego czasu (marzec 2005) jedynym pięściarzem, który sprawiał Manny'emu problemy był właśnie Marquez. Na początku 2008 roku Pacquiao niejednogłośną decyzją sędziów pokonał "Dinamitę", lecz część obserwatorów była skłonna przyznać zwycięstwo Meksykaninowi. Od tamtego czasu Marquez bezkutecznie ubiega się o trzecią szansę. Wygląda na to, że u schyłku kariery będzie miał okazję potwierdzić w ringu swą wyższość nad "Pacmanem".

W sobotę kolejne zwycięstwo do rekordu dopisał Chauncy Welliver (47-5-5, 17 KO). Wysoko notowany w rankingach Nowozelandczyk rozbił Galena Browna (35-16-1, 22 KO), zwyciężając w piątej rundzie i broniąc pasa WBC Continental Americas. Od momentu porażki z Odlanierem Solisem (październik 2008) Welliver wziął się mocno za siebie, czego obrazem jest zrzucenie nadmiaru tkanki tłuszczowej. Z Kubańczykiem ważył 128 kg, w ostatnim starciu wskazówka wagi pokazała 105 kg.
Brown poprzednio mierzył swoje siły m.in. w walce z Mariuszem Wachem. Wysoki Polak zakończył walkę w czwartej rundzie, udanie rozpoczynając przygodę z Global Boxing.
- Wiedzieliśmy, że to może być trudny pojedynek. Brown pokazał serce do walki, dał dobrą walkę. Jestem gotowy na następny krok – powiedział tuż po walce zwycięzca.
Po latach dobijania się do czołówki kategorii super średniej Jesse Brinkley (35-6, 22 KO) w końcu dostał swoją życiową szansę, ale ciosy Luciana Bute okazały się zbyt mocne i obchodzący w tym roku 35. urodziny Amerykanin poległ mimo dzielnej postawy w dziewiątej rundzie. Niemal dokładnie pół roku po tamtych wydarzeniach Brinkley powróci do rywalizacji.
Jesse (na zdjęciu) wyjdzie na ring już w najbliższy piątek w Reno, a jego rywalem będzie niepokonany Peter Quillin (23-0, 17 KO).
- Nie mamy czasu na to, by systematycznie i powoli odbudowywać moją pozycję w świecie boksu, dlatego od razu wziąłem tak ciężką walkę z Quillinem. Potrzebowałem czegoś takiego, bo jeśli go pokonam, powrócę do ścisłej światowej czołówki i przybliżę się do kolejnego pojedynku o tytuł - przekonuje zmotywowany Brinkley.

Lateef Kayode (16-0, 14 KO) planuje wrócić na ring 11 czerwca, jego rywalem ma być ceniony Matt Godfrey (20-2, 10 KO). To starcie będzie głównym wydarzeniem wieczoru, transmitowanym przez telewizję Shobox.
Godfrey był nieaktywny od sierpnia 2010, gdy przegrał z Marco Huckiem w mistrzowskiej walce o tytuł WBO w kategorii junior ciężkiej.
Kayode jest pięściarzem trenowanym przez znakomitego Freddiego Roacha. Nigeryjczyk zaczął już przygotowania, obecnie sparuje z Chrisem Arreolą, który niebawem zmierzy się z Nagym Aguilerą. Sparingi odbywają się w Riverside i będą trwały przez najbliższe dwa tygodnie.
Jeszcze niedawno Andrzej Wasilewski ogłaszał, że kolejnym rywalem Zsolta Erdei'a (32-0, 17 KO) będzie nasz Dawid Kostecki. Trudno powiedzieć na ile zaawansowane były tak naprawdę rozmowy, jednak skończyło się na tym, że Węgier 4 czerwca w Atlantic City podczas gali "Froch vs Johnson" zaboksuje z innym oponentem.
Tak oto naprzeciw byłego mistrza świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej stanie inny champion sprzed lat, dziś pełniący już raczej rolę ekskluzywnego journeymana, Byron Mitchell (28-7-1, 21 KO).

Ismail Sillakh (15-0, 12 KO) od dłuższego czasu wymieniany jest wśród najbardziej utalentowanych pięściarzy kategorii półciężkiej. Kibice boksu będą mieli okazję zobaczyć Ukraińca w akcji podczas dużej gali, gdzie głównym daniem będzie starcie Lebedew vs Roy Jones.
Ostatni raz Sillakh występował w marcu, pokonując wysoko na punkty szczycąego się nieskalanym porażką rekordem Kubańczyka Yordanisa Despaigne. 21 maja po raz pierwszy 26-latek będzie bronił tytułu NABF. Przeciwnik nie jest jeszcze znany, wiadomo zaś że walka zakontraktowana będzie na 10 rund.
Może mało kto wie, ale Librado Andrade (29-3, 22 KO) oraz Enrique Ornelas (30-7, 20 KO) są spokrewnieni, a kuzyni kolejne pojedynki stoczą podczas gali w Indio 6 maja. Ten pierwszy stoczy drugi pojedynek po spotkaniu z Lucianem Bute, natomiast drugi powraca po nieznacznej porażce z Robertem Stieglitzem o pas federacji WBO w wyższej dla siebie dywizji.
Na chwilę obecną nazwisko rywala poznał tylko Andrade (na zdjęciu). Będzie nim syn legendarnego przed laty pięściarza, Amerykanin Aaron Pryor Jr (15-3, 11 KO). Bokserzy rywalizować będą na dystansie dziesięciu rund, tym razem w limicie dywizji półciężkiej.
Luis Concepcion (22-2, 17 KO) bardzo szybko pozbierał się po porażce z rąk "Tysona" Marqueza. "El Nica" powróci 18 czerwca na gali w Panamie.
- Zdaję sobie sprawę ze swojego potencjału. Będę ciężko pracował, by odzyskać to co straciłem. Chcę znów zostać mistrzem świata, by móc zapewnić mojej rodzinie odpowiednią przyszłość - powiedział 25-letni pięściarz.
Niewykluczone, że już za kilka miesięcy Concepcion dostanie szansę zrewanżowania się swemu ostatniemu pogromcy. Pierwsza potyczka "El Nici" z "Tysonem" z całą pewnością będzie poważnym kandydatem do miana "Walki Roku 2011".

Francois Botha (47-5-3, 28 KO) miał walczyć z Tysonem Furym, ale komisja bokserska w Wielkiej Brytanii nie zezwoliła na tę walkę. "Biały Bawół" musiał zmienić plany, a na ring wciąż mocno go ciągnie. 4 czerwca były pretendent do mistrzostwa świata stanie naprzeciw prospekta rodem z Republiki Południowej Afryki, a będzie nim Flo Simba (10-0, 9 KO).
Pojedynek odbędzie się w w Gauteng (RPA). Nie ustalono jeszcze na jakim dystansie pięściarze będą boksować. Co ciekawe, Simba rozpoczynał karierę w kategorii junior ciężkiej, w ostatnim starciu wniósł na wagę zaledwie 94,7 kg.
Wielokrotny mistrz wagi półciężkiej i pierwszy prawdziwy pogromca Roya Jonesa Juniora, Antonio Tarver (28-6, 19 KO), absolutnie nie obawia się Danny'ego Greena (31-3, 27 KO), z którym zmierzy się 20 lipca w odległej Australii.
42-letni Amerykanin krytykuje swego najbliższego przeciwnika za dobieranie łatwych rywali, od czasu gdy zdecydował się na przejście do kategorii junior ciężkiej. Green zdobył tytuł federacji IBO nokautując Julio Cesara Domingueza, a następnie obronił go błyskawicznie demolując wypalonego Jonesa Juniora. W kolejnych dwóch walkach "Green Machine" łatwo rozprawił się z rozbitymi Mannym Siacą i Paulem Briggsem.
Pomimo zaawansowanego wieku Tarver czuje się wystarczająco mocny, by dać Austalijczykowi solidną lekcję boksu. "Magic Man" nie chce jednak dawać szansy sędziom i zamierza wygrać przed czasem.
- Danny Green był świetny w super średniej i niezły w półciężkiej, ale żaden z niego cruiser - twierdzi Tarver. - Zamiast "Green Machine" powinni wołać na niego "Pogromca Kelnerów", bo on walczy tylko z wypalonymi pięściarzami.
Frank Espinoza, manager niepokonanego Abnera Maresa (21-0-1, 13 KO), oświadczył, że wśród wielkich planów na rok 2011 nie ma rewanżu z Vicem Darchinyanem (36-3-1, 27 KO). Obecnie Mares czeka na wieści z obozu mistrza IBF - Josepha Agbeko (28-2, 22 KO).
25-letni Meksykanin miał zmierzyć się z "King Kongiem" w finale turnieju w kategorii koguciej, lecz na kilka dni przed walką Agbeko nabawił się kontuzji, która wykluczyła jego występ na gali w Los Angeles.
W potyczce, która miała poprzedzić finałowe starcie Darchinyan zdeklasował Yonnhy'ego Pereza (20-2-1, 14 KO). Promotor "Wściekłego Byka", Gary Shaw, zaproponował, by 35-letni Ormianin zmierzył się z Maresem w walce o tymczasowy tytuł IBF. Espinoza twierdzi jednak, że jego podopieczny ma ciekawsze propozycje.
- Poczekamy na to, co stanie się z Agbeko. Jeśli Joseph zwakuje pas, to pójdziemy w innym kierunku - twierdzi manager Maresa.